Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Waldek o Chwała samochwałom
    Mietas o Ławrow: Kongres USA nie zatrzy…
    Moher49 o Budynie na prezydenta!
    hulajdusznik o Zmarł Adam Słodowy
    Sarmata o Kard. Raymond Leo Burke: diabe…
    Leo o Na Suwalszczyźnie odkryto cmen…
    Leo o Na Pomorzu istnieją megality z…
    Salcie o Wolne tematy (64 – …
    wanderer o Zmarł Adam Słodowy
    NICK o Zmarł Adam Słodowy
    Marucha o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    NICK o Ławrow: Kongres USA nie zatrzy…
    Bili de kid o Ławrow: Kongres USA nie zatrzy…
    Mietas o Ławrow: Kongres USA nie zatrzy…
    Bili de kid o Ławrow: Kongres USA nie zatrzy…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 500 obserwujących.

Giewont – przyczyny tragedii

Posted by Marucha w dniu 2019-10-04 (Piątek)

W dniu 22 sierpnia 2019 roku wydarzył się w Tatrach najbardziej tragiczny wypadek w całych dziejach polskiej turystyki. W jego wyniku cztery osoby poniosły śmierć i ponad 150 odniosło obrażenia. Wiele osób po tym wypadku przez długie lata lub nawet do końca życia ponosić będzie konsekwencje zdrowotne.

W dniu wypadku na miejsce tragedii przybył osobiście Pan premier RP Mateusz Morawiecki. Władze Zakopanego ogłosiły żałobę. Niestety w tych trudnych dniach zabrakło osobistego wsparcia w mediach gospodarza terenu – Pana dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego. Czyżby nie był to też problem parku?

Wszak TPN pobiera opłatę za wstęp, która nie jest obwarowana ukończeniem żadnego kursu bezpieczeństwa.

Trzeba podkreślić, że przed wejściem w strefę zwiększonego zagrożenia porażenia piorunem nie było na Giewoncie nawet dodatkowego ostrzeżenia (a w latach 70. i 80. ubiegłego wieku takie ostrzeżenie było!). Zimą TPN umieszcza wiele tablic informujących o miejscu i stopniu zagrożenia lawinowego. Przed wejściem na szlaki, które przecięte są torami spadania lawin umieszczane są tablice „stop lawiny”. W razie podniesienia się stopnia zagrożenia lawinowego niektóre szlaki są zamykane.

Jestem inżynierem leśnictwa i większość życia poświęciłem poznawaniu górskiej przyrody. Zwiedziłem wiele parków narodowych w Europie. Dużo czasu spędzam w Tatrach i byłem na tatrzańskim szlaku także owego smutnego dnia.

Do wyładowań atmosferycznych mam szczególny respekt. To żywioł nieokiełznany. Z dzieciństwa pamiętam tablice ostrzegające przed burzą z nakreślonymi miejscami porażeń turystów na Giewoncie. Dzisiaj informacje z radarów burzowych są bardzo przydatne, ale nie można swojego życia opierać tylko na zawodnej elektronice i bezcenne jest rozpoznanie sytuacji na miejscu, w górach.

Wnikliwie zapoznałem się z wieloma informacjami zamieszczonymi w mediach na temat tej tragedii i stwierdzam, że akcję ratunkową przeprowadzono nadzwyczaj sprawnie.

Moje poważne wątpliwości wzbudza fakt, że tak dużo osób owego dnia przebywało na Giewoncie. Zeznania jednej z poszkodowanych osób wskazywały, że to w znaczny sposób utrudniło szybkie zejście ze szczytu. Ponadto zgodnie z zasadami bezpieczeństwa podczas burzy ludzie powinni się rozproszyć.

Wypowiedzi medialne naczelnika TOPR-u Pana Jana Krzysztofa wskazują na konieczność ograniczenia ruchu turystycznego na Giewoncie. Natomiast Pan Andrzej Blacha w wywiadzie dla portalu Onet stwierdził, że ze względu na ogromne kolejki na Giewoncie pracownicy TPN „muszą” kierować tam ruchem.

Poruszony tragicznym wypadkiem, przypomniałem sobie pismo wysłane we wrześniu 2009 roku do Pana dyrektora TPN Pawła Skawińskiego. Były to moje uwagi do dokumentu „Zadania Ochronne TPN”. Dotyczyły one problemu przekroczenia wszelkich granic chłonności turystycznej w Tatrach. Nadmieniłem też o problemie bagatelizowania zjawisk burzowych przez niedoświadczonych turystów. Niestety na moje pismo nie otrzymałem żadnej odpowiedzi i żadne wnioski nie zostały wyciągnięte.

Przez 10 lat, które minęły od daty wniesienia moich zastrzeżeń, ilość turystów wchodzących do TPN wzrosła z 3 do 4 milionów. Bardzo szanuję filozofię nie żyjącego Władysława Cywińskiego. Według niego ruch turystyczny ograniczać należy przez likwidację sztucznych ułatwień, np. schronisk turystycznych czy stalowych ubezpieczeń na szlakach. Skala rozbudowy podhalańskiej aglomeracji sprawia jednak, że Tatry odwiedzają tłumy ludzi i aby wcielić ideę Pana Cywińskiego w życie, najpierw należałoby wyburzyć przynajmniej 50% budynków pod Tatrami.

Tymczasem co roku powstaje w Zakopanem ok. 1000 apartamentów. Sierpniowy tatrzański „armagedon” zawdzięczamy głównie różnym politykom i urzędnikom, którzy dopuścili wcześniej, i którzy dopuszczają nadal do rozszerzania się podtatrzańskiego urbanistycznego molocha. Nie zwalnia to jednak władz TPN-u od powinności zapewnienia bezpieczeństwa na tatrzańskich szlakach ludziom i od powinności ochrony przyrody. Ludzie w tłumie mogą ponownie zrobić sobie krzywdę. Odwaga w gromadzie nadmiernie wzrasta.

Lektura kroniki tegorocznych wypadków w Tatrach, które zakończyły się interwencją ratowników z użyciem śmigłowca, świadczy o coraz słabszym przygotowaniu turystów do wędrówki. Przeniesienie się z kanapowej i wirtualnej rzeczywistości do realiów praw natury bywa dla wielu ludzi bolesne, a nawet tragiczne.

Od wielu lat w mediach toczy się dyskusja nad ograniczeniem ilości osób wchodzących do TPN-u. Tymczasem nie jest to sprawa podlegająca dyskusji, jeśli taki wymóg zawarty jest w akcie prawnym jakim jest Ustawa o Ochronie Przyrody.

Bardzo krytycznie do wprowadzania takich ograniczeń odnosił się w swoich wypowiedziach Pan dyrektor Skawiński. Kiedyś starałem się zrozumieć jego argumentację. Jednak dzisiaj po doświadczeniach związanych z tragedią na Giewoncie, zapatruję się bardzo negatywnie na takie stwierdzenia. Pomyślmy co by się stało, gdyby wysokiej rangi oficer policji krytykował stosowanie jakichkolwiek ograniczeń prędkości w ruchu drogowym?

Artykuł 12. Ustawy o Ochronie Przyrody wprowadza wymogi ograniczeń ilości ludzi wchodzących dziennie do każdego parku narodowego. Muszą one być wprowadzone do Planu ochrony takiego obszaru. W przypadku, gdy Plan ochrony nie został zatwierdzony dopuszczalne liczby osób zwiedzających park wprowadzane są do tzw. Zadań ochronnych.

Przy szacowaniu ilości osób, które mogą wchodzić na teren TPN autorzy planu opierali się na obliczeniach wykonanych przez Zakład Ochrony Przyrody PAN z 1974 roku. Ich efektem był wniosek, że pojemność turystyczną roczną TPN można określić na poziomie 3 mln osób. Natomiast w efekcie obliczeń Regionalnego Planu Zagospodarowania Przestrzennego TPN (1986) określono chłonność turystyczną TPN na 10 000 os./dzień.

Kuriozalne jest to, że autorzy Planu ochrony opierają się na pewnych szacunkach, ale nie stosują się do nich, lecz wprowadzają limity dzienne kilkukrotnie wyższe. Oto cytat z Operatu Udostępniania TPN: W opracowaniu stwierdzono, że można przyjąć dopuszczalną wielkość ruchu wejściowego do TPN w dni pogodne na ok. 8850 os./dzień. Nie znalazłem wyliczeń jak obliczono wartość 28 000 osób, które mogą jednocześnie przebywać na terenie parku. Jednocześnie autorzy planu są świadomi skutków przekraczania racjonalnych limitów: Takie natężenie ruchu turystycznego generuje wiele problemów. Stanowi on przede wszystkim zagrożenie dla środowiska przyrodniczego oraz dla bezpieczeństwa i życia ludzi.

Plan Ochrony TPN został skierowany do Ministerstwa Ochrony Środowiska na wiosnę 2013 roku. Minister według art. 19 ust. 5 Ustawy o Ochronie Przyrody miał 6 miesięcy czasu na jego zatwierdzenie. Do tej pory plan jest „konsultowany”.

Właściwie po tylu latach (od 2011 roku kiedy firma Krameko wygrała przetarg na kwotę prawie 2 mln zł) plan przestaje być aktualny. Największą stratą jest zaniechanie realizacji wielu zaleceń ochronnych dotyczących różnych grup roślin i zwierząt, które zawarte były w różnych operatach. Plan ochrony jest obszernym dokumentem napisanym przez wybitnych naukowców. Zalecenia ochronne dotyczą w nim około tysiąca gatunków roślin i zwierząt. I to wszystko jest nieodwracalnie marnowane!

W przypadku braku Planu Ochrony TPN sporządza dokument Zadania ochronne. Jest on jednak dokumentem ułomnym. Dla osób niewtajemniczonych wystarczy porównać kilka tysięcy stron dokumentu Plan ochrony (wraz z operatami) do dokumentu Zadania ochronne, które liczą kilkadziesiąt stron.

Niemniej jednak ten niższej rangi dokument Zadania ochronne zawsze zawiera dane o maksymalnych liczbach osób, które jednocześnie mogą przebywać na terenie parku narodowego. Projekt Zadań ochronnych TPN opublikowany na stronie BIP TPN, skierowany do ministerstwa ograniczał liczbę osób, które jednocześnie mogą przebywać na szlakach turystycznych do 28 000.

Natomiast w zarządzeniu Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka z dnia 28.12.2018 roku, które w formacie PFD opublikowane jest na stronie Dziennika Urzędowego Ministra Środowiska, nie jest uwzględnione, aby na szlakach w 2019 roku poruszali się jacykolwiek turyści. Wynika z tego, że 8 pozycji z tabelki „miejsca udostępnione do celów turystycznych” w ministerstwie wyparowało! Czy zatem TPN wniósł o sprostowanie tej decyzji? Nie znalazłem innej wersji dokumentu. A może na rękę jest wszystkim taki bałagan i degrengolada? Czyżby od urzędników ministerstwa nie można wymagać żadnej odpowiedzialności?

A tymczasem stała się katastrofa: zginęło kilka osób i ponad sto osób odniosło obrażenia. Ciekawe, ile osób przebywało w czasie tej burzy w zagrożonym rejonie między Przełęczą Kondracką a szczytem Giewontu?

TPN prowadzi politykę tzw. kanalizacji ruchu turystycznego, która zmierzała do jego koncentracji w najbardziej popularnych miejscach. Miało to ochronić przyrodę miejsc rzadziej odwiedzanych.

Tymczasem w innych parkach narodowych prowadzone są działania mające na celu rozproszyć ruch turystyczny. W Bieszczadzkim Parku Narodowym na trzech najczęściej uczęszczanych szlakach ceny biletów normalnych są podniesione z 6 do 7 złotych. Niestety tylko na niewielkie podwyżki pozwala Ustawa o Ochronie Przyrody. Jednak cena biletu normalnego do TPN jest niska nawet w porównaniu do innych krajowych parków narodowych i wynosi tylko 5 zł.

W Chorwackim Parku Narodowym Krka w 2017 roku postanowiono wprowadzić limit liczby turystów, którzy w jednym momencie mogą przebywać w Skradinskim Buku i ustalono go na 10 000 osób. Zaraz po wprowadzeniu został ten limit osiągnięty. Co dzieje się wtedy? Czasowo wstrzymuje się sprzedaż biletów, aż część turystów wyjdzie z parku. Obsługa parku może też przekierowywać gości do mniej popularnych części parku. W sezonie bilet normalny kosztuje tam 200 kun (ok.118 zł). Po sezonie turystycznym bilety są znacznie tańsze – 30 kun.

Jest sporo różnych mechanizmów którymi można regulować ruch turystyczny. Z pewnością nie można zostawić problemu, aby rozwiązał się sam. Czy to zdarzenie pozostanie tylko odnotowane w kronikach, czy wyciągnięte zostaną z niego konstruktywne wnioski i wdrożone działania prewencyjne? Czas pokaże.

Andrzej Gibała
http://24tp.pl

Komentarzy 13 to “Giewont – przyczyny tragedii”

  1. Tadeusz said

    Pan inż leśnictwa A.Gibała zapomniał ,a powinien pamiętać. Każdy człowiek powinien korzystać ze swoich szarych komórek, a nie bezmyślnie pchać się na Giewont widząc w przyrodzie oznaki burzy. Czyżby ojce w domu i nauczycielka od przyrody nie nauczyli???

  2. Marucha said

    Re 1:
    Niewątpliwie racja.

  3. Zerohero said

    Byłem na Giewoncie dawno, dawno temu. Później już omijałem szerokim łukiem, bo tam jest jak na Marszałkowskiej. Tworzą się zatory ludzkie, a znaczna część ludzi to tacy którzy tylko zaliczają Giewonciaka a wolą Krupówki. Podobna w tym sensie jest droga do Morskiego Oka. Tam też tłok. Co ciekawe, po stronie słowackiej idzie równoległa dolina i tam przez całą drogę można nikogo nie spotkać. W Tatrach byłem z 15 razy. Szczęściem nigdy nie trafiłem na burze. Na widmo Brockenu – tak. Na mgłę niczym mleko też, nawet zapętliłem się w niej. Trafiłem też na kozła który beknął „czego szukasz na grani po 18”, a także na ryczące wśród drzew jelenie które wyobraźnia kazała mi i żonie uznać za śledzącego nas niedźwiedzia ludojada. Niby w Tatrach takich nie ma, ale ten dźwięk… No, ludojad po prostu. Nawet wzięliśmy po kamieniu. Nie wiedziałem tylko czy tym kamieniem w razie co rzucać czy walić w łeb. Rzut może być niecelny, ale podejść na odległość ciosu łapy…?

    Dość pustawe są Tatry Zachodnie. Bardzo ładne, miłe szlaki. Ja tam nie chodzę, bo lubię drabinki, klamry, łańcuchy, przepaście, ale przecież nie każdy to lubi.

  4. Jacek said

    Re 1
    Na nic zdadzą się szare komórki jeżeli nie posiada się odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Tę wiedzę i doświadczenie posiada TOPR i pracownicy TPN. To oni a nie bardziej doświadczeni turyści, których i tak nikt nie słuchał, powinni po prostu zamknąć szlak na Giewont w takich warunkach pogodowych. Wiem, wiem, dorośli ludzie, nie powinno ich się prowadzić za rączkę, ale to w zdecydowanej większości osoby mieszkające na nizinach, nie zdają sobie sprawy jak groźnym żywiołem są góry czy morze, giną od piorunów i topią się w wodzie po kolana. Ktoś im sprzedał te bilety i ktoś ich wpuścił na ten Giewont mając przynajmniej podejrzenie czym może to się skończyć?

  5. Kura domowa said

    Nie przeczytałam całej treści artykułu.
    Czasem to wystarczy.. A teraz napiszę tak:
    Nieważne czy znasz góry czy nie, jeśli idzie burza to nie przyj na gore bo „musisz ją zdobyć”. Ale teraz trzeba zrobić tzw. selfie. Tam byłam, wszystko widziałam kosztem zdrowia lub życia. Ludzie, którzy poszli na Giewont przy takiej pogodzie byli po prostu głupi.
    Żal tylko dzieci, wina po stronie rodziców.

  6. Kura domowa said

    Ad. Pan Jacek
    Widać, że nowoczesnych Polaków nie uczy się fizyki i geografii.

  7. matołek said

    W 1968 roku lawina porwała 24 turystów , z tego 19 zgineło .Ale to było w Karkonoszach , w kotle łomniczki , na odludziu ,więc się nie liczy.

    ————
    Dlaczego się nie liczy?
    Admin

  8. Sarmata said

    Co do wyładowań piorunowych, to mówię wszystkim znawcom – wszem i wobec – jako inżynier elektryk po Wydz. Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, słuchający wykładów prof. Rogulskiego z techniki wysokich napięć, w tym wyładowań atmosferycznych – że krzyż nie ma najmniejszego wpływu na wyładowania w szczyt Giewontu. Dlaczego nie zapytacie kogoś co się na tym zna? Nie możecie zrobić wywiadu np. za mną na ten temat tylko powtarzacie te żydwsko-lewackie brednie?
    Wstyd.
    WAŻNE: Co do samego krzyża to nawet można przyjąć, że chroni on turystów w strefie samego szczytu (40 – 60 m samego wierzchołka) ponieważ „zbiera” część wyładowań które mogłyby uderzyć w tę strefę a więc nie w sam wierzchołek. Trzeba wiedzieć, że piorun nie zawsze bije w najwyższy punkt. Tak jest w przypadku drzew czy kilkudziesięciometrowych zabudowań i konstrukcji piorunochronów np. widocznych w wielkich rozdzielniach np. W Morach, ale już przy wysokich wieżowcach piorun może uderzyć w ścianę budynku! (budynek jest w chmurze) a Giewont jest właśnie takim bardzo wysokim „wieżowcem”. Krzyż więc w pewnej części wspomnianej strefy chroni ludzi a nie ich zabija. Zabija ludzi napięcie krokowe (tak to się nazywa) które pojawia się w wyniku przepływu prądu po powierzchni skał w okręgach wokół kanału piorunowego. Piorun to jest ładunek elektryczny który w kanale piorunowym wymusza prąd o natężeniu 80 000 A (statystyczny piorun, choć bywają większe jak ten który zmierzono w latach ’90 na Pałacu Kultury w Warszawie gdzie prąd osiągnął 500 000 A, a ile miał naprawdę to nie wiadomo, bo zabrakło skali w przyrządach pomiarowych). Problemem na Giewoncie jest niemożliwość przeprowadzenia ewakuacji w przypadku szybko następującej burzy, bo kolejki nierozumnych ludzi dalej prą na szczyt. To jest problem który powinien spróbować rozwiązać Park Tatrzański chociażby poprzez ustawienie odpowiednich tablic informacyjnych z instrukcją postępowania.
    Tak mówi nauka.
    Tu przykład uderzenia bocznego w Giewon olbrzymiego pioruna (sądząc po średnicy kanału piorunowego – patrz w czasie 1m37s:

    A tu przykład uderzenia w krzyż na Giewoncie też dużego pioruna – patrz czas 0 m 39 s:

    A tu mój kolega „po fachu” tłumaczy kilka szczegółów – bardzo wartościowe:

  9. Yah said

    No cóż, byłem latem na innej górze z krzyżem – Tarnicy. Siedzę na szczycie ale i widać i słychać zbliżającą się burzę. To … zaczynam w miarę szybko schodzić, choć i tak podczas zejścia z Szerokiego Wierchu łapie mnie burza z gradem. Ja schodziłem tłumy ludzi z dziećmi dalej lazły w kierunku szczytu. Bezmyślność … cz głupota?

  10. Peryskop said

    Re 8

    Paręnaście lat temu słuchałem audycji w radio z udziałem prof. Rogulskiego i jakiegoś el. doktora – obu dziebniksrka przedstawiła jako czołowych expertów piorunologii.

    Wywiad obfitował w ciekawostki, np o wytwarzaniu sztucznych piorunów, więc podabał mi się. Aż do finałowego pytania o pioruny kuliste.

    Bo obaj „experci” zarżeli że śmiechu, twierdząc, że to fikcja literacka.

    A ja się pośmiałem z nich, bo kilka lat wcześniej miałem na loggia podczas burzy w Warszawie bliskie (poniżej 1,5 metra) spotkanie z piorunem kulistym, w biały choć pochmurny dzień, podczas klasycznej burzy z klasycznymi piorunami.

    I nie byłem wtedy pod wpływem alkoholu itd, choć spotkanie to wywarło na mnie ogromne wrażenie.

    Zatem experci sobie, a real wciąż zaskakuje.

    Aha, i dowodem na brak pioruna kulistego według gości w studiu miałby być brak możliwości wytworzenia go laboratorium 😄😎🤣

  11. Easy Rider said

    Ad 9 – Yah.
    Bezmyślność i głupota też, ale u źródeł tego wszystkiego leży brak najmniejszej pokory wobec sił Natury. Być może wynika to z zakodowania u kolejnych pokoleń komunistyczno-lewackiego paradygmatu, że „przyrodę trzeba ujarzmiać”, co w połączeniu z modą na „selfie” dało ten tragiczny finał.

    Na marginesie tej sprawy pojawia się jednak pytanie, czy wejście na Giewont powinno być nadal niczym nieograniczone?

    ———–
    Mógł Pan sobie darować to doszukiwanie się spuścizny komunizmu nawet przy wchodzeniu na Giewont.
    Admin

  12. Yah said

    Ad 11

    Wypadałoby w burzowy dzień zamykać szlak, ale jak i gdzie ?

  13. Easy Rider said

    Ad 12 – Yah.
    Wiele wyjaśnia ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, Dz. U. z 2011 r. Nr 208, poz. 1241, tylko, kto ją czyta? Tam jest m.in. wyraźnie powiedziane o obowiązku parków narodowych do zapewnienia bezpieczeństwa w górach oraz o oznakowaniu terenu i ustaleniu zasad korzystania z tegoż terenu.

    http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20112081241/T/D20111241L.pdf

    Może trzeba w tej ustawie coś poprawić i uzupełnić, a może wystarczyłoby tylko rozwiązanie, jakie jest na Słowacji, że delikwent ponosi koszty akcji ratowniczej, które w naszych warunkach mogą sięgać kwoty kilkudziesięciu tys. zł? To znacznie ostudziłoby zapędy selfiarzy i adrenaliniarzy, którzy obecnie w najmniejszym stopniu nie ryzykują materialnie skutków swojej głupoty.

    ——
    W każdym bądź razie – delikwent, który uległ wypadkowi na zamkniętym ze względów bezpieczeństwa szlaku, powinien partycypować w kosztach akcji.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.