Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Od ulotkarza do miliardera. Wzruszająca historia Sebastiana Kulczyka.

Posted by Marucha w dniu 2018-11-12 (Poniedziałek)

Należący do Wirtualnej Polski portal ekonomiczny Money.pl postanowił dostosować się do luźnego charakteru dzisiejszego dnia, dlatego zaserwował swoim czytelnikom nowatorski program kabaretowy.

Dzięki niemu dowiedzieliśmy się więc, że Sebastian Kulczyk, czyli oczywiście syn (podobno) zmarłego przed trzema laty najbogatszego obywatela Polski, zaczynał od roznoszenia ulotek, aby ostatecznie dojść do majątku w wysokości 4,5 miliarda złotych.

„American Dream” od dawna jest już wyśmiewany przez krytyków neoliberalnego charakteru Stanów Zjednoczonych, lecz wydaje się, iż ta podstarzała już bajeczka nadal trafia w Polsce na podatny grunt. Najwyraźniej Sebastian Kulczyk postanowił wykorzystać ten fakt do „ocieplania wizerunku” swojej osoby, najprawdopodobniej zazdroszcząc swojej siostrze Dominice, która od dawna kreuje się na wspaniałego dobroczyńcę walczącego z głodem na świecie.

Pan Sebastian w porównaniu do swojej siostry nie zamierza jednak sięgać do swojej kieszeni, ponieważ woli pochwalić się jej zawartością, a dokładniej sposobem w jaki doszedł do swojej fortuny.

Na wspomnianym Money.pl czytamy więc, że syn dawnego najbogatszego obywatela Polski, „kiedy zaczynał pomagać w rodzinnej firmie, po prostu roznosił ulotki”, natomiast „dzisiaj jego majątek jest warty ok. 4,5 mld zł”.

Dopiero na końcu artykułu, przedzielonego zresztą jego główną zawartością w postaci wywiadu wideo, możemy się dowiedzieć, iż „jakąś” rolę w bogactwie Sebastiana Kulczyka mógł mieć fakt otrzymania przez niego w spadku firmy po swoim ojcu.

Doktor Jan z kolei nie zaczynał od roznoszenia ulotek, ponieważ – najpewniej roszczeniowe – nieroby zarzucają mu dorobienie się na układach z politykami, a dodatkowo przypominają, że pierwsze pieniądze także miał otrzymać od swojego ojca…

Na podstawie: money.pl.
http://autonom.pl

Ja znam podobną historię – oczywiście z USA – o chłopcu, który zaoszczędził 10 centów i kupił za nie jedno jabłko. Jabłko ładnie wypolerował i sprzedał za 20 centów. Za te dwadzieścia centów kupił dwa jabłka, ładnie je wypolerował i sprzedał za 40 centów. I tak prowadził biznes przez jakiś tydzień – aż nagle dostał wielki spadek po jakiejś ciotce, która nie miała bliższej rodziny i został milionerem.
Można? Można.
Admin

Komentarzy 20 to “Od ulotkarza do miliardera. Wzruszająca historia Sebastiana Kulczyka.”

  1. simar said

    Do tej kruwy Dominiki Kluczyk, co zgrywa filantropkie:

    17 Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»
    18 Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.
    19 Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».
    20 On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».
    21 Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»
    22 Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

    Dopóki nie rozdasz wszystkiego, co Twój ojciec nakradł, wy$%T#$aj!

  2. Zbyszko said

    Panie Gajowy a ja znam jeszcze lepszą bajkę. o tym jak siermiężne, nadające się do upadku PRL-owskie państwowe przedsiębiorstwa o dziwo szczęśliwie znalazły zachodnich nabywców w skutek czego cudownie przy tej okazji na wodzie, lądzie i powietrzu nagle pojawiły się np takie zabawki :

  3. Grace said

    Tak bogaci ludzie nie dorabiaja sie majatkow w uczciwy sposob. Kradna gdzie moga, kombinuja, oszukuja innych, daja lapowy politykom i skorumpowanym policjantom. Dorabiaja sie majatkow chodzac po trupach. Wykorzystuja innych w bezczelny sposob. Nie placa godziwych pensji swoim pracownikom, unikaja placenia podatkow. Nigdy nie spotkalam bogacza ktory nie mialby brudnych rak. Kazdy bogacz to zlodziej i krwiopijca. Prosze mi tutaj nie zarzucac ze to nieprawda i ze sa uczciwi. NIE MA! Szczegolnie widoczne jest to w Polsce. Kazdy bogacz w kraju to zlodziej. Czy to Lulczyk czy inny. Okradli wlasne panstwo i wlasny narod. Dzisiaj oplywaja w dostatki, ale jutro moga zawisnac. Pieniadze sa najgorszym zlem tego swiata.

  4. revers said

    O tak, pewnie Kulczyk od nowojorskiego Silverstona bral ulotki z instrukcja jak wyburzyc kontrolowanie wtc2,5,7 przed tym dobrze ubezpieczyc nieruchomsoci, do tego ybc slupem w warszawie w kilku inwestycjach w wawskie drapacze chmur.

    Dobrze wspoolpracowalo mu sie z Kwasniewskim, a juz deal na telekomunikacje polska a francuzami byl szczytem paserstwa i grabierzy, przy czym niemieckiemu Telekomaowi tarfilo sie z 5 mld. euro ta posrednictwo w laczach..

    wszycy zarobieni, tylko polsdki nie moga wyrobci sie z rachunakmi ta telefon.

  5. Siekiera_Motyka said

    Robert Hawryluk
    3 years ago
    @Ala2015 Thc miałbyś tyle tez byś kombinował nie zazdrośćmy tylko bierzmy sie do roboty pozdrawiam

    Ralphs Trailers
    Published on Jul 29, 2015
    Jan Kulczyk nie żyje Zobacz co osiagnął ciężką pracą
    Wzruszające zdjęcia z pogrzebu poniżej :

  6. lopek said

    Problem w tym, że w atrapie Polski czy w Rosji w swoim czasie z dnia na dzień pojawili się oligarchowie – z miliardami zielonych w portfelach.
    Wniosek?
    Najgrubsze Srule po prostu w znany sobie tylko sposób uczynili takich a nie innych oligarchami – i to z dnia na dzień.

  7. Tadeusz Białek said

    To ile on tych ulotek musiał biedak roznieść. No normalnie mi go szkoda. Gdzie czas na naukę, odpoczynek ,tylko te ulotki i ulotki.

  8. revers said

    no ulotki na kontolowane wyburzenie wtc. z czasem zajscia, mozna zarobic na ubezpieczeniu sie? lub krotkiej pozycji w tym czasie na gieldzie w NY lub w Chcago CBOE?

  9. Ech said

    Bogaci w systemie satanistycznym, który dzisiaj ma miejsce – jeszcze nie obwieszczony oficjalnie – są masowymi mordercami, złodziejami i bandytami na mniejszą lub większą skalę. Wszystko zgodne z doktryna parchatego Talmudu. Żyd panem a sajbes-goj do jego pomocy w szulerce. Arystokracja od tego zdechła, bo Panu zrobiła koło pióra. Doły i wapno lub mix z szatana szranczą i wieczne potępienie.

  10. Łapówka dla Kulczyka, czyli skąd się biorą biznesmeni
    http://www.prawica.net/arch/forum/40228

    Tekst z roku 2005

    Łapówka dla Kulczyka

    Rynek ropy i pochodnych. Ten sam, który teraz wnikliwie śle­dzi sejmowa komisja śledcza ds. Orlenu. Na początku lat 90-tych jednak rozchwiany, niestabilny. Z jednej strony ogromne zapotrzebowanie, z drugiej niemoc państwowych molo­chów. Czarna luka. Sposób na szybki majątek liczony w bilionach starych złotych i milionach amerykańskich dolarów. Nieprzypadkowa w tym in­teresie postać Ryszarda Górki. Zaczy­nał – jak większość – od przysłowio­wej „drobnicy”. Garnki do mleka, damskie klapki, wszystko co tylko przynosiło zysk. Rynkiem paliw zain­teresował się w 1988 roku. Po wpro­wadzeniu przez rząd Mieczysława Rakowskiego ustawy o przedsiębior­czości gospodarczej. Skromny począ­tek to wizyta w siedzibie dyrekcji CPN w Szczecinie. Umowa o współ­pracy. Rzut oka na nieczynne od 24 lat nabrzeże rzeki Parnicy. Przebłysk geniuszu – to także łącznik ze Świno­ujściem, a dalej już pełnym morzem…

    AKUMULATORY I MILIONOWY PODATEK

    Górka miał nie tylko pomysł, miał także partnera w tych interesach. ? Firma Haar Petroleum z Kopenhagi obiecała zaopatrywać go w paliwo. Żeby jednak istniała możliwość rozła­dowywania statków, należało pogłę­bić dno nabrzeża. O pięć metrów, na terenie długości 120 metrów. To co miało zająć trzy tygodnie trwało 10 dni. Kosztowało 500 tys. dolarów. – Zarazem było testem mojej wiary­godności – mówi szef Erge. – Dzięki temu dostałem paliwo z odroczonym terminem płatności. Mogłem sprze­dać i dopiero potem się rozliczyć. „» Do Parnicy zaczęły wpływać zbiornikowce. Małe, średnio o zawar­tości 6 tys. ton. Łącznie było ich 38. Ładunek każdego to jednak równo­wartość od 1 do 1,2 miliona dolarów! – Samego podatku dochodowego za­płaciłem 6,5 miliona dolarów. Tylko w 1990 roku 40 mln dolarów obrotu. Wszystko to działo się, gdy nie obo­wiązywały żadne koncesje ani kontyngenty – dopowiada biznesmen.

    Fama o dochodowym interesie szybko rozeszła się w pewnych kręgach. W niektórych wzbudziła po­dziw, w innych zawiść. Tymczasem właściciel Erge przygotowywał się do transakcji, którą po dziś dzień określa „strzałem życia”. Dla porów­nania – Jan Kulczyk produkował wtedy w podpoznańskich Komorni­kach akumulatory. – Przy mnie to był mały pikuś… – słychać. Górka popełnił jednak strategiczny błąd. Ulegając podszeptom prawników podpisał tylko 3-letnią umowę o dzierżawieniu nabrzeża. Jej waż­ność wygasała w 1992 roku.

    NIE ZA DUŻO JASIU…?

    Informacja może nie była tajna, na pewno trafiła jednak tylko do wybranych. Chodziło o dwa wielkie zbiornikowce na redzie Portu Północnego w Gdańsku. Tym razem z ropą, łącznie aż 116 tys. ton. Moż­ną je było przejąć od centrali Ciech. Aby przystąpić do transakcji nie­zbędna była gotówka lub potwier­dzony czek. Równe 20 milionów do­larów.

    Ryszard Górka nie miał tak du­żo wolnych środków. Znał jednak prezesa Ciech-u, Mariana Małeckie­go, poza tym nieżyjącego już Franciszka Pospiecha, prezesa WBK. Bankowiec tak jak Górka był człon­kiem Rotary Club. Pozarządowej, ekskluzywnej organizacji, która za jeden z głównych celów obok dzia­łalności charytatywnej stawia po­moc wzajemną. Pospiech samo­dzielnie nie mógł podjąć tak ważkiej decyzji. Do negocjacji po stronie WBK ostatecznie zasiadł Jan Kul­czyk. Wtedy już z-ca przewodniczą­cego Rady Nadzorczej.

    Rozmowy zazwyczaj toczyły się bez świadków. Czasami uczest­niczył w nich również nieżyjący Wojciech Zaremba, szef prawni­ków związanych z Kulczykiem. – Było dla mnie oczywiste, że takich kredytów nie udziela się bezintere­sownie. W grę wchodziła prowizja. Zapytałem otwartym tekstem: – Ile Jasiu…? – opowiada Górka, który usłyszał: pięć procent i od razu zapy­tał: nie za dużo Jasiu?

    Ostatecznie stanęło na czterech. Równowartości 800 tysięcy dolarów. Płatność w ratach, sukcesywnie, tak jak będzie schodziło zakupione pali­wo. – Muszę oddać – postąpił jak dżentelmen. Zaczekał, aż sprzedam… – tyle Górka, który po wszystkim zjadł uroczysty obiad z szefem Ciech-u. Jak się potem dowiedział w mię­dzyczasie wysłano specjalny samochód do Poznania. Wszystko po to, by potwierdzić autentyczność wystawio­nego przez WBK czeku.

    ROK HOSSY

    Szef Erge sprawnie rozwiązał wszystkie logistyczne problemy. Przepompowywaniem ropy zajęło się istniejące do teraz Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN). Surówka w ciągu 48 godzin trafiła z Gdańska do Płocka. Tam, w Mazowieckich Zakładach Petro­chemicznych i Rafinacyjnych (obec­nie Orlen), nastąpiła przeróbka. -Umowę podpisałem z prezesem Jaskółą. Nie pamiętam już imienia – wspomina Górka. Dystrybucją zajęło się zaś Erge-Petrol, na jego czele sta­nęła córka biznesmena, Anna.

    Wraz ze spływem pieniędzy, co­raz częściej w siedzibie Erge – wynajmowanej od Instytutu Włókien Natu­ralnych przy ul. Wojska Polskiego – bywał Jan Kulczyk. Czasami 2 – 3 ra­zy w tygodniu. Zachowywał się tak, jakby był u siebie. Za każdym razem wychodził z „cegłą” czyli paczką, w której było 100 tys. dolarów. – To były czyste pieniądze. Już po zapłace­niu przeze mnie wszystkich możliwych podatków – twierdzi Górka.

    Szef Erge na początku lekcewa­żył to, że Kulczyk zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Mimo uszu puszczał zapewnienia, że ten już wkrótce zostanie najbogatszym Pola­kiem. Na niezliczone propozycje wspólnych interesów odpowiadał nie­zmiennie: „dobrze, pod warunkiem, że zainwestujesz tyle co ja, a zyskami podzielimy się proporcjonalnie”. W pamięci ma za to inne charaktery­styczne zdanie wypowiedziane przez doktora: „Co ty ch…? Myślisz, że nie wiem, ile zarobiłeś na tych statkach?” Na odczepnego dołożył więc ekstra równe 200 tysięcy dolarów.

    Tadeusz Sytek, poseł PSL zwykł potem, parafrazując znaną powszechnie opowieść o darowiźnie dla Jana Kulczyka od ojca Henryka Kulczyka, wołać na jego widok: – O, idzie ten, któremu pierwszy milion dał Górka!

    POWRÓT Z RAJU

    W RPA Ryszard Górka stał na czele polskiej delegacji: brał udział w otwarciu polskiej ambasady, podpi­sał listy intencyjne na dostawę 50 Wilg dla południowoafrykańskiej straży pożarnej i tyluż kutrów dla straży granicznej. – Ale bez uzbroje­nia, tylko z systemem nawigacji – wy­raźne zastrzega biznesmen. Po po­wrocie pojawił się problem przedłu­żenia koncesji na sprowadzanie pa­liw. Tę, którą wydano Górce władze zaakceptowały jako siódmą w Polsce. Obowiązywała od 14 maja do 31 grudnia 1992. Z powodu koncesji sta­nął ostatnio przed powołaną przez Sejm komisją śledczą ds. Orlenu. To, co mówił, odbywało się na niejaw­nym posiedzeniu. Przecieki pojawiły się jednak w Internecie. – Nie widzę powodu, by dalej milczeć. Tym bardziej, że doszło do przeinaczenia pewnych wątków – mówi.

    Koncesje wymyślił Adam Gla­piński, ówczesny minister współpra­cy gospodarczej z zagranicą, członek władz nieistniejącego już Porozumie­nia Centrum, partii – matki Lecha i Ja­rosława Kaczyńskich. Praojciec me­gakorupcji. Teoretycznie miało być tak, że dojdzie do uporządkowania rynku paliw. Z gry wypadną mało wiarygodne podmioty. W praktyce doszło do jednego z największych szwindli w historii III RP. Z ręki do ręki przechodziły gigantyczne sumy pieniędzy. – Ode mnie zażądał rów­nowartości miliona dolarów. Uczciwie zaznaczył, że nie dla niego, tylko na potrzeby PC – relacjonuje Górka. – Pól żartem, pół serio odpowiedzia­łem, że aby dostarczyć taką sumę, a obowiązywały jeszcze stare złotów­ki, potrzebowałbym Żuka. W odpo­wiedzi usłyszałem: „czy tak doświad­czonego biznesmena muszę pouczać, że jest jeszcze inna waluta…” Górka, mimo wszystko, był gotów spełnić to żądanie. Okazało się jednak, że nie obejdzie się bez pomocy pośrednika. Takim miał być doktor Jan Kulczyk.

    DOKTORA CIEŃ

    Pasmo na pozór drobnych wyda­rzeń, które dopiero po latach nabiera­ją prawdziwego wymiaru. Na drodze ku uzyskaniu upragnionego przedłu­żenia koncesji wciąż przeszkody. A to brakuje jakiegoś zaświadczenia, a to czyjegoś podpisu. Szef Erge nie zasy­piał jednak gruszek w popiele. Tym bardziej, że miał świadomość, iż po­woli przestaje się liczyć. – Najpierw była kwestia tzw. bezcłowego kontyngentu do Finlandii, istniała możli­wość zalania tamtego rynku sprowa­dzanym przez Polaków paliwem – przypomina. Mimo poparcia kilku posłów ostatecznie nie dostał zezwo­lenia. – Potraktowałem to jako sygnał ostrzegawczy, czerwona żarówka, ale jeszcze nie pożar. Wysyłał także pra­cowników na spotkania, najczęściej obficie zakrapiane alkoholem, z wy­sokimi urzędnikami z Warszawy. Od nich płynęły jednoznaczne w wymo­wie sygnały. W Poznaniu pojawiła się nowa siła. To doktor Jan Kulczyk, wschodząca gwiazda biznesu. Bez je­go akceptacji nie ma żadnego „dealu”, czyli numeru.

    Dochodziło do licznych negocja­cji, podczas których Górka ciągle słyszał właściwie to samo ultimatum: „albo się przyłączysz do holdingu, który tworzę, albo gorzko pożału­jesz”. Była nawet wspólna wyprawa do stolicy, oprowadzanie po budynku przy ul. Kruczej, pokazywanie nowe­go gabinetu, wreszcie świetlane wizje wspaniałej przyszłości, w której szef Erge odpowiadać miał za szeroko po­jętą branżę paliw. – Dzięki odmowie, być może nie spotkałem się z Ałgano­wem – próbuje teraz ironizować.

    PRZEGIĘCIE

    Wreszcie poniekąd się ugiął, po­szedł na kompromis. Tym bardziej, że wszystkie nowe pomysły – choćby z budową płatnej autostrady, czy też przejęciem browarów skutecznie nie tylko torpedował, ale i przejmował, a potem sam realizował Jan Kulczyk. – Co tu dużo mówić, miał poparcie, przede wszystkim polityków – opo­wiada Górka. Podczas kolejnego spo­tkania przekazał łapówkę – równo­wartość 600 tys. amerykańskich dola­rów. Połowa z umówionej sumy za przedłużenie koncesji na sprowadza­nie paliw dla ministra Glapińskiego. Jan Kulczyk te pieniądze wziął. – Bez zmrużenia oka, choć chyba już wtedy wiedział, że sprawy nie załatwi… -potwierdza właściciel Erge. Odtąd kontakty między Górką i Kulczykiem uległy oziębieniu. Wręcz zerwaniu. Firmy zawiadywane przez Górkę po­padały w coraz większe kłopoty. Kontrole z urzędów skarbowych, taj­ne dochodzenie wymuszone przez Warszawę na ówczesnym komen­dancie wojewódzkim policji, Kazi­mierzu Knoffie. Cala plaga nie­szczęść. Do pracy u Kulczyka prze­szli też najbliżsi współpracownicy – generalny dyrektor, Marek Piotrow­ski (doktorat z matematyki w Mo­skwie, etatowy pracownik Wojsko­wych Służb Informacyjnych) i głów­ny księgowy, Zygmunt Miętki. – Okazało się, że wyhodowałem żmi­je… – mówi z goryczą biznesmen.

    Współpracę zerwała także płoc­ka Petrochemia. Potem nabrzeże w Szczecinie przejęła firma Solo, z dyrektorem Stanisławem Łańcuc­kim na czele, którego zięć zamiesza­ny w paliwowe przestępstwa obecnie przebywa w więzieniu. Ta z kolei zbyła swoje udziały innej – J&S, prowadzonej przez Białorusinów z pol­skim obywatelstwem. Rynek paliw w Polsce został wtórnie podzielony. Nie można oprzeć się wrażeniu, że ściśle według zasad, które opracował i wdrożył dr Jan Kulczyk. – Czy mó­wiąc publicznie na te tematy się nie boję? – Ryszard Górka przez chwilę zbiera myśli. – Odpowiem inaczej. Dopuszczam do siebie każdą myśl. Także najczarniejszą. Chcę jednak, żeby pozostał pewien ślad…

    Jacek Szczepaniak
    Tekst autoryzowany przez Ryszarda Górkę

    Dopisek do artykułu

    Andrzej Aumiller
    p.o. przewodniczącego komi­sji śledczej ds. Orlenu:

    – To co pan Górka mówi dzien­nikarzom, to jak się zachowuje jest jego absolutnie prywatną sprawą. Nie ma czego komen­tować. Tym bardziej, że on w przeciwieństwie do posłów nie musi niczego zachowywać w sekrecie. Nieco inna sytu­acja byłaby w chwili, gdyby to od członków komisji – np. pod­czas konfrontacji dowiedział się czegoś, co jest objęte gry­fem poufności. A tak te wszyst­kie informacje, także na temat pana Kulczyka po prostu trafią do czytelników. Dobrze, że Ryszard Górka upublicznia je pod własnym nazwiskiem, ina­czej byłoby, że źródłem prze­cieku jest poseł z Poznania. A taki status w gronie komisji mam tylko ja…

    Źródło: „powiat poznański tygodnik nr 1” (dotychczas „bezpłatny tygodnik poznański”) nr 1/157, 01-07-2005, nakład 101.000 egz.

  11. Znam jednego, który dorobił się w uczciwy sposób. Naukowiec, biznesmen, wynalazca, konstruktor, inżynier i wykładowca. Ale to pewnie wyjątek. 🙂

  12. Re: Artykul…
    Przynajmniej kulczyk zdal sobie sprawe, kiedy powinien „zejsc” ze sceny…No I tak uczynil…No i cieszy sie z „reszty”, co mu pozostala…
    I o co chodzi?…
    Na wlasny „pogrzeb” trzeba sobie „ciezka praca” zapracowac…
    ============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  13. Rokitnik said

    No to pewnie ” zimny Lech ” na Caraibach czy innych Melwidach – wygrzewa swoje oble truchlo, razem z p.doktorem Janem k?

  14. Rafal Cz. said

    A Bill Gates?

  15. ech said

    Zdaje się, że w Polsce i krajach po sowieckich, to benelux służb żydowskich zarządza kasa z nadania oddziału Rotszylda. Nowobogaccy są zaledwie słupami w tym całym parchatym geszefcie. Zapluta gębą totalnego złodziejstwa, na którym oparty jest nierząd państwem.
    Zapewne biorą w tym udział też jednostki uczciwe i zdolne jak np. słynny komputerowiec od owieczek. Ciekawe swoją drogą gdzie leżą te skarby w tonach złota, jakimi to opłaciła się pokomunistyczna służba czyli żydzi wschodni zachodnim, by ich nie ruszać z pozycji władzy oraz nie ścigać za przestępstwa masowego mordu i zniewolenia na społeczeństwach oraz by dać się uposażyć na jeszcze lepsza korzyść za żydowskiego kapitalizmu.

  16. Niejaki pn Cejrowski opowiadal, ze takim samorodkiem finansowym jest obecny prezydent USA, bo z zebraka stal sie wielkim businessmanem.(from rags to riches)
    Pan Cejrowski oczywiscie zelgal, bo Trump dostal dosc pokazny spadek po tatusiu, ktory tez nie stronil od biznesow z zydami.
    Czego pan Cejrowski nie wspomnial, to fakt, ze pan Trump kilka razy mial klopoty finansowo-biznesowe i ze go przyjaciel Soros wspomagal.

  17. 16
    Poprawka. Zle wystukalo: Mialo byc rozni przyjaciele Sorosa wspomagali”

  18. Dinozaur said

    No, skromna willa Państwa K. w St. Moritz wystawiona była na sprzedaż za 185 000 000 Euro.

  19. revers said

    A teraz Junior K. wraca do wielkiej polityki i interesu, bo wie ze tam najwieksze kokosy sie robi, na granicy prawa i polityki, stad ten lepszy wizerunek.

    Wczesniej balowal w warszawie na stypie i przed pogrzebem seniora Kulczyka, wyrzucal dzienikarzy na zbity pysk przez swych goryli.

  20. NICK said

    Co też junior ma wracać.
    Skoro senior żyje.

Sorry, the comment form is closed at this time.