Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Deloitte: mieszkańcy polskich miast chętnie korzystają z elektromobilności

Posted by Marucha w dniu 2019-05-24 (Piątek)

Mieszkańcy metropolii jak Warszawa coraz częściej korzystają z elektrycznych środków transportu jak – skutery, rowery, hulajnogi czy samochody elektryczne. Polska jest obecnie na 6. miejscu pod względem liczby aut osobowych na 1000 mieszkańców w Europie, średnio to 571 pojazdów – podaje Deloitte.

Podczas gdy w Warszawie na 1000 mieszkańców przypada 715 samochodów, to w stolicy Niemiec jest ich jedynie 333. Zdaniem analityków, nasycony rynek samochodów prywatnych zaczyna jednak topnieć. Rozwój technologii, troska o jakość powietrza, a także coraz większa dostępność rozwiązań takich jak rowery czy hulajnogi miejskie, sprawiają, że auta coraz częściej zostają w garażach.

Eksperci Deloitte w opublikowanej w środę analizie „Shared mobility in Poland – overview” wskazali, że polskie miasta zaczynają nadrabiać dystans w stosunku do innych europejskich metropolii. Mieszkańcy coraz częściej korzystają z alternatywnych, tańszych i bardziej ekologicznych metod transportu. Idąc za globalnym trendem mikromobilności, sięgają po rozwiązania komunikacyjne, które umożliwiają pokonanie krótkich dystansów za pomocą lekkich pojazdów zasilanych prądem, takich jak rowery, hulajnogi, skutery czy małe samochody elektryczne.

W opinii ekspertów jednym z czynników wpływających na zmniejszenie zależności Polaków od samochodów jest rozwój technologii, za którym idą postępy w takich rozwiązaniach jak GPS, płatności mobilne w aplikacjach, większa wydajność baterii czy rosnąca popularność smartfonów. Na poszukiwanie nowych sposobów transportu wpływa także rosnąca liczba mieszkańców miast, którzy stanowią 60 proc. populacji w Polsce.

„Postępująca urbanizacja i wzrost liczby mieszkańców dużych miast powodują coraz większe problemy związane z ruchem samochodowym. W polskich metropoliach jest najwięcej samochodów w stosunku do liczby mieszkańców. Co ciekawe, w Europie widać odwrotny trend – dostępność alternatywnych środków transportu powoduje zmniejszenie liczby pojazdów w miastach, np. w Berlinie jest około dwa razy mniej samochodów na tysiąc mieszkańców niż w Warszawie” – mówi cytowany w komunikacie Rafał Nessel, starszy menedżer w zespole doradztwa technologicznego Deloitte.

Jego zdaniem widoczne w ciągu ostatnich paru lat przyspieszenie w obszarze nowych rozwiązań, w tym wynajmu samochodów na minuty i mikromobilności mogą w ciągu paru kolejnych lat doprowadzić do rewolucji w przemieszczaniu się w obszarach miejskich. Konieczne są jednak zmiany kulturowe i szersza akceptacja społeczna – dodał.

Choć transport publiczny jest jednym z najbardziej efektywnych sposobów przewozu dużej liczby osób, wyzwaniem pozostaje tzw. problem pierwszej i ostatniej mili, czyli dotarcie do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej.

„Jest jeszcze jeden powód, dla którego coraz częściej decydujemy się na korzystanie z rozwiązań, które są przyjazne dla środowiska – troska o jakość powietrza w Polsce. Świadomość naszego społeczeństwa, dbałość o zdrowie i jakość życia sukcesywnie rośnie. Wśród młodego pokolenia widzimy zmianę w stylu życia, poruszania się, odrzucania konieczności posiadania, na rzecz współdzielenia” – podkreśliła cytowana w informacji Irena Pichola, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Jak wskazała, biorąc pod uwagę wyzwania związane z jakością powietrza w mieście (na 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie 36 stanowią miasta w Polsce) [a kto robił to zestawienie? – admin], włodarze także zaczynają widzieć konieczność działania, a transport, poza niska emisją i przemysłem, jest jednym z czynników zwiększających poziom w mieście.

„Jeśli ludzie nie mają wygodnego i taniego sposobu na dotarcie do autobusu lub pociągu, wsiądą do swojego samochodu i przyczynią się tym samym do pogorszenia jakości powietrza i korków, które są plagą wielu miast” – powiedziała. Dodała, że mikromobilność przyczynia się do rozwiązania najbardziej dokuczliwych wyzwań transportowych stojących przed obszarami miejskimi jak zatłoczenie, zła jakość powietrza i nierównomierny dostęp do transportu.

Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte uważa, że dynamiczny rozwój mikromobilności otwiera także nowe możliwości dla biznesu. Koncerny samochodowe stają się właścicielami sieci hulajnóg, a największe polskie firmy energetyczne inwestują w carsharing i popularyzację pojazdów elektrycznych, szukając nowych kierunków rozwoju.

Pojawiają się innowacyjne modele biznesowe – np. każdy może zainwestować w rozwój floty hulajnóg czy skuterów w ramach oferty społecznościowego użytkowania. Dynamicznie rośnie także rynek aplikacji integrujących wszystkie dostępne rozwiązania komunikacyjne, które pozwalają lokalizować najbliższe środki komunikacji i planować intermodalną [wow! – admin] trasę przejazdu.

Eksperci uważają jednocześnie, że polskie prawo nie nadąża za szybkimi zmianami dotyczącymi mobilności. Nie ma np. regulacji dotyczących hulajnóg elektrycznych, dlatego ich użytkownicy są traktowani jako piesi, którzy powinni korzystać z chodników.

Źródło: / PAP /
https://medianarodowe.com

Komentarze 24 to “Deloitte: mieszkańcy polskich miast chętnie korzystają z elektromobilności”

  1. Piotr Podgórni said

    „Eksperci uważają jednocześnie, że polskie prawo nie nadąża za szybkimi zmianami dotyczącymi mobilności. Nie ma np. regulacji dotyczących hulajnóg elektrycznych, dlatego ich użytkownicy są traktowani jako piesi, którzy powinni korzystać z chodników.” Jak słyszę słowo „eksperci” to zapala mi się czerwona lampka. Ci „eksperci” proponują zmienić prawo tak aby dać pierwszeństwo hulajnogom i wyrugować samochody. Coś co kiedyś nazywano kłamstwem lub plotkami dziś nazywa się ratingami, badaniami opinii lub głosem ekspertów.

  2. Okadwa said

    Świat dziwaczeje a głupota napiera…
    Ni można normalnie nic napisać ino zapodaje się tekstem dla robotów.
    Nowomowa sztucznych ludzików a rzeczywistość takoż sztuczna co burdelmama po botoksie.
    Toteż od lasu a od strony gajówki dało się usłyszeć głośne „wow!”
    Był to gajowy Marucha kwitujący słowotok Deloitte.
    … i ocipienie współczesne jak mniemam.

  3. Tadeusz said

    Piszecie o elektrobikach i innych takich cudach ,o elektrycznych samochodach . W ramach oczyszczania powietrza? Naukowcy niemieccy opublikowali wyniki bada z których wynika , że elektro samochody wytwarzają więcej CO2 niż diesle .Ale zaczyna się robić trochę śmiesznie gdy w ostoi puszczańskiej nawiedzony polityk gaworzy o smogu (np. Białystok, Piła itp.) Nikt przy tym nie chce pamiętać ,że po przemianach politycznych z lat 80-tych praktycznie został zlikwidowany przemysł . W większości to jego dymiące kominy były główną przyczyną zadymienia , ale tylko w określonych rejonach kraju takich jak Śląsk ; Zagłębie Dąbrowskie czy Łódź. Do naszych czasów zniknęły osiedlowe kotłownie , zlikwidowano większość „nierentownych” hut (tak jak w Warszawie) skutecznie zasmradzające okolicę, a wielkie elektrociepłownie otrzymały w miarę skuteczne filtry zatrzymujące znaczną część szkodliwych pyłów. Wbrew logice likwiduje się linie trolejbusowe i nie rozbudowywane są sieci tramwajowe ,gdzie źródłem napędu jest ekologiczna energia elektryczna. Przesiedliśmy się też na nowoczesne samochody napędzane benzyną bezołowiową. Ich już nie ma no to kto zasmradza okolicę .Skąd ten SMOG? Kto na własne oczy widział badania czystości powietrza ,bo w to co mówią w tv nie wierzę. Wobec powyższych faktów zadam dwa niezręczne pytania:
    – Czy rzeczywiście chodzi o poprawę powietrza, czy może o to, by wcisnąć komuś drogie i nie chciane towary?
    -Czy drogie modernizacje , za które zapłacimy wszyscy, rzeczywiście przyniosą poprawę powietrza?

  4. Leo said

    Zanieczyszczenie powietrza w polskich miastach jest realne, ale przyczyną nie są samochody, tylko ogrzewanie piecami. Podróżuję często samochodem i po pokonaniu granicy polskiej pogorszenie jakości powietrza w zimowe, bezwietrzne dni widoczne jest gołym okiem.

  5. Mieszkańcy polskich miast chętnie korzystają ze wszystkiego, co im cwany kapitalista pod nos podsunie.

  6. Posiadanie prywatnego samochodu…zazwyczaj(chociaż nie zawsze)zbędnego w codziennym funkcjonowaniu obywateli…jest przejawem płaskiego materializmu i egoizmu użytkowników…typowych dla dzisiejszej dekadenckiej rzeczywistości…Jest także autodestrukcyjne…powoduje zatłoczenie dróg(korki),zatrucie środowiska, gigantyczne koszty i uszczerbek na zdrowiu……Rozsądną alternatywą powinien być-oprócz ekologicznych środków komunikacji…takich jak rower , hulajnoga ,itp.-transport zbiorowy(w miastach : komunikacja miejska…tj. głównie metro , tramwaje i trolejbusy…autobusy w drugiej kolejności)…poza miastami: szybkie i wygodne połączenia kolejowe…

  7. Parapsychopatolog said

    Re 3 Tadeusz.
    Dokladnie. Te pamiętam jaki był szał w drugiej połowie lat 90 na filtry na kominy. Te zakłady co przetrwały „transformację” poinstalowały już dawno filtry i inne eko rozwiązania. A ile zostało np. na wsiach pieców kuchennych opalanych węglem i drzewem, nie mówiąc już o kotłąch CO?

  8. Parapsychopatolog said

    Re 6 Semperparatus
    A ja lubię prowadzić samochód i co mi zrobisz? 🙂

  9. Alina said

    Ale brednie. Szkoda że te obrzezane lemingi zapomniały, że ogranym już od stu lat podstawowym narzędziem „mikromobilności” jest rower.

    Rower – lemingi!

    A dlaczego obrzezane lemingi zapomniały? Bo producenci rowerów nie zapłacili im za ten wątpliwej jakości raport.

    ———–
    Ale rowerem jest ciężko pod górę i pod wiatr, więc lenie poprzyczepiały do nich motorki na bateryjkę.
    Admin

  10. Alina said

    @ Gajowy.

    Tak, i pewnie 90% potencjalnych użytkowników „mikromobilności”, co nie chcą popylać na zwykłym rowerze, zaspokoi rower ze wspomaganiem elektrycznym. Taki zwykły, z ograniczeniem 25 km/h czy s-pedelc, 45 km/h.

    Użytkownikami nie muszą być lenie, także seniorzy czy osoby jak najbardziej zdrowe i sprawne, które zechcą pojeździć np. 20km w jedną stronę, co bez wspomagania może być zbytnim wysiłkiem.

    Rower ze wspomaganiem elektrycznym jest lepszy od hulajnogi, samochodu elektrycznego czy elektrycznej latającej miotły dlatego, że łatwo nim sterować i generalnie jest znanym i ogranym urządzeniem dla wszystkich: użytkowników, pieszych, policji, drogowców i pozostałych zainteresowanych. Ale nie da się na tym zarobić kokosów, więc mośki z Deloitte nie wspomniały słowem.

  11. Marucha said

    Re 10:
    Gwoli prawdy – słowo „rower” (w liczbie mnogiej) pojawia się w artykule trzy razy, a więc mośki z Deloitte tak nie całkiem go pominęły.

    Gwoli zaś uściślenia (piszę to jako dość rutynowany praktyk) zakres stosowalności roweru elektrycznego i hulajnogi elektrycznej nie pokrywa się. Każdy z tych pojazdów ma swoją specyfikę. Mogę to dokładniej wyjaśnić.

    Samochód elektryczny pozwala natomiast wozić ze sobą bagaż.

  12. Alina said

    @ Gajowy

    1. Jeśli chodzi o słowo „rower”, to oczywiście racja. Przegapiłam. Z tym, że dla przynajmniej 90% osób jako elektromobilny wynalazek wystarczy rower ze wspomaganiem elektrycznym. To dobre rozwiązanie dla wszystkich, bo taki rower jest szybki/dynamiczny i jego upowszechnianiu nieuchronnie będzie towarzyszył przelew krwi. Ze względu na jako-takie obycie społeczeństwa ze zwykłymi rowerami, przelew krwi będzie mniejszy niż gdyby miały być upowszechniane elektryczne hulajnogi czy elektryczne latające miotły, za którymi lobbuje Deloitte.

    2. Póki co to elektryczna hulajnoga w przestrzeni publicznej jest średnio legalna, o czym pisałam tutaj: https://marucha.wordpress.com/2019/05/24/elektroniczna-maszyna-do-gaszenia-swiecy-czyli-elektromobilnosc/#comment-833446
    Lepiej aby tak zostało. Jej upowszechnieniu może towarzyszyć przelew krwi, czego byłam świadkiem na Placu Zamkowym w Warszawie. Hulajnoga elektryczna to wbrew pozorom niebezpieczne urządzenie.

    3. Jeśli chodzi o „mikromobilność” (ach ta nowomowa!) to możliwość przewożenia całkiem sporych bagaży zapewnia specjalistyczny rower. Tego typu wynalazkom nawet bardziej przyda się wspomaganie elektryczne, będą miały wtedy większy udźwig czy zasięg a ciągle mogą być rowerami. W Amsterdamie czy podobnych miastach jest tego dużo, często stanowią kolektywną własność wspólnot sąsiedzkich. Tam większość ludzi nie ma samochodów spalinowych a elektryczne są im tak samo potrzebne jak spalinowe.

    Wszystko zostało już wynalezione. Deloitte lobbuje za nowościami, aby wykreować sztuczny „wzrost gospodarczy”, zatrudnienie dla rosnącej masy pieniądza tudzież sposób na wpędzenie ludzi w biedę.

  13. Parapsychopatolog said

    „Podczas gdy w Warszawie na 1000 mieszkańców przypada 715 samochodów, to w stolicy Niemiec jest ich jedynie 333. ”
    To jest bzdura. W sieci są już wyjaśnienia, że w to wliczane są leasingi oraz floty smochodowe firm z centralą w Warszawie. Cęść tych samochodów jeździ po Warszawie a reszta po całej Polsce.

  14. Marucha said

    Re 12:
    Będę bronił hulajnóg elektrycznych.
    Mogą być lekkie, łatwe do wzięcia ze sobą do autobusu lub metra. Najlżejsze. z włókna węglowego to jakieś 7-8 kg.
    Czy są niebezpieczne? Nie bardziej, niż rowery. Przede wszystkim rowery są cięższe.

    Zresztą, Pani Alino, w rękach Polaka to nawet wózek dziecinny może być niebezpieczny…

  15. Boydar said

    „… w rękach Polaka to nawet wózek dziecinny może być niebezpieczny…”

    Żyd też to wie 🙂

  16. Tadeusz said

    do Aliny . Wieczorami spaceruję sobie po swojej dzielnicy i kilkakrotnie omal nie zostałem potrącony przez jeźdźca na elektro-hulajnodze. Tego cholerstwa nie słychać jak nadjeżdża od tyłu. Może policja coś z tym wreszcie zrobi? Strażnicy miejscy nie reagują na zgłoszenia , a dzielnicowy nie przyjmuje do wiadomości , żądając numeru rejestracyjnego (sic!!!)

  17. Marucha said

    Re 16:
    • Zrobić coś nie z hulajnogami – a z idiotami, którzy ich używają. Podobnie zresztą z idiotami-kierowcami, motocyklistami, rowerzystami…

    • Wpuścić hulajnogi na ścieżki rowerowe, nie wiem, w czym problem.

    PS Dziwne, że policja nie przyjmuje zgłoszeń. Będą też żądali numeru rejestracyjnego od człowieka bez żadnego pojazdu, który popełnił przestępstwo? Przecież to chore…

  18. Alina said

    Hulajnoga elektryczna w obecnym stanie prawnym to „pojazd”. Nie ma prawa poruszać się po chodniku. Jeśli ktoś wyrządzi na chodniku hulajnogą szkodę, powinien za to zapłacić i jeszcze pójść w dyby za poruszanie się pojazdem po chodniku. Po drodze publicznej – owszem. Z tablicą rejestracyjną, dowodem badania technicznego, oświetleniem, itp. Jak to motorower.

    Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy rowerem a elektryczną hulajnogą. Zwykły rower, aby rozpędzić do 20-25km/h, trzeba się napedałować. A w hulajnodze wystarczy włączyć guzik a silnik dynamicznie rozpędza. Z tego powodu zresztą problemem są rowery ze wspomaganiem elektrycznym. Jest ich mało więc problem jest mały, zresztą w legalnym rowerze elektrycznym wspomaganie ma się odłączać przy 25 km/h.

    Na tym filmiku idiota, jadąc na chodniku, deklaruje osiągnięcie hulajnogą prędkości 65 km/h:

    Nie mam nic przeciwko hulajnogom elektrycznym poruszającym się zgodnie z prawem. Po polach, albo po ulicach, z homologacją, oświetleniem, ubezpieczeniem, tablicą rejestracyjną a piloci powinni mieć kaski na łbach. Choć oczywiście raczej życzę temu bezużytecznemu i niebezpiecznemu wynalazkowi śmierci takiej jaka stała się udziałem Segwaya. I łatwo tego dokonać, wystarczy egzekwować prawo.

  19. Marucha said

    Re 18:
    Cieszy mnie, że nie ma Pani nic przeciwko hulajnogom elektrycznym, jeśli maja homologację, oświetlenie, ubezpieczenie, tablicę rejestracyjną, kask, apteczkę, zapasowe koła, zestaw śrubokrętów, lutownicę, młotek, obcęgi, kamerę i ekrany LCD pozwalające na obserwację drogi w 360 stopniach. Aha, oczywiście GPS i odbiornik krótkofalowy.
    O czymś zapomniałem?

    Pani byłaby wymarzonym wręcz twórcą ustaw w Unii Europejskiej.

    Coś w rodzaju działaczek, które chciały zakazać używania czekolady, ponieważ jakiś tam promil ludzi jest na nią uczulony.

    Dla Pani ten wynalazek jest „bezużyteczny” i „szkodliwy”. Otóż proszę przyjąć do wiadomości, iż zupełnie nie podzielam Pan zdania. Dla mnie oznacza on przede wszystkim wygodę przemieszczania się na niezbyt duże odległości. A także możliwość uniknięcia bólów krzyża, coraz częściej nieodłącznie związanych z chodzeniem.

    Mam wrażenie, że Pani nigdy nie używała takiej hulajnogi. Ja zaś czynię to od trzech lat. I wiem, o czym mówię.

    Na szczęście nikt Pani nie może zmusić do wypróbowania elektrohulajnogi.

  20. Boydar said

    „… O czymś zapomniałem? …”

    Oczy – wiście, skrezola Pana Gajowego chrumka; PASY !!!

  21. Marucha said

    Re 20:
    No właśnie! Wiedziałem, wiedziałem, że coś umknęło mej uwadze!
    PASY.

    (A może i poduszki powietrzne?)

    Kurde, w tej cholernej Szwecji właściwie nikogo nie obchodzi, jak jeżdżę – chyba, że spowoduję wypadek, ale jeszcze o takowym nie słyszałem. Pojazdy nie przekraczające 25 km/h nie wymagają żadnych tablic, ubezpieczeń, badań itp. Jak rower.

  22. jasiekztoronto said

    Re: 19 Marucha.
    I z takimi „ewenemtami” (akurat plci „odmiennej” jak i rowniez „ksiazkowych” pogladow) mamy do czynienia nie tylko w Gajowce.
    Jesli cos lub ktos nie miesci sie w ramach wiedzy czy obserwacji, to takie „indywiduum” jest sklonne nakladac „wlasne” watpliwosci nacechowane glownie na tzw. „bezpieczenstwo”, ktore suto musi byc oblozone roznorakimi „restrykcjami” o podlozu glownie finansowym…

    Och, Panie Gajowy, rowniez zapomnial Pan o podatku drogowym i chodnikowym…i bedzie juz „komplet” ku satysfakcji do panskiego komentarza (odpowiedzi dla w/w)…

    =======================
    jasiek z toronto

    http://polskawaczaca.com

  23. jasiekztoronto said

    Re: cd.
    Oj, zapomnialem dopisac post scriptum
    Otoz, takiego „rodzaju towarzystwo” we wzgledzie tzw. „bezpieczenstwa” naklada kare nawet na tych, ktorzy troche „wypili” wsiedli za kierownice pojazdu mechanicznego, niczego nie dokonali (zadnego wypadku, zadnego zagrozenia), a sa karani za to, ze MOGLIBY kogos zabic lub okaleczyc…
    Ot taka zydowska „prewencja” dla gojow…

    =======================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  24. Enya said

    Ludziska lubią elektryczne hulajnogi. Zwykłe też. Zwłaszcza dzieci.
    Tyle że wiele razy widziałam porzucone elektryczne hulajnogi jak jakiś śmieć na chodniku. Kultury ludziom brakuje, żeby je zostawić gdzieś z boku, a nie na środku chodnika. Mówię o tych hulajnogach miejskich, z których korzysta się z pomocą aplikacji internetowej (jak sądzę, bo sama nie korzystałam).

Sorry, the comment form is closed at this time.