Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Cierpienie potwierdza mistyczne przeżycia – sylwetka Fulli Horak

Posted by Marucha w dniu 2019-04-24 (Środa)

Obie moje stryjenki: Papcia czyli Zofia (z lewej) oraz Fulla czyli Stefania (z prawej) – zdjęcie z początku lat 70-tych –

Moja Stryjenka

Był rok chyba 1950. Jeszcze nie chodziłem do szkoły. I wtedy, nie wiadomo skąd, zjawiła się jeszcze jedna ciocia. Mówiło się o niej „Papcia”, choć miała na imię Zofia. Mówiło się jakoś tajemniczo o niej i o wszystkim, co jej mogło dotyczyć.

Dzieciak coś czuł, wiedział, że nie powinien stawiać zbędnych pytań. Nie było cioci, jest Ciocia – świetnie. A Ciocia wróciła z Kołymy.

Za pięć lat znalazła się jeszcze jedna Ciocia, zwana Fullą. Też wróciła „stamtąd” – tyle, że wyrok miała dłuższy. I przejścia cięższe. Ich brata – a mego Stryja Kazimierza nie wywieźli na Sybir. Zakatowali go na śmierć w lwowskim więzieniu w 4 dni po moim przyjściu na świat – był koniec grudnia roku 1944.

Przy dziecku nie mówiło się ani o Lwowie, ani o Sybirze, ani o podziemnej walce z obydwoma okupantami. Nie poznałem wtedy syberyjskich opowieści. Tę drugą Ciocię, a właściwie Stryjenkę (bo były to siostry mego ojca) otaczała jakaś dodatkowa aura. Była zawsze uśmiechnięta – tak jakoś tajemniczo i pięknie zarazem. Papcia była taka zwyczajna, Fulla – bardziej dostojna. Widziałem, że Tato i Mama odnoszą się do niej ze szczególną atencją. Jako dziecko nie byłem w stanie tego nazwać – to przyszło wiele lat później.

Mówiło się też tajemniczo o jakiejś książce, której nigdy nie widziałem. Z rozmów starszych poznałem nawet tytuł: «Święta Pani». Bardzo długo nie znałem jej treści. Dopiero kilka lat przed śmiercią Fulli ciocie powierzyły mi egzemplarz sporządzony metodą odbitek fotograficznych (to był cały album). Po jej śmierci w roku 1993 dostałem oryginalny egzemplarz wydania z roku 1939. „Habent sua fata libelli” – mawiali starożytni Rzymianie. Można by i dzieje tego egzemplarza opowiedzieć…

Dzieciństwo i młodość

Kim była Ciocia Fulla? Lwowianką, która urodziła się w Tarnopolu w roku 1909. Dziadek był Czechem, ale jej bracia ginęli za wolność Polski. Sierżant jednoroczny Tadeusz Horak zmarł zamęczony przez Kozaków na froncie wołyńskim w roku 1919. Podporucznik Marian Horak zginął w roku 1920 prowadząc atak pod Milatynem, pochowany na cmentarzu Orląt Lwowskich – kwatera I, mogiła 31 zaraz naprzeciw katakumb. Ich ojca, a mego Dziadka też tam pochowano – był to ostatni pogrzeb na cmentarzu Orląt, w lipcu 1939 r.

A potem to mi sowieci dziadka zaasfaltowali… Gdy bracia ginęli mała Stefcia miała 10 lat. Bo jej imię to „Stefania”, z tego „Stefula”, w skrócie „Fula”, z czasem przez dwa „l”.

W jednym z listów do matki Heleny ze zgromadzenia Sacré Coeur pisała: Nigdy nikt nie miał smutniejszego dzieciństwa ode mnie. Gdy myślą przeżywam wszystkie lata, wydaje mi się, że jestem istotą, która drżąc z zimna cofa się w najdalszy kąt klatki, by nie widzieć szpetoty świata. Nikt przecież nie zrobił mi nic złego, tylko brutalna szarość codzienności rosła i rosła dookoła mnie i często żałowałam, że nie urodziłam się ślepa i głucha [SP 24].

Nie dziwię się. Rodzina przeżyła wojenną tułaczkę, Stefcia miała pięć lat, gdy Horakowie ostali się aż w Wiedniu, uciekając przed Moskalami. Potem przyszła śmierć starszych braci. Podziwiam ich matkę, a swoją babcię Domicelę. Dobrze, że nie wiedziała wtedy, co jeszcze przyjdzie.

Stefa studiowała filozofię, skończyła lwowskie konserwatorium – pracowała jako nauczycielka muzyki. Oprócz smutku drążyło ją jakieś niewypowiedziane pragnienie. Znowu fragment listu do zaprzyjaźnionej zakonnicy: Co to jest prawda, Matko? Czuję takie zimno w sercu, jakbym w piersi miała lodownię, a równocześnie miota mną palący głód nieskończoności. Wszyscy mają przewagę nade mną, wszyscy – co nie czują się tak bezpańscy jak ja. I większość ich ma spokój. Nie trawi ich pożerający Płomień-Pragnienie [SP 23].

Te niepokoje, ten cień z czasów dzieciństwa doprowadziły młodą Stefę do niewiary. A umysł miała bardzo dociekliwy i niezwykle bystry. Mnogość skojarzeń, ogromne oczytanie, artystyczne widzenie (i słyszenie) świata, wyczulenie na obecność i potrzeby drugiego człowieka – wszystko to kazało jej odrzucić powierzchowną i tradycyjną religijność. Ale nie Boga. Tego „innego Boga”, którego pragnęła całym swoim jestestwem.

Znowu fragment listu: Czy Matka wie, że gdyby Bóg do mnie przyszedł, z otwartością bym Go przyjęła i dałabym Mu się nasycić? Gdybym Go odczuła, serce moje doznałoby ulgi, ciężar, który je ugniata, spłynąłby, a ja odnalazłabym rzeczy niewypowiedziane… Chciałabym wierzyć w Boga… Jaką okrutną zabawkę wymyślił sobie Ten, kto nas stworzył!… A ponad wszystkim ta paląca tęsknota za niepojętą a przeczuwaną – Wiecznością [SP 25-27].

Mistyczne przeżycia

Droga do wiary zaczęła się wraz z jej utratą. Ważnym etapem była choroba. I potem wciąż szukanie. Wreszcie wyjazd do Częstochowy i takie rozumowanie, cytuję: Jeżeli ludzie uzyskują od obrazu łaski związane ze zdrowiem czy sprawami materialnymi, dlaczego bym ja nie miała się pokusić o zdobycie tam światła dla duszy?! [SP 40] Modlitwa, ślubowanie, spowiedź „z dobrą wolą choć bez wiary” [SP 41]. I nic. Niebo milczało. Stefa modliła się „Boże! Jeśli jesteś – daj mi światło!” [SP 41]

I światło przyszło, choć nie od razu – dodajmy, że dzięki świadectwu osoby wierzącej, przypadkowo spotkanej na salonach. Był sierpień roku 1935. Wtedy po raz pierwszy Fulla przeżyła obecność kogoś z zaświatów. Wtedy jeszcze nie wiedziała kogo, dowiedziała się wkrótce – była to św. Magdalena Zofia Barat, zmarła 70 lat wcześniej (1865) założycielka zgromadzenia Sacré Coeur. To ona jest tytułową „Świętą Panią”. Nie ona jedna przychodziła do mieszkanka Fulli i jej przyjaciółki Buci przy ul. Kopernika we Lwowie. Drugą znaczącą postacią był kard. Mercier. Poza nimi – wielu świętych: Jan Bosko, Teresa od Dzieciątka Jezus, św. January i św. Sylwester, Andrzej Bobola, Jan Vianney. Także Katarzyna Emmerich, Pierre Giorgio Frassati, Joanna d’Arc. Także jej patron – św. Stefan, św. Mikołaj.

Jak się zjawiali? Bardzo realistycznie. Fulla próbowała np. dotyku szorstkości habitu św. Magdaleny Zofii. Zwracała uwagę na to, czy zasłaniają sobą np. palącą się świecę (miała później taki swój ołtarzyk w pokoju) – zasłaniali; czy przejeżdżający ulicą tramwaj zagłusza wypowiadane przez nich słowa – zagłuszał.

Pod dyktando św. Magdaleny zapisywała kolejne bruliony. Dziwne to było dyktando, cytuję: Weź papier i ołówek. Nie świeć światła. Pisz. Uspokój się, chodź koło mnie. Siadaj bliżej. Usiadłam z zeszytem na kolanach i nagle ołówek zaczął się sam posuwać po papierze. Trzymałam go tylko. Nie wiem, co pisał, bo nie słyszałam żadnego dyktanda. – Zaświeć i przeczytaj [SP 50]. Słowa wtedy zapisane dotyczyły samej Fulli. Potem przyszły objawienia mistyczne. Nie będę ich streszczał. Jest książka. Jej wydanie sfinansował – tak, tak – marszałek Rydz–Śmigły. Niewiele egzemplarzy przetrwało. Był lipiec roku 1939. Większość nakładu spłonęła z Warszawą.

Lata wojny i zesłania

A Fulla? Gdy zaczęła się wojna i sowiecka okupacja we Lwowie, Fulla dalej uczyła w gimnazjum. Już nie była tą skazaną na życie istotą. Pełna energii, zaangażowana jako wychowawca i młodego pokolenia, i wszystkich, którzy do niej się zwracali. Zresztą – to jej oddziaływanie zaczęło się wkrótce po pierwszych objawieniach. A kiedy było trzeba, Fulla czynnie włączyła się w walkę z okupantem jednym, potem drugim. Była łączniczką AK przezwyciężając wrodzony lęk.

Objawienia się skończyły. Ale – jak mówiła i pisała – „jej Niewidzialni Przyjaciele zawsze z nią byli”. Ołtarzyk w domu stał się tabernakulum z polecenia arcybiskupa Twardowskiego. Przechowywana tam była Komunia św., którą z pomocą ukraińskiej strażniczki Fulla przemycała uwięzionym i skazanym. I cały czas równolegle trwała jej praca duchowa nad umacnianiem ludzi, nad formowaniem ich postaw i wiary.

Najpierw przyszło aresztowanie obu sióstr – Zofii i Stefy. O przesłuchaniach i warunkach w sowieckim więzieniu we Lwowie mówić nie muszę. Jak w tym wszystkim znalazła się osoba, w której brutalna szarość codzienności rosła i rosła i która często żałowała, że nie urodziła się ślepa i głucha – ? Jak dnie i noce w samotności, w ciemnej piwnicy, w brudnej wodzie po kostki, w towarzystwie szczurów spędzała mistyczka? Spędzała. I czekało ją więcej. Czekało ją całe piekło ГУЛАГ-y. Wyrok opiewał na 10 lat. Odbyła cały.

Darujcie szczegóły – są takie same, jak dla wszystkich, którzy w tym piekle byli. A więc bezduszni enkawudziści, a więc palący głód, a więc pluskwy, a więc zimno, a więc praca ponad siły, a więc poniżenie i odczłowieczenie, a więc choroby… Mistyk walczący z pluskwami – tak można zatytułować rozdział z innej książki Fulli Horak »Niewi­dzialni«. I jedno zdanie z tejże książki: Wewnątrz cierpienia miałam Niewidzialnych Przyjaciół, którzy odwracali moje myśli ku pięknu [N 284].

Wreszcie przyszła dosłownie próba krzyża. Ciesząc się sympatią zasłużyła w oczach sowietów na ratowanie jej życia. Konieczna była operacja żołądka. W prymitywnych warunkach, bez znieczulenia, bez koniecznych narzędzi wycięto jej cały żołądek i dwunastnicę, z której został mały fragment. Fragment relacji: Po pierwszym cięciu krzyknęłam, a byłam przecież przytomna. Widziałam, jak lekarz wydobył z wnętrza żołądek. Ogarnęło mnie dziwne uczucie błogości. Jakby niewidzialna mgła spływała z góry i otulała mnie szczelnie, że nie odczuwałam tak silnie bólu… Od siódmej rano do drugiej w południe trwała operacja… [N 285].

Zakopane

Po tym wszystkim wróciła do Polski. Zamieszkała w Zakopanem razem z Zofią. I tu zaczęło się coś niesamowitego. Do ich małego mieszkanka najpierw na Krupówkach, później na Chałubińskiego ściągały całe procesje ludzi. Bywało po kilkadziesiąt osób dziennie. Po radę, po modlitwę, po nadzieję. Przychodzili prości górale, przychodziły zakonnice i księża. A i biskup jakiś się trafił. Literaci i poeci, przypadkowi ciekawscy i wierni wielbiciele. To nie było łatwe – godziny spędzane na rozmowach i duchowym uzdrawianiu ludzi. Fulli nieraz brakowało sił. Podziwiałem też postawę Zofii – cierpliwa, uśmiechnięta, parząca kolejne herbaty dla gości… Jeśli Fullę porównać do biblijnej Marii, to Papcia spełniała jakże konieczną posługę Marty.

A trzeba było żyć bez żołądka i dwunastnicy! Zdrowie ciągle zagrożone i sił zawsze mało. Po jakichś 20 latach, był rok chyba 1974 zaczęły się nieustannie wracające ropne zapalenia nerek. Sił było coraz mniej, ludzi nie ubywało. Nieraz siostra odprawiała kolejne procesje. Kilkanaście lat próby w tej chorobie. Ile razy odwiedzałem Ciocię – tyle razy zastawałem ją uśmiechnięta, pogodną, żartującą. Nieraz odprawiałem Mszę św. w mieszkanku na Chałubińskiego. Prosiła wtedy: „Tylko niedługo, nie mam sił”.

Wreszcie przyszła kolejna próba – złamanie kości udowej. I 14 miesięcy bolesnego leżenia plackiem, gdy każdy ruch powodował, że odłamki kości od wewnątrz boleśnie raniły mięśnie nogi. Jedyną skargą, jak opowiadała Papcia, było pytanie: „O Jezu, czy to nie za dużo?”

Zdawałem sobie sprawę z narastającego w jej życiu cierpienia. I widziałem, jak pokornie je przyjmuje. Jak nie przeszkadza jej „szpetota świata”, o której w młodzieńczym liście pisała. Egzamin cierpienia, który zdała celująco, stał się w moich oczach pieczęcią uwierzytelniającą jej mistyczne przeżycia.

Stefania – Fulla Horak zmarła w Zakopanem 9 marca 1993 roku. Jej siostra Zofia – Papcia Horak – 17 listopada 1995 roku. Obie są pochowane we wspólnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Nowotarskiej (za kaplicą w prawo, potem pierwsza alejka w lewo, za grobami dzieci znowu w prawo).

Pisma

Gdy czytałem książkę «Święta Pani», odezwał się we mnie sceptyk – racjonalista. Nie jestem z tych, co to cudowności widzą gdziekolwiek i na nich budują wiarę. Z lekkim dystansem odnosiłem się do objawień. Jako doktor teologii „ocenzurowałem” treść tych objawień, nie znajdując w nich wszakże niczego, co byłoby niezgodne z nauką Kościoła.

Fulla nie miała wykształcenia teologicznego (aczkolwiek była w tej dziedzinie oczytana). Dlatego nie używa języka typowego dla rozpraw teologicznych. Jest to zresztą charakterystyczne dla większość pism mistycznych. Wizjonerzy obdarzeni łaską szczególnego oglądu tajemnic boskich, nie znajdują słów, które mogłyby w pełni oddać ich przeżycia. Moją ocenę potwierdzili dwaj inni teologowie – ks. dr Romuald Rak z Katowic oraz ks. dr Hugo Dollinger z Augsburga (w związku z niemieckim wydaniem «Świętej Pani»).

Druga książka mojej Stryjenki nosi tytuł «Niewidzialni», ukazała się w niskonakładowym wydaniu. Zawiera wspomnienia z lat 1938 – 1956 przeplatane filozoficzno–teologicznymi esejami. Jest książką trudną. Nie zawiera opisów mistycznych. Ale wyrasta z żywej wiary i wiarą jest przepełniona. Wiarą, która dojrzewa w ogniu ogromnego cierpienia.

Oficjalnie Kościół nie zajął się ani osobą Fulli Horak, ani treścią jej książek. Ja osobiście świadom jestem ważnej rzeczy, która stała się dla mnie ostatecznym argumentem, taką duchową pieczęcią na mistycznych przeżyciach i pismach mojej Stryjenki. To było jej cierpienie…
————
Skróty: SP = Święta Pani N = Niewidzialni

Obie książki znajdują się w biblioteczce gajówki:
>https://marucha.wordpress.com/do-pobrania/

Ks. Tomasz Horak
http://www.tohorak.opole.opoka.org.pl

Kościół – a raczej jego hierarchowie – nie mają czasu dla takich osób, jak Stefania Horak. Zajęci są całowaniem butów islamskim zbrodniarzom, rajfurzeniu „uchodźców”, pochylaniem się nad homoseksualistami, dowartościowywaniem pogańsko-satanistycznych „religii” itp.
Admin

Komentarzy 6 to “Cierpienie potwierdza mistyczne przeżycia – sylwetka Fulli Horak”

  1. Zdziwiony said

    Wypis z „Święta Pani”:

    „Nigdy potępienie żadnej duszy nie leżało w planie Bożym. Bóg – jako że jest wszechwiedzący – wie wprawdzie naprzód, która dusza będzie kiedyś, wedle własnowolnych uczynków, a więc z własnego wyboru, zbawiona czy potępiona. Owa świadomość Boża w żadnym jednak stopniu na wolną wolę człowieka nie wpływa. […] Bóg daje szansę każdej duszy, ale nie może swoich Boskich planów i swoich wiecznych celów uzależnić od tego, jak działający z wolnej woli człowiek postąpi. Bez względu na to jednak, dla każdej duszy jest od wieków przygotowane miejsce w Niebie.”

    Myślę, że po zapoznaniu się z żydowskimi politykami, Bóg mógł zmienić zdanie… 😉
    Admin

  2. Listwa said

    Stefania Horak to interesująca postać. Nie ma oficjalnego badania i orzeczenia ze strony autentycznego Kościoła katolickiego, zatem nalezy zachowac strożność, ale Stefania spotykała zmarłe wybitne postacie jak: kard. Mercier, Zofia Barat założycielka „Sacre Coeur” (to ona nazywała Stefanie Fulla, Zofai Barat w okresi erewolucji francuskiej założyła zgromadznie żeńskie , jej brat meskie), św January, ks. Bosko, św Mikołaj, Joanna D’Arc. Katarzyna Emmerich, Andrzeja Bobola, Jan Vianney.

    Fulla potrafiła zadawać wnikliwe pytania teologiczne , a swięci udzielali jej wyczerpujących odpowiedzi
    np. pytanie : Czy święci tak wyglądają w niebie jak na ziemi w chwili śmierci? Odp: Nie, W Niebie nikt nie jest starym, jesteśmy wszyscy piękni i młodzi, Mamy wszyscy lata Chrystusowe.

    inne : Wszystko co dzieje sie w swiecie ducha dzieje sie jakoś inaczej, szerzej, pełniej, nieuchwytniej, dlatego takie jakie jest nie moze się w ludzkich umysłach pomiescic.

    Od pierwszej chwii rozstania sie duszy z ciałem, ma dusza druzgocace lub radosne zrozumienie ogromu i potęgi świata, do którego przeszła, w przeciwnieństwie do nędzy i małosci co zostawiła za sobą. Doznaje tez nagłego olśnienia.
    Dusza posmierci zachowuje wszelkie duchowe uczucia,. O wrażliwości i rozpiętosci tych uczuć człowiek ma ziemi nie może sobie stworyć najmniejszego pojęcia.

    Inne: Jakie jest niebo? Gdyby to chciec po naszemu wyrazić, trzebaby powiedzieć przede wszystkim , ze Niebo jest teczowe. Wszytstko tam bowiem pretłumaczne jest na kolory. Świat zmysłowy zna zaledwie znikomą cząstkę istniejących barw, tę którą rozpoznaja nasze zmysłowe oczy. Wzrok duszy wyłapuje nieskończoną i niepojęta ich ilość. Ziemskie barwy w porównaniu z tamtymi sa szare i brudne. Nawet nie możem stowrzyć pojęci ao ich skali i bogactwie.

    Inne: gdyby to chciec porównać do czegoś nam zrozumiałego, to mozna powiedziec, że stan zbawionej duszy to posłuszne, celowe, i twórcze krązenie jej swiadomosci w rytm uderzeń Wszechmocnego Bożego Serca , a to jest szczeście.

    Zbawiona dusza widzi i rozumie, zna i podziwia Bożą Potęgę, Dobroć, Mądrość i tym się syci, czerpie, z niej żyje, nią żyje.
    Wszystko jest sprawiedliwe , jasne, dobre. Wszyscy posidaja to za czym tesknili, i za czym nie umieli tęsknić przez niedociągniecia duchowe.

    Tu urzeczywistnia sie wszystko , co nasza wyobrażnia mogła stworzyć,

    Wszystkie nawet najbardziej fantastyczne myśli ludzkie są zaledwie bladym , dalekim refleksem Bożej pomysłowości.
    w Niebie odnajdzie dusza wszystkie pragnienia , ale w formie doskonałej, odnajdzie to nawet co niepomyślane leżało na dnie jako tęsknota.

    Stefania opisuje też czyściec, piekło. Pouczające.

    To wszystko można stracic przez głupote i niewiedzę, dlatego nalęzy trzymać się autentycznej nauki autentcznego Koscioła Katolickiego. Dlatego Bractwo Piusa X, a nie teologiczny chłam, ani żaden chłam.

  3. galicyja said

    Jest pewne, że miliony dusz idą na zatracenie już od 1917 r. Skąd to wiadomo? Z bardzo pewnego źródła a mianowicie z ust Matki Najświętszej. Słowa te wypowiedziała Niepokalana pastuszkom w Fatimie. dywagacje typu Pan Bóg nie pozwala na potępienie, miłosierdzie Jego nie zna granic i jest większe a niżeli sprawiedliwość to protestanckie pierdoły!!! Nie ma się co łudzić piekło jest zapchane milionami dusz. Święty Jan Maria Vianney, Św. Jan Bosko, nie licząc Doktorów i Ojców Kościoła mówią o wielkiej liczbie dusz tam się znajdujących.
    Disnejlendowe usmiechy nie pomogą nikomu uciec od tej rzeczywistości. Droga do zbawienia jest bardzo trudna.
    Odrzucenie,pogarda, kpina, cierpienie, samozaparcie się siebie to konieczność. Wcześniej czyściec, który jak mówią Święci jest nieporównywalnie trudniejszy (raczej chwila w nim spędzona) niż trudy całego życia…Tyle w temacie….

  4. Zdziwiony said

    ad.1
    Jest niezwykłą rzeczą, że Stefania Horak w przywołanym wątku wyraziła swoją myśl podobnie do nauki Doktora Znamienitego św. Anzelma:

    Predestynacja do uczynków złych polega na tym, że Bóg nie poprawia złych ludzi oraz zezwala na ich złe uczynki, natomiast predestynacja do uczynków dobrych polega na tym, że w dobrych czynach Bóg jest Sprawcą tego, co decyduje o tym, że czyny dobre są rzeczywiście dobre. Predestynacja do czynu dobrego będzie więc Boskim werdyktem o zaistnieniu tego czynu, gdzie Bóg jest Sprawcą tego, co w tym czynie jest dobre, zaś predestynacja do złego, będzie polegać na tym, że Bóg –w oparciu o swoją decyzję –pozwala na czyn zły w takim sensie, iż czynu złego nie poprawia –zezwala nań, lecz sam nie jest Sprawcą tego, co decyduje o tym, że czyn jest zły. Decyduje o tym wola ludzka.

    http://perspectiva.pl/pdf/p16/16ZAREBA.pdf

  5. ami said

    Re4

    Święte sprawy pochodzą z tego samego źródła, panie Zdziwiony.

    Re2

    Panie Listwa, ująłbym sprawę inaczej, Kościół Jej nie pobłogosławił, bo sam zmaga się ze świętością.. Błądzi, ewidentnie odchodzi od założeń katedralnych dla Niego. Widocznie jest pod wpływem złego. Uwarunkowania finansowe, jak juz nie katechetyczne.

    ===

    Boża Łaska, jak wiemy, Oświeca i Uświęca. Jej świadectwem częstokroć jest męka, ponieważ jesteśmy w okowach grzechu. Wśród Świętych objawień, uświęcona męką Fulla Horak daje nam świadectwo wspaniałości Boga. BÓG jest nam MIŁOŚCIĄ tak wielką, jak „rybom Ocean”, ludziom poddanym Ziemia. Więc jeśli, tak wielką jest Jego miłość, lepiej byłoby nam nie odczuć Jego świętej sprawiedliwości.

    W dzisiejszych czasach – „demokratycznego” władcy Kainowego – niedowierzania własnemu sercu, wręcz prowadzić mogą, na obce dla nas manowce, od Boga do Diabła, bo to czasy złego, podczepionego pod Dobro, bardzo przebiegłego smoka. Jezus ostrzegał nas przed Faryzeuszami. Mówiąc o wężach Miał na myśli, nie koniecznie tylko swoje czasy ale, te zawsze nam, jak najbardziej współczesne.

  6. Listwa said

    @ 5 Ami

    „Panie Listwa, ująłbym sprawę inaczej, Kościół Jej nie pobłogosławił, bo sam zmaga się ze świętością”

    – Kościół jest święty i nic tego nie zmieni. Problemy ze sobą i swoją postawą ma hierarchia posoborowa.
    W Kosciele nawet ze zdrową hierarchią zawsze tego typu sprawy były najpierw wnikliwie badane i oceniane , zanim zostały podane z pieczątka wiarygodności.

    Obecnie brakuje takiej oceny i „błogosławieństwa” bo nikt tego nie zrobił.Posoboroue zajmują sie wykręcaniem modyfikacja i odkształceniami , a nie tym czym powinni.

Sorry, the comment form is closed at this time.