Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Lily. o Wolne tematy (60 – …
    hulajdusznik o Polska armia prowadzi działani…
    hulajdusznik o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Troll Polonii o Robocza wizyta towarzyszy żydo…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Marucha o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Anucha o Ani dnia, ani godziny
    BK o Evo Morales i «białe złoto»…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Boydar o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Ani dnia, ani godziny
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Boydar o Ani dnia, ani godziny
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

Zachód umierający ze smutku

Posted by Marucha w dniu 2019-08-10 (Sobota)

Rzadko się zdarza, by literatura niosąca jakąś głębszą, do tego nie nazbyt optymistyczną refleksję o stanie cywilizacji trafiała na listy bestsellerów, i to w większości czytających krajów europejskich.

A tak właśnie jest z kolejnymi powieściami Michela Houllebecqa (na zdjęciu), którego najnowsza książka „Serotonina” święci kolejne triumfy sprzedażowe.

Czy za sukcesem francuskiego autora kryje się potrzeba diagnozy upadku, w którym pogrążyły się społeczeństwa zachodnie? A może to po prostu dobra, intrygująca literatura, niezależnie od przesłania, które można z niej wysnuć?

Po poprzedniej powieści „Uległość” (2016) Houllebecq stał się pisarzem interpretowanym politycznie, a wielu – przywołując przy tym także jego niepoprawne politycznie wypowiedzi publiczne – uznało go wręcz za islamofoba idącego w sukurs zachodnioeuropejskiej antyimigranckiej prawicy.

Zresztą już dużo wcześniej, bo w 2001 roku, toczył się przeciwko niemu proces wytoczony przez wspólnotę muzułmańską we Francji. „Serotonina” jest znacznie mniej polityczna, choć znajdziemy w niej też refleksje na ten temat. I właśnie na nich, a także na opisie pewnych problemów cywilizacyjnych warto się zatrzymać, ocenę pozostałych walorów powieści Francuza pozostawiając wprawnym krytykom literackim.

Książki Michela Houellebecqa są konsekwentnym przedstawieniem upadku cywilizacji Zachodu, jej zmierzchu, który – zdaniem pisarza – wydaje się być nieuchronny. Widoczny jest u niego swoisty cywilizacyjny, historiozoficzny determinizm; nie stara się poszukiwać dróg wyjścia z kryzysu, lecz po prostu ilustruje jego przebieg, przy czym robi to bez katastroficznych wizji, raczej koncentrując się na sprawach małych, codziennych, otaczających jednostkę.

Stan ducha jednostki – narratora jest odzwierciedleniem stanu Zachodu, mieszaniny zagubienia, fatalizmu i depresji. Francuski pisarz nie jest przecież Oswaldem Spenglerem ani nawet Alainem de Benoist, tylko autorem prozy.

Nie musi zatem analizować globalnych procesów, wystarczy, że przygląda się ludzkiej duszy. Niby pisze przede wszystkim o męskim kryzysie wieku średniego, ale na dobrą sprawę przedstawia ten wiek, jako etap zapowiedzi starczego uwiądu, a w końcu śmierci. Jak stwierdził pisarz, Europa „umiera ze znużenia, przejedzenia i obrzydzenia do samej siebie”; podobnie rzecz się ma z bohaterem jego najnowszej powieści Florentem-Claudem Labrouste, 46-letnim urzędnikiem kontraktowym francuskiego ministerstwa rolnictwa.

Modelowym przypadkiem upadku starego ładu społeczno-ekonomicznego, który posłużył Houellebecqowi w „Serotoninie” jest los niegdyś tak silnego i cieszącego się dobrą sławą francuskiego rolnictwa. Na marginesie, podkreślić trzeba, że powieściowy Florent-Claude jest – jak to zazwyczaj bywa w powieściach pisarza – w pewnym stopniu alter ego autora; to absolwent agronomii, podobnie jak swego czasu sam pisarz związany z resortem rolnictwa. Zwraca więc uwagę na skutki globalizacji (np. import modyfikowanej genetycznie żywności z Ameryki Południowej), ale przede wszystkim na efekty Wspólnej Polityki Rolnej (likwidowane kwoty mleczne, wprowadzane normy i standardy, liberalizacja handlu).

Ubolewa nad upadkiem tradycyjnego rolnictwa rodzinnego: „…intensywne rolnictwo oparte na gospodarstwach wielkopowierzchniowych i maksymalizacji wydajności z hektara oraz przemysł rolno-spożywczy oparty na eksporcie i oddzieleniu rolnictwa od hodowli stanowią dokładne przeciwieństwo tego, co powinno się robić, jeśli chcemy osiągnąć zrównoważony rozwój; powinniśmy stawiać na jakość, produkować lokalnie i spożywać lokalnie, a także chronić glebę i wody gruntowe, wracając do płodozmianu i nawozów pochodzenia zwierzęcego” (s. 103). Francuska prowincja protestuje w powieści przeciwko nieodwracalnemu – zdaje się – przeformatowaniu polityki rolnej Francji pod wpływem likwidacji barier celnych i wymogów unijnych.

Porzucając dotychczasowe życie Florent-Claude udaje się do Normandii, gdzie odwiedza swego przyjaciela z lat studenckich, pochodzącego ze starej arystokracji farmera Aymerica d’Harcourt-Olonde’a. Normandzki rolnik znajduje się w głębokiej depresji i pogrąża w alkoholizmie, przy czym rozpad jego rodziny jest tylko jedną z przyczyn tego stanu; wydaje się wręcz, że praźródłem nieszczęścia jest perspektywa bankructwa jego hodowli krów z powodu stopniowej likwidacji kwot mlecznych, szczególnie po kolejnych rozszerzeniach UE i pojawieniu się tańszej konkurencji.

Normandzcy rolnicy powoli zmuszeni są do wyprzedawania należącej do ich rodzin od wieków ziemi, głównie inwestorom zagranicznym – autor wspomina o Holendrach, Belgach, lecz także coraz liczniej pojawiających się Chińczykach. Wszystko to prowadzi do bardzo ostrych protestów rolniczych, polegających na blokadach dróg, a nawet zbrojnych potyczkach ze specjalnymi oddziałami służb mundurowych, których świadkiem – w tym jednej o tragicznym finale – staje się snujący się po Normandii bohater „Serotoniny”.

Znakomite i pełne rozpaczy są dialogi prowadzone przez normandzkich rolników: „Widzisz, czasami jakaś fabryka zostaje zamknięta, dokonuje się delokalizacji części produkcji, zwalniając, powiedzmy, siedemdziesięciu robotników, na BFM pokażą reportaż, robotnicy zorganizują pikietę strajkową, spalą opony, przyjedzie jeden czy dwóch lokalnych polityków, przez chwilę będzie się o tym mówić w mediach, bo to ciekawy temat, interesująca pożywka wizualna, podobnie jak hutnictwo czy ekskluzywna damska bielizna, źródło dobrych obrazów telewizyjnych. W tym akurat przypadku mamy do czynienia z setkami rolników, którzy rok w rok bankrutują” (s. 235-236).

Protest wydaje się beznadziejny, a zmiażdżenie rolników przez nadciągający walec globalnego neoliberalizmu nieuchronne. Zdaje sobie z tego sprawę główny bohater – narrator, który wspomina czasy pracy we francuskiej administracji: „Wracając myślami do swojej przeszłości zawodowej, do lat swojego życia zawodowego, zdałem sobie sprawę, że faktycznie byłem zawsze konfrontowany z dziwacznymi przesądami kastowymi. Moi rozmówcy nigdy nie walczyli ani o swoje interesy, ani nawet o interesy, o które, jak można by sądzić, walczyć powinni; takie rozumowanie byłoby błędne: oni walczyli o pewne ideały, całymi latami miałem do czynienia z ludźmi gotowymi polec w walce o wolny handel” (s. 237).

Houllebecq zauważa zatem istnienie świeckiej, kapitalistycznej religii opartej na fetyszyzacji deregulacji i wolnego rynku. Dokonany przez niego opis rolniczych protestów i ich brutalnego tłumienia sprawił, że uznano go w niektórych recenzjach za swego rodzaju proroka, który przepowiedział pojawienie się tzw. żółtych kamizelek pod koniec 2018 roku. Jest to jednak pewne nadużycie, zważywszy, że francuska prowincja, szczególnie ta rolnicza, buntowała się już dużo wcześniej, choćby pod sztandarami Konfederacji Chłopskiej, związku przypominającego radykalizmem swoich działań wczesną polską Samoobronę.

Rozpad cywilizacji przejawia się w najnowszej powieści Houellebecqa nie tylko w degradacji francuskiej prowincji i tradycyjnego rolnictwa. Ma też, a może przede wszystkim, miejsce na poziomie całkowitego rozpadu więzi społecznych, totalnej i wszechogarniającej samotności jednostki, pozbawionej jakiegokolwiek wsparcia emocjonalnego i więzi rodzinnych. W takiej samotności zatopiony jest Florent-Claude, który dokonuje bilansu swojego życia emocjonalnego, zauważając, że nigdy w zasadzie nie był w stanie zdobyć się na założenie rodziny i zbudowanie czegoś trwałego.

Rozpamiętuje swoje minione, zakończone nieszczęśliwie związki i pogrąża się w coraz głębszych odmętach depresji, z której ratunkiem mają być antydepresanty i alkohol. W końcu jednak nie pomagają i one, a od lekarza bohater słyszy mrożącą krew w żyłach diagnozę: „Wydaje mi się, że umiera pan ze smutku” (s. 303). „Jest pan zestresowany, jest pan wręcz koszmarnie zestresowany, jakby pan przeżywał burnout w bezruchu, jakby się pan spalał od wewnątrz” (s. 306) – ciągnie swą diagnozę medyk, a czytelnik może mieć przed oczyma neurotyczną cywilizację Zachodu.

Czy Houllebecq widzi jakąkolwiek nadzieję dla tonącego Labrouste’a? Tak, chwilami odnajdujemy, niejako między wierszami, pewne jej przebłyski. „Perspektywa szczęścia winna istnieć choćby w charakterze przynęty” (s. 173) – stwierdza w którymś momencie narrator.

Zaś na ostatniej stronie powieści znajdujemy zdanie, które niektórzy uznali za apel pisarza o powrót do chrześcijaństwa: „W rzeczywistości Bóg się nami zajmuje, myśli o nas w każdej sekundzie i daje nam niekiedy bardzo precyzyjne wskazówki. Te przypływy miłości, które zalewają nam piersi i odbierają dech, te iluminacje, ekstazy – niewytłumaczalne, uwzględniwszy naszą biologiczną naturę, nasz status naczelnych – to niezwykle jasne znaki” (s. 334).

Wszystko to może sprawiać wrażenie, że Michel Houllebecq szuka dróg wyjścia z cywilizacyjnego i aksjologicznego upadku w pewnym powrocie do wartości tradycyjnych, zdawałoby się minionych. „Może nie byłoby fałszem uznanie mnie za konserwatystę w szerokim tego słowa znaczeniu, w tym sensie, że nie lubię zmieniać rzeczy, które jeszcze całkiem nieźle działają. W konserwatyzm jest też wpisany pewien rodzaj pesymizmu, dostrzeganie zagrożeń, czyli to, co sam w sobie obserwuję” – stwierdził w jednym z wywiadów.

Jest też wyznawcą antropologicznego pesymizmu, czy – jak kto woli – realizmu: „Wiele cech, z którymi współcześni ideolodzy społeczni chcą walczyć, jak skłonność do przemocy i agresji, dyskryminowanie słabszych, uleganie nałogom, są wpisane w egzystencję człowieka jako gatunku. Nie zmienimy człowieka” – mówił.

Sukces komercyjny „Serotoniny” już stał się bezspornym faktem. Stało się to bez szczególnej promocji, wywiadów, czy spotkań autorskich. Można wręcz stwierdzić, że wszystko to dzieje się, pomimo kontrowersyjnych z punktu widzenia głównego nurtu twierdzeń autora.

Jedną z niewielu jego publicznych wypowiedzi w ostatnim czasie był artykuł zamieszczony w styczniowym wydaniu amerykańskiego miesięcznika „Harper’s Magazine”. Niektórych zaszokował już sam tytuł tekstu: „Donald Trump jest dobrym prezydentem”. Dalej konsternacja środowisk poprawnych politycznie tylko rośnie. Warto chyba obszernie zacytować wypowiedzi pisarza dotyczące trzech podstawowych wątków.

Po pierwsze, wyraża niekłamaną satysfakcję z rosnącego izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych, których hegemoniczną rolę uznaje twardo za destruktywną dla reszty świata. „Stany Zjednoczone nie są już siłą przewodzącą światu. Były nią przez dłuższy czas, prawie przez cały wiek XX, ale już nią nie są. Są siłą ważną, ale jedną z wielu. Nie jest to wcale wiadomość zła dla Amerykanów. Jest to wiadomość bardzo dobra dla reszty świata” – pisze Houlllebecq.

„W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat ich interwencje zbrojne, oficjalne i utajnione, były jednym ciągiem hańby kończącej się porażkami” – zauważa, by po chwili nieco na wyrost stwierdzić, że „Trump kontynuuje i wzmacnia zapoczątkowaną przez Obamę politykę niezaangażowania; to bardzo dobrze dla reszty świata. Amerykanie przestają śledzić nas za plecami. Amerykanie w końcu pozwalają nam żyć”. [Hmmmm…. – admin]

Francja po raz ostatni zachowała się racjonalnie w polityce międzynarodowej, gdy prezydent Jacques Chirac odmówił wsparcia proamerykańskiej koalicji dokonującej w 2003 roku agresji na Irak. Francuski pisarz wyraźnie nawiązuje do tradycji gaullizmu, ostatniego jego zdaniem okresu, gdy republika utrzymywała status suwerennego państwa.

Ma też wyraźnie dość wojen prowadzonych przez kolejne administracje amerykańskie w imię obrony czy też szerzenia demokracji; nie bez dozy realizmu uznaje, że jedynym współcześnie państwem stosującym istotnie demokratyczne rozwiązania ustrojowe jest Szwajcaria. Francja, według niego, powinna bezwzględnie opuścić NATO, przy czym wymagania stawiane jego członkom przez obecnego amerykańskiego prezydenta mogą same w sobie doprowadzić do likwidacji Sojuszu, co pisarz uznaje za jednoznacznie korzystne rozwiązanie.

Przystępuje też Houllebecq do frontalnej krytyki Unii Europejskiej, widocznej przecież na kartach jego książek, w tym szczególnie najnowszej. „Francja będzie całkowicie niezależna, jak tylko Unia Europejska zostanie rozwiązana (im szybciej, tym lepiej)” – twierdzi stanowczo.

„Mam przekonanie, że my w Europie nie mamy jednego wspólnego języka, wspólnych wartości, ani wspólnych interesów; słowem, że Europa nie istnieje i nigdy nie stworzy jednego narodu ani nie pozwoli na demokrację (w etymologicznym rozumieniu tego słowa), po prostu dlatego, że nie będzie tego narodu. Krótko mówiąc, Europa jest po prostu głupim pomysłem, który stopniowo przekształcił się w koszmar, z jakiego w końcu się przebudzimy” – ciągnie dalej.

Tak jednoznaczne odrzucenie integracji europejskiej w obecnym kształcie przez najbardziej poczytnego ze współczesnych francuskich powieściopisarzy, wzbudziło zapewne taką grozę na europejskich salonach, że jego tekst przeszedł na Starym Kontynencie praktycznie bez echa.

Ostatni wątek analizowanego tekstu w „Harper’s Magazine” jest dla głównego nurtu równie trudny do zaakceptowania, bo w sumie stanowi apologię Rosji, jako kraju tradycji zachowanych dzięki prawosławiu. „Podziwiam trwałość prawosławia na jej (Rosji – przyp. MP) ziemiach; myślę, że rzymski katolicyzm zrobiłby dobrze czerpiąc z niego inspirację, sądzę, że ‘dialog ekumeniczny’ powinien być z wzajemną korzyścią ograniczony do dialogu z Cerkwią Prawosławną (…). Jestem boleśnie świadomy tego, że Wielka Schizma z 1054 roku była dla chrześcijańskiej Europy początkiem końca, ale z drugiej strony uważam, że ten koniec nie jest nigdy przesądzony, dopóki nie nastąpi” – pisze Houellebecq, a jednocześnie chwali obecnego lokatora Białego Domu za deklarowaną przez niego gotowość do dialogu z Władimirem Putinem.

Stawiając kropkę nad „i” w manifestacji braku politycznej poprawności, autor „Serotoniny” deklaruje: „Podobno prezydent Trump niedawno oznajmił: ‘Wiecie kim jestem? Jestem nacjonalistą!’. Ja też właśnie nim jestem. Nacjonaliści mogą ze sobą rozmawiać; dialog z internacjonalistami, rzecz ciekawa, nieszczególnie się udaje”.

Powstaje pytanie, na ile Michel Houlllebecq jest w stanie kształtować poglądy na współczesny świat czytającej części zachodnich społeczeństw? Wiele wskazuje na to, że jego postać już dziś zaliczana jest do panteonu francuskich intelektualistów – autorytetów kształtujących umysłowe trendy całkiem pokaźnej części społecznego spektrum.

W 2008 roku ukazał się zbiór jego korespondencji z najbardziej znanym przedstawicielem obozu neoliberalnego i globalistycznego we współczesnej Francji Bernardem-Henri Lévy zatytułowany „Wrogowie publiczni” (Michel Houllebecq, Bernard-Henri Lévy, Ennemis publics, Paris 2008), co już poprzez sam wybór partnera do dyskusji plasowało go wśród publicznych intelektualistów o największej sile oddziaływania.

Do tego pisarz stał się postacią o statusie celebryty; jego niedawne małżeństwo z pochodzącą z Chin wybranką stało się przedmiotem rozważań rubryk towarzyskich mediów głównego nurtu, pojawia się też coraz więcej filmów z jego udziałem jako aktora, obok znanych gwiazd francuskiego kina.

Do grona wpływowych intelektualistów – autorytetów, zbioru figur dość typowych dla życia umysłowego Francji o statusie przewodników kreślących intelektualne mody zaliczył go w jednej ze swoich ostatnich książek kontrowersyjny izraelski historyk Shlomo Sand (Shlomo Sand, La fin de l’intellectuel Français?, Paris 2016). Także w Polsce powieści, twórczość i postać Houllebecqa trafiają na łamy mediów głównego nurtu. Nie oznacza to wszakże, że wypowiedzi takie, jak powyższe z artykułu dla amerykańskiego miesięcznika, są znane szerszej rzeszy czytelników.

Najprawdopodobniej pomijane są celowo, by nie wywołać dysonansu poznawczego u tych, którzy nadal znajdują się pod wpływem kanonu politycznej poprawności. Sytuację mogłoby zapewne zmienić opublikowanie przez Michela Houllebecqa w jakiejkolwiek formie jego rozważań na tematy polityczne, metapolityczne i cywilizacyjne, swoistego traktatu poświęconego wyłącznie tej sferze. Wtedy jednak pojawiłoby się ryzyko, że medialny i kulturalny mainstream Zachodu przedstawiłby go jako znakomitego pisarza, który z jakichś niewyjaśnionych względów postradał zmysły.

Wracając do „Serotoniny”, jest to powieść godna polecenie bez wątpienia nie tylko ze względu na poglądy i refleksje ogólne jej autora. Czyta się ją po prostu dobrze, szczególnie w znakomitym przekładzie Beaty Geppert. Niektórzy, którym nie do końca przypadną do gustu refleksje historiozoficzne autora, uznają ją za najzwyczajniej w świecie wciągającą lekturę o miłości, życiu emocjonalnym wyższej klasy średniej, turystyce, ze szczególnym uwzględnieniem autentycznie istniejących miejsc we Francji, ale też w Hiszpanii. I na tym chyba polega siła, też komercyjna, pisarstwa Houllebecqa; każdy odnajdzie w nim coś dla siebie istotnego i zajmującego.

dr Mateusz Piskorski

Michel Houllebecq, „Serotonina”, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2019, ss. 335.
Fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 33-34 (11-18.08.2019)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 11 to “Zachód umierający ze smutku”

  1. RomanK said

    GLownym bledem..jest uwazanie- ze Zachod sie rozpada,.,…Otoz Zachod sie nei rozpada..ale jest wysadzany w powietrze raz po raz przez podkladane ladunki rozsadzajace Europew..przy biernej postawie jej mieszkancow….
    KOlejne rewolucje poczawszy od REformacji poprzez rewolucje Cromwella..poprzez francuska i rosyjska to marsz antynomizmu….satanistycznej ideologii przybierajace listki figowe foilozoficzne…po kolei i stystematycznie rozwalajace Cywilizacje z jej podstawa, czyli Chrzecijanstwem i zbudowana na nim osnowa moralna….
    Wojn trwa…ale nie wolno wal nikogo przed tym ostrem bo uzywanie slowa wojna zostalo zakazane.

  2. Francja posiada bomby atomowe,kolonie i wpływy polityczno -gospodarcze w krajach z językiem francuskim.Wpływy z zyskami dla koncernów we Francji.Nawet zyski z Kanady.Plus terytoria zależne.O EU….w Gujanie Francuskiej i wpływach mafii francuskiej czytaj nacjonalistach francuskich w Amerce Południowej nie wspominam.Granica EU(Francja)..z Brazylią to tylko 673 km.Polecam autora.Michela Houllebecqa ale jako Polacy nigdy nie zapominajmy ,że to „alianci” sprzedali Polskę a po 89 to zachód ma zyski z Polski.

  3. jasiekztoronto said

    Re: 2 Marek Lipski…
    Francja niczego nie posiada, mam na mysli Francuzow, ktorzy sa calkowicie kontrolowani przez zydo-masonerie we Francji i to ona decyduje (podobnie jak w Polsce) co, jak i kiedy maja Francuzi…, a Francuzi maja „zamknac ryje”, placic podatki i zapier…alac na lichwiarsko-masonska kaste przez samych siebie uprzywilejowana…, no i popierana…

    =========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  4. Ad. Zeby to wszyscy rozumieli wlacznie z „gloryfikatorami” PRL, to nie byl by biernosci w Polsce i poza nią..
    Ostatni Zryw Narodowy by zrzucić kajdany była to 1 Solidarność.

    Już narodowego zrywu kolejnego nie będzie. Może tylko elitarne działania jak Polaków w PZPR a I to wątpię by choć na taka skalę coś mógło być.

    Pan Romanie K opisał sytuację tak jak to zrobił Biskup Williamson wysmiany za to.

    JO

  5. Cóż, Pan Piskorski nie jest Chrześcijaninem. Może się jednak nawroci?
    Zaproponowalismy Piskorskiemu spotkanie Z Biskupem Williamsonem w więzieniu, ale Piskorski odmówił a szkoda.
    JO

  6. Poza tym, pisarz omawiany przez Pana Piskorskiego jest w totalnym błędzie, bo Zachód jak skorygować Pan Roman K jest zabójczo rozsadzany , ale serce Zachodu Wciąż bije, a jak, to opisuje to wspaniałe ten artykuł:
    https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

  7. lewarek.pl said

    Coś ciekawego dzieje się we francuskiej literaturze. Znakomity, proroczy Raspail, potem Volkoff, teraz Houllebecq…

  8. Marcin said

    Zachód nie umiera. Umiera wszystko to co kiedyś ten zachód definiowało a resztę załatwi demografia i rozpad tradycyjnej rodziny.
    Jeśli ona odejdzie, Zachód odejdzie razem z nią. Jednak w czasie gdy Zachód umiera, Trzeci Świat dodaje 100 mln ludzi co 15 miesięcy. Jak to się skończy nie trzeba chyba dużej wyobraźni.
    Zawsze przyrost ludności był cechą zdrowych narodów i rozwijających się cywilizacji, podczas gdy spadek ludności był oznaką ich upadku.
    Game Over.
    Ciekaw jestem jak Rasa Panów to kontroluje, czy w ogóle kontroluje i jaki będzie finał takiej dysproporcji jeśli Trzeci Świat zaleje większą część globu?

  9. jasiekztoronto said

    Re: 8 Marcin…
    CO sie stanie, kiedy Trzeci Swiat zaleje wieksza czesc globu???. Ano zamieni wieksza czesc globu w Trzeci Swiat.. I o to „rasie panow” chodzi…zdemolowac swiat, a potem zredukowac populacje do 500 milonow (ew. 1 miliarda), a potem… (no przynajmniej maja „panowie” taki plan…)…
    Mnie ciekawiloby bardziej to, co Pan Bog na to wszystko ???… I jakie On przedsiewzie dzialania???…
    ===================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  10. Ola said

    … i ani slowa o zydkach???? no to ja nie wiem , jaka to agentura. Choc moze powinnam sie domyslac, he he he .
    Zartuje oczywiscie , bo z tymi agenturami i zydkami to jasna sprawa , to juz wiemy od naszych youtubowych intelektualistow….

    Autor tej ksiazki powoluje sie i analizuje jego sygnalizowany rozpad na podstawie zmian we francuskim rolnictwie. Ja to tez zostane blisko gruntu i malych , ludzkich spraw i sprobuje sie odniesc do Aldi & Co. Tak, tych dyskonterow , albo inaczej , jak to okresla sie w Polsce -sklepow duzopowierzchniowych. Tylko prosze bez podsmiechujek, w koncu wiekszosc badan medycznych i ich osiagniec , robi sie badajac muszki owocowe. A to jak zatonal Titanic, rozpracowano wrzucajac kostke lodu do miski z woda. Wiec zanim siegniemy po gwiazdy i rase panow , spojrzmy pod nogi , wlasne.
    Ale jak ja to widze sprawe z Aldim. Mysle, ze to byl poczatek upadku. Choc z drugiej strony , jak miliony podobnych mi emigrantow , jestem typowym przedstawicielem starego niemieckiego suchara : ” zamkna Aldi, emigranci opuszcza RFN”. tak , Aldi i podobne, to moje zycie. Choc na poczatku bylo inaczej, poczatki Aldi w RFN, ktore jeszcze dobrze pamietam sprzed 30 lat, byly bardziej siermiezne niz komuna. Byly wowczas tylko nieliczne sklepiki Aldi , niewielkie, w bocznych tanich uliczkach, towar nie rozpakowany z kartonow lezal na podlodze. Asortyment bardzo skromny , ogolnie bieda z nedza i do dzisiaj jeszcze nawet pokutuje opinia, ze kupowac w Aldim to wstyd i hanba. Ale czasy sie bardzo zmienily i Aldi & Co. Bracia , zalozyciele Aldi, przez wiele lat byli najbogatszymi Niemcami. Ale jak wiadomo od Bareji, nie ma rozy bez ognia. Aldi rosl, inni znikali w bolu z horyzontu. Juz nie ma calych sieci innych , drozszych sklepow, gdzie to muzyczka z glosnikow i aklimatyzacja . Bo to to juz oferuje Aldi tez. Nie ma sklepow malobranzowych , piekarni, miesnych czy sklepikow osiedlowych. Nie wyrobili z konkurencja. Poznikaly tez drogie boutiqi z ekluzywnymi ciuchami. Klasa srednia od dawna kupuje w Aldim & Co. Tylko , ze rowniez zanika. Dlaczego ? – podejrzewam, ze glownie na zasadzie sprzezenia zwrotnego. No dobra, ale jakie clou z tej mojej gadki z pominieciem zydkow? Ano moze by tak te kapitalistyczne giganty, korporacje, pokasowac i oddac je w rece panstwa? No no, tylko bez inwektywow. Bo pomyslcie, panstwowa robota zawsze pewna byla. A ze ekonomicznie nie zawsze wysrubowana do ostatniej srubki i utykala? To wtedy otworzymy prywatne rzezniki, piekarnie i kioski i znowu bedzie dobrze tym, ktorzy uwazaja ze panstwowa reka jest zla. I bedzie sobie lewica z prawica zyc zgodnie i szczesliwie. No dobra, teraz lece , ja, stara komunistka, do kościołka. Loczywiscie wystrojona na rozowo, bo jak dla mnie, polaczenie bialego z czerwonym to najlepsza opcja.

  11. Goplana said

    Nie martwcie się ludziska. Zostało nam nie więcej jak pięć lat. Realizujcie swoje pasje, dbajcie o siebie i najbliższych, by te chwile zostały w Waszych sercach wyryte możliwie najtrwalej. Będzie dobrze. Za jakiś „czas” znów tu powrócimy…

Sorry, the comment form is closed at this time.