Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Świniobicie po węgiersku

Posted by Marucha w dniu 2018-10-30 (Wtorek)

W Polsce stara tradycja świniobicia umarła.
Tylko polski kretyn nie wie, dlaczego.
Admin

Od początku grudnia do końca lutego najważniejszym świętem w każdej wsi węgierskiej oraz gospodarstwach agroturystycznych jest świniobicie, będące dla winiarzy okazją łatwego upłynnienia znacznych ilości wina, wesołej zabawy oraz wybornej uczty.

W okresie tym we wszystkich miejscowościach węgierskich niosą się o brzasku jęki prosiaków. Jednym z elementów wychowania młodego pokolenia jest przekazywanie wiejskiej tradycji i zwyczajów.

Nadchodzi czas przedświątecznego świniobicia przy aktywnym udziale młodzieży.


Praca/obrzędy zaczynają się już wieczorem dzień przed właściwym świniobiciem. Jeszcze główna bohaterka – nieznana w Polsce świnka mangalica – niczego nie podejrzewając pogodnie chrząka sobie w chlewiku, kiedy uczestniczący w świniobiciu obierają olbrzymie ilości cebuli i czosnku. Przygotowuje się też stoły, drewnianą balię oraz narzędzia do wyrobu kiełbasy i kaszanki. Ważną rolę odgrywa nieużywany obecnie na Węgrzech parnik do gotowania ziemniaków, na którym w wielkim kotle (okrągła 20-30 litrowa miska z uszami) gotuje się wodę, podroby do kaszanek, głowiznę oraz topi się duże kostki słoniny.

Następnego dnia o świcie przed ubojem gospodarz częstuje gości węgierską wódką – palinką. Po uboju mangalicę obkłada się słomą i podpala, aby usunąć z niej szczecinę. Słomę wykorzystuje się dla tradycji, dziś używa się raczej palników. Ale bywa okazja zobaczyć jedną i drugą metodę. W międzyczasie polewa się ją wrzącą wodą, co powoduje tworzenie efektownych kłębów pary i ułatwia szybkie golenie.

Na śniadanie smaży się krew na jasnozłotej cebuli podawanej z pajdą swojskiego chleba w towarzystwie wina podawanego na gorąco w glinianych dzbanach.

Po rozdzieleniu mięsa lepsze kawałki są odkładane, mniej ładne zmielone na kiełbasę, Szynki, golonki oraz połcie boczku są odłożone do wędzenia. Mięso z kością trafia do lodówki, słoninę tnie się na kawałki, a cała reszta trafiła na kilka godzin do kotła z wrzątkiem by po ugotowaniu zostać przerobioną na kaszanki (po węgiersku: hurka).

Następnie odbywa się mielenie mięsa na kiełbasę (kolbász), przyprawianie (sól, dużo papryki, czosnek, pieprz) i mieszanie. Wszystko razem umieszcza się w drewnianej balii i całość rozciera. Zmielone mięso przeciera się bardzo długo, najkrócej pół godziny, a po chwili przerwy na grzane wino oraz ewentualnym dołożeniu przypraw (wszystko jest brane „na smak”) – trzeba rozcierać wszystko jeszcze raz. Mięso przeciera się do chwili, aż będzie odchodziło od ręki. Porcje przygotowanej masy mięsnej umieszcza się w urządzeniu do napełniania kiszek.

Otrzymana kiełbasa częściowo przeznaczona jest do wędzenia (salami), częściowo do pieczenia (lodówka). Kto mieszka w Polsce nie spotka się ze świniobiciem jako wydarzeniem towarzyskim, który jest tutaj radosnym świętem, rytuałem obchodzonym wraz z zaproszonymi gośćmi. Uczestnictwo w tych imprezach jest wspaniałą zabawą, przygodą i dobrą szkołą życia dla młodych.


Na obiad jest tradycyjny rosół na kościach z dużą ilością warzyw, kapusta z pulpetami z mielonego świeżego mięsa, pieczona kiełbasa oraz dzban grzanego węgrzyna. Po uczcie obiednej i krótkim odpoczynku czeka już ryż i cebulka do produkcji kaszanki węgierskiej (ryżanki bez kaszy). Ugotowane na parniku w kotle kawałki są zmielone, zmieszane w drewnianej balii ze smażoną cebulą i ryżem, oraz przyprawione solą, pieprzem lub majerankiem. Do części z nich dodaje się resztkę krwi i tak obok pysznych wątrobianek powstają też uwielbiane krwawe kiszki. Po napełnieniu kiszek kaszanki na krótko trafiają do wrzącej wody.

W międzyczasie na parniku w dużej misce z uszami topią się duże kostki słoniny, które należy dość często mieszać. W trakcie smażenia tworzący się tłuszcz zbiera się do osobnych naczyń a duże skwarki (po węgiersku: tepertő), wyciskając z nich uprzednio resztkę tłuszczu, do miski.

Na sam koniec na krótko podsmaża się ponownie duże chrupiące skwary, dodając 0,5-1 litra mleka, co daje to im niepowtarzalny smak. Polacy, którzy mieli okazję wzięcia udziału w węgierskim świniobiciu najczęściej wspominają pyszne skwary ze świni mangalicy – najlepszą zagrychę pod podawanego na gorąco wspaniałego węgrzyna.

Pycha i logiczne, bo tłuszcz pozwala wypić większą ilość wina, które potrafi utrzymać doskonałą kondycję oraz równowagę w trawieniu, mimo zjedzenia większej dawki mięsa. Na podwieczorek tradycyjna degustacja wątrobianek oraz krwawych kiszek połączona z przelewaniem grzanego wina z dużego naczynia-termosu do glinianych dzbanów.

Na koniec wszyscy uczestnicy otrzymują na pamiątkę w woreczku gościńca do wzięcia do domu (disznótor), w skład którego wchodzą świeża kiełbasa do smażenia, kaszanki, słonina, skwarki i smalec.

Nad. Echo z Węgier

Komentarzy 31 to “Świniobicie po węgiersku”

  1. zenovka said

    Świetna tradycja. Jęk mordowanych zwierząt o brzasku, niosący się po wszystkich miejscowościach. Doprawdy, nikt nic lepszego nie wymyślił.

  2. NICK said

    Gupek. Kto?
    Nie echo.

    Echa szły.
    I poszły.

    Ze-novka.
    Tyż. Idź.

    Nie jęcz.

    Do KOD-u.
    Bez smrodu i jęków.

  3. Marucha said

    Re 1:
    A Pani to przypadkiem wege albo wega?

  4. revers said

    no koszerny lub muzulmanski uboj jest piekniejszy?, a salami wegierksie w pieprzu, lub w przyprawach nie smakuje.

    Swego czasu ludzie z Polski jezdzacy do pracy w Berlinie Zachodnim, specjalnie przesiadali sie w Berlinie Wschodnim zeby kupic tam rozne salami wschodnie, czy wegierskie, tansze byly i smacznieczniejsze niz zachodnie na antybiotyakch i gmo, juz w latach 80 tych wprowadzane masowo a zachodzie, co bylow widac golym okiem na corocznych miedzynarodowych targach wiejskich w Berlinie jeszcze przed 1989 rokiem.

  5. Terebesz said

    Może nie wszyscy znają: blog o scytyjskich korzeniach Polaków i Węgrów. http://krajscytyjski.blogspot.com/2018/09/wegry-polska.html
    Dużo jest o Węgrach, w samych superlatywach zresztą. Naszła mnie ochota na węgierskie jedzenie.

  6. revers said

    Teraz to nawet robaki nie chca jesc jablek, czy to polskich , czy wegerterianskich od pan/-i zenovka, rownie dobrze mozna by bylo zjesc rolke papieru toaletowego , ten sam smak i zawarosc witamin, w tym witaminy C waznej do przezycia w zdrowiu do wiosennego przednowka, czyli zero.

    Mieso to samo, rosolu nie ugotusjesz porzadnego z oczkami, a co dopiero z swiezym pachnacym koperkiem. Zupa jarzynowa wychodzi jak brukiew z klejem miesnym i chyba o to chodzi zeby zapaskudzic zywnosc wszystkim i w kazdej rolniczej dzialce, a zenovki o etyce zabki lub ekspedientki z zabki beda pieprzyc nad papierem toaletowym z kolorowym wydrukiem na opakowaniu tu jest miejsce na zdrowa i odrzywcza , zwitaminazowana zywnosc. ..

  7. Marcin said

    Aż slinka cieknie.
    A mnie się marzy takie świniobicie jak kiedyś na wsi u babci i smażona świeżynka z pajdą chleba. Nie zapomnę nigdy aromatu wydobywającego się z wędzarki ech, gdzie te czasy?. Dziś wszędzie po wsiach grille i kiełbasy z „Bakutilu”. Te czasy już nie wrócą.

  8. Boydar said

    Zenovka ma rację. To jest przerażające.

    Protestujemy przeciw zboczeńcom na ulicy. Mamy coś do zboczeńców ? Przecież zdechną zanim zdążą się zestarzeć. Powinniśmy być im wdzięczni, że się nie rozmnażają, populacja powinna się oczyścić. Jednak nie, ich ilość rośnie. Właśnie dlatego, że wypełzają na ulicę, i głównie dzięki temu.

    Zabijanie zwierząt, w tym przypadku masowe a wręcz publiczne, nie jest dobre dla białego człowieka. Stąd już tylko krok do mordowania ludzi. Podtrzymywanie tradycji, ha, tylko takie tradycje mamy do podtrzymania ? W przedmiotowym zakresie wiele moglibyśmy się nauczyć od żydów i kozojebców.

  9. revers said

    Swego czasu znajomy z Belgii przyjezdzal do Polski na polowania, ale zamiast uganiac sie za dziczyzna wolal zamowic na wsi mlodego wieprzaka, dobrze wypatroszyc wrzucic na ruszto w calosci i przypiec kolo mysliwskiej chacie, do tego spora ilosc alkoholu i biesiada na 102 na dziesiatki osob.

    Dis to pewnie nie przeszlo yb, bo dobra zmiana i 3 lata do odsiadki za wyreczenie mysliwych i ochronne zwierzyny plowej.

  10. Mimochodem said

    Świniobicie widziałem jeden tylko raz jako pięciolatek, to było okropne przeżycie, mam ten obraz w pamięci do dzisiaj.

    Bo to jest dla dorosłych.
    Admin

  11. Martka said

    I ja widziałam, wiele razy za dzieciaka. Jak sie krówka cieli też. I jakoś szkody na rozumie nie poniosłam.

    Na rosół to my kupujemy kurę od Amiszów, dobra jest, tłusta. Piersi z takiej kury są dużo mniejsze niż piersi kupowane luzem, wydaje mi się, że jest to mięso lepsze i zdrowsze, ale pewna nie jestem.

    Rodzinka w Nowym Jorku, jak się niedawno dowiedziałam, kupuje lokalnie świniaka i sami robią przetwory. Wędlin nie kupują. Robią sami. Wędzą na podwórku, ku uciesze sąsiadki, która dzwoni wtedy na straż pożarną 🙂 Strażacy po którejś z kolei interwencji powiedzieli wujowi, że jak baba zadzwoni znowu, to oni ją aresztują. Ciotka raz w tygodniu piecze swój chleb. Można? No pewnie.

  12. existō said

    @10 Podpisuje się pod tym rękami i nogami, miałem pewnie też mniej więcej tyle lat i przypadkiem, pewnego jesienno-zimowego popołudnia wszedłem na coś takiego. To był raczej mord niż fachowe zabicie zwierzęcia. Krąg ludzi, świnia wyje, bo kolejne ciosy obuchem jej nie uśmiercają. W końcu upadła i wtedy wsadzili jej nóż w tętnicę, a krew chlusnęła w błoto. Ktoś szybko podstawił miskę.

    To był klimat jak z „Domu złego” Smarzowskiego. Polecam wszystkim film.

  13. existō said

    A wieprzowiną się brzydzę.

  14. Boydar said

    A to tradycja dla niezupełnie dorosłych

    Dorośli w tym czasie zajmują się czynnościami dla dorosłych w Domu Związków Zawodowych

  15. Antymarxista said

    Przy okazji tego „Świniobicie po węgiersku” – dużo tam przypadków raka jelita grubego.

  16. AlexSailor said

    @Marucha

    „Bo to jest dla dorosłych.”

    Nie jest dla dorosłych, tylko dla ludzi.
    Zabijanie jest zawsze rzeczą przykrą i zapewne rani wrażliwość dziecka.
    Tylko, że jest częścią życia i naszej egzystencji.
    Nic takiemu dziecku się nie stanie, jak zobaczy zdobywanie żywności, choć nie ma potrzeby, by takie rzeczy pokazywać dzieciom na siłę.
    Jednak 10-12 letni chłopak powinien już widzieć i wiedzieć co to zabijanie.
    Nic przyjemnego, konieczność.

    Separowanie ludzi od zabijania zwierząt tworzy z nich lemingi, owieczki i kozy niezdolne do realnego działania,
    niezdolne do obrony i zdobywania pożywienia.
    Później rosną takie dziwne stwory, co to nie tylko mięsa nie jedzą (oczywiście nie ma konieczności), ale jeszcze bawią się w jakiś weganizm.
    Jeden z drugim nawet nie jest w stanie pojąć, że żyje tylko dlatego, że może sobie pójść do sklepu i zakupić
    jakieś roślinne żarcie, które powiezie do domu, i tam sobie na gazie lub prądzie dostarczonym, do ogrzewanego przez innych mieszkania,
    je przyrządzi.

    Gdyby działał w normalnym otoczeniu, nie przeżyłby, z uwagi na wycieńczony organizm.
    Po prostu za dużo w tyłkach siedzących na urzędniczych stołkach i pasożydujących na
    ludziach generujących realną wartość i dobrobyt.

    W ujęciu ekonomicznym, jeśli kapitał porównać do energii (bo jest swojego rodzaju energią), to co obecnie mamy,
    ta degeneracja, jest możliwa przez przeżeranie dorobków poprzednich pokoleń IXX i XX wieku i zadłużanie przyszłych pokoleń,
    oby nie na dwa stulecia naprzód.

    A jak to działa.
    Kiedyś na wsi i w wielu domach w mieście, niemal każdy kto mógł, trzymał sobie kury na jaja i mięso, króliki, świnie, a niektórych regionach kozę.
    Żywione to było w części odpadkami z kuchni, bo ze stołu nic się niemal nie marnowało, dokupionym zbożem, zbiorami z własnego gruntu, często kilkunastu
    arów działki, zerwaną niczyją pokrzywą i zielskiem.
    To była wielka praca wykonywana przez ludzi po godzinach, praca o olbrzymiej wartości.
    Rolnicy też niezależnie od specjalizacji te kilka świń, czy kilkanaście, trzymali.
    I była rezerwa żywności, nawet urzędas od niczego (a było ich 4x mniej i jeszcze mniej od niczego) generował wartość trzymając wieprzka lub kury.

    W XXI wieku tego w Polsce już nie ma.
    Przez dopłaty żywność stała się tak tania, że nie było sensu prowadzenia własnej hodowli.
    I w ten sposób ludzi oduczono samodzielności, a zamiast generować wartość, siedzą przed TV lub przemierzają bezkresne
    przestrzenie galerii handlowych kupując śmieci produkowane najczęściej w Azji dla białych murzynów.
    Taki współczesny perkal i koraliki.

    Ale nic to.
    Żywność znów będzie droga, i to bardzo droga, bo silnie opodatkowana, jak tylko oduczą ludzi na dobre.

  17. revers said

    do tego nikt nie zalapal nawet pan Boydar, ze takie naglasnianie medialne swinobicia, ma odstraszac przyszylych muzulmanskich zdobywcow europy.

    Przynajmiej beda omijac Wegry szerokim lukiem, w przeciwienstwie do juz bardzo toleracyjnej RP, gdzie maja sie razem modlic jak nie w Berlinie to Wraszawie razem, 5 razy dziennie do tego samego Boga od podstawienia przez Jehowych.

    A i Wegrzynowi w Polsce dostalu by sie 3 lata za swiniobicie, i drugie tyle ta prorosyjska polityke wokool poludniowej rury gazowej, czego dowodem jest miedzy innymi Mateusz Piskorski w miejscu.

  18. bo czymże jest zwyczajowe, tradycyjne świniobicie dla własnych potrzeb w porównaniu do masowej rzezi zwierząt w przemysłowych ubojniach, do których wiezione są i przetrzymywane w warunkach tak ogromnego stresu, że po uboju ich mięso nadaje się wyłącznie do trucia ludzi.

  19. Niki said

    Wszystko wyszło dzięki poprawności politycznej. Już małe dzieci jak i co niektóra młodzież nie wiedzą że kiełbasa jest ze świni a nie ze sklepu. W niektórych sklepach na zachodzie nie wolno w witrynie pokazywać świeże półtusze – bo to uwłacza delikatności przechodniów (muzułmańskich).
    A komu to przeszkadzało aby rolnik mógł zabić swoją świnkę czy cielaczka. Ano temu że wtedy Państwo (czyli urzędasy ) nie wiedzieliby dokładnie ile jest świń,cielaków itp.zwierzyny.
    Coraz bardziej (gorzej niż za komuny) wszystko musi być policzone i restrykcje większe niż za Adolfa.
    Komu to służy – NIKOMU ??? Pomyślcie !
    Czy to WOLNY kraj ??? Coraz bardziej zniewolony.

  20. Andzia said

    W USA przeprowadzono w szkole eksperyment polegający na tym, że z dwiema jednakowymi roślinami na przerwach rozmawiali uczniowie: jedną chwalili i mówili jej miłe słówka, drugą obrażali niewybrednie. Po jakimś czasie okazało się, że ta chwalona pięknie się rozwinęła a obrażana przwiędła.
    Tutaj też o uczuciach roślin: http://www.florini.pl/blog/rosliny-czuja-krzycza-i-zapamietuja/
    Jest tego więcej w internecie. Rozmaitym weganom i wegetarianom to nie przeszkadza, jak i jakoś nie protestują przeciwko GMO. Wygląda na to, że są mniej subtelni niż mięsożercy: muszą usłyszeć kwik, niektórym też ryk zarzynanego bydła nie wadzi, bo to religijne.

  21. Boydar said

    Ja nie mam żadnej pewności, Panie Revers, w co akurat ci „muzułmanie” wierzą a w co nie. Póki co i na pewno, to wierzą w dil Sorosa i „zachodnich” rządów. Tako i załapać nie mogłem.

  22. Marucha said

    Re 16:
    Panie Alex, do wielu Pańskich trafnych spostrzeżeń dodałbym jedno zastrzeżenie: nie ma co przesadzać z przedwczesnym oswajaniem małych dzieci z takimi widokami, jak świniobicie czy choćby zarzynanie kury.

  23. Kurtz said

    Ad.1. „Jęk mordowanych zwierząt o brzasku… Doprawdy, nikt nic lepszego nie wymyślił.”

    Wymyślił, wymyślił! Zapach napalmu o poranku.

  24. Wieloimienny said

    „existō @
    „o 2018-10-30 (wtorek) o 23:39:06
    A wieprzowiną się brzydzę.”

    Jonny Daniels też!

    Boydar @

    W rzeźni jest lepiej? Świnia powinna wziąć w racicę glocka i strzelić se w łeb? Panu nikt nie zakazuje jeść zieleniny, kozie też. Większość ludzi żeby mieć krzepę do roboty musi białko jeść. Poza piątkiem mam mięso w jadłospisie. Jaka to różnica czy świnie poderżnie się gardło, czy walnie obuchem w łeb lub trzaśnie prądem? I tak na mięso!

    Martka @

    Ja widziałem za dzieciaka jak maciorze z cipy wyleciał prosiak. I też do dziś pamiętam. I pamiętam, że wtedy byli wszyscy happy!

  25. Boydar said

    Panie Wieloimienny, nie mieszaj Pan wódki.

    Ja protestuję przeciwko angażowaniu dzieci w krew i rozpacz. Zaznaczam, że „i”, bo podczas prosienia krew jest też.

  26. Salcie said

    Ad.17 – Revers

    „….takie naglasnianie medialne swinobicia, ma odstraszac przyszylych muzulmanskich zdobywcow Europy….”

    Gratuluję Panu wspanialego refleksu! 🙂
    Dokładnie tak jak Pan pisze.

  27. Isreal said

    ad1
    „Świetna tradycja. Jęk mordowanych zwierząt o brzasku, niosący się po wszystkich miejscowościach. Doprawdy, nikt nic lepszego nie wymyślił.”

    kopiowane z tekstów o WOŁYNIU?
    to „Jęk … o brzasku, niosący się po ..” jakoś znajomo brzmi tylko , że tam LUDZI mordowali paniusiu (świnki raczej kwiczą, jeżeli już)

    może sympatyzujemy z upa i z tym „no problem”

    ukr

  28. revers said

    re21

    i dalej nic nie wiem p.Boydar czy zakasil by pan wegierskim salami po wegierski tokaj lub wegierska sliwowice, i przyjadl wegierska gulaszowa w razowo chlebowym na zakwasie talerzyku lub inna wiegierska papryczka, co na nawet w wegierskim Big Brother przebila o 100 numerkow, niejedna polska big brotherow frytke lub dode.

    Ja tam nic w Maroku nie podpisywalem ani moji bliscy , choc tam byli juz wczesniej na okrecie marynarki jeszcze polskiej w latach 60- tych, mam zdjecie, czy wycieczkowo przed wielkimi umowami migracyjnymi liczonych w dziesiatkach milionow wzbogacaczy kultur i portfela.

    czy pan tez tak tylko mysli ze za tym stoi tylko jeden 100 letni Soros? czy cala grupa think tankow z wiekszoscia z gminy, dla pewnosci?

  29. tom said

    Nauczycielka pyta „jasia” dlaczego nie byłeś wczoraj w szkole? Bo u nas było świniobicie i pomagałem ojcu opalać słomą wieprzka. Tym „jasiem” to byłem ja. Boże, ile to razy oglądałem i pomagałem przy sprawianiu ( nie zabijałem, najwyżej przytrzymywałem, opalałem, bądź goliłem czy rozbierałem). Jeszcze do tych czasów unijnych (tylko jak bez wiedzy służb wszelakich wyhodować na własną potrzebę prosiaka?) przetrwał u niektórych gospodarzy na Podlasiu taki sposób pozyskiwania wieprzowiny. Dziś przy tej potwornej propagandzie jest to coraz trudniejsze. Tym wszystkim pięknoduchom (lewactwu wszelkiemu) polecam artykuł; „Zabijaj i jedz” w październikowym „Polonia Chrystiana”. Może coś z tego wegaństwo zrozumie?

  30. Boydar said

    Nie, Panie Reversie, nie myślę tak. Soros to słup, tylko taki bardziej znany. Z jakiegoś powodu ma być znany. Może go ugotują żywcem, albo kogoś podobnego do niego. I powiedzą nam, że to już koniec przekrętów. A my im znowu uwierzymy. Bo ludzie lubią wierzyć, że będzie lepiej.

    Z Sorosem żeśmy ustalili, teraz z nimi. To nie jest takie proste, ani kto oni są ani do czego zmierzają. Nie potrzebują więcej pieniędzy ani władzy, mają z meniskiem. Czyli chodzi im o coś o czym nie wiemy. Najprościej przypisać im rolę sług Szatana – im więcej w piekle tym lepiej. Ale to wcale nie musi tak być.

    Jedno jest dla mnie pewne, jeżeli już można wskazać na kogoś, że to on niby sprawuje rzeczywistą władzę (nawet wespół wzespół), to można mieć pewność, że się mylimy. Absolutna anonimowość to podstawa ich bezpieczeństwa.

  31. revers said

    „Absolutna anonimowość to podstawa ich bezpieczeństwa.” … celne i cenne.

Sorry, the comment form is closed at this time.