Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Scena polityczna się betonuje

Posted by Marucha w dniu 2018-11-06 (wtorek)

Wszyscy rajcują się wyborami samorządowymi, czemu trudno się dziwić, bo przecież o synekury w radach i sejmikach ubiegało się prawie 185 tysięcy ambicjonerów, a o stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów – prawie 7 tysięcy, więc jest się czym radować albo smucić.

185 tysięcy ludzi z bliższymi i dalszymi rodzinami, nie wspominając już o przyjaciołach, to co najmniej 2 miliony zainteresowanych, niekiedy nawet bezpośrednio, a w przypadku wójtów, burmistrzów i prezydentów ta liczba może być podobna, skoro na przykład warszawski ratusz zatrudnia podobno 22 tysiące urzędników.

Gdzie indziej jest podobnie; świętej pamięci Pan Brat Stanisław Szczuka opowiadał mi o pewnej gminie na Podlasiu, w której liczba mieszkańców nie zmieniła się od 100 lat. Za czasów rosyjskich było tam 6 urzędników, wliczając w to stójkowego. Za czasów polskich – już 30, a obecnie – 60.

Wspominam o tym ze względu na frekwencję, która właśnie została uznana za „wysoką”, chociaż zaledwie przekracza 50 procent. Stawia to pod znakiem zapytania reprezentatywność samorządów, podobnie zresztą, jak Sejmu.

Wprawdzie tylko idioci wierzą w zapisy, że suwerenem w naszym bantustanie jest „naród” – tym bardziej, że oto właśnie ETS w Luksemburgu zagrał „narodowi” na nosie, „zawieszając” do momentu ostatecznej decyzji ustawę o Sądzie Najwyższym i nakazując przyjęcie do pracy sędziów, którzy już udali się byli na spoczynek wieczny („może ktoś z państwa będzie tak grzeczny i się uda na spoczynek wieczny…”), a pan prezydent Duda pojechał w związku z tym do Niemiec, żeby się dowiedzieć, jak przekuć to w sukces, no i w ogóle – jak w tej sytuacji nawijać „suwerenowi” i mu kadzić – ale Sejm nadal uważany jest za przedstawiciela „narodu” i co gorsza – sam się za takiego uważa.

Tymczasem nie jest to wcale takie oczywiste, bo skoro w ostatnich wyborach frekwencja wyniosła 50,92 proc. procent, to znaczy – że Sejm może reprezentować nie „naród”, tylko jego połowę. Ugrupowania reprezentowane w Sejmie zebrały 75,79 proc. głosów tej połowy, to znaczy – zaledwie 11 520 588. Tymczasem liczba uprawnionych do głosowania, czyli „naród” w rozumieniu konstytucyjnym, wynosiła prawie 31 milionów, zatem Sejm w obecnym składzie reprezentuje mniej więcej tylko jedną trzecią „narodu”. Czy w tej sytuacji można uważać go jeszcze za pełnomocnego przedstawiciela „suwerena”, czy za grono uzurpatorów.

Najwyraźniej ETS skłania się do tego drugiego poglądu, co jest zrozumiałe tym bardziej, że ordynacja w wyborach do Sejmu nie przewiduje żadnego minimum frekwencyjnego, więc nawet gdyby w głosowaniu wzięli udział sami kandydaci i zagłosowali na siebie, to wybory byłyby wprawdzie ważne, ale nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania…”), że nie byłaby to żadna reprezentacja „suwerena”, tylko banda uzurpatorów.

Wspominam o tym wszystkim, bo wyniki wyborów samorządowych zostały uznane za sukces przez obydwa ugrupowania antagonistyczne: PiS i Platformę Obywatelska z przystawkami w rodzaju Nowoczesnej i partyjki pani Nowackiej, która najwyraźniej zerwała politycznie z panem Zandbergiem by zlać się z panem Schetyną.

Otóż frekwencja wyniosła 51,3 proc. więc była nieco większa, niż w ostatnich wyborach do Sejmu. PiS uzyskał 32,3 proc, PO, zwana elegancko „Koalicją Obywatelską” – 24,7 proc, PSL – 16,6 proc. Kukiz 15 – 6,3 proc. Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc. SLD – 5,7 proc. – i tak dalej.

Co z tego wynika? Ano, że scena polityczna z roku na rok coraz bardziej się betonuje, zmierzając w kierunku utrwalenia się systemu dwupartyjnego. Nie zmienia tego od razu wynik PSL, bo PSL, jeszcze za komuny, jako ZSL, zawłaszczyła gminy wiejskie i małomiasteczkowe, obsadzając tam wszelkie możliwe synekury. Tych synekur trzeba bronić, jak niepodległości, więc w wyborach samorządowych PSL zawsze ma wynik lepszy niż w parlamentarnych.

Zatem scena polityczna zdominowana została przez dwie antagonistyczne partie, które w miarę kontynuowania politycznej wojny w Polsce, będą wchłaniały, albo eliminowały zalążki każdej alternatywy. Bo zarówno w interesie płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, jak i uczestników obozu zdrady i zaprzaństwa leży, by ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa. Taka sytuacja leży również w interesie Niemiec, którym stan permanentnej wojny politycznej w Polsce jak najbardziej odpowiada, bo dzięki temu mogą dokazywać w naszym bantustanie na podobieństwo imperatorowej Katarzyny w wieku XVIII i cierpliwie i metodycznie osłabiać pozycję Polski w Europie.

Obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm nie jest w stanie tego zmienić z powodu oddania się w macierzyńską niewolę Stanom Zjednoczonym, a za ich pośrednictwem – Żydom, którzy już przygotowują się do okupacji Polski w następstwie realizacji „roszczeń” majątkowych, czego Nasz Najważniejszy Sojusznik na podstawie ustawy nr 447 zobowiązał się dopilnować.

Taka sytuacja jest też jak najbardziej na rękę Rosji, która na frymarczeniu Polską przez naszych przyjaciół i sojuszników, może tylko skorzystać. Warto przypomnieć odpowiedź jakiej udzielił podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych OBWE w Wiedniu w roku 1987 Edward Szewardnadze, minister spraw zagranicznych ZSRR – że ZSRR nie ma nic przeciwko zjednoczeniu Niemiec, a tylko stawia jeden warunek: by między ZSRR, a zjednoczonymi Niemcami została utworzona strefa buforowa.

No to w tym właśnie kierunku wszystko zmierza, zwłaszcza gdy przypomnimy zagadkową uwagę Henry’ego Kissingera sprzed kilku lat, że za 10 lat Izraela może nie być. Nie oznaczało to bynajmniej, że Izrael rozpłynie się bez śladu w eterze, tylko, że zostanie przeniesiony w jakieś bezpieczniejsze miejsce. A czy może być lepsze miejsce od zachodniej Ukrainy i wschodniej Polski? To znakomity obszar do zainstalowania Judeopolonii, która w dodatku może z powodzeniem pełnić rolę „strefy buforowej” między zjednoczonymi Niemcami, a Rosją.

Wymagałoby to amerykańskiego uznania rozbioru Ukrainy. Teraz oczywiście nie ma o tym mowy, ale kiedy patrzymy, jak prezydent Donald Trump się waha, czy uwierzyć w informację podaną przez Arabię Saudyjską w sprawie śmierci dziennikarza w jej konsulacie w Stambule, czy też nie uwierzyć – ale co wtedy? Pokazuje to, że w imię racji stanu można uwierzyć we wszystko, a „uzasadnienie znajdą już panowie koledzy z Wydziału Prawnego” – jak zauważył ks. prof. Stefan Pawlicki.

I dopiero na tym tle możemy ocenić smakowitość precedensowego orzeczenia niezawisłego NSA w Warszawie, który po 70 latach i w 29 roku „wolnej Polski” zatwierdził nacjonalizację majątku rodziny Grocholskich w podwarszawskich Michałowicach.

Bo u podstaw systemu prawnego „wolnej Polski” leżą dekrety nacjonalizacyjne, co wygląda mniej więcej tak, jakby fundamentem systemu prawnego RFN były hitlerowskie ustawy norymberskie. Ale po co oddawać znacjonalizowane majątki polskim rodzinom, kiedy już wkrótce osiądzie na nich szlachta jerozolimska?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 6 to “Scena polityczna się betonuje”

  1. Toni said

    Odnośnie betonowania się sceny politycznej w Polsce to dwanaście lat temu postawiłem tezę, której słowo stopniowo zmienia się w ciało, że tzw. proporcjonalny system wyborczy z progiem procentowym, uprawniającym do podziału mandatów, de facto doprowadzi w dłuższym okresie do systemu dwupartyjnego w skali kraju, podobnie jak prowadzi do takiego rezultatu system jednomandatowych okręgów wyborczych (doświadczenia UK i USA).

    Podobieństwo obydwu systemów dotyczy dwóch cech: pierwsza jest rezultatem (dwupartyjność w skali kraju), druga jest warunkiem koniecznym, by system dalej funkcjonował. Chodzi o to, by kraj praktycznie po równo (w sensie liczby regionów – w Polsce to województwa, w USA to są stany) został podzielony między obydwa dominujące ugrupowania. Praktycznie jedna połowa regionów powinna być domeną jednego ugrupowania, a druga połowa regionów – domeną drugiego ugrupowania. W Polsce województwa zachodnie i północne to dominium stronnictw lewicowych i liberalnych (liberalnych w sensie społecznym, moralnym i obyczajowym), a województwa wschodnie i południowe to dominium stronnictw akcentujących swój konserwatyzm w sensie społecznym, moralnym i obyczajowym. W USA zaś stany południowe to dominium „demokratów”, a stany północne to dominium „republikanów”.

    A teraz różnice: System JOW prowadzi do zdecentralizowanych form rozwiązań organizacyjnych w obrębie dwóch głównych stronnictw, będących (każde z osobna) komitetem wyborczym. Natomiast w tzw. systemie proporcjonalnym z progiem procentowym funkcjonują partie wodzowskie; wodzowie partyjni mają decydujący głos, kto znajdzie się na liście wyborczej i jaka będzie na niej kolejność.

    Ostatni wniosek nasuwa mi się taki: judeopolonia do swego zafunkcjonowania będzie miała stworzone optymalne warunki wtedy, gdy ostatecznie zapanuje i utrwali się w naszym bantustanie (że użyję określenia St. Michalkiewicza) w pełni rozwinięty dwupartyjny system demokracji liberalnej.

  2. lopek said

    „Scena polityczna się betonuje”
    =========
    Sama tzw. demokratura – to nie tyle zalanie betonem tzw. suwerena co zalanie go szatańskimi odchodami, które z biegiem lat zasychając – tworzą coś na wzór dobrego i złego nie tyle policjanta – co złodzieja i bandyty. Jeden bandyta – co to za ojca swego – ma diabła – okrada i maltretuje suwerena bez wyrazu na twarzy a drugi robi to z uśmiechem Janosika. Ale to nie wszystko – bo aby skołować do końca tzw. suwerena – to np. w USrahellu najgrubszy tam Srul w ciszy gabinetu powie tak:
    od dzisiaj wy demokraci będziecie republikanami a republikanie będą demokratami – i co?
    Ano nie mamy pańskiego płaszcza… i tak dalej.
    Wniosek?
    Jeżeli Szatan za pomocą swoich pupili – na Ziemi zaczyna budować Piekło – to fundamentem owej budowli jest właśnie tzw. demokratura. Demokrrrrrraturrrrrra!

  3. Kar said

    ..pociotkowe-swinskie zatrudnianie swoich ma swoje +y..beda wkrotce zataczac coraz wieksze kregi w poszukiwaniu-rozszerzaniu swinskiej bazy swoich..kwestia czasu tylko, (kiedy?)…a zapukaja do drzwi juz moze jutro..proszac o uczestnictwo cpania przy wspolnym korycie..cierpliwosc jeszcze x cierpliwosc gminy petenci, prosze

  4. Boydar said

    Panie Kar, co Panu za różnica, jakie przekonania ma kierowca MPK którym dojeżdża Pan do pracy. Ma mieć rzetelne prawo jazdy i nie przycinać nogi babci, drzwiami.

    Jak przytnie, zwłaszcza umyślnie, powinien otrzymać stosowny wpier.dol.

    I tylko o ten wpier.dol przecież się nam rozchodzi w rozważaniu podstawowym (bo nawet nie o prawo jazdy). O jego nieuchronność i sprawiedliwość.

  5. Kar said

    ..panie szanowny, Boydar; ja mam cicha.. bloga nadzieje, ze jeszcze dociagne-dozyje dnia kiedy to wszystko szczesliwie sie roz*pierdoli..bo przeciez nie moze byc inaczej (??)

  6. Boydar said

    Nie może, to pewne jak dwa a dwa, ale pewności że dożyjemy (Pan czy ja) to nie ma żadnej. Może też być tak, że warunkiem sine qua non zmiany „stanu skupienia” jest właśnie … nasze odejście. Ale to też tylko moja spekulacja.

Umieść kropkę albo > bezpośrednio przed linkiem do obrazka lub filmu, aby go na razie nie wyświetlać. Rób akapity w dlugich tekstach. Zobacz też https://marucha.wordpress.com/cenzura/ odnośnie cenzury, pisania komentarzy etc.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s