Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Radio Wolna Europa – Chamy kontra Żydy (1)

Posted by Marucha w dniu 2018-11-03 (Sobota)

Nie znałem rzeczywistego przebiegu wydarzeń marcowych w Warszawie i innych miastach, musiałem polegać na informacjach zachodnioniemieckiej telewizji i prasy, a te brzmiały ponuro i wręcz tragicznie.

Dzienniki mówiły i pisały o setkach rannych i tysiącach aresztowanych, a nawet o jednej zabitej studentce.

Starałem się z rozwagą i na zimno analizować te wiadomości, odrzucając zwykłe, już na pierwszy rzut oka, wymysły rozgorączkowanych dziennikarzy, którzy w pogoni za rewelacjami i tanią sensacją zatracali wszelki umiar, ale mimo wszystko byłem w tych dniach głęboko wstrząśnięty.

Starły się wtedy w mojej świadomości dwa spojrzenia – dawnego studenta i agenta wywiadu, działającego na rzecz władz, które owych studentów pacyfikowały.

Na domiar złego, do centrali RWE w Monachium i jego Biur Terenowych, głównie w Wiedniu, Paryżu, Sztokholmie, Londynie zaczęli masowo zgłaszać się tzw. emigranci marcowi żydowskiego pochodzenia, rzeczywiście lub rzekomo prześladowani przez władzę PRL i straszliwego Moczara. Jedni z chęci podzielenia się swymi przeżyciami i odegrania się na swoich prześladowcach, drudzy z nadzieją na zatrudnienie w tej dobrze płacącej rozgłośni, a jeszcze inni dla zarobienia kilkudziesięciu dolarów za przekazane informacje.

Napływ ten, początkowo nieliczny w 1967 r., trwał przez cały rok 1968 i 1969 oraz częściowo 1970 r. Bardziej znanych czy też zajmujących wysokie stanowiska w Polsce, Biura Terenowe nie tylko wykorzystywały jako źródła informacji dla sporządzenia swoich raportów, ale także rekomendowały lub nawet kierowały do Monachium na rozmowy z Nowakiem i do ewentualnego wykorzystania ich przed mikrofonem.

Celował w tym szczególnie Wacław Pomorski w Wiedniu, przez który płynęła główna fala owych emigrantów, utrzymujący stały roboczy kontakt z Wiesenthalem i jego Centrum Dokumentacji w czym mu bardzo pomagała Nina Karsov. Podrzucali oni sobie nawzajem co ciekawszych rozmówców, zaś najbardziej interesujących sam Wiesenthal osobiście lub za pośrednictwem Pomorskiego protegował, względnie wprost kierował do Nowaka. W ten sposób w 1969 r., m.in. trafił do RWE płk. Adam Kornecki z MSW i Erwin Weit – tłumacz Gomułki z języka niemieckiego, o czym będzie dalej.

Wypadki marcowe nie zaskoczyły bynajmniej Nowaka i jego najbliższego otoczenia. Poczynając od sławnego „Listu otwartego do partii” Kuronia i Modzelewskiego – o czym już pisałem – i napływających ciągle z kraju nowych informacji, skutkujących m.in. powstaniem „Czarno na białym” – Nowak wyciągnął trafny wniosek, że w kraju coś nabrzmiewa. Mylnie chyba jednak w dużym stopniu sądził, że były to pierwsze objawy przenikania do Polski identycznych procesów i wydarzeń, jakie narastały w Czechosłowacji i doprowadziły do obalenia znienawidzonego Antonina Nowotnego, I sekretarza KC KPCz. Tam była jednak zupełnie inna sytuacja niż w Polsce przed 1968 r.

Od stycznia 1968 r. Nowak i jego zastępcy podejmowali sprawę wydarzeń w Czechosłowacji jako punkt pierwszy na konferencjach porannych, wytyczających program audycji na najbliższy dzień. Wypowiedzi Dubczeka, Smrkovskiego, Kohouta, Fojtika, Svitaka, Goldstickera, Szika i innych bohaterów „praskiej wiosny” nakazywali streszczać, omawiać i cytować możliwie jak najczęściej.

Nowak był pełen zachwytu dla postawy i działalności Dubczeka i jego towarzyszy, podobnie jak i prawie my wszyscy z małymi wyjątkami, do których należał m.in. Zamorski. Któregoś dnia po powrocie z kantyny, gdzie nasłuchał się owych zachwytów, rzucił sarkastycznie: jak tak dalej pójdzie, to jeszcze im wszystkim w Polsce, w całym bloku i u nas zacznie się podobać ten cały socjalizm.

Z powyższych względów przebieg wydarzeń marcowych był śledzony w RWE z wyjątkową uwagą. W audycjach pojawiły się bez żadnych osłonek akcenty podburzające młodzież na wyższych uczelniach. Nowak spodziewał się, że studentów poprą robotnicy, zwłaszcza młodzi, i chciał do tego doprowadzić. Ponieważ do tego nie doszło, pytanie dlaczego sprawy przybrały właśnie taki obrót, stało się jednym z głównych tematów – obok „wyjaśniania” przez Nowaka taktyki i prawdziwych celów działania Moczara oraz ciągle ponawianej i kulejącej kwestii audycji dla młodzieży – podczas obrad zapowiadanej przez niego specjalnej konferencji.

Odbyła się ona w dniach 21-22 czerwca 1968 r. w urokliwej leśniczówce o nazwie „Anzinger Sauschutte”, tuż za wsią Anzing, w pobliżu Monachium.

Nowak musiał przywiązywać do niej dużą wagę, bo ściągnął wszystkich – z wyjątkiem dyżurnych – redaktorów i pracowników produkcji programów, kilka osób z sekcji Zamorskiego, w tym, oprócz niego i jego zastępców, mnie, Smolińskiego i Mikiciuka, wszystkich korespondentów z Biur Terenowych, a także przedstawicieli tłumaczy i zatrudnionych w nasłuchu radiowym. Z Londynu przyjechał nawet płk. Jachnik, traktowany jako gość honorowy nie tylko z uwagi na wiek i udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r., ale także główny spec i dostarczyciel informacji o siłach zbrojnych PRL i Układu Warszawskiego, zamieszczanych przez „Róbcósia” w raportach II stopnia tajności z Biura Terenowego w Londynie.

Po krótkim powitaniu gości i zagajeniu, Nowak rozpoczął swoje wystąpienie od omawiania przyczyn łatwego i szybkiego spacyfikowania przez Moczara i jego ludzi buntu młodzieży akademickiej, pisarzy, naukowców i w ogóle inteligencji – jak się wyraził – które określił mianem pogromu i klęski.

„Porażkę ponieśliśmy również my, bo nie potrafiliśmy dużo wcześniej i przekonywająco uświadomić społeczeństwu, co się naprawdę kryje za walkę dwóch frakcji partyjnych i jak mogę być wykorzystywane w niej nastroje antysemickie. W ostatecznym bowiem rachunku antysemityzm okazał się być główne i skuteczne metodę kompromitowania tego buntu” – dodał. I ciągnął dalej:

„Ów zryw młodzieży akademickiej, pracowników nauki i literatów, Gomułka i propaganda partyjna bardzo chytrze przedstawia jako syjonistyczny spisek, za którym stoję odsunięci od władzy, wpływów i ważnych stanowisk Żydzi i ich dzieci zwane „bananowe młodzieżą”, co trafia do przekonania większości Polaków. Pamiętają oni czasy stalinowskiego terroru i wielkiego w nim udziału ludzi żydowskiego pochodzenia.

Gomułka i Kliszko, a przede wszystkim Moczar i jego zwolennicy wykorzystują obecnie zrodzone wówczas antysemickie uprzedzenia i nastroje do bezwzględnego zwalczania swoich przeciwników politycznych i pacyfikowania buntującej się młodzieży. Ów bunt przedstawiają jako świadomie zaplanowany i konsekwentnie realizowany spisek tzw. Komandosów, rekrutujących się w większości z młodzieży żydowskiej lub żydowskiego pochodzenia, dążących do odzyskania pełni władzy, jak było za życia Stalina, przez swoich ojców i dziadków. Najlepszym tego dowodem miały być rzucane przez nich hasła podczas demonstracji na UW w rodzaju „Zambrowski do władzy”, „Zambrowski do Biura Politycznego”. To właśnie oni mieli prowokować antyrosyjskie antyradzieckie manifestacje na wszystkich przedstawieniach „Dziadów”, a potem, po rozpędzeniu wiecu na UW, wysyłać swoich kurierów do organizowania podobnych demonstracji na uczelniach w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu i Lublinie. Wykorzystywali przy tym dobrą wiarę, naiwność, patriotyzm i ideowość polskiej młodzieży, wmawiając jej, że staje w obronie wolności, wolnego słowa, polskiej kultury, postanowień konstytucji, ludzkiej godności itp.”.

Po krótkiej przerwie na kawę Nowak zaatakował z marszu i już rutynowo Moczara, oskarżając go o sprowokowanie, za plecami Gomułki, owych zajść w swoim dążeniu do zdobycia władzy przez usunięcie go następnie w cień w odpowiednim dla siebie momencie. Miał ten cel osiągnąć łącząc swoje stanowisko szefa MSW z funkcją prezesa ZBOWiD-u, obsadzając tę organizację kombatancką wyłącznie swoimi ludźmi. W ten sposób stworzył stale rosnącą w siłę własną bazę społeczną, co w dalszej perspektywie umożliwi mu powołanie do życia czegoś w rodzaju własnego Frontu Narodowego. Oszukańczo szarżując chwytliwymi hasłami narodowymi, w tym jego sławnym już powiedzonkiem o ludziach, którzy przybyli do Polski w radzieckich szynelach, by nią „rządzić”, mając na uwadze głównie polskich Żydów, pozyskał całe grono różnej maści intelektualistów i pisarzy oraz zwykłych hunwejbinów do oblewania pomyjami swoich przeciwników w kraju, ale także i nas.

Jednych i drugich wymieniał Nowak z imienia i nazwiska, czego nie zamierzam powtarzać tu ze zrozumiałych względów.

W czarnych barwach odmalował też, co czeka Polskę, gdy Moczar zrealizuje swoje plany”. Już teraz panuje w Polsce „szary terror”, szarogęszenie się bezpieki, prowadzenie na masową skalę podsłuchów i inwigilacji, szantażowanie i zastraszanie nie tylko przeciwników politycznych, ale i zwykłych obywateli. A co dopiero będzie się działo, gdy dojdzie do władzy? Przecież w jego rękach znajduje się centralna kartoteka personalna MSW przy pomocy której będzie mógł on zniszczyć każdego przeciwnika szantażem, fałszywkami, dezinformacją, sfabrykowanymi donosami itp. Wówczas wróci „czarny terror” w postaci procesów pokazowych, egzekucji, tortur, więzienia ludzi bez sądów i prześladowania ich rodzin.

Słowem, wrócą najgorsze czasy stalinowskie. Tym bardziej, że ma on w Moskwie liczne powiązania i potężnych protektorów jeszcze z czasów wojny, którzy go wspierają i z inspiracji których rozpętał on tę całą prowokacyjną awanturę, posługując się jako narzędziem – ze względów taktycznych – skrajnym antysemityzmem i ultranacjonalizmem. Prawdziwym zaś jego i jego ludzi celem jest władza, pieniądze i wpływy. Są to bowiem ludzie pozbawieni jakichkolwiek hamulców i zasad moralnych, banda zwykłych opryszków mających często za sobą przeszłość kryminalną nie wyłączając Moczara i jego najbliższego kompana Grzegorza Korczyńskiego. Walka o władzę będzie się jeszcze bardziej zaostrzała, bo Moczar po cichu sprzymierzył się chyba z Gierkiem, by po rozprawieniu się z „rewizjonistami” czyli „Żydami” wysadzić z siodła Gomułkę.

„Ci z państwa, którzy regularnie czytają „Monitoring” wiedzą, że nasza służba nasłuchu zarejestrowała w czasie przemówienia Gomułki do aktywu partyjnego w dziesięć dni po rozpędzeniu wiecu studentów na UW, a następnie na Krakowskim Przedmieściu, że było ono przerywane skandowaniem „Gierek”, „Gierek” oraz okrzykami „Towarzyszu Wiesławie działaj szybko, bez półśrodków”. W tej sytuacji musimy robić wszystko, aby pokrzyżować te plany i raz na zawsze skompromitować Moczara, który jako były szef UB w Łodzi ma na rękach krew wielu żołnierzy AK i antykomunistycznego podziemia” – zakończył Jeziorański.

Na ripostę nie trzeba było długo czekać, bo zespół polski był w dalszym ciągu podzielony, a rozdźwięk powstały w 1965 r. w Feldafingu na tle stosunku do Moczara i jego „Partyzantów” oraz „Puławian” czyli „Żydów” zwanych też „rewizjonistami” a czasami nawet „lewicą partyjną”, zaczął się powiększać w miarę coraz bardziej zaostrzającej się sytuacji po przemówieniu Gomułki w 1967 r. i wypadkach marcowych.

Oponenci w odpowiedzi na ciągłe ataki Nowaka na Moczara, stale podkreślali, że zarówno on jak i jego zwolennicy chcą nadać istniejącemu ustrojowi bardziej polski charakter i zwiększyć niezależność Polski od ZSRR. Milcząca zaś i zastrachana większość zachowywała, względnie udawała obojętność, albo po cichu – przynajmniej częściowo – podzielała tezę Gomułki i Moczara o prowokacji. Wszyscy jednak byli niezadowoleni z antypolskiego wydźwięku, jaki towarzyszył tym wydarzeniom.

Doszło więc do ostrej dyskusji, do której jako pierwszy zgłosił się [Józef] Ptaczek z bardzo krytycznym do wypowiedzi Nowaka przemówieniem. Parę dni przedtem wiele godzin spędził na dokładnym studiowaniu kart i teczek osobowych, które mu podawałem: Moczara, Gomułki, Kliszki, Logi-Sowińskiego oraz Zambrowskiego, Bermana, Kasmana, Ochaba, Staszewskiego, Schaffa i jeszcze paru innych prominentów zaliczonych do „Żydów”, robiąc notatki. Od razu zarzucił Nowakowi, że zwalczanie Moczara i jego zwolenników jest bezsensowne i wielce szkodliwe dla Polski.

„Przedstawiając Gomułkę jako mniejsze zło wprowadzamy w błąd słuchaczy – powiedział – bo to nie Moczar, lecz dogmatyczny i autokratyczny Gomułka doprowadził do marazmu i zastoju gospodarczego Polski i jest odpowiedzialny za wszystko, co się obecnie w kraju dzieje i co nas Polaków kompromituje w oczach Zachodu. Wmawianie słuchaczom, że do tych godnych pożałowania wypadków doszło w wyniku spisku i prowokacji Moczara jest absurdem.

W praktykowanym przez Gomułkę sposobie sprawowania władzy i przy jego dyktatorskim usposobieniu, ani Moczar, ani nikt inny, nigdy by się nie odważył na zorganizowanie czegoś takiego poza jego plecami, bez jego wiedzy i zgody. Zupełnie błędna jest opinia pana dyrektora, że nacjonalizm Moczara ma wyłącznie fasadowy charakter i jest tylko maską mającą mu służyć do pozyskiwania poparcia Polaków w celu zdobycia władzy”.

I tu Ptaczek zaczął wyliczać zasługi Moczara: „To on pierwszy – powiedział – rzucił hasło „kombatanci spod wszelkich znaków, jeśli walczyliście o wolną Polskę, łączcie się”. To on podjął starania o pełną rehabilitację Armii Krajowej, naprawianie krzywd wyrządzonych jej żołnierzom i zrównał ich w prawach kombatanckich z żołnierzami AL, LWP i tych z PSZ, którzy po wojnie wrócili do Polski. Zrobił w ZBOWiD-zie, w którym byli AK-owcy stanowią obecnie większość, swoim zastępcą płk. Jana Mazurkiewicza – „Radosława”, wybitnego dowódcę AK podczas Powstania Warszawskiego.

Utrzymuje też bardzo dobre stosunki z dowódcami polskich jednostek walczących na Zachodzie. Kierowany przez niego ZBOWiD od paru już lat prowadzi zdecydowaną walkę z pomniejszaniem i wyszydzaniem polskiego czynu zbrojnego i to zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie, a także w Polsce, o czym możemy chociażby przeczytać w naszym Przeglądzie Prasy Krajowej. To on wreszcie domagał się i nadal się domaga przeprowadzenia rozliczeń i ukarania winnych za popełnione w okresie stalinowskim zbrodnie. Zwłaszcza przez tych skierowanych do Polski przez Stalina w radzieckich szynelach, czy też bez nich”.

Reakcja zwolenników Nowaka – m.in. Żenczykowskiego, Gamarnikowa, księdza Kirschkego, Stypułkowskiej i paru korespondentów, w tym Macieja Morawskiego – na wypowiedzi Ptaczka była zdecydowana i ostra, ale pozbawiona użytych przez Nowaka epitetów. Wszyscy oni powtórzyli jakby w skrócie to, co on mówił uprzednio, podkreślając że nacjonalizm Moczara jest wyłącznie udawany w celu pozyskiwania zwolenników i nie ma nic wspólnego z prawdziwym patriotyzmem. Najostrzej atakowała Moczara i jego ludzi Stypułkowska, nazywając ich „farbowanymi lisami” i „patriotami na usługach Kremla”.

Ptaczka i jego opinii bronili głównie Zadrożny, Kaniewicz, Smoliński i najbardziej, energicznie [Wiktor] Trościanko. W ostrych słowach wypowiadał się on także przeciwko nawiązywaniu przez Nowaka dialogu i współpracy z przybywającymi na Zachód „internacjonalistami bez ojczyzny”, którzy w ramach antysyjonistycznej czystki lub tylko z własnej woli opuścili Polskę, co mogli, ale wcale nie musieli uczynić.

Polemika tak rozpaliła dyskutantów, że ciągnęła się nadal podczas spożywanego na tej samej sali i przy tych samych stołach obiadu. Do ciekawej i ostrej wymiany zdań doszło m.in. między Ptaczkiem, Zadrożnym i Trościanką a siedzącymi obok również razem, korespondentami z Biur Terenowych: Z. Racięskim – „Róbcósiem” z Londynu, W. Pomorskim z Wiednia, M. Lisińskim ze Sztokholmu i M. Morawskim z Paryża.

Na zarzut tego ostatniego, że zbyt pochopnie potępił Nowaka za wykorzystywanie na antenie ofiar antysemickiej czystki, Trościanko dość złośliwie odpowiedział, że to właśnie on sam, Morawski, zbyt pochopnie i chyba z naiwnej wiary w Nowaka, i biorąc z niego przykład, kocha nadmiernie „Żydów” – „rewizjonistów”. I podobnie jak on nie chce widzieć, że wielu z nich przebranych obecnie w stroje demokratów ma ręce zbroczone krwią polską, podczas dokonywanych przez nich, na rozkaz Stalina, zbrodni, gdy z jego nadania trzęśli całą Polską. W podobnym duchu docinali Morawskiemu i Pomorskiemu Ptaczek i Zadrożny.

Ja, siedząc ze Smolińskim, Kaniewiczem i Menhardem obok owych dyskutantów, w ogóle nie zabierałem głosu, podobnie jak i podczas przedobiedniej polemiki na ten temat z zasadniczych względów. Nie mogłem narazić się Nowakowi i stracić jego sympatię, ujawniając publicznie swoje „propartyzanckie” poglądy ze szkodą dla mojej działalności na rzecz naszego wywiadu. Aby więc nie robić z gęby cholewy i kłamać z wyrachowania, opluwając Moczara, wolałem milczeć.

Nowak w „Polsce z oddali” napisał: „Obecni byli pracownicy spoza grona redakcyjnego, między innymi Andrzej Czechowicz. Słuchał uważnie, ale głosu nie zabierał. Nikt wtedy jeszcze o niego nie podejrzewał”. Przypominam, że był to rok 1968, a Nowak na str. 358 tejże książki podaje, że „dopiero w drugiej połowie 1969 r. podjął kontakt z polskim wywiadem” i to rzekomo w Polskiej Misji Handlowej we Frankfurcie nad Menem, zaś zaledwie „we wrześniu 1970 r. Czechowicz został przeszkolony w otwieraniu zamków i kas pancernych”.

O co więc ktoś mógł mnie już w 1968 r. podejrzewać, gdyby to było prawdą co Nowak napisał? Chodziło mu oczywiście o „skrócenie” czasu mojej działalności wywiadowczej z sześciu lat do sześciu miesięcy, aby „wykazać”, że właściwie niczego nie dokonałem i nie wykryłem, a tym samym pomniejszyć rozmiary zadanej RWE i stojącej za nią CIA przez nasz wywiad klęski. Ale to tylko tak na marginesie.

Rzeczywiście, we wspomnianej wyżej dyskusji głosu nie zabierałem, ale po jej zakończeniu, po obiedzie, gdy Nowak podjął temat aktualnych wydarzeń w Czechosłowacji, zachwycając się Dubczekiem i Smrkowskim i przeciwstawiając ich działania postępowaniu Gomułki i Moczara, postanowiłem wypowiedzieć się w tej sprawie. Przypomniałem na wstępie, że Czesi i Słowacy przeprowadzili jak na razie tylko, spóźnioną o 12 lat w stosunku do naszego Października 1956 r., destalinizację, a więc to nie oni, lecz Polacy dokonali pierwsi wyłomu w stalinowskiej skorupie totalitaryzmu. Nie poszli jednak wystarczająco daleko za ciosem.

Natomiast podjęte przez nowe kierownictwo KPCz. kroki wyraźnie wskazują, że mają oni bardziej ambitne i dalekosiężne cele, zmierzające do przekształcenia istniejącego systemu w ustrój demokratycznego socjalizmu, który stanie się wzorem dla całego bloku „ze Związkiem Radzieckim na czele”. Stanowi to żywe potwierdzenie słuszności tez zawartych w „Ewolucjonizmie” J. Mieroszewskiego i w jakimś stopniu współgra z zaczynającą robić karierę na Zachodzie teorią konwergencji o upodobnieniu się do siebie obydwu systemów: kapitalizmu i socjalizmu.

„Antystalinowsko nastawiony Gomułka – ciągnąłem – w dużym stopniu zmarnował, daną mu przez los i ślepo wierzący wtedy w niego naród, szansę dokonania znacznie głębszych zmian ustrojowych i personalnych. Stała się bowiem wtedy rzecz niebywała i bez precedensu, bo ten przecież na wskroś katolicki naród, mimo iż Gomułka był komunistą, uznał go za zbawcę i prawdziwie polskiego przywódcę. Udzielając mu bezwarunkowego wsparcia, udzielił go tym samym rządzącej partii. Miał bowiem wtedy nadzieję, a właściwie pewność, że będzie to prawdziwie polska partia, łącząca ideały socjalistyczne z tradycjami i wartościami narodowymi.

Ponieważ tak się niestety nie stało, i socjalizm praktykowany przez Gomułkę różni się zasadniczo od tego wyobrażanego przez Polaków, można mieć tylko nadzieję, że po przejściu obecnej burzy Polska wkroczy na drogę wytyczoną teraz przez komunistów czechosłowackich”. Dostałem za to dość duże brawa.

CDN

Jest to fragment wspomnień Andrzeja Czechowicza, agenta wywiadu PRL w Radiu Wolna Europa. Książka ukazała się właśnie na rynku.

A. Czechowicz, „Straceniec, czyli przypadki urodzonego w niewłaściwym czasie”, tom 1, Warszawa 2018.

http://mysl-polska.pl

Komentarze 3 to “Radio Wolna Europa – Chamy kontra Żydy (1)”

  1. Plausi said

    Najemnik Kuroń

    „„Listu otwartego do partii” Kuronia ”

    W latach 90-tych przebywaliśmy w RFN, kiedy w tamtejszych mediach prezentowano filmik o bohaterze NSZZ Kuroniu

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/kolonia-usa/

    jako swobodnie i konspiracyjnie poruszającym się po Warszawie tzw. dysydencie, filmowanym przy tej konspiracji przez TV z RFN, ale będącego prześladowanym przez wstrętny ówczesny reżym i wspomaganego finansowo przez Amnesty International tzn. będącego na jej żołdzie, organu wywiadów zachodnich m.in. z zadaniem finansowania działalności agentury wywiadu w krajach będących celem operacji tych wywiadów, znanej też po nazwą opozycji, nierzadko z przydomkiem operacyjnym „demokratycznej”.

    Przyznajemy ze wstydem, że daliśmy już wtedy temu wiarę, no cóż błędy młodości.

    „Wypadki marcowe nie zaskoczyły bynajmniej Nowaka i jego najbliższego otoczenia.”, nie powinno to zaprzeczyć pogłoskom, że pan Nowak był pracownikiem wywiadu USA i jako taki powinien być poinformowany na czas o realizowanej operacji,m której częścią była w końcu Wolna Europa.

    „Anzinger Sauschutte”, chodzi o „Saushütt”, patrz google maps

    https://www.google.pl/maps/place/Waldgastst%C3%A4tte+Sausch%C3%BCtt/@48.1380596,11.9700533,17z/data=!4m5!3m4!1s0x479e00a9903c9483:0xf6d9bc93845a2c47!8m2!3d48.1380559!4d11.9722418?hl=pl

    która pewnie do dziś pełni swe funkcje dla wywiadu, gościu zachowaj nieco ostrożności tam przebywając.

    „Są to bowiem ludzie pozbawieni jakichkolwiek hamulców i zasad moralnych, banda zwykłych opryszków mających często za sobą przeszłość kryminalną nie wyłączając Moczara i jego najbliższego kompana Grzegorza Korczyńskiego. „, Korczyński właściwie Kilanowicz

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Korczy%C5%84ski

    o jego śmierci: „z powodu zatrucia amebą (nieoficjalnie mówiono o samobójstwie, wypadku lub zabójstwie)”.

    Naturalnie w przeciwieństwie do tylu bohaterów narodowych

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/hala-po/

    obciąża go znamię sprośnego grzechu „antysemityzmu”, czyli jak mówi talmud, łatwiej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli „antysemita” zostanie polskim bohaterem narodowym. Ważna wiedza dla kandydatów na bohaterów narodowych, nie wystarczy znać biblię, także talmud jest niezbędny.

  2. Zbyszko said

    Czasy Gomułki i Gierka, to okres Bożej sprawiedliwości dziejowej, gdzie gnębione całymi wiekami warstwy chłopskie (i wywodzące się z nich warstwy robotnicze) w milionowych ilościach awansowały społecznie, na niespotykaną w historii Polski skalę.
    Zamiast podziękować Panu Bogu i pogonić tych, nazywanych przez Gierka, wichrzycieli i niszczących polską gospodarkę sabotażystów (bo sklepy miały być puste, by wygłodzeni robotnicy obalili Gierka, który dał Kościołowi na własność tysiące kościołów istniejących i pozwolenie na wybudowanie tysięcy kościołów nowych)), to przyłączyli się do nich, zaczęli tęsknić za zachodnią pornografią i… wszystko stracili.
    Swoje dzieci wygnali za granicę a te które pozostały w Kraju narazili na brutalne ataki obcokrajowców.
    Zaś po „odzyskaniu” wolności nasiliła się w POlsce fala uprowadzeń dzieci które dziesiątkach już tysięcy bestialsko w męczarniach straciły życie rozbierane na żywo na narządy (Zwłoki przerabiała fabryka betonu na autostrady w Niemczech. Teraz POlacy jadący do Niemiec jeżdżą po zwłokach swoich dzieci). Tu można o tym wysłuchać :

    Dzieci te, pewnie z zaświatów przeklinają tą całą solidarnościową „wolnośc” i swoich dziadków – członów Solidarności

  3. lewarek.pl said

    2.
    Dzieci te, pewnie z zaświatów przeklinają tą całą solidarnościową „wolnośc” i swoich dziadków – członów Solidarności

    To znaczy, że te dzieci są w piekle. Ciekawe czym biedactwa zasłużyły na taki los?

Sorry, the comment form is closed at this time.