Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Rząd i opozycja w służbie bezpieczeństwa

Posted by Marucha w dniu 2019-02-10 (Niedziela)

Kiedy po śmierci Józefa Stalina Chruszczowowi, marszałkowi Żukowowi, Malenkowowi i innym paladynom udało się zwabić w pułapkę, aresztować i zamordować Wawrzyńca Berię, zawarli oni między sobą niepisany układ, że jeśli nawet kiedyś by się pokłócili, to nie będą się już nawzajem mordowali.

Dotychczas bowiem najważniejszym i nierozstrzygniętym problemem politycznym była rotacja na najwyższych stanowiskach. U bolszewików dotychczas bowiem było tak, jak we włoskiej, czy żydowskiej mafii; ten który zarżnął, albo zastrzelił głównego bossa, zajmował jego miejsce, a pozostali przyjmowali to do wiadomości.

Taką właśnie scenę widzieliśmy na filmie „Ojciec chrzestny”, kiedy to żona Michaela Corleone przez uchylone drzwi widzi, jak Clemenza i inni członkowie rodziny Corleone całują w rękę Michaela, który został „donem” po śmierci swego ojca i po pozałatwianiu „spraw rodzinnych”, czyli zgładzeniu wszystkich prawdziwych i domniemanych wrogów oraz zdrajców w rodzaju Carla. Co prawda don Corleone umarł na serce, ale przedtem cudem udało mu się uniknąć śmierci, gdy na rozkaz szefa konkurencyjnej rodziny, został postrzelony na ulicy.

Józef Stalin postępował nieco inaczej. Najpierw polecał mordować wszystkich, których uważał za potencjalne zagrożenie dla siebie, albo swego państwa, a na końcu kazał mordować wykonawców tych poleceń. Tak właśnie pozbył się Jagody, co to miał „oko bystre i rękę niechybną”. Jagodę wykończył Jeżow, „krwawy karzeł”, którego później spotkał ten sam los. W ten sposób Ojciec Narodów nieubłaganym palcem wskazywał winowajców, a potem się ich pozbywał, zanim zdążyli zaprotestować.

I tak doszło do powołania Wawrzyńca Berii, który na stanowisku szefa NKWD dotrwał do śmierci Chorążego Pokoju, a niektórzy powiadają nawet, że kiedy półprzytomny, czy nieprzytomny Stalin nie umierał, dodusił go poduszką. Potem próbował czegoś na kształt pieriestrojki, ale eksperyment ten został przedwcześnie przerwany na skutek wspomnianego spisku.

W ten oto sposób doszło do zelżenia terroru, a z ulgą odetchnęli nie tylko zwykli obywatele, ale przede wszystkim – dygnitarze, którzy przedtem nie byli pewni dnia ani godziny. I chociaż później też dochodziło do przesileń politycznych na Kremlu, to jednak zwycięzca nie mordował pokonanego, a i pokonany uznawał swoją porażkę, zgodnie ze wspomnianym porozumieniem, że nie będzie już żadnych wzajemnych egzekucji.

Nie jest bezpiecznie

W filmie „Maratończyk” hitlerowiec, czyli Laurence Olivier wierci Dustinowi Hoffmanowi wiertarką dentystyczną w zębach, a kiedy przestaje go w ten sposób torturować, pyta: „Bezpiecznie? Czy jest bezpiecznie?” Ten nie wie, o co chodzi, ale po oswobodzeniu się zaczyna swego oprawcę tropić, aż wreszcie dopada go i powiada: „Nie jest bezpiecznie!”

Najwyraźniej po zamordowaniu na oczach setek ludzi prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, do takiego wniosku musieli dojść nasi Umiłowani Przywódcy, w których bezpieczeństwo podatnicy inwestują coraz to większe pieniądze. Ciekawe, że monarchowie nie trzęśli się tak o swoje życie i taki Franciszek Józef, pozując malarzowi Pochwalskiemu do portretu poprosił raz o cygaro. Pochwalski sam nie palił, ale wyszedł do przedpokoju i od siedzącego tam osobnika dostał cygaro. Cesarz zapalił i pyta Pochwalskiego, skąd ma takie dobre cygaro. A ten odpowiada: vom Detektiv. – Was? Detektiv? – wykrzyknął z irytacją cesarz, który nie życzył sobie żadnych detektywów w pobliżu. Okazało się zresztą, że to nie był żaden detektyw.

Podobnie premier Badeni, który wieczorami przechadzał się po Wiedniu zupełnie sam. Kiedy zwolennicy Lugera grozili, że obiją go kijami, przyjaciele zorganizowali mu ochronę w postaci dwóch detektywów, którzy szli za nim – ale w sporej odległości. Nieraz ta niefrasobliwość kończyła się źle, bo na przykład cesarzowa Sissi została zabita przez włoskiego anarchistę ciosem pilnika w pierś, ale Kazimierz Chłędowski, były minister dla Galicji w Wiedniu, oglądając przejazd francuskiego prezydenta Emila Franciszka Lubeta przez Niceę, zdumiony był rozmiarami przedsięwziętych środków bezpieczeństwa, no i oczywiście – ich kosztem.

Od tamtej pory zostało to jeszcze bardziej rozdęte i w naszym niebogatym przecież kraju mamy aż siedem tajnych służb, nie licząc oczywiście służb cudzoziemskich, którym nasi bezpieczniacy od 1944 roku tradycyjnie się wysługują – ale bezpiecznie nie jest. Wiadomo; gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść – a tutaj jest ich nawet siedem i podobno nie jest to bynajmniej ostatnie słowo, co pokazuje, że bezpieczniacy potomstwo mają całkiem liczne. Mamy zatem prawdziwy bigos hultajski, ale bezpiecznie nie jest.

W walce z epidemią schizofrenii bezobjawowej

Kiedy Związek Radziecki wraz z innymi krajami miłującymi pokój, podpisał w roku 1975 Akt Końcowy KBWE w Helsinkach, to w jego ramach podpisał również zobowiązanie do utrzymywania pewnych standardów w stosunku do własnych obywateli. Może by się tym nie przejmował i postępował ze swoimi obywatelami jak dotąd, ale uzależnił się od zachodniej pomocy, podobnie jak narkoman uzależnia się od narkotyku, więc musiał trochę uważać.

I kiedy pojawili się tam „dysydenci”, to nie bardzo było wiadomo, co właściwie z nimi zrobić. Rada w radę uradzono, żeby osadzać ich w psychiatrykach w charakterze pacjentów. No dobrze – ale pacjentowi trzeba przecież postawić jakąś diagnozę, zwłaszcza, że „zapadniki” na pewno o to będą pytali. Tedy wracze wymyślili nową jednostkę chorobową w postaci „schizofrenii bezobjawowej”, a pierwszym pacjentem, u którego tę przypadłość stwierdzono, był „dysydent” Włodzimierz Bukowski. Z tego powodu został umieszczony w politizolatorze w Jarosławlu, ale nadal nie było wiadomo, co z nim, albo co mu zrobić.

Podobne rozterki przeżywali Murzyni, co to na pustyni złapali grubasa, więc nie wiadomo, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie to, że w dalekim Chile zły generał Pinochet trzymał za kratami dobrego komunistę Luisa Corvalana. Ruscy szachiści z Kremla postanowili tedy dokonać wymiany Luisa Corvalana na Włodzimierza Bukowskiego. W 1976 roku na lotnisku w Zurichu nastąpiła wymiana, skwitowana przez anonimowego fraszkopisa rosyjskiego następującym epigramatem: „Pamieniali chuligana na Luisa Corvalana. Gdie najti takuju bladź, cztob na Lońku pamieniat’?” Na „Lońku”, czyli na Leonida Breżniewa, sportretowanego jako Caryca Leonida w nieśmiertelnym poemacie „Caryca i zwierciadło”.

Nasi Umiłowani się namawiają

Toteż z wielkim zainteresowaniem przeczytałem wiadomość o naradzie, na jaką pan premier Mateusz Morawiecki zaprosił był Umiłowanych Przywódców z innych ugrupowań, między innymi – również z tzw. ”nieprzejednanej opozycji”.

Ona niby „nieprzejednana”, ale gdy chodzi o własną skórę, to od razu mięknie jej rura i galopuje na naradę u premiera. Potwierdza to trafność spostrzeżenia, że „w okopach nie ma ateistów” – a przecież Nasi Umiłowani nie siedzą w żadnych ”okopach”, tylko w gabinetach, pilnowanych przez rozmaitych fagasów. Cóż to jednak szkodzi zadbać o własną skórę? Wiadomo, że strzeżonego Pan Bóg strzeże, a w naszym nieszczęśliwym kraju nawet osoby, którym stare kiejkuty poleciły udawać bojowych ateistów, gdy przyjdzie co do czego, chętnie uciekają się pod opiekę Pana Boga.

O czym tam się namawiano, tego oczywiście do końca nie wiemy, bo komunikat ukazuje tylko czubek góry lodowej w postaci poszukiwania rozwiązań, co robić z szurniętymi recydywistami, którzy po odbyciu kary wychodzą na wolność. Dylemat jest dość skomplikowany, bo jeśli są szurnięci, to niezawisłe sądy nie powinny ich „skazywać”, a jeśli zostali jednak skazani, to może wcale nie byli szurnięci?

Wprawdzie stosowana jest u nas „Lex Gowin”, na podstawie której zły Mariusz Trynkiewicz został umieszczony w izolatorze w Gostyninie, bo „kobiety” przesyłały do ministra sprawiedliwości pełne zaniepokojenia listy, co też może zrobić im ten cały Trynkiewicz, jak znajdzie się na wolności. Współczujący minister Gowin nie pozostał głuchy na te drgania serc gorejących, w następstwie czego został utworzony izolator w Gostyninie.

Widocznie jednak zatroskanym o własną skórę Naszym Umiłowanym Gostynin nie wystarcza. Pewnym wyjściem z sytuacji byłoby przywrócenie kary śmierci za morderstwa, ale przypuszczam, że ani pan premier Mateusz Morawiecki, ani pan Grzegorz Schetyna, ani inni Umiłowani tej ewentualności w ogóle nie biorą pod uwagę z obawy, że Nasza Złota Pani nie tylko przypomniałaby im, skąd wyrastają im nogi, ale może nawet je im z tego miejsca powyrywała.

W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno: umieszczeni w monitorowanych przez 24 godziny na dobę celach delikwenci, będą się jeden za drugim wieszali na własnych skarpetkach, nawet sami nie wiedząc kiedy.

Lakoniczność komunikatu z tej „konferencji w Wannsee” sprawia, że jesteśmy skazani na domysły, wprawdzie jeszcze nie przez żaden niezawisły sąd, niemniej jednak. Tedy śmiało się domyślajmy, że Nasi Umiłowani szykują obywatelom jakieś grubsze świństwo. Strach ma wielkie oczy, a skoro tyle inwestują we własne bezpieczeństwo, to znaczy, że mają powody do obaw. Zresztą, jak sądzę, całkiem uzasadnione i dlatego ucinają każdą próbę powrotu do dyskusji na temat dostępu obywateli do broni, podobnie jak każdą próbę dyskusji nad przywróceniem kary śmierci za morderstwa.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Komentarzy 9 to “Rząd i opozycja w służbie bezpieczeństwa”

  1. sarkazm said

    Nic tak nie otwiera oczu jak prawda!
    Poznaj fragment pozycji ks. dr Stanisława Trzeciaka z 1939 r. – „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce” którą autor dedykuje Młodzieży Polskiej jako drogowskaz, zadanie do wytężonej pracy, dla »podniesienia Polski w z wyż«:

    Rozdz. XXX – DWA PRZECIWNE ŚWIATY
    Przebija się tu zatem duch dwóch oddzielnych światów: świata żydowskiego
    i chrześcijańskiego, duch nienawiści i zemsty u żydów i duch miłości i przebaczenia
    u chrześcijan. Na tle powyższych zestawień można zrozumieć, dlaczego
    żydzi w Jeruzalem występowali tak wrogo przeciw Chrystusowi Panu,
    dlaczego również z taką zawiścią prześladowali Apostoła narodów, dlaczego na
    podstawie tylko samego podejrzenia, że on, chodząc po mieście z Trofimem
    Efezjaninem, ochrzczonym, ale nie obrzezanym, a zatem z gojem, mniemali „że
    Paweł wprowadził go do świątyni” i „kiedy Pawła zobaczyli w świątyni, rzucili
    się nań wołając: mężowie bracia ratujcie! Ten człowiek, przeciw ludowi i Zakonowi
    i miejscu temu wszędy wszystkich ucząc, nadto i gojów wprowadził do
    tego miejsca świętego… I wzruszyło się wszystko miasto i stało się zbiegowisko
    ludu i porwawszy Pawła wlekli go poza świątynię, aby go zabić, po drodze go
    bijąc”311.
    „Kiedy zaś tysiącznik załogi rzymskiej, z oddziałem wojska, przeszkodził
    temu, wołali ustawicznie: «strać go». Tysiącznik rzymski, przypuszczając, że
    dostał się do rąk jego jakiś nadzwyczajnie niebezpieczny zbrodniarz, kazał go
    związać dwoma łańcuchami, Paweł zaś, otrzymawszy pozwolenie na przemówienie
    do wzburzonego tłumu, rozpoczął mówić po żydowsku i nastała
    wielka cisza. Słuchali go spokojnie, kiedy mówił o swoim nawróceniu aż do
    słów, kiedy Jezus, objawiwszy się jemu rzekł: «idź, boja posyłam cię daleko do
    pogan = gojów». Te słowa na nich tak podziałały, że gwałtownie zaczęli wołać:
    «zgładź z ziemi tego, nie jest godzien żyć». A gdy oni wrzeszczeli i rzucali szaty
    swe i rzucali proch w powietrze, rozkazał go tysiącznik wprowadzić do obozu
    i męczyć, aby się dowiedzieć, dla jakiej przyczyny tak nań wołają”312.
    Ta próba psychiki tłumu żydowskiego wyjaśnia nam, jak zachowywali się
    żydzi w praktyce wobec gojów i jak na nich patrzyli pod względem religijnym.
    Z całego zaś powyższego zestawienia zrozumiemy wielkość ducha Apostoła
    narodów, jego heroiczne wysiłki w niezmordowanej walce przeciw uprzedzeniu,
    zasklepieniu się narodu żydowskiego w stosunku do gojów, zrozumiemy
    również te szalone trudności, jakie spotykał wszędzie w swej apostolskiej
    pracy ze strony żydów, ocenimy zarazem to nadzwyczajne poświęcenie się
    i hart ducha, że mimo ustawicznych walk i borykania się z przeciwnościami nie
    ugiął się, przetrwał, głosząc tę samą naukę słowem i piórem nawet w więzieniu,
    którą wreszcie zapieczętował męczeńską śmiercią.
    Na tle pojęć żydowskich o gojach zrozumiemy również, dlaczego ci stosunkowo
    nieliczni żydzi, którzy przyjęli chrześcijaństwo, wnosili wszędzie ferment
    w młodych gminach chrześcijańskich, wywoływali spory religijne i
    herezje
    i szkodzili Kościołowi. W późniejszych zaś wiekach przyjmują chrzest pozornie,
    a w duszy zostajążydarni, jak marani w Hiszpanii lub frankiści w Polsce,
    szkodzili nie tylko Kościołowi, ale i tym narodom i państwom, wśród których
    żyli, bo odgrywali rolę dywersantów, starając się te państwa rozłożyć od
    wewnątrz.
    _____________________________________________________________
    31l) Act. 21.27-32.
    312) Act. 22. 21-24.
    str. 109
    Jako naród nie tylko chrześcijaństwa nie przyjęli, ale przeciwnie wrogo się
    do niego zawsze odnosili i do dziś dnia wrogo się odnoszą.
    Nauka Chrystusa Pana, dająca wszystkim narodom równość praw i równość
    obowiązków, była według ich podwójnej etyki i podwójnej moralności dla nich
    nie do przyjęcia. Pozbawiała ich tej urojonej wyższości nad narodami i upstrzonych
    przywilejów wybranego narodu. Do tolerancji narodowej nie byli nigdy
    zdolnymi. Ich szowinizm narodowy i fanatyzm religijny, przebijający się tak
    jaskrawo, jak widzieliśmy na przykładzie w stosunku do Apostoła narodów,
    świadczy najwidoczniej, jak nienawidzili gojów, z jaką wyłącznością odnosili
    się nie tylko do nich, ale i do Pana Boga, jak nie mogli pojąć, by ten Bóg był
    Bogiem wszystkich narodów.
    Dlatego to wystąpili przeciw nauce Chrystusa, bo ona zrównywała wszystkie
    narody.
    Nauka ta przeciwna była duchowi żydowskiemu i semickiemu w ogóle,
    podczas gdy aryjskie narody względnie chętnie i łatwo ją przyjmowały.
    Nauka ta trafiała im do ich duszy i do ich usposobienia, gdy tymczasem była
    ona wprost przeciwną duszy żydowskiej, skażonej podaniami starszych czyli
    objaśnieniami Starego Testamentu rabinistyczno-talmudycznym sposobem.
    Talmud zatem jest źródłem zła i źródłem wszystkich nieszczęść żydowskiego
    narodu. Talmud w swoim zarodku, to jest jako prawo ustne, nieskodyfikowane,
    oddzielał żydów od Jezusa Chrystusa i dotąd oddziela ich jeszcze od jego nauki.
    str. 110
    Chrystus Pan surowo zwalczał talmudyczne zasady, jako podanie starszych.
    W ciągu wieków całych surowo zwalczał je i Kościół. Obowiązkiem jest zatem
    i każdego chrześcijanina, który chce naśladować Jezusa, naśladować Go w Jego
    życiu całym, a również i w zwalczaniu faryzeizmu i talmudyzmu we wszystkich
    jego przejawach i formach.
    Obowiązek ten jeszcze więcej obciąża Kapłanów. W stosunku zaś do żydów,
    celem wykazania im niedorzeczności i szkodliwości w życiu społecznym zasad
    talmudycznych, a raczej celem uchronienia się od zła społecznego pochodzącego
    z Talmudu, powinno się prawo talmudyczne do nich zastosować, o ile
    to da się pogodzić z nauką chrześcijańską. „Jaką miarą mierzyć będziecie, taką
    wam odmierzą”313, powiedział Zbawiciel. Te zatem Jego słowa upoważniają nas,
    byśmy prawa talmudyczne, jakie żydzi zastosowujądo chrześcijan i my do nich
    zastosowali. Mierzmy żydów miarą żydowską!

    _____________________________________________________________
    3l3) Matth. 7. 2.
    str. 111

    Przeczytaj książkę „„Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce” a poznasz prawdę.
    Pamiętaj: i Ty możesz być jak ks. dr Stanisław Trzeciak!

  2. Fakty said

  3. lewarek.pl said

    Co by nie powiedzieć Berię w chwili śmierci spotkał wyjątkowy zaszczyt. Został aresztowany i zastrzelony nie przez jakichś tam prymitywnych rzezimieszków, tylko przez generałów Armii Czerwonej.

  4. W ten sposób Ojciec Narodów nieubłaganym palcem wskazywał winowajców, a potem się ich pozbywał, zanim zdążyli zaprotestować.

    Czy Stalin mógł rządzić inaczej i utrzymać władzę? Co dałoby Rosjanom np. zamordowanie Stalina w roku 1941 przez kogoś, kogo zamordowania Stalin przeoczył?

    Jakie byłyby losy Rosjan, gdyby NKWD miało absolutnie wolną rękę?

  5. Co do Trynkiewiczów – kończy się wyrok i gościu wychodzi. Ale wychodzi z obrożą, która jest rejestratorem jego działań. Zmaluje coś – czapa. Bez zbędnej zwłoki.

  6. Joannus said

    ”Nasi Umiłowani szykują obywatelom jakieś grubsze świństwo.”

    Wywody i korowody, od Stalina, przez pilnik w piersi Sisi do wypuszczenia osobnika z kryminału po odbyciu kary, aż do spotkania u premiera Morawieckiego.
    Aby o zabezpieczeniu bezpieczeństwa dla przedstawicieli sojuszników wybierających się do zawarcia paktu anty irańskiego czegokolwiek nie chlapnąć.

  7. Jowram said

    Nowe, wstrząsające nagranie z Gdańska”

  8. lopek said

    ”Nasi Umiłowani szykują obywatelom jakieś grubsze świństwo.”
    ===========
    Czy na rzeczonym polu jest większe świństwo – od zniesienia kary śmierci?

  9. ech said

    rewolucja bolszewicka

    https://mega.nz/#!b65k1Ajb!Ek5_w5qzy4t1rbGSCos3vMocUO-KGdlpqPx040AOSTo

    Talmudyczni synowie

    https://mega.nz/#!DqZQiKyI!sW2bs-lJrjkkNJWSewq4IWmQNG_34q8T_hDhPRCXH6M

Sorry, the comment form is closed at this time.