Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak bycie nauczycielem zmienia życie

Posted by Marucha w dniu 2019-06-22 (Sobota)

Zasłużenie bądź nie, przez ostatnie kilka miesięcy nauczyciel był w centrum zainteresowania Polaków.

Nauczyciel strajkujący, odmawiający wykonywania swoich obowiązków, domagający się podwyższenia uposażeń (a kto z nas nie chciałby tego dla siebie?); nauczyciel w groteskowym przebraniu, nauczyciel śpiewający absurdalne piosenki; energiczny nauczyciel – działacz i nauczyciel zrezygnowany jak przebita dętka.

Dużo mówiło się wówczas o prawach nauczyciela, o warunkach jego pracy, mało lub nic – o etosie, co już samo w sobie jest znamienne.

Będzie jednak nie o tym – spuśćmy zasłonę milczenia na wszystkie niepokoje, które przetoczyły się ostatnio po polskiej oświacie i spójrzmy na nauczyciela od zupełnie innej strony, jak gdybyśmy go widzieli po raz pierwszy.

Pomiędzy nauczycielem, który widzi siebie li tylko jako pracownika oświaty a nauczycielem, jak to się mówi, „z powołania” (niczym dobry ksiądz albo dobry lekarz), rozpina się całe spektrum. I prawie na pewno każdy nauczyciel ze świata rzeczywistego plasuje się gdzieś pomiędzy, bliżej lub dalej skrajnych biegunów.

Jedno jest zupełnie oczywiste – lata pracy z młodymi lub bardzo młodymi ludźmi, i to pracy polegającej na kształtowaniu umysłów i charakterów, nawet na najbardziej suchym urzędniku wycisną niezatarte piętno – na zawsze.

Kiedy wracam myślami do początków mojej pracy w zawodzie, nie pamiętam impulsu, który świadczyłby o odczuwaniu powołania już wówczas. Mogę powiedzieć, że „tak się po prostu złożyło” – a jednak nauczanie okazało się jak wino – im dalej w czas, tym lepiej. Nie mogę nawet powiedzieć, że „lubiłam dzieci” – wprost przeciwnie.

I cóż, dalej ich nie lubię – jako rodzaju gatunkowego, abstrakcyjnej masy, zawartości pojęcia. Rzecz w tym, że nie ma chyba konkretnego ucznia, którego bym nie lubiła – pod tym względem żadnemu nie mam nic do zarzucenia. Jest w tym dokładna odwrotność opisu stanu ducha komunisty, który „kocha ludzkość, nienawidzi człowieka”. A więc tak – nie lubię dzieci, ale lubię swoich uczniów i studentów, i to całkiem szczerze.

Kolejną zdumiewającą rzeczą jest, że w pracy znajduję remedium czy też po prostu błogosławiony środek łagodzący dla mojego pesymizmu antropologicznego. Owszem, człowiek istota marna (najłatwiej to stwierdzić przez autorefleksję), pełen słabości, brudów, niemocy i nie tyle grzeszków, co obrzydliwych grzechów. Ta myśl jest niewątpliwie prawdziwa, a dobrze kultywowany pesymizm chroni od błędu antropologicznego, który prostą drogą prowadzi na manowce utopii. Cały problem w tym, żeby nie przesadzić i nie skazić sobie dziegciem własnej beczki miodu – w tej świadomości człowieczej nędzy niebezpiecznie łatwo jest zgorzknieć.

I wierzcie lub nie – ale to właśnie obcowanie z młodymi ludźmi jest tym, co osobiście nie pozwala mi popaść ostatecznie w głębie zwątpienia co do naszej marnej kondycji. Jeśli będą wam mówić, że dzieci są dziś rozwydrzone, niewychowane, do cna zepsute, złe – nie wierzcie.

Owszem, są nie do zniesienia – dokładnie tak samo jak dorośli. Tak samo jak pisząca te słowa i tak jak czytelnik (proszę mi wybaczyć). Człowiek to dość paskudne zwierzę, i każdy z nas w cichości serca powinien to przyznać. A więc jeżeli mówimy, że młodzi ludzie są okropni – owszem, można na to przystać, ale wtedy konsekwentnie trzeba przyznać, że wszyscy inni są jeszcze gorsi.

Widzę moich uczniów wszystkich razem i każdego z osobna, i nie widzę w nich ani jednej wady, której w takiej czy innej formie, w mniejszym lub większym stopniu nie byłoby we mnie. Dopiero zawód nauczyciela pozwala to zobaczyć, i dlatego jest zawodem tak szlachetnym – bo jak żaden inny uczy pokory.

To, co jeszcze ukazuje się uważnemu nauczycielowi, to – jak bardzo niedoskonałe jest nasze poznanie człowieka, tej oto konkretnej osoby. Siłą rzeczy i przez swoje ograniczenia widzimy drugiego aspektywnie (nawet matka patrząca na swoje dziecko nie zawsze jest od tego wolna), i nigdy nie jest to pełna prawda o nim. Czasami jest to wręcz całe kłamstwo.

Uczeń złośliwy, kapryśny, głośny i absolutnie odporny na wiedzę – takim widzi go nauczyciel w szkolnej sali. Kim jest poza nią? Może ów nauczyciel nigdy się tego nie dowie, bez względu na wszystko powinien jednak pamiętać o jednym: gdyby Bóg miał oceniać nas na podstawie naszych najgorszych momentów, nikt nie uniknąłby potępienia.

Niech będzie mi wolno przyznać się do momentu, w którym zapomniałam o tej prawdzie (a być może jest to najważniejsza prawda o naszych bliźnich). Przypuśćmy, że nazywał się Mariusz. Mariusz miał dziesięć lat i nic mu się nie chciało – jeśli nie był apatyczny, wówczas był nieznośny; nie tylko się nie uczył – nie wykonywał absolutnie żadnego wysiłku umysłowego, aż miało się wrażenie, że robi to specjalnie.

I cóż – nie będzie chyba budzić zdziwienia, jeśli powiem, że zdarzyło mi się podchodzić do Mariusza ze starannie ukrywaną oschłością, a charakter naszej relacji wyczerpywałoby słowo „zniechęcenie”.

Krótko przed tym, nim nasze drogi się rozeszły, spotkaliśmy się przypadkiem, w listopadzie na cmentarzu. Mariusz przyszedł na grób ojca, a towarzyszyła mu chora matka.

Niektóre momenty wstydu, tego przed sobą samym, gryzą nawet we wspomnieniach.

A jednak ta historia posiada swój happy end – czasami ci, dla których byliśmy niewystarczająco dobrzy, są zadziwiająco hojni dla nas. Hojność owa jest tym bardziej zaskakująca, jeśli ma formę naburmuszonego nastolatka.

Otóż prawie rok później z mojego zwyczajowego otępienia w matni supermarketu wyrwało mnie głośne „Dzień dobry!” . Musiałam przez chwilę mrugać oczyma i dochodzić do zwykłego stanu świadomości, żeby zorientować się, że to Mariusz macha do mnie ze stolika w kawiarni w centrum handlowym.

Proszę nie myśleć, że to błaha rzecz- naturalne dla człowieka w tym wieku jest rozglądać się na boki lub przechodzić na drugą stronę ulicy w wypadku spotkania z nauczycielem poza szkołą. Proszę sobie wyobrazić, że Mariusz był z kolegami – przyznać się głośno do znajomości z facetką od angielskiego to jest, nie bójmy się tego powiedzieć, akt męstwa cywilnego.

Uśmiech nie schodził mi z twarzy do końca dnia.

Wiele się mówi o współczesnym kryzysie wychowania – że narybek jest dzisiaj bezczelny, że dzieci są przyrośnięte do smartfonów, tabletów, że nie myślą etc. etc. – resztę możecie państwo, zwłaszcza jeśli jesteście konserwatystami, dopowiedzieć sobie sami (jesteśmy najlepsi w tworzeniu takich list zażaleń, nasza formacja ideowa jest w absolutnym czempionacie mędzenia).

Jeśli jednak zechcą państwo wysłuchać relacji żołnierza frontowego, odpowiem krótko za Cambronnem: merde!

To znaczy, owszem, problemy są. I są to nawet, w przybliżeniu, jakieś emanacje wyżej wymienionych szlagierów. Niemniej, na ich wyliczaniu skupiają się zazwyczaj ci, którzy młodych ludzi znają tylko z widzenia albo też, wstyd się przyznać, z własnych wyobrażeń (każdy zaś sądzi po sobie).

Co widzi nauczyciel? Nauczyciel widzi, owszem, nastolatkę, która pocięła się cyrklem (w sposób przezornie nieszkodliwy), ale nie dlatego, „że to modne” – właśnie przeprowadziła się z rodziną do nowego kraju, czuje się zagubiona. Nauczyciel widzi dwunastolatka, który co prawda buja w obłokach na zajęciach, ale jest geniuszem technicznym – potrafi sam zbudować ładowarkę do telefonu, świecący baner, armatkę. Widzi trzynastolatka od sześciu (!) lat zakochanego w tej samej koleżance z ławki. Widzi nastoletnich dżentelmenów, którzy, owszem, nie odmówią maratonu na konsoli, ale przez czterdzieści minut potrafią dyskutować wyższość hulajnogi zwykłej nad elektryczną.

Kiedy więc będą wam mówić, że najmłodsze pokolenie do niczego się nie nadaje, odpowiedzcie z przekonaniem: sam pan jesteś do niczego.

[Jak to się ma do faktu, iż w szkole uczniowie osiągają  oraz gorsze wyniki? – admin]

I na sam koniec, wbrew zapowiedziom mała uwaga o kryzysie oświaty: nawet jeśli przyznamy, że jesteśmy w stanie kryzysu (a pewnie jesteśmy), najistotniejszym jest wiedzieć, że nauczyciel zawsze będzie pracował „na materiale kryzysowym” – człowiek, kimkolwiek by nie był, jest w permanentnym kryzysie.

Jedyną możliwą reakcją jest – wyciągnąć rękę, żeby ratować i siebie, i innego, nawet jeśli miałoby to nic nie dać. Chodzi o sam akt dokonania próby – edukacja jest niczym innym, jak ciągła próbą mierzenia się ze światem i sobą samym.

A skoro doszliśmy już do tego poziomu ogólnych truizmów, nie ułatwię sprawy i zakończę jeszcze jednym, tym razem w formie praktycznej porady: nauczyciele, bądźcie dobrzy dla swoich uczniów. Prędzej czy później – ale za to z całą pewnością – odpłacą się tym samym.

Agnieszka Sztajer
https://myslkonserwatywna.pl

Komentarzy 37 to “Jak bycie nauczycielem zmienia życie”

  1. abcdef said

    Są trzy rodzaje nauczycieli — w pierwszym dniu wchodzą do klasy i mówią:
    1. Nie jestem tu po to, aby was uczyć.
    2. Na pewno nie będziecie mnie uczyć.
    3. Ja was zaraz nauczę.
    A czwarty rodzaj to taki, który oddaje serce dziatkom. To, że piszę bez błędów ortograficznych zawdzięczam Pani K., która niezwykłym nauczycielem była. Świeć Panie nad jej duszą.

  2. Troll Polonii said

    Nie ma zlych uczniow.
    Sa tylko zli nauczyciele.

    ————
    Źli, tępi, niewychowani uczniowie istnieją jak najbardziej. Z góry wiadomo, co z nich wyrośnie.
    Niech Pan nie sieje poprawniactwa politycznego („wszyscy ludzie są dobrzy”).
    Admin

  3. Boydar said

    @ Kowalski ! (1)

    🙂

  4. Troll Polonii said

    2
    Panie Marucha
    To nie ja wymyslilem.
    To moi profesorowie z UJ
    Ponad 30 lat pracy w zawodzie ( i do tego w kilku roznych krajach) pozwalaja mi na powtarzanie po madrzejszych ode mnie.
    I dalej sie bede upierac, ze zarowno uczniowie jak i nauczyciele sa tylko czescia systemu. Moga byc ofiarami albo beneficjentami. Take your pick.

    Obecny system na Zachodzie nikomu nie sprzyja.
    Zdaje sie, ze nasza roznica zdan polega nie na moim ‚poprawniactwie’ – a na znajomosci psychologii rozwojowej, ktora byla obowiazkowym przedmiotem na wszyskich wydzialach UJ.
    To juz i nasi przodkowie wydumali, ze taka mamy mlodziez jakie mamy o nia staranie.

  5. Boydar said

    Mając praktyczną możliwość obserwacji licznych stad dzieci w wieku od pięciu do piętnastu lat stwierdzam obiektywnie, że procent złych bachorków ma się nijak do udziału w kadrze złych nauczycieli. Nie wiem czy w poważnym PGR za socjalizmu przyjęli by takich na pomocnika oborowego. Jest źle i bardzo źle, nawet niektóre żydy zaczynają się buntować.

  6. Nauczyciel said

    Jak to się ma do faktu, iż w szkole uczniowie osiągają oraz gorsze wyniki? – admin
    Bo programy nauczania są coraz gorsze. Jak dzisiejszy uczeń, mając raz w tygodniu przez jeden rok lekcję fizyki w liceum może się porównać z uczniem sprzed 50 lat, który miał trzy lekcje fizyki w tygodniu przez 4 lata i lekcję astronomii raz w tygodniu przez rok? Z matematyki był wtedy rachunek różniczkowy, całkowy, wektorowy, wyznaczniki i liczby zespolone – dziś tylko na matematyce rozszerzonej w 3 klasie LO pochodna.

  7. Marucha said

    Re 6:
    Ponieważ program staje się coraz łatwiejszy, wymagania maleją, to uczniowie powinni mieć lepsze wyniki.

  8. Marucha said

    Ad 7:
    Zresztą spadek poziomu uczniów obserwuje się chyba w większości krajów europejskich.
    Ci sami im reformowali system oświaty i edukacji…

  9. Troll Polonii said

    6
    Nauczyciel
    Mnie tez to bardzo denerwuje, ze rozklad zajec i dobor przedmiotow przygotowuja ‚biznesy’, podreczniki wydaja ‚biznes’y a programy przygotowuja jakies scierwa bez wyksztalcenia.
    A Polska sie raduje, ze ma wolnosc! (od nauki)

    Nauczyciele sa slabo przygotowani do zawodu.
    Ale gdyby byli lepiej przygotowani , toby skonczyli w domu wariatow w tym systemie.

    Nas Azja zaleje i dobije. Juz teraz bardzo duzo zachodnich uczelni narzeka na brak studentow z Azji.
    Wprowadzili wysokie oplaty za studia dla studentow zagranicznych i uczelnie sie zesraly. O polowe zmniejszyly sie im dochody. W Polsce pozamykano tysiace szkol z powodu braku naboru. Na uczelniach pracuja ‚sami swoi’.

    Szkody akualnie nie da sie naprawic bo raz, ze nie ma chetnych, a po drugie nie ma odpowiedniej kadry.
    A po trzecie: od dawna jest zaprogramowane oglupianie narodow. Europa sie konczy z wlasnej i nieprzymuszonej woli.
    W PRL-u podreczniki przygotowywali nauczyciele i psycholodzy. Programy byly dostosowane do rozwoju fizycznego i umyslowego dziecka. Nauczyciel musial miec tytul naukowy z przedmiotu, ktorego nauczal.
    I musial przejsc szkolenia dydaktyczne.
    Szkolenia byly regularne, ogolnonarodowe, konferencje przynajmniej raz do roku.
    Program nauczania byl jednolity.

    I nikt jeszcze w PRLu nie wpadl na pomysl, ze edukacja w Polsce byla idealna!
    Bo nie moze byc. Bardzo trudno jest dostosowac programy do biezacych wymagan w kraju.
    Dlatego ogromnie wazne bylo wyksztalcenie ogolne wzglednie rownie dobre przygotowanie zawodowe(technika, szkoly zawodowe) Dawalo to uczniom wieksze szanse do przystosowania sie do zmiennych potrzeb.

    Zawsze nalezy sie starac, zeby dzieciom i mlodziezy studiujacej nie dziala sie krzywda.
    W latach 80-tych caly Zachod przyjmowal polskich programistow, wszystkich niemal inzynierow, zawody budowlane, technikow, nauczycieli pielegniarki, lekarzy … wszystkie polskie dyplomy byly rozpoznane; lekarze i prawncy tez mieli rozpoznane dyplomy ale musieli dorobic lokalne prawo (np. westminsterskie) i prawo pielegniarskie i medyczne – w Polsce nie mielismy tak rozbudowanego prawa o odszkodowania za bledy lekarskie czy wadliwa administracje np. w szpitalach,itp.

    Natomiast na kontraktach wystarczyl tylko dyplom. Ale wszyscy, ktorzy starali sie o staly pobyt musieli przejsc specjalne przeszkolenie odnosnie lokalnych wymagan.
    Obecne licencjaty polskie jak i niemali cala reszta ‚wyksztalcenia’ jest nikomu nie przydatna.
    A technika – znakomite szkoly zawodowe w Polsce pozamykali. Te ogryzki, ktore zostaly, to czysta kpina.
    Rewolucja przemyslowa/komputerowa sie skonczyla i Zachod nie ma juz przemyslu bo sie pozbyl do Chin i Wietnamu; inzynierow Zachod nie potrzebuje i obecnie Polakow wszyscy maja w dupie razem z tymi niedorobionymi dyplomami.

    W LO mialem 13 przedmiotow a na studiach 5-letnich 42 godziny tzw. contact hours (cwiczenia) tygodniowo plus wyklady. Zdalem 143 egzaminy przez cale studia i dopiero wtedy moglem bronic pracy a potem kontynuowac nauke do innych stopni naukowych.

    To jest kpina co wolna Polska ma do zaproponowania mlodziezy . To jest gwalt na mlodych umyslach.
    Bardzo powazne przestepstwo.
    Moge jeszcze opisac nauke w Chinach , a teraz i w Rosji…

    Dziwie sie niektorym dyskutantom – nie tylko na blogach- na blogach, ze maja cos do powiedzenia na temat edukacji
    W PRL-u mielismy 11 miejsce w swiecie pod wzgledem poziomu nauczania. Byla regularna wymiana nauczycieli z innymi panstwami. Pracowalismy na panstwowych kontraktach na roznych uczelniach nie tylko w Europie.
    A teraz, zamiast wydawac pieniadze na ksztalcenie dzieci, mlodziezy i doroslych- to kupujemy od zlodziei szmelc militarny- na gowno komukolwiek potrzebny.

  10. miet said

    Re.6.
    Ojjj… Panie Nauczycielu – piszesz Pan:
    ” Z matematyki był wtedy rachunek różniczkowy, całkowy, wektorowy, wyznaczniki i liczby zespolone – dziś tylko na matematyce rozszerzonej w 3 klasie LO pochodna.”

    Te 50 lat temu, to był rok 1969. Wtedy ja byłem trzy lata po studiach matematycznych – uczyłem matematyki w kilku szkołach i na bardzo różnych poziomach.
    Główny etat, to była asystentura na politechnice.
    Twierdzę, że w tamtym czasie w szkołach średnich, czy to w liceach, czy w technikach nie było jeszcze w programach nauczania matematyki, tych elementów , które Pan wymienia.
    Wprowadzono je dużo, dużo później. I to wprowadzano stopniowo, nie wszystko na raz.

    Jako już bardzo zaawansowany wiekiem emeryt, który przepracował w nauczaniu matematyki ponad 40 lat, mogę z całą stanowczością stwierdzić, że poziom nauczania matematyki nie jest wprost proporcjonalny do śrubowania programów do coraz to większych poziomów.

  11. w średniej szkole said

    Ad 10 Miet’ek
    Ojjj… Panie Miet; „czepiasz się Pan”…..w średniej szkole, w matfiz klasie, miałem całki różniczki i liczy zespolone – matura 1980 😉

    No właśnie. Rok 1980….proszę uważniej czytać.
    Admin

  12. miet said

    Panie – „Wszkole średniej”,
    czy Pan przeczytał ze zrozumieniem to co napisałem???

    Ja piszę o roku 1969 a Pan o 1980.
    Czy dostrzega Pan różnicę???
    Jeżeli nie, to ja już nie mam nic do dodania.

  13. ? said

    Edukację w Polsce zniszczyła reforma AWS-UW (PiS-PO):

    Znam bardzo wielu ludzi którzy pracowali pracują dalej na rynku budowlanym na niższych nawet stanowiskach technicznych, które są, którzy zdobywali wykształcenie jeszcze w starym systemie jeszcze na początku lat 90-tych. Są to naprawdę wybitni fachowcy, którzy nie są inżynierami, oni skończyli zawodówki lub technika, ale bardzo wiele firm opiera się na ich wiedzy i doświadczeniu. Często są bardzo mobilni i posiadają dużą odporność fizyczną – mówi Konrad Paniec, z RBHR Rekrutacje Budowlane.
    Doświadczenie wiąże się jednak z dużym stażem, a osoby te są zazwyczaj starsze. – Niestety po reformie i spadku prestiżu edukacji zawodowej i technicznej w latach 90-tych, każdy z nas, który ma styczność z branżą budowlaną widzi braki kadrowe. Jest ta pustaka pomiędzy ludźmi, którzy mają 50-60 lat, a później brakuje tych ludzi. Teraz jest to ogromny problem. Moim zdaniem przyczyną jest ta reforma, która nie była udana – mówi Paniec.
    https://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/drogi/rynek-pracy-jako-waskie-gardlo-w-realizacji-inwestycji-infrastrukturalnych-67608.html

  14. miet said

    Pisze Pan prawdę, Panie ?.
    Ja byłem edukowany w czasach, kiedy w programie liceum nie było nic co się nazywa wyższą matematyką.
    Ale byłem nauczony i to dobrze elementarnej algebry, elamentarnej euklidesowej geometrii – płaskiej i przestrzennej, trygonometrii.
    To wszystko wystarczyło mi aby kiedyś zrobić doktorat w matematyce.
    Nie byłem nauczany tzw. matematyki wyższej – na to miałem czas.

  15. Marucha said

    Re 14:
    Dokładnie tak było.
    W latach 70-tych zaczęto wprowadzać – po jaką cholerę? – teorię mnogości i topologię.
    Uczeń nie umiał wtedy NIC.
    Bo i topologii nie kumał, i trójkąta rozwiązać nie potrafił.

  16. Miet said

    Jeszcze parę słów w temacie, który jest mi bardzo bliski.

    Największą szkodę w edukacji czynią różnej maści „naprawiacze”.
    Oni nie mogą żyć bez „naprawiania”, „polepszania” – dosłownie wszystkiego.

    Jest tutaj w Ameryce takie porzekadło: -” nie naprawiaj tego co nie jest zepsute”.
    Niestety ale ci, którzy szkolnictwem dyrygują – nie chcą słyszeć o tym porzekadle.
    I to jest tak, nie tylko tutaj ale i chyba wszędzie.
    Gdy ktoś jest postawiony na stanowisku walki z czymś tam, to musi walczyć, bo z tego żyje.

  17. miet said

    Re.15.
    Rzeczywiście tak było.
    Padł rozkaz, że wszyscy nauczyciela – obojętnie jakich szkół, mają posiadać wyższe wykształcenie.
    To dotyczyło nawet przedszkolanek.
    Co wtedy się działo, to mógłbym długo pisać.:-)))
    W każdym bądź razie Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Częstochowie pękała w szwach.:-)))
    No bo trzeba było dorobić sobie dyplom.

    Ubawy miałem wtedy po pachy z moimi chłopakami, których pani przedszkolanka uczyła (przysięgam, że to prawda) o zbiorach.

    Muszę się poszczycić, że mój starszy syn zagiął ją niemiłosiernie przy pojęciu zbioru pustego.
    Nauczyłem go tego, tak dla draki.:-)))

  18. Easy Rider said

    Ad 6 – Nauczyciel.

    Nie wiem, w jakim jest Pan wieku, ale tak się składa, że niedawno miałem 50-lecie matury w LO i nie pamiętam, aby w programie matematyki był wtedy rachunek różniczkowy, całkowy i wektorowy czy też liczby zespolone. Co do godzin fizyki i astronomii – to się zgadza. Wydaje mi się, że problem nie leży w zakresie merytorycznym przedmiotów ścisłych, lecz w metodyce nauczania, która powodowała, że absolwenci liceum mogli łatwo przejść na wyższy poziom wiedzy, gdy stali się studentami.

  19. Miet said

    Re.18.
    Pisze Pan prawdę, przecież można, do koła głosić, że nauczam równań różniczkowych, gdy mój podopieczny nie pojmuje procentów.
    I co wtedy? – powinienem być oceniany wysoko, bo przecież wyższą matematykę nauczam.:-)))

  20. Rafal Cz. said


    Upodlenie ludzkie stalo za zmiana systemu w Polsce powojennej.

  21. Troll Polonii said

    No to moze jeszcze w temacie:
    Dzis ogladalem Wiadomosci z Polski na Polsacie.

    Otoz Ministerstwo Oswiaty w Polsce bije na alarm z powodu…nieprawdopodobnie duzej ilosci samobojstw wsrod dzieci i modziezy w Polsce.

    Jakas pani psycholog podala nawet, ze srednia statystyczna samobojstw wynosi 2ch uczniow na klase!.

    Wierzyc mi sie nie chce, sprobuje jeszcze potwierdzic w innych doniesienach.

    Ale… co proponuje wydzial oswiaty??
    Zwiekszyc ilosc psychiatrow bo jest ich obecnie stanowczo za malo!!

    Osobiscie uwazam, ze szwadron psychiatrow z kaftanami bezpieczenstwa przydalby sie polskim wladzom.
    Nie tylko oswiatowym.

    Powtarzam jeszcze raz:
    Zamiast wydawac miliardy dolarow na kowbojskie nieloty, nalezaloby wznowic / wprowadzic programy poza-szkolne dla dzieci i mlodziezy.
    Tak jak robia to i Chinczycy i Rosjanie. Tak jak kiedys robilii Polacy.

    Obecnie w Rosji odrestaurowano zniszczony przez Ukrow Artek.
    Dzieci i mlodziez z calej Rosji spedzaja wakacje w towarzystwie …dzieci i mlodziezy.
    Programy wakacyjne przewiduja gry i zabawy sportowe i umyslowe.

    Ale glownym celem jest przyjazn i wspolna zabawa.
    Ale glownym celem jest przyjazn i wspolna zabawa

    Kiedys polskie dzieci tez jezdzily do Arteku – w nagrode za dobre wyniki w nauce.
    Ale tez mielismy swoje obozy i kolonie i pozaszkolne programy.

    O co mi sie rozchodzi?
    W okresie rozwojowym dzieciom – a zwlaszcza chlopcom – potrzebne jest wspolzawodnictwo. Chlopcy nie moga sie ‚nudzic’. Potrzebuja wiecznie udowodnienia swoich mozliwosci. Kazdy nauczyciel powinien to rozumiec.

    ZWLASZCZA chlopcy nie moga sie nudzic na lekcji, w domu. w szkole, na ulicy….
    Jest to naturalne prawo i przywilej plci.

    Dziewczynki czesto lubia konkurowac z chlopakami i jest to tez ich prawo.
    Nauczyciel powinien wiedziec jak regulowac naturalne cechy rozwojowe w zdrowej i przyjaznej atmosferze konkurencji i zabawy.

    Kazde dziecko w klasie musi sie czuc potrzebne, a czesto nawet bardzo wazne we wlasnym srodowisku.

    Nie bede tu robic wykladow, zwlaszcza, ze niewiele pracowalem z dziecmi.

    Ale twierdze z cala odpowiedzialnoacia, ze na dzieciach i mlodziezy w obecnej Polsce – i w calym kowbojskim systemie wymuszanym na roznych krajach- popelniono zbrodnie na mlodych umyslach.

    Debilnie pojety indywidualizm zniecheca do pracy zespolowej i zacheca do niezdrowej konkurencji, ktora polega na szantazu i wymuszaniu warunkow -degeneruje cale spoleczenstwa.

    A w dzisiejszych wiadomosciach najbardziej zaskoczyl mnie ‚wspanialy’ program w poprawczaku:
    Chlopcy z zakladu poprawczego naprawiaja stare rowery, ktore maja pomoc w Polsce osobom, mlodym i starym w transporcie…bo w Polsce wielu ludzi nie stac na zaden…transport.

    Rozdawanie starych rowerow polskim biedakom ma zrekompensowac zakup niebotycznie drogich samolotow- nielotow.

    Slawomir Mrozek i Harold Pinter sie przewracaja…ze smiechu.
    Zalosne.

  22. W latch 70 wprowadzono do nauki niby niewiele I wyeliminowano niewiele ale to powodowało, że by coś zrozumieć otwieralem podręczniki wydrukowane w latach 60 tych.
    Przypomnę, że lata 70 to publiczna nauka dzieci o holokauście na Żydach, to wprowadzanie religii Holokaustu .
    Jednak, o nauce.., to Ci co tworzyli ja w latach 50 I 60 opierali się na doświadczeniu i wiedzy lat przedwojennych gdzie nauka w Polsce była na bardzo wysokim poziomie a pierwszym wówczas przedmiotem była filozofia, ..łacina, greka…szkoły nie były koedukacyjne bo tam stawiano na wychowanie , które było katolickie..
    Przed wojną Nauczyciel miał renomę ale on miał Postawę, bo nauczyciele kiedyś to przede wszystkim w tym …dzieci rodów szlacheckich.

  23. Podręczniki biologii przedwojenne opisywał y przedmiot zrozumiale, prosto z opisem jak praktycznie dojść do wniosków z badań.
    Im bliżej do naszych czasów, sposób przekazywania wiedzy ulega wodoslowiu, eliminacji praktycznego podejścia na rzecz teorii, bez porównań I odniesień do rzeczywistości.
    Nauka staje się opowiadaniem a nauczyciele szarlananami, magami..

  24. Boydar said

    Ech, Słowianie, Słowianie …

    Czy Wy sobie qurwa nie zdajecie sprawy, że program nauczania został PERFEKCYJNIE ZJEBANY !!! A nie że rozszerzony czy okrojony.

    I nie ma na celu jakiegokolwiek edukowania tylko tylko totalne zidiocenie. Szczegółów tej machinacji nie chce misie omawiać. Bo nie o szczegóły tu chodzi ale o zależności między nimi w zestawieniu z materiałem żywym, czyli małym/młodym.człowiekiem.

    Poch.uj żydowi który rządził/rządzi wykształcony obywatel. Ma zapier.dalać, a nie się wymądrzać czy nie daj Boże zacząć kojarzyć fakty.

    Za PRL’u musiał coś umieć, bo później miał produkować, konstruować, tworzyć. Tu nie było po wojnie prawie nic, oprócz resztek ludzi, a Moskwa i rynek wymagały. RWPG, UW i zwykły cywilny. Obecnie nie ma w sklepie polskiego gwoździa ! Specjalistyczne wyjątki nic nie zmieniają en masse. Jeżeli któryś/któraś jednak coś umie, to tylko dlatego że rodzice dopilnowali, sam/sama się zawściekła albo przyrodzony talent od Boga był mocniejszy od okoliczności.

    A Wy tu sobie próbujecie układać gów.na w szambie.

    Najpierw pokazano mi sinus. Potem powiedziano jakie rzeczy w przyrodzie idą według niego. Na końcu wyjaśniono sposób obróbki i co jeszcze z tym można zrobić.
    Dzisiaj „zaczyna się” od wzorów i funkcji. Jeżeli starczy czasu to może uczeń zostanie poinformowany czego ów sinus jest obrazem. A jak nie starczy to żadna strata, ma przecież smartfona, może zajrzeć do żydopedii.

    Żaden żyd nie ma prawa kierować jakimkolwiek aspektem funkcjonowania polskiego państwa !!!

  25. Boydar said

    A, moi Nauczycieli wiedzieli wcześnie co to za zwierzę, ten sinus. Zanim jeszcze zaczęli mnie uczyć.

  26. Yah said

    Procenty procentami, jak uczyć np. fizyki gdy dla 60% dzieci problemem jest algebraiczne przekształcenie równania a/b =c ? Nawet nie wspominam o trochę bardziej skomplikowanych. Przyczyna ? Nie wiem ….. nie wiem jaka jest przyczyna braku abstrakcyjnego myślenia.

  27. Troll Polonii said

    23
    Polak- Ortodox

    To prawda, ze mielismy w PRL-u nauczycieli sprzed czasow okupacji.
    Mnie uczyl laciny stary, ‚przedwojenny’ profesor – a na UJ lacine wykladal prof. Stabryla i jego syn.
    hr. Adam Komornicki wykladal ‚Marlene”- marksizm-leninizm. Mielismy bardzo ciekawe dyskusje.

    Rektorem na AGH- Akademii Gornczo-Hutniczej byl prof. Zemajtis ale nie wiem gdzie konczyl studia przed wojna. Chyba w Wilnie.
    Prof. Kolek i prof. Kurzawa studiowali z moim tesciem na Politechnice Lwowskiej
    Prof. Manitius, tez po Politechnice Lwowskiej byl tez profesorem na AGH.

    Prof. prof. Kurzawa , Manitius, Kolek, Bisztyga, zaraz po wojnie razem z moim tesciem uruchamiali huty na Slasku Tesciu uruchamial suwnice prostownikowa i piece elektryczne na Bobrku. Dostal za to Order Odrodzenia czy 10-lecia Polski.
    Tesc przyjaznil sie tez -jeszcze z czasow lwowskich- z prof. Plamitzerem, ktory po wojnie wykladal maszyny elektryczne na Politechnice Slaskiej w Gliwicach..
    Prof. A.M.Plamitzer byl autorem ksiazki pt.
    ‚Maszyny Elektryczne’ – autor: Adam Plamitzer
    NT Wydawnictwo Naukowo-Techniczne , wydanie drugie
    Warszawa 1962 rok
    Prawie wszyscy koledzy zawodowi tescia poszli na uczelnie. Tesc zostal w przemysle.

    I to tylko przyklady mi bliskie. Akurat w mojej rodzinie nazbieralo sie troche inzynierow -elektrykow i programistow.

    Mielismy w Krakowie – nie wiem jak gdzie indziej- wielu przedwojennych nauczycieli i wykladowcow w roznych dziedzinach..

    W pierwszych klasach szkoly podstawowej (Nr. 16) we Wroclawiu uczyla mnie pani Maria Kamocka- przedwojenna nauczycielka.
    Byla to dla nas mama-nauczycielka.
    Wspaniala kobieta.
    Wielu nazwisk swoich nauczycieli nie pamietam.
    Tej ‚mojej pani’ nigdy nie zapomne.
    Czytala nam w pierwszej klasie raz w tygodniu: Plastusiowy pamietnik.

  28. Troll Polonii said

    26
    Yah
    Ja moze sprobuje wyjasnic.
    W PRL mielismy metode spiralna nauczania: to znaczy, mniej-wiecej tak jak w Elementarzu Falskiego:
    pojedyncze literki, literki w grupie; czytanie i pisanie pojedynczych literek; i w grupie.
    Przy okazji cwiczylo sie analize i synteze grup literek.
    Potem wprowadzalo sie zdania proste: Ala ma kota.
    Chodzilo o zrozumienie i analizowanie i ODKRYWANIE zmian znaczeniowych literek w roznym kontekscie.

    Z czasem wyrazy i zdania stawaly sie dluzsze i kombinacja wyrazow bardziej zlozona.
    Bardzo powoli wprowadzalo sie ortografie. Trudnosci byly stopniowane, zeby dac czas i miejsce na samodzielna analize.
    I podobnie bylo z matematyka: od prostych dzialan do podprowadzania do wzorow.
    Znakomite cwiczenie abstrakcyjnego myslenia.

    Ta metoda oparta jest na pracy mozgu:
    Roznymi zmyslami (sluch, zwrok, dotyk, wech) przyjmujemy bodzce z zewnatrz , ktore wchodza do systemu analitycznego w mozgu i przechodza do platu syntezy i wychodza jako ..reakcja na bodzce.

    Naturalnie, gdy tych bodzcow jest zbyt wiele na raz i sa nam obce .. automatycznie przestaje dzialac system przetwarzania bodzcow czyli analizy i syntezy.

    Do butelki nie mozna wlewac wody.. wiadrem.

    Do cwiczen praktycznych bardzo byla pomocna metoda korelacji przedmiotow: to co bylo w teorii na lekcjach matematyki, natychmiast mozna bylo sprawdzic na najblizszych lekcjach fizyki i chemii a nawet biologii (cukry).
    Powtorka materialu jest matka nauki – uczyli juz starozytni.

    To tak bardzo w skrocie i najprosciej jak umiem.
    Rozumiem wiec, ze obecny system edukacji calkowicie wylaczyl nam z obiegu system analizy.
    Jak mozna zaczynac nauke matematyki od algebry?

    Wychodzi potem taki matol, dla ktorego rozniczka jest to wyniczek z odejmowanka.

    Dlatego kiedys w Polsce, nawet mnie mozna bylo nauczyc podprowadzania do wzorow i zdania matury z matematyki, ktora byla obowiazkowym przedmiotem na maturze.

  29. Dziś umysł jest truty, otepiany tak zła żywnością ale I modernizmem, bo to choroba umysłowa wywołana systemem a zaczęła się w miedzywojniu, poprzez PRL trwająca do dziś w skali światowej.
    Brak zdolności logicznego myślenia spowodowaną Modernistyczna Formacja.

  30. Troll Polonii said

    Efekty wspolczesnej edukacji i wychowania mlodziezy:

    „Z tobą są tylko problemy”. Średnio w każdej klasie dwoje dzieci próbowało popełnić samobójstwo – Polsat News

    https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-06-22/z-toba-sa-tylko-problemy-srednio-w-kazdej-klasie-dwoje-dzieci-probowalo-popelnic-samobojstwo/?ref=slider_1491573

  31. Boydar said

    Złą żywnością tak, ale na absorpcję modernizmu żydzizmu mamy autonomiczny wpływ. Bóg może uchronić nas od skutków zatrucia somatycznego ale psychicznego NIE, bo to nasza Wolna Wola zaakceptowała trutkę. Pomimo oczywistej sprzeczności z intuicją i rozumem parszywy lep okazał się nadzwyczaj atrakcyjny.

    Dlaczego akceptujemy gów.no i jego zalew, bo sami sramy wokół siebie bez opamiętania. Solidarność półgłówków !

  32. Marucha said

    Re 31:
    Jest faktem, że Żydzi znaleźli w Polakach naród wręcz idealny do swych celów: naród idiotów przekonanych o swym rozumie i wyjątkowej dzielności, podatnych na najbardziej prymitywną propagandę, zawsze chętnych do służenia Żydom, mający własne państwo w dupie i nic nie wiedzący o własnej religii.

  33. Easy Rider said

    Ad 26 – Yah.
    Myślenie abstrakcyjne – to jest właśnie istota nauczania przedmiotów ścisłych.

    Pamiętam, jak w pierwszych klasach podstawówki pani od matematyki stosowała takie szybkie konkursy, kiedy to podawała dwie liczby i należało szybko podać wynik ich pamięciowego przemnożenia przez siebie. Kto pierwszy obliczył, podnosił rękę i dla zwycięzców przekładało się to na oceny.

    Dzisiaj może się to komuś wydać śmieszne, ale czy nie było to przygotowanie do myślenia abstrakcyjnego? A tabliczkę mnożenia to trzeba było znać na pamięć i nie wiem, czy ta wiedza jest dzisiaj powszechna wśród uczniów, bo po co obciążać umysł w dobie różnego rodzaju kalkulatorów czy smartfonów?

  34. Boydar said

    Bo Pani Pana Easy, uczyła żeby nauczyć, a nie żeby się od niej odpieprzyli. Pani byłoby wstyd, gdyby Jej uczeń wyszedł głąbem spod Jej ręki. Ale ta Pańska Pani identyfikowała się z niewerbalizowanym dobrem wspólnym, nawet jeśli miała w poprzek. A dzisiaj ? Wstyd jest pojęciem nieznanym, a jeśli gdzieś jeszcze ostały się resztki to szkodliwym społecznie. Im bardziej osobnik zdemoralizowany i zdegenerowany tym cieszy się większym uznaniem tłumów.

    Śmieszne, w jednej szkole żądają od nauczyciela wypełnienia obowiązków zestawu A a w drugiej Z, no powiedzmy X. To samo qurwatoriium, identyczna podstawówka czy liceum. Tylko dyrektor inny.

  35. Troll Polonii said

    33
    Easy Rider
    Tabliczka mnozenia, wierszyki na pamiec, piosenki a takze nazwy rzek w Europie, stolic itp to bylo znakomite cwiczenie pamieci (memory retention excercises)
    Pamietam, ze namietnie gralismy w ‚panstwa -miasta’. znakomite cwiczenie wiedzy ogolnej o swiecie.

    No a na lacinie- wiadomo: Przemiany Owidiusza, (Metamorfozy), Pamietniki Cezara, Spisek Katyliny czy Listy z Pontu i Eneida- cale strony na pamiec.i odmiany deklinacji i koniugacji.

    W Chinach 5-letnie dzieci musza wkuwac caly alfabet chinski na pamiec: bagatela: 4 tysiace znakow.

    Wedlug psychologii rozwojowej, 5 letnie dzieci maja najlepsza chlonnosc pamieci. Bo jeszcze nie przeszkadzaja im hormony a bardzo gwaltownie rozwija sie …poznawanie swiata. Te 5-latki znane sa z tego, ze zadaja tysiace pytan : rodzice i nauczyciele powinni byc na to przygotowani, bo wtedy trzreba strasznie duzo gadac z takim ciekawskim cwaniaczkiem.. Rozwija sie tez wtedy poczucie sprawiedliwosci: od zwyklego ostrzezenia: ‚nie rusz, ziaizi, nie wlaz na stol, i nie wsadzaj palcow do pieca – zaczyna sie kwestionowanie roznych zjawisk.
    Pamietam jak nasza 5-letnia bardzo dociekliwa coreczkae, w tramwaju zadawala rozne pytania a jedno na caly glos: „A dlaczego ‚dupa’ to brzydko a ‚pupa’ – to ladnie? Nikt w tramwaju nie umial jej odpowiedziec, mimo ze rozpetala dyskusje.
    W Polsce gluchym milczeniem pomijano Freuda – a w Jugoslawii byl wrecz zakazany.
    I nie bylo pracownikow socjalnych.

  36. Boydar said

    Potem cesarz tak rozkazał:
    „Niech mu nikt nie daje jadła,
    Aż ten chłopczyk się nauczy
    Z chińskich liter abecadła!
    Jest tych znaków nie tak wiele,
    Ze czterdzieści coś tysięcy,
    Więc się krótko będzie uczył,
    Sto lat może, lecz nie więcej!

  37. Easy Rider said

    W tej dyskusji nie można pominąć aspektu zdrowotnego uczniów, wynikającego z obowiązkowych szczepień. Zawarte w szczepionkach substancje (chodzi głównie o aluminium i rtęć) nie zawsze dają od razu objawy np. autyzmu, czasem objawy dysfunkcji układu nerwowego są odłożone w czasie i powodują, że po latach uczniowie nie mogą się skupić czy mają trudności ze zrozumieniem, co nie ma związku z poziomem nauczycieli.

    Natomiast z drugiej strony, należy postawić pytanie: komu dzisiaj w Polsce są potrzebni w większej skali mądrzy ludzie? Zagranicznym korporacjom – na pewno nie, gdyż dla nich ludność tubylcza jest do wykonywania prostych prac. Natomiast co do spółek Skarbu Państwa, ewentualnie poszukiwanymi są jedynie tzw. kreatywni – czyli inaczej efekciarze, która to właściwość nie ma wiele wspólnego z inteligencją w tradycyjnym rozumieniu. O pracy w administracji państwowej i samorządowej również nie decyduje inteligencja czy wykształcenie, lecz układy partyjne oraz towarzysko-rodzinne.

Sorry, the comment form is closed at this time.