Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O tym, co z ducha i o tym, co z błota.

Posted by Marucha w dniu 2019-09-18 (Środa)

Na marginesie wielu zmian, jakie zachodzą galopująco w Kościele pod batem progresywnych funkcjonariuszy kultu, powróćmy myślą jeszcze raz do szeroko dyskutowanej zmiany w treści Modlitwy Pańskiej.

W niej zamiast: nie wódź nas na pokuszenie, wprowadzono wersję bardziej pasującą do ludzkiego myślenia, przyjazną dla umysłu jak schabowy na talerzu dla żołądka, nie wymagający zbytniego namysłu. Nie dopuść byśmy ulegli pokusie  – to taki właśnie filozoficzny i teologiczny kotlet podany prostaczkom, coby sprawnie przeżuli i swoich główek nie musieli męczyć bardziej duchową pracą, bo po co to komu.

Tymczasem w taki sposób gwałci się katolicką Wiarę. Wiara jest zgodna z rozumem, niesprzeczna z najbardziej prozaicznymi zajęciami i potrzebami, we wszystko wprowadza harmonię, porządek, wszystko ukierunkowuje i nadaje duchowy rys najprostszym czynnościom wykonywanym ze względu na Boga. Fizyczna praca ma swoje uzasadnienie w duchowej warstwie, niższe czynności są podwaliną wyższych. Każdy w Kościele scementowanym miłością do Boga, jest potrzebny. Jak matka, która wychowując przyszłego murarza, nauczyciela, lekarza, żołnierza, kapłana, geniusza, generała czy papieża, wstaje po nocy, zmienia pieluszki i karmi; pielęgnuje to ciało i tę duszę, by fizyczna, intelektualna i duchowa moc człowieka mogła kiedyś w pełni się rozwinąć i przynieść światu i Niebu obfity owoc.

Wszystko jest ważne z rzeczy które muszą być zrobione dla dobra innych i wypełnienia obowiązków. Ci, którzy zajmują się rzeczami duchowymi, są podpierani przez tych, którzy zabezpieczają im życie fizyczne. Ci jednak, którzy wykonują prace fizyczne, są otoczeni miłością i troską o ich duszę i intelekt przez tych, których pracą jest intelekt i duch.

Taki Kościół to przepiękny i święty organizm, gdzie każdy jest każdemu potrzebny a nad wszystkim jest Bóg, dający duchowe życie w obfitości swojej łaski. I tak naprawdę jest dawcą wszystkiego. Każde powołanie od Niego zależy. Każdy talent to dar od Niego: zdolność do rzemiosła, dar filozofowania, układania płytek czy montowania instalacji sanitarnych, wznoszenia domów czy mostów, czy bycia dobrym stolarzem, spawaczem, nauczycielem, prawnikiem czy księdzem. Ale to wszystko zakorzenione jest w łasce. Najlepsze co człowiek może zrobić to rozpoznać, co otrzymał od Boga i te talenty rozwijać. Wtedy, wypełniając to, do czego jest uzdolniony wypełnia wolę Bożą.

Panem wszystkiego jest Bóg. Usiłowanie własnymi siłami osiągnąć świętość, zawsze spełznie na niczym. Można się starać, unikać grzechów, które uważamy za najbardziej upokarzające, na które jesteśmy wyczuleni i gdy długo udaje nam się ich nie popełniać, zaczynamy cieszyć się przekonaniem o własnej świętości. W porównaniu z innymi, którzy nie walczą z grzechem wydajemy się sobie wyjątkowi i godni szczególnych względów Pana Boga. Zapominamy, że wszystko jest łaską, tak w sferze naturalnych zdolności, temperamentów czy talentów jak i w sferze czysto duchowej. Tam, gdzie szatanowi uda się nas uśpić, wmówić, że osiągnęliśmy postęp duchowy własnymi ludzkimi zdolnościami, tym mocniej potem przypuści atak. I może się zdarzyć, że go nie przetrwamy.

Tak też zmiana w Modlitwie Pańskiej nie ma szans na wydanie owoców duchowych, gdyż jest wynikiem ludzkiej spekulacji i zniżania słów Pana Jezusa do ludzkiego prymitywizmu intelektualnego obecnych czasów.

Swoją drogą to ciekawe, czemu dzisiejsi ludzie, posiadający rozum podobno mocniejszy niż ludzie w wiekach średnich, muszą sobie upraszczać to, co było zrozumiałe dla przeszłych pokoleń. Czyżby dzisiejszy człowiek w stosunku do średniowiecznego jednak był osłabiony na umyśle? Debilitas (z łaciny inwalidztwo umysłowe) jako gorzki owoc lukrowanego aggiornamento, „udzisiejszenia”.

[Dokładnie. Nasi dziadkowie, często z bardzo skromnym wykształceniem, jakoś nie mieli problemów z Mszą odprawianą po łacinie. Dopiero ta kupa gówna, jaka  jest obecna „wspólnota katolicka”, twierdzi że Mszy Tradycyjnej „nie rozumie”. – admin]

Zmiana modlitwy Pańskiej przypomina samozadowolenie człowieka, który pyszni się powstrzymywaniem od grzechu własnymi siłami.

Ale przychodzi próba, która burzy nasze zdanie o samych sobie, poniża i upokarza nasze zaufanie do własnej woli, zdolności obrony przed grzechem. Okoliczności sprawiają, że nasze mury obronne zostają zniszczone w sposób niezauważalny, niekontrolowany przez nas, i ludzkie siły okazują się niewystarczające. Nie ma możliwości, żeby one same nas zachowały od grzechu. Jedyne co może przetrwać, to dar łaski, przyjętej przez wolę ludzką, nie opartą o samą siebie, ale o nieskończoną potęgę Boga. Ale żeby taką pomoc mieć, trzeba mieć zamiast zadufania, pokorę.

Nasza wola jest jedynie okruchem przyjętym przez Boga jak chce i kiedy chce. To, jak pokieruje nasze kroki, zależy tylko od Niego. To, jakie doświadczenie dopuści na nas a od jakiego nas zachowa, niezależnie od naszych planów także zależy od Boga. Każdy wie, że własne plany w ciągu chwili bywają rozwiewane w pył i nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje.

Człowiek który zaznał tego wie, że wytrwanie jest sprawą Bożej łaski. Im większa pokora, tym większa łaska. Dlatego dusza cierpliwie znosi i siebie i innych, wiedząc, że sama nie wygra. Lituje się nad innymi, mając w pamięci własne upadki. Modli się i szuka mocy w Bogu, ale cierpliwie czeka w doświadczeniu i cierpieniu nie licząc na siebie. Nie oszczędza siebie w walce, ale wie, że jeśli przyjdzie upaść, to jej słabość, jeśli przyjdzie wygrać – to Boża łaska. A łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna.

Po upokorzeniu własnej pychy przez niespodziewany upadek, człowiek zaczyna drżeć o siebie. Uświadamia sobie, że ze swojej woli zbawienia nie dostąpi i o swoich siłach do Nieba nie wejdzie. Zaczyna się lękać, doznaje bojaźni Bożej i wtedy na modlitwie jest w stanie wyznać: i nie wódź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego.

Nie mówi: nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, bo to za mało. Nasza moc do walki z pokusą po prostu nie istnieje. Mówiąc tymi słowami traktujemy Boga jak narzędzie, które boską mocą ma umocnić naszą wolę, budować naszą pychę, samodoskonalenie. Nie ma możliwości, żebyśmy nie ulegli pokusie bez Bożej łaski.

W zmianie słów Ojcze nasz manifestuje się ludzki punkt widzenia, w którym człowiek sam siebie stawia jako środek własnego zbawienia. To nieprawdziwa perspektywa. Prawdziwą perspektywą nie jest to, byśmy my nie ulegli pokusie, ale jest nią Boża łaska, która zawczasu będzie nas prowadzić tak, że ominiemy niebezpieczeństwa, lub, kiedy przyjdą, zjawią się w wtedy, kiedy będziemy napełnieni Bożą mocą, okrzepnięci w łasce, kiedy On uzdolni naszą naturę do stawienia oporu złu.

Albowiem:

Custódi, Dómine, quǽsumus, Ecclésiam tuam propitiatióne perpétua: et quia sine te lábitur humána mortálitas; tuis semper auxíliis et abstrahátur a nóxiis et ad salutária dirigátur.
Per Dominum nostrum Iesum Christum, Filium tuum: qui tecum vivit et regnat in unitate Spiritus Sancti Deus, per omnia saecula saeculorum.

jak mówi Kolekta Mszy Świętej XIV Niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego (Dominica XIV Post Pentecosten):

Strzeż Twój Kościół, prosimy Cię Panie, w nieustannym miłosierdziu swoim, a że bez Twej pomocy nie ostoi się człowiek śmiertelny, niechaj go stale Twa łaska od rzeczy zgubnych odciąga i prowadzi do zbawienia.
Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków.

Według Kolekty, natchnionych słów Liturgii, będących najczystszym aromatem Wiary katolickiej, łaska Boża musi nas odciągać od rzeczy zgubnych, abyśmy nie upadli. Ta prośba wybrzmiewa w prawdziwym, uświęconym Tradycją brzmieniu Modlitwy Pańskiej: i nie wódź nas na pokuszenie.

Bóg według słów Pisma Świętego również wyprowadza na bezdroża. Kiedy człowiek dokonuje bezprawia, może pozbawić się Bożej łaski i spowodować, że Bóg ukarze nieposłuszeństwo. Wbrew modnej dziś w Kościele politycznej poprawności, Bóg kierował losami zatwardziałych grzeszników tak, aby pozbawieni Jego łaski, zginęli i odebrali karę za swoje przestępstwa:

Pan strzeże przychodniów, chroni sierotę i wdowę, lecz na bezdroża kieruje występnych. Ps 146 (145), 9.

Nie wódź nas na pokuszenie, Boże, bo gdy nam pozwolisz w pokusę wejść, a sam nas przeciwko niej nie uzbroisz, nie mamy szansy nie zginąć. Jeśli Ty cofniesz swoją dłoń, nie mamy ratunku. Oszczędzaj nam Panie zagrożeń, z uwagi na naszą słabość. Ty wiesz, że niczym jesteśmy, oszczędzaj nam sytuacji, zbiegów okoliczności, które wystawiają na niebezpieczeństwo życie naszej duszy.

Taki jest sens modlitwy Pańskiej a nie tylko prymitywne wezwanie, byśmy nie ulegli pokusie. Bo Pismo Święte mówi także o pyszałkach, pewnych siebie na tyle, że nie unikają niebezpieczeństw:

Serce twarde na końcu dozna klęski, a miłujący niebezpieczeństwo w nim zginie. (Syr 3,26).

Kto nie unika pokus modląc się tylko o to, by nie uległ a nie ucieka przed nimi, licząc się z własną słabością, zachowuje się jak uzurpator, który doświadcza sprawiedliwość Bożą. Ryzykując utratę Bożej łaski wystawiamy Boga na próbę, czego nie śmiał uczynić sam Boży Syn kuszony przez diabła. Tak czyniąc, człowiek chce z Boga zrobić swego sługę, który ma w odpowiedniej chwili usłużyć nam wedle naszej woli, by się nam krzywda wieczna nie przytrafiła.

Z Panem Bogiem nie igra się tak, by nasza pycha wzrastała, podbudowana Jego łaską. On pokornych sam wynosi i dzieli się swoim majestatem, ale nie z tymi, którzy uzurpują sobie Jego zwycięstwo. Bóg dzieli się chwałą z tymi, z którymi sam chce, a są to pokorni.

Dlatego tradycyjne tłumaczenie „Ojcze nasz” zawiera mądrość wszystkich pokoleń świętych, mistyków, nauczycieli Kościoła. Zmiany chciałyby pozbawić mocy boską modlitwę. Dzisiejsze zmiany chcą wyrzucić do kosza modlitwę Świętych Pańskich od czasów Chrystusa. Bóg nie będzie jednym z elementów naszego samodoskonalenia, jest celem samym w sobie a nie środkiem do spełnienia naszych życzeń. Tę prawdę zaciera się starannie tam, gdzie ludzi zmusza się do mówienia nowej wersji Modlitwy Pańskiej, jak niegdyś zmuszano do przyjęcia nowej liturgii, aby przypadkiem ludzkiej duszy do nadprzyrodzonej miłości Boga nie pobudziła.

Nie dziwi, że bojaźń Boża to już niezrozumiałe pojęcie.

Dziwi, że powołani do obrony Wiary purpuraci nie napiętnują bandyckich translatorów, którzy wyrzucają jako śmieci rzeczy nadprzyrodzone, święte i duchowe a podmieniają na niskie, ulepione z błota ludzkich pomysłów i głupoty.

[Bo purpuraci są przeważnie Żydami – admin]

https://swietatradycja.wordpress.com

Komentarzy 5 to “O tym, co z ducha i o tym, co z błota.”

  1. Sarmata said

    Tu poniżej w linku próbka prawdziwej i porywającej myśli ludzkiej.
    Przeczytajcie ok. 100 stron ks. prof. Waldemara Chrostowskiego o siedmiu prośbach w Modlitwie Pańskiej.
    To robi wrażenie i poszerza wiedzę, umacniając wiarę!.
    Łącze do strony „O Modlitwie Pańskiej” tego wspaniałego teologa:
    http://wch-biblijne.pl/index.php/2016-2020/2017-2018

  2. anne said

    Dziadkowie nie mieli problemu z rozumieniem Myszy po łacinie. W zeszlą niedzielę małżonek zaciągnął mnie na niemiecką mszę. I dopiero był problem. Kazanie i ,, przekazanie,,- na rozpoczęcie mszy było o jedności wszystkich tych, którzy teraz się modlą. Ale jak odczuwać tę jedność, jeśli nie rozumie się języka, a msza nie przypomina Mszy? Żal za grzechy, spowiedź powszechna- nie było. Chwała na wysokości Bogu- nie było. Święty, Święty- nie było. Baranku Boży- nie było. Ojcze nasz- było, ale nie wiem, czy nie zmienione. Zamiast tradycyjnych modlitw i hymnów śpiewano po prostu inne pieśni. Ja już pomijam fakt, że wszyscy uklękli przed stołem, a nie tabernakulum. A ma stole leżał krzyż, takiej wielkości, że już w domu wisi większy. Więc jeśli się dopuszczono takich zmian w takiej świętości jak Msza, to zmiana tych kilku słów nie może dziwić. Mąż też się przestał dziwić, że wybieram transmisję Mszy trydenckiej w internecie. Jedno co było dobre, to , że można było wybrać sposób podania Komunii i jedna jedyna osoba, która zrobiła tp na kolanach i do ust nie została zrugana przez księdza. My do Komunii nie poszliśmy, bo mieliśmy poważne problemy z uznaniem ważności tej mszy.

  3. anne said

    I przepraszam za literówki- z komórki trudno się ustrzec. W pierwszym zdaniu miało być Mszy, a w trzecim- przed kazanie- bo jak niby nazwać tę pięciominutową pogadankę na rozpoczęcie?

  4. Dejpanspokój said

    Polecam wywód p. Grzegorza Brauna dokładnie w tym temacie. Bardzo zwięźle i zrozumiałe to wyłożył. Tutaj zbyt rozmyty przekaż moim zdaniem.

  5. NICK said

    Jaki wywód? dps.

Sorry, the comment form is closed at this time.