Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Leonardo da Vinci – patron prokrastynacji i hipster Renesansu. Świetna biografia autorstwa waltera isaacsona.

Posted by Marucha w dniu 2019-05-22 (Środa)

Czy o postaci sprzed 500 lat można opowiedzieć tak, byśmy poczuli do niej prawdziwą sympatię albo zakłopotanie? Można, ale zwykle wymaga to popuszczenia wodzy fantazji i odejścia od wiedzy historycznej. Zwykle, ale nie w przypadku książki Waltera Isaacsona „Leonardo da Vinci”, który wspaniale ożywił postać sprzed pół tysiąca lat.

Uwaga – na końcu czeka na Was promocja!

Większość tego, co zrobił w życiu zniknęło bez śladu, bo po prostu nie mogło się zachować. Ogromnej części swoich prac nigdy nie ukończył. Mnóstwa dobrych i opłacalnych zleceń nie przyjął. Za swoje najsłynniejsze dzieło nigdy nie dostał zapłaty, bo przez 16 lat, aż do śmierci, nie mógł ukończyć Mony Lisy.

Walter Isaacson wyspecjalizował się w opisywaniu ludzi tak niezwykłych, że śmiało można nazwać ich geniuszami. Albert Einstein, Benjamin Franklin, Henry Kissinger (to akurat postać fascynująca, ale i kontrowersyjna). A przede wszystkim Steve Jobs, którego biografia przyniosła Isaacsonowi największą sławę. Właściwie archetyp współczesnych geniuszy, Leonardo da Vinci, wydawał się więc naturalnym wyborem.

Problem w tym, że pisanie o kimś, kto żył 500 lat temu to zupełnie inne wyzwanie. Żyjący współcześnie, a przynajmniej w dobrze już udokumentowanych czasach, pozostawiają po sobie wiele delikatnych śladów – wspomnienia ludzi, którzy ich znali, nagrania, anegdoty, wywiady. Na tej podstawie można napisać coś o prawdziwym człowieku, nie tylko o jego oficjalnym obrazie. Tak zresztą zbudowana była choćby biografia Steve Jobsa.

Tu sytuacja jest trudniejsza. Relacji bezpośrednich brak, pozostały dzieła i… coś szczególnego. 7000 stron notatek i szkiców. Walter Isaacson zadał sobie ogromny trud analizy tego materiału i wyciągnął z niego, co tylko się dało. Ot choćby to, że da Vinci, który nie odebrał porządnego wykształcenia, postanowił sam nauczyć się łaciny.

Najwyraźniej mozolne przepisywanie koniugacji było mu równie niemiłe, co współczesnym uczniom. A co się robi z notatkami, które są nudne? Ozdabia jakimiś bazgrołami. Tyle, że jeśli jest się Leonardem da Vinci, to te bazgroły stają się fantastycznymi dziełami sztuki. Przez całe życie artysta umieszczał wśród swoich szkiców dwie postacie – androgenicznego młodzieńca i starca o grubych rysach. Pomiędzy rzędami łacińskich słówek pojawia się szybki szkic głowy starucha. Jego naburmuszona mina mówi sama za siebie, co da Vinci myślał o nauce łaciny. Ostatecznie Leonardo nigdy porządnie nie opanował tego języka.

Właśnie z takich drobnych obserwacji Isaacson buduje obraz człowieka, który żył tak dawno. Gdy sam przeglądałem szkice Leonarda da Vinci, wydawały mi się po prostu piękne. Ale przejrzeć 7000 stron pięknych szkiców, to zbyt wiele. Zupełnie inaczej zacząłem na nie patrzeć, gdy dowiedziałem się, na co zwracać uwagę – powtarzane przez lata motywy, czy świadectwa perfekcjonizmu, który był największą siłą i słabością artysty.

Świetne ilustracje to wielka zaleta tej książki

Bo Leonardo był specjalistą od niekończenia roboty. Zwykle przeszkadzał mu zbyt ambitny projekt połączony z szybko gasnącym entuzjazmem. Z czasem stał się z tego tak znany, że kolejni zleceniodawcy zawierali z nim umowy skonstruowane tak, by artysta zmuszony był ukończyć pracę. Musiał więc sam kupować materiały, a zapłatę otrzymywał po skończeniu dzieła. Mimo tego mnóstwa swoich prac nie ukończył pozostawiając je w różnych stadiach „rozgrzebania”.

Na pewno Leonardo da Vinci może zostać uznany za patrona prokrastynacji – do mistrzostwa doprowadził zajmowanie się wszystkim, poza tym, co faktycznie musiał zrobić. Czym to tłumaczyć? Zdaniem Isaacsona to skutek niezwykle szerokich zainteresowań Leonarda, który do każdej rzeczy podchodził z obsesyjnym wręcz perfekcjonizmem. Gdy miał namalować twarz, studiował optykę, by dobrze oddać odbicie światła w gałce ocznej. Odwzorowanie uśmiechu wymagało poznania szczegółowej anatomii – od budowy szczęki i ustawienia zębów po poznanie każdego z mięśni naciągających skórę. Oczywiście takie podejście miało też zalety, bo gdy wreszcie udało się Leonardowi coś namalować czy wyrzeźbić, wrażenie realizmu było obezwładniające.

Oczywiście artysta musiał z czegoś żyć, a niedostawanie pieniędzy za nieukończone dzieła to słaby sposób na zapewnienie sobie jedzenia i mieszkania. I to jest powodem, dla którego znamy stosunkowo niewiele prac tego twórcy. Imał się bowiem zadań, których po prostu nie mógł przeciągać w nieskończoność. Należało do nich m.in. przygotowywanie niezwykle efektownych przedstawień i pokazów, które uświetniały śluby czy inne uroczystości. Tu po prostu nie dało się przekroczyć terminu i cyzelować detali w nieskończoność – na dany dzień wszystko musiało być gotowe. I to się sprawdzało – inżynieryjna pasja Leonarda da Vinci w zestawieniu z jego fantastycznym malarstwem i wielkim talentem muzycznym sprawiały, że przygotowywane przez artystę pokazy zapierały dech w piersiach. Rozstępujące się na scenie wzgórza, otwierające przejścia, płomienie, bębny i cała gama innych środków robiły na współczesnych mu tak ogromne wrażenie, że relacje z tych wydarzeń przetrwały do dziś. Jeśli umiemy powiązać te opowieści z odpowiednimi szkicami z notatników Leonarda, możemy wyobrazić sobie, jak wspaniałe były to przedstawienia. Tyle, że… nic z nich do dziś nie pozostało.

Isaacson nie zaniedbuje też tego, z czego Leonardo da Vinci jest dziś najbardziej znany – Mony Lisy, Ostatniej wieczerzy czy Damy z gronostajem. Każde z tych dzieł omawiane jest szczegółowo, z kontekstem historycznym i szczegółami technicznymi. I są to jedne z moich ulubionych fragmentów książki – fantastycznie analizuje się pozornie dobrze znane dzieło, odkrywając jego niuanse i historyczne detale (choćby przedziwną fryzurę Damy z gronostajem czy fakt, że modelka miała 15 lat).

Walterowi Isaacsonowi udało się osiągnąć coś niezwykłego – w trakcie lektury da Vinci staje się nam naprawdę bliski. I świetnie do jego postaci pasuje fakt, że w młodości uwielbiał nosić różowe i zdecydowanie za krótkie na tamte czasy tuniki. Z wiekiem zapuścił efektowną i zawsze niezwykle zadbaną brodę. Prawdziwy hipster renesansu!

Jeśli chcecie sami przejrzeć książkę (warto!), poniżej znajdziecie jej obszerny fragment:

[Zobacz w oryginalnym artykule – admin]

Czas na zapowiadaną promocję. Na stronie Empiku możecie kupić książkę “Leonardo da Vinci” Waltera Isaacsona w cenie o 35% niższej od okładkowej. Czyli zapłacicie 32,49 zł. Wystarczy przy zakupie podać kod crazynauka. Uwaga! Promocja trwa do 23 maja!

Piotr Stanisławski
https://www.crazynauka.pl

Komentarzy 31 to “Leonardo da Vinci – patron prokrastynacji i hipster Renesansu. Świetna biografia autorstwa waltera isaacsona.”

  1. hulajdusznik said

    Promocja ode mnie, z tym że w oryginale.

    Leonardo da Vinci by Walter Isaacson

    http://www.mediafire.com/file/dhol6k5mjpeodk5/Leonardo_da_Vinci_by_Walter_Isaacson.pdf/file

  2. hulajdusznik said

    Na Leonarda różni różnie patrzyli, a to ich patrzenie jest tak różne od patrzenia Leonarda, że aż strach. „Bo Leonardo był specjalistą od niekończenia roboty”. Czy aby na pewno? Jego umysł działał inaczej i nie pojmie tego żadna „istota obdarzona li tylko powłoką skórną i przewodem pokarmowym”. On był rzeczywistym geniuszem wszechczasów. Było takich według mnie, znającego jedynie „oficjalne” przekazy, jeszcze dwóch: Archimedes z Syrakuz i Nicola Tesla. Cała reszta to wynalazcy mniejszego formatu, „wynalazcy” bazujący na osiągnięciach i pomysłach innych, lub plagiatorzy, złodzieje, wydmuszki, „obiekty flagowe”. Przykłady? Albert Einstein, Sigismund Schlomo Freud, Thomas Alva Edison, Charles Darwin, Guglielmo Marconi, John Logie Baird, a nawet Nicolaus Copernicus i wielu innych, przeważnie tych rodowitych z narodu wynalezionego, promowanych przez tak zwanych „znafcuf”, których łumysły oddane są na służbę u neandertalskich pociotków.

  3. Rafal Cz. said

    A jednak to geniusz i z pozycji kupieckich zrozumiale niezrozumialy.

  4. Piotr Awaryszed said

    Niektorzy twieddza ze Mona Lisa to tak naprawde kochanek Leonarda. Portrety kochanka łudzaco przypominaja Mone. Moim zdaniem tak wlasnie jest. Androgyniczny Mona Lis. To ze Da Vinci nalezal do jakis hermetycznych kolek to pewne. Tam pewnie poszerzyl swoje pedalsko androgyniczne upodopania. Wlasciwie w tych kolkach tylko o to chodzi. O androgynizm. Wystarczy poogladac stare poetrety arystokracji itp. I wszystko jasne.

    ————
    Pierdoła na pierdole jedzie i pierdołą pogania.
    A pierdziel z zachwytem to komentuje.
    Admin

  5. Marucha said

    Re 2:
    Nie ma to, jak kompetentne podsumowanie historii nauki przez p. Hulajdusznika oraz dokonanie konkretnego podziału na genuszy i całą resztę nieudaczników, wliczając do nich także niejakiego Kopernika (nie wiem, czy jako plagiatora, czy jako wydmuszkę, czy jako złodzieja…).

    Jeszcze Pan Hulajdusznik zapomniał – przykładowo z polskiego podwórka – o niejakiej Marii Curie, o Stefanie Banachu,Janie Heweliuszu, Janie Śniadeckim, Marianie Smoluchowskim, Kazimierzu Funku. Bezwartościowe osiągnięcia, sami plagiatorzy, bez znaczenia dla świata…
    O zagraniczniakach nie wspomnę – bo to same żydy, Lavoisier, Hertz, Maxwell, Newton, Kepler, Pasteur, Lagrange, Euler…

    Tak to jest, jak szewc bierze się za ocenę heksametrów daktylicznych…

  6. Piotr Podgórni said

    No, nie taka pierdoła, Panie Gajowy. Wystarczy dokładnie przyjrzeć się portretom malowanym przez Leonardo, są one złożone z dwóch twarzy – mężczyzny i kobiety, młodzieńca i dziewczyny, chłopca i dziewczynki. Dlatego też oczy na tych portretach nieco się rozjeżdżają, nie patrzą w jeden punkt (no chyba, że w tamtych czasach wszyscy mieli zeza). Proszę sobie zrobić taki eksperyment, wziąć kartkę i przyjrzeć się dokładnie tym twarzom.
    Obsesyjne łączenie dwóch płci w jedno jest oznaką nierozumienia różnic i różnych ich ról, a więc oznaką pedalstwa.
    A co do geniuszu to uważam, że to malarstwo jest takie intrygujące bo jest właśnie trochę oszukane.

  7. Marucha said

    Re 6:
    Jestem najwyraźniej niespostrzegawczy, bo nic takiego nie dopatrzyłem się w portretach malowanych przez Leonardo. Ani zezowatych oczu, ani łączenia płci w jedną.

    Nie mam zamiaru brać na poważnie lobby pedalskiego, które przepisuje na nowo historię, robiąc pedała z każdego chyba wybitniejszego człowieka. Chyba jeszcze Jan Sobieski im się oparł, ale też nie wiadomo.

  8. Boydar said

    Nawet tu umieszczono sporo zastanawiających ciekawostek

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Leonardo_da_Vinci

  9. Greg said

    Pewne rzeczy są niedostępne, zakryte i nie zrozumiałe dla profanów i dyletantów.
    Są osoby obdarzone przez Boga darem poznania tego, co zakryte jest przed innymi (pospólstwem).
    Do nich należał np. ks. Luigi Villa!!!

    Do nikogo nie piję.

    Pan Hulajdusznik i inni mają całkowitą rację.
    Proszę wysłuchać od. 15:40………..2, 3, 4 RAZY.

    .https://www.youtube.com/watch?v=lZJZlsKlEkQ

    I nie zabierać więcej głosu o sprawach, o których nie macie pojęcia.

  10. Marucha said

    Re 9:
    W czym Hulajdusznik ma rację?
    W wykazywaniu totalnej ignorancji w temacie nauki, o której się wypowiada z kompetencją Lecha Wałęsy?

    PS. Sprawa Golgoty Beskidów jest nam dobrze znana. Zaś wizualne „dowody” na jakieś tajne przekazy w dziełach Leonardo są dla mnie śmieszne, po za tym nie mają NIC wspólnego z postulowanym przez p. Hulajdusznika pogardzaniem osiągnięciami innych uczonych oprócz tych, których soboe upatrzył na geniuszy.

  11. Piotr Podgórni said

    Panie Gajowy. Na obrazie malowanym przez nauczyciela Leonarda pt. „Chrzest Crystusa” da Vinci malował min. aniołki. Oczy Chrystusa pokazują pokorę, Jan Chrzciciel patrzy na to co robi, jeden aniołek patrzy na swego Boga ale drugi odwraca od niego swój wzrok. Prawa strana twarzy tego aniołka nateży do dziewczynki a lewa do chłopca i dlaczego ten aniołek odwraca swój wzrok od Prawdy?
    Aby dostrzec te różnice to należy zwrócić swą uwagę na usta czy owal twarzy bo tu widać róznice anatomiczne, na innych obrazach są one zakryte zarostem lub półcieniem.

    ———
    To, że jeden z aniołków odwraca wzrok – to widzę nawet ja.
    Różnic anatomicznych nie dostrzegam.
    Ale nawet zakładając, że są – co miałyby oznaczać? Że taki androginiczno-pedalski aniołek odwraca się od Prawdy? To by się nawet zgadzało.
    Admin

  12. Okadwa said

    Leonardo to kobieta brodą zdobiona…
    Praktyki takowe we renesansie nie były niczym osobliwym.
    A słynny obraz to autoportret reklamujący zestaw brzytew balwierzy tamecznych.
    Ot, cud golenie czyli Mona Lisa.
    … choć wprzód Leonardo.

  13. Piotr Podgórni said

    Na portretach Leonarda postacie mają nienaturalne usta. Bierze się to stąd, że usta mężczyzny są wąskie a kobiety szersze i można dostrzec miejsce, w którym są złączone. To jest linia podziału. Ludzki wzrok i umysł ma swoją bezwładność zwłaszcza na obrazy statyczne, zapatrywujemy się. Aby dostrzec różnica anatomiczne należy się przez jakiś czas przyjżeć dokładnie jednej połowie twarzy a potem drugiej niejako wydobywając jej obraz.

  14. osoba prywatna said

    Leonardo. Umysł geniusza.
    https://www.cda.pl/video/716380a7

  15. miet said

    Już dawno takich idiotyzmów i bredni nie czytałem.
    Dzięki Panie Wacławie za cierpliwość i właściwą reakcję.
    Tutaj już żadna satyra, czy ironia nie są w stanie niczego zmienić.

  16. hulajdusznik said

    Oj, Marucha… Marucha… Hulajdusznik co innego napisał, a Marucha co innego przeczytał.
    1. Mój komentarz nie był podsumowaniem nauki. W dodatku kompetentnym
    2. Nie napisałem, że cała reszta (jaka?) to sami nieudacznicy.
    3. Napisałem dokładnie tak:
    „Cała reszta to wynalazcy mniejszego formatu, „wynalazcy” bazujący na osiągnięciach i pomysłach innych, lub plagiatorzy, złodzieje, wydmuszki, „obiekty flagowe”. ”
    4. Kopernik, podany przeze mnie jako przykład podpada pod wynalazcę mniejszego formatu tylko dlatego, że wcale nie on pierwszy wiedział, co wokół czego się kręci. Nie umniejsza to wcale jego wkładu (ogromnego) w naukę.
    5. Napisałem o geniuszach, których według mnie było trzech.
    6. Hulajdusznik nie zapomniał. Ot, na przykład:

    https://marucha.wordpress.com/2019/02/16/osada-mszano-zamieszkala-10-000-lat-temu/#comment-813052

    ______________________________________________________________________________________
    Ja rozumiem, że dla ludzi „sfiatowych” to geniuszy powinno być przynajmniej tylu, ilu jest świętych w Niebie. Dla mnie geniusz to nie to samo, co górnolotny, nieprzeciętny umysł. Archimedes, da Vinci i Tesla nie mają sobie równych w całej, znanej nam historii rodzaju ludzkiego.

  17. Greg said

    re.15
    Ja również, jak Pańskie.
    Chyba, że Pan w zakonie?, to przepraszam.

    http://www.iluminizm.fora.pl/biblioteka,7/sredniowieczny-zakon-iluminatow,13.html

  18. Marucha said

    Re 16:
    Hulajdusznik potwierdził jeszcze raz, że napisał to, co napisał.

    Że wziął się za klasyikowanie ludzi nauki na geniuszy i wynalazców mniejszego formatu, wynalazców bazujących na osiągnięciach i pomysłach innych, plagiatorów, złodziei, wydmuszki, „obiekty flagowe”..
    Ciekawe do której kategorii należałby Arystoteles, Św. Tomasz z Akwinu albo choćby Euler.

    Nie chcę być złośliwy, ale wygląda to zupełnie tak, jakby pingwin chciał rozdzielać orłom i sokołom dyplomy za najlepsze umiejętności latania…

    Przy okazji zwracam uwagę p. Hulajdusznikowi, iż praktycznie nie zdarza się, aby jakiś naukowiec zupełnie nie opierał się na badaniach swych poprzedników. A także że nauka to niekoniecznie robienie wynalazków.

    PS. Dyskutowanie z brednią „Ja rozumiem, że dla ludzi „sfiatowych” to geniuszy powinno być przynajmniej tylu, ilu jest świętych w Niebie” oczywiście mnie nie interesuje.

  19. AniaK said

    @Admin
    „Nie mam zamiaru brać na poważnie lobby pedalskiego, które przepisuje na nowo historię, robiąc pedała z każdego chyba wybitniejszego człowieka. Chyba jeszcze Jan Sobieski im się oparł, ale też nie wiadomo.”

    Jan Sobieski raczej jest wporzo, ale Karol Szymanowski niekoniecznie, i w reklamowaniu jego osoby byłabym ostrożna. Nie chodzi mi o jego orientację seksualną tylko o nieco inny szczegół. Bardzo się dziwię że nikt nie zwrócił uwagi na wiek jego kochanków.

    ———-
    Być może Szymanowski był pederastą, ale nie za to go cenimy.
    Admin

  20. Greg said

    Ceńmy w końcu też LaVey-a, powiedział nam, że możemy robić co chcemy.
    To wielu bardzo się podoba.

  21. AniaK said

    @Admin
    To że pan Szymanowski był męskim homoseksualistą nie jest żadną tajemnicą i nie o to mi chodziło.

    ————-
    Nie wiem, o co Pani chodziło.
    Mnie chodziło o zaakcentowanie, że dopóki indywiduum nie obnosi się ze swymi preferencjami, oceniam go za inne osiągnięcia, a jego pedalstwo może nawet umknąć mej uwadze.
    Admin

  22. Greg said

    Czy ,,Leonardo” obnosił się z tym, że jest w zakonie?
    Chylimy czoła okultystom, iluminatom!

    ,,”Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach – aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana [tajemnica]” (Mk 4,11n).

  23. Marucha said

    Re 22:
    W jakim „zakonie” był Leonardo i co oni w tym zakonie robili?
    Bo iluminaci to sprawa dużo późniejsza…

  24. Greg said

    NIE!

    ,,W gruncie rzeczy historia Iluminatów sięga w daleką przeszłość. Niektórzy konspirolodzy, zwolennicy ciągu spisków w historii świata, opierając się na legendzie masońskiej idą bardzo daleko, aż do zamierzchłych czasów. Są przekonani, że zakon Iluminatów istnieje już 6000 lat, odkąd to siły pozaziemskie przekazały sumeryjskim kapłanom Księgę Władzy spisaną na kamieniu. Kapłani egipscy, według legend, stali się posiadaczami tej wiedzy, skopiowawszy Księgę na papirusy, które przechowują w najgłębszej tajemnicy po dziś dzień.

    ,,Istnieje jeszcze jedna hipoteza, bardziej umiarkowana, która twierdzi, że zakon Iluminatów pojawił się w Średniowieczu, jako tajny związek światłych uczonych, prowadzących walkę przeciwko prześladowaniom ze strony inkwizycji. Jako przykłady znanych Iluminatów podawane są takie nazwiska, jak Leonardo da Vinci, Galileo Galilei, Mikołaj Kopernik, Isaac Newton. Czasem spotyka się też twierdzenie, że Iluminaci tworzyli stowarzyszenie uczonych chroniących tajną wiedzę przed zwykłymi śmiertelnikami. Ta wersja przyjmuje za punkt wyjścia czasy antyczne, przy czym członkami tajnej organizacji mieli być sławni greccy mędrcy.

    https://www.olabloga.eu/iluminaci-kim-oni-sa

    ————
    Uważam to za legendy. Zero dowodów.
    Admin

  25. hulajdusznik said

    Dorzucę Państwu jeszcze kilka ciekawostek. W ramach promocji. 🙂
    Oto one:
    Codex Madrid I.pdf
    Codex Madrid II.pdf
    David Zurdo – Ostatnia tajemnica Leonarda da Vinci.pdf
    Leonardo da Vinci – Anathomical drawings from the royal library Windsor Castle.pdf
    Leonardo da Vinci – Drawings of horses and other animals.pdf
    Leonardo’s Notebooks – Leonardo da Vinci.pdf
    The inventions of Leonardo da Vinci – Charles Gibbs Smith.pdf

    i odnośniki do pobrania:

    http://www.mediafire.com/file/6rxvrtpz836v347/Codex_Madrid_I.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/g8dl3ogxrdcf85v/Codex_Madrid_II.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/k35hlyt9snsb7p5/David_Zurdo_-_Ostatnia_tajemnica_Leonarda_da_Vinci.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/6fwqeeoic75o3or/Leonardo_da_Vinci_-_Anathomical_drawings_from_the_royal_library_Windsor_Castle.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/qmmj1kzzmrwkpqo/Leonardo_da_Vinci_-_Drawings_of_horses_and_other_animals.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/548s6tb80bb0w46/Leonardo%2527s_Notebooks_-_Leonardo_da_Vinci.pdf/file

    http://www.mediafire.com/file/ke1olrjrk3kh3dd/The_inventions_of_Leonardo_da_Vinci_-_Charles_Gibbs_Smith.pdf/file

  26. NICK said

    Człowiek jest asymetryczny.
    Połowy prawa i lewa SĄ różne.

    Jest to ważne stwierdzenie.

    Nie moje a udoqmentowane.

    ————–
    Oczywiście. Wystarczy wziąć czyjeś zdjęcie en face i lusterko.
    Admin

  27. NICK said

    Zatem Wasze rozważania… o twarzach; malowideł autora Da Vinci?

  28. Greg said

    Dowody?….nadchodzą!
    Już wkrótce.

    Miłych wrażeń!

  29. Rafal Cz. said

    Jestem fanatykem poprawnej mowy polskiej: Prokrastynacja jest angliizmem a po polsku to po po prostu odkladanie.

  30. Marucha said

    Re 29:
    Słowo „prokrastynacja” pochodzi z łaciny: procrastinatio – odroczenie, zwłoka.

    Nie jest ono synonimem „zwlekania” czy „odkładania na później”, choć jest silnie z tymi pojęciami związane.

    Prokrastynacja to nie sam akt odłożenia czegoś na później, ale tendencja do odkładania spraw na później

    Trochę podobna sytuacja jest z „karaniem” i „penalizacją”. Karanie – to konkretny akt. Penalizacja – to uznanie jakiegoś czynu za karalny.

  31. Wieloimienny said

    Sranie w banie. W czasach Leonarda były sekty gnostyckie różokrzyżowców i alhemików wszelkich, od których masoneria i iluminaci powstali ale dopiero w XVIII wieku.

    Czy da Vinci do tycj sekt należał? Nie wiem, ale mógł być jakoś pod wpływem jako humanista, bo humanizm wiadomo skąd się wziął – z postawienia człowieka w miejscu Boga.

    Natomiast doszukiwanie się pedalstwa to ciężka sprawa. W czasach renesansu i a nawet oświecenia chyba każdy malował portrety z rysami twarzy uchodzącymi dzisiaj za pedalskie. Pooglądajcie sobie obrazy.

    I nie czytajcie Dana Browna sekciarza!

    ——
    Dan Brown to pierdolony łgarz i prowokator. Bardzo poczytny w Polin. Wyjawia tajemnice Kościoła.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.