Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O nowego Szelę

Posted by Marucha w dniu 2019-04-28 (Niedziela)

Mądrość ludowa twierdzi, że ryba się psuje od głowy. Tak samo i społeczeństwo: upadek wspólnoty politycznej zaczyna się od jej elit.

Powiedzieć, że nasz naród nie przeżywa najlepszych czasów, to nie powiedzieć nic. Gmach naszego bytu narodowego leży w ruinach, jak i cały świat nowoczesny. Zastanówmy się, kto ponosi odpowiedzialność za sytuację, w której się znaleźliśmy? Odpowiadają za to elity.

Gdyby w kilku słowach opisać kondycję dzisiejszych elit, to na myśl przychodzą następujące określenia: zachodniactwo, oportunizm polityczny i degrenolada moralna. Elity są odpowiedzialne za członkostwo Polski w Unii Europejskiej i NATO, które ubezwłasnowolnia nasze państwo.

Wydaje się, że atlantyzm polskich elit nie jest skutkiem ich oportunizmu czy chęci zysku, ale ich szczerej wiary, że Polska powinna się integrować z Zachodem, bo Polska ma rację bytu tylko będąc częścią projektów zachodnich.

Ślepe zapatrzenie w Zachód nie tylko pozbawia państwo polskie samodzielności, ale też prowadzi to agresywnej ekspansji amerykańskiej pseudo-kultury nad Wisłę. Nie wspomnę o powstawaniu w Polsce ruchów LGBT i innych wyrzutków zachodniego postmodernizmu.

Pamiętając słowa Carla Schmitta o tym, że pojęcia polityczne są zsekularyzowanymi pojęciami teologicznymi, można powiedzieć, że zapatrzenie się w Zachód jest świeckim odpowiednikiem kultu cargo, szerzących się na wyspach Oceanu Spokojnego w czasie II Wojny Światowej. Miejscowa ludność widząc, że biali budują pasy startowe i lądowiska, czego wynikiem jest przylatywanie samolotów z żywnością i innymi dobrami, zaczęła ich naśladować. Cóż, tubylcy są tubylcami, i nie jest istotne, czy mieszkają na Fidżi, czy nad Wisłą.

Jeżeli kopiować Zachód, to na całego, w tym również wszechobecny na Zachodzie, i coraz bardziej szerzący się w Polsce upadek obyczajów. Dążenie do własnej przyjemności, zateizowanie społeczeństwa, emancypacja jednostki ze wszelkiego zakorzenienia, to wszystko widzimy teraz w Polsce. Media głównego nurtu zaspokajają potrzebę igrzysk, co prawda ich poziom z każdym rokiem jest coraz niższy.

Media umyślnie ignorują najważniejsze kwestie społeczne i polityczne, ich wulgarność i cynizm są nie do zniesienia. Odpowiedzialność za to też częściowo leży po stronie elit, które od prawie 30 lat po upadku komunizmu w Polsce nie zrobiły nic, by te tendencje odwrócić.

W mediach głównego nurtu prawie nie ma prawdziwej debaty politycznej: prawie wszyscy uczestnicy programów, które możemy zobaczyć czy to na TVP, czy to na TVN, nie kwestionują zasad ładu demoliberalnego, za przytłaczającą większością aktorów polskiej polityki nie stoją żadne idee. Mało kto z nich jest w stanie wskazać jakieś głębsze ideowe podstawy własnych pozycji światopoglądowych, nie mówiąc już o jakimś głębszym rozeznaniu w pojęciach, które się odmienia przez wszystkie przypadki, takie jak „wolność”, „demokracja”, „państwo prawa” czy „prawa człowieka”. Oferowana nam jest wydmuszka z tych pojęć, albo, mówiąc za Braudrillardem, symulakrum tych pojęć.

W obecnej sytuacji symbolem sprzeciwu wobec zgniłych elit demoliberalnych powinien zostać Jakub Szela. Ówczesna szlachta, hołdująca zachodnim nowinkom z piekła rodem, pod wieloma względami nie za bardzo się różniła od elity okrągłostołowej. W pewnym sensie rabacja galicyjska była obroną ładu tradycyjnego przed rewolucją, nawet jeżeli chłopi nie byli tego świadomi.

Dziś też potrzebujemy nowej rabacji. Dziś już nie chodzi o fizycznie mordowanie ludzi, elity III RP powinny zostać poddane śmierci cywilnej i politycznej, i wyrzucone na właściwe im miejsce – czyli na śmietnik historii.

Eugeniusz Onufryjuk
http://xportal.pl

Komentarzy 87 to “O nowego Szelę”

  1. emeryt said

    Bez komentarza.

  2. kojak said

    Elity, Zachodniactwo ,degrengolada :::: Bzdura ! W 89 roku wladze objely zydowskie syjonistyczna grupy, czesto zwyczajnie kryminalne ! Oni Polske uwazaja za zwyczajnego bekarta krecacego im sie pod nogami ! Ich cele wyznaczaja wylacznie zydowscy kryminalisci z Usraela nic a nic pozatym !

  3. PISKORZ said

    re 1. 11 Maja demo w Warszawie przeciwko tej ustawie..! Nie znam na razie miejsca i czasu rozpoczęcia…

  4. Sarmata said

    Pierwszy stopień zniewolenia to dać sobie narzucić obcą czy pedalską mowę co ma już miejsce (zmieniono znaczenie wiele słów).
    Nie pozwólcie, aby Wam narzucono język, bo już przegraliście. Czy to jasne?
    Co do AST 447 to jak Konfederacja dobrze wykorzysta ten temat haniebnej zdrady (ACT 447) Polaków przez PiS/PO to po PO-PiSie pozostanie wspomnienie.
    Pamiętajcie, na każdym kroku nagłaśniać: ZDRADA, ZDRADA, ZDRADA i jeszcze raz ZDRADA!
    Życzę tego Konfederacji z całego serca!

    P.S. I przynajmniej 30%.

  5. Rafal Cz. said

    Zadania Zydow sa bezprawne. Polski rzad nie powinien zmieniac powszechnie uzawanego prawa.

  6. Gadaj!! said

    Modzelewski nie żyje? U mnie w necie „zmarł” już 4 lata temu. Teraz będą za to odpowiadać.

  7. Easy Rider said

    W pewnym sensie rabacja galicyjska była obroną ładu tradycyjnego przed rewolucją, …

    Czyżby autor był pogrobowcem banderowców (nazwisko!), nienawidzących „polskich panów”, że wypisuje takie bzdury? A może po prostu jest ignorantem z historii, albo udaje takiego?

    To nie jedyny zarzut do tego artykułu. Nie chcę bronić squrwiałych „elyt”, ale czy tylko one są winne istniejącego stanu rzeczy? Czy to nie masy „polactwa” dopuściły te „elyty” do władzy? Czy to nie te same masy, ogłupione „Solidarnością” i hasłami „obalania komuny” pozwoliły zlikwidować państwo narodowe? Mało tego – czy te same masy do dzisiaj zrozumiały, co właściwie stało się w Polsce po 1989 r?

    To prawda, że należałoby wymienić elity, ale czy najpierw nie należałoby może wymienić społeczeństwa – jak wiadomo, przypadkowego, co oznajmiła niegdyś jedna z posłanek ZChN.

  8. abcdef said

    Nowego Szelę? Przecież mamy jednego, ba cały świat go ma.

    Gadzinówce nowojorskiej „wypsnęło się” i puściła kolorowy rysunek, przedstawiający rzeczywistość taką, jaka jest. Zrobił się rejwach, rysunek usunięto, urażonych przeproszono.

    https://www.zerohedge.com/s3/files/inline-images/D5Kl_43UcAAqFEk.jpg?itok=1lM1uiw7

  9. abcdef said

    Inny adres obrazka tutaj — na wypadek gdyby poprzedni się wziął i zdezaktualizował:

  10. Z ewolucji ludzkiego myślenia powstała taka teza,że nie przyniesie żadnego pożytku walka ZŁA ze ZŁEM.Przykładem jest NAZIZM i KOMUNIZM.
    W czasie tej walki,a szczególnie na Wołyniu,brakiem lojalności wobec Polski wykazały się MNIEJSZOŚCI NARODOWE:ŻYDOWSKA i UKRAIŃSKA.
    Michael E.Jones : WPŁYW ŻYDOWSKIEGO REWOLUCJONIZMU NA HISTORIĘ ŚWIATA.
    Czy zatem może dziwić proces od ŻYDOBOLSZEWIZMU,który przejął w działaniu rosyjski rasizm,do ŻYDOBANDERYZMU,który zintensyfikował militaryzację handlu wojną i pokojem w ramach trwającej WOJNY O PIENIĄDZ?!
    ANTYROSYJSKOŚĆ przez pryzmat uznania dla ANTYPOLSKICH,banderowskich,bandyckich korzeni?!
    Tu przywołam księdza ś.p.Jana Kurdybelskiego,”połykacza” książek,które wypożyczałem mu z Biblioteki Ossolineum,który miał swoje zdanie i jego nie ukrywał o poziomie wiedzy młodych adeptów sztuki kapłańskiej.
    Tragiczna śmierć mojego brata Janusza pokazała jak aktualnie we wrocławskich warunkach za KORUPCJĄ KOŚCIELNO-DUCHOWĄ poszła ŚWIECKA.Biskup pomocniczy ksiądz Andrzej profesor Siemieniewski z Kurii Metropolitarnej we Wrocławiu ponad PRAWO KANONICZNE postawił PRAWO KOBIET.W tym dramacie KOBIETA ma PRAWO do :
    1.śmiertelnego podżegania?!
    2.organizowania pochówku w zakłamaniu o rodzaju poniesionej śmierci,stąd jaka jakość modlitwy?!
    3.opłacenia pozbawienia mnie prawa do DYSPONOWANIA grobem moich rodziców i dewastacji nagrobka,który wykonałem,aby wykonać
    niechciany nowy?!

  11. Easy Rider said

    Ad 7,8.
    Na tym rysunku postaci powinny być chyba odwrotnie przedstawione? Bo tak naprawdę, to mamy do czynienia z dezinformacją, że to Trump jest taki potężny, że rządzi Izraelem, podczas gdy jest dokładnie na odwrót.

  12. Isreal said

    ad9 jasne, że odwrotnie ….

  13. AlexSailor said

    Nie wierzę, by ktoś mógł być tak głupi, jak autor udaje.
    Zatem raczej celowe duraczenie Polaków.

    Za wzór stawia bydle prymitywne, kupione przez służby policyjne zdradzieckiego cesarstwa austriackiego,
    zapewne wcześniej kapusia, bo nie podeszli do pierwszego lepszego chłopa i nie namówili go na mordowanie ludzi.
    Nie rabacja, ale rzeź w Małopolsce spowodowana przez agenturę austriacką spowodowała wymordowanie
    polskich elit, jakie by nie były, osadzenie na kolana wszelkich dążeń propolskich i wzmacniających
    zarówno materialnie, jak i duchowo, substancję narodową polską.
    Okrutne mordy na dzieciach, kobietach starcach, elitach, często będących jedynymi ośrodkami
    oparcia ekonomicznego i intelektualnego.
    A oto co piszą w Wikipedii:

    „Rzeź galicyjska rozpoczęła się 19 lutego, choć do pierwszych napadów na dwory doszło już 18 lutego. Zbrojne gromady chłopów zrabowały i zniszczyły w ciągu kilku dni w drugiej połowie lutego 1846 roku ponad 500 dworów w cyrkułach: tarnowskim (tu zagładzie uległo ponad 90% dworów), bocheńskim, sądeckim, wielickim, jasielskim. Chłopi oblegali również miasta, np. Limanową[3] i Grybów. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób (stąd określanie tych wydarzeń terminem rzeź) od ponad 1200 do 3000 osób, niemal wyłącznie ziemian, urzędników dworskich i rządowych oraz kilkudziesięciu księży. Jak ustalił i podkreślał prof. Stefan Kieniewicz, mimo skali wydarzeń, ani jeden Żyd nie padł [ich] ofiarą. Nie atakowano również Niemców”

    Zatem dla autora, wzorem jest sprzedajne bydle, które było narzędziem obcych służb, do wymordowania się wzajemnego
    Polaków.

    PS.

    68 lat później cesarstwo austriackie zapłaciło cenę za tą rzeź.
    Przestało istnieć.

  14. Kapsel said

    Przede wszystkim to upiór Szela był tylko jednym z przywódcow grupy a było ich sporo które przelewały krew kainową i żeby nadać tej rzezi „odpowiedni” wizerunek zrobiono z niego niby przywódcę całości.

    „Precz, precz, ty trup”, „Przęklęty! Maryjo, strać!” – St. Wyspiański

  15. emeryt said

    Do : Easy Rider

    Ad 7,8.
    „Na tym rysunku postaci powinny być chyba odwrotnie przedstawione? Bo tak naprawdę, to mamy do czynienia z dezinformacją, że to Trump jest taki potężny, że rządzi Izraelem, podczas gdy jest dokładnie na odwrót.”

    Zacytuję humor zeszytów szkolnych :

    „Służący nad stawem doił krowę a w wodzie wyglądało to odwrotnie…”

    Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy zauważają takie absurdy i reagują prawidłowo.

    Przecież wszyscy powinni wiedzieć, że w przypadku „współpracy USA z Izraelem „ogon macha psem..”

    Czyżby satyrycy amerykańscy o tym nie wiedzieli ?

  16. andzia said

    re:1
    Co w tym dziwnego, że poseł zadaje rządowi pytanie? A jeszcze dodatek „bez ogródek”. I wstawianie filmiku, z bohaterskim posłem, gdzie się da. Faktyczna degrengolada ze wszystkich stron.

  17. net said

    U mnie na necie prof Modzelewski już drugi raz umiera. A u was?

    https://fakty.interia.pl/polska/news-zmarl-karol-modzelewski,nId,2962204

  18. net said

    Widzi ktoś ten wpis?

  19. Głos Prawdy said

    2. Kojak .

    to taka rasa, gdzie oni są, wszędzie tak samo odnoszą się do ludzi w tym kraju, jak do nędznej siły roboczej, której trzeba używać. poniżać i trzymać z dala od oczy. Po prostu jakiś naród pozwala więcej nad sobą znęcać się, a ktoś mniej, ale nie zajętych przez nich terenów prawie nie istnieje. Oni zabijali swoich, za nic uważali. Okresowo byli karani ze straszliwą siłą jak przy Hitlerze, przy Bogdanie Chmielnickim, ale przywódcom zawsze udawało się uciec, niższe kasty żydów ucierpiały

  20. Kapsel said

    Ad.14

    Jeden z takich przywódców który pracował u pana we dworze i miał się zupełnie dobrze , tak prosił swych kainowych kompanów,gdy jego pan był cięty piłą na dwoje

    … a powoli i ostrożnie,bo to bardzo dobry człowiek …

  21. Easy Rider said

    Ad 15 – Emeryt.
    To jest metoda na szerzenie dezinformacji, na którą dał(a) się nabrać p. Abcdef. Nic się nie wypsnęło. Przekaz dezinformacyjny, który ma trafić do szerokich mas odbiorców, władze „usuwają” czy w inny sposób „prześladują” (a przynajmniej tworzą taką opinię), aby przysporzyć temu przekazowi wiarygodności. Przypuszczam że autor tego rysunku obawiałby o swoje życie, gdyby miał przedstawić prawdziwy obraz sytuacji, tj. kto dla kogo jest pieskiem.

  22. sosna said

    niemiecki żydowski bandzior Jakub Szela naszym bohaterem?

    Żydzi a rabacja galicyjska z 1846 r.: złote żniwa Izaaka Luxenberga
    https://ptto.wordpress.com/2013/03/10/zydzi-rabacja-galicyjska-1846-zlote-zniwa-izaaka-luxenberga/

    niemieckie ludobójstwo Polaków „galicyjskie” 18/19 luty 1846r
    rewolucja galicyjska
    „The Galician Slaughter” also „The Peasant Uprising of 1846” [1] or Szela uprising [2] (German: Galizisches Gemetzel; Polish: Rzeź galicyjska or Rabacja galicyjska) Galician slaughter
    Krwawe zapusty. W Galicji za sprawą Jakuba Szeli

    komendant policji starszy brat Jana Pawła II? Moryc ma broń przeciw Polakom

    the letter of the Prague police commissioner Moritz Deym to minister Sedlnitzki from 19 January 1846 (“We now hold a weapon against Polish nobility, and when all the estates will rise against it, we will mercilessly direct them against it.”),

    https://www.aspen.review/article/2017/szela%2c-the-black-horse-of-revolution/

    Szela, the Black Horse of Revolution
    Wojciech Stanislawski

    Tomasz Szubert, Jak(ó)b Szela. (14)15 lipca 1787 – 21 kwietnia 1860. Wydawnictwo DiG, Warszawa 2014.

    Of course, such a bird-eye view of history cannot be completely accurate: in Castilla it was not Jews, but clergymen who were lassoed, and at Frankenhausen in 1525, until Tomasz Münzer was taken prisoner, the commoners valiantly braved cavalry. Still, almost everywhere in Western Europe from between 13th and 18th century similar spasms of “dark and unpredictable folk” were experienced, single time or repeatedly. But in the 19th and especially the 20th century the theme was usually domesticated, studied, and forgotten: a club of local Marxists took a mythologized leader of a revolt from centuries back as its patron, so that they could dwell on the wrongs suffered by the peasants in their papers, while the great-grandchildren of the mob, whether in the role of farmers or turned into proletariat, usually served as the mainstay of the social order.

    One hundred and seventy years after these events the Poles are still trying to come to terms with them in various ways, most often suppressing—but sometimes hysterically affirming—them. Protagonists of this drama are numerous: selfish and megalomaniac noblemen, who in their larch manor houses, on ottomans worthy of Oblomov, indulged in fantasies about defeating the three strongest armies of contemporary Europe with a shotgun in hand; hosts of Austrian officials and administrators of Galicia, controlling this muddy and hilly land through statutes, mortgage books, and networks of couriers, capable of any intrigue; overly haughty officers; overly chatty noblewomen. But there is only one true hero: the 61-year-old Jakub (Jakób) Szela, an illiterate villager from Smarzowa, the “peasant king.”

    Historian Tomasz Szubert, doctor of the University of Vienna, spent eight years in the archives of the Austrian capital tracking down every possible mention of Szela to find an answer to the question which is still unresolved today, although it already haunted Polish democrats one and a half-century ago: to what extent the revolt of the Małopolska peasantry was “authentic,” and to what extent it was manipulated by Vienna? (And if it was, was it only by Vienna?) Finding the answer is crucial for many reasons, and it is not just about reconstructing the historical truth, lamenting the frustrated hopes of the insurrectionists and of the estimated almost thousand victims of the peasant rebellion (since that time Poland has experienced incomparably more frustrated insurrections or hopes and incomparably more victims). It is about a much more fundamental question: the roots and self-definition of the nation.

    In mid-19th century and in the deplorable situation of the Poles—perhaps the most politically awakened nation of contemporary Europe, lamenting the loss of its homeland, divided between three reactionary empires—no other issue was more urgent. The question “if Poland can achieve independence by itself” was asked almost from the day of the Partitions (this is the title of a pamphlet published in 1800 by Józef Pawlikowski, secretary of Tadeusz Kościuszko), and after the failure of the November Rising (1830– 1831), directed against Russia, but suppressed with a silent support of Berlin and Vienna, it was becoming obvious that it could not be done by using a regular army. If it can be achieved by an uprising, then how to execute it without the support of the peasants—“the locals,” illiterate, living in misery, and tormented with serfdom? How would the descendants of noble families muster the feeling that they were “brothers” and “fellow citizens” of the commoners?

    Polish thinkers and conspirators struggled with this issue for much of the 19th century, neglecting the questions of steam engines, colonies, and capital. Some, like Henryk Kamieński, perfected the theories of “people’s war.” Others, such as one of the greatest Polish historians Joachim Lelewel, creatively transformed old theories about the “nation of the nobility” separate from the rest of Polish inhabitants (according to some this separation was due to their legal status, according to others to their merits, and according to yet others to the mythical origins of the “Sarmathian tribe”), claiming that what should occur in Polish lands was not so much an egalitarian granting equal rights to everyone, but a gradual “raising” of all people to noble status. Radicals, gathered in the émigré Companies of Polish People, postulated an immediate abolition of serfdom and granting the peasants equal rights with all other estates. They smuggled this agenda across cordons to foment an insurrection which would also be a social revolution—and sharing the tragic fate of many noble revolutionaries, they came under the scythes and sticks of Szela and his companions.

    So perhaps in native Polish lands (for the sake of clarity let us omit here the huge question of Ukrainian, Belarusian, and Lithuanian “borderlands” of the former Commonwealth, as well as the local bloody ethnogenesis, occurring throughout the 19th century and early 20th century) only two nations really existed—the “masters,” blue blooded, exploiting, and alienated, and the “local” peasant nation, powerful, most numerous, and up to a point silent, loyal to emperors, and declaring that “my fatherland is my father’s land”? For the noble conspirators, ready for any sacrifice to restore the Commonwealth, this was the greatest nightmare: they were faced with it for the first time in 1846, when the peasant groups declared themselves as “imperials” and ravaged Galician villages in search of “Polish masters” or “ciarachs,” who could be gutted on the spot or, in the worst case, led hog-tied to the district authorities—although the latter solution was not very profitable, for rumors had it that the Austrians paid five florins for a living noble and ten florins for a dead one… It was not just about losing your life and the destruction of your property: it was about the destruction of all hopes, which is well illustrated by the rebels’ ditty, smoothened out but probably not invented by Henryk Słotwiński, a survivor of the massacre: “They won, they won, our gentlemen, / They won their homeland flailing the enemy in the head. / I will sit on his throat, I will rip out his guts, / I will be the gentleman in his place.”

    In Galicia itself matters took a course which would gain the acceptance of Hegel: after a month of peasant Saturnalia the army restored order, and the “peasant king” first landed in house arrest and then received a property at the other end of the Empire, in a Carpathian range today belonging to Romania. Almost exactly two years later, in face of the incipient Spring of Nations, an imperial edict from 17 April 1848 abolished serfdom. Two generations later it was in the Austrian partition zone, liberal and increasingly benevolent towards the Poles, that the first Polish peasant parties were formed, the descendants of villagers started to go not only to religious orders and seminars (which until the middle of the 19th century represented the only “path of advancement” open to them), but also to military schools and to universities, and sometimes even became professors, and those, who despite all that found it too hard amid the famous Galician misery, ventured across the ocean, forming the core of the several-million-strong Polish job migration in the United States and endowing the émigré community there with a native peasant character. And those raised in the manors tried to preserve appearances by saying in Stanisław Wyspiański’s The Wedding (1901), one of the greatest Polish dramatic works, the countlessly often quoted words which could (and perhaps at some point will) become the motto of the Polish school of psychoanalysis, studying the defense mechanisms of acting out, suppression, and denial: “We have forgotten everything; / My grandfather was cut with a saw… / We have forgotten everything. […] My father was stabbed somewhere, / clubbed, shoved; driven over ice with sticks and hoes, all bloodied.”

    The thing is that as every reader of Dr. Freud (a native of Galicia) knows, no suppression can be done with impunity—and especially one which we are constantly aware of (like the Host and Poet in the quote above). It means that Szela remains present on the margins of Polish awareness. What is more, we could venture a claim that at least until 1918 (and perhaps even after that date) he was present on the pages of Polish literature more often than any other real-life representative of the „third estate.” It is true that a number of paeans celebrated the heroes of the Kościuszko Insurrection (1794): Jan Kiliński and Bartosz Głowacki. The positivists, bemoaning the wrongs suffered by peasants, created an entire gallery of clichéd, but sometimes endearing peasant silhouettes, formerly known mainly to secondary school graduates and today only to specialists. How about Szela and his accomplishment?

    This theme merits a separate anthology. The experience of the Galician revolt may be heard in the argument between the two greatest poets of the romantic epoch, Zygmunt Krasiński and Juliusz Słowacki. Just a few weeks after the massacre, Kornel Ujejski will publish “Chorał” containing a phrase deeply ingrained in the collective memory: “Other devils were active there.” Wyspiański tormented himself with the revolt not only in The Wedding, but also in the today forgotten rhapsody “Piast. Rok 1846,” while Stefan Żeromski devoted his only dramatic piece („Turoń”, 1923) to Szela. An epic poem about Jakub Szela will be written (in 1926) by the greatest talent among the Polish 20th-century poets seduced by Communism, Bruno Jasieński—with prosody which still makes you shudder: “Snow came. Frost caught. / The escaped man grew into the frost. / Blood from the mouth—an ace of hearts. / Fog of sparks over the firewood.”

    Also the historians of that period made attempts at vindicating Szela: in the 1930s Michał Janik, Piotr Rysiewicz, and even the already very old intellectual ex-leader of Galician conservatives, Michał Bobrzyński, started the first thorough archival research, intended at recovering other testimonies from the era than the accounts of the shaken nobility.

    Significantly, however, they failed to develop a “white legend” which would offer an alternative to the image of a “bloody ghost:” neither Jasieński, nor the committed historians, nor the radical activists of the peasant movement in the interwar period managed to overcome the horror triggered by shedding fraternal blood. Even the Communist propagandists, which were not known as particularly enamored with the traditions of the landed nobility, for some mysterious reason tended to avoid the subject of Szela: his native village Siedliska-Bogusz was ultimately not renamed as Siedliska-Szela, no monument to him was erected in Tarnów, and probably the only street bearing his name was the former Hohenzollernplatz in Wrocław: after 1989, to the relief of the inhabitants, it was innocently rechristened “Bird Grove Square.” To make matters worse, even in the powerful play by Paweł Demirski In the name of Jakub S. (2011), dealing with the miseries of the Polish precariat, the radical from Galicia appears as a symbolic figure, the „possibility of carnage” which will neither materialize, nor bring liberation.

    And what do we learn from the biography by Tomasz Szubert, setting a new standard of research on the Galician rebellion for many years to come? The Wrocław-Vienna historian went to extraordinary lengths, looking through the annals of several dozen Polish and Western European press titles from the middle of the 19th century, reconstructing (from registry books) partially burned files of the Österreiches Staatsarchiv, gaining access to parish books, rummaging through antique shops in search of mock medals dedicated to “Metternich and Szela” by horror- stricken Polish emigrants.. He established dozens of facts, from such elementary ones (neglected for one and a half century!) as the date of Szela’s death (21 April 1860, but the place of his burial still remains unknown), questions of his lineage, marriages, participation in the “sobriety movement” in the 1830s (perhaps the first social initiative to speak of in the backwater Galicia), or the hour by hour reconstruction of the events in the crucial days 19, 20, and 21 of February 1846, when the noble Bogusz family, with which Szela had a bone to pick, was murdered in Siedliska.

    Perhaps the most interesting and certainly the most far-reaching is another hypothesis, put forward for the first time on the pages of Kwartalnik Historyczny in 2013: it is highly probable (although requires further research) that the Galician massacre, being in the best interest of all three partitioning courts, was organized with a significant involvement of at least two powers: Russia and Austria. The author places the origins of this intrigue in 1833, when the Holy Alliance was restored in Münchengrätz in order to stem the scourge of the “Polish committees“ (that is Polish conspirators); the agreement was to be finalized in late autumn of 1845, during the visit of Tsar Nicholas I in Vienna. The idea of provoking an uprising of the nobility, suppressing it with peasant hands, and as a consequence stamping out the activity of the Poles for at least a few years, and also the idea of Austrian territorial gains (the Free City of Kraków), and strengthening of the image of Russia as the mainstay of justice and traditional order, must have seemed nice both to Metternich and his Russian partners.

    Other sources quoted by Szubert—from the letter of the Prague police commissioner Moritz Deym to minister Sedlnitzki from 19 January 1846 (“We now hold a weapon against Polish nobility, and when all the estates will rise against it, we will mercilessly direct them against it.”), to lists of expenses, and the career of the Tarnów alderman Joseph Breinl, who oversaw the entire “Galicia Operation”—read a bit like the fiction by le Carré and a bit like Teodor Parnicki’s Death of Aetius. For now we can still treat this hypothesis as political fiction, but we could also reflect on the devilish efficiency of the “divide et impera” method when used against Poles.

    And yet the gallery of Szela’s portraits still gives you food for thought, and the dilemma if we are dealing with an antisocial rebel or with a would-be leader of the „second Polish nation” remains relevant. One clue seems particularly alarming, namely Jakub’s hairstyle and physiognomy: the hair partly combed on the forehead and dropping on the back of the neck, two strands almost covering the ears, a narrow moustache just over the upper lip, and the eyelids slightly drooping on bluish-green eyes—this is the most faithful possible image of an average Polish footballer, builder, and above all the two titans of disco-polo: Zenon Martyniuk and Sławomir Świerzyński.
    Wojciech Stanislawski

    Wojciech Stanislawski is a historian and a columnist. His main topics of interest include Polish intellectual history in 20th century and nation-building processes in Bosnia, Macedonia, and Kosovo. Until 2017 he was the editor of Plus Minus, the weekend edition of Rzeczpospolita daily. Recently he joined the Polish History Museum. In 2016 he published the translation of Solomon Volkov’s Magical Chorus: A History of Russian Culture from Tolstoy to Solzhenitsyn.
    http://gazetachicago.com/rzez-wolynska-a-zydowskie-korzenie-pis/

  23. sosna said

    Tarnów – mogiła ofiar rabacji

    Położenie: tuż przy kwaterze zasłużonych na Starym Cmentarzu

    Projektant: Jan Mazur

    Rok: 1998

    Odwołane powstanie w II 1846 r. zaowocowało jednym z bardziej ponurych wydarzeń rozgrywających się w Polsce w XIX w. Na wracających z punktów zbiórki powstańców 19 II 1846 r. (gdyż nie doczekali się sygnału rozpoczęcia powstania), wśród których przeważali właściciele ziemscy spod Tarnowa napadli okoliczni chłopi. Pojmanych bito, wręcz katowano i zwożono do Tarnowa, gdzie nagradzali ich starosta wraz z urzędnikami. Na skutek agitacji władz austriackich, szczególnie Józefa Brainla von Wallensterna zdezorientowani chłopi, którym wmówiono, że powstańcy będą chcieli zwalczyć przygotowywane przez Wiedeń zniesienie pańszczyzny i poddaństwa. Akcja dezinformujmąca, brak należytej agitacji prowadzonej przez emisariuszy powstańczych i różnice klasowe zaowocowały krwawymi wydarzeniami, które przeszły do historii pod nazwą rabacji galicyjskiej, rabacji tarnowskiej lub „lutowych zapustów”. W dniach 19 – 22 II rabacja zbierała swe krwawe żniwo niemal we wszystkich wsiach tarnowskiego cyrkułu. Niszczono dwory i palono dobytek, zabijano ziemian, księży, służbę i innych pracowników dworskich. Ogółem w Tarnowskiem spalono ponad 140 dworów, zabito około 700 ludzi (na 1000 w całej Galicji).
    Nie wiadomo dokładnie, ile osób pochowanych zostało we wspólnej mogile ofiar tych wydarzeń. W księgach metrykalnych jest około 50 nazwisk. Inne źródła mówią o 53, inne o 146 zabitych zwiezionych do Tarnowa. Wspólna mogiła, o wymiarach mniej więcej 17 m kw. przez długie lata nie mogła doczekać się pomnika, a nawet pamiątkowej płyty. W latach 60-tych XIX w. właściciel fabryki maszyn rolniczych w Tarnowie, Franciszek Eliaszewicz ufundował drewniany, dębowy krzyż.

    Niezbyt rzucający się w oczy pomnik, trochę za niski, zawiera oryginalną płytę nagrobną właściciela Olesna Karola Kotarskiego, którego rodzina jako jedyna otrzymała pozwolenie na taki rodzaj upamiętnienia. Na pomniku znajduje się jeszcze granitowa płyta, na której widnieje alfabetyczny wykaz ofiar spoczywających w grobie. Wykaz opracował tarnowski historyk Antoni Sypek

    Napis na nagrobku: TU/ SPOCZYWA/ KAROL KOTARSKI/ w 54 roku życia swego/ d. 20 Lutego 1846 r./ Pozostała Rodzina i Dzieci/ Najlepszemu Ojcu

    Napis na tablicy: I RZEKŁ: CÓŻEŚ TO UCZYNIŁ? GŁOS KRWI/ BRATA TWEGO WOŁA KU MNIE Z ZIEMI ! GEN:4,10/ TU SPOCZYWAJĄ OFIARY RABACJI 1846 R/ BARANOWSKI LUDWIK/ BRZEZIŃSKI JÓZEF/ KS. CIECZKIEWICZ WOJCIECH/ CHRZĄSTOWSKI ALEKSANDER/ CHRZĄSTOWSKI EDWARD/ DEMBIŃSKI ELIASZ/ DULĘBA FRANCISZEK/ DZWONKOWSKI IGNACY/ FOX WŁADYSŁAW/ GÓRSKI JAN/ GÓRSKI KAZIMIERZ/ HNATOWSKI LUDWIK/ IWANIEC WALENTY/ JAKUBOWSKI FELIKS/ KAMIŃSKI ROMAN/ KIRNAR MACIEJ/ KLECZKOWSKI FRANCISZEK/ KŁOBUKOWSKI STANISŁAW/ KONOPKA PROSPER/ KOTARKI KAROL/ KOŻUCH JÓZEF/ KUNASZEWSKI JÓZEF/ LISOWSKI CYPRIAN/ MROZIŃSKI N./ NIEDZIELSKI N./ NOWIŃSKI KAZIMIERZ/ ORACZEWSKI STANISŁAW/ PANKIEWICZ FRANCISZEK/ POMIANKOWSKI BALTAZAR/ POSOKIEWICZ FRANCISZEK/ PRZETOCKI JULIUSZ/ RAMULT JAN/ RÓŻYCKI ALEKSANDER/ RÓŻYCKI ROMAN/ RZECHAK WACŁAW/ SAMULEWICZ JÓZEF/ SMOLIŃSKI IGNACY/ SOŁTYS WINCENTY/ SROCZYŃSKI FERDYNARD/ SROCZYŃSKI MICHAŁ/ STĘCZYŃSKI FRANCISZEK/ O. SZLOSARCZYK RAFAŁ/ SZUMAŃSKI ALBERT/ TOMASZEWSKI N./ WAREMSKI N./ WOLSKA DOMICELLA/ WOLSKI ONUFRY/ WOJAKOWSKI JÓZEF/ WÓJCICKI MICHAŁ/ VAYHINGER JÓZEF/ ZARĘBSKI MARCIN/ ZAWADZKI LUDWIK/ ZIEMIAN WOJCIECH/ I INNI

  24. sosna said

    https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82uchoniemcy
    Czy chłopi galicyjscy to byli i są „Polacy”?
    • WaldDeutsche, Walddojcze, Głuchoniemcy

    https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1379848,Rabacja-galicyjska-czyli-masowa-rzez

    W nocy z 18 na 19 lutego 1846 rozpoczęła się masowa rzeź ziemian, która przeszła do historii pod nazwą pruskiej austriackiej rabacji galicyjskiej.

    Intryga austriackiego zaborcy

    W latach 40. XIX wieku w środowisku emigracji polskiej narodziła się idea przygotowania kolejnego zrywu niepodległościowego. Ogólnopolskie powstanie miało objąć wiosną 1846 roku Galicję, Wielkie Księstwo Poznańskie i Królestwo Polskie.

    Jednak wskutek przecieków policja pruska i austriacka doskonale wiedziała o potajemnie snutych planach

  25. Easy Rider said

    Artykuł byłby jeszcze do przyjęcia, gdyby nie końcowy fragment, propagujący „nowego Szelę” jako odnowiciela polskiej sceny politycznej.

    Autor nie zauważa, a może ze względu na wiek nie pamięta z autopsji, że już w historii III/IV RP mieliśmy takiego „Szelę” – mianowicie Wałka-Bolka, który dokonał w sensie politycznym właśnie takiej jakby rzezi polskich elit, propagując prymitywny, wręcz chamski styl sprawowania władzy. Ale czy nam to wyszło na dobre? Czy autor sugeruje więc oczekiwanie na kolejnego Wałka?

  26. hulajdusznik said

    „Austriaccy żołnierze skupują od galicyjskich chłopów głowy wymordowanych polskich panów” – informował podpis pod tym francuskim stalorytem z XIX w. obrazującym rzeź w Galicji.
    _________________________________________________________________________________________________________________________________________________

    Według mojego odczucia i rozeznania to niejaki Eugeniusz Onufryjuk jest kolejnym ychnim agentem. Świetnie manipuluje mieszanką prawdy i fałszu, wykorzystując panujące nastroje, definiuje, nakierowywuje, napuszcza. Nawołuje do odstrzału „elit”, które zapewne przez unych już są do odstrzału przeznaczone. Nie martwcie się – uny mają w zandrzu całe magazyny „nowych” kukieł, arlekinów, pacynek, pajaców, laluniów, marionetek. Najlepiej, aby odbyło się to „odstrzeliwanie” rękami durnego polskiego plebsu, czy mniej wartościowego narodu tubylczego, jak chcą niektórzy „zmiennicy”. Kurwa! Od wieków ten sam scenariusz!
    _________________________________________________________________________________________________________________________________________________
    W 1846 roku Austriacy (czyli Niemcy) rozpuścili po cyrkule plotkę o zbliżającym się powstaniu i planowanym przez polską szlachtę rzekomym, masowym mordowaniu chłopów i żydów. Zaniepokojone całą sprawą miejscowe parchy: Mendel Fenchel, Mojżesz Klappholz oraz Izrael Salamon złożyli donos do starostwa. [Karczemne Garbulce od zarania pełnili funkcje szpiegowskie.] W jego konsekwencji 10 lutego doszło do kilku rewizji i aresztowań na terenie Ryglic. Donosiciele otrzymali od starosty Josepha Breinla (prawdopodobnie również Garbulec wżeniony w Austriaków) nagrodę. Aby zapobiec wybuchowi powstania niepodległościowego, organizowanemu przez polską szlachtę, ów Breinl prowokacyjnie wykorzystał antyszlachecki ruch chłopski w Tarnowskiem i skierował go przeciw ziemiaństwu. W dniu 16 lutego 1846 roku starosta Breinl zwołał na 18 lutego do Tarnowa zebranie wójtów i przedstawicieli chłopstwa. Na spotkaniu, gdzie zgromadziło się ok. 70 osób za obietnicę rychłej poprawy ich sytuacji (zniesienie pańszczyzny) polecił, aby rozbrajali powstańców i odsyłali ich żywych lub martwych (!) do siedziby cyrkułu w Tarnowie. Apelując do ludu o pomoc, Breinl utwierdzał go w przekonaniu, że władze nie będą przeszkadzać w rozprawieniu się ze szlachtą. Po rzezi galicyjskiej starosta Breinl otrzymał Krzyż Leopolda oraz posadę radcy gubernialnego w Brnie. W 1846 roku Jakub Szela (takie polskie imię) kierował w okolicach Jasła wystąpieniami chłopskimi przeciwko właścicielom rodzinnej wsi Smarzowy – Boguszom. Rychło zapanował (niby on) nad większym terytorium. W rzeczywistości „rozkazy Szeli” przekazywali żydowscy karczmarze. Agresja chłopów skierowana była przeciwko polskim panom, właścicielom majątków ziemskich (dworków), i związanym z nimi urzędnikom (zwanych m.in. „ciarachami”, „surdutowymi” czy pogardliwie „panami-Polakami”), a sporadycznie też przeciw księżom. Ich furia uderzyła we wszystkich niebędących chłopami. Dziwnym zbiegiem okoliczności oszczędzono wszystkich Niemców i żydów. Zbrojne watahy chłopów zrabowały i zniszczyły w ciągu kilku dni ponad 500 szlacheckich gniazd w cyrkułach: tarnowskim (tu zagładzie uległo ponad 90% dworów), bocheńskim, sądeckim, wielickim, jasielskim. Żeby zginąć, wystarczyło chodzić w surducie. Chłopi bili aż do śmierci, najchętniej drągami, cepami, widłami, siekierami, piłami, często pastwili się jeszcze nad zwłokami. Nie brak opisów kaleczenia ofiar szkłem z rozbitych okien, obcinania piłą członków, wypalania oczu. Chłopi oblegali również miasta, np. Limanową i Grybów. Zamordowano, często w bardzo okrutny sposób, od ponad 1200 do 3000 osób, niemal wyłącznie ziemian, polskich urzędników dworskich i rządowych, a także kilkudziesięciu księży. Gdy powstanie krakowskie zostało stłumione w zarodku i chłopi przestali być potrzebni Austriakom, wojsko przywróciło spokój. Osławiony dowódca mordów galicyjskich Jakub Szela został internowany, a następnie przesiedlony na Bukowinę. Tam dali mu w nagrodę gospodarstwo. Bardzo szybko w Galicji zapanował spokój, jednak długo jeszcze pamiętano o rzezi. Wart głębokiej zadumy jest fakt, że krwawe wystąpienia chłopskie miały miejsce tylko tam, gdzie rozwinął się propagowany przez Kościół katolicki masowy ruch trzeźwości, który w ciągu roku przyniósł spadek spożycia alkoholu do kilku procent wielkości wcześniejszej, co bardzo boleśnie uderzyło w podstawy egzystencji żydowskich karczmarzy i producentów napojów alkoholowych. Dziwne w tym kontekście wydaje się szczególne miejsce cesarza w świecie wyobrażeń galicyjskiego chłopstwa – był on traktowany jako opiekun i rzecznik praw ludu. Taki stan rzeczy zaistniał dzięki fortelowi zaborcy, który dla usprawnienia ściągalności podatków wpierw zmusił polską szlachtę do pełnienia roli fiskusa w imieniu cesarza, a następnie urzędnikom administracji cesarskiej nakazał udawanie obrońców gnębionych włościan. Chłopi w ten oto sposób w wysłuchujących ich skarg cesarskich urzędnikach zaczęli upatrywać prawdziwych obrońców. Przychodzące na wieś za pośrednictwem tychże urzędników rozporządzenia cesarskie przekonywały, że „Najjaśniejszy Pan” pamięta o swych chłopskich poddanych.

    Jest to tylko jeden z przykładów bratobójczej rzezi między Słowianami, braćmi krwi, sąsiadami. Wstręt i nienawiść Polaków do „Upaińców” i vice versa, którą się dziś celowo przypomina i podsyca, miała z czego brać przykład. A przykład urodzili Niemcy na naszym podwórku. Polscy chłopi dokonali równie potwornej rzezi, jak ta na Wołyniu. Też rżnęli piłami żywych ludzi. Też rozcinali brzuchy kobietom i gwałcili. I też rozbijali główki dzieci o ściany i drzewa.
    Bandera i Szuchewycz nie byli Słowianami, mieli trochę inne pochodzenie, o czym ci biedni edukacyjnie dzisiejsi „Ukraińcy” nie wiedzą. Nie wiedzą oni też, że sami są potomkami polskich chłopów, przybyłych na tereny Dzikich Pól w wieku XVI w celu zasiedlenia terenów, na których w znacznym rozproszeniu żyło zaledwie ćwierć miliona ludzi – mówiąc delikatnie – niecywilizowanych. Nie wiedzą, że tzw. nienawiść polsko-ukraińską zainicjowali Austriacy (czyli Niemcy), będący tam naówczas „gospodarzami”. Arcybiskup Andrij Roman Szeptyckyj, ojciec duchowy współczesnej nacji ukraińskiej, brat rodzony Stanisława Szeptyckiego, generała broni Wojska Polskiego (tego, który przyłączał Śląsk do Polski), nie był żadnym Ukraińcem, był wnukiem hrabiego Aleksandra Fredry. Ukraińcy, których tak łatwo zmanipulowali wówczas korzenni, nie wybudowali na terenach, którym spisano i pisze się nadal fałszywą historię, ani jednego miasta, ani jednej drogi, mostu czy fabryki do 1945 roku! A i potem budowali tam głównie Rosjanie. A kto rządzi dzisiejszą „Ukrainą”? A kto rządzi dzisiejszą „Polską”? Najpierw zadajcie sobie te podstawowe pytania, a potem dopiero następne.

    Po co o tym piszę? Bo to stara sztuczka, stosowana w celu zniewolenia ludzi wraz z ich własnym terytorium i majątkiem. Przelana, zwłaszcza bratnia krew, wżera się w pamięć kilku pokoleń. A odpowiednio stymulowana i podsycana nawet dłużej. Potem dopisuje się przy okazji takie rzeczy, jak patriotyzm, o których znaczeniu niewielu z tych zezwierzęconych albo przymuszonych tępych uczestników tamtych potworności miało w ogóle pojęcie. A czym jest dzisiejsza edukacja pod ychnim patronatem? Szerzeniem tępactwa.

    Zanim cokolwiek głupiego napiszesz, drogi czytelniku, pamiętaj, że w żyłach tych biednych ludzi, żyjących tam na polskiej „Ukrainie”, płynie też polska krew. Trzeba edukować, a nie nienawidzić lub taką nienawiść podsycać. Zbrodnia, to zbrodnia! Wokół tego nie powinno być żadnych durnych dyskusji. Zbadać, osądzić, skazać (nawet pośmiertnie) wszystkich winnych – wszystko. Tu nie ma miejsca na jakieś, często cytowane, „przeprosiny”, czy inne ychnie manipulacyjne bzdury! Jak można przepraszać za jakąkolwiek zbrodnię?! Nie dajmy się zwariować! Zanim jednak zaczniemy sądzić, musimy mieć własne sądy, a żeby mieć własne sądy, musimy mieć własny rząd, a żeby mieć własny rząd, musimy mieć własny kraj, a żeby mieć własny kraj, musimy wyprosić grzecznie z niego „gościa”, który się tu troszeczkę zasiedział i zapomniał, że jest tylko gościem.

    Wiem, nie posłucha.

  27. NICK said

    Nie myśl.
    Sobie. (26).
    Że NICK’t Cię nie czyta.

  28. Zenon K. said

    Ad.23 Pomnik chłopskich ofiar szlacheckiego okrucieństwa nigdzie w Polsce nie stanął. Ani za mały, ani w ogóle. A gdyby miał stanąć, nazwisk ofiar się na nim nie wyryje, bo o zakatowanych „mówiących narzędziach” imiennie nigdy „panowie” nie wspominali w swoich pismach. Ani o dzieciach chłopskich, przedwcześnie z głodu „zdechłych” (którego to określenia użył niejaki Garczyński, skądinąd „ludzki pan”).

    Banda warchołów i okrutników w kontuszach z tarnowskiego zebrała to, co wytrwale siała od stuleci. Nie hurtem- ludzcy panowie rabację przetrwali nie tracąc włosa z głowy.
    Potępia się tu w czambuł chłopstwo, że z podpuszczenia Austriaków zrobiło to, co leżało w ciasno rozumianym interesie tego stanu. Ok. Ile razy Polskę z rozmysłem zdradziła i sprzedała szlachta- i to nie jak tarnowscy chłopi- w obronie zagrożonej fizycznej egzystencji i w buncie przeciw upodleniu, ale dla zbytków i luksusów? Zabrakłoby miejsca na wołowej skórze.

  29. NICK said

    Nowocześnie pisząc, P. Zenonie K.
    Jest Pan mało współczesny.
    A jest Pan Prawdziwy jak Wiara.

  30. emeryt said

    A więc – która z przedstawianych tutaj prawd jest najprawdziwsza ?

    Może właśnie ta :

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/02/polskie-majatki-trafialy-w-rece-zydow-za-zdrade-polski/

  31. emeryt said

    A może jednak ta :

    https://wolna-polska.pl/wiadomosci/zyd-chlop-2014-05

  32. Rokitnik said

    Bylem we wsi SMARZOWA w woj Tarnowskim i widzialem miejsce gdzie mieszkal Jakub Szela. ( miejscowi mawiali, ze tam nadal straszy)

    Rozmawialem z mieszkancami tych okolic i nasluchalem sie o tamtych zbrodniach nie z tego co w ksiazkach pisali ale z punktu wiedzenia miejscowego potomka chlopskiego? Ma racje ten co napisal, ze „pany sobie na te niedole przez lata cale bicz zemsty gromadzili „?!!
    BUNT byl okrutny w nie wyobrazalnej wowczas msciwosci. Potrzebna byla tylko gwarancja nietykalnosci RABACJI a te, zagwarantowaly Garnizony Austryjackie. By ten ” glejt otrzymac”Jakub Szla piechota poszedl do Wiednia..Ponoc przyjol go sam Cysorz Franciszek? I tam zapadly decyzje KOGO ma siegnac smierc Oczywiscie PANA gnebiciela i k a z d e g o, kto sie tej sprawiedliwosci dziejowej przeciwstawi. Stad gineli tez Ksieza Kosciola Katolickiego !
    Wlos nie spadl z glowy Zyda,,Szkota czy Niemieca..Sam Szela, za poniesione zaslugi zostal osadzony przez Austryjakow na Wegrzech,
    Nigdy nie wrocil w swoje strony..

  33. bart_w said

    Ad 1.

    Zauważmy, że nigdy suma roszczeń nie została sformułowana. Mówi się od 65 miliardów do biliona złotych. A apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czemu nie dwa biliony.

    Takoż pamiętajmy, że uległością nigdy się nie załagodzi ciemiężyciela.

    Takie sobie gadanie, bo już zapóźno na cokolwiek.

  34. Joannus said

    Ad 32
    Tylko czekać jak następny mundry znafca niedoli chłopów uzasadni , że Lachy doświadczone ludobójstwem wołyńskim ” sobie na te niedole przez lata cale bicz zemsty gromadzili”. A zaraz jakiś klakier obwieści wszem i wobec, że to szczera prawdę.

  35. Zenon K. said

    Ad.34 Jak chcesz mnie atakować, to kombinuj coś nieco wyższych lotów, niż takie, wyjątkowo durne „przewidywania”. Kolejny miłośnik szlachetczyzny, herbu 2 psy na tarczy.

  36. Easy Rider said

    Ad 28 – Zenon K.
    Jeśli dobrze rozumiem, jest Pan zwolennikiem lansowanej w PRL-u wersji historii, gloryfikującej Szelę jako bohatera „walki z pańszczyźnianym uciskiem chłopów”? Były nawet plany zamiany nazwy miejscowości Siedliska-Bogusz na „Siedliska Szeli”.

    Dla zapoznania się z autentyzmem tamtych wydarzeń, proponuję przeczytać zacytowany poniżej fragment ciekawych w całości „Pamiętników Jana Słomki”, wójta wsi Dzików (dzisiaj Tarnobrzeg), gdzie jest również mowa o roku 1846 – z nadzieją, że może zweryfikuje Pan swój pogląd na tamte wydarzenia. Po przeczytaniu całości, można również dowiedzieć się, jak dobrze układały się relacje między dworem i włościanami, o czym świadczy fakt, że ci ostatni byli gotowi zbrojnie bronić dwór przed „czerniawą”. Pańskie stwierdzenie, że ludzcy panowie rabację przetrwali nie tracąc włosa z głowy należy włożyć między bajki – proszę porównać fragment z komentarza [20], który przeszedł do legendy:
    … gdy jego pan był cięty piłą na dwoje
    … a powoli i ostrożnie,bo to bardzo dobry człowiek …
    .

    Tutaj całość „Pamiętników Jana Słomki”:
    http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka.html

    a tutaj wymieniony fragment dot. rabacji galicyjskiej:
    http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka-01.html#sec_1_03

    Z tego, co już sam z dzieciństwa zapamiętałem, najważniejsze wspomnienie odnosi się do roku 1846, do t. zw. rabacji galicyjskiej. Pamiętam, jak przez sen, jak ojciec mój wpadł do izby — a właśnie był u nas zabity wieprzek — i wołał do matki i babki: »Gotujta tę wieprzowinę, niech dzieci jedzą i wszyscy, a resztę trza zakopać, bo rabacja idzie, to wszystko zabierą, a i nas zabić mogą!«. Wtenczas całą noc nie spaliśmy, tylko wszyscyśmy płakali, i wielki był strach w domu.

    Z późniejszych lat pamiętam dobrze, jak starsi opowiadali u nas w domu i na różnych zabawach, że w owych dniach rabacji hrabia zwoływał gospodarzy ze wsi, należących do niego, i prosił, żeby byli razem z nim do obrony, jakby co wypadło. Gospodarze wszyscy przyrzekli, że pójdą w obronie i w zamkowej kuźni ładowali kosy i inną broń do tego. Plan był ułożony taki, że jakby szła czerniawa w te strony, to miał wyjść do niej ksiądz z monstrancją i wszystek lud w procesji z chorągwiami, z Miechocina ku Kajmowu, i wzywać, żeby się wrócili, a gdyby tego wezwania nie usłuchali, to byłaby bitka.

    Chronili się wtedy ludzie z innych dworów do zamku dzikowskiego, wszyscy jechali przerażeni, a między innymi jakaś pani, która leżała na bryczce z głową zwieszoną i zakrwawioną, a koło niej krzyczały dzieci. Na koniach piana stała, bo podobno panią tę napadli na drodze od Mielca i byliby zabili, tylko furman podciął konie i ocalił ją.

    Nie było wtedy poczt, jak teraz, a począwszy od Baranowa ku Mielcowi, gdzie się już rabacja zaczynała, stały warty chłopskie po karczmach, tak, że nikt tam ani nazad nie mógł przejść ani przejechać, nie było przeto dokładnej wiadomości, co się dzieje za Baranowem. Więc dwaj gospodarze z Miechocina: Wawrzyniec Kozieł i Paweł Wiącek, poszli wysłani przez hrabiego, ażeby przedrzeć się ku Mielcowi i przynieść stamtąd wieści. Gdy doszli do Nagnajowa, już im tam ludzie doradzali, żeby się nazad wrócili, bo może być źle z nimi, ale oni na te przestrogi nie zważali i poszli dalej. Zaledwie jednak przyszli do Annopola, w blizkości Padwi, zastąpili im tam chłopi na drodze przed karczmą, a uznawszy za »szpiegów wysłanych przez panów«, bili w okropny sposób i mordowali i na miejscu obu zabili, i tam przy drodze pogrzebali, — gdzie też dotychczas znajduje się mogiła, przy teraźniejszej szosie krajowej.

    Opowiadali starsi, że czerniawa, należąca do rabacji, szła od wsi do wsi i wszędzie zabierała chłopów ze sobą, i w ten sposób tworzyła się coraz większa banda, a jakby niechciał kto z nimi iść, to bili i zabijali. Ale w każdej wsi było dosyć takich, co chętnie do nich przystawali: jedni dla rabunku, inni chowali różne zemsty za pańszczyznę, a zresztą robiła swoje wódka, bo gdzie zdybali karczmę, to pili, co się dało, a czego nie wypili, to po pijanemu rozbijali i wylewali.

  37. abcdef said

    Re: 8, 9 i do Panów, krórzy komentowali na temat obrazka:

    Proszę zauważyć, że Trump na obrazku jest niewidomy i prowadzi go pies, jak często widzimy w przypadku osób niewidomych.

    Jakub Szela był prowadzony przez agentów austriackich. Stąd mój komentarz @8 i obrazek.

  38. Zenon K. said

    Ad.37 Jednak Pan nie rozumie. Mój wpis nie ma nic wspólnego z peerelem. Bardziej z przyczynami rabacji, narastającymi od setek lat. Jak na bunt niewolniczy, sam fakt, że Eufrozynie de domo Boguszowej (z tych Boguszów, co to chłopów torturowali i mordowali) zupełnie nic się nie stało, świadczy, że nie była to taka ślepa furia, jak ją zwolennicy haniebnego niewolnictwa w Polsce chcą kreować.

  39. Marucha said

    Pan Zenon K., jak mi się wydaje, w żaden sposób nie usprawiedliwia okrucieństw rabacji Jakuba Szeli – a jedynie przypomina, w jaki sposób szlachta postępowała z chłopami/

  40. Easy Rider said

    Ad 39 – Marucha.
    Z wypowiedzi p. Zenona K. nie wynika jednoznacznie taki wniosek (wydaje mi się, że tym samym jednak usprawiedliwia). Natomiast ten sposób argumentacji jako żywo przypomina stosowane przez upadlińców usprawiedliwianie rzezi wołyńskiej.

  41. Easy Rider said

    Ad 37 – Abcdef.
    Nie skojarzyłem ciemnych okularów Trumpa z przedstawieniem go jako niewidomego, gdyż niektórzy noszą takie okulary po prostu dla bajeru, co akurat pasuje do osobowości T.

    Uważam ponadto takie rozumowanie za nadinterpretację, bo jeśli chodziłoby o to, że Nietenjahuy prowadzi niewidomego Trumpa jako ślepego na smyczy – to wtedy nie byłby przedstawiony w postaci jamnika, gdyż sugeruje to pieska pokojowego, wyprowadzanego na spacer. W charakterze psów-przewodników niewidomych są bowiem wykorzystywane psy większe i szlachetniejszych ras.

  42. Zenon K. said

    Ad.40. Tam nie ma żadnej „argumentacji”, ani „usprawiedliwienia”. Choćby dlatego, że według mnie, jako historyka, nie da się postawić obok siebie dwóch tych wydarzeń, rozdzielonych stuleciem, w różnych obszarach i z różnych przyczyn powstałych. Niezależnie od chęci, czy niechęci do takich zestawień. Uczepiliście się obaj Wołynia, jak pijany płotu.

    Rabacja, jakby jej nie oceniać, przyniosła jedno- najszybsze z wszystkich zaborów odejście od pańszczyzny, jako fundamentu niewolnictwa w Polsce. Było więc de facto zdarzeniem niezwykle dla setek tysięcy Polaków korzystnym. I jeśli spadło przy tym parę setek łbów dziedzicznych nierobów, to trudno.

    Przy okazji rabacji okazało się, że szlachta nie ma kompletnie jaj do tego, by obronić choćby podstawę swojego próżniaczego życia i pańszczyznę przywrócić. I te szlacheckie cipy chciały niepodległość wywalczyć? Śmiechu warte. Za to się potomkowie „chamów” wziąć musieli.
    Solidarność ziemiaństwa okazała się taką, jak wśród pospolitych przestępców- czyli żadna. Nie przyjechała żadna trójzaborowa szlachecka ekspedycja, by tarnowskie chłopstwo od nowa ujarzmić.

    Rządy szlachty w Polsce i na Litwie były najpoważniejszą przyczyną rozbiorów.Tak tylko przypominam, jeśli szukalibyście w sobie szlacheckiej krwi (bo nazwisko na -ski się kończy!), a nie dość Wam było tej, którą macie w sobie po gwałtach jaśniepanów na waszych chłopskich praprababkach.

  43. Kapsel said

    …… co ci przypomina ,co ci przypomina , widok znajomy TEN……. :

  44. Zenon K. said

    Ad 43. Nie ma to, jak porównać brutalnie traktowanych, utrzymywanych w ciemnocie i zacofaniu, wegetujących na krawędzi śmierci głodowej chłopów z komunistami, a ich bezładnego buntu z masońskimi rewolucjami. Znaj proporcjum, mocium Panie.

    Wbrew pozorom i wciskanym Polakom kłamstwom, bunty chłopskie w Polsce/Rzeczpospolitej jak najbardziej miały miejsce. Nie raz i nie dwa.

    Bunt antyfeudalny w XI wieku też był komunistyczny? Niektórym wszystko się z gołą babą kojarzy…

    Przypomnę, że dwa lata później, czyli właściwie niemal jednocześnie z rabacją, w Powstaniu Wielkopolskim chłopi wystąpili dość licznie i byli uświadomieni narodowo. Kto zatem odpowiada za wybuch rabacji pod Tarnowem? Chłopi? Austriacy? Komuniści? Kosmici?

  45. Kapsel said

    Re 42

    …według mnie, jako historyka…Rabacja, jakby jej nie oceniać, przyniosła jedno- najszybsze z wszystkich zaborów odejście od pańszczyzny, jako fundamentu niewolnictwa w Polsce…czyli właściwie niemal jednocześnie z rabacją, w Powstaniu Wielkopolskim chłopi wystąpili dość licznie i byli uświadomieni narodowo…..

    To kłamstwa !!! . Prusacy już na początku owego wieku odchodzili od pańszczyzny , Austriacy zrobili to w wyniku Wiośniy Ludów i to w kwietniu czyli w czasie trwania powstań i wystąpień a nie po RZEZI w 1846 ,car Mikołaj w półtoręj dekady potem.Takie brednie jak wyżej i inne pochwały krwii kainowewej ,Kominternowskiego historyka, tutaj nie działają , jak można rabacje nikczemną z piekła rodem wplatać do rozmowy o Powstaniu Wielkopolskim , no q*wa …Jak ???? To mogą tylko kominternowi historycy.

    Generalnie mit ciemiężonego chłopa jest wytworem propagandy oświeceniowych twórców (wzorujących się na niektórych twórcach renesansowych), podlanym pozytywistycznym pogardliwym stosunkiem do tegoż, a to wszystko wymieszane machiną historiografii marksistowskiej szukającej sobie grupy poszkodowanej przez historię próbując naginać fakty historyczne pod teorię walki klas.

    Przejdźmy więc do tej demonizowanej z każdej strony pańszczyzny. Wyjaśnijmy najpierw czym była. Była to opłata w robociźnie za dzierżawę ziemi. Tylko tyle i aż tyle. Nie była ona ani gorsza, ani lepsza niż opłata w pieniądzu bądź w naturze.

    https://marucha.wordpress.com/2019/04/04/jak-car-aleksander-ii-wyzwolil-chlopow-w-krolestwie-polskim/#comment-822725

    „Jak wygląda w praktyce pańszczyzna i pańszczyżniany chłop? To wypada rozróżnić dwie jakby klasy chłopów, choć niby pod jednymi prawami, ale bardzo w gruncie rzeczy różne od siebie, kmieci i zagrodników.

    https://marucha.wordpress.com/2019/04/04/jak-car-aleksander-ii-wyzwolil-chlopow-w-krolestwie-polskim/#comment-822789

  46. Kapsel said

    Z hisorykami kominternowskiego nadania to tak jak i z talmudycznikami,wszelka dyskusja nie ma najmniejszego sensu.

  47. Easy Rider said

    Ad 44 – Zenon K.
    Z Pana zdaje się taki historyk, jak ze Schetyny (formalnie absolwenta historii), który twierdził, że Auschwitz wyzwolili Ukraińcy, bo chyba wydawało mu się, że Front Ukraiński nosił taką nazwę od składu etnicznego żołnierzy.

    Mówienie o „chłopach” w XI w., w takim sensie, jak by chodziło o tych z XIX w., jest po prostu ahistoryczne, gdyż feudalizm na ziemiach polskich wówczas dopiero się tworzył. Bunt, który wówczas miał miejsce, może był antyfeudalny, ale określanie go jako „chłopskiego” jest cokolwiek bez sensu, chyba, że poruszamy się w kręgu historiozofii marksistowskiej. Proszę sobie przypomnieć lub poszukać, przeciw komu bunt ten był skierowany i kto to był Bolesław II Sprawiedliwy („Zapomniany” – usunięty z pocztu władców polskich).

    A tak na marginesie – czym można wytłumaczyć polakożerczy charakter Pańskich wypowiedzi?

  48. Zenon K. said

    Panie Kapsel- Prusacy „odchodzili” od pańszczyzny” jeszcze przez dziesiątki lat po rabacji galicyjskiej. Dłużej, niż rozbiorca rosyjski. Poza tym- próżne przekleństwa (z braku argumentów, jak sądzę), cyt. „(…) jak można rabacje nikczemną z piekła rodem wplatać do rozmowy o Powstaniu Wielkopolskim , no q*wa …Jak ???? „. Akurat jest zupełnie odwrotnie. Wskazałem jedynie, że 300 km na zachód od terenu rabacji, Polak był nie tylko szlachcicem, ale i każdym mówiącym po polsku i polskiej kultury.
    Nadto proszę nie mieszać tutaj położenia chłopa w XVIII wieku i w XIX, kiedy dochodziło do najostrzejszego wynaturzenia poddaństwa. Autorytatywne stwierdzenie, że odrobek robocizną nie jest „gorszy ani lepszy” od czynszu zdradza kompletną nieznajomość tematu. Podpowiem, ze miało to znaczenie jak cholera, dlatego już w I poł. XVIII wieku w Wielkopolsce wzorcowe majątki miały pańszczyznę przeliczoną także na czynsz. Każdą powinność chłopską. Mógł zatem chłop sam wybrać, w danym momencie- czy opłaca mu się odrabiać, czy zapłacić. Lepsze takie rozwiązanie, czy pańszczyzna odrabiana osobiście, nie przez zastępcę, jak u sadysty Bogusza?

    Czekam na argumenty, jeśli takowe posiadacie. Bo na razie ograniczacie się do wyzwisk i insynuacji. To ta wasza „szlachecka” kultura” której kontynuatorami być się mienicie? Toż nawet słoma z butów Wam nie wystaje, czuć genetyczny brak butów przez wiele pokoleń.

    Ad. 47 Easy Rider- prymitywna zagrywka rzekomego „niezrozumienia” drwiny z buntem antyfeudalnym. Nie martw się Pan, takich jak Schetyna, Tusek, czy Komoruski nie liczę w szeregi historyków. A jeśli faktycznie nie zauważył Pan ironii w rzeczonym zdaniu, to nie powinien Pan (czy jaśniepan- do wyboru) dyskutować o historii, ograniczając się do czytania i słuchania jeszcze przez długi czas. Teorii o buncie i Bolesławie Zapomnianym jest kilka.

    Moje wypowiedzi nie są „polakożercze”. Wykazuję jedynie, że tarnowskie ziemiaństwo długo kręciło bicz na siebie. W Poznańskiem po zniesieniu pańszczyzny nie powstała żadna przepaść między wsią i dworem. Chłopi czuli się Polakami i występowali zbrojnie przeciw Prusakom razem z ziemianami. Wy zaś twierdzicie, że podpucha i parę austriackich guldenów spowodowała rzeź.
    I jeszcze jedno: rzeczywiście, macie rację pisząc o „krwi kainowej”. Dokładnie tak było- w rabacji przelano krew Kainów, mordujących od stuleci na raty swoich braci. Nie była to żadna apokalipsa. Ot oprych-prześladowca niespodziewanie dostał od ofiary z bani w nos, zalał się krwią i zaczął płakać, skarżąc się na agresywność prześladowanego.

    Zatem, Panowie „szlachta” (ha ha ha ), przedstawcie swoje zdanie na temat przyczyn rabacji. Bo na razie prezentujecie tu tylko nienawiść i pogardę. To typowe dla mentalności niewolniczej, moi wy „potomkowie szlachty”.

  49. Kapsel said

    Rabacja to zdławienie i upadek powstania krakowskiego inspirowana przez zaborce właśnie w tym celu o czym w Kominternie nie nauczono. Stawianie za przykład powstania wielkopolskiego i rabacji w jednym szeregu to jest właśnie talmudyczno leninowsko marksistoska narracja z której potomkowie upiorów z Galicji są dzisiaj wręcz dumni bo w banderowcach mają wiernych naśladowców
    Żaden uczciwy człowiek chłop czy szlachcic nie podpisze się pod powyższym inaczej jak
    Precz Szatanie !

  50. Zenon K. Jeżeli mogę, to Panu odpowiem. Osiemnasty wiek, to czasy zdeformoeania Katolickich Królestw przez reformatorów.W Polsce, to czasy ciągłych wojen, najazdow..Pan wie bo jest historykiem.. Szlachta polska w tamtym czasie miała tyle do gadania w sprawie swojej I w tym swoich chłopów, którzy byli zawsze częścią Etosu szlacheckiego…, co dziś Gajowy względem polskiego narodu.
    Odnośnie szlachty za to co działo się z Chłopami jest tak właściwe jak onwinisnie Gajowego za biedę I durnote w PRL czy PRL BIS
    Śmiem napisać że Pan nie zrozumie …

  51. Katolicyzm, chrześcijaństwo to drabina hierarchii w tym finansowej. Chciałbym być chłopem w tamtych czasach feudalizmu niż obywatelem.. w czasach modernizmu w tym socjalizmu.
    …bo gdybym nawet cierpiał, to bym wiedział po co…I dla kogo…

  52. Zenon K. said

    Ad.49 Uściślijmy zatem- Twierdzi Pan, że te drobniaki wypłacane przez Austriaków za schwytanych/zabitych powstańców były jedyną przyczyną rabacji? To czysty idiotyzm, nie można tego inaczej nazwać. Choćby dlatego, że człowiek ma naturalne hamulce przed mordowaniem bliźniego i możliwość zarobienia kilku groszy (bo były to grosze) tych hamulców nie zlikwiduje. Przyczyny były znacznie głębsze i są znane. Po prostu nie potrafi się Pan pogodzić z innym, niż sienkiewiczowski obrazem polskiej szlachty. Tymczasem źródła historyczne, wcale liczne, z różnych okresów i różnego autorstwa (głównie szlacheckiego) nie pozostawiają często na kondycji stanu zawodowych pijawek i darmozjadów suchej nitki. Okrucieństwo i bezprawie szlacheckie nie dotykało tylko chłopstwa, ale wszystkich- także mieszczan i ziemian. Szlachta to głównie uprzywilejowana żulia i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Ludzie, po 99% których pozostały tylko wyroki sądowe i testamenty.
    Teraz o „powstaniu”. Co to za powstanie, które ogranicza się do kilku raptem izolowanych zbrojnych wystąpień, a jego liniowe oddziały są bez trudu rozbijane przez przypadkowe grupy chłopstwa za pomocą wideł? Odpowiedź brzmi: to powstanie szlacheckie. Na tym tle plebejskie, bo mieszczańsko-chłopskie powstanie styczniowe wygląda jak szczyt doskonałości (przy całej swojej nieudolności i tragizmie).
    Tak więc czekam na Pana odpowiedź na zadane w poprzednim poście pytanie, bo to, co Pan napisał, było dobre za Gierka czy Kani w 8 klasie szkoły podstawowej. Do rzeczy proszę, albo zamilknąć. Na przeprosiny nie liczę, bo do tego trzeba by mieć choćby cień kultury. Pańska nie wystaje ponad „kulturę” XVIII wiecznych masztalerzy magnackich u ks. Kitowicza. By nie napisać dosadniej. Niech no się jeszcze Pan Kapsel wywiedzie genealogicznie, bym poznał „powagę herbu”. Dopełni to śmieszności.

  53. JO said

    ad.52. Pan nie chce przyjac do wiedomosci argumentow, Panie Zenonie.
    Rabacja byla wywolana agentura, ktora uzyla tragiczna sytuacje chlopow przeciwko szlachcie, tak jak np Zydzi uzyli Polakow w PRL przeciwko Polakom w PZPR., taj jak Zydzi…Turcy, Prusactwo.. uzyli na Ukrainie Chlipow I kozaczyzne przeciwko Krolestwu..

    Pan nie chce widziec.. I czy to nie sa powody osobiste, ktore przyslaniaja mozliwosc widzenia u Pana?

  54. Zenon K. said

    Ad.53 Czyli twierdzi Pan, że wystarczy, aby zwykły człowiek zetknął się z „agenturą” i już stawał się jej bezwolnym narzędziem? Czy to jednak nie wystarczy?

  55. JO said

    ad.54. Byly przyczyny o ktorych Pan mowi, ale one byly wywolana polityka I celowo wywolanym upadkiem obyczajow a nie dobrowolnym masowym zbydleceniem szlachty I katolickiego srodowiska, co sugeruja Pana wypowiedzi.Zle Prawo w Krolestwie bylo wprowadzone sila. Pan wie, ze zydzi I ich sojusznicy of dawna mieli wplyw na polski sejm..

    A Pan sklada wine w rece szlachty, ktora przeciez starala sie I oddawala zycie za wiare I Dobrow Wspolne w herarchii srodowiska katolickiego – naturalnego prawa.

    Niestety zlo bylo i wciaz przybiera na sile o czym Pan zapomina, ze to konce czasow…

    Wiek osimnasty, to czasy, gdzie feudalism I w nim katolickie zycie zostalo podminowane przez rewolucyjne idologie rozsiewane przez zydo-masonerie , co mozna porownac jakos do czasow dzisiejszych.

    Pan popatrzy na PRL – ludzie zwykli popierajacy Solidarnosc mieli dobre intencje
    Polacy w PZPR podjeli realna walke wchodzac do „piekla”
    Niestety, zlo przybiera na sile, klamstwo jest bylo tak wyrafinowane, ze dzis zajmuje miejsce Prady.

    To znaki czasow oraz fakty, ktore trzeba przyjac , rozumiec, ale wiele Sad nalezy zostawic Panu Bogu, czego Pan nie robi.

    Pana OCENA zas, zawiera bledy, choc wiele spostrzezen jest wlasciwych, co konfuduje i Pana i innych… jak wyzej opisalem.

  56. Zenon K. said

    Ad.55 Nie polityka nakazała Boguszom mordować swoich poddanych, oszukiwać przy obliczaniu pańszczyzny i dowolnie zwiększać jej wymiar, aż po postawienie pracujących na krawędzi śmierci głodowej, a właśnie postępujące z pokolenia na pokolenie zbydlęcenie ziemiaństwa, poczucie bezkarności i parasol „praw”, przez sama tę warstwę stworzonych.
    Degeneraci herbowi zawłaszczyli państwo i doprowadzili do jego anihilacji. To fakt bezsporny. A mając swobodę kreowania praw i w zasadzie nieograniczoną władzę polityczną i w ogromnej większości gospodarki kraju, tę gospodarkę i te państwo doprowadzili do kompletnej ruiny. Żydzi nie rządzili w Polsce. I wpływ mieli w tym państwie tylko taki, na jaki im szlachta pozwoliła. To szlachta rozdawała karty, nie żydzi. W niejednym majątku w Tarnowskiem siedział frankista i „wyduszał krew z kamienia”, aż odebrał adekwatną odpłatę w lutowych zapustach A.D.1846. I tych prześladowców katolickiego chłopstwa Pan broni. Przed prawdą.
    Poddaństwo/ niewolnictwo w Polsce było złem. Monstrualnym złem i barbarzyńskim anachronizmem, zaostrzającym się z upływem czasu. Staje Pan po stronie zła. Kościół zwalczał niewolnictwo nie dlatego, że papież Kalikst I był niewolnikiem, tylko dlatego, że było to zło. Pan nie próbuje nawet ogarnąć skali zbydlęcenia szlachty- a ta rościła sobie prawo nie tylko do handlu ludźmi (za co w normalnym społeczeństwie winna być jedna kara- stryczek), ale nawet do stawania swoim poddanym na drodze swobodnego zawarcia sakramentalnego małżeństwa. Gorsze niewolnictwo było tylko w Rosji, gdzie w ogłoszeniach prasowych można było kupić/sprzedać chłopa, pokojówkę, zegarmistrza, czy aktorkę operową, oddzielając żonę od męża, a rodzica od dziecka. Marzą się Panu takie stosunki społeczne? A jeśli to Pana by sprzedawano w takich ogłoszeniach? Może nie czekałby Pan, jak Szela pół życia, tylko jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności rozwaliłby Pan łeb siekierą swojemu Boguszowi.

  57. Kapsel said

    Rzeź galicyjska – krew, której nie da się zmyć

    (….)

    Parafrazując jakże trafną -, bo uzasadniającą intrygi – zasadę dworu wiedeńskiego: „Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube” (Niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio żeń się) – chodziło tak w zasadzie o rządzenie i dzielenie przez intrygi, knowania, napuszczanie jednych nacji na drugie. W wydaniu przedrabacyjnym osobą spełniającą te „przymioty” był starosta tarnowski Breinl. Nakłanianie do przeciwstawienia się szlacheckiemu patriotyzmowi ducha Edwarda Dembowskiego w Krakowskiem, księdza Leopolda Kmietowicza i Jana Andrusikiewicza na Podhalu to żądanie przysłowiowych „głów” do cyrkułu. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Austriaccy urzędnicy poinformowani o „rewolucyjnych” hasłach spiskowców polskich podburzyli chłopów tymi samymi hasłami tyle, że rzekomo spisanymi przez cesarza. Paradoksalnie sytuacja się odwróciła – chłopi uwierzyli zapewnieniom władzy, nie rodaków.

    Oto kilka przykładów ich wystąpień:

    (….)

    Warto jeszcze przedstawić tragiczny los powstańców krakowskich pod Gdowem, wsi w powiecie wielickim, w województwie małopolskim. To tam 26 lutego 1846 r. doszło do jedynej bitwy powstania krakowskiego, zwanego z uwagi na dość radykalne hasła społeczne – rewolucją krakowską. Raport z tej bitwy spisał dowódca austriacki – wówczas pułkownik – później generał, Ludwig von Benedek.

    Pisał w nim o swojej ekspedycji przeciwko powstańcom z Krakowa i o tym, jak posiłkował się polskimi chłopami. Z rozbrajającą szczerością rozpisał się w swoim raporcie nad przekupstwem polskich chłopów, których wezwał, kierując pod ich adresem obietnicę przyznania cetnara soli za uczestnictwo w wyprawie a ponadto po 5 złotych reńskich za każdego żywego powstańca odstawionego władzy wojskowej lub administracyjnej. Z załogi bocheńskiej przeznaczył na wyprawę 327 żołnierzy piechoty i 155 żołnierzy kawalerii.

    W przeddzień wymarszu rozesłał swoich żołnierzy z odezwami starościńskimi do wójtów gmin, aby zebrali zbrojnych w kosy, cepy i widły chłopów, jako tako ich uformowali i wysyłali jeszcze nocą na drogi w kierunku Wieliczki. On sam rankiem o 6.30 dnia 26 lutego 1846 r. wyruszył z oddziałem 326 piechurów i 114 szwoleżerów w kierunku Wieliczki. Jak wspominał – w odległości około 400 kroków od zabudowań Gdowa – jedna z kompanii pułku Nugent natrafiła na ogień krakowskiej młodzieży. Żołnierze biegnąc tyralierą doskoczyli do płotów i rozpoczęli wypieranie powstańców z pierwszych zabudowań. Podczas odwrotu czterech polskich kawalerzystów zostało zrzuconych z koni celnym ogniem austriackich żołnierzy. Niemal od razu przybiegli chłopi i żywych jeszcze powstańców dosłownie wypatroszyli.

    Porucznik Hoffman zagrodził odwrót powstańcom w pobliskim wąwozie, co zbiegło się w czasie z akcją brawurowego ataku wojsk austriackich na wioskę Gdów. Powstańców udało się wygonić z zabudowań w kierunku miejscowego cmentarza, gdzie osaczeni, bez amunicji zostali pozostawieni chłopom. Tu powstańcy zostali zmasakrowani. Najpierw chłopi spierali się o zdobyte na nich konie, a kiedy już tę sprawę załatwili, około 50 jeńców podzielili na trzy grupy i okrutnie pozbawili życia. Wachmistrz pułkownika Benedeka, pochodzący ze Lwowa pisarz Krausz, miał pod sobą 60 – 80 chłopów. Idąc lewym skrzydłem wzięli oni do niewoli 38 jeńców, których prawie natychmiast zamordowali. Benedek w raporcie chłopów nazwał „oddziałem odwodowym”. W bitwie zginęło 154 powstańców, których pochowano w trzech dołach. Około 15.00 po południu Austriacy w karnym ordynku weszli do miasta. Zdarzył się tam incydent rzucający światło na mentalność ówczesnych mieszkańców. Naprzeciw oddziałowi Benedeka wyszła orkiestra, którą austriacki dowódca kazał zamknąć za wcześniejsze przygrywanie oddziałowi powstańczemu…

    Efekt – powstanie krakowskie upadło, rzeź galicyjska walnie przyczyniła się do „wybicia z głowy” panom jakichkolwiek myśli o dalszych walkach niepodległościowych,

    Read more: http://www.pch24.pl/rzez-galicyjska—krew–ktorej-nie-da-sie-zmyc,41324,i.html#ixzz5mrKImFCj

  58. Kapsel said

    Lenin wiecznie żywy !

  59. JO said

    ad.56. Szlachta oraz Wloscianie-Chlopi to jeden organism, z ktorego pochodzi Duchowienstwo, jako trzeci filar glowny Krolestwa.

    Zaden Chlop – Wloscianin w normalnych warunkach nie pozwolil by pluto na jego Pana. Jak dobrze miec swojego Pana, jak widac jeszcze za malo czujemy, znamy..
    Zaden Szlachcic nie pozwolil by w normalnych warunkach uwlaczac swojemu Chlopu, ktory jest zapleczem, bez ktorego Rycerstwo nie funkcjonuje…

    Rozerwanie wiezi pomiedzy Panem a „Chamem” bylo celem zydostwa I to osiagneli po to by dokonywac kolejnych etapow rewolucji.

    Z perspektywy czasu widac wszystko jak na dloni I nie trzeba byc geniuszem by to zrozumiec.

  60. sosna said

    re54
    Może pan podać listę dobrych ziemian, szlachty, księży co nie zostali zamordowani przez chłopów narzędzia Autriaków i Prusaków? kto układał tę listę? chłopi w Wiedniu? jakie to były kryteria dobra?
    żydzi nie zostali zamordowani więc wszyscy byli przyjaźni dla chłopów? którzy chłopi stwierdzili sprawiedliwość całości żydów i nietykalność?
    chłopi byli zorganizowani więc przez stulecia czekali na bezkarność od cesarza czy na kolejne powstania?
    gdzie byli Austriacy i Prusacy gdy poddanym działa się krzywda? ilu sprawiedliwych chłopów uratowali żydzi przez złą szlachtą?
    a pan ile odziedziczył gwałtów znaczy herbów ?

    Jakub Szela nie różnił się niczym od złej szlachty.

  61. sosna said

    https://oldsailor.blogspot.com/2017/12/jakub-szela.html

    wtorek, 19 grudnia 2017
    „Rzeź w roku 1846 jest niewątpliwie najczarniejszą kartą dziejów naszych
    Jakub Szela. Chłopski wódz czy Kain i pospolity zbrodniarz?
    Jakub (Jakób) Szela, stając na czele chłopstwa mordującego szlachtę i grabiącego dwory podczas rabacji galicyjskiej, wpisał się na karty polskiej historii. Przeszedł tym samym do narodowej legendy w krwawej od krwi bratniej sukmanie w polskiej ikonografii, poezji i literaturze. Jak pisał Henryk Słotwiński we wspomnieniach z rabacji galicyjskiej: „Rzeź w roku 1846 jest niewątpliwie najczarniejszą kartą dziejów naszych porozbiorowych. Rzucenie się braci na braci, rabunki, pożogi, strumienie łez i krwi, rozlane ręką rozwścieklonego ludu. To zaiste obraz tak szatański, że co do piekielnych barw jego, groza domowej wojny ledwo porównywalna być może!”.
    Sylwetki i biografie, Historia polityczna, Artykuły, XIX wiek, Małopolska, Polska

    Jakub SzelaJuż na kilka tygodni przed wybuchem powstania krakowskiego Szela miał kontaktować się z Austriakami i z woli starosty Józefa Breindla von Wallensterna uzyskał niemal nieograniczoną władzę nad cyrkułem tarnowskim. Umawiał się z gromadami chłopów po wsiach, pod przysięgą milczenia zmawiał z zaufanymi chłopami i wójtami, na dowódców wyznaczał ludzi „uwolnionych z kryminału i zbiegów”. Do tej roli zaangażował też swojego syna Staszka (Stanisława) Szelę. Wyznaczał miejsca napadów i typował osobiście osoby „do wytępienia”. Chwalił się przy tym, że „ma taką moc, jak drugi arcyksiążę w Galicji i że mu było wolno przez 24 godziny robić co mu się podoba ze szlachtą”. Zwracając się do chłopów pokazywał im „jakieś papiery i druki z pieczęciami mówiąc, iż są to cesarskie rozkazy”. Hasłem jego gromad były słowa „Bóg i cesarz”, zaś podróżnym na swoim obszarze wydawał glejty bezpieczeństwa, podpisane przez niego jako plenipotenta rządowego, uznawane przez administrację austriacką. Chłopów traktował surowo, ale wynikało to raczej z troski o przynależną mu z każdego rabunku „dziesięcinę” niż z dbałości o dyscyplinę. Dzięki rabunkom równać się miał majątkiem ze szlachtą, a na okolicznych miasteczkach samą groźbą napadu wymuszał okup oraz wydawanie buntowników. Według relacji z XIX wieku Szeli udało się stworzyć sieć „konfidentów”, służących mu w nadziei spodziewanych zysków z rabunków. Jego władzę porównywano do władzy dyktatora, która jednak skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Otrzymał ją bowiem od Austriaków, którzy posłużyli się nim jako użytecznym narzędziem i usunęli z Galicji, gdy uznali za niepotrzebnego.
    Przebiegły, zuchwały, brutalny…
    Urodzony w 1787 roku w Smarzowej (Smarzowy) koło Jasła, z ojca Jana i matki Anny Łukasikówny, od najmłodszych lat odznaczać się miał zuchwałością i zaciekłością. Od służby wojskowej wyłgał się odcinając sobie siekierą dwa palce u lewej ręki. „Czytać ani pisać nie umiał, ale był inteligentny i wkrótce wysunął się na przewodnika i doradcę chłopskiego we wszystkich sprawach gminnych i imponował im nieraz zdrowym zdaniem i stanowczością”. Wybrany został więc przez włościan plenipotentem (deputatem gminnym) do regulowania spraw poddanych z dworem o pańszczyznę. Zatwierdził go starosta austriacki Breindl pomimo protestów Wiktoryna Bogusza. Nominacja miała wynikać z postawy Szeli w 1830 roku, kiedy to szpiegował dla Austriaków chłopów i dwory, zwłaszcza Boguszów, mających krewnych w armii Królestwa Polskiego i zaangażowanych w pomoc dla powstania listopadowego.

    Według różnych relacji dwukrotnie lub nawet czterokrotnie żonaty, brutalny wobec wszystkich małżonek i niezbyt zamożny, cieśla i kołodziej, który w posagu pierwszej żony otrzymał zagrodę od dworu, wszedł więc w konflikt z Boguszami, właścicielami Smarzowej. Domagał się od nich uznania chłopskich praw do serwitutów. Jego nieustępliwa postawa zaowocowała dalszym zbliżeniem z Austriakami nie tylko w Tarnowie, ale i we Lwowie. Udawał się tam pieszo, „z denuncyacyą” na dwory i wnosił pisma do namiestnika arcyksięcia Ferdynanda. Słowa Szeli na papier przelewał jego pisarz i przyboczny sekretarz, dawny kapral Winiarski z Brzostku, opłacany z pieniędzy gminnych. W jednej ze skarg oskarżył on Boguszy o uwięzienie na 7 tygodni i wystawienie na pośmiewisko w kajdanach w kościele w 1833 roku. Pisząc ciągłe skargi do cesarskich urzędników i spotykając się z nimi osobiście zyskał wśród chłopów na podtarnowskiej wsi rzeczywisty autorytet i sławę człowieka związanego z Austriakami. Wiedziano jednak przy tym powszechnie o ciemnych stronach jego charakteru.

    Miejscowe podanie gminne głosiło, że na jego rodzinie ciążyła od wieków klątwa za zabicie pierwszego proboszcza Siedlisk, który został zamordowany przez opryszków. Ich łupem paść miał jednak tylko jeden szeląg, stąd przezwano ich później Szelągami lub Szelami.

    Podejrzewano też go, że z zazdrości o młodocianą żonę Niewiarowską tak zbił kijem swego parobka, że „ten wskutek tego ducha wyzionął”.

    Jego ofiarą miał też paść w lesie Żyd Maślanka, który został zabity i obrabowany, gdy szedł na jarmark, a zyskiem tego mordu miał być długi czarny płaszcz, który Szela okrywał „swój strój płócienny”.

    Występki te uchodzić jednak miały Szeli na sucho z racji jego kontaktów ze starostą. W owych czasach prawie każdy większy dwór w Galicji był pod nadzorem policyjnym starosty i taki nadzór co do dworu Boguszów w Siedliskach sprawował właśnie Szela, a spór między dworem a wsią w Galicji wynikał z wprowadzonego przez Austriaków podziału na ziemię dominikalną, pod bezpośrednim zarządem dziedzica i ziemię rustykalną, użytkowaną przez chłopów. Ta ostatnia też była własnością dworu, ale włościanie mieli prawo ja dziedzicznie uprawiać. Nie wolno jej było włączać do folwarku, a z tytułu jej uprawiania chłopi musieli odrabiać pańszczyznę.
    Galicja na mapie Austro-Węgier (1905)
    Konflikty zaogniał fakt, że dziedzic reprezentował państwo przy poborze podatków i rekrutów do armii. Sytuacja ta oznaczała, że ziemianie mieli w swych rękach silny instrument nacisku wobec chłopstwa. Kiedy jednak dochodziło do nadużyć, to przeciw dziedzicowi a nie przeciw zaborcy kierowała się niechęć wsi. Jurysdykcję dominikalną w Siedliskach i Smorzowej (Smarzowy) sprawował Wiktoryn Bogusz. Według relacji rodziny Boguszów sąsiedzi chwalili Wiktoryna za dobre serce i ducha poświecenia dla krewnych i poddanych, a jeden tylko Jakub Szela od dawna czuł nienawiść, której powody były bardziej natury osobistej niż politycznej. Pomiędzy Szelą a Breindlem dojść miało wręcz do pewnej fraternizacji, gdyż urzędnik: „go na kanapie sadzał, z nim konferencje odbywał i łudził obietnicą zniesienia pańszczyzny”. Skutek był taki, że Szela przez kilka lat nie odrabiał żadnej pańszczyzny, a od chłopów zbierał pieniądze na wędrówkę do Wiednia, gdzie jakoby u samego cesarza chciał się dowiedzieć co należy się dworowi.
    Na czele rabacji
    Gdy w lutym 1846 roku szlachta polska zbierała siły do powstania Szela wykorzystał sytuację i powołując się na wolę samego cesarza nakazał wymordowanie pańskich buntowników. Było to tym łatwiejsze, że o przygotowaniach do powstania „wiedzieli wszyscy w Galicji, a najlepiej o tym był poinformowany rząd, który organizował obronę chłopską”. Feliks Bogusz ostrzegał resztę rodziny, że powstanie jest szaleństwem i skończyć się może tym, że chłopi rzucą się na dwory. Radził schronić się w rodzinnym zamku w Rzemieniu w celu lepszej obrony. Jednak członkowie rodziny, jako nie zaangażowani w przygotowania powstańcze, nie usłuchali i pewni bezpieczeństwa zjechali na uroczystości rodzinne do Siedlisk. Powstanie wybuchło 18 lutego i w tym samym dniu Józef Braindl zwołał naradę deputowanych chłopskich do Tarnowa, w której wziął udział Szela. Jeszcze tego samego dnia Szela powrócił na wieś i działając w ścisłym porozumieniu z austriackimi urzędnikami z Tarnowa zorganizował gromady chłopskie, tzw. „czerniawy”, stając się na kilka dni panem życia i śmierci wielu szlacheckich rodzin. Chłopi galicyjscy, biedni, głodni, obarczeni potomstwem, skonfliktowani z dworami o ziemię chętnie poszli „na zbój”, tym bardziej, że oferowano imChłop Jan Słomka w swoim pamiętniku zanotował, że „czerniawa należąca do rabacji szła od wsi do wsi i wszędzie zabierała chłopów ze sobą i w ten sposób tworzyła się coraz większa banda, a jakby nie chciał kto z nimi iść, to bili i zabijali. Ale w każdej wsi było dosyć takich, co chętnie do nich przystawali: jedni dla rabunku, inni chowali różne zemsty za pańszczyznę, a z resztą zrobiła swoje wódka, bo gdzie zdybali karczmę, to pili co się dało, a czego nie wypili, to po pijanemu rozbijali, wylewali”. Podczas rzezi jako jedni z pierwszych położyli głowy Bogusze, rodzina, której członkowie odznaczyli się w wyprawie wiedeńskiej i w trakcie prac nad Konstytucją 3 Maja. „Tak w 19tym wieku rodzina polska, jak niegdyś Machabeusze, w Polsce wyginęła”. Zaczęło się 20 lutego od mordu Wiktoryna Bogusza, który pochwycony został przez chłopów na gościńcu i uwięziony w karczmie w Kamienicy. Tam dopadł go Szela i, mimo próby ratunku ze strony Żyda Herscha Titenfassa, ugodził pierwszy w głowę szyną żelazną, wskutek czego „inni przypadli i zabili na śmierć” zachęceni okrzykiem mordercy, aby bili i zabijali, „bo mi go na funty zapłacą”. Zabito też ze szlachty Antoniego Pleszczyńskiego, Zabierzowskiego i Pohorockiego. Potem Szela wyruszył do Siedlisk mordując po drodze w Gorzejowej Feliksa Gumińskiego (chorego „dodusili w łóżku”) i Henryka Roskosznego. Gromada chłopów, kobiet i dzieci otoczyła następnie dwór w Siedliskach. Stanisław Bogusz, 86-letni starzec, usiłował wykupić życie bliskich rozdając pieniądze, ale pochwycono go i doprowadzono przed oblicze Szeli. Ten oświadczył, że więcej do aresztu go Stanisław nie wsadzi, bo „przyszła [jego] godzina”. Zrabowanym pałaszem ugodzono starca w głowę i konał kilka godzin w strasznych mękach. Oprawcy dopadli też 18-letniego Włodzimierza Bogusza, którego „zabili cepami”. Wydała go jedna z dziewek dworskich. Kolejna doniosła zabójcom, że Tytus Bogusz ukrywa się na strychu pod płótnem sufitowym. „Kłując widłami, przebili mu wnętrzności, rozdarli płótno, a przez ten otwór zleciał nieborak na kamienną posadzkę, połamał nogi i tam go dobili”. Zamordowano także w Siedliskach ekonoma Jana Stradomskiego i jego imiennika siostrzeńca. Zrabowano cały dom, drzwi, okna i podłogi powyrywano.
    Rabacja galicyjska
    Szela wyruszył wtedy do Smarzowy na zrabowanym koniu i kazał zabić Nikodema Bogusza, który mu wcześniej kryminałem groził. Rozkaz skwapliwie wykonali Staszek Dziedzic i Jędrzej Szydłowski, właśni poddani Nikodema. Chłopi zrabowali także plebanię w Siedliskach i próbowali zabić miejscowego proboszcza, którego z trudem ocaliła Apolonia Bogusz argumentując, że „jak księdza zabiją, to nie będzie komu odprawiać nabożeństwa”. Z kolei w Lipnicy jezuita Karol Antoniewicz miał ujść śmierci, tylko dzięki grzmiącemu kazaniu, w którym zwrócił się do szemrającego ludu słowami: „Wy mówicie, że przekupieni od szlachty tu przysłani jesteśmy, ale nie od szlachty, nie od cesarza, bo my w tym miejscu ani cesarza, ani pana, ani chłopa nie znamy i nie lękamy się, tylko tego jednego, który nas do was przysłał i przed nim tylko rachunek zdawać będziemy ze słowa każdego, co do was mówimy. […] nie przelęknę się ani cepów ani noży waszych, bo mi nie idzie o życie moje, ale o zbawienie wasze i umierając jeszcze wołać będę: bracia, nawróćcie się do Boga waszego”. W międzyczasie Stanisław Bogusz został śmiertelnie zraniony przez rzemieślników i chłopów w Pilźnie, aby „w karczmie w Machowej ducha” wyzionąć. Chłopskie gromady napadły też na Głobikowy, Grudny i Kamienicę, gdzie w sumie „pod razami chłopów 23 osób, przeważnie samej szlachty” życie swe tragicznie zakończyło. Oprócz nich zabito w czasie rabacji do 2000 osób. Setki innych okaleczono bądź dotkliwie pobito. Szela przyjmował raporty w karczmie Żyda Semka, gdzie kazał zabić posesora Niemca Kleina z Kopalin, „bo żadnych panów nie potrzebujemy”. Ofiarowywać miał też 5000 monet nagrody za głowy tych mężczyzn z rodziny Boguszów, którzy uszli z rąk jego gromady. W chałupie Szeli przebywała zaś przez trzy dni Apolonia Bogusz oraz jej dwie krewne wraz z czworgiem dzieci, którym Szela darował życie. Jej to morderca miał wyznać, że był wezwany prze starostę już trzy tygodnie wcześniej i otrzymał władzę nieograniczoną. Powtarzał też, że w cyrkule płacili Austriacy po 10 florenów za zabitego, 8 za pokaleczonego i 5 za zdrowego oraz darowywali chłopom zrabowane rzeczy na własność. Podczas, gdy pijane chłopstwo splądrowało prawie 500 dworów, Szela kreował się jako moralista i mściciel. Jeszcze nie zdążyła obeschnąć krew na kosach i cepach, a już zabronił odrabiania pańszczyzny i wysłał petycje do rządu o jej ograniczenie. Zorganizował też chłopską samoobronę. Chciał syna ożenić z 10-letnią Zosią Bogusz ze Smarzowy, ale kobiety wybawił z opresji i wywiózł do Jasła austriacki major Rosner na czele oddziału wojska. Chłopi aż do „Wielkiejnocy” nie odrabiali żadnej pańszczyzny i wycinali samowolnie lasy. Dopiero stanowczy rozkaz ze starostwa o odrabianiu nadal pańszczyzny sprawił, że Szela „zafrasował się bardzo” i doszedł do wniosku, że został oszukany, „ale kiej kazano, to trzeba – befel, jest befel”. Stracił wtedy posłuch we wsi i przeniósł się do starosty Tarnowa.
    Pod „opieką” starosty
    Odejście Szeli nie nastąpiło jednak dobrowolnie. Breindl miał wziąć Szelę pod swój dozór po tym jak jego chłopska banda ruszyła do miasteczka Brzostek na rozbój i została stamtąd odparta przez oddział wojska, co zakrawało na bunt. Tego wszystkiego było już za dużo dla władz austriackich. Aresztowano więc chłopskiego wodza i po dwóch latach więzienia zesłano na Bukowinę. Otoczony nadzorem policyjnym gospodarzył tam aż do swej śmierci w 1862 lub 1866 roku. Osiągnął właściwie tylko jedno: na wiele lat pogłębił przepaść pomiędzy dworem a chłopstwem. Na przykład pradziadek chłopskiego działacza ludowego Teofila Kurczaka miał jeszcze wiele lat później mawiać: „Dzieci, prośta Boga, ażebyśta Polski nie doczekały, bo nam w Polsce źle było”. Z drugiej strony odezwały się głosy, że za masakrą stoi niesprawiedliwość społeczna, której winne szlacheckie swobody. Nie była to myśl nowa, bo działacz chłopski Kazimierz Deczyński już po upadku powstania listopadowego pisał, że „aż do samego rozbioru Polski w 1795 roku chłopi wyzuci byli z wszelkich praw, chłopi byli zabijani, gnębieni przez szlachtę, jak nie-ludzie, chłopi byli okrutniej traktowani jak dziś we Francji osły”.
    Za Kaina i pospolitego zbrodniarza, który działał dla prywaty uważała Szelę polska emigracja polityczna we Francji. W Galicji podczas Wiosny Ludów zyskał miano wilka, który z chłopów polskich uczynił zbójców. Zarazem wskazywano na rzeczywistych morderców – cesarskich urzędników i żołnierzy, którzy z chłopstwa uczynili „ciemny miecz”. Świadczą o tym słowa „Chorału” Kornela Ujejskiego, że choć „Mnóstwo Kainów jest pośród nas” to oni niewinni, bo „Inni szatani byli tam czynni, O [Panie] rękę karaj, nie ślepy miecz!”. Tłum chłopów mordował wszak dla pieniężnej nagrody, tym wyższej, gdy przed oblicza urzędników rzucano zwłoki a nawet głowy pomordowanych. Za każdym razem na ich czele stał jednak nie kto inny a Szela. W zapomnienie odeszły nazwiska innych „hersztów” – Korygi, Szydłowskiego, Janochy i Brzostka. Jak słusznie zauważył F. Ziejka, Szela wzbudził bowiem w polskiej szlachcie taką grozę, jaką porównać można chyba tylko z terrorem samego Bohdana Chmielnickiego, stojącego na czele mas „czerni” pod murami Zbaraża. pieniądze „za fatygę”.

  62. sosna said

    Ad.53 Czyli twierdzi Pan, że wystarczy, aby zwykły człowiek zetknął się z „agenturą” i już stawał się jej bezwolnym narzędziem? Czy to jednak nie wystarczy?

    naiwna historia szkolna uniwersytecka
    dyktator jakub szela przypadkiem wyznaczony przez Niemców.

  63. Marucha said

    Polecam ciekawą pozycję o Jakubie Szeli – z gajówkowej biblioteczki:

    >https://marucha.files.wordpress.com/2019/05/jakub-szela-kim-byl.pdf

  64. Zdziwiony said

    „Galcja” – okolice Suchej Beskidzkiej.

    „Dobrami dworskimi zarządzał Karol Knawa wraz z żoną. Doglądali oni ogrodu, stawu i sprawowali nadzór nad pracą chłopów pańszczyźnianych. Oboje byli bardzo surowi i okrutni. Za najmniejsze przewinienie bili i torturowali poddanych. Gdy po wielu latach państwo Gąsiorkowie budowali dom, robotnicy przy wykonywaniu fundamentów znaleźli ludzkie szczątki.
    Dziedzic Gabrysiewicz słynął z bardzo okrutnego traktowania swoich poddanych. Musieli oni natychmiast spełniać każde jego polecenie, pracować ciężko przy odrabianiu pańszczyzny, wywiązywać się należycie z danin, a nawet w okresie wiosennym i letnim odpędzać żaby w stawie, by nie kumkały, gdyż dziedzicowi i jego rodzinie przeszkadzały w odpoczynku.”

    https://www.sucha24.pl/wydarzenia/item/4913-historia-sleszowickich-dworow

  65. Zenon K. said

    Sosna, 61: proszę podać autora i stan z którego się wwodził. Dla czytelników, ja odpowiedź znam.
    60: w Tarnowskiem zniszczono 90 % dworów. Wszystkie pozostałe „obroniły się”? Bzdura. Obroniło się może kilka, ale ocalało dużo więcej. Sobie, nie mi proszę wytłumaczyć, dlaczego przedstawicielka ziemiaństwa, Eufrozyna Chwalibóg (de domo Bogusz), która podczas niedawnej zarazy odwiedzała chorych chłopów, przynosząc im żywność i dobre słowo, została ocalona przez samych uczestników rabacji? Zaraz Pan na nią nasra, twierdząc na styl Sakiewicza, że i ona była austriacką agentką…

    Liczba ofiar rabacji jest podawana bardzo rożna- od 700 do 1000, a nawet 2000, czy wręcz 3000. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że w miejscu, gdzie miało zginąć ponad 100, jest ledwie niecała połowa ciał, wskazuje, że bliższa prawdy jest najniższa liczba. I proszę spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie- czy zadowolony, syty chłop, mogący liczyć na konkretne zyski z własnej pracy, dałby się podkupić nędznymi pięcioma złotymi do morderstw i rabunków? Ja i za 100.000 nie zabiłbym żadnego KODziarza, urzędnika skarbówki, polityka POPiSu, czy jakiejkolwiek innej osoby. I Pan pisze o „naiwnej historii uniwersyteckiej”? Drogi Panie, nie wierzy Pan, że ludzie mogą mieć busolę moralną i dopiero dociskani, deptani i opluwani, nie mający żadnej nadziei, chwytają się rozwiązań tak radykalnych?

    Poza tym, w swoich dywagacjach pomija Pan kompletnie zachowanie Szeli po rozprawie z dworusami. Jego na lidera chłopów nikt nie wyznaczył. On nim był wcześniej i pozostał później i to wcale nie z nadania rozbiorcy, po prostu wyrósł na niego przez lata. Pogromienie ziemian nie zakończyło, a właściwie jedynie zapoczątkowało jego działalność. Szybko stał się Austriakom niewygodny. Nie ustępował i swoimi działaniami uniemożliwił powrót pańszczyzny. Upadek powstania, którego nie było, stało się ceną wyzwolenia chłopstwa. W rabacji przegrali ziemianie (jedynie w paru promilach- „powstańcy”) i Austriacy. Przegrał i Jakub Szela- osobiście. Wygrali chłopi. I chyba to takich, jak Wy, miłośnicy życia cudzym kosztem w luksusach (co Was różni od „Żmian”?), boli najbardziej.

  66. Kapsel said

    Rabacja chłopska 1846 roku w relacji ks. Jana Popławskiego z Niegowici

    Najprzód donoszę Ci, żem żywy, bo tu w naszych okolicach nie każdy tym poszczycić się może…1.Wypadki z 1846 roku określane mianem rabacji dotyczyły zachodniej Galicji, głównie okolic Tarnowa, Bochni i Jasła. Po tych krwawych wydarzeniach zro-dziły się dwie wersje ich oceny: urzędowa (austriacka) i patriotyczna (polska). Ta pierwsza wersja przedstawiała rzeź galicyjską jako odruch wierności włościan wobec monarchii austriackiej, potępiających próbę powstania przeciw cesarzo-wi. Z polskiej strony rabację potraktowano jako skutek świadomej prowokacji dokonanej przez biurokrację austriacką, która poszczuła chłopów na powstań-ców i szlachtę2.

    Od roku 1845 dwaj najaktywniejsi emisariusze – Edward Dembowski i Julian Goslar rozwijali na ziemiach polskich powstańczą propagandę. Obaj byli opty-mistycznie nastawieni, chociaż agitacja demokratyczna na wsi szła opornie. Ha-sła polityczne do chłopów nie przemawiały, ideał państwa polskiego był im obcy, bo „pański”, nie wierzyli w zniesienie pańszczyzny i donosili do cyrkułów na bun-tujących się panów. Co więcej, na wsi szerzyła się absurdalna wieść, że panowie knują na zgubę chłopów, których będą „wyrzynać”. Powstańcy obawiali się raczej bierności chłopów, natomiast nie spodziewali się ich wrogiego wystąpienia. Nie doceniali znaczenia i wpływów austriackiej biurokracji na galicyjską wieś. Za-miar powstania narodowego nie udał się. W nocy z 18 na 19 lutego, przyspieszając jego datę, spiskowcy próbowali atakować w kilku miejscowościach. Pod kierun-kiem majora Leona Czechowskiego zamierzali opanować Tarnów, ale na drodze obok żołnierzy austriackich stanęli chłopi uzbrojeni w cepy, widły i kosy. W Tar-nowie starostą był Joseph Breinl, który postanowił wykorzystać naturalnego przeciwnika polskiej szlachty, jakim był chłop pańszczyźniany. Na 18 lutego 1846 roku zwołał do Tarnowa zebranie wójtów i najbardziej radykalnych przedstawi-cieli chłopstwa Za obietnicę rychłej poprawy ich sytuacji polecił im, aby rozbra-jali powstańców i odsyłali ich żywych lub martwych do siedziby cyrkułu. Breinl utwierdzał chłopów w przekonaniu, że władze nie będą im przeszkadzać w roz-prawieniu się z odwiecznymi wrogami i ciemiężcami – ich panami. Już 19 lutego watahy „czerniawy” rozpoczęły na szeroką skalę zbrojenie się, wystawianie wart na gościńcach, rozbrajanie zbierających się oddziałów szlacheckich, napadanie na dwory, rabowanie i mordowanie szlachty folwarcznej oraz jej oficjalistów. W Tarnowskiem, Nowosądeckiem i w części Jasielskiego chłopi wdzierali się do dworów pod pretekstem szukania powstańców i broni. Bunt chłopów nazwa-ny był rabacją, od niemieckiego słowa Raub – rabunek. W dworach i plebaniach niszczyli sprzęty, rekwirowali ziarno i trzodę, usuwali też dokumenty określające ich obowiązki względem dworu. Chłopi bili i mordowali właścicieli, ich rodzi-ny, oficjalistów oraz służbę dworską.

    Rabacja położyła kres przygotowaniom do narodowego po-wstania.

    http://old.upjp2.edu.pl/download/fh2013_11.pdf

  67. Zenon K. said

    Ad.66 Jak widać, nawet dobrodziej Popławski potwierdza:

    „Hasła polityczne do chłopów nie przemawiały, ideał państwa polskiego był im obcy, bo „pański”, nie wierzyli w zniesienie pańszczyzny(…)”.

    „(…)Joseph Breinl, który postanowił wykorzystać n a t u r a l n e g o p r z e c i w n i k a polskiej szlachty, jakim był chłop pańszczyźniany.”

    Teraz się Pan zastanów, skąd takie zachowanie w Galicji w czasach, kiedy w Poznańskiem chłop był świadomy narodowo i do powstania się garnął tak samo, jak panowie. Czyja wina, że chłop tarnowski Polski „nie czuł” i bliżej mu było do urzędnika austriackiego, niż do zdegenerowanego ziemiaństwa? Urzędników, samych chłopów, czy samych ziemian, będących panami życia i śmierci tychże chłopów?
    Dlaczego w innym miejscu Polski, tam, gdzie szlachta wolała stracić szlachectwo, niż potwierdzać je u rozbiorcy, taki problem w ogóle nie istniał?

  68. Kapsel said

    Można uznać, że zwycięzcami rabacji byli nie chłopi, ale Austriacy, którzy po-różnili oba stany, umocnili wiarę chłopów w sprawiedliwego cesarza i przeko-nali Europę, jak niebezpieczni są polscy spiskowcy. Natomiast polscy demokraci stracili wiarę w ukochany przez siebie lud4.

    ad.67 Coś się Panu odkleiło,bo dalej ks. Popławski wyjasnia

    ….. i donosili do cyrkułów na bun-tujących się panów. Co więcej, na wsi szerzyła się absurdalna wieść, że panowie knują na zgubę chłopów, których będą „wyrzynać”. Powstańcy obawiali się raczej bierności chłopów, natomiast nie spodziewali się ich wrogiego wystąpienia…. to też winna szlachta bo trza było każdemu chłopu wytłumaczyć z osobna że chcą wyrzynać ale zaborcę…Bolesław Limanowski, galicyjski socjalista, autor licznych prac historycznych i socjologicznych uważał, że rabacja była dziełem biurokracji austriackiej, któ-ra już na początku roku 1846 zaczęła straszyć chłopów i podburzać przeciwko panom. Rozpuszczano pogłoski, że cesarz chce znieść pańszczyznę, a panowie się temu sprzeciwiają i przygotowują do buntu6. Limanowski pisze dalej: „Naj-ważniejszą przyczyną rzezi galicyjskiej była straszna ciemnota chłopów. Gdyby w ich głowach było nieco jaśniej, czyżby uwierzyli w tak niedorzeczną pogłoskę, rozpuszczoną przez sługusów rządowych i propinatorów żydowskich, że szlach-ta miała wyrzynać chłopów?! Cóżby robiła wówczas szlachta ze swoją ziemią? Nie przychodziło im do głowy i szczerze wierzyli w bezmyślną pogłoskę. […] Chłopi mścili się na ciarachach, bo tak nazywali szlachtę, za krzywdy swoje, za ciężką pańszczyznę, za uwodzenie żon i córek. W ciemnocie swojej nie wie-dzieli jednak, że ci, co byli najgorsi dla nich, trzymali właśnie z rządem, poucie-kali do Wiednia, do Lwowa pod osłoną wojska austriackiego”7…..W czasie zapustów 1846 roku chłopi mordowali i obrabowywali nie tylko znienawidzonych panów, ale i księży, leśniczych, pisarzy gminnych, ekonomów, rządców, karbowych, guwernerów i innych oficjalistów w służbie dworskiej, a także tych chłopów, którzy odważyli się stanąć w obronie napadniętych9. Chłopi dopuszczali się gwałtów również na osobach księży, np. w Tarnowskiem czterech zostało zamordowanych, wielu poturbowanych, a plebanie okradzione i zdemolowane. Prawie nigdzie księdzu nie udało się zapobiec rzezi, nawet wtedy, gdy zastępował drogę tłumowi z Przenajświętszym Sakramentem. Krą-żyły pogłoski, że cesarz skasował dziesięcioro przykazań, chłopi wchodzilido kościołów i klasztorów w czapkach i z fajkami, wjeżdżali konno, niszczylikrucyfiksy, obrazy i sprzęty. O sprawach religijnych mieli osobliwe pojęcie, idąc np. po rozgrzeszenie za morderstwo, które mieli popełnić, czy żądając, by ksiądz odprawił mszę „za szczęśliwie dokonaną rabację”…..

    Żydzi a rabacja galicyjska z 1846 r.: złote żniwa Izaaka Luxenberga

    „[…] Żydzi dla zysku podniecali chłopów, aby rabowali, zabijali, aby mogli od nich fanty najdroższe za parę grajcarów nabywać” – pisał Franciszek Ksawery Prek, naoczny świadek rabacji galicyjskiej 1846 r.

    Nasuwa się pytanie: kto poił wódką chłopskie watahy? Kto był ich hojnym „sponsorem”?

    Podżegacze

    Wszyscy autorzy zgodnie wskazują na złowrogą rolę, jaką odegrał tarnowski starosta Joseph Breinl, utrzymujący ścisłe kontakty z radykalnymi chłopskimi liderami, w tym z Jakubem Szelą. Krążyły pogłoski, jakoby Breinl wypłacał znaczne sumy za schwytanych bądź zabitych szlachciców. Cena za pojmanego miała wynosić 5 złotych reńskich, za zabitego – dwakroć tyle (co odbierano jako zachętę do zabójstw). Starosta Breinl zaprzeczał później, jakoby płacił za zabijanie ludzi, acz przyznał, że rozdał chłopom 4000 złotych reńskich – „w nagrodę za wierność cesarzowi”…

    Franciszek Ksawery Prek nie poprzestaje na zdemaskowaniu niecnej roli tarnowskiego starosty. Ujawnia też jego najbliższych współpracowników. Byli nimi komisarze cyrkularni Chomiński, Żminkowski, Leśniewicz („wszyscy trzej Rusini, najpodlejsze pod słońcem dusze”), następnie kanceliści Trojanowski, Zgorski, Wolfarth . Wreszcie Żyd Izaak Luxenberg, dzierżawca propinacji w Tarnowie.

    Izaak Luxenberg znany był z mętnych interesów prowadzonych na dość szeroką skalę. Zażyłe stosunki z austriacką administracją pozwoliły mu odegrać niepoślednią, a wyjątkowo złowrogą rolę. Jak zaświadcza Prek: „Żyd Luksenberg, który dzień i noc z Breinlem konferował, szachrował, Żydków swoich po wsiach rozsyłał, szpiegował, chłopów do zabójstwa i rabunków namawiał i pieniądze w nadgrodę za najokropniejsze zbrodnie rozdawał i przyrzekał.”

    Współpracę Izaaka Luxenberga ze starostą Breinlem potwierdza prof. Stefan Kieniewicz, który nadmienia, iż mimo masowej skali rzezi ani jeden Żyd nie zginął z rąk chłopów.

    Beneficjenci zbrodni

    Niektórzy wiążą zaangażowanie pewnych galicyjskich Żydów w rabację z prowadzoną w poprzednich latach akcją trzeźwości, propagowaną przez Kościół katolicki. Akcja ta w krótkim czasie przyczyniła się do poważnego obniżenia ilości spożywanego alkoholu, a przez to znacznie ograniczyła dochody arendarzy.

    Z pamiętników Preka wynika jasno, że Żydzi uczestniczyli bezpośrednio w najściach na dwory. Dowodem tego zdarzenia z Nockowej, gdzie napadnięty pan Woynarowski dzielnie stawił czoła napastnikom ze strzelbą w ręku – „czterech chłopów trupem położył, a Żyda mocno postrzelił.”

    Ponadto wielu Żydów miało czerpać korzyści finansowe, skupując za bezcen od uczestników rabacji dobra zrabowane podczas grabieży dworów. „Oni [Żydzi] się najwięcej teraz obcymi łupami wzbogacili” – wspominał Prek.

    Trzeba tu nadmienić, iż Prekowa relacja o nikczemnej postawie niektórych Żydów znajduje potwierdzenie u innych autorów. Np. Helena Klementyna Katarzyna Kadłubowska w swym „Dzienniku z lat 1856 – 1860″ stwierdza, iż: „Po tym rabunku położenie nasze było bardzo krytyczne, cały majątek przeszedł w ręce chłopów, a bardziej jeszcze Żydów, którzy zrabowane rzeczy za bezcen kupowali…”

    Jak już wspomniano, skala grabieży oraz spekulacji zrabowanymi dobrami była bardzo wysoka. Wedle Preka, wielce wzbogacili się na nich, poza Żydami, również urzędnicy austriaccy ze starostą Breinlem na czele.

    Sprawiedliwi wśród narodów cesarstwa

    Podkreślmy z mocą, iż Franciszek Ksawery Prek wcale nie obciąża zbiorową odpowiedzialnością całej społeczności żydowskiej. Przeciwnie, przytacza przykłady chwalebnej postawy izraelickich sąsiadów, przeciwstawiających się zarówno morderczym watahom, jak i własnym chciwym ziomkom.

    Opisuje swą rozmowę z leśniczym, bestialsko pobitym przez chłopów, zawdzięczającym życie żydowskiemu szynkarzowi, który „wódką, prośbami chłopów zmiękczył i uprosił, aby go oszczędzili”.

    Wspomina żydowskiego arendarza z Kamienicy, który (wraz z osiadłym we wsi Cyganem) próbował bezskutecznie ocalić pochwyconego przez chłopów Wiktora Bogusza,

    Wyjątkowo ciekawa jest informacja o rabinie, który „w tarnowskim cyrkule rzucił klątwę na wszystkich Żydów, którzy by co z zrabowanych rzeczy kupili od chłopów”. Niestety, jak stwierdza Prek: „Rząd zniósł tę klątwę i rabinowi zagroził karą za to, a Żydom pozwolił zrabowane rzeczy kupować, które też oni za bezcen nabywali wraz z byłym starostą tarnowskim Breinlem, który tym się zbogacił.”

    Wypada wyrazić żal, że nazwiska tych dzielnych Żydów giną w mroku niepamięci.

    https://ptto.wordpress.com/2013/03/10/zydzi-rabacja-galicyjska-1846-zlote-zniwa-izaaka-luxenberga/

    Urzędnik cesarski który podburzał,cynicznie wykorzystał i PŁAŁCIŁ za trupie głowy jest usprawiedliwiony bo on nic złego nie zrobił,on tylko wykorzystał !!! .Ziemiaństwo zdegenerowane a upiory co cięli piłą na połowę nie tylko ziemian bo i księży i wielu zupełnie niewinnych ludzi , to święta sprawa i usprawiedliwiona … to na takiej własnie ideologii wzrastali tacy jak Lenin , Trocki, Bandera i inni. Doczekaliście się wreszcie nowej szlachty Piłsudzkich,Geremków,Kwaśniewskich,Kaczyńskich , nowej szlachty ale jerozolimskiej bo ta rodzima to sami degeneraci. etc,etc…. nawet takiego związku szlachty polskiej który posyła listy gratulacyjne do Komorowskiego i innych – też sie wreszcie doczekaliście.

  69. Kapsel said

    Rzeź galicyjska 1846: austriacki montaż

    Pomysł austriackiego zaborcy, by pchnąć chłopów na niepokorną szlachtę, udał się nad podziw. I więcej w tym było manipulacji niż rabacji.

    Myśmy wszystko zapomnieli” – mówi o wypadkach galicyjskich 1846 roku Pan Młody z „Wesela” Wyspiańskiego. Nic dziwnego: rabacja to temat wstydliwy. Nawet w PRL raczej się nią nie chwalono. Nie sposób ustawić jej przecież w chwalebnym szeregu polskich powstań narodowych. Jednocześnie jej rzekomo socjalny, antyfeudalny charakter od początku budził wątpliwości historyków. Kto więc nie rozpaczał strofami „Chorału” Kornela Ujejskiego („brat zabił brata”), ten wolał od sprawy trzymać się z dala. Okrucieństwo – to jeszcze można wybaczyć, większość chłopskich ruchawek jest okrutna. Ale ta dzikość rabantów… Badacze, ci konserwatywni i ci postępowi, odwracali się więc ze wstydem od tematu, który – tu znowu cytat z „Wesela” – „truje myśl o polskiej wsi”.

    Dopiero niedawno pojawiły się próby nowego spojrzenia na rabację jako na nasz własny, polski wkład w dorobek światowej rewolucji. Mają swoją Francuzi, mają Meksykanie, mają Rosjanie, to i my nie będziemy gorsi! I nie ma tu polskiej bylejakości: krew u nas sika równo, jak u tamtych. Nie mamy się czego wstydzić – jesteśmy tacy sami jak inni.

    Takie odczytanie rabacji może niektórym poprawiać samopoczucie, jest jednak kompletnie niezgodne z prawdą historyczną. Ale podtrzymywanie tradycyjnego opisu tego wydarzenia, chociaż napełnia nas wstydem, również niewiele wyjaśnia. Bliższe przyjrzenie się fenomenowi roku 1846 w Galicji skłania nas ku wnioskowi: wszystko tam było inaczej, niż myślimy.

    Doktorze, wracaj do pługa

    Potoczna interpretacja owych wydarzeń głosi, że był to protest chłopów przeciwko pańszczyźnie. Wyjaśnieniu temu nie sposób odmówić logiki: najprostszą drogą do zlikwidowania tego niewolniczego zobowiązania wydawała się fizyczna eliminacja klasy jego szlacheckich egzekutorów. Tyle że przy ocenie rabacji nie należy się zbytnio przywiązywać do logicznych kryteriów. W rzeczywistości wcale nie z tego powodu chłopi przystąpili do rzezi.

    W owym pamiętnym roku 1846 hrabia Kazimierz Krasicki z Dubiecka napisał list do przebywającego w Wiedniu doktora Antoniego Bryka. Doktor (późniejszy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego) pochodził z rodziny poddanych hrabiego, wykształcił się w stolicy cesarstwa. Właśnie umarł mu ojciec, ale pan Krasicki bynajmniej nie przesyłał kondolencji. Przeciwnie, zażądał powrotu doktora Bryka do dubieckiej chałupy, aby ten, cisnąwszy w kąt dyplom, dalej wypełniał pańszczyźniane zobowiązania rodziny.

    Ten jaskrawy przejaw bezduszności słusznie nas oburza. Warto wszelako dodać, że tenże sam Kazimierz Krasicki kilka lat wcześniej opracował projekt częściowego uwłaszczenia galicyjskich chłopów. Projekt nie zyskał poparcia władz, ale w tej historii chodzi o co innego: hrabia z Dubiecka, choć aniołem dla chłopów nie był, z pewnością nie stanowił też typu wyzyskiwacza krwiopijcy.

    Takich jak on było więcej. Akurat w chwili, gdy galicyjscy chłopi z kosami i siekierami ruszali na dwory, parlament we Lwowie (w przeważającej mierze składający się z tych samych panów, przeciwko którym wybuchła rabacja) debatował nad kwestią zniesienia pańszczyzny i poddaństwa oraz elementarnego uwłaszczenia klasy chłopskiej. Jednocześnie coś podobnego mgliście obiecywał wieśniakom austriacki rząd.

    Ani jedna, ani druga strona nie czyniła tego z sympatii do włościan, lecz w obliczu konieczności: po okresie kilkuletniego nieurodzaju i głodu w zachodniej części Galicji zdesperowani chłopi znaleźli się na krawędzi buntu. Jednak austriacka administracja zdecydowanie nie życzyła sobie, by zgłodniały chłop otrzymał wolność oraz podstawy niezależnego bytu z rąk polskiego pana. W oczach rządzących szlachta była bowiem najbardziej nielojalną, antypaństwową warstwą galicyjskiego społeczeństwa. W dodatku nieustannie spiskowała, szykując się do kolejnego powstania.
    Krwawe zapusty

    Dlatego też rządzący Galicją baron Franz Krieg wymyślił genialnie prosty, a jednocześnie diaboliczny plan: postanowił pchnąć chłopów na szlachtę. W ten sposób za jednym zamachem chciał utrzeć nosa zbyt niezależnym panom, zdławić w zarodku szykowane właśnie powstanie rewolucyjnych demokratów w Krakowie oraz spacyfikować włościan, uwalniając ich gniew za pomocą antyfeudalnego wentyla. Nad przebiegiem całej operacji miał sprawować osobistą kontrolę. Oczywiście po to, by nadal móc wyzyskiwać chłopów, tym razem już bez pośrednictwa ziemian. Bo znieść pańszczyzny władze zaborcze wcale nie zamierzały. Uczyniły to dopiero dwa lata później, zagrożone wybuchem Wiosny Ludów.

    Swoją dyrektywę Krieg przekazał do wykonania starostom z cyrkułów (powiatów). Można się domyślać, że czynił to dyskretnie. Zapewne nie każdemu urzędnikowi monarchii można było powiedzieć wszystko o intencjach i wykonaniu cynicznego projektu. Baron mógł tu liczyć jedynie na tych najwierniejszych i najbardziej bezwzględnych.

    Jednym z nich okazał się starosta z Tarnowa Joseph Breinl. 18 lutego 1846 roku zaprosił on na odprawę lokalnych chłopskich przywódców, także tych z sąsiednich cyrkułów. Wśród nich Jakuba Szelę ze wsi Smarzowa koło Brzostka, który niebawem miał urosnąć do rangi symbolu krwawych zapustów, jak nazwano chłopskie powstanie. Breinl nakazał im niezwłocznie wracać do swoich z wezwaniem do ruszenia na szlacheckie dwory. Polska szlachta knuje bowiem spisek przeciw najjaśniejszemu monarsze, który chciałby ulżyć doli włościan. Buntownicy zamierzają uderzyć na chłopów, przyjaciół cesarza. Dlatego dobry cesarz zwraca się z Wiednia do swoich wiernych poddanych, włościan Galicji, prosząc ich, by bronili samych siebie i swojego władcy.

    Dziś trudno nam uwierzyć, że ktoś mógłby zaufać tak bezsensownej plotce. Jednak Breinl dobrze znał mentalność pańszczyźnianych półniewolników: nie apelował do ich rozumu, lecz postawił na najniższe instynkty.

    Teren był już wcześniej przygotowany. Kilka dni przed odprawami (podobnych do tej w Tarnowie było więcej) ruszyli do wiosek rządowi agenci. Z reguły nie kierowali się do chat, lecz w miejsce, które było rozsadnikiem lokalnych wiadomości: do karczmy. W Galicji, podobnie jak w wielu innych prowincjach dawnej Rzeczypospolitej, ich dzierżawcami (arendarzami) byli Żydzi. Im również zlecono szerzenie antyszlacheckiej paniki.

    Jak zareagowali na to żydowscy karczmarze? Niektórzy desperacko próbowali ratować „swoich” panów. Inni, przeciwnie, świadomie wypełniali zalecenia z cyrkułów, prowokując nagonkę na szlachtę lub też zachęcając do napadów. Większość jednak – jak można sądzić – pozostawała bierna: ziemianom nie szkodzili, ale też nie potrafili się wyrwać z trybów diabolicznego układu i powstrzymać od sprzedawania lub nawet rozdawania wódki chłopom. To przecież nie gdzie indziej jak w karczmach zbierały się uzbrojone chłopskie gromady, tutaj się naradzano, planując kolejne napady, tutaj też dzielono zgromadzone łupy. Część z nich trafiała w ręce karczmarzy: Żydzi nie częstowali chłopów za darmo. Nietrudno zgadnąć, że kierował nimi strach. Ludzie wszędzie i w każdej epoce zachowują się podobnie. Tak czy inaczej, ani jeden Żyd nie zginął podczas rabacji.
    „Mego dziadka piłą rżnęli”

    Zabobonni włościanie bez trudu, a może nawet chętnie, uwierzyli w kłamliwy zew: jedni uciekali gdzie pieprz rośnie przed wyimaginowaną armią panów, inni zaś zbroili się w cepy, kosy i noże, po czym ruszali karać „buntowników”. Rzeź zaczęła się 20 lutego.

    Przebieg rabacji, przynajmniej w pierwszych dniach jej trwania, nie przypominał anarchicznej rzezi. Kierowała nim swoiście pojęta dyscyplina. Zabijano tylko panów i młodych paniczów, kobiety puszczano wolno. Gdy te próbowały bronić swoich mężczyzn albo też zrozpaczone rzucały się na ciała zabitych, odganiano je kolbami, grożono – ale nie pozbawiano życia. „Jeszcze nie nadszedł befel (rozkaz) na zabijanie bab” – tłumaczyli chłopi. Jakub Szela, sam analfabeta, za pomocą kancelisty wystawiał karty bezpieczeństwa dla wdów, które chciały opuścić zarażony śmiercią teren: „poleca się wszystkim gminom panią tę przepuścić”. Niekiedy mogły one nawet odzyskać część rzeczy zrabowanych w dworach ich nieżyjących mężów.

    Relacje świadków poszczególnych napadów nie pozostawiają wątpliwości: chłopskie gromady, atakując dwory, czyniły to pod podsuniętym im hasłem obrony cesarza, a nie w imię zbiorowej odpłaty za doznane wcześniej krzywdy. Owszem, zdarzało się nieraz, że uczestniczące w ruchawce jednostki – przykładem może być sam Szela – przy okazji napadu załatwiały osobiste porachunki z jego ofiarami, ale przywódcy zawsze powoływali się na rozkaz, jaki otrzymali z cyrkułu. Napastnicze gromady nie wznosiły też okrzyków nawołujących do obalenia systemu wyzysku. Wzywano tam raczej do lojalności względem cesarza i dynastii. Nawet jeśli pierwszy impuls wyszedł od przeszkolonych na tę okoliczność agentów Breinla i jemu podobnych, chłopi ochoczo podchwycili ów lojalistyczny wątek.

    Kolejny fakt niepasujący do schematu: mordów i rabunków dokonywali z reguły nie miejscowi poddani, lecz ludzie z innych wiosek. Jeżeli już zdarzyło się, że rabowali swoi, to czynili to nie z wrogości, lecz w imię swoiście pojętego pragmatyzmu: nie damy majątku naszego pana w ręce obcych – weźmiemy go sami.

    We wsi Laskowa koło Limanowej rozciągniętego na klepisku dziedzica chłopi przecięli na pół piłą. To wtedy herszt chłopskiej bandy miał wydać oprawcom znamienną komendę: „Rżnijcie powoli, bo to był dobry pan”. Nawet jeśli przyjmiemy tę historię za anegdotę, tak właśnie zapamiętano w Galicji wydarzenia 1846 roku. A zbiorowa pamięć nie bierze się znikąd. Ten irracjonalizm okrucieństwa połączony z kompletnym brakiem deklarowanej motywacji ku wolności ze strony przedstawicieli klasy, która przecież naprawdę podlegała uciskowi, sprawił, że następne pokolenia wspominały rabację ze zgrozą, ale i z niesmakiem.

    O rzeczywistym charakterze zrywu mówi nam wyraźnie jego nazwa. „Rabacja” to słowo, które wymyślili sami chłopi: oznacza wielkie rabowanie. Tak właśnie wydarzenia 1846 roku kojarzyły się galicyjskim włościanom. Ten wielki rabunek skutecznie przesłonił powstanie rewolucyjnych demokratów w Krakowie: w jedynej stoczonej w nim bitwie pod Gdowem (26 lutego) garstkę powstańców rozproszyła przeważająca siła żołnierzy i chłopskich ochotników.

    Również starostowie zadbali o to, by rozniecona w chłopach chciwość napędzała krwawe wystąpienia. Breinl wyznaczył nawet swoistą taksę: pięć florenów za dostarczenie do cyrkułu nieporanionego szlachcica, osiem za pokaleczonego, dziesięć za martwego. Starosta tarnowski wyjął więc spod prawa ziemianina, naznaczając cenę za jego głowę jak za upolowanego wilka albo dzika. Rabanci znali się na kłusownictwie, umieli też liczyć do dziesięciu, więc ochoczo pomnażali swoje wynagrodzenie, mordując złapanych dziedziców.

    Jednakże ruch chłopski wymknął się w końcu spod kontroli jego inspiratorów. Rabanci początkowo zachowywali trzeźwość, lecz po kilku dniach, upojeni sukcesami i anarchią, pogrążyli się w pijaństwie. Rozpędzonego tłumu nie dało się już zatrzymać. Zbrojne w kosy i widły gromady zaatakowały kilka galicyjskich miasteczek: Limanową, Grybów i Brzostek. Do akcji musiało wkroczyć wojsko, które odparło te napaści.

    Na tym ponurym tle jasną plamą odcina się przypadek podtatrzańskiego Chochołowa. Tamtejsi chłopi, poderwani przez powstańczych emisariuszy, wystąpili przeciw zaborcom. Ci szybko się jednak z nimi rozprawili przy pomocy sąsiadów chochołowian, chłopów z Czarnego Dunajca.

    Jaskrawym dowodem na to, że określanie rabacji mianem konfliktu klasowego jest, łagodnie mówiąc, uproszczeniem, są przypadki mordowania księży. Ofiarą chłopów padło ich kilkudziesięciu. Duża część, być może nawet większość, to byli chłopscy synowie, tacy sami jak ci, którzy z kosami i widłami ruszyli na dwory. Nie ochroniły ich sutanny, jak w przypadku księdza Franciszka Goleckiego z Dobrkowa, zatłuczonego cepami na ryneczku w Pilźnie. Zginęli, bo „obrażali cesarza”, potępiając grzech zabójstwa. W Łączkach koło Mielca napastnicy wymordowali cały kondukt odprowadzający na cmentarz trumnę dziedzica Brzeskiego. Zginął wtedy wikary, proboszcz szczęśliwie ocalał.

    Kto nam odprawi mszę?

    Ofiar wśród księży byłoby zapewne więcej, gdyby z czasem w głowach oprawców nie pojawiła się refleksja: „Jak zabijemy księdza, nie będzie komu odprawiać nabożeństwa”. Rabanci nie zniszczyli ani jednego kościoła.

    Tylko nieliczni spośród rzymskokatolickich duchownych zachodniej Galicji wystąpili aktywnie przeciw dziedzicom. Większość trzymała się z dala od prowokatorów. Niektórzy uciekli, lecz część pozostała na swoich placówkach. Tam, gdzie zabrakło panów, nierzadko właśnie księża stanowili w czasie zawieruchy jedyną ostoję społecznego autorytetu. W zapusty (24 lutego) proboszcz z Żegocina, wioski leżącej między Gdowem a Limanową, a więc w samym środku cyklonu, schował u swoich parafian srebrne kielichy i monstrancje. Przetrwały szczęśliwie do końca niepokojów. Ale takich pozytywnych przykładów nie notujemy zbyt wiele. Rabacja była klęską Kościoła, który na tych ziemiach ewangelizował lud od tysiąca lat.

    Od 1840 roku biskup tarnowski Józef Wojtarowicz zakładał w swojej diecezji bractwa trzeźwości. Proboszczowie urządzali tam wiejskie procesje z symbolicznym pogrzebem butelki wódki, nad którą stawiano drewniany krzyż. Za rozpijanie ludu piętnowano dziedziców oraz żydowskich arendarzy. 14 marca 1846 roku, gdy tylko ustała fala mordów, a nad opuszczonymi przez dawnych patronów wioskami unosiła się śmiertelna cisza winy i lęku, biskup Wojtarowicz wystosował odezwę do duchowieństwa: wracajcie, idźcie do tych ludzi i nauczajcie ich Ewangelii. To jest teraz ziemia misyjna.

    W połowie kwietnia 1846 roku w tarnowskiej rezydencji biskupa osadzono Szelę. Pierwszy z rabantów zrobił już swoje i przestał być potrzebny władzom. W domu biskupa przebywał prawie dwa lata, aż do czasu, gdy władze zesłały go na osiedlenie na Bukowinę. Nie wiemy, czy i jak często spotykał się z Wojtarowiczem ani też o czym rozmawiali. Przed wybuchem rabacji Jakub Szela należał w swojej rodzinnej Smarzowej do kościelnego bractwa trzeźwości.

    W Oleśnie w cyrkule tarnowskim chłopi zakłuli kosami jednego ze swoich. Powód? Nieszczęśnik założył futro zdjęte z trupa dziedzica. Ubrał się jak pan, więc sam stał się panem. To wystarczyło, aby go zabić.

    Nienawiści galicyjskich chłopów pańszczyźnianych do miejscowego ziemiaństwa nie da się wytłumaczyć jedynie świadomością wyzysku. Grało tu także rolę głębokie poczucie obcości kulturowej. Panowie, chociaż mówili tym samym językiem co chłopi, należeli jakby do innego plemienia. Nosili surduty, więc – dla podkreślenia różnicy – wieśniacy mówili o nich „surdutowi”. Nazywali ich też pogardliwie ciarachami (słowo to pojawia się w „Weselu” Wyspiańskiego). Sami z dumą mówili o sobie: jesteśmy cesarscy.

    Co więcej, obcość tę wyrażano w kategoriach etnicznych. Termin „Polak” zarezerwowano w ówczesnej Galicji wyłącznie dla przedstawicieli szlachty. „Polaki idą i będą nas wyrzynać!”, „My cesarza będziemy od Polaków bronić!” – tego rodzaju wypowiedzi chłopów powtarzają się nagminnie w relacjach z krwawych dni lutego 1846 roku.

    Te same źródła mówią nam też, że znaczna część rabantów określała się jako… Mazurzy. Gdy trzy lata temu próbowałem opisać fenomen rabacji, wydawało mi się, że poza nazwą galicyjscy „Mazurzy” niewiele mieli wspólnego z rzeczywistymi mieszkańcami Mazowsza. Wiedziałem jednak, że w XVI i XVII w. mazowieccy osadnicy kolonizowali południowe połacie księstwa pruskiego oraz obszerne pustki Podlasia, Litwy i Rusi. Na wypalanych leśnych polanach tworzyli osady, nazywane z reguły Buda albo Smolarnia. A może na podobnych zasadach mogli się osiedlać i w Małopolsce? Sprawdziłem, że w tym samym czasie wiele tamtejszych wsi powstało w wyniku karczunku i wypalania lasów. Gdy mapę tego osadnictwa porównałem z mapą zasięgu chłopskich wystąpień 1846 roku, okazało się, że oba te obszary pokrywają się bez reszty. Mówiąc jaśniej: leśne osady, założone być może przez Mazurów, to te same wioski, w których 200–300 lat później mieszkańcy mówiący o sobie „Mazurzy” napadali na pobliskie dwory. Dziś już chyba nikt się tak w Małopolsce nie określa, ale za „Mazurów” uważali się jeszcze ludzie z pokolenia rodziców Wincentego Witosa.

    Mazurski trop” oczywiście nie wyjaśnia do końca fenomenu społecznej topografii rabacji. Galicyjskie wioski nie były monolitami. Tradycyjne społeczności wiejskie Podkarpacia jeszcze przed II wojną światową składały się z trzech, nieco odrębnie rozwijających się względem siebie, środowisk. Pierwsze stanowiły lokalne elity złożone z kilku spokrewnionych ze sobą rodzin zamożnych chłopów od wieków osiadłych w okolicy. Kolejnym była biedota. Między nimi zaś plasowała się grupa pośrednia – zbyt uboga, by pretendować do grona bogaczy, jednak zbyt aktywna, by zadowolić się rolą ich parobków, zarezerwowaną dla biedaków.

    Za czasów austriackich ludzie ci często stawali się najlepszymi sojusznikami zaborczej administracji, gdyż związek z nią zapewniał im utrzymanie znaczenia w lokalnych wspólnotach. Ale ci sami ludzie, z natury energiczni i niewyżyci, najczęściej popadali w konflikt z prawem, imali się rabunku i popełniali zabójstwa. Prawdopodobnie blisko tej grupy należałoby umieścić naszych „Mazurów”. Wiele wskazuje też na to, że właśnie z grona „średniaków” wywodziła się zasadnicza część przywódców rabacji. W każdym razie z tej warstwy pochodził Szela.

    Prawie 100 lat później w małopolskich wioskach niektórzy ludzie rabowali, a czasem mordowali, przedstawicieli kolejnej grupy wyjętej spod prawa: tych z żółtą gwiazdą Dawida na opasce. Nie całe wioski, jak widzieliby to zwolennicy tez Jana Tomasza Grossa, lecz właśnie pewni konkretni ludzie wywodzący się z konkretnych środowisk wewnątrz lokalnych społeczności wiejskich. Udokumentowane relacje świadków tamtych wydarzeń nie pozostawiają wątpliwości: to byli właśnie owi „średniacy”. Ale to już temat na osobny artykuł.

    https://www.rp.pl/Plus-Minus/302189791-Rzez-galicyjska-1846-austriacki-montaz.html

  70. Kapsel said

    Ad. 69

    Dopiero niedawno pojawiły się próby nowego spojrzenia na rabację jako na nasz własny, polski wkład w dorobek światowej rewolucji. Mają swoją Francuzi, mają Meksykanie, mają Rosjanie, to i my nie będziemy gorsi! I nie ma tu polskiej bylejakości: krew u nas sika równo, jak u tamtych. Nie mamy się czego wstydzić – jesteśmy tacy sami jak inni.

    Tego własnie naucza panie Zenon K.

  71. Zenon K. said

    Taaa, ciemny niepiśmienny chłop, wegetujący na krawędzi śmierci z głodu przepracowania- „knujący” rewolucję! Przecież on o żadnych „rewolucjach” pojęcia nie miał. Nic głupszego nie udało się Panu wymyślić? Jeszcze te podpieranie się „Rzepą”. Czy niemiecka gadzinówka jest dla Pana jakimś wyznacznikiem prawdy obiektywnej?
    W innych opracowaniach tematu może Pan przeczytać, że żydzi nie ginęli w rabacji, bo ich bardzo niewielu na tym terenie pozostało. Wg niektórych- tylko jeden arendarz w cyrkule. Poza wiejskimi karczmami, żydzi żyli w zasadzie jedynie w miastach, a rabacja do miast nie weszła. Ot, cała sensacja. A że korzystali i zlecieli się jak sępy skupować poszlacheckie fanty- no cóż, taka żydowska natura.
    Chłopi odmawiali picia wódki, za sprawą ruchu trzeźwości, już od paru lat, jak głosi nawet cytowana przez Pana gadzinówka. Za to szlachecki przywilej propinacyjny miał się dobrze. Trzeźwi chłopi wystawili więc rachunek za morze oszustw i nieszczęść spowodowanych przymusową, pańską wódką, serwowaną im od wielu pokoleń. Jak śmieli!
    Poza tym, pańska konfrontacja ze mną wciąż bije w próżnię: ja nie neguję austriackich wysiłków, ani łatwości z jaką podpuszczono chłopów. Chodzi mi o to, że szlachta dała radę utrzymać chłopów w takiej ciemnocie i nędzy, że sama ukręciła bat na siebie.
    Rabacja wystąpiła tylko na konkretnym obszarze, bardzo ograniczonym. Nie rozlała się szerzej, nawet w obliczu niesłychanej łatwości, z którą ciemiężeni dotąd chłopi posłali na deski dumny „stan rycerski” (rzekomo uzbrojony i gotowy do powstania). Nie zastanawia to Pana w ogóle? Przecież rabacja sięgnęła niektórych dworów dość daleko poza jurysdykcją Breinla. I ponad wszelką wątpliwość dzieło zniszczenia było jak najbardziej wybiórcze, bo w cyrkule tarnowskim ok.10% ocalało.
    Nie uda się Panu całej winy zrzucić na Austriaków i chłopów. Ta nienawiść do dworusów, zawziętość i szał nie wzięły się z powietrza. I nie z plotek propagandy austriackich, rozsiewanej przez podrzędnych urzędników. To przecież jasne jak słońce.
    Sadystyczny wielokrotny morderca, okrutnik i oszust Wiktoryn Bogusz nie był poddawany żadnemu ostracyzmowi za traktowanie swoich chłopów przez resztę wesołej braci szlacheckiej; to oznacza, że jego dzikość i bezduszność były na tym terenie uznawane za normę. Zatem, przyjąć Pan musi i zmierzyć się z tym, że TĘ SAMĄ normę przyjęli chłopi przy rozliczaniu ziemian i dzierżawców. Boguszowi i tak się upiekło, bo schwytany, został zabity bez tortur, jednym ciosem. Żonie i dzieciom Bogusza nic się nie stało. Prosty chłop, Jakub Szela okazał swojemu ciemiężcy niespotykanie wiele miłosierdzia, na które ten gnój Bogusz zwyczajnie nie zasługiwał. I pewnie to wk..rwia Kapsla najbardziej.

  72. Tak, nienawiść do dworusow nie wzięły się z powietrza. Na tym powinniśmy skończyć.Nie można rozmawiać z człowiekiem, który z wyrozumiałościa patrzy na Rabacje.
    Ta wyrozumiałość wyklucza dyskusję. Przepaść pomiędzy dwoma spojrzeniem na temat sięga miary pomiędzy piekłem a Niebem.Pan Zenon niech więc trzyma się swego zdania z tego konsekwencjami.

  73. Easy Rider said

    Pytanie, którego nikt wcześniej nie zadał i nie padła na ten temat żadna odpowiedź:

    co stało się z tą legendarną religijnością ludu wiejskiego, że ci rabacyjni oprawcy nie czuli
    oporów nawet przed mordowaniem księży? A może tej religijności wcale nie było?

    Można odnieść wrażenie, że ta rabacyjna „czerniawa” – to był jakiś element obcy nie tylko etnicznie, ale również kulturowo i religijnie, chociaż nominalnie była to ludność polska. Co było takiego szczególnego w tamtych stronach, że tego rodzaju wydarzenia nie powtórzyły się w innych zaborach, nawet we wschodniej Galicji, gdzie rzeczywiście można było mówić o konfliktach narodowościowych? Bo tłumaczenie wszystkiego działalnością agentury austriackiej, to tylko połowa prawdy.

  74. Kapsel said

    Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy (Łk 17,37b)

  75. Kapsel said

    Ad. 74

    Oczywiście że kominternowi ideologowie zaraz to przetłumaczą na swoje kopytko….. ta padlina to szlachta i naturalnym jest że chłopi musieli być sępami. Tak samo jak i w komentarzu 43 gdzie zapodałem Międzynarodówkę , przetłumaczyli że tak się odniosłem do chłopów podczas gdy w 43 i teraz w 74 , to się tyczy ich samych.

  76. Zenon K. said

    Ad.73 Cały czas do tego zmierzam. W historii jest wiele przykładów, kiedy lud powodowany długotrwałą nędzą, beznadzieją i poniżeniem zmieniał się w dzikie bestie. Ktoś tarnowskich chłopów w tę nędzę, beznadzieję i poniżenie strącił i w tym stanie utrzymywał. I nie był to akurat austriacki rozbiorca. Zaostrzanie się poddaństwa i związane z tym wynaturzenia, nadużycia i patologie zaostrzały się z upływem czasu. To była stała tendencja. Terminem „poddaństwo” możemy sobie określić sytuację chłopa XVI-wiecznego. W XIX wieku chłop był już tylko niewolnikiem- tym różniącym się od późnorzymskiego, że można go było sprzedać nawet na starość i w dowolnym momencie- bezkarnie zamordować.
    Dziwne, ze takiego niezrozumienia nie niesie za sobą np. powstanie Spartakusa, a zgładzenie kilkuset rozwydrzonych bezkarnością panków powoduje gromy wielbicieli I Rzeczpospolitej (z jej demokracją szlachecką, anarchią, niewolnictwem, bezwładem legislacyjnym, administracyjnym i zacofaniem). Nie otaczajmy nadmierną legendą dziadostwa.

  77. Pan Zenon występuje w roli Diabła, który najpierw namawia a potem wyśmiewa I tak zdaniem Pana Zenonie upadek państwa a więc I moralności wywołany działaniem Wrogów zewnętrznych I wewnętrznych jest usprawiedliwieniem mordów nawet pokruszonych przez rozbioce – okupanta.

  78. Jeży said

    Re 77:

    Nie zobaczyłem u p. Zenona żadnego „usprawiedliwienia” zbrodni. Tylko próbę wyjaśnienia, dlaczego tak się stało. A także zachętę do sprawdzenia, ilu chłopów zginęło uprzednio z rąk panów, bo to jakoś nikogo nie interesuje.

  79. JEZY. Pan Zenon dokonał próby ukazania widocznych , znanych faktów ale nie próby wyjaśnienia przyczyny, która nie jest prosta I nie tak płytka jaką nam Pan Zenon serwuje emocjonalnie ukazując dwa prywatną opinię tak różna od obiektywnej prawdy, której Pan Zenon nawet nie próbuje dochodzić.

  80. Zenon K. said

    „Wierz mi i wiedz, że poza arystokracją nie ma w Polsce nic: ani zdolności, ani światłych umysłów, ani poświęcenia. Nasz trzeci stan trzeci to bzdura; nasi chłopi to maszyny. My tylko stanowimy Polskę”. Zygmunt Krasiński.
    Myślę, że Krasiński nie był odosobniony w swoich przekonaniach, ale dobrze one obrazują groteskowe zadufanie zdegenerowanego ziemiaństwa. Tymczasem eks-szlachta na miarę swoich wielkich przecież możliwości finansowych i demograficznych nie dokonała do 1918 (kiedy formalnie zrównano ją z robotnikami i ratajami), zupełnie niczego. Cała ta krew, pot i łzy, które wyciskało ziemiaństwo z pogardzanego „stanu trzeciego” szły na marne. Mając 3-5 razy więcej arystokracji, niż inne kraje europejskie, okazaliśmy się ubodzy kulturowo. Ilość arystokracji w Polsce okazała się odwrotnie proporcjonalna do jakości.
    Rabacja oraz powstania 1846 i 1863 były doskonałą próbą realnej wartości bojowej naszego „stanu rycerskiego”. Zwycięskie powstania 1919 i 1922 to powstania plebejskie, w których arystokracja nie odegrała żadnej roli.

  81. Joannus said

    @ Kapsel
    Uznanie za odpór wobec marksistowskiego bełkotu, zacementowanego w ideologii walki klas i rewolucji socjalnej.

  82. Kapsel said

    Re Jeży

    ….. ilu chłopów zginęło uprzednio z rąk panów,….

    To nie Jeży się pyta tylko Pyta się jeży !

  83. Kapsel said

    Ad. Joannus

    Wielkie dzięki bo już myślałem że tak sobie gadam sam do siebie.

  84. Hola, Panie Kapsel, ja też Pana czytałem I wspieralem… 🙂

  85. Zenon K. said

    Ad.81 Słusznie prawicie, albowiem zabicie ciemiężcy i właściciele niewolników przez niewolnika to już walka klas! 🙂 Wielkie brawa za ideologiczną czujność. A po prawdzie, panocku, to i do srania można ideologię podpiąć. I co z tego?

    Ad.82 Oczywiście, polskie niewolnictwo w XVII-XIX wieku to sielanka i bukolika. Wszyscy jedli do syta i po bratersku się bawili się z panami. Śmierć tysięcy chłopów pańszczyźnianych to powód do żartów i śmiechu? Serio? Bardzo wybiórcza ta wasza wrażliwość. Czosnkiem śmierdząca, jak cała współczesna szlachetczyzna.

    Jakąkolwiek łatkę do tego przypniecie, rabacja była tylko symbolicznym wyrównaniem rachunków. Razi tylko Wasza kosmiczna i komiczna niekonsekwencja: bo jakim zatem prawem burczycie tu, w Gajówce, na nowych panów Polski i świata? Uszy po sobie i tyrać na nich, a przykładnie: dziś Wy jesteście pańszczyźnianymi, choć to może do waszej, pożal się Boże „świadomości” nie dociera. Najwyraźniej jesteście z tych, co to niewolnikami się urodzili i nimi zdechną. Ale są i tacy, którzy w tym fatalnym stanie się urodziwszy, całe życie będą starali się wyzwolić, a przy nadarzającej się okazji rozwalą ciemiężcy łeb. Bez ideologizowania i dialektyki, w pogardzie mając takie pedalskie wynalazki. Wam najwyraźniej brakuje jaj na cokolwiek, poza bezpiecznym mędrkowaniem w Gajówce.

  86. Zenon K, wpis piękny ale porównywanie jest błędne.

  87. Kapsel said

    Re 84

    Tak to prawda , też doceniam i dziękuję Panie JO.

Sorry, the comment form is closed at this time.