Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (41 – …
    UZA o Czy warto poddawać się masowo…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Marek o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    radosny o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    polski.ydek o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Boydar o Dlaczego Biden wyprosił spotka…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

To była amerykańska rozgłośnia (1)

Posted by Marucha w dniu 2019-10-07 (Poniedziałek)

„Do 1956 r. Radio Wolna Europa była propagandowym zapleczem dywersyjnych akcji wywiadowczych na wypadek konfliktu zbrojnego Wschód – Zachód.

Po stłumieniu powstania w Budapeszcie polityka USA odeszła od tzw. doktryny wyzwalania, przy czym wyzwalanie nigdy nie zakładało amerykańskiej akcji zbrojnej i wojny z ZSSR” – mówi Andrzej Świdlicki, autor książki o RWE.

Radio Wolna Europa nadające z Monachium ponad 40 lat było ważnym elementem politycznej rzeczywistości PRL-u, w pewnych okresach słuchanym masowo, oknem na świat pozwalającym Polakom zajrzeć za fasadę ustroju. Co wyróżniało tę rozgłośnię od innych nadających do Polski w okresie zimnej wojny?

– Wolna Europa działała od 1950 r., była produktem amerykańskiego wywiadu i modnej tuż po wojnie idei wojny psychologicznej. Wyróżniało ją to, że nie była rządową tubą, ale koncentrowała uwagę na wewnętrznych sprawach krajowych. Była radiem zastępczym, surogatem niezależnej opinii publicznej. Niektórzy widzieli w niej namiastkę politycznej opozycji w PRL – wewnątrzpartyjnej oczywiście, bo nigdy nie antysystemowej. Miała większy zakres swobody redakcyjnej niż Głos Ameryki czy BBC, zwłaszcza w komentowaniu spraw polskich.

Trzeba patrzeć na nią w kontekście politycznych celów USA. Jawnymi celami była wolność słowa, obiegu informacji, podróżowania, walka z cenzurą, propagowanie zachodniego modelu demokracji itp. Ukryte to: idea zapewnienia Ameryce hegemonistycznej pozycji w świecie. Warunkiem był pokojowy demontaż komunizmu przez lansowanie idei jego zreformowania. Po angielsku nazywa się to reform to destruction, czyli reformuj tak długo, aż to, co chcesz zreformować się zawali.

Innymi celami było propagowanie idei, które dziś nazwalibyśmy globalistycznymi, a więc neoliberalnych, wolnorynkowych i integracyjnych, czyli obrazu świata zgodnego z długofalowym interesem amerykańskiego establishmentu politycznego i finansowego.

Można więc powiedzieć, że Wolna Europa pracowała na rzeczywistość, którą mamy teraz w Polsce, ale w trakcie, gdy nadawała w latach 1950-1994 nie było to takie czytelne głównie dlatego, że kojarzyła się słuchaczom z antykomunizmem i miała smak owocu zakazanego.

Jakie zatem były parametry niezależności RWE?

– Program nie mógł być sprzeczny z polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych i musiał mieć na uwadze, że RWE funkcjonowała w Monachium na prawach gościa. Stąd tak dużym problemem dla rozgłośni było nieuznawanie przez USA granicy na Odrze i Nysie, czy komentowanie polityki niemieckiej.

Z faktu, że rozgłośnia musiała mieć na względzie interes amerykański wynika, że jej przekaz ewoluował w miarę ewolucji polityki Waszyngtonu. Widać to było m. in. w rozkładaniu akcentów, zmianie tonu, słownictwie. Wyrazem niezależności było także to, że Wolna Europa w odróżnieniu od innych rozgłośni nadających po polsku nagłaśniała działalność polskiej emigracji politycznej.

W początkowym okresie jej funkcjonowanie opierało się na partnerstwie politycznego wychodźstwa, Amerykanów i dyrekcji narodowych rozgłośni. Emigracja miała wpływ na obsadę personalną zespołu i była konsultowana w sprawach politycznych. Z oczywistych powodów partnerstwo nie było równoprawne, bo nie mogło. Emigracja stopniowo wykruszała się. W latach 80. dyrektor Najder nie zdołał przekonać Amerykanów do rozciągnięcia go na opozycję demokratyczną w Polsce.

Skoro jak Pan mówi linia RP RWE ewoluowała zgodnie z meandrami polityki zagranicznej USA, to czy mógłby Pan wskazać najważniejsze punkty zwrotne w historii rozgłośni?

– Kluczowym wydarzeniem był upadek powstania na Węgrzech w 1956 r., a przedtem rewelacje wicedyrektora Dep. X MBP Józefa Światły. Przed październikiem 1956 r. i po nim mamy do czynienia z zupełnie inną rozgłośnią mimo, że pod jednym i tym samym dachem.

Do 1956 r. RWE była propagandowym zapleczem dywersyjnych akcji wywiadowczych na wypadek konfliktu zbrojnego Wschód – Zachód.

Po stłumieniu powstania w Budapeszcie polityka USA odeszła od tzw. doktryny wyzwalania, przy czym wyzwalanie nigdy nie zakładało amerykańskiej akcji zbrojnej i wojny z ZSSR. Miało dokonać się rękoma ujarzmionych przy finansowym, wywiadowczym i propagandowym wsparciu Amerykanów. Nasuwa to pewne analogie z tzw. kolorowymi rewolucjami z czasów nam współczesnych, w których te trzy czynniki odegrały rolę.

Po 1956 r. polityka Waszyngtonu przestawiła się na wspieranie narodowych komunistów widząc w tym sposób na osłabienie kontroli Moskwy w jej obozie. Rolą Wolnej Europy było podtrzymywanie społecznego niezadowolenia, ale tak, by nie przekroczyło stanu alarmowego i by nie można było winić Amerykanów za jego wywołanie. Równocześnie chodziło o to, by podzielić komunistów na tzw. liberałów i twardogłowych jednym i drugim podsuwając ideę reform. W oksymoron komunistycznych liberałów wierzyli też dziennikarze prasy zachodniej.

Na fali politycznych rozliczeń po 1956 r. zarzucono pierwotną nazwę Głos Wolnej Polski, w całej rozgłośni wprowadzono zmiany organizacyjne likwidując dział doradcy politycznego, w którym pracowali ludzie z CIA.

Ważnym wydarzeniem był traktat polsko-niemiecki z 1970 r., gdy rząd w Bonn dokonał przeglądu polskich audycji – pierwszy i jedyny taki przypadek w historii rozgłośni polskiej, drugi w historii RWE. Granica na Odrze i Nysie przestała być tematem tabu, ale nawiązanie stosunków dyplomatycznych Bonn-Warszawa dawało wywiadowi PRL nowe możliwości działań operacyjnych przeciwko rozgłośni.

Na początku lat 70. ważyły się losy rozgłośni w Monachium, gdy w Kongresie upubliczniono, że była pokątnie finansowana przez CIA poza kontrolą Kongresu. W 1976 r. połączono Wolną Europę z Radiem Swoboda i zmieniono strukturę nadzoru.

Ważny dla RWE był Akt Końcowy z Helsinek i uczynienie z praw człowieka zagadnienia polityki zagranicznej USA. Zachęciło to opozycję demokratyczną, której inicjatywy nagłaśniały zagraniczne rozgłośnie zwłaszcza RWE nadająca cogodzinne dzienniki radiowe przez 19 godzin na dobę, więc dysponująca największymi możliwościami nagłośnienia. Ważnym wydarzeniem dla RP RWE był stan wojenny, gdy jej rola bardzo wzrosła, a w dalszych latach dojście do władzy Michaiła Gorbaczowa, zniesienie zagłuszania od 1 I 1988, otwarcie biura w Warszawie w maju 1990 r.

Przez RWE przewinęła się plejada ciekawych i utalentowanych ludzi: polityków emigracyjnych, powstańców warszawskich, cichociemnych, artystów, poetów, muzyków. Czy to była rodzina ludzi o podobnych poglądach ideowych czy grupa konkurentów do wierszówki?

– W RWE nie płacono od wierszówki, system płac był skomplikowany, nie zawsze logiczny, ale obecność na antenie była prestiżowa. Stąd dochodziło do tarć o to, kto z redaktorów miał temat skomentować, czyj komentarz powinien mieć pierwszeństwo itd. Niektórzy redaktorzy mieli swoje tematyczne poletka i wzbraniali do nich dostępu innym, co mogło prowadzić do tarć ambicjonalnych skądinąd zrozumiałych u ludzi zdolnych, ambitnych i przebywających w zamkniętym środowisku.

Największym tytułem do chwały był atak propagandowy najlepiej „Żołnierza Wolności” ewentualnie „Trybuny Ludu” – świadczył o skuteczności i publicystycznej randze. Specyfiką miejsca nie było to, że radiowcy tworzyli rodzinę, lecz ścisły splot życia zawodowego i towarzyskiego, co nie było normalne, ani zdrowe, bo przykrości i niepowodzenia w pracy trudniej było odreagować. Prowadziło to do skiszenia, z którego niektórzy ratowali się eskapizmem i hipochondrią.

O radiowej rodzinie można mówić w odniesieniu do pierwszego zespołu. Byli to ludzie bardzo ideowi mający za sobą podobne doświadczenia wojny i poniewierki, wprowadzeni do radia z partyjnego, emigracyjnego klucza, ale konflikty personalne i ambicjonalne były także wśród nich. Profil zespołu zaczął się zmieniać, gdy zaczęto zatrudniać pracowników z doświadczeniem dziennikarskim z PRL, co wywoływało napięcia, choć wyrażenie „konflikt pokoleniowy” uważam za przesadne, był to raczej konflikt ambicjonalny.

Sama praca była bardzo absorbująca, bo życie na co dzień sprawami innego kraju, niż ten, w którym się mieszkało wymagało stałego zaangażowania. Praca była arytmiczna pod presją wydarzeń, w warunkach odcięcia od kraju nadawania. Często trzeba było napisać komentarz lub wiadomość w oparciu o doniesienia niepełne lub z drugiej ręki. Nie można było zatelefonować do Polski, by coś sprawdzić, nie tylko dlatego, że nie było bezpośredniej łączności telefonicznej Monachium z Polską, ale dlatego, że rozmówcy nie można było narażać. Trzeba było nieustannie mieć świadomość, że komuniści czyhają na potknięcia, że wiarygodność buduje się latami, a traci z dnia na dzień.

Jaka była hierarchia tematów przygotowywana przez pracowników i współpracowników rozgłośni?

– Narzucały ją wydarzenia bieżące. Te krajowe były zwykle na pierwszym miejscu. Dbano o to, by w głównej audycji politycznej „Fakty Wydarzenia Opinie” była równowaga tematów krajowych i zagranicznych, w „Panoramie Dnia” było więcej materiału lżejszego. Redaktorzy mieli swobodę zgłaszania inicjatyw programowych. Niektórzy nie lubili pisać na zadany temat.

Amerykanie mieli swoją listę tematów, były to bardziej zalecenia niż nakazy, ale oczekiwali stosowania się do nich. Zdarzały się okresy, że były ściśle egzekwowane. Polegało to na tym, że zwracali uwagę na jakiś artykuł lub doniesienie, które trzeba było omówić. Z materiałów uznanych przez nich za niepotwierdzone lub spekulacyjne korzystać na antenie nie było wolno, ale można było się z nimi zapoznać. Bardzo duże znaczenie przywiązywali do Przeglądu Prasy Zachodniej. Wytyczne programowe zabraniały podgrzewania nastrojów, destrukcyjnej polemiki, personalnych ataków, nakazywały sprawdzanie źródeł i wyważenie ocen.

Przez cały czas działalności Wolna Europa była atakowana przez propagandę i infiltrowana przez Służbę Bezpieczeństwa. Ilu agentom udało się przeniknąć szeregi dziennikarzy i współpracowników rozgłośni? Którzy z nich byli najgroźniejsi?

– Wielu pracowników RP RWE było rejestrowanych w wydziałach MSW do walki z ideologiczną dywersją, czyli VIII i XI Dep. I., ale rejestracja nie dowodzi współpracy, jeśli nie zachowały się doniesienia. Ważne jest rozróżnienie między tymi, którzy zostali wprowadzeni do Monachium jako agenci SB, a osobami zwerbowanymi, gdy już w radiu pracowali.

Ci pierwsi to: Mieczysław Lach, Andrzej Czechowicz i Anatol Kobyliński. Ci drudzy to: Jerzy Bożekowski, Janusz Koryzma, Krzysztof Witoń. Niekoniecznie uznaję za agentów tych, którzy za takowych zostali uznani przez historyków np. Pawła Machcewicza. Przywrócenie dobrego imienia Wiktorowi Trościance, Kazimierzowi Zamorskiemu i Józefowi Ptaczkowi przy równoczesnym wskazaniu na współpracowników SB, dotychczas nie ujawnionych było jednym z celów, które stawiałem sobie pracując nad książką.

Najgroźniejszym agentem był bynajmniej nie ktoś z pracowników RP RWE, lecz „nielegał” Andrzej Madejczyk ps. „Lakar” podwójny agent zachodnioniemieckiego BND i Wydziału XIV Dep. I MSW. Zaprzyjaźnił się z Najderem w Rzymie na krótko przed jego przyjściem do Monachium, zaaranżował dla niego stypendium, rzekomo niemieckie, ale wypłacone przez włoską fundację. W rzeczywistości były to pieniądze MSW.

Ten pociąg do stypendiów i co za tym idzie możliwości wyjazdów zagranicznych okazał się zgubą Najdera, bo Służba Bezpieczeństwa to wykorzystała. Kontaktów Najdera z Madejczykiem z lat 80. nie należy mylić z wcześniejszą współpracą Najdera z Dep. III MSW w drugiej połowie lat 50. jako TW „Zapalniczka”. „Lakar” stał za niektórymi akcjami wymierzonymi w rozgłośnię, aranżował personalne ustawki, psuł jej opinię w Rzymie wykorzystując do tego korespondenta rozgłośni Dominika Morawskiego. Madejczyk był zaangażowany również w demaskowanie okupacyjnej przeszłości Jana Nowaka, bo jest to wspomniane w uzasadnieniu przyznaniu mu złotego medalu MSW w 1984 r.

Ważną rolę w rozpracowywaniu rozgłośni odegrał też płk Zbigniew Mikołajewski zastępca naczelnika Wydziału VIII Dep. I. MSW. Był szczególnie aktywny na przełomie lat 60 i 70. To on w marcu 1971 r. ściągnął do Warszawy Andrzeja Czechowicza. Do powrotu namawiał też Pawła Zarembę i Stanisława Zadrożnego. Mikołajewski miał też wkład w montowanie sprawy przeciwko Nowakowi, której sednem była okupacyjna przeszłość kuriera.

Na trzecim miejscu wymieniłbym Anatola Kobylińskiego, dyrektora wielu instytucji kultury w PRL w tym Biura Zarządu Głównego SPATiF-ZASP – agenta wpływu TW „Potocka”, później TW „Sandwicz”, który odegrał rolę drzwi obrotowych: dezinformował rozgłośnię doniesieniami z powołaniem się na opozycjonistów KOR-u i ROPCiO i odwrotnie opozycjonistów z powołaniem się na Wolną Europę. Służba Bezpieczeństwa „filtrowała” więc te doniesienia z obu stron.

Czy wszyscy szpiedzy byli znani opinii publicznej? Czy mieli wpływ na funkcjonowanie radia i program?

– Kobyliński mógł mieć wpływ pośredni kształtując sceptyczne nastawienie rozgłośni do niepodległościowego nurtu opozycji demokratycznej. Dzięki Witoniowi MSW orientowało się w personaliach, miało nagrania dźwiękowe. Z kolei dzięki Molińskiemu miało rozeznanie w wytycznych programowych, stanowisku redakcji w ważnych sprawach politycznych, mogło wyrobić sobie opinię o nastawieniu amerykańskich polityków do Polski. Karta prasowa RWE otwierała mu w Waszyngtonie wiele drzwi.

Najważniejszy według mnie agent psujący szyki Wolnej Europy Madejczyk rozpracowujący Najdera pod flagą BND nie miał wpływu na program nawet pośredniego, jego rola polegała na rozpracowywaniu zespołu, dezinformowaniu dyrektora Najdera, aranżowaniu przecieków stawiających RP RWE w złym świetle. Wpływu na program nie miał Czechowicz, co zresztą on sam przyznaje. Ściągnięcie go do Polski w marcu 1971 r. miało skomplikować życie Wolnej Europy, gdy w Waszyngtonie ważyły się jej losy. Być może przewidywano go też na świadka w procesie Władysława Bartoszewskiego, do którego w końcu nie doszło bądź po to, by bezpieka mogła wykazać się skutecznością wobec nowej ekipy Edwarda Gierka.

Co nowego książka wnosi do wiedzy o agenturze w RWE?

– Starałem się szczegółowo opisać rozpracowanie Jana Nowaka, co było globalną akcją bezpieki, w której jest wiele elementów sensacyjnych godnych filmowego dreszczowca. IPN nie wykazał się w tej materii dociekliwością, co jak sądzę dowodzi selektywnego podejścia tej organizacji do najnowszej historii, albo jest skutkiem czyjejś politycznej decyzji o motywach łatwych do odgadnięcia. Nazwiska Kobylińskiego, Molińskiego, Witonia, Madejczyka i Mikołajewskiego nie były dotąd w publicznym obiegu. Nikt też nie pokusił się o ocenę skali wywiadowczej penetracji RP RWE. Była duża na przełomie lat 60 i 70 oraz w latach 80.

W swojej książce wskazuje pan na paradoksy związane z działalnością RWE, m. in. fakt, że oficjalnie finansował ją amerykański Komitet Wolnej Europy z publicznej zbiórki pieniędzy, a nieoficjalnie CIA z budżetu operacyjnego. Innym paradoksem było to, że choć była to radiostacja amerykańska, stosunki pracownicze regulowało prawo niemieckie. Jaką rolę w działalności rozgłośni odgrywało to, co oficjalne i to, co zakulisowe?

– Rozgłośnia miała swoje ukryte dźwignie. Najważniejszą był Departament Stanu, który zawsze miał w Monachium najwięcej do powiedzenia, mimo że nie sprawował bezpośredniej kontroli. CIA kształtowała polityczną linię radia do 1958 r., finansowała je do 1971 r., ale wpływy zachowała co najmniej do połowy lat 80.

Ukrytą dźwignią był Zbigniew Brzeziński – od połowy lat 60 polityczny mentor Nowaka. Znał go także Najder i można się domyślać, że Zbig miał wpływ na to że Najder został dyrektorem RP RWE. Dzięki Brzezińskiemu Wolna Europa i Swoboda wyszły z finansowych tarapatów za prezydentury Jimmy Cartera. Ale Brzeziński jest postacią dwuznaczną – był przede wszystkim globalistą, współpracownikiem Rockefellera, strategiem amerykańskiej hegemonii i ściągnął na świat nieszczęście dżihadu.

Dokończenie w następnym numerze

Wywiad specjalnie dla MP
Andrzej Świdlicki, długoletni pracownik Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, autor opublikowanej we wrocławskim wydawnictwie Lena książki „Pięknoduchy, radiowcy, szpiedzy: Radio Wolna Europa dla zaawansowanych” (t. 1-2)

Myśl Polska, nr 41-42 (6-13.10.2019)
http://mysl-polska.pl

Komentarze 22 do “To była amerykańska rozgłośnia (1)”

  1. Kura domowa said

    Mój sp. dziadek codziennie słuchał RWE, w latach 60. Wtedy było to radio zagluszane.
    I on wierzył we wszystko co tam mówiono. I cała rodzina mamy też wierzyła.
    Moja mama a jego córka, jak była młoda to tak się wkurzyła na dziadka, że pewnego dnia roztrzaskala radio o podłogę, mówiąc : przez to radio nie mogę w nocy spać.
    Tak tylko wspominam..

  2. Easy Rider said

    Propaganda PRL-owska nazywała RWE „szczekaczką”, tylko szkoda, że nie dodawali „żydowską”, bo wtedy może ludzie zaczęliby inaczej podchodzić do głoszonych tam treści. Ponadto, władze dokonywały elektronicznego zagłuszania, tylko jakoś tak, żeby do końca nie zagłuszyć. Ktoś musiał czuwać nad tym, żeby ten żydowski przekaz jednak dotarł do odbiorców w kraju.

    To właśnie RWE miała decydujący wpływ na nastawienie Polaków do rzeczywistości we własnym kraju, pod pozorem krytyki „komunizmu”, co zaowocowało po 1989 r. brakiem sprzeciwu w niszczeniu polskiego państwa narodowego i grabieży majątku narodowego.

  3. Mądra Polska said

    Radio i telewizja to tuby propagandowe państw lub partii – co kto woli. Kto ma wpływ na przekaz informacyjny ten steruje zachowaniami ludzi i wywiera wpływ na ich sposób myślenia. Nie bez powodu AGORA chce przejąc całe Radio Zet. Radio ma ok. 2 mln słuchaczy, więc jest się o co bić…
    WALKA O MEDIA, TO WALKA O NASZE UMYSŁY
    https://madrapolska.blogspot.com/2019/09/walka-o-media-to-walka-o-rzad-dusz.html
    PUBLIKACJA SONDAŻY PRZED WYBORMI POWINNA BYĆ ZAKAZANA
    https://madrapolska.blogspot.com/2019/09/sondaz-wyborczy-2019-papier-jest.html

  4. Kojak said

    RWE tio szczekaczka opanowana przez kryminalistow i bandytow zydowskivch do podrzucana nm falszywych bohaterow jak bydlak i gnoj Michnik, Frasyniuk i cala litania lajdakow, smieci i szumowin zydowskich ! Trzeba przyznac ze skutuecznie tych skurwysynow z piekla rodem nam, podrzucil na bohaterow !

  5. Moher49 said

    Pamiętam, ciemna noc, ojciec z uchem przy radiu nasłuchiwał. Pod oknami krążyli kapusie.

  6. Easy Rider said

    Ad 4.
    Tak było w latach 60. Z pocz. lat 70. słuchaliśmy normalnie RWE w akademiku, bez żadnej konspiracji.

  7. Kosma said

    Życiorys
    frankista żyd Jan Nowak-Jeziorański
    niemiecki zarządca nieruchomości polskich podczas okupacji
    Dzieciństwo i wczesna młodość

    Był synem Wacława (1869–1918), urzędnika Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Przezorność”, i Elżbiety z Piotrowskich (1880–1975). Jego przodek Józef Jeziorański z Buska wraz z żoną Ewą Orłowską byli żydowskimi frankistami (wyznawcami sekty Jakuba Franka) i zostali ochrzczeni w 1759 we Lwowie. Syn Józefa, Ignacy Jeziorański (1746-1846), ożenił się Marianną Lanckorońską (1768-1846) i miał z nią syna Jana Aleksandra (1796-1862; żonatego z Joanną Aleksandrą Teresą Wołowską), który był pradziadkiem Jana Nowaka[3][4].

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Nowak-Jeziora%C5%84ski

    https://kronikihistoryczne.blogspot.com/2019/03/jan-nowak-jezioranski-wystrugany.html

    Ja, Johann Kassner, zam. przy Altoet Ungerstrasse 4/II, 8 Munchen 80, oświadczam niniejszym, jak pod przysięgą, że bracia Henryk Jeziorański, zam. w Chicago, Illinois, USA i Jan Jeziorański, obecnie w Monachium, byli zatrudnieni w latach 1940-1942 jako oficjalnie i urzędowo zatwierdzeni nadkomisarze w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie, w Polsce.

    Jan Nowak-Jeziorański – bohater czy kolaborant?
    Gorlich powołuje się na drugi tom wspomnień kpt. Czechowicza, wydany przez wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej w Warszawie. Napisał, iż Czechowicz, który wrócił do Polski w 1971 r., oskarża Jeziorańskiego, że był on nazistowskim Treuhänderem (administratorem-zarządcą – przyp. red.). Zarzut kolaboracji obciąża poważnie, a o wydawniczej sensacji książki świadczy fakt, że gdy ukazała się na Zachodzie, w oka mgnieniu została rozprzedana.

    Pozwani wnieśli o odrzucenie skargi, argumentując, że treść artykułu jest prawdziwa. W ich stanowisku pojawił się jeszcze bardziej kontrowersyjny wątek. Przypomniano, że w książce kapitana Czechowicza znalazło się wręcz twierdzenie, iż powód Jan Nowak-Jeziorańsk był nie tylko nazistowskim Treuhänderem, ale współpracownikiem wywiadu hitlerowskiego w aparacie Himmlera.

    Kolejna kontrowersja dotyczy języka niemieckiego.

    Jeziorański wręcz obsesyjnie – jak wspominają współpracownicy – afiszował się… nieznajomością tego języka.
    Co np. niemieccy pracownicy RWE w Monachium traktowali jako „zasłonę dymną”. Zatrudnienie kierowniczego personelu w zarządach powierniczych czy komisarycznych podlegających HTO Franka zależne było – jak pisze Zarmorski – od narodowości, jak i stopnia lojalności wobec władzy okupacyjnej. Tak więc na pierwszym miejscu byli rdzenni Niemcy (Reichsdoutche), potem ci z Volksliste, a na trzecim zurwerlassige Einheimische, czyli godni zaufania tubylcy. Tak więc, by dochrapać się stanowiska nadkomisarza w hitlerowskiej instytucji, Jeziorański musiał być co najmniej godnym zaufania tubylcem. Pełnił przecież funkcje kierownicze, jako administrator-zarządca kontrolował wynajem mieszkań i kasował czynsze, a także miał przejąć cegielnię, uważaną przez hitlerowców za jeden z kluczowych elementów gospodarki.

    W kilka lat później, Jeziorański pracował już na kolei. Sam twierdzi, że wyjeżdżał z Generalnej Guberni na tereny polskie, przyłączone do Rzeszy i nawet do samej Rzeszy. A więc jeżdżący po Rzeszy i pracujący dla podziemia polski kolejarz bez znajomości niemieckiego? Kursujący też do Szwecji i Londynu?! I to z kartą pracy, gdzie jako miejsce urodzenia figuruje Berlin. Wszystko to zaczyna sprawiać, że zastanawiamy się, dlaczego przy tak dużej naiwności hitlerowców, rodem ze Stawki większej niż życie, wojna trwała tak długo.
    https://www.geocities.ws/jedwabne/kurier_z_berlina.htm

    http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_438.html
    http://www.blogmedia24.pl/node/39839
    https://justice4poland.com/2019/08/24/tak-ucisza-sie-amerykanskiego-historyka/
    .https://www.youtube.com/watch?v=BJVyGsCZvVc

  8. „Po 1956 r. polityka Waszyngtonu przestawiła się na wspieranie narodowych komunistów …. ” (?) orientacji puławskiej!

  9. Anucha said

    Ci co słuchali już wyjechali.
    Zamienili kawalerki w Warszawie
    na śpiwory w N. J.
    Teraz ich synowie , za te śpiwory płacą krwią na „ misjach stabilizacyjnych”.
    Na staruchów , też już czekają plastykowe koryta w obozach FEMA.

  10. Antares said

    Skurwisyny żydojankeskie najpierwej oddali nas w sowieckie łapy a potem nas z nich „wyzwalali”. To jest zgodne z zasadą Bronsztejna (trockiego) o permanentnej rewolucji. Typowa żydowska perfidia.

  11. ? said

    „nieuznawanie przez USA granicy na Odrze i Nysie”

    USA nie uznawało polskiej granicy zachodniej?

    Polecam: http://www.historycy.org/historia/index.php/t108291.html
    Admin

  12. NICK said

    Anucha.
    Dobre wnioski ale ‚etap’ nie ten.

  13. NICK said

    Anucha.
    Dobre wnioski ale ‚etap’ nie ten.
    Nie ten.?
    Ani TU ani nigdzie.

    AniK nie umniejszając.
    Aniu. Masz męża sakra-mentalnego?

    A co?
    Nie wolno zapytać

  14. lewarek.pl said

    Słuchałem ile się dało. Szczególnie dzienników, bo były źródłem informacji niedostępnych w PRL, ale także Faktów, Wydarzeń, Opinii i Panoramy dnia, a prawdziwą perełką był cotygodniowy Kabaret Hemara z wierszem jego autorstwa. Za połowę pierwszej pensji kupiłem sobie nawet radyjko tranzystorowe z licznymi zakresami fal krótkich, żeby móc zawsze dobrać odpowiedni zakres. Mimo że zagłuszanie bywało totalne (na średnich 417 m w ogóle nie dawało się słuchać), to o różnych porach dnia i przy różnej pogodzie na różnych zakresach coś tam można było usłyszeć, a czasem odbiór bywał zupełnie czysty. Słyszałem i czułem jak rozgłośnia wije się w sprawach niewygodnych dla USA i Niemiec. W drugiej połowie lat 70-tych zauważyłem pewną stronniczość informacyjną: na topie był KOR, a działalność innych środowisk w dużej mierze pomijano. Wtedy przestałem darzyć RWE takim zaufaniem jak wcześniej. W latach 80-tych słuchałem już RWE niewiele, bo sam byłem zajęty robotą informacyjną i miałem bardzo duży dostęp do informacji krajowych i wydawnictw podziemnych. Sprawa Czechowicza nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Nie powiem, że RWE ukształtowała moje poglądy, jakiś wpływ na nie jednak miała, a przede wszystkim rozbudziła we mnie pragnienie wolnego słowa.

  15. NICK said

    Tak.Prawda.
    Lewarek.
    Zatem RWE była do przodu ode mnie i od Pana.

    Straciliśmy lata całe… .

  16. AlexSailor said

    @Lewarek

    Przykro, że to jedyny rozsądny tekst.
    Wiadomo, że kto płaci, ten wymaga.
    RWE była tubą CIA, ale też środowisk emigracyjnych, jednak dziwnie nie narodowych.
    Radio realizowało wyłącznie interesy Stanów Zjednoczonych, a przy okazji doczepionych do niego środowisk polonijnych, najczęściej ze „skomplikowaną” przeszłością.
    Mimo to było źródłem informacji niedostępnych w Polsce, np. o awarii w Czarnobylu.
    Po dłuższym słuchaniu człowiek zauważał, że coś z tym radiem jest nie tak, coś z logiką nie tak, jakieś skipienie na duperelnych z punktu widzenia słuchacza sprawach.
    W końcu zacięta płyta „Michnik, Kuroń, Geremek”, czasem „Frasyniuk, Wujec, itp.”.

    Niestety większość Polaków była odurzona Zachodem i zamiast traktować RWE jako tylko źródło informacji skażone CIA i interesem Zachodu, traktowała jak wyrocznie i samą prawdę.

    Trzeba powiedzieć, że RWE dobrze się maskowało i sterowanie Polakami realizowało dość subtelnie.
    Ale dało się to sterowanie zauważyć.
    Wielkim błędem władz było zagłuszanie RWE, dzięki czemu uwiarygodniano je.
    Gdyby nie to zagłuszanie, to o wiele łatwiej byłoby dostrzec jego charakter i maskowany interes USA i RFN .

  17. 1.Co za kłamstwo!!”Nie można było zatelefonować do Polski, by coś sprawdzić, nie tylko dlatego, że nie było bezpośredniej łączności telefonicznej Monachium z Polską”Od roku 61 PRL eksportowała pracowników Pagartu i Budimexu na zachód,do krajów arabskich ba nawet do Japonii.Za dolary lub marki niemieckie.Autorze.W PRL te koncerny jak ich pracownicy nie byli telepatami.Były połączenia telefoniczne ale kontrolowane.Tak jak dalekopisy…
    2.RWE była kabaretem dla pseudo opozycji ale i dla mieszkańców PRL.Na Pomorzu nie była zagłuszana.To jest następne kłamstwo.Dlaczego?
    Pod koniec lat 60 do 88 roku,przychodziła prasa zachodnia z RFN ,z Wielkiej Brytanii,z USA z 3-4 dniowym opóżnieniem do bibliotek KMPiK-u.Ludzie co wy pijecie?RWE nie miała szans przeciw Pewex w PRL,w którym można było kupić to samo co na zachodzie!!!Za dolary czyli znowu koncern Pagart i Budimex.Mam w 4 literach propagandę i załamaną politykę.Przecież w latach 60…byli już The Beatles i ich nagrania w PRL tak jak koncerty światowej sławy jazzmanów.O klasyce już nie wspominam gdyż autor i inni koncentrują się na złodziejach z RWE czy złodziejach z opozycji w PRL.Amis sprzedawali do kin w PRL filmy z USA!!!Tak jak UK i Francja.Co za bzdety o opozycji lub RWE? Kabaret Dudek i Młynarski mieli większy wpływy w PRL aniżeli żebracy z RWE.Propagandowe Radio kontra prasa zachodnia,dostępna w PRL,wraz z ogłoszeniami matrymonialnymi ?hahahahah……Polacy w PRL znali slamsy na zachodzie!!

  18. Franz said

  19. Kura domowa said

    Ad. Pan Żeglarz
    Jeśli chodzi o Czarnobyl, to Pan się myli, bo w 86 roku jeździła milicja i ostrzegała w Opolu aby nie otwierać okien w domach i nie wypuszczać dzieci na zewnątrz.

  20. NICK said

    Kura.
    Co i tak góvno dało.
    To tak jak na smog maseczki założyć.

    Tylko Lugol i niewiele zrobił.

  21. Kura domowa said

    Ad. Nick
    Wiem że to g.. dało, ale milicja ostrzegała.
    Moi rodzice akurat tego pilnowali 😐

  22. Re: Artykul…

    Z grzecznosci pomine, kto kim byl w RWE, bo i tam nie brakowalo „tych”, „ktorych” juz bardzo wielu ma „po dziurki w nosie”…, ale warto przypomniec „Protokol nr 5 ) z 24 Protokolw medrcow Sjonu, a brzmi on tak:

    „JAK OWŁADNĄĆ OPINIĄ SPOŁECZNĄ
    Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z różnych stron tyle poglądów sprzecznych i tak długo, dopóki goje nie zbłądzą w tym labiryncie i nie zrozumieją, że najlepiej jest nie mieć żadnych przekonań, co do spraw politycznych, których społeczeństwo nie może być świadome, bowiem świadomy jest ich tylko ten, kto kieruje społeczeństwem. Oto tajemnica pierwsza.
    Druga, której posiadanie jest niezbędne dla sprawowania z powodzeniem rządów, polega na tym, by o tyle rozplenić wady narodowe, przyzwyczajenia, namiętności, warunki współżycia, aby nikt nie mógł zrozumieć tego chaosu oraz żeby ludzie przestali pojmować się wzajemnie. Środek ten posłuży jeszcze do zasiania waśni wśród wszystkich partii, do rozczłonkowania sił zbrojnych, które nie chcą jeszcze ukorzyć się przed nami, do wyzucia z odwagi wszelkiej inicjatywy osobistej, zdolnej choć trochę szkodzić sprawie naszej.”..

    Jednak Wszystkim nie tylko Czytelnikom Gajowki bardzo polecam uwazne przeczytanie „24 Protokolo medrcow Sjonu” i wyciagnac wnioski przykladajac je do obecnego obrazu rzeczywistosci nie tylko politycznej czy ekonomicznej, ale przede wszystkim moralno-etycznej…

    ====================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. Re: 9 Anucha…
    Wie pani, ze „gdzies dzwoni”, choc nie bardzo moze pani sprecyzowac w „ktorym kosciele”, ale jest pani dosc blisko…
    Prosze wiec dalej sluchac, bo jak pani otworzy oczy, to ujrzy pani przerazajacy widok…na ktory nie jest jeszcze pani gotowa…

Sorry, the comment form is closed at this time.