Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Ja się nie boję, tchórzem nie jestem”. Wywiad z Polakiem zatrzymanym w Indonezji za pomoc „terrorystom”.

Posted by Marucha w dniu 2019-01-24 (Czwartek)

Nasz czytelnik Jakób Skrzypski w sierpniu 2018 roku został zatrzymany w Indonezji pod zarzutami „aktu zdrady” za rzekome wspieranie partyzantów walczących o niepodległość Papui. Dramat Polaka bezpodstawnie osadzonego w indonezyjskim więzieniu trwa już blisko pół roku, a dotychczas jedynym „dowodem” w sprawie są jego zdjęcia w koszulce z symbolem karabinu. Rozmowę z Jakóbem przeprowadził improwizowanymi metodami red. nacz. Xportal.pl Bartosz Bekier.

Bartosz Bekier: Jakób, jesteś oskarżany przez proamerykański rząd Indonezji o kontakty z narodowym ruchem oporu w Papui i pomoc powstańcom przy zakupie broni. Abstrahując od tych oskarżeń, czy uważasz, że ich walka o niepodległość jest słuszna?

Jakób Skrzypski: Chciałem to wybadać na własna rękę: jaka jest rzeczywista sytuacja, kto ma więcej racji, na czym ich walka polega i czy rzeczywiście ma sens. Spotkałem się tylko z pokojowymi działaczami z KNPB (Komite Nasional Papua Barat) w ich oficjalnych biurach. Walka jest generalnie słuszna, to metoda samoobrony przed nadużyciami rządu, z tego co zdążyłem zaobserwować. Jednak należałoby przemyśleć metody i poprawić organizację.

Jak wiadomo, pierwsze przykłady amerykańskiego wsparcia dla Indonezji to wymuszenie na Holandii oddania Holenderskiej Nowej Gwinei w 1963 roku (w celu „uniknięcia wybuchu III wojny światowej”). Potem był przewrót wojskowy w 1965 roku, który wyniósł do władzy proamerykańskiego generała Suharto, obalając rządy prezydenta Sukarno (Indonezyjska Partia Narodowa), który był rzecznikiem neutralności a la Tito, rzecznikiem współpracy z Blokiem Wschodnim i Chinami. Tymczasem od czasu przewrotu „współpraca” z USA trwa do dzisiaj, pomoc ekonomiczna, polityczna i militarna – broń i szkolenia.

Warto przypomnieć sprawę okupacji Timoru Wschodniego (1975-1998), przy milczeniu „Zachodu”. Jest też sprawa kopalni Grasberg, największej na świecie odkrywkowej kopalni złota, zarządzanej przez firmę Freeport-McMoRan, która ma negatywny wpływ na środowisko oraz życie tubylców. Sam papuaski ruch zbrojnego oporu określany jako „OPM” jest raczej mało zorganizowany, to bardziej ludowa reakcja na nadużycia i przemoc władzy, aniżeli projekt polityczny. Bardziej przypominają meksykańskich Cristeros niż np. Kurdów, czy nawet Fretilin (Rewolucyjny Front na rzecz Niepodległości Timoru Wschodniego).

BB: Jak znalazłeś się w Indonezji? Dlaczego postanowiłeś tam pojechać?

JS: Podróżowałem turystycznie. Jeżdżę tam od 10 lat, głównie Jawa, ale także Bali i Sumatra. Mam tam wielu miejscowych przyjaciól. Tym razem chciałem odkryć bardziej egzotyczne regiony.

BB: W jakich okolicznościach zostałeś zatrzymany?

JS: Zatrzymano mnie po złożeniu raportu policyjnego w Dżajapurze, o co zostalem poproszony jeszcze w Wamenie, wraz z moim papuaskim towarzyszem podróży, który został zwolniony i teraz jest najwyraźniej świadkiem policji. Ponoć ktoś z jego rodziny był zamieszany w przemyt amunicji, jak twierdziła policja. Chcieli to wybadać. Do zatrzymania skłoniły ich moje stare zdjęcia ze szwajcarskiej strzelnicy. Odmalowano mnie w mediach jako handlarza bronią, instruktora jej obsługi, pracownika MI6. Twierdzono, że dostarczałem partyzantom jedzenie (sic!). I inne tego typu bzdury.

BB: Jak mógłbyś opisać warunki panujące w indonezyjskim areszcie?

Warunki poprawne, choć surowe. Nie jestem mięczakiem. W Wamenie nie można wychodzić z cel, brakuje ciepłej i zimnej wody, ale za to nie jest gorąco (górski klimat), ani tłoczno. Trzymany jestem w areszcie komisariatu nr 1, a nie w centrum zatrzymań (z uwagi na „bezpieczeństwo”, boją się próby ucieczki). Jest to miejsce pod zarządem prokuratury, więc dostaję jedzenie inne niż zatrzymani policji, zwykle dużo gorsze, przypominające paszę dla zwierząt – porcja okropnego ryżu plus trochę liści czy innych „warzyw”. Nigdy tego nie jem, bo jedzenia nam nie brakuje, ponieważ przynoszą nam je przyjaciele adwokatów. Zresztą o samopoczucie należy się spytać np. Janusza Walusia, a nie mnie. Przy okazji pozdrawiam go gorąco.

BB: Co z Twoją obecną sytuacją prawną?

Najgorsze były praktyki śledczych z Dżajapury, których szefem jest Lintong Simanjuntak. Polegały m. in. na uniemożliwieniu mi kontaktu z wybraną przez moich przyjaciół adwokatką Latifah Anum Siregar oraz polskim konsulem Jakubem Janasem aż do ukończenia dochodzenia. Usiłowano mi narzucić adwokata wybranego przez policję. O jego wyborze dowiedziałem się drogą potajemnej komunikacji. Pierwsze spotkanie z panią Siregar wymusiłem groźbą strajku głodowego. Jest ona znienawidzona przez miejscową policję z uwagi na wyspecjalizowanie w tego typu sprawach. Adwokaci broniący „politycznych” często padają tutaj ofiarą „nieznanych sprawców”. W tym pani Siregar, która została raniona nożem w rękę, gdy toczyła się sprawa dwóch francuskich dziennikarzy (Thomas Dandois i Valentine Bourrat) zatrzymanych w Wamenie za rozmowy z separatystami w 2014 roku.

Mój transfer z Dżajapury (osadzenie 29 sierpnia) do Wameny ( od 2 listopada) to decyzja polityczna – proces pokazowy dla tubylców w newralgicznym regionie, dalsze odcięcie od adwokatów (transport tylko samolotem) oraz od aktywistów i dziennikarzy w Dżajapurze. Rozprawy bez żadnego uprzedzenia zaczęły się w grudniu. Pierwsza skończyła się po trzech minutach, bo okazało się, że nikt nie pomyślał o… tłumaczu. Kolejną wyznaczyli na 8 stycznia. Odmówiłem stawienia się z powodów politycznych. Potem okazało się, że tłumacza i tak nie było. 14 stycznia też odmówiłem, ale zabrano mnie na siłę (tak jak do Wameny 2 listopada). Trzech prokuratorów odczytało trzy trochę różne akty oskarżenia, w których są rzeczy zmyślone, stek bzdur. Moje odmowy są aprobowane przez adwokatów, choć jest to moja inicjatywa, a nie ich.

Nigdy nie pozwolono mi na kontakt z rodziną.

Jeśli chodzi o możliwy wyrok: zarzuty są absurdalne, a materiał dowodowy naciągany. To sprawa polityczno-propagandowa. Ja się nie boję, tchórzem nie jestem.

BB: Czy w tej trudnej sytuacji otrzymujesz jakieś wsparcie na miejscu? Polskie władze podejmowały interwencje w Twojej sprawie?

JS: Prośby konsula o kontakt telefoniczny ze mną w Wamenie są odrzucane. Pozwolili nam rozmawiać dwa razy, ale wymusiła to groźba strajku głodowego, a później niestawianie się na proces. Jego noty protestacyjne w sprawie traktowania mojej osoby i w kwestii mojego powrotu do Dżajapury są ignorowane. Winny jest prokurator. Procesy opóźniane są też m. in. z uwagi na to, że prokuratorzy nie wiedzą o co właściwie oprzeć akt oskarżenia – tak jak śledczy w Dżajapurze nie wiedzieli jakie właściwie „dowody” są podstawą do skierowania mnie do sądu.

BB: Czy chciałbyś przekazać coś reszcie redakcji Xportal.pl i naszym czytelnikom?

JS: Pozdrowienia dla czytelników i całej ekipy! Jesteście bardzo ważni – popularyzujecie wiedzę i poglądy spoza oficjalnego nurtu. I to na wysokim poziomie. Ewentualnym krytykom moich oprawców sugerowałbym unikanie wątku „islamizacji”, bo akurat tutaj gdzie jestem są głównie protestanci, luteranie. Jeśli o coś proszę, to o publikowanie prawdy o mnie i sprawach Papui, o pisanie mojego imienia tradycyjną pisownią (Jakób).

Pochodzę z Warmii, z dziada pradziada od co najmniej XVIII wieku, z czego jestem dumny. Gdyby ktoś chciał wysłać prezent, to przyjmę dobrą książkę na „nasze” tematy (po polsku, francusku, lub angielsku) oraz koszulkę z dobrym motywem. Pozdrawiam i dziękuję!

BB: Dziękuję za rozmowę, a właściwie wymianę grypsów. Trzymaj się Jakób!

http://xportal.pl

Komentarzy 11 to “„Ja się nie boję, tchórzem nie jestem”. Wywiad z Polakiem zatrzymanym w Indonezji za pomoc „terrorystom”.”

  1. Mariusz Maj said

  2. imie i nazwisko said

  3. hej said

  4. maniek said

    …niech zyje Gender i Wolna Papua…

    https://static.polityka.pl/_resource/res/path/4f/62/4f6291e5-99d4-45e9-9359-30c8d17f61a7_900x

  5. hej said

    Maniek chodźmy razem:

  6. NICK said

    To jest wszystko mi nieznane… .

    Hej.

  7. hej said

    Re 6. Naprawdę?

  8. Imię i Nazwisko said

  9. NICK said

    Naprawdę.
    Pan wie.
    Znam wiele.
    Tego?
    Nie.
    Wstyd?
    Być może mój… .

  10. Moher49 said

    Współczuję temu człowiekowi, ale czy oni nie mają nic lepszego do roboty ?. Ożeń się człowieku, spłódź dzieci, wychowaj je, nie pałętaj się po miejscach gdzie cię nie chcą. Czy oni robią to tak z własnej woli, czy ktoś im za to płaci ?. Waluś po coś tam lazł ?. Cała RPA to szambo, do Europy chcą to przeflancować. A już całkiem są popieprzone baby, co jadą na „wczasy” do jakiegoś Egiptu, Konga, Dubaju.

  11. Plausi said

    Tortury demokracji

    Jeżeli służby w Polsce wysyłają kogoś do Indonezji aby
    pomagał terrorystom, to jest to na pewno pracownik do celu wyszkolony i przygotowany na różne konsekwencje prawne swej działalności, przy czym
    otrzymał zapewnienie, że jeśli wpadnie, to władze będą się starały go z pierdla wyciągnąć. Doniesienie nie przytacza,
    czy jego działalność pomocnica nie polegała na hurtowym handlu narkotykami, który jest zdominowany przez służby.

    w tej sytuacji jest taka wypowiedź całkiem uzasadniona:

    „Ja się nie boję, tchórzem nie jestem”

    Inny taki bohater, były MSZ, ten od „robienia laski za darmo”m
    latał polskim samolotem do Bengazi aby terrorystom dostarczyć broń na polecenie CIA
    ci terroryści zostali zamienieni czarodziejską różczką w obrońców demokracji, co ich
    upoważniło nie tylko do zabicia Kadafiego, ale także do torturowania go przed tym aktem demokratycznego mordu.

    To przywodzi w pamięci starym góralom, którzy należą o jeszcze do tych, którzy pamiętają,
    że Jaroszewiczów, byłego premiera i jego małżonkę, też torturowano w imię demokracji zanim zostali zabici.
    Demokratyczny system sprawiedliwości demokracji po „transformacji ustrojowej” nie był w stanie znaleźć sprawców,
    co niebywale podnosi mordy i tortury demokratyczne, które okazują się w demokracji niewykrywalne.

    Gwarancją tego jest znakomita organizacja demokratycznego państwa

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/#PPZ

    wspierana zresztą przez niebywale kompetentne kadry i to od tysiącleci.

    http://pppolsku.blogspot.com/2011/12/fb.html

Sorry, the comment form is closed at this time.