Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    Sebastian o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    MatkaPolka o Traditionis Custodes
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
    JanuszT o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Wolna Energia – Silnik Na Powietrze

Posted by Marucha w dniu 2019-04-07 (Niedziela)

Lotnictwo jest branżą, na której (zupełnie wyjątkowo) się nie znam. Mimo to, a może wlaśnie dlatego, zainteresował mnie ciekawy artykuł z bloga „Bacologia”. Jest on długi, więc poniżej zamieszczam obszerne jego fragmenty, najistotniejsze do zrozumienia zagadnienia, pomijając niekiedy calkiem zabawne wtręty. Z ciekawością przeczytam komentarze.
Admin

Boeing 747

(…)

Pod koniec 2018 roku światło dzienne ujrzała najnowsza teoria spiskowa – czyli dymanie ludzkości na paliwie, co oczywiście miałoby miejsce w sytuacji kiedy szumowiny które to robią, tak naprawdę nie używają paliwa, lecz korzystają z darmowej energii.

Mocna rzecz, nieprawdaż?

(…)

Teoria ta zakłada przewał wszechczasów, czyli że najbardziej paliwożerne silniki na Ziemi pracują bez paliwa, podczas kiedy nieświadoma tego ludzkość buli ciężką kasę za nieistniejące paliwo wliczone w bilety.

Nie mam tu na myśli nieważnych popierdółek takich jak Formuła 1, bo to podzjawisko – jeśli także jest przekrętem – może naciągać jedynie frajerów dobrowolnie sponsorujących ten żałosny pseudosporcik. Mówimy tutaj o ludzkości w szerokim tego rozumieniu – ludzkości od dekad płacącej bajońskie sumy za bilety lotnicze. Transkontynentalne.

Oficjalnie bowiem samoloty – te cywilne, pasażerskie – kokodżambo czy tam dżambodżety – latają na paliwo. Te paliwo jest to podobno jakiś egzotyczny rodzaj benzyny, której samoloty zabierają w trasę od cholery. Koniec końców przekłada się to więc na koszt biletu – czyli że ostateczna cena jaką płaci pasażer zawiera w połowie koszt tej benzyny według różnej maści lotniskowych ekspertów.

Czy to jest prawda?

Rzućmy więc na podejrzaną kwestię nieco bardziej trzeźwym niż Mikołajowe okiem, i zobaczmy jak wygląda jeden z najbardziej popularnych samolotów. Boeing 747. To ten na ilustracji tytułowej. Wielki, no nie? Na pozór owszem, ale tylko do czasu aż coś sporego stanie tuż przy nim aby było go z czym porównać. Ale to potem…

Póki co, dane tego właśnie samolotu prezentują się następująco: masa startowa 440 ton, z czego 240 ton to paliwo. To jest dużo paliwa, prawda?

To nieprawda – tego paliwa jest… baaaaardzo dużo. Jest go naprawdę od cholery. Jest go tyle, że pasażerowie muszą kombinować jak łysy u fryzjera, żeby nie przekroczyć limitu na bagaż o jakieś miligramy. Niezwykle ostre są te ograniczenia i każdy kto bulił ekstra za nadbagaż wie o tym doskonale. I gdzie ono jest upchane – te paliwo rzecz jasna, bo pasażerów wpycha się do kadłuba aby mogli popatrzeć w okno?

Prastare legendy personelu lotniska przekazywane z pradziada na dziada a potem na wnuki, zawsze twierdziły, twierdzą i twierdzić będą, że paliwo jest pompowane w zbiorniki umieszczone w skrzydłach samolotów. Tak już od dekad informuje pasażerów ten dziadowski system. W skrzydłach jednak nie ma takich jak w kadłubie okien a zatem niczego tam nie widać. Nie ma szans aby to zweryfikować tak więc dziadowski kit przechodził sobie z pokolenia na pokolenie aż doszło do 240 ton jeśli chodzi o Boeinga.

240 ton paliwa – to gigantyczna ilość. Ile to jest tak obrazowo?

Hmm… jedna pospolita beczka po paliwie, którą się odpala w kosmos przy pomocy karbidu, to jest 200 litrów. Jedna tona to pięć beczek. 240 ton to ponad 1200 beczek. Tysiąc dwieście beczek to jest… pociąg z beczkami. Aż ciężko to sobie wyobrazić.

Aby zatem jeszcze co nieco uprościć nasze ilościowe zagadnienie, spróbujmy tę ilość paliwa ogarnąć z… innej beczki.

240 ton paliwa to około dziesięciu cystern takich ta:

(Źródło: pierwsza lepsza cysterna do paliwa z internetowych motoogłoszeń)

Ma ona pojemność 26 ton a zatem prawie dziesięć pełnych takich zabiera rzekomo Boeing 747 w wersji o przedłużonym zasięgu – transatlantyckim – w którym ceny biletów są oszałamiające, bo połowa ceny tego biletu to przecież… koszty paliwa. No tak, czy nie tak?

Podobnych cystern krąży mnóstwo po wszystkich lotniskach świata.

Mamy zatem pole do manewru dla różnej maści oszustów? No ba, i jest to pole nie mające końca – długie i szerokie jak Atlantyk.

A przecież NIGDY nie widać czy one „przypadkiem” nie wożą… powietrza! NIGDY.

Bądźmy zatem sceptyczni i rzućmy okiem na to co widać:

Parafrazując stare lotnicze powiedzonko: „czy leci z nami pilot?”, zapytam podstępnie: czy jest przed monitorem ktoś z oczami? Ktoś, kto uwierzy, że dziesięć takich cystern tankuje jeden samolot? W skrzydła? Hmm?

Tankowanie kokodżambodżetów to naprawdę szerszy temat więc rozwinę tę ciekawą kwestię jak nie przymierzając Tupolew skrzydła.

Jeśli ktokolwiek łudzi się jeszcze, że taka ilość paliwa zmieści się w cienkich jak deska surfingowa skrzydłach, to natychmiast logicznie wypływają kolejne zagadkowe sprawy. Zakładając bowiem nawet bardzo optymistycznie (…) że skrzydła odrzutowców to są po prostu zbiorniki na paliwo, nie można zapytać o rzeczy w tej sytuacji oczywiste: Gdzie w takim razie mieszczą się hydrauliczne mechanizmy, okablowanie oraz elektronika która porusza tymi… skrzydłami? No po prostu gdzie jest i ile miejsca zajmuje ustrojstwo sterujące ruchami tych gigantycznych klap, łopatek, lotek, etc, które się nieustannie wsuwają i wysuwają ze wszystkich skrzydeł? Kolejne pytanie dla naukowców i inżynierów lotnictwa: gdzie są kuźwa jeszcze większe przestrzenie, mechanizmy, hydrauliki, siłowniki, zbiorniczki na płyny wyrównawcze oraz okablowanie sterujące podwoziem, które się do skrzydełek tak zgrabnie chowa jak oblatywacz do szytej na miarę trumienki?

No cudów ni ma – żaden szanujący się dżambodżet nie wozi przecież kół w bagażniku. Nie wozi też u pilota na kolanach stalowej wajchy do ustawiania skrzydeł jak to mają w nawyku tramwajowcy. To wszystko co się w tych skrzydłach porusza, poupychane jest w tych cienkich… skrzydłach. To jest bezsporne, bo każdy kto obserwował start lub lądowanie widział to na własne oczy.

I choćby nie wiem ile na odwagę wychlać to raczej nie znajdzie się w tej sytuacji śmiałka, który odważyłby się wciskać ludziom kit, że całe te paliwo z dziesięciu cystern upakowane jest w… skrzydłach.

Jest to z braku miejsca po prostu NIEMOŻLIWE.

Mamy więc już pierwszą poważną zagadkę ale dalej robi się jeszcze bardziej interesująco, bowiem jest jeszcze mnóstwo innych dowodów na to, że coś tu grubo nie gra. Otóż latał samolotami już każdy Ziemianin. Oczywiście statystycznie. Większość Ziemian leciała skądś dokądś już nawet kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt razy. Miliardy lotów się odbyły na tej planecie – oglądanych przez miliardy pasażerów na ich własne oczy.

I czy w związku z tym, chociaż jeden, jedyny raz w caluteńkich dziejach lotnictwa pasażerskiego trafił się ktoś dociekliwy, kto ZAREJESTROWAŁ dziesięć lotniskowych cystern stojących cierpliwie w sznureczku do jednego samolotu? Albo dziesięć tankujących jednocześnie?

Hę?

No właśnie. Nigdy nikomu nie udało się jeszcze zaobserwować tego co przecież POWINNO towarzyszyć przygotowaniom do KAZDEGO lotu. Każdy samolot ma tylko jeden wlew paliwa, bo gdyby miał ich dziesięć to nie wyglądałby jak dżambodżet ale dżambomaciora przystosowana do jednoczesnego tankowania dziesięciu prosiąt.

Jest to cholernie zastanawiające. Dlaczego zatem nigdy nie było jeszcze takiego pasażera?

Myślę że dlatego, ponieważ gdyby miał obserwować tankowanie 240 ton paliwa do samolotu to by umarł na lotnisku ze starości. Ludzie kochani – tankowanie trwa od cholery czasu. To naprawdę długotrwały proces. Ile on zajmuje? Żeby nie zatruwać umysłów oficjalnymi (niesprawdzalnymi) danymi proszę sobie samodzielnie przypomnieć zjawisko pożaru. Każdy bowiem statystyczny człowiek widział co najmniej raz jak coś się ładnie pali. Przyjeżdża wówczas na miejsce taka czerwona cysterna, wyskakują z niej czerwone odblaskowe ludziki, rozwijają sprawiedliwy kawał węża i…?

I pompują sobie ile wlezie to co przywiozła ich cysterna. W porównaniu do lotniskowych strażackie cysterny są malutkie, jeśli chodzi o pojemność. Nie dość że całe ciężarówki są krótsze to jeszcze w nich jest zamontowana przecież nie tylko beczka z wodą ale także kupa sprzętu innego rodzaju: łopaty, topory, worki z piaskiem i worki na ludzi. Jest tam również mnóstwo drabin żeby było w dziwne miejsca można zrobić dojście, kupa kołowrotków na te wszystkie węże, sterta pomp i agregatów oraz mnóstwo miejsca siedzącego dla załogi – właściwie to cała kabina, komfortowa niczym loża z multikina, bo ma poręczne uchwyty na colę, piwo i popcorn.

A mimo to gaszenie pożaru (w sensie pompowania wody) trwa, trwa, trwa i trwa. Bardzo długo te strażackie sikawki pracują dysponując nie tylko maleńkim zbiornikiem ale też… monstrualnie wysokim ciśnieniem. Ciśnienie bowiem jakie wytwarza strażacka pompa jest gigantyczne. Innymi słowy ta woda w strażackim wężu tak błyskawicznie się przetacza z cysterny na zewnątrz, że jest w stanie wybić dziurę w ceglanym murze, wypruć okna z futrynami lub zrobić eksmisję z siódmego piętra całej rodzinie podpalaczy razem z ich fortepianem. Ba, ten potwornie silny strumień wody z łatwością obala tłumy ludzi, jeśli tylko do strażackiej pompy dorwie się jakiś niedorozwinięty milicjant.

Efekt jest taki, że po interwencji straży pożarnej większość budynków nadaje się do rozbiórki. Taka bowiem jest siła niszcząca strażackiej pompy, która masakruje nie tylko ogień ale wszelkiego rodzaju słupy nośne, ściany czy inne krokwie. Kto widział ten wie, że jeśli rzuci na nie okiem odblaskowy krasnoludek w szale bitewnym, to nawet ciężkie jak beton dachówki fruwają jak pierze z poduszki.

I podsumowując temat pompowania cieczy z beczki na zewnątrz nie można nie zauważyć tego że przecież cysterny paliwowe NIE MOGĄ używać takiego samego wysokiego ciśnienia jak strażacy bo skrzydełka by się oderwały tym samolotom jak od kurczaków. Paliwo lotnicze nie może być pompowane za mocno żeby nie uszkodzić zbiorników, które jak wszystko w samolocie jest tak cienkie i liche jak szanse Mikołaja na planowy przelot Laponia – Białystok.

I dlatego też przepompowanie do Boeinga 747, 240 ton paliwa jest oczywistym nonsensem, bowiem gdyby rzeczywiście tak było – proces ten trwałby w nieskończoność – godzinami – o wiele, wiele dłużej niż opróżnienie 10 znacznie mniejszych beczkowozów strażackich.

Gdyby rzeczywiście takie ilości paliwa były tankowane do kokodżambodżetów, lotniska musiałyby być budowane na pełnym morzu bezpośrednio przy tankowcach, bo żadne cysterny nie nadążyłyby tego na normalne lotniska dowozić. Z tych naprawdę dużych lotnisk co kilka minut przecież startuje dżambo do Ameryki. Heathrow lub Shiphool wypuszczają w zasadzie sznur takich samolotów – co 8 kilometrów leci następny, i następny, i następny… Są tak blisko siebie w korytarzu powietrznym, że jak ten z tyłu włączy światła drogowe to oślepi jadącego przed nim.


Gdyby koleś z tej fotografii tankował tak 10 cystern, podejrzewam że po tygodniu poszedłby na rentę z powodu zwiotczałego barku.

Kolejna zagwozdka dla inżynierów lotnictwa i internetowych ekspertów – jakim cudem ten duży samolocik PO ZATANKOWANIU tak ogromnej ilości paliwa i tych wszystkich pasażerów – do masy łącznej 440 ton – jest w stanie pokonać fizyczne ograniczenia tak zwanego nacisku na oś i nie tylko ustać na tych paru lichych kółkach ale rozpędzić się na nich do kilkuset km/godzinę i wystartować w powietrze? No bo skoro tylko do masy 26 ton cysterna do paliwa potrzebuje aż kilkanaście solidnych kół żeby nie trzeć dupą po betonie, to jak daje radę ustać na kółkach samolot, który waży dwadzieścia razy więcej od pełnej cysterny?

No jakim cudem te podwozie się nie łamie i nie pękają z trzaskiem kółka? Z czego są zrobione opony zdolne wytrzymać ten potworny nacisk, któremu nie dałyby rady nawet koła od lokomotywy?

Kit, że paliwo w gigantycznych ilościach znajduje się w skrzydłach nie tylko obala brak kogokolwiek kto widziałby coś takiego ale również oczywisty brak… spalonych skrzydeł!

Ich po prostu nie ma.

Jest bowiem w Internecie mnóstwo zdjęć samolotów które nie dały rady. Setki, tysiące, dziesiątki tysięcy filmów i fotografii z lotniczych katastrof. I ANI JEDNEGO na którym byłyby spalone od niesamowitego żaru… skrzydła. No nie ma czegoś takiego. Nigdzie.

Płonie wszystko podczas lotniczej katastrofy, fotele, pasażerowie, piloci, bagaże i te ładne inteligentne kelnerki, które prostaczkom fachowo pokazują jak się obsługuje pas bezpieczeństwa i kamizelkę na rzepy. Pasażerowie udebilniani są od pierwszej sekundy pobytu w pobliżu lotniska, a najbardziej oczywiste kwestie pozostają niewyjaśnione przez dekady.

Gdzie są spalone zbiorniki paliwa? No gdzie są te pokręcone od wysokiej temperatury lub eksplozji… skrzydła?

Nie ma.

Są spalone fotele, zwłoki, bagaże, ba całe „niepalne” kabiny pasażerskie wypalone od środka jak spróchniały pień drzewa, ale „łatwopalne” skrzydła lub silniki wypełnione paliwem są tylko… potłuczone! Ewentualnie podarte lub pogięte. Katastrof lotniczych jak mrówków ale nie wyłączając naszego Tupolewa, wszystkie są identyczne – skrzydła nigdy nie płoną a powinny płonąć najbardziej. Zwłaszcza jak te nasze wypełnione paliwem, które kosiło pod Smoleńskiem brzozy. Ono powinno wręcz eksplodować od nadmiaru energii a tymczasem…


Prawda jest taka, że gdyby naprawdę w skrzydłach odrzutowców – hmm… tuż, tuż, przy gorącym jak nie wiem co pracującym silniku (!) – były zbiorniki wypełnione paliwem, to każdy samolocik, który uległ katastrofie wyglądałby jak słynny sterowiec Hinenburg, który WŁAŚNIE był takim wypełnionym paliwem…. ZBIORNIKIEM.

On nie śmigał z prędkościami odrzutowców, nie kosił brzóz i nie walił zbiornikiem paliwa w coś równie twardego jak Matka Gleba. O nie. On majestatycznie spłonął sobie niczym nadmuchany worek świętego Mikołaja, ale i tak temperatura jaką osiągnął potopiła całą metalową konstrukcję jak z plasteliny.

Czy zatem dzisiejsze odrzutowce mające i więcej i bardziej kaloryczne paliwo – takie które stopiło hmm.. stalowe konstrukcje obydwu wież WTC – nie powinno stopić dużo bardziej lichego materiału z którego są wyprodukowane skrzydła?

Powinno – to jest oczywiste według ekspertów naukowo badających skoszone przez samoloty wieżowce i brzozy – ale niestety takich stopionych skrzydeł nadal nigdzie w przyrodzie nie ma.

To jak z masońską teorią ewolucji Darwina – wszystko ładnie, pięknie – tylko „brakującego ogniwa”… no ni ma.

Nawet pod Smoleńskiem, gdzie już wszystko włącznie z trotylem udało się w szczątkach odnaleźć, nie zaobserwowano nawet mikroskopijnego śladu spalonego skrzydła, co nieco dziwi i zastanawia bowiem tam nawet mokra ziemia dymiła po katastrofie.

Zastanówmy się zatem przez chwilę ile tak naprawdę jest tych firm produkujących pasażerskie samoloty. Jest stary dobry Boeing, jest Airbus, są jacyś Rosjanie i…?

I poza tym plankton. Jakieś tanie linie i podobne duperele nie liczące się na długodystansowym rynku, gdzie do przytulenia są miliardy.

Faktem już powszechnie znanym jest ten, że wszystkie agencje kosmiczne robią ludzkość w jajco dymając ją na tak zwane programy kosmiczne kosztujące miliardy. Wszystkie kosmiczne agencje świata mają jęzor węża w swoim logo i wszystkie w studiach filmowych i samolotach zero-G nagrywają swoje kosmonautyczne programy. Astronauci latają w stanie „nieważkości” porażająco nieporadnie paląc głupa na cyrkowych linkach, ekipa ich nagrywa na zielonym tle lub na chama w basenach, symulując żałośnie jakieś rzekome „spacery” kosmiczne, i ta chora zabawa trwa już dobrych kilkadziesiąt lat, tylko i wyłącznie dzięki tej reżyserowanej bez polotu mega szopce.

Czy można zatem oszukiwać miliony ludzi małą filmową agencją, udającą wielką agencję kosmiczną?

No ba, przecież „nasa” to po hebrajsku „oszukać”. Przecież wszystkie inne agencje „kosmiczne” mają łudząco do siebie podobne logo…

Czy zatem jest prawdopodobne, że wśród jeszcze mniejszej ilości firm produkujących pasażerskie samoloty nie mogłoby dojść do podobnej zmowy? No właśnie. Okazja czyni złodzieja więc wszystkie lotnicze koncerny już od dawna są w zmowie i koszą bezlitośnie wszelką konkurencję. Zamordowali przecież prawdziwe i bezkonkurencyjne samoloty pasażerskie – francuskie szczupłe Concordy – które kilkadziesiąt lat temu rzeczywiście były dla pasażerów komfortowe bo nie pakowały ich jak śledzie do beczki, brały na drogę prawdziwe paliwo, a latały dwa razy szybciej i dwa razy wyżej niż współczesne „cuda” zachodniej techniki: Airbusy i Boeingi – otyłe do niemożliwości wagony do przewozu trzody.

Ba, w dzisiejszych czasach świnie wiezione do rzeźni mają na pokładzie TIR-a więcej miejsca i swobody niż trzoda ludzka w Boeingach. A jak jeszcze nie daj co, kupi to Lufthansa, to tak wyposaży w dodatkowe fotele, że człowiek jadący do Ameryki na stojąco, od razu czuje się swojsko jak w pociągu do Auschwitz. Niemiec to najbardziej doświadczony na planecie przewoźnik… od zawsze bił rekordy pakowności.

Zmowa tych dwóch rzekomych konkurentów jest ewidentniejsza niż zmowa producentów żarówek, które za namową Philipsa od bardzo dawna celowo są produkowane tak aby się… zepsuć po ustalonym czasie. Technika już dawno pozwala produkować żarówki które się nie przepalają nigdy. Celowo zatem są one napychane pakietem defektów jeszcze na etapie produkcyjnym. Spisek żarówkowy to jednak stara heca – bez trudu każdy ją samodzielnie odnajdzie w sieci – a więc powróćmy do naszych samolocików, które dużo ważą, bo zabierają dużo paliwa i dlatego bardzo dużo trzeba płacić potem za bilety…

A teraz zaprezentuję wnętrze naszego Boeinga 747 w wersji Supertanker – czyli do gaszenia pożarów. Sikawki jak wiadomo są bez sensu w przypadku przetaczania takich ilości płynów i każdy jeden pożar dopaliłby się spokojnie do końca gdyby te samoloty były tankowane lub opróżniane przy pomocy jakichś pomp i węży. Oto Supertanker w akcji, a poniżej jego wnętrze:


Wody do gaszenia pożarów taki Supertanker zabiera TYLKO 74 tony. Tylko tyle się jej wewnątrz mieści. A pakuje ją przecież w kadłub, który co bardzo ważne jest od skrzydeł znacznie większy. Jest to tyle co mieszczą tylko trzy nasze słynne cysterny. Tylko trzy.

A ile to konkretnie zajmuje miejsca wewnątrz widać na powyższej fotografii. Proszę się uważnie przyjrzeć. Tylko trzy cysterny i już nie ma miejsca ani na bagaż ani na te laski z kamizelką na rzepy. A to co zajmuje cały otyły kadłub to są przecież tylko 3 cysterny, powtarzam. Gdzie zatem jest 10 cystern paliwa? No gdzie?

To chyba nawet u największych optymistów zniszczy złudne nadzieje, że paliwo to znajduje się w skrzydłach samolotu.

Gdzie ono zatem naprawdę jest?

Myślę że w… skrzydłach. Naprawdę tak mi się wydaje, ponieważ grzebiąc w sieci udało mi się kilka razy trafić na fotkę, gdzie lotniskowa cysterna była na płycie lotniska jakimś szlauchem podpięta do skrzydła. Tych zdjęć jest nawet sporo tak więc to raczej w skrzydłach te paliwo się znajduje ale uwaga, uwaga… w znikomych ilościach.

Tam według mnie jest co najwyżej parę ton tego paliwa. Inaczej jak już wiemy ręka by naszemu kolesiowi uwiędła. Na pewno nie więcej niż w jednej cysternie, bowiem nigdy nie widziano nawet dwóch cystern tankujących samolot kolejno więc jest to logiczne.

Te paliwo raczej na pewno używane jest do drugorzędnych celów: 1 – do rozruchu silników i nadaniu prędkości podróżnej samolotu, 2 – do stwarzania gry pozorów, że samolocik na poważnie, czyli grubo tankuje, 3 – do celów awaryjnych gdyby wymagane były manewry dające ekstra kopa, 4 – do obsługiwania zupełnie czego innego, czyli elektroniki, klimatyzacji, siłowników i całej reszty inwentarza nie związanego z pracą silników napędowych. Silniki dają tylko i wyłącznie siłę unoszącą samolot – ich energia nie jest marnowana na spuszczanie kibli, oświetlenie samolotu lub projektor pokazujący na pokładzie film gawiedzi. Tym zajmują się agregaty niezależne od silników – i to one właśnie po cichutku zużywają przez kilkanaście godzin te znikome parę ton „lotniczego” paliwa.

Cudów jednakże jak wiemy na tej planecie nie ma. Na tej planecie roi się natomiast od oszustów i złodziei. I tym właśnie są nieprzeliczone hordy lotniskowej i lotniczej mafii. Większa jej część, podejrzewam nawet nie ma bladego pojęcia o tym, że bierze udział w szwindlu wszechczasów. To są te wszystkie niezliczone tępe panienki z okienka niezdrowo konkurujące w znajomości z dupy wziętych przepisów. Jedna pragnie zostać miss poczekalni a druga sklepów wolnocłowych. Każda potrafi czytać bilety a co druga kod kreskowy. Każda szybciej od rewolwerowca umie otworzyć drzwi awaryjną wajchą i napompować nadmuchiwane schody, bo jest wtajemniczona po półrocznym kursie w wyższej szkole lotnictwa naziemnego, tak więc nie dziwi że ego tych idiotek mających dyplom na kompresor, rośnie dużo wyżej niż madam Skłodowskiej lub madam Kopernik.

[Ech, auforze, niepotrzebnie najeżdżasz Pan na ludzi, w tym panienki – admin]

I ten właśnie tępy personel jest tak mocno już otumaniony przez udebilniające go regulaminy, że nawet nie podejrzewa, że jest jeszcze bardziej niż pasażerowie robiony w balona, bowiem używany jest w charakterze pożytecznych idiotek. One wszystkie gorliwie wykonując swoje pseudoobowiązki cieszą się, że od czasu do czasu kapnie im za nadgorliwość jakiś darmowy bilecik do Mogadiszu albo Rzeszowa. Nieważne.

Ważne, że mimo tępoty lotniskowego personelu muszą tam przecież być ludzie doskonale w szwindelek wtajemniczeni – ci ogarnięci. Kierowcy cystern, piloci, mechanicy, etc. Oni na bank wiedzą jaka w temacie paliw panuje lipa. Dlaczego więc milczą? Dlaczego nie przerywają milczenia?

Ponieważ tam nie ma głupich bab. To po pierwsze. Po drugie, dla kasy. To przecież oczywiste, i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest to zmowa wtajemniczonych facetów.

Jako dowód działania dużych grup takich ludzi w idealnej zmowie podam prosty przykład prosto z normalnego życia, jakie osobiście przeżyłem. Otóż dawno, dawno temu zrobili mnie żołnierzem. Jak tylko przebrali mnie w mundur wysłali do jednostki która miała spore ruskie samochody. Takie naprawdę duże – większe niż współczesne TIR-y. W żołnierskim slangu nazywały się łajby, bo w terenie kołysały się jak trałowiec na morzu. Ich ośmiu monstrualnym kołom niestraszne były zaorane pola, okopy lub jakieś zbłąkane osobowe samochody. Łajby toczyły się majestatycznie na każdej możliwej powierzchni a każdą na dachu przyozdabiała piękna rakieta średniego zasięgu, która ładunkiem jądrowym lub głowicą kasetową mogła zezłomować dowolnie wielką jednostkę wojskową zwierząt z NATO.

Ruski sprzęt przeznaczony do masowej eksterminacji wrogów Rosji. Odporny na wszystko w tym także na całe serie po oponach z ckm lub kałasznikowa. Był tam bowiem taki sprytny mechanizm – dziś standardowo montowany w dalekobieżnych południowoamerykańskich autobusach tłukących się przez Andy – który na bieżąco w czasie jazdy pompował przebite opony po to tylko aby nie przerywać przemiłej przejażdżki. Te bydle do przewożenia rakiet było tak cudownie amortyzowane, że nawet w najtrudniejszym terenie jazda nie była nawet najmniejszym wstrząsem zakłócana.

Co dwa lata w łajbach zmieniali się kierowcy i tak właśnie ku chwale ojczyzny jako siła obronna one nam przez bardzo długi czas wiernie służyły. Służba nie drużba ale zagadką o wiele ciekawszą od każdej spiskowej teorii było, skąd u licha prości szeregowi kierowcy łajb z poboru, w szybkim tempie stawali się milionerami? No jakim to cudem, skoro inni żołnierze ledwie dawali radę na fajki bez filtra i żyli jedynie na paczkach z domu. A w tym samym czasie kierowcy łajb opływali we wszystko co tylko możliwe w nieprawdopodobnych wręcz ilościach. Najdroższe alkohole, papierosy, kobiety.

Bardzo długa ta zagadka nie dawała mi spokoju, bo wyposzczonego żołnierza nic tak mocno nie pobudza do myślenia jak coraz ładniejsze kurwy sprowadzane nocami do koszar. Jak każdą zagadkę i tę również udało mi się z czasem rozłożyć na czynniki pierwsze i rozwiązać. I żeby nie przynudzać smutą koszarowego życia oto końcowe wnioski które zapodam na skróty.

Otóż okazało się, że te piękne łajby jeżdżą na najlepszym możliwym paliwie – najbardziej wypchanej oktanami benzynie. Żadna ropa, smoła lub jakieś tanie oleje. Ponadto, jeszcze w zamierzchłych epokach jakiś tajemniczy prakierowca tej prehistorycznej pierwszej łajby po raz pierwszy w historii wojskowości zaryzykował użycie rozumu aby przetrwać i przystosować się do trudnych warunków. I ten pozornie nieważny epizod wykształcił całkiem nowy gatunek – żołnierza rozumnego. Prakierowca deklarując po ćwiczeniach ilość spalonego paliwa postanowił odrobinę ją… zawyżyć. Ot, co. Niby nic szczególnego ale w świetle tego że jedno pokolenie kierowców żyje tylko dwa lata – był to olbrzymi skok żołnierskiej inteligencji, która w kilka zaledwie pokoleń pozwoliła im wejść na wyżyny dobrobytu niedostępne nawet dla dowództwa jednostki!

W zaledwie kilka lat (w skali cywilów) z fabrycznych 50 litrów na setkę, zrobiło się 75, potem 100 w miarę jak eksplodowała nowa gałąź ewolucji. I kiedy w końcu ja tam przybyłem zobaczyć jak sprawy stoją z obronnością Polski, zużycie paliwa w każdej łajbie oscylowało już w granicach 200 – 250 litrów najdroższej benzyny na setkę.

Ten zupełnie nieznany kronikarzom prakierowca wepchnął ewolucję na zupełnie nowe tory – prowadzące prosto do niewyobrażalnego prosperity i powszechnego szczęścia. Ten samorodny geniusz zrealizował niespełnione marzenia Marksa, świętego Mikołaja, Kopernika, Dżyngis Hana i ojca Klimuszki. Stworzył po prostu raj na ziemi i nieśmiertelny system polityczno gospodarczy, który zapewniał szczęście każdemu i nie dyskryminował żadnej jednostki.

Jak ten anonimowy prakierowca to zrobił?

To porażająco proste i już o tym mówiłem. A on tego co proste, po prostu nie pozwolił przekombinować. To wszystko. Silniki się bowiem w miarę eksploatacji zużywają – to wie każdy kto słyszał o silniku. Tak więc wystarczyło tylko w miarę upływu czasu zwiększać zużycie na papierku i każdy żołnierz rozumny mógł przyśpieszyć jeszcze bardziej rozwój swojej osobistej ewolucji. Uczciwą działkę za nadwyżkę gonioną na czarnym rynku otrzymywali wszyscy zainteresowani. Kwatermistrz, dowódca tych łajb, tragarze kanistrów, czyli biuro obsługi klienta, wartownicy, a nawet zwykli prości żołnierze potrafiący wyszukać na mieście nabywcę. A lwia część zysków z tego emiratu przy łajbach i tak przypadała stojącym na szczycie ewolucyjnej drabiny kierowcom.

Życie jak w Kuwejcie, bo raz na miesiąc łajby wyruszały w rejs na poligon, gdzie niewyobrażalne ilości paliwa wędrowały do ludzi czekających w lesie w kolejce. Jedynie raz podczas zimy stulecia kiedy śniegu najebało po pachy nawet zwiadowcom nie udało się znaleźć w szczerym polu inwestora z kapitałem polskim. W tych dramatycznych okolicznościach niestety ale nadwyżka paliwa została wylana w śnieg aby nie powstała jakaś afera.

Emirat działał coraz prężniej przez kilkadziesiąt lat co jest samo w sobie niebywałe, gdyż to prawie setka pokoleń żołnierskich, i zapewne działałby w dalszym ciągu dochodząc do zużycia 500 litrów na setkę obecnie, ale niestety Wałęsa obalił system i Rosjanie zabrali łajby i się wynieśli nie chcąc zadzierać z Bolkiem i jego motorówką. Ech…

Morał jest taki, że spisek paliwowy może przybrać nawet epickie rozmiary, ale pod jednym warunkiem – nie ma tam bab i wszystkim zainteresowanym znakomicie się taki układzik klei, bowiem nielichy dobrobyt z niczego wytwarza dla każdej walecznej jednostki. W mojej jednostce jedynie dowódca i kucharze nie byli wtajemniczeni, czyli jak to się dziś mówi nie byli partnerami w petrobiznesie. Mieli za to swoje połówki świni, na których wiodło im się nie gorzej od reszty.

Jakiś anonimowy głupek się w Libii natrudził, nawydobywał i nawiercił, potem rozwoził w upale ciężkie beczki po pustyni na wielbłądach a i tak zarabiał na tym grosze w porównaniu do wierzchołka drabiny ewolucyjnej – słowiańskiego kierowcy. Wałek idealny – przestępstwo doskonałe. Przez kilkadziesiąt lat (w skali czasu upływającego w równoległym świecie cywili) żaden organ nigdy na to nie wpadł, żaden nigdy niczego nie wytropił, nikt niczego nigdy nie podejrzewał, niczego nawet nie zauważył. Prakierowca i wszyscy jego potomkowie to była po prostu linia autentycznych geniuszy.

I bazując właśnie na tym osobistym doświadczeniu myślę, że identyczna sytuacja panuje obecnie w branży paliwowo lotniskowej. Psychologia bowiem ani odrobinkę się nie zmieniła w przeciwieństwie do ustrojów politycznych. Okazja czyni mistrza w każdym systemie i to samo zjawisko co z łajbami bez wątpienia ma również miejsce obecnie z samolotami kursującymi poprzez Atlantyk.

10 cystern lotniczego paliwa upakowanych rzekomo w skrzydła kokodżambodżeta to czysta kpina ze zdrowego rozsądku i tylko zatwardziały idiota może się na coś takiego absurdalnego w dalszym ciągu nabierać.

Na czym więc latają te samoloty odrzutowe, skoro tak naprawdę zabierają w trasę tylko parę procent rzekomego paliwa?

Wszystko na to wskazuje, że kokodżambodżety latają po prostu na powietrze, korzystając z wolnej energii. Te wloty powietrza silników odrzutowych są tak monstrualnie olbrzymie że w zasadzie ten silnik sam w sobie jest gigantycznym… wlotem powietrza. Przecież te silniki są jak domek jednorodzinny. Tam nie ma wałków rozrządu, wężyków, wtrysków, tłoków lub jakichś korbowodów. Silnik lotniczy to w sumie monstrualny wlot powietrza i to tyle co do jego prostej konstrukcji…

Po jaką cholerę aż tak olbrzymie wloty powietrza? Logicznie wydaje się – bo to jest słuszna koncepcja – żeby wpakować do silnika jak najwięcej tego powietrza. Te powietrze jest potem tam w środku tak intensywnie łopatkami turbin masakrowane, że od ciągłej zmiany kierunków jego przepływu musi się po prostu wytwarzać mini trąba powietrzna, która w odróżnieniu do naturalnej przy pomocy dyszy, która kończy silnik odrzutowca, dodatkowo jeszcze sobie przyśpiesza.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tymi turbinami nadawana jest tak niewyobrażalna prędkość przepływającego powietrza że ono samo w sobie staje się… paliwem w pewnym momencie – czyli małą trąbą powietrzną. Trąbą, która się realizuje, kiedy pęd maszyny i lotnicza benzyna wprawi silnik na docelowe obroty. Paliwo podejrzewam, ten silnik zużywa tylko do startu i być może lądowania aby wytworzyć ciąg wsteczny. Natomiast kiedy samolot już leci sobie spokojnie z dziesięć godzin na wysokości dziesięciu kilometrów w poziomie, jednostajnie i majestatycznie – bez świadków i bez nikogo kto miałby na niego oko – myślę że napędza go wówczas po prostu samo powietrze, które wytwarza trąby powietrzne.

Jak to się odbywa konkretnie? Prawdopodobnie turbiny tak zachłannie wchłaniają powietrze do środka silnika, że go zwyczajnie zaczyna brakować i w efekcie tuż przed silnikiem wytwarza się… próżnia. A próżnia jak doskonale wiadomo wszystko zasysa do siebie i to dużo mocniej od fiskusa. I w ten prosty sposób w pewnym momencie podczas lotu następuje zamiana napędu odrzutowego na o wiele silniejszy napęd zasysający. Próżnia sztucznie wytworzona przed silnikami samolotu zasysa całą maszynę nie spalając ani grama paliw kopalnych. I to jest naprawdę aż tak bardzo proste.

Skąd to wiadomo?

Z logiki. Zjawisko to przecież opracował w formie praktycznej jeszcze na długo przed II wojną światową Viktor Schauberger, austriacki naukowiec zajmujący się przepływem przez rury cieczy i gazów. To nie był byle jaki naukowiec ale ten sam, który opracował inną wersję silnika pracującego niczym tornado – wytwarzającego pionową trąbę powietrzną. Chodzi tu o hitlerowskie prototypy latających spodków – mylnie branych po wojnie za ufoludki z innej planety.

On także pracował nad wunderwaffe Hitlera w okresie wojny. Skoro więc tajemnice rakiet V2 i silników odrzutowych przejęli natychmiast po wojnie alianci uniewinniając w zamian za nie niemieckich zbrodniarzy wojennych, nie ulega wątpliwości że również technologię silników próżniowych wyróżnili swoją ciężką łapą. Dziwne byłoby gdyby tego właśnie nie zrobili mając tak chciwą mentalność, a nie to, że istnieją silniki na powietrze.

Ważne źródło, które gorąco wszystkim polecam, o ważnych nie mniej niż Tesli odkryciach tego naukowca jest u Trebora:

>https://treborok.wordpress.com/nauka/viktor-schauberger-idee-odkrycia-wynalazki/

Pytanie do czytelników: co wy byście zrobili mogąc wydoić na niewyobrażalną ilość pieniędzy tę całą wielomiliardową masę nieświadomych niczego pasażerów odrzutowych samolotów?

No co byście po prostu osobiście zrobili mając do dyspozycji tak cudowną technologię?

Bo ja kiedyś już byłem w tego typu sytuacji i jako człowiek nieustannie dążący do doskonałości, bez wahania przyłączyłem się do pracującego perfekcyjnie jak szwajcarski zegarek emiratu, zatrudniając się w jego biurze obsługi klienta 🙂

Zamiast zdychać na kawie zbożowej i sucharach z czystego drewna, miałem do oporu dobrych fajek oraz prawdziwego mięsa, jako że ciężko o nie było w sytuacji kiedy w armii aż roiło się od kucharzy. Na kuchni nie mieli bladego pojęcia o indeksach, stopach procentowych, koniunkturze i zapotrzebowaniu na popyt i po prostu prymitywnie przeżerali z dowódcą te świniaki samodzielnie robiąc jakieś prymitywne machloje chochlą na dnie kotła. Nigdy nie wylosowałem nawet grama mięsa z bębna maszyny losującej a grałem codziennie. Emirat był jedynym wyjściem żeby nie umrzeć z głodu i tylko ten kto tak samo systematycznie grał i ciągle przegrywał ma prawo do jakichś osądów…

Ponadto moje motywy, czyli pisanie o tym są jasne, proste i nad wyraz przejrzyste. Otóż, kiedy emirat przy łajbach działał było to szlachetne i słowiańskie przedsięwzięcie – poprawiające byt Słowian przeznaczonych na mięso armatnie. Obecnie zaś motywy obecnych emiratów na lotniskach nie mają niczego wspólnego ze szlachetnością lub ochroną słowiańskiej braci, jako że są one generalnie antyludzkie. I to jest motyw, który nakazuje ten proceder zniszczyć raz na zawsze.

I to w zasadzie tyle sceptyczno trzeźwych przemyśleń na okoliczność najnowszej teorii spiskowej. Jeśli są wnioski piszcie o nich w komentarzach. Każda merytoryczna myśl liczy się na wagę złota, bo temat jest arcyciekawy. Kto wie czy ujawnienie tego mega oszustwa nie sprawi, że energia dla wszystkich stanie się wreszcie darmowa i ogólnie dostępna.

Proszę sobie tylko wyobrazić jeden malutki, niepozorny silniczek próżniowo odrzutowy, taką miniaturkę tego z kokodżambodżeta, pracujący sobie spokojnie gdzieś za stodołą, który może zaopatrzyć w energię elektryczną całe gospodarstwo. To nie są wcale fantazje. Przecież moc zdolna przesuwać po niebie ponad 400 ton samolotu musi być wręcz oszałamiająca. I tak samo jak silnik średniej wielkości statku jest w stanie zapewnić elektryczność dla średniej wielkości miasteczka, to myślę że miniaturka silnika lotniczego byłaby w stanie bez problemu dać wystarczającą ilość prądu każdemu budynkowi w jakim mieszkają ludzie.

Ja doskonale pamiętam emirat przy łajbach i cały system gospodarczy, który z niego wyewoluował a potem się samonapędzał. A wy zapamiętajcie jak on działa, bo system ten jest jak każda jedna bańka oszukańcza – puchnie samodzielnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Doszło już do tego że 240 ton rzekomego paliwa w Boeingu to zamierzchła historia. W obecne Airbusy „pompuje się” grubo ponad… 300 ton paliwa.

Którego jak zawsze w tego typu sytuacjach nikt nigdy nie widział na oczy 🙂

A to już jest 12 cystern… no bo hm… indeks wig, stopy procentowe, inflacja… masakra…

Silniki próżniowe niewątpliwie istnieją, bo Rosja już od dawna posiada torpedy nuklearne, które osiągają niewyobrażalne prędkości właśnie dlatego bo wytwarzają przed sobą zasysającą je próżnię. Ta technologia działa nie tylko w powietrzu ale również pod wodą. I dokładnie tą właśnie technologią zajmował się Viktor Schauberger. Ta technologia już od kilkudziesięciu lat zwyczajnie istnieje i jest jak to się mówi do wzięcia. Poznikają oczywiście lotniskowe emiraty… no ale co tam. Dobro ogółu w tym Słowian jest jak zawsze sprawą najistotniejszą.

https://bacologia.wordpress.com

Komentarzy 27 do “Wolna Energia – Silnik Na Powietrze”

  1. Zerohero said

    Czyli panuje wszechświatowy spisek lotników, konstruktorów, serwisantów i pracowników lotnisk. Po długich dywagacjach o niemożliwości zatankowania samolotu, dochodzimy do sedna czyli opisu działania silnika. Opis jest krótki. Jestem nim rozczarowany. Autor pisze, że „prawdopodobnie” (to spekuluje czy wie?), potem powołuje się na „zachłanność” wsysania powietrza bez przedstawienia żadnych wyliczeń o jaką siłę może chodzić. Na szczęście chwilę dalej obiecuje wyjaśnienie działania silnika na polu „logiki”. Nie podoba mi się pomysł aby fizykę ograniczyć do samej logiki. Nawet matematyka potrzebuje paru aksjomatów na rozruch, a tu facet będzie dedukować prawa fizyki w oparciu o samą logikę. No dobrze, a jaka to logika? Niestety nie pada tu żadne wyjaśnienie na gruncie logiki, ale powołanie się na działanie nazistowskich UFO. Skoro one działają, to logiczne, że i ten napęd z opisu działa. Taka to logika. Czyli jak piramidy egipskie zbudowali kosmici, to pałac kultury też oni. Logiczne. 🙂

    Przyznam, że nadal nie rozumiem skąd się przed silnikami ma brać próżnia. Załóżmy jednak, że powstała takowa. Załóżmy, że ona wsysa samolot. Samolot przesuwa się kilka metrów do przodu gdzie już żadnej próżni nie ma prawa być. Znowu trzeba wessać powietrze aby zrobić „próżnię”. Skąd autor wie, że jej generowanie jest takie tanie?

    Poza tym to nie próżnia wsysa, ale RÓŻNICA CIŚNIEŃ. Różnica ciśnień zabiła wielu nurków pracujących przy konserwacji urządzeń, np. zapór wodnych. Z jednej strony wsysa, z drugiej pcha.
    Kłopot w tym, że z tyłu silnika samolotu mamy odrzut a nie pchanie….

  2. Shia said

    To ze samolot (B747) moze zabrac 240 tony paliwa to wcale nie znaczy ze tyle ma na pokladzie. Zasada jest taka: Im wiecej paliwa tym wiekszy zasieg, ale za to mniej ladunku I pasazerow wejdzie na poklad. I na odwrot. Im wiecej zabieramy cargo I pasazerow tym mniej paliwa do zbiornikow. Zreszta, samoloty nie lataja zatankowane pod korek. I nie wypalaja calkowicie paliwa, dlatego nie trzeba kilku cystern.
    Odrebna kwestia jest to, ze w niektorych portach lotniczych jest podziemny system rurociagow I „cysterna” to tak naprawde tylko pompa, ktora przepompowuje paliwo ze zbiornikow podziemnych do zbiornikow w skrzydlach.

    No I najwazniejsze, autor przeliczyl pojemnosc zbiornikow paliwa na Kg uzywajac miar wody. Paliwo, a dokladnie kerazyna (jet A1) ma inna gestosc niz woda…

  3. Boydar said

    tu kwity do skarbówki

    https://businessinsider.com.pl/finanse/ile-kosztuje-tankowanie-samolotu-ceny-paliwa-lotniczego/y9vc2z1

    a tu wyjaśnienie „zagadki”

    https://gizmodo.com/these-guys-got-inside-the-fuel-tank-labyrinth-of-a-747-5928237

  4. Moher49 said

    Tak na mój rozum, próżnia przed silnikiem odrzutowym to prawda, odrzut to prawda, siła nośna to prawda, ale nie wierzę, że w samolocie jest jakieś perpetuum mobile, bo już dawno by się to wydało.

  5. Ad. 3

    a tu wyjaśnienie „zagadki”

    Konkretnie 30-ta sekunda, link nr 2. 🙂

  6. Jasnowidz z Jasnej Góry. said

    To dlaczego samolot przed przedwczesnym albo ratunkowym lądowaniem wyrzuca paliwo?

  7. Sarmata said

    Głupoty podparte zdjęciem małego odrzutowca i dużej cysterny w perspektywie zdjęcia „od cysterny” na pierwszym planie.
    Boeinga 747-8 ma 76,4 m długości i 68,5 m rozpiętości.
    Ta sama ze zdjęcia 10 mb (odnosząc do wzrostu stojących ludzi) cysterna przy nim (Boeinga 747-8) by wyglądała na dosyć małą.
    Głupoty i ośmieszanie się portalu.

  8. Marucha said

    Re 7:
    Przesadza Pan z tą perspektywą. Zdjęcie zrobiono ze sporej odległości.

  9. JMP said

    Parę słów na temat pojemności zbiornikow paliwa w samolotach na przykładzie samolotu Global 6000, przy produkcji którego dość długo pracowałem. Powierzchnia skrzydeł wynosi około 95 m2, z tego zbiorników paliwa około 50 m2. Przy średniej wysokości zbiornika około .4 m daje to pojemność około 20 m3. Metr sześcienny kerozyny (Jet A-1, paliwo do odrzutowców) to około 800 kg. 20 x 800 kg to 16 000 kg, czyli 16 ton. Ponadto Global 6000 ma dodatkowy zbiornik paliwa z tyłu samolotu (za kabiną pasażerską) i dwa zbiorniki pod kadłubem z przodu samolotu, ukryte za owiewkami, których pojemności nie znam, ale wydaje mi się, że będzie to w sumie około 3 m3, moze troche wiecej. 3 x 800 kg to 2400 kg czyli 2.4 tony. W sumie daje to z grubsza 18.4 tony paliwa. Oficjalnie Global 6000 może zabrać 20400 kg paliwa czyli 20.4 tony. Rachunek bardzo przybliżony, ale rząd wielkości zgadza się. Podobnie można obliczyć pojemność zbiorników Boeinga 747. Dane w Wikipedii. Wszystkie mechanizmy sterujące klapami, lotkami, spoilerami i skrzelami są przymocowane do tylnej lub przedniej ściany zbiorników.

    P.S. Moja dziesiętna kropka to polski przecinek

  10. Jack Ravenno said

    A mnie ciekawi jedna sprawa – jak to jest gdy taki duży samolot z wieloma tonami paliwa wchodzi w skręt. Generalnie zaś co się dzieje i jak toto leci w przechyle – przecież cała masa się przelewa w którąś ze stron i mocno przesuwa środek ciężkości? Rozumiem, że są mechanizmy korygujące ale to ciekawe – jak się realizuje w praktyce ochronę przed utratą stabilności.

  11. Piotr Podgórni said

    Skoro różnica między masą własną a startową (masa użyteczna) wynosi dla B-747 ok. 160 – 210 t to nie może on zabrać 240t paliwa. Te 210 t paliwa może zabrać samolot-cysterna. Autor wymyśla dane a potem z nimi walczy, pewnie ukończył wydział relatywizmu stosowanego.

    ———–
    Różnica między 210 a 240 ton nie jest, z punktu widzenia ładowności, aż tak wielka. 160 czy 210 ton to też BARDZO dużo.
    Admin

  12. Alina said

    Artykuł jest ciekawy, zabawny, ma spore walory literackie. Ale chyba kula w płot. Przy okazji, jednak autor na pewno ma talent, może powinien złożyć podanie do CIA i podrasować np. teorię o płaskiej ziemi, albo w CIA rozwinąć teorię o silnikach samolotów latających bez paliwa. Taki artykuł można załączyć do CV jako próbkę talentu.

    Autor ma wiedzę, ale niewielką. Okazuje się że zbiorniki paliwa w samolotach komercyjnych znajdują się także w skrzydłach, ale przede wszystkim w kadłubie. Faktem jest że skrzydła są zbyt mało pojemne aby zmieścić paliwo, ale co z tego?

    Następna sprawa to tankowanie. Jednak w stacjach benzynowych zasilanych cysternami są stosowane inne technologie, wielkość zaworów, itp. W lotnictwie liczy się czas, wystarczy zawór np. o pięciokrotnie większej średnicy i silniejsza pompa aby proces tankowania przyspieszyć. Tego autor nie uwzględnił, a szkoda.

    Nie wiem czy te cysterny, których fotki są w artykule, to wciągają/wyciągają paliwo. W samolocie funkcjonuje wiele różnych płynów, mokra woda do różnych zastosowań, różne oleje do układów hydraulicznych, w pasażerskich jeszcze szambociąg, itp. To wszystko trzeba wymienić przy lądowaniu. Może to robią te cysterny?

    Wykażę się podobnym poziomem wiedzy do autora ale wątpię aby wielki kokodżambet był tankowany z cystern na kołach. To tak, jakby samochód osobowy tankować z wiadra. Nawet samochód na stacji benzynowej jest tankowany z podziemnych zbiorników i sądzę że tą samą technologię stosuje się do tankowania kokodżambetów. W linku Boydara znajduje się informacja że jakaś wersja kokodżambeta 747 ma zbiorniki paliwa o pojemności 183 m3, co przy gęstości 0,8 daje masę 150 ton. To mieści się raczej w kadłubie, zbiorniki w skrzydłach pełnią funkcję pomocniczą.

    Jeśli chodzi o koła czy opony, to jest to ciekawa uwaga. Samolot ma mało kół a waży o wielokrotnie więcej od ciężarówki. Czy autor wie jaki jest średni przebieg opony dużej ciężarówki a jaki jest przebieg opony samolotu pasażerskiego? Bo są dramatyczne inne. Koła w samolotach bardzo szybko się wymienia nie oglądając się na „rzeźbę bieżnika” (to slicki). One faktycznie przenoszą wielkie obciążenia, ale tylko przez chwilę, po tej chwili idą na przemiał. Pewnie dlatego nie pękają podczas lądowania.

    Jeśli chodzi o mniej kontrolowane upadki samolotów, to autor powinien wiedzieć, że jedna z pierwszych rzeczy wykonywanych przez pilotów, jak się sfajdają ze strachu w powietrzu, to spuszczanie paliwa. Oni siedzą na cysternie i dobrze o tym wiedzą.

    Jeśliby samoloty mogły latać bez paliwa, to ta technologia zastosowana zostałaby PRZEDE WSZYSTKIM w wojskowości. USA miałaby wtedy setki czy tysiące rakiet o nieograniczonym zasięgu. A nie ma. Teraz dopiero Prezydent Putin reklamuje swoje rakiety o nieograniczonym zasięgu, podobno na paliwo jądrowe. To jednak inna technologia.

    Artykuł z pewnością ma walory literackie. Mógłby być pokazywany jako przykład wkręcania w absurdalne tezy, jak można zahipnotyzować odbiorców samym drukiem. Autor powinien popracować nad płaską ziemią, bo na razie jest zbyt głupia.

  13. Alina said

    @ Jack Raveno

    Tam jest cały system zarządzający stopniem napełniania różnych zbiorników. Samolot potrafi przepompować paliwo z jednego zbiornika do drugiego i odwrotnie.

    A jak wchodzi w skręt? Jak motocykl. Przechyla się i tak zarządza siłą odśrodkową. Oczywiście kokodżambet ma bezwładność tankowca, ale to osobna sprawa.

  14. Easy Rider said

    Nie wiem, skąd autor zaczerpnął tę informację o 240 tonach paliwa w Boeingu, gdyż różne źródła mówią o zużyciu paliwa w tego typu samolotach rzędu 5 ton na 1000 km, czyli opisywany w artykule przypadek musiałby dotyczyć samolotu, który bez lądowania miałby co najmniej okrążyć kulę ziemską. Trzeba ponadto uwzględnić fakt, że zastosowanie w samolotach odrzutowych silników turbowentylatorowych znacznie zmniejszyło zużycie paliwa.

    Natomiast pojawia się pytanie: czy w samolotach odrzutowych ruch w kierunku poziomym jest powodowany tylko przez zasadę zachowania pędu, czy też może ma miejsce (przy prędkościach poddźwiękowych) wspomagające zjawisko, analogiczne do zjawiska kawitacji w wodzie?

    Tak czy inaczej, jeżeli spojrzymy na niebo, to widzimy za samolotami pasażerskimi smugi kondensacyjne (contrails, nie mylić z chemtrails), które świadczą o tym, że cały czas ma miejsce proces spalania paliwa, a nie tylko sprężania powietrza, jak sugeruje autor omawianego artykułu.

  15. JMP said

    Mam wrażenie i bardzo mi z tego powodu przykro, że wielu uczestników forum dokonuje wpisów bez jakichkolwiek prób zasięgnięcia informacji, które są swobodnie dostępne na internecie i nawet nie czytając poprzednich wpisów uczestników dyskusji. Na przykład (#14) Easy Rider piszę, że samolot o wielkości rzędu Boeinga747 zużywa około 5 ton paliwa na 1000 km, co jest bzdura, gdyż z prostego rachunku wynika, że spała on w granicach 15 ton paliwa na 1000 km. Pojemność zbiorników 747 to, w zalezosci od modelu, od 180000 m3 do 240000 m3 paliwa co, przyjmując ciężar właściwy kerozyny za .8 tony/m3 daje od 144 ton do 192 ton paliwa. Autor pisze o 240 tonach co jest oczywista nieprawdą. Zasięg tego samolotu, w zależności od modelu, to 8500 do 14000 km.Na podstawie tych danych łatwo obliczyć jednostkowe zużycie paliwa uwzględniając oczywiście niezbędną rezerwę. Z własnego doświadczenia wiem, że większość matematyki, której uczą nie tylko na studiach ale nawet w szkole średniej jest potem człowiekowi niepotrzebną, ale podstawowe wiadomości (dodawanie, odejmowanie, mnożenie, dzielenie i procenty) dobrze znać i wtedy nie wypisuje się dyrdymałów zawartych w artykule i wypowiedziach niektórych uczestników forum.

  16. Sarmata said

    Re. 14
    „Nie wiem, skąd autor zaczerpnął tę informację o 240 tonach paliwa w Boeingu”
    Tu masz podstawowe dane w tym zapas paliwa 183 380 – 243 120 litrów:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Boeing_747

    Po co więc filozofować?

    Re. 8 Marucha said 2019-04-07 (Niedziela) @ 21:12:02

    Poprawiam się. Ta cysterna na zdjęciu ma około 8 mb długości a nie jak napisałem 10. (można sprawdzić nakładając stojących ludzi (175 cm wzrostu) na cysternę w programie graficznym (z uwzględnieniem perspektywy).

  17. Ale dlaczego? said

    Uderza w tym materiale kompletny brak wiedzy autora w opisywanym temacie. Oraz jego dogmatyfzne przekonanie o swej nieomylności oraz głupocie każdego mogącego mieć inne zdanie.
    Symptomatyczne jest, że autor nie przedstawia jakiejkolwiek wiedzy szczegółowej w temwcie, a jedynie swoje przemyślenia.
    Co jest naganne i śmieszne, bo w internecie naprawdę można znaleźć masę informacji o samolotach.
    Wygląda to na typową jednostkę psychopatyczną w stopniu umiarkowanym przekonaną nie tylko o swej nieomylności, ale i misji uświadamiania zakłamanrgo świata 😉
    Przestrzeń internetowa jest przepełniona takimi piewcami chemisralli czy płaskiej Ziemi…
    Najgorsze że jest duża grupa ludzi dających się ponieść wywodami opartymi na „wiem lepiej od naukofcóff!”. Bo szukanie informacji prawdziwych jest mozolne i czasochłonne. A poco się trudzić poznawaniem wiedzy, jak JA WIEM LEPIEJ.

    Samo zadawanie pytań, nawet z pozoru głupich, nie jest niczym nagannym.
    Autor jednak zadał pytania i szybko wymyślił na nie odpowiedzi w swym genialnym umyśle. Odtąd każda wiedza mogąca zakłócić stworzony obraz rzeczywistości staje się herezją i tak też jest zwalczana przez TEGO CO WIE!

    😀

    Podobnie zareag9wał jeden komentator wczoraj na moje teoretyczne rozważania 😉

  18. Marucha said

    Jednak nie ma to, jak zbiorowa mądrość gajówkowiczów!

    Tylko nie potepiajcie za bardzo autora. Zauważył problem i starał się go jakoś rozwiklać – mniej lub bardziej udanie.

  19. Boydar said

    Tam siuś ze szczegółami; mnie przeraziło te milion ton kerazyny spalane codziennie nad naszymi głowami. A une nam pier.dolą o pierdzących krowach.

    Żeby to jeszcze był tylko CO2 i H2O w efekcie, ale tam są „dodatki”. Bo to nie przecież jest zwykła czysta nafta.

  20. Marucha said

    Re 19:
    A czym mają latać Naczelni Demokraci Świata?
    Na lotniach?

  21. Boydar said

    Jak ich prababki; na miotłach.

  22. kuba said

    Ktos tu chyba sie niezle machnal w swych obliczeniach ,747 spala jakies 5 ton paliwa na 1000 km wiec lot z Europy do stanow to jakies 7 tys km wiec raptem 35 ton paliwa ,niechby w rezerwie bylo kolejne 10 ton i raptem wychodzi 45 ton w zbiornikach .

  23. Easy Rider said

    Ad 16 – Sarmata, 22 – Kuba

    Jeżeli ktoś się machnął, to celowo i wydaje mi się, że autor artykułu wcale nie fantazjuje, a sedno sprawy leży prawdopodobnie w podawaniu fikcyjnych pojemności zbiorników na paliwo, nie mających odniesienia do rzeczywistego zużycia paliwa na 1000 km (praktycznie to samo, co na godzinę lotu), wahającym się w granicach 4 – 8 ton/1000 km, zależnie od typu samolotu i fazy lotu.

    Znalazłem otóż taki film na stronie

    https://gizmodo.com/these-guys-got-inside-the-fuel-tank-labyrinth-of-a-747-5928237

    pokazującym wnętrze zbiornika paliwa w Boeingu 747, który to zbiornik znajduje się środkowej części kadłuba. W 01:11 jest animacja wielkości zbiornika i odnosząc to do wymiarów samolotu oceniam, że ten zbiornik ma pojemność najwyżej 70 m³ . O ile dobrze zrozumiałem, w filmie pada liczba 65 000 litrów, czyli 65 m³, a według danych technicznych, powinien mieć 183 m³, bo przecież nic nie mówi się o zbiornikach paliwa w skrzydłach, zresztą – ile m³ mogłyby pomieścić te skrzydła, chyba nie więcej, jak 10 m³, a chodzi o brakujące 100-kilkanaście.

    Pojemność 183 m³ – to dokładnie 3 takie cysterny kolejowe typu 406 Ra, każda o pojemności 61 m³.

    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRypku2uATC4XwC3ibLqZweTQCa-rkycqiXCTZdDhXsKcXFtE0QFw

    Czy zbiornik o takiej łącznej pojemności zmieściłby się w kadłubie – oczywiście bez zmniejszenia liczby miejsc lub pojemności ładowni?

  24. Renam said

    BEŁKOT od 1szego słowa do ostatniego.VERAMENTE (czyli „prawdziwie’) pisane przez bacę.
    Ja bym temu faciowi nie dał żadnej owcy do wypasania-zdechłaby w trymiga.
    .
    PS. datowane styczeń 2019 a to świadczy dowodnie w jakim upadku cywilizacyjnym jest Polska.

  25. john.l said

    Paliwa tankuje się dokładnie tyle ile potrzeba (oblicza się to dynamicznie w zależności od masy ładunku i trasy, dodatkowo dodaje się mały zapas na opóźnienia ale zasada jest zabieranie jak najmniej paliwa).
    Bardzo często tankuje się paliwo nie z cysterny ale z stałych rurociągów paliwowych zlokalizowanych pod plytą lotniska., cysternami zasila się inne instalacje samolotu np w wodę do spłukiwania toalet itd.
    Następna sprawa są zjawiska aerodynamiczne – autor powinien sobie poczytać np o SR-71, RAMJET – generalnie przy odpowiedniej konstrukcji silnika zapotrzebowanie na ilosc paliwa spada wraz ze wzrostem prędkości.

  26. Easy Rider said

    Może w [23] nie wyraziłem się jasno – chodzi mi o to, że autor ma rację, kwestionując deklarowane pojemności zbiorników na paliwo w Boeingach rzędu 200 m³, gdyż jest to fizycznie niemożliwe i zupełnie niepotrzebne, w kontekście rzeczywistego zużycia paliwa. Może jest to chwyt marketingowy, może przekręt na kosztach, w każdym razie nie może to być prawda, co wynika z linkowanego przeze mnie filmu.

    Natomiast autor cokolwiek odleciał z tymi teoriami dotyczącymi silnika na „wolną energię”, nie przyjmując do wiadomości faktu, że po prostu, zużycie paliwa w dzisiejszych silnikach odrzutowych jest rzeczywiście niewielkie i na kursy transoceaniczne wystarczą zbiorniki o pojemności zawierającej ok. 50 ton paliwa (65 m³), jak w pokazanym w tym linkowanym wcześniej filmie przypadku Boeinga 747.

  27. jasiekztoronto said

    Re: Artykul…
    Gdyby chodzilo o pojazdy kolowe (samochody), to bylby dla mnie ten pomysl z energia uzyskiwana z wiatru (powietrza) jak najbardziej mozliwy, choc nie wykluczam, ze ten pomysl moglby byc uzyty w maszynach powietrznych (latajacych)…

    Im szybciej jedzie, (leci) tym otrzymuje wiecej energii…
    ===================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

Sorry, the comment form is closed at this time.