Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Czeski film w Wielkiej Brytani…
    yattakaj o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Marek Lipski o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
    gd-ap o Wolne tematy (53 – …
    yattakaj o Wolne tematy (53 – …
    Niedźwiedź o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
    Boydar o Zimowy sen Polski
    Kojak o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Boydar o Polskie elektrownie produkują…
    Boydar o Wolne tematy (53 – …
    Troll Polonii o Otyłość coraz większym problem…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

“Łacina jest językiem przyszłości” – wywiad z Marcelem Pérès

Posted by Marucha w dniu 2019-06-02 (Niedziela)

Jaka jest obecna sytuacja chorału gregoriańskiego we Francji? Czy jego popularność rośnie, czy może maleje?

– Są w tym względzie różne tendencje. Od czasu motu proprio Benedykta XVI obserwujemy niewielkie otwarcie się na chorał gregoriański. W kilku parafiach toleruje się go od czasu do czasu, jednakże nie jest to nic poza tolerancją, nie spotyka się on z żadnym entuzjazmem ze strony władz kościelnych, które uważają ten rodzaj muzyki za jedynie dodatek, tyleż dekoracyjny, co przestarzały.

W środowisku nazywanym „tradycjonalistycznym” praktykuje się jeszcze chorał gregoriański według szkoły opactwa w Solesmes. Jest też kilka innych tendencji, takich jak na przykład ta w Bractwie Kapłańskim Św. Piotra, w której kilku młodych księży interesuje się moją pracą. Także w Toulonie, na południu Francji, jest wspólnota księży, którzy starają się praktykować chorał gregoriański w dość podobnej stylistyce. Ponadto kilku seminarzystów z tego miasta jest zainteresowanych moją pracą, jednak pozostaje to sprawą marginalną.

Tradycja śpiewu kościelnego nie jest dziś zagadnieniem istotnym dla Kościoła, jest ona marginalizowana. Nie zawsze jesteśmy świadomi, że praca nad dziedzictwem liturgicznym jest rzeczą prawdziwie istotną oraz że łacina jest językiem przyszłości Kościoła. Nie uświadomiliśmy też sobie, że łacina już należy do przyszłości Kościoła. Poza tym jest wielu ludzi świeckich, których przyciągnęły dzieła muzyki sakralnej, ale doświadczyli jej oni poza kościołem, ponieważ w środowiskach tradycjonalistycznych śpiewa się na modłę Solesmes. Jednakże zmieniają się wyobrażenia i coraz więcej osób dostrzega znaczenie tych spraw, lecz to także zjawisko marginalne w Kościele.

Francja była kiedyś „Najstarszą Córką Kościoła”, potem została silnie dotknięta przez rewolucję, przez rządową politykę antyreligijną i na końcu przez sekularyzację społeczeństwa. Pańskim zdaniem jakie jest dzisiejsze francuskie chrześcijaństwo?

– Z socjologicznego punktu widzenia widzimy, że chrześcijaństwo skoncentrowało się w wielkich miastach, wieś i proletariat są całkowicie zdechrystianizowane. Niestety, katolicyzm stał się domeną mieszczan i burżuazji. To klasy wyższe są jeszcze katolickie, to oni są tymi, którzy prowadzą dzieci do kościoła, a lud jest absolutnie zagubiony. Na wsi jest czasami tylko jeden ksiądz na trzydzieści lub czterdzieści wiosek. Z drugiej strony miasta są pod tym kątem bardzo aktywne: Paryż, Lyon, Bordeaux, Nantes, Tuluza. To wielki problem w dzisiejszych czasach: nie ma już „ludowego chrześcijaństwa”.

W latach 1960–1970 francuski kler zniszczył resztki pobożności ludu: procesje, bractwa… Uważano, że te zwyczaje pochodzą od zabobonów. W Hiszpanii czy we Włoszech istnieje jeszcze religia ludowa, ponieważ zachowano te elementy, jednakże we Francji już tego nie ma. Widoczne jest to jeszcze na Korsyce, ale Korsyka jest mimo wszystko trochę na uboczu, to prowincja. Chrześcijaństwo stało się elitarne. Prawie wszyscy młodzi księża pochodzą ze środowisk burżuazyjnych, już prawie nie ma tych z niższych grup społecznych. To smutne.

Czy inicjatywy takie jak Pańskie, jest pan muzykologiem, śpiewakiem i historykiem śpiewu liturgicznego, mają pozytywny wpływ na budzenie wiary chrześcijańskiej? Jaka jest rola kultury w propagowaniu Ewangelii?

– Pracuję nad pamięcią liturgii. Niosę jedynie świadectwo tego, co stanowiło liturgię w innych epokach. Problemem jest to, że dziś w Kościele nie istnieje pojęcie dziedzictwa liturgicznego. Gdy mówi się o dawnych liturgiach, można usłyszeć: „To już było, współczesny człowiek potrzebuje czegoś innego!”. Jest to wręcz samobójcze podejście, ponieważ odcinając się od dawnych liturgii, stajemy się obcy duchowości ludzi, którzy tworzyli naszą cywilizację.

Zachwycamy się kościołami gotyckimi, romańskimi czy barokowymi, nie zdając sobie sprawy, że te budynki zostały wzniesione, by przyjąć określoną formę liturgii. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć dynamiki i ducha tych miejsc, nie znając liturgii, dla której zostały skonstruowane. Za tymi kościołami stoi cywilizacja. Zapomina się, że liturgia niesie w sobie projekt cywilizacji.

Jest to kwestia przetrwania, ponieważ jeśli chrześcijaństwo nie proponuje modelu cywilizacji, staje się jedynie opcją moralną, podczas gdy tym, co dawało chrześcijaństwu siłę na przestrzeni wieków, była koherentność modelu cywilizacji, którą budowało, a której uprzywilejowaną formą wyrazu była sztuka.

Ten wymiar jest niestety nieobecny we współczesnej refleksji, gdyż uważa się, że estetyka jest rzeczą drugoplanową, podczas gdy tak naprawdę jest rzeczą najważniejszą. To poprzez nią zatwierdza się i definiuje projekt cywilizacji. Wiara i kultura są nierozłączne.

Czy przypomina Pan sobie historie ludzi, którzy przyciągnięci przez kulturę liturgii, odkryli chrześcijaństwo?

– Niektórzy ludzie dalecy od chrześcijaństwa odkryli je poprzez kulturę, ale gdy tylko zwracali się do liturgii współczesnych, byli zasadniczo mocno rozczarowani.

Wraz z reformą liturgii chciano stworzyć kulturę popularną, ludową, lecz jednocześnie ludowi kulturę odebrano! Wcześniej ludzie mieli prawo do prawdziwej kultury Kościoła. Pochodziła ona z głębi wieków, a łacina była jej bramą na cały świat. W kulturze, którą przenosi liturgia, jest zawarte ponad dwa tysiące lat pamięci. Chcąc uczynić ją popularną i współczesną, zagubiono lud, odcinając go od dziedzictwa, do którego miał on prawo.

Czy chorał gregoriański może być preambula fidei dla ludzi kompletnie spoza Kościoła środkiem w zbliżeniu się do niego?

– Wielu z nas odczuwa współcześnie przepaść oddzielającą nas od sztuki liturgicznej minionych wieków. Gdy tylko kończy się kursy śpiewu sakralnego, tego repertuaru, który wyszedł już z użycia, uczniowie wracają do kultury dominującej w naszych społeczeństwach, odczuwając silną frustrację. Szczyty emocji, kontemplacji, rozważań, których doświadczyli podczas tych dni, giną w brutalnej rzeczywistości liturgii współczesnej.

To, co Pan mówi, jest poważne.

– Zgadza się, bardzo poważne.

Czy konsekwencją tego, że Kościół nie odnowi swoich tradycji, może być to, że przyszłość naszej cywilizacji będzie zagrożona?

– Tak, jest to problem natury cywilizacyjnej. To tak jak z pamięcią o łacinie. Tylko Kościół może zachować łacinę w formie żywej i funkcjonalnej, nie ma żadnej innej instytucji, która byłaby w stanie to zrobić. To problem cywilizacyjny, którego duchowieństwo nie jest świadome. Papież Benedykt XVI doskonale rozumiał naturę problemu, z tego powodu utworzył Wyższy Instytut Łaciny w Rzymie. Jednakże kler i konferencje episkopalne nie zdały sobie jeszcze sprawy ze znaczenia tego języka w przyszłości Kościoła i naszej cywilizacji.

Należałoby zacząć od prawdziwego nauczania łaciny w seminariach, a także żeby dzieci na lekcjach religii uczyły się na pamięć psalmów, modlitw i pieśni po łacinie.

Jest to pewnego rodzaju paradoks, z jednej strony Sobór Watykański II mówi nam: wracajcie do źródeł, zgłębiajcie swoje tradycje, waszą przeszłość, lecz z drugiej strony mamy zmiany iście destrukcyjne.

[II Sobór sam nie wie, co mówi – admin]

– Obecny zły stan bierze się z braku spójności pomiędzy licznymi sposobami myślenia, które zamiast współdziałać w harmonii, zderzają się, ignorują się nawzajem i czasem występują przeciwko sobie. Jest też zamieszanie w kwestii czasu, jego wielorakiej natury, sposobów, w jaki upływa, jego relacji z pamięcią i jego roli w budowaniu przyszłości. Ponieważ pamięć nie jest tylko kultem przeszłości, jest też zaczynem przyszłości.

Nie ma już konsensusu co do punktów odniesienia dla śpiewu kościelnego, rządzi pewien rodzaj wykluczającego dziwactwa, które upoważnia każdego, kto ma trochę władzy w parafii lub wspólnocie, do decydowania o tym, co jest dobre w śpiewie liturgicznym, a co powinno być z niego absolutnie wykluczone. Nic nie jest smutniejsze od dyskusji w zakrystii, kilka minut przed pogrzebem, gdy trzeba z zapałem negocjować pozwolenie zaśpiewania tekstów z oficjum za zmarłych. Puszczenie nagranej piosenki przychodzi dużo łatwiej niż zaśpiewanie psalmu po łacinie, Libera me czy jakiegokolwiek fragmentu z mszy Requiem. Pojawił się także kilka lat temu nowy kaprys, który na szczęście nie zdobył jednogłośnego poparcia kleru, śpiewania Alleluja na pogrzebach, pod pretekstem tego, że śmierć byłaby radosną tajemnicą, która przybliża nas do Pana.

Jest także zamieszanie w kwestii tekstów normatywnych, szczególnie tych z Soboru Watykańskiego II. Wielu ograniczyło się do jednostronnego odczytania Soboru, kładąc nacisk na kilka udogodnień, które w perspektywie lat 60. pozwalały radykalnie zmieniać estetykę liturgii. Jednakże celowo przemilczają niektóre podstawowe elementy wyraźnie określone jeszcze przez Sobór. Tak więc dla większości wierzących znakami ostatniego Soboru są Msza odprawiana przodem do ludu, porzucenie łaciny, odstawienie chorału gregoriańskiego do muzeum i frenetyczna kompozycja nowych pieśni w miejscowych językach.

Otóż gdy przejrzymy teksty, odwrócenie ołtarza nie jest nigdzie zalecane[i], łacina po raz pierwszy zostaje ogłoszona oficjalnym językiem Kościoła, chorał gregoriański jest ustanowiony jako właściwy i oficjalny repertuar Kościoła, a język miejscowy jest tolerowany w przypadkach potrzeb duszpasterskich. [Ciekawe zatem, jak to się stało… nikt nie kazał likwidowania ołtarzy ani stania tyłem do Pana Boga… a jakoś wszyscy to zrobili jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – admin]

Ojcowie Soboru byli prawdziwie natchnieni [CZYM? Luteranizmem? – admin]. Słowa, które tam padły, przerastały to, co mogli sobie wyobrażać w tamtym momencie ich autorzy. Jednakże jesteśmy w posiadaniu tekstów i ciągle medytujemy nad ich harmonią, która objawia się, pod warunkiem że pozwolimy tym słowom zabrzmieć raz jeszcze, z dala od wszelkiej polemiki, w ciszy miłosiernego spojrzenia skierowanego na formy liturgiczne w historii Kościoła. Jest w Konstytucji o liturgii zdanie, które przeszło prawie niezauważone: „Skarb muzyki sakralnej będzie zachowywany i kultywowany z największą troską”[ii]. [Właśnie widać, jak jest „kultywowany”…  – admin]

Tak więc sławny „duch Soboru”, który jest często przywoływany, by usprawiedliwić niekończący się, ślepy pęd ku nowoczesności, która zanika, w istocie zaleca raczej zwrócenie uwagi na dawne formy muzyczne ze wszystkich epok, tak aby przyjąć nauczanie, które one przenoszą. Katolicy są także zaproszeni do kierowania uwagi na inne tradycje liturgiczne, szczególnie wschodnie. Inna interpretacja Soboru byłaby nie wyrazem fundamentalizmu w promowaniu języków miejscowych, w którym uczestniczymy od ponad pięćdziesięciu lat, ale synowską, staranną troską o skarby muzyczne i mistagogiczne dawnych liturgii, niosącą trwałe zainteresowanie liturgiami Wschodu.

Jesteśmy od tego jeszcze daleko, nawet jeśli Benedykt XVI był zupełnie jednoznaczny w tej sprawie[iii]. De facto sytuacja doktrynalna nie była nigdy tak sprzyjająca radykalnej reformie muzyki sakralnej, która to radykalność objawia się tu jako rozumne wyzwolenie od dyktatury: „wszystko w językach miejscowych” i „wszystko, tylko nie chorał gregoriański”.

Jak widzi Pan przyszłość?

– Na początku reform niektórzy aspirowali do powrotu do źródeł pierwszych liturgii. Te ambicje ostatecznie zniknęły dyskretnie w latach 80. Jednakże od lat 60. wiele elementów, które znane były tylko kilku rzadkim specjalistom, upowszechniły się, by wzbogacić wyobraźnię Europejczyków: repertuar Kościoła Wschodu, śpiew liturgiczny średniowiecznej Europy, muzyka barokowa i renesansowa. Repertuary muzułmański i żydowski także były mile widziane w tym wyimaginowanym muzeum lat 80.

To w tamtym momencie zaczęły rozwijać się festiwale muzyki sakralnej, które otworzyły się na muzykę całego świata, a także muzykę dawną. Tak więc w momencie, w którym wydawało się, że Kościół definitywnie odwrócił się plecami do swojego dziedzictwa muzycznego, to powróciło ze zdwojoną siłą w formie festiwali, płyt, emisji radiowych, a także w edukacji.

Właśnie w latach 80. pojęcie zachowania i aktualizacji dziedzictwa zaczęło nabierać coraz większego znaczenia w polityce kulturalnej. W tym kontekście trudno jest powiedzieć, że liturgia współczesna wyraża to, czym mogła być ta z pierwszych wieków. Te twierdzenia, dalekie od bycia anegdotycznym fenomenem bez znaczenia, zasługują na zatrzymanie się przy nich na chwilę, ponieważ wyrażają one pewne trwałe przekonanie, które pojawia się w XIX wieku, systematycznie negujące historię śpiewu, a zatem i pamięć liturgiczną, co jest godne głębokiego pożałowania, ponieważ śpiew tworzy miejsce i czas dla przekazu.

Muzyczne reformy posoborowe usprawiedliwiają swoją konieczność poprzez potrzebę powrotu do źródeł, ale także przez imperatyw „nowoczesności”. Te pojęcia, zrozumiałe w kontekście ich sformułowania w latach 1950–1960, okazały się w znacznym stopniu przestarzałe dwadzieścia lat później, kiedy negatywne skutki nowoczesności zaczęły być odczuwalne: hiperindustrialne społeczeństwo, zanieczyszczenia środowiska, rozerwane lub podkopane przez rozpad tradycyjnych struktur więzi społeczne.

Współczesny świat i jego ograniczenia sprawiały, że ludzie zupełnie inaczej patrzyli na rzeczy z przeszłości. Zachowanie, nadanie im wartości, inteligentne ponowne użycie dziedzictwa stały się kręgosłupem licznych rozwijających się inicjatyw kulturalnych. Jednak Kościół, zamiast towarzyszyć tym dobroczynnym aktywnościom zachodnich społeczeństw, trwa w promowaniu przebrzmiałych nowoczesnych metod, na wzór tej nowoczesności z lat 60., które jakoby ma przynieść dzisiejszemu światu dobrą nowinę Ewangelii. Uważano, że aby to uczynić, należy w całości skomponować na nowo śpiew liturgiczny, spychając w zapomnienie wszystko sprzed lat 60. XX wieku.

Współczesny śpiew kościelny nie musi być postrzegany jako nieodwracalny produkt konieczności historycznej, ale jako epifenomen silnie powiązany z oczekiwaniami, wierzeniami i kontekstami społecznymi drugiej połowy XX wieku. Dziś trzeba zredefiniować wszystkie te aspekty, ponownie umieścić śpiew kościelny w historii Kościoła Wschodu i Zachodu, przywrócić uniwersalny kontekst natury śpiewu religijnego, by określić to, czego nam współcześni pragną i czego mogą oczekiwać od Kościoła.

Po II wojnie światowej dało się odczuć pragnienie fundamentalnego przemyślenia chrześcijaństwa, jego publicznego wyrazu, liturgii, której ślepy tradycjonalizm, odziedziczony po myśli XIX wieku, a następnie reformach wprowadzonych przez św. Piusa X, był odbierany jako nieadekwatny do nowych wyzwań, które stawiały zachodnie społeczeństwa.

Cele uwypuklone się w latach 60., można schematycznie sformułować jako zmierzające w czterech następujących kierunkach:

– Powrót do źródeł chrześcijaństwa z użyciem śpiewu jako uprzywilejowanego nośnika.
– Otwarcie się na zmieniający się świat. [Aha… – admin]
– Przemyślenie chrześcijaństwa, które nie jest już skupione wyłącznie na historii kultury europejskiej.
– Uczynienie wiernych odpowiedzialnymi za uczestniczenie w życiu Kościoła, a szczególnie w liturgii.

Reformy liturgiczne oraz twórczość muzyczna, która z nich wynikała od lat 60., w dużej mierze bazowały na tych czterech kierunkach, ale ich niemal niedyskutowalna interpretacja niekiedy przeradzała się w rodzaj fundamentalizmu, jakoby nieodwracalnego, jak na przykład wyłączne użycie języków miejscowych. Te kierunki mogą być tymczasem różnie interpretowane w świetle odkryć i zdobyczy nauki, które pojawiły się w przeciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.

Jaka powinna być dzisiejsza sztuka liturgiczna?

– Należy znaleźć sposób prawidłowego zastosowania na nowo skarbów duchowości i środków wyrazu artystycznego, które pozostawili nam nasi przodkowie. Musimy zrozumieć, że poza rzeczami namacalnymi jest dziedzictwo niematerialne, że te dzieła sztuki zostały stworzone przez ludzi, dla których chlebem powszednim było doświadczenie liturgiczne. Brak świadomości dziedzictwa kultury liturgicznej u większości współczesnych katolików czyni ich zamkniętymi na mistyczną dynamikę, którą tworzyło tyle dzieł sztuki na przestrzeni dziejów.

Ani sztuka, ani liturgia nie są celami same w sobie, są narzędziami, nośnikami, które prowadzą nas do spotkań. Z tego powodu trzeba przezwyciężać dyktaturę upływającego czasu. Ostatnie dekady przyznały temu upływowi czasu duże znaczenie w budowaniu estetyki liturgii pod pretekstem „nowoczesności”. Tymczasem właściwy czas religijny ma zupełnie inną naturę. Wszyscy, którzy w historii byli zafascynowani słowami Jezusa i stawali się Jego uczniami, byli nimi, ponieważ te słowa są zawsze bardzo współczesne. Słowa, które głosił dwa tysiące lat temu, uciekają od tego upływającego czasu, są od niego niezależne, są aktualne każdego dnia. To właśnie tę ponadczasową kreatywność powinny wyrażać, odkrywać i przekazywać wszystkie formy sztuki religijnej.

Sztuka jako narzędzie Epifanii, zasada, która niesie na swoim najwyższym poziomie myślicieli, artystów, teologów, którzy w XV wieku we Florencji rozwijali nauczanie o tajemnicy Trzech Króli[iv].

Sztuka objawiająca także nauczanie o tajemnicy Przemienienia, w którym ujawnia się prawdziwa natura czasu. Tak jak Jezus był zarazem obecny pomiędzy swoimi uczniami i rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem, tak natura śpiewu kościelnego prowadzi nas ku spotkaniu, obecności, świadectwu, które nasi przodkowie przeżywali przez doświadczenie liturgii, świadectwu tego, co my mamy do przekazania nam współczesnym oraz tym, którzy nadejdą po nas. Jak litania, ta ścieżka spotkań kształtuje się na wiele sposobów, których lista, daleka od wyczerpania, znajduje się poniżej:

– Spotkanie z ludźmi z przeszłości, którzy pozostawili nam to dziedzictwo.
– Spotkanie ze współczesnymi ludźmi, aby te formy sztuki wyrażały to, czego współczesne życie nie pozwala doświadczyć.
– Spotkanie z katolikami rytu łacińskiego, aby umieli pojednać się ze swoją pamięcią liturgiczną.
– Spotkanie z chrześcijanami Wschodu, aby każdy odnalazł istotę swojego rytu.
– Spotkanie z innymi religiami.[A po jaką cholerę? – admin]
– Spotkanie z innymi… ze wszystkimi, którzy nie znaleźli w żadnym rycie tego, co nasyciłoby ich duchowy głód.
– Spotkanie z kosmiczną harmonią, życie w rytmie pór roku, dnia i nocy (doświadczenie laudesów o świcie, nieszporów o zachodzie słońca i matutinum w nocy).

Widzi Pan jakieś światełko nadziei?

– W przeciwieństwie do tego, co można by pomyśleć, rozważając obecną sytuację muzyki kościelnej u katolików, nie wszystko jest stracone, nawet jeśli dzieło, którego trzeba dokonać, jest ogromne. Sytuacja doktrynalna nigdy nie była tak przychylna prawdziwemu renesansowi śpiewu liturgicznego. Musimy okazać najwyższą wnikliwość, by rozróżnić to, co w akcji liturgicznej jest akcydentalne[v], aby w pełnej wolności ponownie oprzeć się na fundamentach, które pozostawili nam przodkowie, ze spokojną pewnością dzieci, które prawowicie wezmą w posiadanie ich dziedzictwo.

Coś prawdziwie nowego pojawiło się wraz z wezwaniem Soboru Watykańskiego II, aby artyści i duchowieństwo brali pod uwagę we wzajemnych relacjach całe dziedzictwo muzyki sakralnej. Nakaz, którego znaczenie nie jest jeszcze w pełni uświadomione, traktowania środków wyrazu estetyki całej tradycji muzycznej jako tego, czym są one same w sobie. Praca rekonstrukcyjna tego repertuaru rozpoczęła się, jest tu wymiar dziedzictwa w planie historycznym i geograficznym, dotyczący tradycji muzycznych chrześcijan, żydów i muzułmanów. Jest tu wymiar antropologiczny, który ujawnia mechanizmy dynamizmów psychicznych i relacyjnych, umocowanych w śpiewie liturgicznym i wpisujących go w przekaz wiary. Angażuje odpowiedzialność Kościoła, w nim odkrywając głęboki związek pomiędzy jego misją kulturową i kultyczną. Zaprasza do odkrycia teologii śpiewu i przekazu, która znajduje się ponad jego historią i jego praktyką.

Rozmawiała Dominika Krupińska
Tłum. Andrzej Chrzanowski

[i] cf. Wstęp kardynała Ratzingera do książki Uwe Michaela Langa: Zwrócić się do Pana. Esej o orientacji modlitwy liturgicznej, Genewa, wyd. Ad Solem, 2006. Oryginalne wydanie niemieckie: Conversi ad Dominum. Zu Geschichte und Theologie der christlichen Gebetsrichtung, mit einem Geleitwort von Joseph Kardinal Ratzinger, Johannes Verlag Einsiedeln, Freiburg 2003.

Argumentacja kanoniczna opiera się konsekwentnie na fakcie, że żadna wzmianka o tym sposobie celebracji nie znajduje się w soborowej Konstytucji o liturgii, Sacrosanctum concilium, z grudnia 1963 roku. Trzeba przejść do „dokumentów wykonawczych”, żeby znaleźć taką wzmiankę, która zresztą nie jest bezwzględnie wiążąca: Pożądane jest wystawienie ołtarza wielkiego w takim oddaleniu od ściany, aby go łatwo można obejść i aby celebra mogła się odbywać twarzą do ludu (Instrukcja Inter oecumenici z 26 września 1964 r.). Po tej instrukcji wydano także roztropne rekomendacje skierowane do przewodniczących konferencji episkopatów. Ponadto Mszał Rzymski wydany przez bł. Pawła VI zachował rubryki, których nie można zrozumieć, jeżeli wyklucza się możliwość jednakowej orientacji kapłana i wiernych podczas Modlitwy Eucharystycznej. Trzecia edycja tego Mszału, promulgowana przez św. Jana Pawła II w 2002 roku, ciągle zachowuje te rubryki, a wyjaśnienie udzielone przez prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (kardynała Medinę Estéveza w 2000 r.) otwarcie stwierdza, że to nie ustytuowanie odprawiającego księdza jest sprawą istotną, ale zwrócenie się wiernych ku Bogu w ich podstawowym poruszeniu duchowym. Nie da się powiedzieć, że obecna praktyka celebracji „twarzą do ludu” odpowiada właściwym tekstom soborowym. Opiera się ona raczej na późniejszych instrukcjach, które wdrażano bez zalecanego umiarkowania.

[ii] Konstytucja soborowa o liturgii n. 114. Podobnie Sancrosanctum concilium n. 116: Kościół uznaje śpiew gregoriański za własny śpiew liturgii rzymskiej.

[iii] Summorum Pontificum, motu proprio Jego Świątobliwości Benedykta XVI. List Apostolski z 7 lipca 2007 o celebracji liturgii rzymskiej sprzed reformy w 1970 roku.

[iv] R. Hatfield, The compagnia dei Magi, w: „Journal of the Warburg and Courtauld Institutes”, 33, 1970, s. 107-161; P. Duclos-Grenet Des mages á Florence au Quattrocento. Autour de la fête de l’Éphiphanie de 1443, Biuletyn Centrum Nauki o Średniowieczu w Auxerre BUCEMA [online], 18.2.2014 [dostęp 19 grudnia 2014].

[v] Akcydentalne oznacza tutaj wszystkie czynniki, które nie mają nic wspólnego z doktryną i które przyćmiewają pewne wymiary podstawowe doświadczenia liturgicznego: mikrofony, fundamentalizm języków miejscowych, elektryczne światła, godziny modlitwy, które nie odpowiadają rytmowi słonecznemu (pierwsza godzina, druga etc.), planowanie przestrzeni wewnątrz kościoła, akompaniament organów.

Marcel Peres (1956), muzykolog, kompozytor, rekonstruktor muzyki liturgicznej średniowiecza.

Za: http://christianitas.org/news/lacina-jest-jezykiem-przyszlosci/
Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcel_P%C3%A9r%C3%A8s

http://www.bibula.com

Gajowy jest przekonany, iż Kościoła Watykańskiego i jego bezmyślnych wyznawców nie da się już uratować – tak, jak nie udałoby się odtworzenie Cesarstwa Rzymskiego. Zbyt wiele nieodwracalnych zmian zaszło, zbyt daleko posunęło się ogłupienie ludu, zbyt wielu Żydów i żydłaków przejęło struktury Kościoła. Zbyt niewielu widzi potrzebę powrotu do Świętej Tradycji.
Owszem, jakaś grupa wiernych Chrystusowi – przetrwa. Ale nie przy Watykanie.
Admin

Komentarzy 20 to ““Łacina jest językiem przyszłości” – wywiad z Marcelem Pérès”

  1. hulajdusznik said

    „Łaciny” ci tu pełno, i to tej najgorszego sortu, bo używanej w zwrotach bezpośrednich wobec „innych”, nawet tych wyimaginowanych, a to nie przyszłość, nawet.

  2. ciekawski said

    Ta uliczna łacina też?

    ——
    Ha ha ha! Jaki świetny i oryginalny dowcip.
    Pan sam go wymyślił?
    Admin

  3. Kar said

    ..dajmy sie jemu wypowiedziec, to jest jeden lepszych..mozna go sluchac od rana do wieczora

  4. Boydar said

    „… które zamiast współdziałać w harmonii, zderzają się, ignorują się nawzajem i czasem występują przeciwko sobie …”

    Normalne, jak to w talmudzie.

  5. bebrave2019 said

    Ile razy mam prosić, aby nie zamieszczać linków bez słowa komentarza – i aby youtube poprzedzać kropką?
    Admin

  6. Disce Puer said

    Bibuła, a za nią szanowny Gospodarz serwują łososia drugiej świeżości.
    Doznawałem swoistego deja vu. Nic dziwnego, czytałem to już przed prawie 3 laty. Nie zmienia to oczywiście zasadniczego przesłania. Chociaż ono dotyczy w zasadzie liturgii. Tu zresztą też art 54 Sacrosanctum Concilium („Należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać stałe teksty mszalne, dla nich przeznaczone, także w języku łacińskim”) jest martwy.

    Ale uliczna sonda sprzed tygodnia poraża. Dziś nawet ludzie nie wyglądający na meneli dają się nabrać na „homo sapiens”.

    >https://www.youtube.com/watch?v=l1XqbpNrLWE&feature=youtu.be

    Tuż przed 7 minutą pan udzielający dłuższej wypowiedzi wyznaje, że jest nauczycielem, podkreślając że to stan, jak kapłaństwo, wysokiego zaufania. Jeżeli to nie podstawiony statysta, to i śmieszne, i straszne. Corruptio optimi pessima 😦

    Ubocznym efektem sondy est pokazanie jak zacofane i fobiczne mamy społeczeństwo („wężykiem Jasiu”)

  7. Boydar said

    Ależ oczywiście, że nauczyciel jest zawodem (stanem) wysokiego zaufania. Dokładnie jak kapłaństwo. Kapłan kształtuje ducha, nauczyciel umysł. Wprawdzie lepiej być prowadzonym przez kiepskiego nauczyciela niż złego kapłana ale samej idei to nie zmienia, w obu przypadkach powierzamy się /nasze dzieci/ z wiarą że nie zepsuje. Różnica jest taka, że klucze u księdza są do poważniejszych zamków.

  8. Marucha said

    Re 6
    Co Pan chciał przekazać?

  9. RomanK said

    Panie Gajowy….niech pan slucha serca…..KOSCIOLA CHRYSTUSOWGO…nie vatykanskiej kurii uzurpujacej sobie tytul….niech pan patrzy co dzieje sie we Francji..Rosji ..w Chinach….na calym swiecie..poza zasiegiem mass merdiow , poza calkowitym brakiem zainteresowania opinii publicznej…..poza naszymi obserwacjami……Ruch Trawy….ciezko zauwazyc…….ale to najpotezniejszy Ruch…. Veni Creator Spiritus…….

  10. revers said

    raczej jezyk harwardzki i jidisz

    gdy tytul „honorius causus” rozdaje sie za ewidentne lamanie prawa krajowego lub umow miedzypanstwowych, miedzynarodowych w Szengen, Dublinie pod globalistow-„uchodzcy”, „nachodzcy” lub „legalizujacy terroryzm” w formie proxy, czy mk ultra.

  11. Troll Polonii said

    Nie wiem co prawda co to znaczy ‚honorius causus’ bo mnie uczyli ‚honoris causa’ ale jak na razie to ciagle jeszcze poslugujemy sie lacina na codzien w mowie potocznej i w zargonach zawodowych.
    Natomiast zakaz liturgii w jezyku lacinskim i likwidacja nauczania laciny jest zbrodnia przeciwko kulturze europejskiej..
    Nikt nie zostal ukarany, trybunalow nie bedzie- za to przybedzie imbecylow, ktorzy beda opowiadac brednie o lacinie tak jak taka jakas sekta pseudo-religijna, ktora probowala mi wmowic, ze lacina to jezyk szatana.
    Ja bardzo lubie sluchac tych znawcow od szatanizmu, ktorzy tego szatana wzywaja czesciej niz Boga.
    Laciny nie da sie wyrzucic z jezyka potocznego, bo 50% lacinskiego slownictwa jest w jezykach indoeuropejskich; w krajach lacinskich jest ten procent wyzszy.
    Trudno sobie wyobrazic wspolczesna nauke bez lacinskiego slownictwa: diplom, rektor, docent profesja, audytorium, aula, kolokwium, lektor uniwersytet, magister, matura, pulpit, katedra, test, egzamin, prymus, matematyka, astronomia, medycyna, lingwistyka itp..

    Trudno sobie wyobrazic nauki scisle bez lacinskiej terminologii:
    od sinusa, cosinusa, plusa, minusa, tabeli, diagramow, mini, maxi, maximum,…
    Cala Tablica Mendelejewa ma podane nazwy pierwiastkow w jezyku lacinskim: C-carbon, S- sulphur Fe- ferum (wegiel, siarka, zelazo) itd. itp

    Nauki humanistyczne kochaja lacine:
    humanista, homo sapiens, socjologia, literatura, poezja, dramat, muzyka, muza, manuskrypt, lingwistyka, komentarz, krytyk, recytacja…

    W farmacji i medycynie mamy caly niemal slownik lacinski z silnym wplywem greckiej terminologii: nazwy chorob, lekarstw a i calej niemal anatomii..

    Jezyk prawniczy naszpikowany jest lacina: pojedynczymi slowami jak i calymi zwrotami:
    bona fide, adopcja, testament, jurysdykcja, alibi, de facto, de iure, sentencja, adwokat, propublico bono, corpus delicti, ad personam, plena titulo, ad nauseam, adversus, in absentia, agenda, alias, corruptio, crimen, nota bene, moratorium, inter alia, asylum, per capita, per anum,…

    Lacina ma to do siebie , ze w roznych krajach pisany jezyk jest zrozumiany bez wzgledu na wymowe
    Znajomosc laciny tworzyla specyficzny typ czlowieka, ktory bardzo latwo przyswajal sobie inne jezyki, mial swobode porozumiewania sie w roznych grupach spolecznych; naukowych, artystycznych, i szalenie pomagala w dyskusji i przedstawianiu argumentow.Tworzyla tez specyficzne poczucie humoru
    No i uczyla historii starozytnej; trzeba bylo przejsc przez tlumaczenia Metamorfoz – owidiusza, Pamietnikow Cezara, wojen punickich, upadek Kartaginy, Eneide…
    Niestety, amerykanska subkultura wprowadza nie tylko duchowa nedze najemnika, ale i calkowity zanik humanizmu ….

    Nic dziwnego, ze w sondazu ulicznym mozna sie dowiedziec, ze homo sapiens- to powazna choroba umyslowa.

    Zakazano liturgii
    Wyeliminowano nauke jezyka lacinskiego.
    Jest to frontalny atak na kulture europejska.
    Nastapil frontalny ataka na religie i cala kulture Europy

    Juz teraz widac skutki nieuctwa nie tylko wsrod mlodziezy:
    Jeszcze chwile i bedziemy tworzyc nowe pojecia lacinskie:
    homo sapiens- czlowiek cierpiacy na astme,
    collegium maximum- 1000 zl kary
    carmen- papierosy
    homo erectus- pan podniecony
    homo homini – igraszki homoseksualistow
    persona non grata – czlowiek bez samochodu
    spiritus absolutus – reklama pewnej wodki
    fiat -lux – super bryka, samochod
    idem per idem – .spiesze sie itp.

  12. Bergolony Gość z ulicy said

    Dzięki papierowemu Franciszkowi łacina uliczna jest wzbogacona i upiękniona takimi słowami jak np. zamiast odpier…l się mówi się teraz „dbergol się”, czy „o ja bergolę”, czy „bergolony”, „bergolić” itp. No i czy to nie piękne? Sam wolę bergolić niż pier…lić.

  13. revers said

    dura lex p. Troll, nie mylic z marka prezewatyw lub pism saadowych pan,panow magist*r, piszaacych w int*r*sach wlasny dura l*x

    *) niepotrzebne skreslic lub wstawic e.

    jeszcze na niektorych wydzialach lekarskich ucza laciny, ale nie wszystkich uniwersytetach.

    swap(„causa”,”causus”), w apostrofach tak samo moze byc lancuchem znakow zmienej uzywanych w jezykach programowania.

  14. Troll Polonii said

    13
    Revers
    I nawet w gajowce sie niektorym myli ‚insynuacja’ z ‚inseminacja’, co mnie bardzo rozczula, bo wychodzi cos takiego, ze ‚ inseminator insynuuje inseminacje’.
    A i poza gajowka sa i tacy, ktorym ‚corpus delicti’ (dowod rzeczowy) brzmi dokladnie tak samo jak ‚corpus delecti’ (cialo rozkoszy)
    A ‚cognito- ergo sum’ – to nie to samo co ‚coito- ergo sum’ (dupcze wiec jestem ; coitus- stosunek)
    W zwiazku z tym, naturalnie nasuwa sie podejrzenie, ze Cicero – to nowy zespol artystyczny Kukiza oznaczajacy biusciata panienke.

    Czasem rzeczywiscie mozna sie pomylic i miec glupie skojarzenia w odmianie rzeczownika, bo Venus, veneris – to jednak nie kochas-syfilityk,
    a spiritus sanctus – to niestety, niekoniecznie napoj bogow.
    I ‚per pedes’ – to tez nie jakas wyszukana pozycja seksualna;
    ‚camera obscura’ – to nie obskurna speluna tylko ciemnia fotograficzna.
    Primus – to nie kuchenka w starozytnym Rzymie;
    Mozna sie zastanwiac nad dokladnym znaczeniem przymiotnikow w stopniu najwyzszym, np. ‚curvissima’ czy to super klasa pewnych pan, czy tylko stopien najwyzszy od przymiotnika: ‚krzywa’ – curva
    A ‚natura horror vacui’ – lub vacuum horret, dla wielu oznacza pusta butelke po Wyborowej..

    Natomiast nie ma cienia watpliwosci, ze Lex et Lustitia (LeL) oznacza Prawo i Sprawiedliwosc, a Platforma Civica – (PC) Platforme Obywatelska

  15. revers said

    Grupa muzyczna Enigma z utworem Sadness

    .https://www.youtube.com/watch?v=4F9DxYhqmKw

    muzyka w stylu sredniowiecznych chorkow spiewajacycvh w lacinie. Mozna? mozna tylko kto by mial czas na takie przemyslenia i muzyke 442 Hz, gdy trzeba szybciej krecic lody , ryfy gitarowe, pop, rock, jazz, rap w hamerykanskim stylu 440 Hz, a do tego trzeba dorzucic arabskie, azjatyckie dzwieki i mantry.

    A tak pozatym istnieje jeszcze america dictionary slownik z roku 1974, gdzie jeszcze w miare dokladnie i strukturalnie odnoszono sie do pochodzenia poszczegolych slow w angliku, tj. lacinski, greki, archaiczny ale chyba wszyscy pomijaja jezyk eutruski ktory czesciowo przejety byl przez rzymian i stanowil czesc laciny, jak i jezyka greckiego.

  16. Troll Polonii said

    15
    Revers
    Wszystkie jezyki skads powstaly i sie zawsze mieszaly. Jezyk jest srodkiem komunikacji, a ludy wszelakie od zarania dziejow sie ze soba ( i przeciwko sobie) mieszaly.

    I kiedy Rzymianie postanowili sie zemscic na Zenobii – to przywlekli ze soba wiele roznych ‚pamiatek’ z Palmiry – w tym jezykowych. Rzymianie znosili zreszta rozne nowosci z calego podbitego swiata.

    Jezyk angielski jest typowa mozaika jezykowa, poniewaz Wyspy Brytyjskie byly najezdzane przez wiele ambitnych nacji i kazda ze soba przywlokla rozne nowinki jezykowe.

    Polskie slownictwo zawiera okolo 50% slownictwa lacinskiego.
    Podobnie jezyk angielski. Widac ze te ‚polowki’ sa inne bo nie pasuja. I Polak nie bardzo moze sie z Anglikiem dogadac bez …znajomosci angielskiego. Dochodzi tez inna wymowa. I inne nalecialosci jezykowe.
    Podstawa naszego jezyka jest slowianszczyzna i mimo ogromnych wplywow lacinskiej kultury, jezyk polski zachowal slowianski charakter.

    Tak zwane wiodace kultury, religia i armie wprowadzaly swoje slownictwo do mniej zasobnych, czy rozwinietych lub podbitych narodow.
    Rzymianie okupowali Anglie przez ponad 400 lat – nic wiec dziwnego, ze jest tyle nalecialosci lacinskich.
    Nam, kulture lacinska przyniosla religia.
    Niemaly wplyw na jezyki europejskie miala kultura grecka; cale Bizancjum przenioslo sie do Zachodniej Europy uciekajac przed nawala turecka. Stad trafilo i do nas slownictwo nauk, z ktorych slynela Grecja: filozofia, nauki, medycyna, (nazwy chorob), farmacja, architektura, historia, archeologia, a takze …religia. (‚katolik” po grecku znaczy ‚powszechny, uniwersalny’..

    Duzy wplyw na rozwoj jezykow europejskich miala Azja – glownie Indie i kultura Basenu Morza Srodziemnego z Bliskim Wschodem..
    Jezyki powstaja i gina. Corocznie zanika dziesiatki jezykow, ktore nie przetrwaly tzw. internacjonalizmu wspolczesnego.

    Na naszych oczach powstaje nowy jezyk: elektroniczny.
    Jest to zlepek laciny z dodatkiem amerykanskiego slangu i angielskiego slownictwa, przy czym dominuje rzeczywiscie lacina..

    Nie wszystkie nowinki jezykowe moga sie podobac. Wspolczesna polszczyzne zasmieca wulgarny slang i przekrecane ‚spolszczone’ wyrazy angielskie .
    Takim przykladem sa niektore zwroty wyrwane z kontekstu powyzszego artykulu.

    I choc bardzo dobrze rozumiem rozterke autora w sprawach liturgii, wydaje mi sie, ze cos poszlo nie tak w tlumaczeniu tekstu – bo skad sie wziely takie zwroty:

    – ‚ Nie ma juz konsensusu co do punktow odniesienia dla spiewu koscielnego..’ – chyba bardzo niezreczne tlumaczenie; a i slowo ‚konsensus’ brzydko spolszczone; jest przeciez polski wyraz: zgoda.
    – …niektorzy aspirowali do powrotu do zrodel pierwszych liturgii’-
    bardzo niezreczne ‚aspiracje’ , chyba tlumacza.
    – ‚jezyki miejscowe’ – dosc niejasne tlumaczenie, bo po polsku mowimy jezyki narodowe.
    – nie wiem co to znaczy ‚sztuka liturgiczna’ – chyba tez wina tlumacza
    – i taki rodzynek: ‚ to co w akcji liturgicznej jest akcydentalne’ – paskudne tlumaczenie, bo nie bardzo rozumiem, na czym polega ‚akcja liturgiczna’ i do tego ‚akcydentalna’.

    Jednak nauka jezyka lacinskiego zmuszala do poznawania poprawnej polszczyzny.

    Czepiam sie?
    Nie bardzo.
    Chce tylko pokazac, ze bardzo musimy dbac o jezyk polski, zeby nie wpadl w czarna dziure przeszlosci.

    Zlikwidowanie lacinskiej liturgii jest zbrodnia – to tak, jak zmiana religii bez wiedzy i zgody wiernych. Chodzi o to, zeby katolicy nie mogli sie porozumiewac miedzy soba?

    Lacina byla podstawa europejskiej kultury chrzescijanskiej
    (i narodowej), ktora ktos probuje zniszczyc.

  17. Corporate Proxy solicitation investopedia Beta

    “Łacina jest językiem przyszłości” – wywiad z Marcelem Pérès

  18. Diana said

    IX WARSZTATY CANTUS GREGORIANUS 2019.

    Kurs Chorału Gregoriańskiego, wg Metody Solesmes.
    http://szkolachoralu-lodz.pl/

  19. Diana.Pod patronatem modernistow …? Jeżeli tak to dziękuję…Zdjęcia są jednoznaczne….

  20. NICK said

    Odizolowany będąc od komentarzy.

    A. Łacina?
    Tak.
    Nawet Greka.

    Prawdaż.

    Ooo, tak.
    Wolimy niby się porozumiewać.
    Językiem żmijowym.
    Anglosyjońskim… .

Sorry, the comment form is closed at this time.