Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Jerry Roberts o Wolne tematy (25 – …
    NICK o Teraz można to ujawnić
    NICK o Kaliningrad w cieniu NATO i sa…
    Easy Rider o Prawda w straszliwej post…
    jasiek z toronto o Teraz można to ujawnić
    Easy Rider o Kaliningrad w cieniu NATO i sa…
    NICK o Kaliningrad w cieniu NATO i sa…
    Easy Rider o Handel dziećmi w Polsce – prot…
    Deparchator I o Prawda w straszliwej post…
    Ale dlaczego? o Monolog o Konfederacji
    Easy Rider o Podatek od hipermarketów we Fr…
    Ale dlaczego? o Prawda w straszliwej post…
    sanning o To jest zwyczajna hucpa
    Joannus o Monolog o Konfederacji
    Easy Rider o Prawda w straszliwej post…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 480 obserwujących.

Reagowanie na kobiece manipulacje, które dotykają wielu mężczyzn na co dzień

Posted by Marucha w dniu 2019-04-18 (Czwartek)

Dziś pokażę Wam, jak toksyczne kobiety potrafią manipulować mężczyznami, czy wykorzystywać ich, by uzyskiwać wyższy status społeczny, jak realizują hipergamię, ale też jak źle reagują na zachowania prawdziwie równościowe.

Co najlepsze – robią to całkowicie legalnie, bez ostracyzmu, a nawet za przyzwoleniem, ponieważ w naszej kulturze kobiety traktujemy jako płeć wyższej kategorii, która może więcej, a mężczyźni często ignorują, że problem istnieje i jest istotny (dopiero jak ich to spotyka to EWENTUALNIE reagują, a jak spotka kilka razy to zaczynają dociekać).

Piszę, że ewentualnie, ponieważ akurat bohater mojego wpisu nie robi dosłownie niczego, by poprawić swoją sytuację. Pokażę też kilka prób logicznych dyskusji i jak bardzo kobiety spychają rozmowy na emocjonalne tory, gdy dyskusje przegrywają, a z czym mężczyźni bez wiedzy nie umieją sobie poradzić. Denerwują się, łatwo ich sprowokować i nierzadko dostarczają dowodów na to, że to oni są źródłem przemocy, gdy tak kompletnie nie jest.

ZŁY MĄŻ NA DZIEŃ KOBIET I ZA MAŁO PREZENTÓW

Do napisania tekstu zmotywowała mnie rozmówka kolegi z żoną. Kolega tkwi w “matrixie”, więc nie chce pewnych rzeczy zauważać – został zabetonowany światopoglądowo i emocjonalnie. Jednak byłem przy tej rozmowie, więc wyciągnąłem odpowiednie wnioski i zebrałem obserwacje.

Kilka dni temu byłem świadkiem kłótni, w której to żona kolegi krytykowała go, że nie widzi w niej kobiety, że wszyscy mężowie koleżanek traktują je należycie, a on nie. Mówiła, że ją lekceważy i jemu już na niej nie zależy. Całej dyskusji nie zapamiętałem (a szkoda), bo padło sporo słów. Kobieta podniosła głos do tonów piskliwych, więc więcej było tam emocji niż faktycznego przekazu, ale zapamiętałem kontekst, z którym warto się myślę podzielić.

Kłótnia miała miejsce w dzień kobiet i rozpoczęła się od tego, że mężczyzna zaoferował “tylko” czekoladę, kwiaty i życzenia. Warto tu zaznaczyć, że jeśli ktoś chce nami manipulować to tak naprawdę każde zdarzenie może być wykorzystane do tego, a za nim może się kryć nawet jakiś pseudouraz sprzed lat!

Co zabawne, żona kolegi nie powiedziała jak mężowie te inne żony traktują. Kolega nie wypytuje nigdy żony w kłótniach o co jej chodzi, nie żąda podania konkretów, tylko siedzi bezradnie (lub z tłumioną wściekłością) i przyjmuje wszystko co jego żona powie. TO BŁĄD! To jest ciche przyzwolenie na dalsze przesuwanie granic i tworzenia w naszej partnerce gorszych zachowań wobec nas.

Po kilku godzinach od kłótni z żoną kolega zawsze zaczyna wyszukiwać jakieś prezenty dla niej, co jest drugim poważnym błędem – on ją nagradza za złe zachowania.

Kolega jest typem mocno akceptującym zdania kobiet, totalnie bezkonfliktowym, co tworzy sytuację, w której jest traktowany z góry, roszczeniowo i taki mężczyzna jest niestety dobrym materiałem do bycia rogaczem. Kolega cały czas sądzi, że imponuje swojej kobiecie kupowaniem rzeczy materialnych, przepraszaniem, płaceniem za nią i za wszystko co sobie zażyczy. On sądzi tak tylko dlatego, że na moment ona staje się dla niego łaskawsza, ma mniej do niego pretensji, zajmuje jego mniej uwagi stosem pretensji, chodzi radośniejsza i jest bardziej chętna na seks. On z kolei zapewne czuje się bardziej męski, co jest brednią (oczywiście nigdy do tego się nie przyzna głośno i nie wypowie tego).

W tej sytuacji zachodzą błędne mechanizmy traktowania swojej kobiety, ale i siebie samego, co daje podwójnie trudne do rozwiązania problemy. Kiedyś mu zwróciłem uwagę na to wprost, ale byłem młodszy i głupszy. Nigdy więcej wtrącania się w takie sprawy, bo ludzie rzadko chcą słuchać prawdy. Można nakierować, można podać źródło, jak mój artykuł, ale nigdy nie starać się zmienić kogoś światopoglądu o 180 stopni. Keep calm – wszystko stopniowo.

MACIE OCZY I UMYSŁ TO ZAUWAŻCIE, ŻE NIE JESTEŚCIE TRAKTOWANI GODNIE W SWOICH ZWIĄZKACH

Osobiście zauważyłem w tej małżeńskiej kłótni kolejną manipulację i próbę wzbudzenia poczucia winy w mężczyźnie, która jest skuteczna już od 3 lat.

Nie dostałem nigdy odpowiedzi od kolegi dlaczego nie dyskutuje ze swoją kobietą, nie zadaje celnych pytań co do tego co robi, by zbić ją z tropu, lub by sama siebie że tak powiem “zaorała” pokazując np:

– materialne traktowanie partnera (na które nie powinno być zgody)

– odwrócić, że tak naprawdę jej roszczenia, krytyka, niezadowolenie i manipulacje pokazują, że tak naprawdę to ona jego nie kocha, a nie on ją, tylko próbuje nim sterować

– że on dla niej jest tylko środkiem do celu

To nie jest jedyna sytuacja w tym związku, gdzie kobieta czepia się mężczyzny, a ten posłusznie wykonuje czego zapragnie i jest cały czas oceniany za przydatność, a nie kochany jak człowiek. Żona jest miła dla niego głównie w nagrodę, a za karę tworzy pułapki, by pokazać go jako winowajcę jej złego samopoczucia, nieszczęścia, chorób, problemów (często wymyślanych na poczekaniu), kłótni o nic ważnego, czy niechęci na seks. Dzięki niemoralnemu, egoistycznemu wykorzystywaniu mechanizmu kary i nagrody ona podtrzymuje brak umiejętności wyjścia z tego związku przez mężczyznę.

Mechanizmy te są stosowane przez sadystów i psychopatów do manipulowania całym społeczeństwem – robimy coś na co nie chcemy się zgodzić, co nas nie uszczęśliwia, ale mimo to nie krytykujemy tego, a nawet pochwalamy. Ona, toksyczna kobieta, robi to samo na małym obszarze, wobec kilku osób (ponieważ podtrzymuje ten obraz przy znajomych i rodzinie, niedługo pewnie zrobi to w sądzie preparując dowody) – ale robi! I tu słyszę rechot ignorantów: oj to takie małe problemy, do rozwiązania w pięć sekund. Kogoś kogo takie coś spotyka to jakiś nienormalny jest! Dla mnie takie rzeczy to pikuś (i tu napręża sobie bicepsa, lub jak kobieta – zarzuca włosami).

Pamiętajcie. Jakby problem był mały to byśmy praktycznie wszyscy dobrze wybierali partnerów, nie byłoby toksycznych związków, nie byłoby żadnych depresji bo ludzie, by się kochali prawdziwie. Nie byłoby uzależnień, nie byłoby unikania seksu przez 2 stronę, nie byłoby takiej skali rozwodów, nie byłoby niczego co złe! A jednak – problem jest złożony, a to jego jedna z wielu części.

IGNORUJ MANIPULACJE, A DOSTANIESZ NAGRODĘ

Wracając do meritum. Kolega nie reagując na jej manipulacje rozwściecza żonę jeszcze bardziej (ignorowanie jest bardzo bolesne dla narcyzów – a kolega uważa, że tylko jemu można sprawiać ból), a ta idzie i zamyka się w pokoju. Schemat jest prosty. Następny tydzień to szlaban na seks i gwałtowne odzywki kobiety, a także nawałnica oskarżeń zebranych od początku ich poznania się, jeśli tylko mężczyzna będzie próbował z nią dyskutować. On tego nie potrafi utrzymać, nie potrafi skierować rozmowy na jeden tor, nie potrafi jej upomnieć, że teraz rozmawiamy o tym i o tym zdarzeniu. Ona wprowadza chaos w rozmowie, skacze po tematach, a ten się gubi i denerwuje (czym daje dowód, że jest agresywny, a ona biedna chciała tylko mu coś wyjaśnić).

Dlaczego jego toksyczna żona wygrywa z nim każdy konflikt? Bo ona chce go wygrać i walczy. Bo on pozwala jej na używanie zagrywek poniżej pasa. Bo on nie wierzy w siebie, do czego doprowadziła i wykorzystała jego słabszy stan, gdy się wiązali.

I tak ciche dni trwają w tym związku dopóki kolega nie kupi prezentu żonie i nie ugłaszcze jej, czym przyzna się do winy – nawet jak winnym nie jest.

Kolega popełnia tyle błędów w swoim związku, że tak naprawdę jego żona nie rozwiodła się z nim tylko dlatego, że może go jeszcze z czegoś wydrenować, jest bezpieczny (bo mogłaby spotkać uświadomionego samca alfa i miałaby krucho), mają dziecko, ale jest też bardzo wygodna. Bardzo wielu ludzi ma ten problem, że wiążą się z osobami, które do nich nie pasują, nie spełniają oczekiwań, ale kładą na to rękę, byle tylko nie być samymi, byle nie musieli układać życia na nowo. Trud w ułożeniu życia na lepsze zastępują fałszywą miłością, co prowadzi do nieszczęścia, ale oni to wszystko wypierają.

Tak jak ta właśnie para, przy której jestem od początku. Po prostu wielu ludzi jest z kimś w związku nie z miłości, a innych powodów – np. bo ktoś po prostu tą osobę zechciał. Bo ktoś ma coś, czego my nie mamy. Bo rodzina poleca. I tyle starczy, by się do siebie przyzwyczaić i nazywać to miłością.

Oczywiście w tej sytuacji widzimy dominację i kontrolę kobiety (psychiczną), seksualną (ona o tej sferze decyduje), czy też materialną (która wynika z psychicznej i seksualnej). Żona nie musi robić wiele po 4 latach małżeństwa, tym bardziej, że gdy zawodzą manipulacje związane z nią samą i uczuciami, to w grę zaczyna wchodzić tzw. “karta dziecka”. Ona też doskonale wie, że mąż nie odejdzie, ponieważ na rozwodzie straci finansowo, a także straci kontakt z dzieckiem, co pozwala jej na poczucie się bezpiecznie nawet z karygodnymi zachowaniami.

Zresztą on nie raz słyszał, że jest złym ojcem, ponieważ powinien więcej zarabiać i dogadzać swojej rodzinie, bo to męska rola. On się z nią zgadza. No cóż, ja jestem równouprawniony realnie i nie pozwalam, by tak agresywnie zachowujące się kobiety mogły sobie rościć sobie prawo do tego, by uważać mężczyznę za betabankomat i usługodawcę, a w zamian dostawać wdzięczność w postaci kolejnej krytyki i niezadowolenia co jakiś czas.

Chcesz mieć przywileje tradycyjnej kobiety, zachowuj się jak tradycyjna kobieta. Łagodnie, delikatnie, subtelnie, walcz o więzi w związku i rodzinne, wnoś miłość, a nie myślisz tylko o sobie – studnio bez dna.

ODWRÓCENIE KOTA OGONEM, CZYLI ŻONO, CO TY DLA MNIE ROBISZ, ILE DLA MNIE POŚWIĘCASZ I JAK MI OKAZUJESZ MIŁOŚĆ?

Odpowiednie pytania kierowane w stronę kobiety, ale także odpowiednie zajęcie stanowiska w danym temacie (moje potrzeby, mój wkład, a Twój) pozwalają na to, by kobietę wyprowadzić na manowce w jej logice. To tak jak z przykładem, kiedy kobieta mówi, że pulchne jest piękne, więc powinieneś to akceptować. Ty na to odpowiadasz: pytanie, czy umówiłabyś się z niższym mężczyzną niż Ty? I dalej odpowiadasz, że na otyłość masz zawsze większy wpływ niż na wzrost, więc traktujesz mężczyzn gorzej, niż chcesz by traktowano Ciebie. Czy ta kobieta jest tak wrażliwa i głęboka wewnętrznie, jak się je maluje w takim wypadku? Czy ona jest taka tolerancyjna i równościowa? Najłatwiej jest stosować podwójne standardy i nie pozwalać, by inni takowe stosowali – wtedy czerpie się najwięcej korzyści, bo każdą sytuację potrafi się zracjonalizować tak, by ukazać siebie w lepszym, a kogoś w gorszym świetle.

To samo z tą sytuacją z początku tekstu. Mężczyzna może pokazać, że to kobieta traktuje go materialistycznie, a więc nie kocha jego, a jego zasoby. Ona może kochać co najwyżej to, jak ona się przy nim czuje, więc cały czas ego skierowane jest tylko na siebie. Mężczyzna powinien powiedzieć, że kobieta też powinna coś dla niego zrobić, ponieważ liczą się dla niego czyny w miłości. Jeśli kobieta zaprotestuje, to mężczyzna musi powiedzieć jej wprost, że jej krytyka, że on jej nie kocha jest odsunięciem uwagi od swojego braku czynów wobec niego.

Nerwy będą duże, będą kolejne oskarżenia, ale mężczyzna będzie kontrolował sytuację, bo doskonale wie, że on już manipulacje rozgryzł i na niego już to nie działa. Mężczyzna nie ma nic do stracenia, a jedynie do zyskania, niezależnie od dalszych szantaży, prowokacji, umniejszania, czy też zastraszania. I to wszystko w NIBY niewinnych dyskusjach…

JESTEŚ OFIARĄ PRZEMOCY, FAŁSZYWYCH OSKARŻEŃ, CZY NIESPRAWIEDLIWOŚCI?

Powiedz o tym, zrób to logicznie, z przekonaniem, wykaż to, podaj granice i konsekwencje ich złamania.

To jest świetny patent, który pozwala sprawdzić z kim mamy do czynienia i czy uczucie tej osoby jest prawdziwe, skierowane by nam dać dobro, czy raczej jakoś wykorzystać, użyć do czegoś, może dowartościować się naszym kosztem. Kiedyś robiłem to samo z kobietą stosującą na mnie ciche dni (młodość młoda!), by kilka rzeczy na mnie wymusić i by sprawdzić czy za nią będę tęsknił/biegał.

Wysłałem jej materiał o tym, że to co robi jest to przemoc psychiczna i nie powinna się tak niedojrzale zachowywać. Nie dała rady kontrargumentować w żaden sposób, więc zaczęła płakać, że ją ranię i jestem typem drania, że jestem toksyczny, że zawsze muszę mieć rację (zabawne, a kto tu nie umie się do niczego co robi złego przyznać widząc tylko w kimś problem?).

Dzięki wiedzy podesłałem jej kolejny materiał, że tym razem stosuje na mnie projekcję, a więc zarzuca swoje cechy mnie, by uniknąć odpowiedzialności i utrzymać mnie w łatce prowodyra, a siebie w łatce świętej (strasznie ograniczona emocjonalność). To dzięki wiedzy uzyskałem pełen spokój, a nawet śmiech, że mnie w taki sposób nazywa.

Kobieta myślała, że jeśli nie ma argumentów logicznych w dyskusji, to weźmie mnie na płacz (a jest to emocjonalny argument stosowany u dzieci, który w świecie równości płci nie powinien mieć racji bytu). To też się jej nie udało, więc zaczęła mnie stopniowo nienawidzić (a przynajmniej tak mi okazywać, być może, aby mnie zabolało), a jednocześnie… pożądać, bo cały czas próbowała zrobić coś, by mnie odzyskać.

Ja się jej negatywnymi emocjami nie przejmowałem, nie brałem ich na siebie, co mógłbym bez wiedzy robić, przepraszać i znajdywać rozwiązania. Wiedziałem, że jest to plus, bo nie daje sobą manipulować i tylko brak kontrolowania mnie przez kobietę wyzwalał w niej takie emocje. W końcu spotkała faceta, którego nie tak łatwo owinąć wokół palca, jak innych, że może jednak ma coś w głowie, że ma integralność w sobie, że nie będzie robił z niej centrum swojego życia, nawet jak będzie zachowywała się podle. Wszyscy powinni tak robić i wiedzieć, że to jest skuteczne. A że potem te kobiety mówią, że drań? Zawsze będą gadać, bo nauczono ich mentalności ofiary, wychwala się je często za nic (parytetem kulturowym i ideologicznym!), przez co zapominają jak wiele własnego udziału mają w negatywnych sytuacjach, czy też porażkach. Niech mówią, że drań – to komplement.

Wniosek: nie bać się łatki drania i nie zabiegać o dobre opinie u kobiet, a wręcz tym negatywnym przyklaskiwać.

DOMYŚL SIĘ, ŻE JESTEŚ ZŁYM MĘŻEM I MIEJ POCZUCIE WINY

I teraz największa ciekawostka z historii żony kolegi, którą wypatrzyliby tylko spostrzegawczy.

Na biurku kolegi dzień później znaleźliśmy gazetę, gdzie na okładce był “przykładny mąż”. Człowiek biznesu, bardzo bogaty, oczywiście garniak i historia: Pan X obdarował żonę posesją z basenem.

My nie wiemy o co chodzi z początku, ale skojarzyłem, że żona dopiero co robiła awantury o “traktowanie jej”. Kolega poszedł odnieść jej gazetę i mówi “po co to tam jest”? A ona do niego: “To jest prawdziwa miłość. Czy ona nie jest szczęściarą?”

Od razu widziałem w tym gierkę. Chciałem wtrącić, żeby konkretnie mówiła o co chodzi – ale gęba na kłódkę. Kolega już chciał się tłumaczyć, przepraszać, że nie może tyle jej dać, ile by chciała…

Powiedziałem koledze, żeby choć raz się z tym opanował, a ten odparł, że to niemożliwe, bo ona jest realistyczną, romantyczną kobietą i nie chciałaby basenu, bo dla niej liczą się uczucia co WYRAŹNIE POWIEDZIAŁA. Wybuchłem śmiechem.

Dla tej kobiety liczą się, ale własne uczucia zaspokajane przy pomocy manipulacji najbliższym dla niej (niby) mężczyzną. Ale o tym cisza.

Mówię mu czytaj co piszę, zacznij ją pytać i niech odpowiada co ona Tobie daje w związku, kiedy tak naprawdę częściej jesteś krytykowany i podnoszony jednostronnie do odpowiedzialności. On nie chce tego zrobić, bo mówi, że będzie ofiarą, ale też woli jej nie rozjuszać. To mówię, że nie próbujesz jej zripostować, pokazać choć lekkie zacięcie męskiej dominacji, liderowania, szacunku do siebie, trochę intelektu w rozmowie, by zauważyła też jak się sama zachowuje. By miała dysonans poznawczy, zamiast przewidywalnej i uległej reakcji mężczyzny. To do kolegi nie dociera, bo ona mówi, że jest romantyczna i koniec. No cóż, nic na siłę. Będzie trzeba podejść do tego inaczej…

Ważne: Kobieta potrafi urobić mężczyznę nie wchodząc z nim w dyskusję i konflikt (niebezpośrednio), ale tylko wtedy, gdy mężczyzna dał sobie obniżyć samoocenę i tylko wtedy, gdy stawia kobietę ponad siebie samego. I to nie o włos, a o milę.

Autorstwo: Swiadomosc-Zwiazkow.pl
https://wolnemedia.net

Komentarzy 48 to “Reagowanie na kobiece manipulacje, które dotykają wielu mężczyzn na co dzień”

  1. NICK said

    Gospodarz chyba pode mnie to zapodał.

    Tekst/opinia, generalnie dobry.
    Nie będę czepiał szczegółów.
    Inni to zrobią.

    Nie wiem po co.

    „zacznij ją pytać i niech odpowiada co ona Tobie daje w związku”.
    To jest zasadnicze, jeśli jesteś mężczyzną.
    Jeśli jesteś.
    A gdy nie? Jesteś?
    Mężczyzną?
    Hm.
    To.
    Kim jesteś nosząc jądra… .

    Samoocena mężczyzn?

    Powiem inaczej.
    Niewielu Nas jest.
    Przyczyny stanu rzeczy?
    Wiadome.

    Kobieta winna być posłuszna mężczyźnie.
    Prawdziwemu.
    Tyle.

  2. Maverick said

    Kobieta i mężczyzna powinni stanowić wspólną drużynę, wzajemnie się wspomagać, dbać o finanse, a gdy nie są jedną drużyną wtedy jeden chce wykiwać drugiego, marnotrawi pieniądze, wydaje na niepotrzebne rzeczy etc. Kłótnie z reguły zaczynają się o pieniądze, większość takich związków kończy się rozwodem i nienawiścią. Gdy są pierwsze objawy to lepiej jak najszybciej z tym skończyć.

  3. JerzyS said

    https://docer.pl/doc/n1ec1n
    Śląski Paweł – Hieny modliszki czarne wdowy
    Dokument: pdf (1.1 MB)

    174 stron

    2 ocen, średnia ocena 3
    Opublikowany 2016-11-20 00:37:01

    Śląski Paweł Hieny, modliszki, czarne wdowy czyli jak kobiety zabijają Bez wątpienia jest to książka napisana przez mężczyznę o szczególnych kobietach, ale nie jest przeciwko kobietom w ogóle i nie tylko dla mężczyzn.

    Nie jest to konstytucja mizoginizmu wojującego ani akt wypowiedzenia wojny kobietom. To nie jest świński manifest męskiego szowinizmu, apologia uprzedmiotowienia kobiety lub propaganda rozwodowa, za nic mająca dobry obyczaj, nakaz moralny, przykazanie religijne- Wszystko, co tu zostało zebrane i szczerze zrelacjonowane, jest prawdą bolesną do granic wytrzymałości.

    Gdy zaczniesz czytać. Drogi Czytelniku, zdziwienie Twoje będzie ogromne. Zorientujesz się bowiem, że Paweł Śląski opowiedział o Twoim prawie zmarnowanym życiu! Że właściwie i Ty miałeś wielokrotnie ochotę uderzyć pięścią w stół i wykrzyczeć Tej zołzie swą krzywdę prosto w twarz! Chciałeś o niej opowiedzieć Cruelli w todze za sędziowskim stołem i państwu, które za nią stoi! Państwu, które wlazło do Twojej sypialni, wsadziło bezduszną, urzędniczą łapę do Twojej kieszeni, odebrało Ci ukochane dzieci, opluło, spotwarzyło i wyrzuciło na śmietnik.

    Chciałeś, ale wstyd, cichy towarzysz każdego mężczyzny, uwięził Ci głos w gardle, a nieme łzy zamgliły jasność widzenia- Autor zrobił to za Ciebie i w Twoim imieniu. Teraz więc krzyknij, a choćby i zanuć pod nosem: „Nie, to jeszcze nie koniec. Jeszcze trochę pożyjesz (-). S
    pójrz za siebie, na tamtej łące łapałeś kiedyś motyle’**##

    Dedykuję: JKW Karolowi Windsorowi, Donaldowi Trumpowi, Waldemarowi Łysiakowi i sobie samemu – którzy przeżyliśmy kawał życia w toksycznych związkach. Podziękowania Dziękuję z głębi serca memu profesorowi z lat młodzieńczych, dr. Jerzemu Podhalańskiemu, pierwszemu odkrywcy opisanych tu zjawisk i zachowań, bez którego pomocy ten podręcznik nigdy nie ujrzałby światła dziennego, a ja sam dokonałbym żywota na tym wielkim śmietnisku męskich ofiar, w podwójnej nędzy: duchowej i finansowej, śmiertelnie poraniony ręką kobiecego zabójcy.

    Od wydawcy O relacjach męsko-damskich, związkach obojga płci, sformalizowanych i nie, miłości i nienawiści – napisano już chyba wszystko, i zapewne życia jednego człowieka nie wystarczyłoby, aby wszystko to, a przynajmniej to, co najbardziej odkrywcze, oryginalne, a zarazem najbliższe prawdzie, przeczytać. Wydaje się, że nie sposób już niczego nowego do tematu dodać, uzupełnić, uwyraźnić… i oto pojawia się tekst nowy, świeży i oryginalny. A przy tym – i to jest bodaj jego największa wartość – niezwykle szczery i autentyczny. Nie opowiada on jednak łzawej historii w stylu Love story albo popularnych u nas telenowel. Przeciwnie. Ta książka opowiada o walce, totalnej wojnie, która zbiera swe ofiary każdego dnia po cichu, bez huku dział, bez kanonad, czasem tylko przy dźwięku samobójczego strzału z pistoletu lub broni myśliwskiej…

    Nie chcemy ideologizować i upolityczniać historii tu opowiedzianych. Musimy jednak zaznaczyć, że trudno jest uciec od polityki i ideologii, gdyż wdzierają się one do naszych domów, wyznaczają linie podziałów, kopią transzeje przebiegające przez biblioteki, „pokoje telewizyjne”, kuchnie i sypialnie. Sięgają nawet garażu, w którym swą spokojną przystań znalazł jeden z bohaterów tej książki, ale i tam go w końcu nienawiść wcielona dopadła.

    Starsi czytelnicy, pamiętający dobrze PRL i jego quasitotalitamy ustrój, wiedzą, że ówczesne państwo, a przede wszystkim rządząca nim partia, miała ambicję wychowania czy lepiej powiedzieć – wyhodowania „nowego człowieka”. Partia suweren chciała decydować o naszym życiu, jego kształcie, wartościach, zgodnie z którymi, lub w opozycji do których, miało być kształtowane. Totalne państwo wyznaczało kobiecość i męskość jako podporządkowane prymitywnej i prymitywnie realizowanej zasadzie równości. Kobiety – mówiono – równe są mężczyznom, niech zatem zasiądą za kierownicą traktorów, niech zjadą na przodki kopalń, staną u wrót wielkich pieców itp.

    I był czas, Bogu dzięki stosunkowo krótki, gdy to się dokonywało przy dźwiękach rewolucyjnych pieśni płynących z radiowęzła, którego nie sposób było wyłączyć. Wrogiem totalnego państwa była tradycyjna rodzina. W niej bowiem z pokolenia na pokolenie przekazywano nie tylko przywiązanie do tradycyjnych wartości, ale i wzorce zachowań odpowiednich dla płci męskiej i niewieściej. Ambicja wyhodowania „nowego człowieka”, wyzwolonego od własności, religii, a nawet swej płciowości, ale także pozbawionego inicjatywy, wyjałowionego wolitywnie, wymagała zniszczenia rodziny i zatarcia różnic płciowych na tych polach, na których dało się to zrobić partyjnym zarządzeniem. Partia nie posiadała jednak boskiej mocy stwórczej i jej zarządzenia nie potrafiły zapełnić pustych półek w sklepach ani uwolnić kobiet od codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem – nawet socjalistycznego – domu.

    Wystarczy dodać, że w latach osiemdziesiątych, schyłkowym okresie polskiego realnego socjalizmu, reanimowanego wtedy kroplówką stanu wojennego, kobiety większość swego czasu spędzały w kolejkach, zresztą często zmieniane przez swe dzieci i partnerów życiowych, a kupienie pralki czy innego sprzętu AGD graniczyło z cudem. Zaczęto więc odchodzić od ustroju „demokratycznej demokracji” w kierunku demokracji zwykłej.

    Można zatem powiedzieć, że komunizm obaliły kobiety, których potrzeb, tych zwykłych, codziennych, nie mówimy tu bowiem o rozbuchanej patologii obietnic bez pokrycia, nie potrafił on zaspokoić… Nie chcemy być nazbyt dosłowni, ale wszystkim sympatykom lewicy i tzw. lewicowych wartości musimy przypomnieć, że jedynymi sklepami, w których można było wówczas bez kłopotów i upokorzeń zakupić podpaski higieniczne, były wypełnione towarami „dewizowymi” kapitalistyczne „Pewexy”, w których płaciło się dolarami albo specjalnymi bonami dolarowymi PKO.

    Kobiety zatem obaliły realny socjalizm. „Demokratyczną demokrację” zastąpiła zwykła, a państwo przestało być totalne [He, he, jakiż naiwny obraz… – admin].

    Skracając wydatnie nasze wzbogacone wspomnieniami rozważania, możemy powiedzieć, że system polityczny, który rozwinął się w Polsce po 1989 r., da się porównać do muzyki punkrockowej: „dwa akordy, darcie mord/’ – oto jego zasada i zarazem najkrótsze streszczenie. Nie chodzi o to, że w tzw. demokracji liberalnej nie funkcjonuje kryterium prawdy i wspólnego dobra, lecz o to, że źródłem prawdy i dobra jest ten, kto w danej chwili głośniej „drze mordę”, wyje przy pomocy syren, a wrzask swój wzbogaca petardami, paleniem opon, budowaniem „białych”, „tęczowych” i innych miasteczek, rozebrany staje na platformach i ślini się do przechodniów.

    Tych zatem, którzy w takim systemie pozostają cisi, choć już są błogosławieni, zarazem nic nie zwalnia z obowiązku sprzeciwu wobec ewidentnego zła i krzywdy ludzkiej. Słowem też muszą „drzeć mordę”, bo inaczej nikt ich nie potraktuje poważnie. Pośród zarzutów, które przeciw tej książce zostaną podniesione, będzie właśnie i ten mówiący, że „niemęskie” są łzy i głośny krzyk, że mężczyzna z godnością, w ciszy powinien… itd.

    Czy jednak powinniśmy zacisnąć szczęki i niczym goryle iść naprzeciw feministycznej wichurze, aż zgryzota zetrze nam uzębienie, a pył zalepi oczy? Być może są i takie przypadki, które tak właśnie każą się mężczyźnie zachować. Większości jednak tragedii opowiedzianych w tej książce udałoby się uniknąć, gdyby tylko postępować mądrze i metodycznie, a to nie zawsze znaczy „w czterech ścianach” własnego domu. Musimy mówić głośno, musimy i my, mężczyźni, „drzeć mordę”, skoro przyszło nam żyć w systemie, który nagradza takie zachowanie. Milcząc, umrzemy wzgardzeni i nikt się za nami nie upomni, pozostaniemy niezrozumiani, co najwyżej wypełnimy sale szpitali psychiatrycznych…

    Zdaniem autora niniejszej książki hienizm jest genetyczny. Można zatem sądzić, że ideologia go nie tyle powoduje, co wzmaga. Tak jest w istocie. Są na świecie kobiety, które mężczyzn nie lubią, nawet nienawidzą, które o mężczyznach nie powiedzą inaczej jak tylko „jaki on jest brzydki”, dla których mężczyzna spełnia jedynie rolę inseminatora, dzięki któremu następuje swoiste przepoczwarzenie kobiety w matkę, a „Matka to – jak pisze nasz autor – Kobieta + Dziecko, nawet nie Twoje”.

    O, z pewnością są też mężczyźni, których Śląski nazywa bez specjalnej sympatii „Kurduplami”, którzy związek z kobietą traktują jako okazję do „oczyszczenia się” (mężczyzna musi się oczyszczać – mówi jeden z klasycznych przedstawicieli tego „podgatunku”), a swe potomstwo jak „uboczny skutek” owego „oczyszczenia”.

    W tej książce nie zajmujemy się jednak przypadkami patologicznymi. Nie zajmujemy się kobietami, które tłuką swych mężów, mężczyznami, którzy biją swe żony, rodzinami alkoholików, narkomanów, osób uzależnionych od celebrytingu. To są sprawy dla policji i prokuratury, podobnie jak ściganie przestępców napadających ludzi na ulicach naszych miast i miasteczek.

    My opowiadamy historie zwykłych ludzi. Zwykłych, więc tylko ocierających się o modny dziś celebryting, który też przecież jest swoistą patologią. Ci zwykli ludzie, w pocie czoła i znoju zarabiający na swe i rodzin utrzymanie, też padają ofiarą systemu, który hienizm promuje i wzmaga. Ten system jest przesiąknięty wojującym feminizmem, funkcjonującym jako część marksizmu kulturowego. O ile klasyczny marksizm postulował walkę klasową widząc w niej źródło, a zarazem wyraz postępu dziejowego, o tyle feminizm marksistowski postuluje walkę płci w niej upatrując motor postępu i źródło „sprawiedliwości dziejowej”.

    Feminizm marksistowski wychodzi z założenia, że świat jest terenem odwiecznej walki. Walka go napędza. W mniemaniu apostołów i apostołek (sic!) feminizmu podmiotami tej walki są obie płcie. Od wieków rzekomo mężczyźni uciskali kobiety. Teraz przyszedł czas na rewanż – oto uciskane kobiety, świadome swej wartości, stają do walki, której kresem – w skrajnych orientacjach feminizmu – ma być eliminacja męskości z kultury. A ponieważ zwolennicy tych tez utożsamiają kulturę z rzeczywistością, ostatecznie mężczyźni mają być eliminowani fizycznie. Toczy się bowiem walka polityczna, której celem jest zanegowanie egzystencji jednej ze „zwaśnionych” grup.

    W systemie preferującym „darcie mordy” feministki idą od zwycięstwa do zwycięstwa. Nie mamy bowiem do czynienia z klasyczną demokracją, w której decydowałby głos większości, kierującej się dobrem wspólnym. Większość zresztą na ogół właśnie milczy skutecznie zdepolityzowana, wprost zniesmaczona polityką. Dlatego zwyciężają środowiska medialnie najgłośniejsze. Trwa ich tryumfalny marsz przez instytucje państwa i samorządów. Głośne grupy lobbystyczne potrafią zapewnić uprzywilejowanie środowisk nawet stosunkowo nielicznych i zmarginalizować – podkreślmy to jeszcze raz – milczącą większość.

    Lobby feministyczne i homoseksualne zorganizowane w tzw. endżiosach (nongovemmental organization (NGO) – organizacjach pozarządowych) potrafi zapewnić sobie skuteczny dostęp do budżetu państwa. Wszak urzędnik państwowy wystraszony krzykiem, wspomnianym „darciem mordy”, woli nie ryzykować utraty stanowiska w sytuacji wysokiego bezrobocia, a do tego nie wydaje – jak mu się wydaje – z własnej kieszeni, więc pokaźny strumień żywej gotówki płynie z podatków milczącej większości na różnego rodzaju inicjatywy, typu środki wczesnoporonne, lubrykaty, seksualizację dzieci i młodzieży niemal od kołyski, itd.

    Marksizm klasyczny owocował wyjałowieniem półek sklepowych, marksizm kulturowy owocuje wyjałowieniem mózgów, skarleniem intelektualnym człowieka, wprost jego zezwierzęceniem. Redukuje ludzkie potrzeby duchowe do faktycznego minimum, do stadionów, festynów piwnoludowych, imprez masowych, pokazów sztucznych ogni, seksualnych zabaw po pachy itp. Propaguje utratę indywidualności, umasowienie jednostki ludzkiej, wprost „ztłumienie”, czyli uczynienie częścią tłumu, praktycznie nieodróżnialną od innych podobnych, a nawet identycznych.

    Feminizm wyrastający z marksizmu kulturowego różnice płci sprowadza wyłącznie do różnic kulturowych. Innymi słowy, zdaniem neomarksistów, płciowość to cecha kulturowa, nabywana w procesie wychowania i kształcenia, nieprzynależna człowiekowi z urodzenia. Poprzez wychowanie można ją zmienić.

    Przyznajmy od razu, że pojęcie natury ludzkiej, ludzkich zachowań naturalnych jest na tyle obszerne, że mieści w sobie zachowania i postawy różne, ale jednocześnie dotychczasowa kultura i obyczajowość radziła sobie z odróżnieniem normalności od – powiedzmy – wyjątku, dobra od zła, choroby od zdrowia itd. Marksizm kulturowy uzbrojony w kaganiec „poprawności pohtycznej” tę umiejętność niweluje praktycznie do poziomu zera. Człowiek systematycznie oduczany i oduraczany, i niemal jak pies Pawłowa karany, i nagradzany za niewierność bądź wierność poprawności politycznej, stopniowo traci umiejętność rozróżniania.

    Mówiąc nieco może wulgarnie gówno staje się miodem, wszystkojedność tryumfuje. Oczywiście „walka” zaostrza się w miarę zbliżania się do końca historii, czyli zwycięstwa wszystkojedności. Walce tej służą urzędnicy – bo tak ich trzeba nazwać – sądowi, kiedyś nazywani sędziami. Wbrew pozorom sądownictwo też podlega „darciu mordy”, które wyznacza granice sędziowskiej niezależności. Sędziowie z reguły więc wydają wyroki zgodne z „duchem czasu”, „prawdą etapu”…

    Ze zjawiskiem identycznym mamy do czynienia w sądach rodzinnych, których feminizacja nie podlega właściwie dyskusji. Mężczyzna stojący wobec sędzi sądu rodzinnego jest z definicji winny. O jego winie świadczą spodnie, które nosi, zarost na twarzy, „narzędzie zbrodni”, które ma zawsze przy sobie, nawet mimo tego, że jego partnerka bądź żona już dawno doprowadziła i jego, i Je” do stanu przed złomowego… Jest winny i jest skazany jako mężczyzna właśnie – przeciwnik w odwiecznej walce płci. „Ja was znam – krzyczy Cruella w todze, jak pieszczotliwie określa te panie nasz autor, do jednego z bohaterów niniejszej opowieści. – Sama się rozwodziłam!”.

    Ten jej okrzyk wojenny jest zarazem wyznaniem kobiety, kobietki, dziewczynki wprost, której cała wiedza prawnicza i takież doświadczenie, lata studiów, na które tak się lubi powoływać pokazując swój dyplom i aplikację, funkcja, jaką pełni w systemie państwowego wymiaru sprawiedliwości – niczym są wobec egzystencjalnego doświadczenia, jakim jest dla niej spotkanie na sali sądowej mężczyzny, wroga, którego nienawidzi, i nad którym ma teraz suwerenną władzę. Inna tę władzę suwerenną wykorzysta – podrze dokumenty, które pozwany skrupulatnie gromadził w celu dowiedzenia swej niewinności…

    Współczesne sądy rodzinne są jedną ze szpic rewolucji. Idą w sukurs nie tyle kobiecie realnej, co lewicowemu wyobrażeniu kobiety, a przede wszystkim lewicowo pojętej Matce, czyli tej, która nie – jak chcieliby tradycjonaliści – dostąpiła radości macierzyństwa, ale uczyniła na rzecz dziecka ofiarę ze swej „samorealizacji” lub została przez samca z niej okradziona! Matka oto słowo klucz do serc i rozumów sędzi tych sądów. Nawet notoryczna alkoholiczka, narkomanka, kobieta lekkich obyczajów, gdy jest matką, może liczyć na sprawiedliwość pełną miłosierdzia. Jej życiowy partner jest wszakże faktycznym lub potencjalnym gwałcicielem, głęboko ukrywającym swe pedofilskie skłonności samcem, złodziejem, a co najmniej uchyla się od płacenia alimentów.

    Można bez końca przywoływać kolejne inwektywy. Niektóre opowieści z sali sądów rodzinnych, nie tylko zresztą w Polsce, są wprost nie do uwierzenia i zapewne byśmy nie uwierzyli, gdybyśmy sami nie mieli podobnych doświadczeń.
    Oto „darcie mordy” zaciągnęło władzę sądowniczą na służbę rewolucji obyczajowej i kulturalnej. I trzeba powiedzieć, że ta władza służy tej rewolucji z całym oddaniem. Wyroki, jakie w tych sądach zapadają, a Polska wcale w tej dziedzinie jeszcze nie bije rekordów absurdu, jedynie pogłębiają ludzką nienawiść i niszczą przy tym podstawy materialnej egzystencji zarówno pozwanego, jaki – przynajmniej częściowo – powódki. Sądu nie obchodzi, a komornika już zupełnie, co stanie się z dorobkiem całego życia, a bywa, że z dorobkiem kilku pokoleń. Rewolucyjna sprawiedliwość nie kieruje się szacunkiem dla własności, nawet dobro Matki i Dziecka, tak często na salę sądową przywoływane, jest sprawą drugo – trzeciorzędną. Liczy się tylko rewolucyjna żądza niszczenia, a w praktyce to, co jest istotą każdej rewolucji – czyli zmiana stosunków własności.

    Faktycznie tylko skromna część sprzedanego w wyniku wyroku sądowego majątku trafia w ręce „Matki z Dzieckiem” – często, w porównaniu z rzeczywistą wartością, to ochłap zadowalający niewiastę, zaślepioną nienawiścią do swego byłego mężczyzny – reszta wpada w łapy państwowo-urzędniczej machiny, której wiecznego głodu nic nie potrafi zaspokoić. Feminizm, mimo że wymierzony w mężczyzn, jak każda doktryna walki, nienawiści, egzystencjalnego sporu, który angażuje człowieka w pełni i do końca, i kładzie na szali jego życie – niszczy też swych wyznawców. Tezy feminizmu złamały wiele kobiet, zniszczyły im życie. Cierpią. Niektóre otwarcie, inne już po przekroczeniu granicy cierpienia, ale wciąż niepogodzone ze swym losem, niezdolne, by znaleźć jego przyczynę w chorej doktrynie, wciąż „drą mordy” dawno już pozbawione nie tylko uroku, ale i uzębienia.

    Jak w starym dowcipie: nie mogą już pogryźć, ale chciałyby jeszcze poćmoktać. Jednak ta książka nie została napisana przeciwko kobietom. Rzec można nawet, że jest napisana w obronie radosnej, upiększającej świat kobiecości. Jest więc pochwałą kobiet i kobiecości, choć – zgodnie z zastrzeżeniem poczynionym przez autora – nie jest dla nich pomnikiem, bo jest znacznie więcej, znacznie milszych miejsc, w których kobiety czują się znacznie lepiej niż na kamiennych cokołach. Jest też pochwałą różnorodności, a przynajmniej zasadniczych różnic między kobietą a mężczyzną i sprzeciwem wobec wszelkich, motywowanych politycznie, ideologicznie, religijnie bądź filozoficznie prób zaprowadzenia urawniłowki.

    Książka nie jest też rozgrzeszeniem coraz częstszego u mężczyzn nieudacznictwa, tchórzostwa, cwaniactwa, wiarołomności, niewierności itp. Jest natomiast wezwaniem, by mężczyzna stanął na wysokości swego naturalnego powołania, by był odpowiedzialny, by po prostu był męski, bo tylko taki znajdzie uznanie i miłość kobiety. Nie mamy możliwości kontynuowania rozważań nad wpływem polityki i ideologii na życie konkretnych mężczyzn i kobiet, tym bardziej że czytelnik może nam przerwać prostym pytaniem: „A co to wszystko ma wspólnego z niniejszą książką?”.

    Otóż jako zwolennicy konserwatywnego liberalizmu odpowiedź na to pytanie pozostawiamy Wam, drodzy Czytelnicy, każdemu z osobna. Jedni z Was zobaczą tę zbieżność postaw i sytuacji, ich wzajemne uwarunkowanie, inni nie. Zobaczą inne lub pozostaną prsy zdaniu, że osobista tragedia tego czy tamtego męża i ojca jest jego prywatną sprawą, i nie ma co z tego robić polityki, ideologii, filozofii… Zawsze przecież takie historie jak przywołane w tej książce się zdarzały, przed Marksem i neomarksistami także.

    To prawda. Problem w tym, że teraz jest ich coraz więcej. Już nie są wyjątkiem od reguły, lecz same stanowia regułę. Udanych, szczęśliwych związków małżeńskich jest coraz mniej. I dlatego m.in. sądzimy, że wzajemny związek między wojującym, marksistowskim feminizmem dążącym do zatarcia różnic między ludźmi, w tym i tej związanej z płcią, a wypadkami opowiedzianymi w tej książce istnieje…

    Kończąc, pragniemy natomiast wyprzedzić inne zarzuty, z jakimi może spotkać się autor i treść jego książki. Tym razem mogą one popłynąć z przeciwnej strony, od ludzi przywiązanych do religii, tradycji, konserwatywnych ujęć kwestii małżeństwa, rodziny itd. Być może zarzucą oni autorowi propagowanie rozwodów, porzucanie „zużytych” żon, „zamianę – jak pisze Śląski karoserii na nową”. W istocie. Na pierwszy rzut oka mogłoby się tak wydawać, ale przy wnikliwszej lekturze okazuje się, że autor nie postuluje zachowań, których celem jest rozwód i porzucenie wojennoj żeny, z którą wykuwało się fundament nie tylko pod wspólną egzystencję, ale i jej jakość. Nie sugerujemy oczywiście, że takich mężczyzn nie ma, że takie przypadki się nie zdarzają. Jednak…

  4. JerzyS said

    Zainwestuj w siebie i kup,. a potem koniecznie przeczytaj

  5. PISKORZ said

    re 4 Lepiej czytać filozofa austriackiego Weiningera „Płeć i charakter”…tam je b. dobrze opisał ..i potem strzelił sobie w łeb..

  6. Przemko said

    doczytałem aż do „zachowania prawdziwie równościowe” w tytule – i już wiem, że autor nie ma nic ciekawego do powiedzenia. każdy kto wierzy w rufnoszcz pciów, cywilizacji, ras, tzw. orientacji etc. – jest durniem. szkoda czasu.

    ——
    Gó…zik Pan wie.
    Admin

  7. NICK said

    Najlepszym by było, gdyby tutejsi Mężczyźni/ciule [sami się kwalifikujcie], opisali wprost.
    Swe stosunki ze swymi istotami płci wcale nie pięknej we 95%.

  8. brys said

    Nic z tego nie rozumiem. Jakieś to takie, kobiece?

  9. zapiniotodement said

    A po jaką cholerę, na co, dlaczego znajdują się OBECNIE, powtarzam: OBECNIE!, chłopcy chętni na małżeństwo???
    Co im da małżeństwo, poza smrodem dzieci hooy tylko wie czyjego ojca, czego by nie mieli jako kawalerzy?
    Jak się sprzedają za posag, karierę, itp. to niech potem te qtasy nie piszczą, że jest im źle!

    A ci, którzy się spodziewają OBECNIE w małżeństwie równości/wzajemności/uczciwości itp. itd. niech sobie amputują to, co ich skłania do żeniaczki – lepiej na tym wyjdą…

  10. Kar said

    ..jak to powiadaja z plcia odmienna nalezy byc „flexible”..flexible…flexible jeszcze x flexible, a to jest znaczenie bezkresne morze dla wiekszosci samcow..A propos’ jak mozna byc flexiable kiedy ona gra w „bluszcz” (to ostatnie slyszalem od znajomego, ktorego syn szedl przez wichrowate rozejscie sie ze swoja polowa..sformulowanie „bluszcz” wyszlo z ust sedziny)..

  11. Sarmata said

    Śląski Paweł – Hieny modliszki czarne wdowy – to postawa jakiegokolwiek myślenia o kobietach.

    Gorąco polecam szczególnie młodym chłopakom (dla starych jest zwykle za późno). Zwracam uwagę też na dwa utożsamiane terminy: zakochanie i miłość. Mało kto wie, że to są zupełnie różne i rozłączne ze sobą zbiory (jakby powiedział matematyk). Zacytuję jeszcze:

    ~INTJ- Dzisiaj (06:17)
    To nie była żadna miłość, ale klasyczny ewolucyjny mechanizm w kobiecie. Wyjaśniam o co chodzi. Kobiety kierują się hipergamią, istnieje coś takiego jak zasada 20/80 – 80% kobiet jest zainteresowanych tylko TOP 20% mężczyzn. Na podstawie badań DNA kości ludzi żyjących przed erą nowożytną naukowcy wykazali, że jedynie 40% mężczyzn się rozmnożyło, wśród kobiet było to natomiast 80%, czyli nietrudno się domyślić, jeden mężczyzna miał kilka kobiet, natomiast większość mężczyzn nie miała kobiety. W czasach wolności seksualnej, braku monogamii ZAWSZE TAK SIĘ DZIEJE. Dowodzono, że kobiety godziły się na bycie jedną z kilku kobiet silnego samca alfa który przebiera w kobietach, niż bycie jedną jedyną słabszego mężczyzny. Twierdzi się, że w czasach rzymskich tylko 30% mężczyzn posiadało prawie wszystkie kobiety. Większość mężczyzn którzy kiedykolwiek chodzili po tej planecie się NIE ROZMNOŻYŁA. Dlatego mężczyźni się zbuntowali i wprowadzili instytucję małżeństwa, aby każdy mężczyzna miał dostęp do kobiety za określone zasoby. Ten prastary mechanizm, tzw. gadzi mózg jednak w kobiecie istnieje dalej i dalej nią kieruje. Dla kobiety mężczyzna silny, mężczyzna posiadający wiele kobiet, mężczyzna społecznie znaczący (czyli silny) jest dużo bardziej wartościowy niż zwykły mężczyzna. Prastary mechanizm kobiet każe im szukać tylko silnego mężczyznę – warto zaznaczyć, że o ile dziś słaby mężczyzna, marzyciel, romantyk, poeta oznacza jedynie gorsze auto i uboższe życie, o tyle w prehistorycznych czasach taki mężczyzna oznaczał dla kobiety PEWNĄ ŚMIERĆ. Dlatego kobiety mają w sobie wykształcone genetyczne OBRZYDZENIE do słabego mężczyzny. Przypomnijcie sobie Ci, z którymi zerwała kobieta. Prawda, że przy zerwaniu była nieludzko zimna? Po prostu byłeś wtedy w jej oczach słaby, chciałeś jeszcze to ratować i odezwał się w kobiecie prastary mechanizm, gadzi mózg, który gardzi słabym mężczyzną – kobieta wtedy sama siebie nie słyszy, ma głos zimny i nieczuły jak seryjny morderca – to czysta biologia. Dlatego właśnie Pani w temacie była „zakochana” w silnym mężczyźnie, mogącym mieć wiele kobiet. Zaręczam jednak, że gdyby nagle jej ukochany stracił powodzenie, stracił siłę społeczną, stracił kobiety – to nasza „zakochana” Pani nagle straciłaby do niego całą tzw. „miłość”. No, może nie tak od razu, ale zaczęłyby się tzw. shit testy – to testy kobiety sprawdzające siłę mężczyzny. I szybko by go rzuciła. Ot całe wyjaśnienie 🙂

    kipsmajling 28/08/2018 at 11:14
    Kobieta przed wyjściem z domu szykuje się na spotkanie z rywalką.
    Ewidentnie kobiety mają nierówno pod sufitem.
    Powiadają, że pies jest przeciwieństwem kobiety – rozumie wszystko a nic nie mówi.
    Dlaczego kobieta ma jeden zwój na mózgu więcej od konia? Żeby podczas mycia podlogi nie piła wody z wiadra.
    Jak można zaufać kobiecie? Kobieta co miesiąc krwawi przez około 5 dni i od tego nie umiera.
    Przepis na krucha babkę: Bierze się dwa jajka, banana, babkę na kolana i dotąd się ją ru… aż się zrobi krucha.
    Kobieta przychodzi jak tajfun – ciepła i wilgotna. Jak odchodzi zabiera dom i samochód.
    Kobiety są tak niezwykłe, że zaprzeczają nawet prawom fizyki. W jaki sposób? Ano tak, że im kobieta ma większą wagę to łatwiej ją poderwać. Zresztą jak kobieta może być mądra? Jak byłaby mądra to dałaby się komuś wyruchać? Kobieta – że tak powiem – musi być głupia z przyczyn naturalnych.
    Dlaczego „kobiety zajmują jeszcze mniej stanowisk dyrektorskich, bo jest to zaledwie 4%” – bo d u p ą to można rządzić w gronie kilku znajomych czy męża a nie w przedsiębiorstwie.
    Kobieta która nie ma powodzenia i przy dużej podaży innych ładnych i bezwzględnych dziewczyn czuje się bez szans. Stąd te frustracje. Co to jest wiedźma-feministka? Otóż jest to taka niedoruchana kobieta.
    Kobiety wywołują wojny tylko inne. Ciche, nienawistne, trwające latami wojny domowe. Ich mściwość i okrucieństwo w tych zmaganiach jest często odrażające. Wykorzystują dzieci podobnie jak Niemcy w Głogowie czy Warszawie w ’44. To kobiety odpowiadają za zdecydowaną większość z kilkudziesięciu tysięcy rozwodów rocznie w samej Polsce. Taka jest smutna prawda.
    Do tego potrafię zamykać w pierdlu i wydziedziczać setki tysięcy mężczyzn za standardowe „znęcanie się psychiczne i fizyczne” nad żoną. Staropolskie przysłowie mówi: „nie lituj się nad dziadem, bo dziad jak odżyje to cię torbą zabije”. Dotyczy to w szczególności kobiet – pasożytów i rozsadników nieszczęść.

    – Nie przyjmę od pani tego banknotu, gdyż jest fałszywy – powiedział kasjer kobiecie, która chciała wpłacić na swoje konto 100 USD.
    Na te słowa kobieta:
    – Naprawę, fałszywy banknot!?
    Ojej, to znaczy, że zostałam zgwałcona.

  12. Sarmata @10.

    Coś w tym jest.

    Pan NICK prosi o bardziej prywatnie.

    Ale… nie wypada mówić mnie o tym, ile kobiet „miałem”. Alfa jednak na pewno nie jestem.

    Ogólniej.

    Nie. Mierzi mnie cały ten artykuł. Owszem, głupi. U mnie, gdy ktoś używa słów „toksyczne związki”, zapala się we łbie czerwona jarzeniówka.

    Albo gdy używa się słowa „chemia” w odniesieniu do relacji międzyludzkich. Cóż za prymitywny język. Materialistyczny. Z fizyki (choć sam żem fizyk i przedmiot poważam).

    A weźcie mówcie więcej o duszy. W drugim człowieku trzeba duszy szukać. Ot co. Jesteście jak Wisłocka.

    Podam teraz ładny film. Na pozór, ale tylko na pozór niezwiązany z tematem. Młodzi ludzie, którym to podsunąłem (głównie moi byli studenci) byli zachwyceni.

    To jest pogadanka o seksmitach.

  13. Boydar said

    I seksbiznes i seksmici to tylko produkty. O fabryce i deskach konstrukcyjnych cichosza.

    Wesołego jajka, Panie Zbigniewie.

  14. adsenior said

    Kochani, podstawą harmonijnego związku, jest wzajemny szacunek, oraz traktowanie partnera w sposób podobny, jak on nas traktuje. Wiem co piszę, w biurku mamy medale za długoletnie pożycie, otrzymane w zeszłym roku. ps. nie znaczy, że ja z moją „kierowniczką” się nie kłócę, nieraz kilka razy dziennie. ps. nigdy na żonę nie podniosłem ręki, ale wiedziała, gdyby skoczyła na mnie z pazurami, to bym się bronił.

  15. leśnik said

    Jest różnica między mężczyzną i kobietą jeśli chodzi naturę. Kobieta najpierw jest kobietą a w drugiej kolejności człowiekiem natomiast w przypadku mężczyzn jest to bardziej zrównoważone. Dlatego w kobiecie dominują zmysły i przyziemne żywioły.
    Stąd te tarcia i problemy. Jeśli mężczyzna jest bardziej facetem niż człowiekiem to oczywiście to stwarza podobne problemy. Hmmm. „Pośród tysiąca ludzi znalazłem
    jednego człowieka lecz między nimi wszystkimi nie było ani jednej kobiety”. To taki
    ogólny zarys bo oczywiście decydujące jest jakie osoba ma serce. Ja znam jedną receptę
    na ten problem. Na trwałą prawdziwą miłość wzajemny szacunek małżeństwo dobre współżycie. Wiara i jej posłuszeństwo. Pozwolić Bogu na ukształtowanie w sobie
    człowieka z wszystkimi przynależnymi mu cechami. Wtedy płeć jest drugorzędna. Inaczej niestety panują zmysły a ubóstwo wewnętrzne nie pozwala tego ogarnąć. Chaos.

  16. Dziękuje, Panie Boydar. Wszystkim szukającym prawdy i dobra życzę dostrzeżenia radości w S’wietach, przyrodzie rozkwitającej znowu.

  17. Boydar said

    Wielkanoc, jaja, te sprawy … 🙂

    https://vod.pl/programy-tv/polimaty-2-krwa-przyszlosci/7jrklse

  18. NICK said

    A gdzie Jezus?
    Przyrodą jest?

  19. Zbigniew Kozioł said

    złośliwy Pan jest? Ja Panu wybaczam i proszę o wybaczenie.

  20. NICK said

    Wybaczenie.
    Co to jest?

    Ja sobie mogę.
    I Panu.

    Staniemy we obliczu.

    Pisz Pan dalej, Zbigniewie.
    Zatem.
    Nie mam nic do Pana.
    Piszę o Sprawach.
    Ludzi pomijam.

  21. Jakby na to nie patrzeć, to.. wybaczy Pan NICK, ale to nie Pan będzie mi dawał pozwolenie na pisanie tutaj. Ani na myślenie.

  22. NICK said

    Zatem nie będę.
    Piszę o Sprawach.

  23. Niewiele po polsku znalazłem. Nic. Uwielbiam klasyczną muzykę. Nie wszystko. Nauczyłem się muzyki od młodziutkiej Słowaczki Patrycji. Nauczyłem się od niej czegoś innego, zupełnie innego spojrzenia na muzykę. Mało kto mnie rozumie.

    Bach, Pasja S’w. Mateusza:

    Zostańmy przy Zmartwychwstaniu.

  24. NICK said

    Nawet gdybyśmy nie chcieli.
    Z martwych wstanie nas dopadnie.

  25. Zbigniew Kozioł said

    A po cóż nam komuś nasze ciało i kości?

  26. NICK said

    Dziękuję.
    Zbigniewie.

  27. leśnik said

    Jezus jest prawdą i życiem. Między innymi. Syn Człowieczy.
    Dla mężczyzny i dla kobiety. Po to żeby ich uwolnić.

  28. Troll Polonii said

    A propos kobiet
    Nie wiem czy istnieje recepta na ‚reagowanie na kobiece manipulacje’.
    Ale narazil sie paniom jakis trefnis nawet i w Pakistanie, kiedy sie upieral w programie komediowyn, ze …malzenstwo moze babom wyleczyc wszelkie babskie fanaberie i problemy psychiczne i ze malzenstwo to jedyny srodek na wyleczenie kobiet z takich chorob jak np. kariera zawodowa.
    Paniom sie o to bardzo rozeszlo i narobily wrzasku.
    A moze wystarczyloby je wyslac do zachodniej demokracji, zeby je nauczyc rozumu: zadna kariera zawodowa, tylko kobieta ma sluzyc jako dodatkowy dochod w budzecie domowym zeby mozna zwiazac koniec z koncem i splacac pozyczki.
    Natomiast nie dyskutowano jak dziala malzenstwo na zdrowie psychiczne panow.

    Pakistani TV presenter blasted for calling marriage a cure for women with mental disorders — RT World News

    A Pakistani comedy show host has created a firestorm for implying marriage would cure a woman’s mental health problems, and for saying such illnesses happen because women “obsess” over their careers.
    https://www.rt.com/news/456674-pakistan-tv-host-women-marriage/

  29. Birton said

    jakiś palant z tego gościa, są inne kobiety na świecie i jest ich niemało – za wschodnią granicą na przykład, wyjąwszy Ukrainę, są kobiety normalne, szanujące mężczyzn, jak za dawnych lat, polecam

    ——-
    A czy on powiedział, że innych kobiet nie ma?
    Admin

  30. jasiekztoronto said

    Re: Artykul…
    Kobieta zawsze bedzie towarzyszka dla mezczyzny, a nie odwrotnie…
    Jesli kobieta „wyeancypuje” sie spod Prawa Naturalnego i bedzie podazac „wlasna” droga (w/g wlasnego „widzi mi sie”) wczesniej czy pozniej bedzie musiala zaplacic rachunek za wlasne dokonane bledy… (cierpieniem, samotnoscia, gorycza, rozczarowaniem, wstydem itp).

    Zazwyczaj, kobieta NIGDY nie przyzna sie do bledow, ktore dokonala i zawsze bedze obwiniac skutki wlasnej glupoty kogos innego… I tak juz pozostanie, bo kobieta nie zostala obdarowana przez Boga tym, czym Bog obdarowal Mezczyzne…, ktorego On Sam stworzyl na Wlasne Podobienstwo…

    I dlatego wczesniej tutaj w Gajowce napisalem: „Poznac kobiete i wszechswiat – zycie mezczyzny byloby wrecz nieciekawe…”..

    ====================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  31. CHRYSTUS PAN ZMARTWYCHWSTAŁ,oby to było widoczne w życiowym doświadczeniu.
    OBRONIĆ POLSKOŚĆ to znaczy obronić wartości CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ.Nie przez przypadek ewolucyjne osiągnięcia CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ Feliks Koneczny,AUTOR ORYGINALNEGO PODZIAŁU NA cywilizacje,opisał w BIZANTYJSKIEJ,a wyeksponował ŻYDOWSKĄ,nazywając ją CYWILIZACJĄ PODWÓJNEJ MORALNOŚCI.Tragiczna śmierć mojego brata Janusza pokazała jak aktualnie we wrocławskich warunkach za KORUPCJĄ KOŚCIELNO-DUCHOWĄ poszła ŚWIECKA,Komu służy ZAKŁAD MEDYCYNY SĄDOWEJ?!
    Odbijana piłka zostanie po stronie Prezydenta RP?!
    Biskup pomocniczy w Kurii Metropolitarnej we Wrocławiu ksiądz Andrzej profesor Siemieniewski w bezpośredniej rozmowie dotyczącej tej właśnie śmierci ponad PRAWO KANONICZNE postawił PRAWO KOBIET.Zatem KOBIETA ma PRAWO do :
    1.Śmiertelnego podżegania?!
    2.Organizowania pochówku w zakłamaniu o rodzaju poniesionej śmierci,jaka zatem jakość modlitwy?!
    3.Dewastacji nagrobka,który wybudowałem dla moich Rodziców?!
    Kto administratorowi katedralnego cmentarza księdzu proboszczowi Pawłowi kanonikowi honorowemu Cembrowiczowi dał prawo do wydania dyspozycji o usunięciu napisu z płyty nagrobnej :”Janusz zmarł tragicznie o modlitwę prosi brat Mieczysław.Brat,bo zabrakło akceptacji,że „prosi Rodzina”.
    Skargi dotyczące braku profesjonalizmu w postępowaniu dochodzeniowo-śledczym do ministra Zbigniewa Ziobro kierowane są na „ścieżkę zdrowia” poprzez hierarchiczne struktury PROKURATURY,aby trafić do miejsca,którego SKARGA dotyczy,t.j.Prokuratur Rejonowych.Te dokumentują,że jest im obca lektura Brunona Hołysta „suicydologia”.

  32. Prus III said

    Drodzy Panowie Jestem wdowcem.Po jakimś czasie postanowiłem ułożyć sobie życie od nowa.Nauczka była bolesna.Trafiłem na borderline.Z tego co zauważyłem to obecnie większość samotnych atrakcyjnych kobiet po 40 to borderline .Kiedyś nazywało się to po prostu kurestwem ,obecnie znaleziono na to jednostkę chorobową….boredeline.Niech każdy mężczyzna przeczyta co to za syndrom…..borderline.

  33. @32
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_chwiejna_emocjonalnie_typu_borderline

    Nie spotkałem się z czymś takim w formie opisywanej wyżej.

    Natomiast jednoznacznie mogę powiedzieć, że pytanie o normalność samotnych kobiet obecnie samo nasuwało mi się wiele razy. Dość długo żyję sam, więc dziwić nie powinno, że szukam towarzystwa kobiet, przyjaźni. Teraz tak mają poustawiane w głowach, że czegoś poważnego znalezienie graniczy z cudem. Przede wszystkim system wartości nieuporządkowany. Znajomości powierzchowne i szybko kończą się. Oczekiwania kosmiczne. Acz powiem, że udawało mi się znaleźć ludzi naprawdę nieprzeciętnych i na poziomie. Bardzo to jednak trudne.

    Ktoś tu doradzał wyżej: szukać na wschodzie. Ale też odradzał: nie na Ukrainie. Bardzo z tym zgadzam się: nie na Ukrainie. Na Białorusi, w Rosji, można znaleźć naprawdę wiele normalnych, oddanych, wiernych kobiet. I wcale nie wymagających za wiele. Moja żona jest Rosjanką. Po sześciu latach ogromnie trudnej dla nas obojga rozłąki zapewne zaczniemy żyć razem, w tym roku, w Polsce. Gdy o uczucia idzie i więź między nami – nic się nie zmieniło. Mimo wielu moich „przygód” o których ona wie.

  34. NICK said

    Zbigniewie, Panie.
    Napastowałem; za dużo.
    Za dużo.
    Wesołego Alleluja.
    To już jutro.

    Z Martwych Wstanie.

  35. Wesołego Panu, NICK.
    Mnie to w istocie smutnawo w pustce wokół. Ale… w pracy zrobiliśmy sobie piękne spotkanie przy jajku. Byli studenci dzwonią z życzeniami świątecznymi (mimo, że lata minęły). Gajówka też pustkę wypełnia 🙂

  36. jasiekztoronto said

    Re: 33 Zbigniew Koziol..
    Najgorsze jest to dla mezczyzny, kiedy w/g swojej miary (wartosci) bedzie mierzyl wartosc kobiety…
    Panie Koziol, czy pan zdaje sobie sprawe z tego, ze jest to wbrew Prawu Naturalnemu, ktore „na sile” naciga pan na wlasne zapatrywania…(no powiedzmy..nadzieje…)…
    Nic z tego nie bedzie…w dzisiejszym zdemoralizowanym swiecie…
    =================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczca.com

  37. Panie Jaśku, Panu też dziekuję za życzenia Wielkanocne! I wszystkiego Panu dobrego 🙂

  38. NICK said

    Podziękowania.
    No tak. Pustka wokół.
    Nawet sokół.
    Nie wie.
    Gdzie lecieć ma.
    Człowiek mu to zrobił.

    Obawiam się, że zostaniemy znanymi sobie.

    Dobrze znanymi.

    „Lot sokoła jest zwinny i energiczny, choć uspokaja się przy dłuższych dystansach.”

    Bywaj.

  39. Boydar said

    @ (37)

    I właśnie dlatego uważam, że Pan Zbigniew to facet na poziomie; choć ma swoje wady, jak każdy. Oprócz mnie, oczywiście.

  40. NICK, byłoby możliwe napisanie coś sensownego (książki) razem? Chciałbym pomocy, materiałów wiele mam.

    Wolałbym być Orlicą 🙂

  41. NICK said

    Dobrze znanymi
    🙂 .
    Jak musztarda i chleb.

    A ja piszę do szuflad, których mi brak.
    Już.

    We szachy to chciał grać ze mną Robert Grunholtz.
    A co z nim?

    Teraz zatem napiszę normalnie do normalnego Zbigniewa.
    Szacunek.
    A kto by to czytał?
    A kto by nie wolał orlicą być?
    Ech.

    Są dzieła spisane i dzieła naziemne.

    P.S. Próbę możem podjąć… .

  42. Panie NICK, porozmawiajmy prywatnie? softquake@gmail.com

    Uwielbiam to niezwykłe wykonanie. Mocno we mnie weszło. Ale nie wiem, kto za tym. Ktoś potrafiłby podpowiedzieć?

  43. NICK said

    Nie uważam tzw. imienin.
    A Urodziny?
    Jak najbardziej.

    Historia imienia Jezus Chrystus?
    Chrystus nam się Narodził.

    Ale jutro jest Woj-ciecha.
    Mojego imiennika. 🙂 .

    Napiszę do Pana, Zbigniewie, chętnie.
    Teraz lub jutro.

  44. Szansa 1/10. Ale jest. Szukam już długo.

    A ja imienin nie, ani urodzin. Ale Wielkanoc i Boże Narodzenie. Wigilia. Rozumiem coraz bardziej, jak kochamy się nawzajem z moją Rosjanką, z którą nie jesteśmy już 6 lat.

  45. NICK said

    Czuję się onieśmielony i prosty.
    Rozmowa szczera i prawdziwa?
    Wieeelka rzadkość.
    Zatem unikam.
    NIE lubię jak ktoś się ze mną zgadza.
    Winien osiągnąć zgodę na siebie.
    Samego.

    Tak ładnie Pan pisał, drzewiej, o swej Rosjance.
    Przepraszam.

  46. Szczera i prawdziwa. Moja żona z Rosji też. Qźwa, jak wam trudno do łba włożyć, że istnieją prawdziwi ludzie 😉

    Rozmawialiśmy na liście studenckiej o Alinie Zagitowej. Ma 16 lat, dziecko, jeszcze hormony nie uderzyły. Słowa mojej Iriny z Rosji o niej:

    Хорошее видео,на котором Алине Загитовой подарили Masaru.😊Алина очень хорошая девушка,чистая,скромная,трудолюбивая и не испорчена пока славой,повышенным вниманием со всех сторон.Очень хорошая и Masaru кажется сразу полюбила свою новую хозяйку,она сразу начала целовать Алину😋

    Alina Zagitowa! I Masaru (Zwycięstwo). Masaru była podarowana Alinie premierom Japonii.

    ——
    Myślałem, że chodzi o taki japoński skuter… a to pieseł rasy akita…
    Admin

  47. Marucha said

    Re 46:
    „Qźwa, jak wam trudno do łba włożyć, że istnieją prawdziwi ludzie”.

    Jak Pan myśli, jakie są tego przyczyny?
    Czy przypadkiem nie dane statystyczne, w których na pewno Pan się orientuje, co znaczą?

  48. NICK said

    Tak.
    Napiszę jutro, Zbigniewie.
    Na dziś?
    Ukochaj Pan ode mnie swą partnerkę.
    Basta.

    P.S.
    Zapewniam. Mam większe problemy… .

Sorry, the comment form is closed at this time.