Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Pragmatyzm zwycięża rusofobię w państwach bałtyckich

Posted by Marucha w dniu 2019-06-13 (Czwartek)

Relacje polsko-rosyjskie od kilku dobrych lat są w praktyce całkowicie zamrożone. Nie jest prowadzony nawet dialog w sprawach technicznych, unika się jakichkolwiek, choćby roboczych spotkań.

Krótka rozmowa ministrów spraw zagranicznych Polski i Rosji w Helsinkach do żadnych jakościowych zmian nie doprowadziła. [Bo Ławrow nie miał z kim rozmawiać – admin]

Wkrótce jednak może okazać się, że na froncie walki z „rosyjskim imperializmem” Warszawa pozostanie osamotniona. Dialog z Moskwą zaczynają bowiem wznawiać lub kontynuować kraje, których o sympatię do Kremla doprawdy trudno podejrzewać. Wśród nich państw budujące swoją tożsamość na skrajnej, często karykaturalnej wersji antysłowiańskiego szowinizmu, czyli kraje regionu określanego niegdyś z rosyjska Pribałtyką.

Ich ostatnie deklaracje budzić mogą nad Wisłą ogromne rozczarowanie, bowiem są kolejnym potwierdzeniem dość banalnej tezy, iż współpraca z Federacją Rosyjską jest w sumie znacznie bardziej potrzebna byłym państwom bloku wschodniego, niż samej Rosji, która w obliczu swojego potencjału dużo łatwiej przeorientować może sojusze i kierunki handlu zagranicznego, choćby na Azję czy Afrykę.

Od kilku miesięcy trwa więc w Estonii, na Łotwie i Litwie pragmatyczne przebudzenie, choć oczywiście trudno uznać je za zjawisko trwałe i nieodwracalne. Należy też pamiętać, że retoryka o rosyjskim zagrożeniu bynajmniej nie znikła z ust ich polityków i łamów ich mediów. Reorientacja bardziej odbywa się na poziomie realnych działań, a nie tożsamości ideologicznej, tak mocno przecież przez lata utrwalanej.

Rosja jest trzecim (po Estonii i Litwie) największym odbiorcą produkcji i usług eksportowanych przez Łotwę (ponad 10% całego eksportu). Edgars Rinkevičs, jeden z najdłużej urzędujących szefów MSZ w regionie (funkcję swą pełni od 2011 roku) na początku czerwca spotkał się z przebywającym z wizytą na Łotwie wiceministrem spraw zagranicznych Rosji Aleksandrem Pankinem.

Po rozmowach z rosyjskim dyplomatą Rinkevičs stwierdził dość jednoznacznie, że „Rosja jest ważnym partnerem handlowym Łotwy w różnych sektorach. Chcemy dlatego wzmacniać pozytywne tendencje w rozwoju naszych relacji gospodarczych, przede wszystkim w sferze tranzytu i turystyki.
Łotwa dostrzega też potencjał we wzmacnianiu więzi gospodarczych pomiędzy regionami naszych krajów. Obecnie przygotowujemy się do podpisania umowy o współpracy regionalnej pomiędzy Ministerstwem Gospodarki Łotwy a obwodem kałuskim. Kilka umów tego rodzaju z rosyjskimi regionami już weszło w życie i skutecznie funkcjonują”.

Łotewski minister skonstatował fakty i dopuścił do głosu pragmatyzm. Pragmatyzm nie tylko zresztą wynikający z danych ekonomicznych, ale też z badań socjologów. Podobne pragmatyczne politycznie wnioski wyciągać zaczynają politycy pozostałych dwóch państw bałtyckich.

Prezydent Estonii Kersti Kaljulaid niedawno wróciła z wizyty w Moskwie, podkreślając, że z sąsiadami należy rozmawiać. Minister gospodarki i infrastruktury tego kraju Taavi Aas wybiera się na Forum Ekonomiczne do Sankt Petersburga, licząc na spotkanie ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Nowo wybrany prezydent Litwy Gitanas Nauseda również podkreśla potrzebę dialogu, zastrzegając jedynie profilaktycznie, że chodzi mu wyłącznie o współpracę gospodarczą i kulturalną.

Robią to rzecz jasna powoli i ostrożnie, by nie postawić się w sytuacji kłopotliwej wobec swoich protektorów zagranicznych i tego segmentu elektoratu, który pozostał niezmiennie przy ich dawnych hasłach i przekonaniach o drapieżnym wschodnim sąsiedzie.

Pragmatyzm polityczny jest wszakże niezbędny dla każdego polityka, który w krajach bałtyckich planuje najbliższą przyszłość. Świadczą o tym badania przeprowadzone przez Uniwersytet Łotewski przy wsparciu niemieckiej, socjaldemokratycznej Fundacji im. Friedricha Eberta. Właśnie ukazał się raport z nich zatytułowany „Polaryzacja ideologiczna w społeczeństwach bałtyckich. Raport z badań transnarodowych” („Ideological Polarization In Baltic Societies. A Cross-National Survey Report”, aut.: Martins Kaprans, Inta Mierina, Instytut Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Łotewskiego, maj 2019).

Sondaż brał pod uwagę przede wszystkim ogólny zarys poglądów podzielanych przez respondentów, dlatego niektóre pytania uznać można za nieco naiwne i upraszczające złożoną rzeczywistość, ale za to doskonale zrozumiałe i czytelne dla szerokiej masy społeczeństwa.

Najbardziej ogólne z pytań dotyczyło strategicznego wyboru w polityce zagranicznej, sprowadzającego się do pytania: z Zachodem, czy ze Wschodem. Rezultaty były dość zaskakujące. O ile można było się spodziewać, że np. na Łotwie odpowiedź będzie dość oczywista wśród ludności rosyjskojęzycznej (37% populacji kraju), o tyle trudno było przewidzieć, że 55% wszystkich mieszkańców tego kraju opowiada się za wschodnim wektorem polityki zagranicznej.

Kierunek ten nie ma już tak wyraźniej przewagi na Litwie i w Estonii, choć i tak orientację prozachodnią popiera tam odpowiednio zaledwie 58% i 63% ankietowanych.

Równie interesujące były odpowiedzi na pytania bardziej szczegółowe, choć też dość jednoznaczne. Twierdzenie, że „silna Rosja niezbędna jest do równoważenia wpływów Zachodu” wywołało aprobatę 40% Łotyszy, 38% Litwinów i 36% Estończyków. Tezę, że „istnieje konflikt pomiędzy wartościami tradycyjnymi naszego kraju a ogólnymi wartościami Zachodu” znalazła poparcie u 38% mieszkańców Łotwy i Litwy oraz 23% Estonii. O tym, że obecność NATO w krajach bałtyckich stanowi zagrożenie dla Rosji przekonanych jest 45% Litwinów, 32% Łotyszy i 31% Estończyków. Za zmniejszeniem skali sankcji wobec Rosji: na Łotwie – 32%, w Estonii – 27%, a najmniej na Litwie – 14% ankietowanych.

Stosunek do kwestii geopolitycznych stanowi pochodną oceny sytuacji każdego z trzech krajów przez ich mieszkańców, będący gorzką refleksją nad skutkami postradzieckiej transformacji, a następnie entuzjastycznego udziału w euroatlantyckich procesach integracyjnych.

Wielu Bałtów w ogóle uznaje, że ich kraje nie są w stanie funkcjonować jako niezawisłe państwa (Łotwa – 41%, Litwa – 27%, Estonia – 24%). Świadomość zapaści demograficznej i zjawiska masowej emigracji również jest dość wysoka o tym, że w ciągu najbliższych 100 lat ich narody znikną z powierzchni ziemi przekonanych jest 43% Litwinów, 38% Łotyszy i 18% Estończyków.

[Jedynym krajem, który może je uratować – podobnie jak kiedyś plemiona syberyjskie – jest Rosja. Bo przecież nie USA ani Niemcy. – admin]

Trudno się dziwić, że takie oceny prowadzą do wotum nieufności wobec klasy politycznej każdego z trzech analizowanych państw. 85% Łotyszy i 83% Litwinów daje politykom swoich krajów czerwoną kartkę. W Estonii jest nieco lepiej – 46%. Jednoznacznie mieszkańcy wszystkich trzech krajów bałtyckich odrzucają unijny multikulturalizm i jego źródło w postaci imigracji pozaeuropejskiej ostatnich lat.

Wnioski z wyników wspomnianego badania są dość jasne. Kraje bałtyckie w sensie tożsamościowym nadal nie są tam, gdzie zawleczono je geopolitycznie. Nie zmienia tego stanu głośna nadal retoryka etnonacjonalistyczna, nie działa na świadomość zbiorową polityka historyczna prowadzona tam od wielu lat. Miejscowi politycy zmuszeni są do stosowania zabiegów pragmatycznych, do dialogu z Rosją, pomimo niezmiennie antymoskiewskiej retoryki. Pragmatyzm ten wynika zarówno z przyczyn czysto ekonomicznych, jak i kalkulacji wyborczych.

Warto przy tym zaznaczyć, że wszystkie te kraje, w szczególności zaś Łotwa i Estonia mogą być narażone na naciski ze strony Rosji z uwagi na stanowiącą ponad 1/3 ludności mniejszość rosyjskojęzyczną. A zatem zagrożenie ze strony wschodniego sąsiada jest w ich przypadku znacznie mniej teoretyczne niż w przypadku Polski.

W tym miejscu warto byłoby porównać zachowanie tamtejszych polityków z zachowaniem zaślepionych rusofobią elit III / IV RP. Trudno znaleźć dla niego racjonalne wytłumaczenie. Polityka zagraniczna nie jest jednak czymś na tyle interesującym dla polskich wyborców, by zastanawiali się nad nią dokonując politycznych wyborów. Będzie zatem trwać w najlepsze.

Ale już dziś warto podkreślić, że ze złowrogim Kremlem bieżące relacje utrzymują wszyscy nasi sąsiedzi, także werbalnie najbardziej antyrosyjskie kraje bałtyckie. I wyciągać wnioski, zastanowić się nad potrzebą odrobiny pragmatyzmu w polityce.

[Polski kretyn nie rozumie słowa „pragmatyzm” i w ogóle nie wie, o co chodzi – admin]

dr Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 25-26 (16-23.06.2019)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 8 to “Pragmatyzm zwycięża rusofobię w państwach bałtyckich”

  1. Dziadzius said

    Glupota jaka ogarnela Polske wzgledem stosunkow z Rosja jest godna nie tylko placzu ale wycia bo graniczymy z potega swiata tak techniczna jak i finasowa i udajemy ze nic nie widzimy – anglicy maja na to powiedzenie ze nie widzimy slonia w pokoju- Czyz nie ma juz ani jednego czerepu w Polsce ktoren nie jest obalny iwrejskim kaka?

  2. JW said

    Oj, za ten artykuł Piskorski ani chybi wróci ciupasem – jak to mawiają nasi bracia Niemcy – za szwedzkie firanki, gdzie będzie dzielił kwaterę z K. Rękasem, J. Engelgardem i może jeszcze kimś.

  3. RomanK said

    Hehehehehheh czyli po hebrajsku:-)))))
    Dziadzius nie plec chlopie..jaaka glupota ogarnela Polske?????
    TO tylko coraz nowsza forma Pszeksztalconej i Pszetransformowanej Komuny….. od chwili wyprowadzenia kazdy burek mial szanse zostac chartem:-))))) z miejcem na karku na parchy albo obroze:-)))) Lata temu Vajdeloci w piesniach mowa wionzanom…przepowiadali obecnosc:-))))
    Cd, Herb Polin

    A w sercu Polin pomnik stanie,
    Za herb co miastu sławy przyda.
    W pięknym chałacie- połkaftanie ,
    poł baby-ryby i hasyda!

    Na zgniłej słomie spi lud polski.
    Od wiekow trzech wciaż zamieniany,
    przez wodzow ich i arendarzy,
    w nierogaciznę i barany.

    Kto bydło pyta o ich wole,
    o to -czy nowy bat im służy.
    I czy chce dzisiaj być wygnane,
    lub może tez pasione dłużej?

    Selekcja służy na folwarku,
    wielkiej idei. Już wygnane-
    psy i ogiery, nawet gęsi
    co dzioby mają rozgęgane.

    Po łakach mgła sie biała snuje,
    Klarnet w oddali rzewnie kwili,
    Melodię swojska- dana , dana,
    ejsze szalom hava nagilli….

    Sierpien 2007-08-20

  4. Dziadzius said

    @RomanK said,….
    „TO tylko coraz nowsza forma Pszeksztalconej i Pszetransformowanej Komuny….”
    Ja to tam sie tak nie znam na tych inteligentnych ” politycznych” slowach- ale wiem jedno- ze poznaje glupca i po mowie i po czynach –
    Ja juz jestem po za Polska 79 lat i przez ten czas zylem z roznymi narodowosciami i rasami ludzi i niestety na podstawie tej ekspirjencji uwazam ze NIE MA NA SWIECIE GLUPSZEGO i BEZMYSLNEGO NARODU NIZ POLAK- I nie dziwota ze Nas kazdy w zadek kopie i w twarz pluje a my sobie mowimy ze to wyboista droga i deszcz w twarz sipie.
    Szalom albo Salam alejkum i to napewno – chyba ze nasz wschodni ten niewidoczny sasiad, przyjdzie pierw niz iwreje albo
    arabi to wtedy zpowrotem do zdrastwujcia.

  5. piwowar said

    Panie Dziadziuś. Kto jest istotą dobrą z natury, ten jest konsekwentnie odbierany jako głupi i naiwny. Reszty dokonuje intensywna propaganda, indoktrynacja i obsmarowywanie na forum świata. Nie nadążyliśmy za rozwojem kulturalnej i mentalnej cywilizacji i mamy za swoje. Łatwo nas skłócić, oduraczyć, wykorzystać (Bolek: Inwestujcie w Polsce, najlepiej się robi interesy z idiotami).

    P.S. A my to niby som co? Polaki? Jankesy? Teksańczyki? (bez aluzji – tak, Teksas to odrębny kraj ekonomicznie i kulturowo).

  6. Dziadzius said

    @5, Piwowar said…. Ja nie jestem pewny jak to ulozyc w odpowiednie slowa–
    My jestesmy jak gluchy, slepy i kulawy w biegu do mety przez wyrwy i przepascie i kazdy co nas w tym wyscigu mija to nas traca i popycha, a my jak dzieci, dalej myslimy ze jestesmy na trakcie i dlatego ze jestemy kalecy to naturalnie dostaniemy puchar wiktorji.
    Nie wiem kiedy mysmy stracili narodowy rozum i rozsadek ale wiem ze go nie mamy.
    My czujemy sie jakos jak ” dobrzy ludzie” i zyjemy w kotle z bandytami i zlodziejami i szachrajami i klamcami [ z Watykanem wlacznie] i nie rozumiemy ze kazdy inny mieszkaniec tego kotla nie jest ” dobrym czlowiekiem”ale jest naszym wrogiem o tyle ze chce nas wykorzystac dla swojej potrzeby.
    MY nie rozumiemy co to jest zjednoczenie, co to jest miec cel, jak ten cel osiagnac, jak planowac by cel osiagnac , kogo sluchac lub wyzyskac by cel osignac- a bez tej sztuki my jestesmy jak dzieci w przedszkolu.
    Popatrzmy na niemcy – kiedy w 1938 rzydzi oglosili wojne przeciw niemcom i zabronili swoim pupilkom handlu z niemcami to niemcy nie upadli na kolana [ jak my to ciagle robimy] ale staneli i zwyciezyli – co prawda wojna byla w Europie a rzydzi w Ameryce.

  7. piwowar said

    Toteż Piwowar podkreśla, iż nie nadążyliśmy za rozwojem cywilizacji. My wszystko rozumiemy, zjednoczenie, solidarność, tradycja, tylko nam tego nie wolno zaimplementować w praktyce. Nie trzeba za to nas winić, jesteśmy ofiarami wielokrotnie mocniejszych od nas. Obecnie dominujące normy etyczne są dla nas nie do przyjęcia i w tym nasza zguba.

    Gdy proroctwo Apokalipsy się ziści i wróci normalność, to o nas juz nawet wiatr nie zaszumi.

  8. Mietas said

    To nie jest żaden pragmatyzm, to ich gospodarki zaczynają odczuwać rosyjską blokadę, taki port nad Bałtykiem jak Ust-Ługa jeszcze niedawno był w budowie,dzisiaj jego przeładunki wynoszą ponad 100 mln ton,za kilka lat ma to być 200 mln ton,Rosjanie przejmują większość swojego tranzytu, i tu boli najbardziej,do tego dochodzi blokada produktów rolnych i żywnościowych, i tu jest pies pogrzebany.

    ———–
    No i to jest WŁAŚNIE PRAGMATYZM.
    Liczyć przede wszystkim korzyści i straty i podejmować odpowiednie decyzje – a nie kierować się emocjami, przesądami, egzaltacją, czy zacietrzewieniem.
    Nie ma potrzeby dodawać, czym kierują się Polacy.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.