Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Aleksander Bocheński – od rozmów z Borejszą do „Dziejów głupoty” (1)

Posted by Marucha w dniu 2019-03-26 (Wtorek)

Aleksander Bocheński osobom zainteresowanym najnowszymi dziejami Polski, historią myśli politycznej czy sporami o przyczyny upadku państwa znany jest przede wszystkim jako zdecydowany krytyk braku realizmu w polityce i głosiciel kontrowersyjnej, ale spójnej wizji polskiej przeszłości ostatnich 250 lat.

Jego refleksja historyczna łączyła się jednak ściśle ze stosunkiem do współczesności.

Bocheński był przede wszystkim publicystą, jednakże, bywał także politykiem. Dotyczyło to zwłaszcza sytuacji kryzysowych – lat wojny i pierwszych lat powojennych oraz początku lat osiemdziesiątych.

Zaangażowanie polityczne Bocheńskiego u progu Polski Ludowej okazało się mieć niebagatelne znaczenie dla rozwoju form organizacyjnych katolików świeckich w okresie powojennym.
W 1943 r. Ksawery Pruszyński pisał na emigracji, że wobec nieuchronnego zwycięstwa Sowietów w wojnie światowej celem zasadniczym polityki polskiej powinno być poprawne ułożenie relacji ze wschodnim sąsiadem. W fakcie tym widział nie zagrożenie, a szansę na „Polskę, która która na wschodzie sięga ledwo po Bug czy San, ale na zachodzie przesuwa się do Szczecina i obejmuje Wrocław”.

Aby jednak taki historyczny kompromis budować nie wystarczył zdaniem Pruszyńskiego, wybitny premier czy ambasador, ale „Chrobry, Piotr Wielki, Kemal Pasza”. Dodawać nie trzeba, że takiego wśród polityków londyńskich brakowało.

W tym samym czasie, pod niemiecką okupacją, Aleksander Bocheński, przyjaciel Pruszyńskiego, który, podobnie jak on, przed 1939 r. bliski był kręgom „młodokonserwatywnym” i „mocarstwowym” (a więc tym, które głosiły m.in. konieczność rozbicia państwa sowieckiego drogą polskiej agresji prewencyjnej), starał się przekonywać tych, którzy tylko chcieli go słuchać, że polityka tak podziemia, jak i Londynu jest nie tylko szkodliwa, ale i samobójcza.

Prowokując niemieckie represje, wyniszcza substancję biologiczną narodu, a głosząc teorię „dwóch wrogów”, nie potrafi odnaleźć recepty na pozytywne rozwiązanie polskiego problemu, poza snuciem koncepcji powstańczych i wiarą w pomoc Zachodu.

Obrażanie się na rzeczywistość było dla Bocheńskiego błędem, nawet mimo świadomości, że „Anglia nas zdradzi”, zaś decyzje o losach Polski zapadną na Kremlu. Jego rodacy, twierdził, powtarzali te same błędy, które stały się przyczyną rozbiorów, co więcej, romantyczny insurekcjonizm i antyrosyjskość uznawali za miernik patriotyzmu.

Pisząc w tym czasie, będące pamfletami na polskich historyków, „Dzieje głupoty w Polsce”, Bocheński zastanawiał się, jak przełamać szkodliwe paradygmaty polskiej myśli politycznej. Zdając sobie sprawę z nikłej siły oddziaływania swych poglądów, czego przyczyna leżała, jak twierdził związany z Konfederacją Narodu Włodzimierz Pietrzak w ich niepopularności, zastanawiał się nad możliwością utworzenia w zajętej przez Armię Czerwoną Polsce organizacji katolickich intelektualistów, która, w zamian za koncesje polityczne, głosiłaby program afirmacji nowej rzeczywistości.

Jesienią 1944 r., po powstaniu, któremu Bocheński usiłował bezskutecznie zapobiec, a w którym zburzona została Warszawa, i po zajęciu znacznej części obszaru kraju przez Sowietów, w Krakowie, na bazie Rady Głównej Opiekuńczej, utworzone zostało Biuro Studium Politycznego. Jego zadaniem było przygotowanie planu działania wobec nowych uwarunkowań.

W istocie było ono jednak forum dyskusyjnym, na którym ścierały się rozmaite koncepcje, także te, które głosiły, że „lepsza Polska żadna niż czerwona”. Bocheński starał się oddziaływać na związanych z tą grupą konserwatystów, ale też na, borykających się z traumą przegranej, działaczy podziemia, związanych z Bolesławem Piaseckim, takich jak Wojciech Kętrzyński czy Jerzy Hagmajer.

Przekonywał ich, że mimo wojennego poświęcenia i bagażu antysowieckich doświadczeń realizm polityczny nakazuje pracę pozytywną, nie zaś dalszą konspirację. Jak wspominał Hagmajer „w tamtej sytuacji, kiedy myśmy jeszcze nie znajdowali okresowych rozwiązań, Aleksander Bocheński formułował pewne propozycje i idee w sposób może dla nasz szokujący, ale jak się potem okazało, niesłychanie przewidujący, mądry”.

Na początku 1945 r.

Bocheński przebywał w Krakowie. Dzięki bliskiej znajomości z przedwojennym wojewodą lwowskim i poznańskim, Piotrem Duninem-Borkowskim nawiązał kontakt z, mającym wobec tego ostatniego dług wdzięczności, Jerzym Borejszą. Odpowiadał on za politykę kulturalną władz, ale też za kontakty ze środowiskami politycznymi.

Borejsza, Bocheński oraz zaproszeni przez niego intelektualiści, tacy jak Stanisław Stomma, Alfred Wielopolski, Jerzy Turowicz, Dominik Horodyński, Wojciech Kętrzyński czy Seweryn Dolański, pertraktowali warunki politycznego kontraktu. Jego podstawą miało być utworzenie kolejnego, obok „Tygodnika Powszechnego” katolickiego periodyku, zajmującego się szeroko pojętymi sprawami publicznymi. Katolicy domagali się złagodzenia cenzury, zahamowania polityki represji, w zamian gwarantując działania na rzecz poparcia Kościoła dla przemian w kraju.

Zdaniem Bocheńskiego, chociaż trudno było przewidywać rozwój stosunków międzynarodowych, pewne było czasowe przynajmniej uzależnienie Polski od Moskwy. Prawidła geopolityki były nieubłagane – jeśli nawet faktem stałby się konflikt między Anglosasami a Sowietami, ci pierwsi staraliby się pozyskać w nim przede wszystkim Niemców. Ich zwycięstwo oznaczałoby utratę ziem zachodnich wobec braku szans na odzyskanie obszarów zabużańskich, nasyconych ludnością białoruską i ukraińską.

Wszelkie próby prozachodniej dywersji w kraju zostałyby krwawo stłumione przez Sowietów, komplikując położenie sprawy polskiej po wojnie, niezależnie od jej rezultatu. Zachód, dowodził Bocheński, Polacy powinni poprzeć dopiero wówczas, gdy pewne będzie jego zwycięstwo, zawsze bowiem należało trzymać się strony wygrywającej. Wybór drogi polityki polskiej powinien być przy tym wolny od sentymentów i emocji, a zależny jedynie od chłodnej refleksji nad narodową racją stanu.

Jeśli świat wszedł w epokę dwóch bloków, to należało pożegnać się z myślą o odgrywaniu przez Polskę znaczącej roli w polityce światowej.

Obowiązującym schematem myślowym powinna być nie „mocarstwowość”, ale polityczny realizm, przekonywał w rozesłanym wiosną 1945 r. do polityków „Memoriale o polityce polskiej”. Konsekwencją przyjęcia tej optyki była zdecydowana krytyka podziemia niepodległościowego.

W opublikowanym wiosną 1947 r. w „Słowie Powszechnym” „Liście do nieujawnionych” Bocheński przekonywał, że wszelka konspiracja skazana jest na klęskę, a przy tym przyniesie krajowi i narodowi same szkody, nie dając jakichkolwiek korzyści. Im silniejsza akcja podziemna, argumentował, tym mniejszy zakres autonomii wewnętrznej dla Polski mogli gwarantować Sowieci, czy raczej, jak uważał, Rosjanie.

Bocheński był bowiem przekonany (jeszcze przed wojną), że Związek Sowiecki jest niczym innym jak kolejną emanacją państwowości rosyjskiej, ze wszelkimi tego faktu konsekwencjami. Nie było przypadkiem, że także inni przedwojenni „mocarstwowcy” jak Jan Frankowski czy Konstanty Łubieński poparli ten pogląd.

W tym też czasie Pruszyński opublikował napisanego jeszcze na zachodzie „Margrabiego Wielopolskiego”, który dowodził, że ci, którzy stawiają w sytuacji zaboru czy okupacji warunki maksymalistyczne, tracą wszystko.

Znający dobrze Bocheńskiego Jerzy Giedroyc określał go mianem „programowego kolaboranta”. Wtórował mu Jan Nowak-Jeziorański pisząc, że, miał on „ugodę z silniejszym we krwi”.

Abstrahując od pejoratywnego wydźwięku tych sformułowań, zdają się one dobrze określać fundament politycznego światopoglądu Bocheńskiego, oznaczający zarzucenie myślenia życzeniowego w ocenia możliwości i perspektyw polityki polskiej.

Jak on sam wspominał po latach: „od Stalingradu, a co dopiero od Jałty, wydawało mi się pewne, że po pierwsze jedyną możliwą i wskazaną polityką dla Polski jest ścisły sojusz ze Zw. Radzieckim, a po drugie, że naturalną konsekwencją sytuacji powojennej będzie ustrój socjalistyczny. Każda inna droga wydawała mi się nierealna, a na tle kolosalnych strat ludzkich i materialnych, jakie ponieśliśmy podczas okupacji – nawet szaleńcza”.

Bolesław Piasecki

Z częściowo podobnych przesłanek wyszedł w tym czasie uwięziony przez Sowietów Bolesław Piasecki. Wspomniałem już, że jego współpracownicy byli pod silnym wpływem Bocheńskiego. Sam dawny przywódca „Falangi” był dla komunistów partnerem o wiele strawniejszym niż „reakcyjny hrabia” Bocheński. Fakt że był oficerem AK, dysponował politycznymi znajomościami, wyróżniał się charyzmą, a także miał poparcie, jakiego udzielał mu Gomułka sprawiły, że to on, a nie Bocheński stanął na czele ruchu „katolików postępowych”.

Ten ostatni zresztą zdawał się przyjmować to z ulgą – nigdy nie cechował się ambicjami politycznego przywódcy, zajmując się sferą koncepcyjną. Dobrze czuł się w grupach nieformalnych, nie zaś w strukturach organizacyjnych.

Nie ulega jednak wątpliwości, że to autor „Dziejów głupoty…” był jednym ze współtwórców późniejszego Stowarzyszenia „PAX”. Z Piaseckim, przy skali ich przedwojennego antykomunizmu, łączyły go pragmatyczne korzenie powojennego zaangażowania, w tym dążenie do zagwarantowania praw Kościoła.

Z rezerwą odnosił się natomiast do koncepcji „przezwyciężenia zwycięzcy” i „socjalizmu wieloświatopoglądowego”, czyli przekonania, że dzięki utworzeniu katolickiej partii politycznej możliwe będzie w dłuższej perspektywie odsunięcie od władzy marksistów i zastąpienie ich przez ruch Piaseckiego, gwarantujący przyjazną politykę wobec Moskwy i lewicową strategię gospodarczą. Bocheński wyżej stawiał także polityczny realizm od moralnych podstaw polityki.

Mówił, że „Łączył on [Piasecki] ustrój uspołecznionych środków produkcji z nadrzędnymi zasadami moralnymi. Sądził mianowicie, że moralność chrześcijańska wyklucza zarówno wyzysk człowieka przez człowieka, jak i narodów biednych przez bogate. […] oczywiście uznaję potrzebę i konieczność nadrzędnych norm moralnych, ale nie wyprowadzam zasad politycznych jako nieuchronnej ich konsekwencji. Sądzę, że są to jakby dwa równoległe wektory, które nie powinny być ze sobą sprzeczne, ale nie muszą wynikać jeden z drugiego”.

Nie wzbudzał entuzjazmu u Piaseckiego i jego akolitów historyczny realizm Bocheńskiego, który negatywnie odnosił się do wszystkich w zasadzie zrywów narodowych. Wpływ na to miały rzecz jasna ich własne doświadczenia.

18 sierpnia 1945 r. zwolniony półtora miesiąca wcześniej z więzienia Piasecki uzyskał zgodę na wydawanie katolickiego periodyku. W pierwszym zebraniu redakcyjnym wzięli udział, obok niego, m.in. Bocheński, Pruszyński, Łubieński i Jan Dobraczyński. Pismo przyjęło tytuł „Dziś i Jutro”, chociaż rozważana była także propozycja „Ład Młodych” (co nawiązywało do przedwojennego „Buntu Młodych” – organu „mocarstwowców”).

Razem z „Dziś i Jutro”

Bocheński zaangażował się także, jesienią 1946 r., w próbę porozumienia „Dziś i Jutro” oraz innych środowisk katolickich i narodowych: „Tygodnika Powszechnego” (do którego często pisał), „Tygodnika Warszawskiego”, „Odry”, komitetu legalizacyjnego SN. Skutkiem miało być utworzenie partii katolickiej, pod patronatem Episkopatu.

Jednakże, rozwój sytuacji politycznej (wasalizacja Stronnictwa Pracy i rozbicie Komitetu Legalizacyjnego przez władze) oraz postawa hierarchii, która nie chciała tworzyć konkurencji dla PSL Stanisława Mikołajczyka, przesądziły o niepowodzeniu tej inicjatywy. Jej pokłosiem była jednak zgoda komunistów na wydawanie dziennika katolickiego o nazwie „Słowo Powszechne”.

Bocheński liczył, że nowe pismo pozwoli uniezależnić się grupie dawnych „mocarstwowców” od Piaseckiego oraz przyciągnąć do środowiska kręgi kościelne. Wzmocnieniu jego pozycji służyć też miał mandat posła na Sejm Ustawodawczy, który uzyskał obok Frankowskiego i Witolda Bieńkowskiego tworząc Parlamentarny Klub Katolicko-Społeczny. Nie oznacza to jednak, że z wrogością odnosił się do działań lidera grupy, pragnął jednak zaakcentować własną niezależność ideową.

Bocheński był jednym z sygnatariuszy oświadczenia katolickich intelektualistów, którzy przyjęli za pozytywny symptom wywiad, jaki Bolesław Bierut udzielił Ksaweremu Pruszyńskiemu, a w którym prezydent KRN mówił o poszanowaniu praw ludzi wierzących. Deklarację tę podpisali nie tylko działacze środowiska „Dziś i Jutro”, ale też Stefan Kisielewski czy Jerzy Zawieyski.

Na marginesie działalności politycznej Bocheńskiego pozostawała jego praca zawodowa, jako dyrektora Okocimskich Zakładów Piwowarsko-Słodowniczych. Bocheński, z wykształcenia inżynier rolnik, posiadający doświadczenie w zarządzaniu rodzinnym browarem przed wojną, uchodził za szefa życzliwego pracownikom, dbającego m.in. o ich potrzeby religijne.

Był świadkiem rozmaitych absurdów życia gospodarczego pierwszych lat Polski Ludowej. Jego funkcja była solą w oku dla miejscowych komunistów, oburzonych, że posadę dyrektorską objął „reakcyjny obszarnik”. Wkrótce też Bocheński znalazł się na celowniku UB, niejako naturalnie, ze względu na swą przeszłość i sam fakt politycznych zainteresowań.

Mimo początkowego zaangażowania Bocheński zdystansował się około 1948 r. od działalności ruchu Piaseckiego. Zrażało go daleko idące zaangażowanie w nową rzeczywistość, którego świadectwem był „List otwarty do Pana Juliusza Łady” Konstantego Łubieńskiego, ale też marginalizowanie jego osoby w samej grupie. Bocheński z, powstałym formalnie w 1952 r. Stowarzyszeniem „PAX”, związał się dopiero po 1956 r., wspierając m.in. jego lidera po porwaniu i zamordowaniu jego syna Bohdana. Formalnie członkiem organizacji został w 1962 r.

W omawianym okresie skupiał się przede wszystkim na publicystyce, której najważniejszym wyrazem stały się „Dzieje głupoty w Polsce”. Książka ta korespondowała z jego enuncjacjami prasowymi, wzbudzając, tak jak one, szerokie kontrowersje w każdym odłamie polskiego życia politycznego tamtych czasów. Znamienne zresztą, że wówczas sformułowanym poglądom, publicysta pozostał wierny przez całe życie.

CDN
dr Ariel Orzełek

dr Ariel Orzełek – historyk, zajmuje się m.in. teoriami realizmu politycznego oraz dziejami środowisk katolików świeckich w okresie powojennym, przygotowuje do druku książkę „Poszukiwanie modelu realizmu politycznego. Publicystyka Aleksandra Bocheńskiego”
Myśl Polska, nr 13-14 (24-31.03.2019)

http://mysl-polska.pl

Komentarze 4 to “Aleksander Bocheński – od rozmów z Borejszą do „Dziejów głupoty” (1)”

  1. Young said

    Ciekawy artykul .Warty pod dyskusje I polemike.Ja powiem jako laik ktory nie jest politykiem ani dyplomatom.Poprostu jestem zwyklym szarym obywatelem .Ze najwiekszym bledem polityki Polskiej jest Zawsze sojusze z zachodem.Jakiz to biznes mamy sojusz z zachodem zaden.Ciagle w d…pe nas rzna.Brali czynny udzial w rozbiorach brali czynny udzial w nieudanych naszych powstaniach (listopadowe powstanie styczniowe) Same straty .Traktat wersalski oczywiscie W tym traktacie dali nam dostep do morza Ale zato zrobili nam Wolne miasto Gdansk.Troche my wiecej Niemcy.I falszywy sojusz z Anglia I Francja.Dwa panstwa dwie Kurwy .Ktore nie przyszly nam z pomoca w 1939 roku.Potem Jalta techeran Poczdam .A dzis unia=jewropejska.Oczywiscie wszystko to co napisalem nie jest dokladnie napisane.A wiecie Panstwo dlaczego ?Bo mnie SZLAK TRAFIA Jak ktos chce sojuszy z zachodem.
    A wrogo odnosi sie do Rosji…………Taki klient powinien dosta Kulke w glowe za to ze mnie jako Polaka chce negatywnie nastawic wobec ROSJI.Ja nie jestem rusofobem ale nie jestem I debilem KTORYM MOZNA LATWO sterowac DOSC DOSC DOSC K.a
    Najwiekszym wrogiem jest nasza prymitywna NAIWNOSC W tak zwane sojusze z zachodem.
    Zachod to dzikoland I prymitywizm zazydzony intelektem (zydowskim).Poganstwo wturne udajace nowoczesnosc.Jakie tam chrzescijanstwo toc to przecie masoneria okulyzm I lucyferianizm.Dosc………………Zachod to wrog nr 1.Co chce mi Pan powiedziec ze to sojusznik .H..I na kaczych lapach POWSTAC POLACY Z TYCH KOLAN

  2. abcdef said

    Walka z okupantem niemieckim jest w naszej historiografii przedstawiana jako heroiczna, godna szacunku i podziwu.

    Walka z okupantem sowieckim jest generalnie przedstawiana jako szaleńcza.

    Realizm Bocheńskiego, w świetle okupacji niemieckiej i strat ludności, wydaje się bardzo pragmatyczny i uzasadniony. Realizm taki jednak zakłada, że interlokutorem jest osoba/system moralny i honorowy.

    System sowiecki w Polsce (i w innych krajach Europy wschodniej) nie był takim, a jego żydowscy najemnicy byli zwykłymi bandziorami.

    Jaki więc realizm można wypracować z bandziorem, niemieckim bądź sowieckim?

    Chyba dopiero dzisiaj myśl Bocheńskiego powinna bć popularyzowana w całym kraju. Przecież nawet Bolesław Prus w Lalce wskazywał na Rosję jako partnera ekonomicznego Polski.

    Niczego się nie uczmy — albo te przeklęte mordy rządzące krajem nie pozwalają na stabilizację i normalne życie. Sytuacja jak we Francji, w Angli, w Stanach — te same mordy.

  3. Zdziwiony said

    Bocheński w „Solidarności” już od momentu jej powstania widział zasadniczo słuszny głos robotniczego protestu, wypaczony jednakże przez polityczne ambicje przywódców i zgubną ideologię. Ta ostatnia lekceważyć miała geopolityczne i ustrojowe realia, których niezmienność uważał publicysta za oczywistą i dowiedzioną. Już w głośnych „Dziejach głupoty w Polsce”, pisanych w latach II wojny światowej, a opublikowanych w 1947 r., wykazywał, że od XVIII w. racją stanu narodu polskiego jest antyniemieckie przymierze z Rosją. Jedynie w czasie II RP nie mogło dojść, jak konsekwentnie twierdził przez całe życie, do sojuszu ze Związkiem Sowieckim ze względu na problem mniejszości narodowych i ekspansywne dążenia bolszewizmu. Niemniej II wojna światowa, likwidując terytorialny spór polsko-rosyjski poprzez utratę przez Polskę ziem zabużańskich oraz skutkując ustrojem socjalistycznym nad Wisłą, dowodził Bocheński, czyniła możliwą, a także niezbędną współpracę Warszawy z Moskwą. Warunkowało to, jak często podkreślał, zagrożenie niemieckim rewizjonizmem.
    O ile „Dzieje głupoty w Polsce” i artykuły utrzymane w tonacji antypowstańczej dostarczały historycznej argumentacji dla tych tez, o tyle obecne w jego publicystyce geopolityczne analizy miały dowodzić słuszności takiego oglądu powojennego świata. Chociaż Bocheński w latach czterdziestych i pięćdziesiątych liczył jeszcze na wybuch III wojny światowej (co absolutnie jednak nie skłaniało go do wiary w pomoc mocarstw zachodnich), to później uznał dominację sowiecką za trwałe zjawisko, którego długość była trudna do określenia.
    Przekonanie o niemożliwości zmiany położenia geopolitycznego Polski Ludowej, niechęć do masowych ruchów społecznych, krytyczne postrzeganie powstańczych zrywów oraz niewiara w faktyczne zainteresowanie mocarstw zachodnich interesem narodu polskiego skłaniały go do tezy, że „Solidarność” nawiązuje do prowadzących Polaków od wieków do zguby tendencji insurekcyjnych. Miała być przy tym manipulowana przez państwa zachodnie, przede wszystkim USA, które polski kryzys polityczny starały się wykorzystać do realizacji swych partykularnych celów w relacjach z Kremlem.

    Wobec tego stan wojenny Bocheński przyjął jako jedno z niewielu „zwycięstw rozumu nad głupotą w Polsce”. W pełni aprobował decyzję gen. Jaruzelskiego, nie tylko ze względu na – oczywiste jego zdaniem – zagrożenie interwencją sowiecką, ale także z powodu przekonania, że „Solidarność” wewnętrznie destabilizowała państwo. Ten ostatni osąd wynikał z krytycznego oglądu politycznych i ekonomicznych żądań ruchu.
    Ów zespół przekonań dotyczących polskiego kryzysu politycznego lat osiemdziesiątych Bocheński utrzymywał do końca życia.

    http://rcin.org.pl/Content/65805/WA303_84403_A507-DN-R-50-1_Orzelek.pdf

  4. […] https://marucha.wordpress.com/2019/03/26/aleksander-bochenski-od-rozmow-z-borejsza-do-dziejow-glupot… […]

Sorry, the comment form is closed at this time.