Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Za zasłoną tajemnicy

Posted by Marucha w dniu 2019-10-22 (Wtorek)

Piszę ten artykuł na kilka dni przed wyborami, kiedy to Polska, dzięki jedynie słusznej polityce partii i rządu, odniosła niebywały sukces w postaci uzyskania od prezydenta Trumpa obietnicy, że poprosi Kongres o zniesienie wiz do USA dla Polaków.

Zaistniały bowiem ku temu stosowne warunki, jako że poziom odmów ze strony konsulatów amerykańskich w Polsce spadł poniżej wymaganego minimum. Co prawda na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby na poprzednim etapie dyplomaci mieli rozkaz odmawiać przyznawania wiz na tyle, by Polska tego wymaganego minimum nie mogła przekroczyć, ale teraz zamienił się etap, a więc zmieniły się i rozkazy, dzięki czemu sukces stał się możliwy.

Kolportujący te fałszywe pogłoski dodają jeszcze, że te rozkazy, a zwłaszcza poprzedni, były wydawane na żądanie lobby żydowskiego, przed którym w USA nawet najwięksi dygnitarze skaczą z gałęzi na gałąź, ale kto by tam wierzył w takie opowieści, które nie tylko że nieprawdziwe, to w dodatku mają charakter antysemicki, bo przecież wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici wiedzą, że żadnego żydowskiego lobby w USA „nie ma”, a gdyby nawet było, to jego działalność byłaby nakierowana na rzecz dobra powszechnego, jak to w powieści Juliusza Kadena Bandrowskiego „Mateusz Bigda”, obiecywał tytułowy Mateusz, kiedy na skutek rozmaitych parlamentarnych siucht został premierem rządu.

Jednak jakiś anonimowy dobroczyńca ludzkości – bo przecież nie żadni Żydzi, których przecież też „nie ma” – rozkazy zmienił. Dlaczego zmienił? Tajemnica to wielka, ale skoro już jesteśmy skazani na domysły, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się, że na przykład ta wizowa obietnica może być celofanowym opakowaniem gorzkiej piguły w postaci konieczności rozpoczęcia realizacji żydowskich roszczeń majątkowych.

Skoro bowiem w Parlamencie Europejskim i w ogóle – w kręgach brukselskiej biurokracji – coraz częściej pojawiają się głosy, by uzależnić wysokość subwencji od poziomu praworządności w konkretnym bantustanie – to któż zabroni Kongresowi Stanów Zjednoczonych uzależnić zniesienie wiz od rozpoczęcia realizowania przez Polskę żydowskich roszczeń?

Ewentualnie mogłoby mu zabronić lobby żydowskie, ale niestety go w Ameryce „nie ma”, w związku z tym Kongres USA jest niezawisły, niczym sądownictwo w Polsce. Co prawda nieubłagany wróg naszego bantustanu w osobie Franciszka Timmermansa właśnie zaskarżył Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za niedostatki praworządności, a konkretnie – za wprowadzenie surowych zasad dyscyplinowania niezawisłych sędziów, żeby słuchali się ministra sprawiedliwości, ale nie wiadomo, jakie rozkazy dostanie Trybunał, zwłaszcza gdyby Polska jednak zaczęła realizować żydowskie roszczenia.

O tym jednak się wkrótce przekonamy, a skoro już doszliśmy tą drogą do niezawisłych sądów i w ogóle – wymiaru sprawiedliwości w naszym bantustanie, to już przy nich pozostańmy tym bardziej, że podczas kampanii wyborczej niektórych poniósł temperament do tego stopnia, że lekkomyślnie zaczęli ujawniać rozmaite wstydliwe zakątki naszego życia politycznego, czyli tak zwane „afery”.

Oczywiście ujawnianie tych wszystkich „afer” ma charakter przede wszystkim propagandowy, pełniąc ważną funkcję w licytowaniu się Naszych Umiłowanych Przywódców na różnicę łajdactwa, bo – o ile mnie pamięć nie myli – nikomu jeszcze z tego powodu nie spadł włos z głowy, zgodnie z zasadą: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych – która legła u fundamentów III Rzeczypospolitej.

Toteż nawet surowe komisje parlamentarne, powołane do wyjaśnienia afery „Amber Gold”, czy reprywatyzacyjnej, potwierdziły tylko to, co wiadome było od samego początku – że mianowicie organy państwowe nie działały prawidłowo – ale już nie odważyły się dociekać, dlaczego właściwie tak było, to znaczy – kto zabronił organom państwowym działać prawidłowo. Widocznie wszyscy rozumieją, że owszem, możemy się przekomarzać, a w porywach nawet kopać – ale tylko po kostkach – broń Boże wyżej.

Skąd to wiedzą – tajemnica to wielka, którą można by ewentualnie wyjaśniać na gruncie mojej ulubionej teorii spiskowej, według której nasza młoda demokracja ma podszewkę bezpieczniacką, ale po co wyjaśniać takie rzeczy, skoro mogłoby to podważyć wiarę w autentyczność naszej demokracji? Tymczasem wiadomo, że fundamentem każdej wiary jest poczucie obcowania z Tajemnicą – i o to właśnie chodzi.

Na przykład pan Bogdan Czajkowski, który lekkomyślnie stanął do konkursu na prezesa rządowej telewizji twierdzi, że zdemaskował pana Jacka Kurskiego, który w tym konkursie też startował, no i oczywiście wygrał, chociaż pan Czajkowski twierdzi, iż swój wniosek złożył po godzinie 16.00, która była tak zwanym terminem zawitym, to znaczy – iż wnioski złożone po tej godzinie powinny zostać uznane za niebyłe.

Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z niezależną prokuraturą, ale ta – jak podejrzewa – postanowiła kierować się nie jakimiś tam „stanami faktycznymi”, tylko racją stanu, która wymagała by prezesem TVP został pan Jacek Kurski. Zgodnie bowiem z najnowszymi poglądami filozoficznymi, coś takiego, jak „Prawda”, to znaczy – również „stany faktyczne” w ogóle nie istnieją, to znaczy – oczywiście istnieją – ale tylko jako fantomy, to znaczy każdy ma swoją, a skoro tak, to dlaczego by niezależna prokuratura i niezwisły sąd nie mógł mieć prawdy do swego jednorazowego użytku?

Toteż pani prokurator Monika Harasim postanowiła umorzyć dochodzenie w sprawie poświadczenia nieprawdy, użycia dokumentu poświadczającego nieprawdę i podrobienia dokumentu w celu użycia go, jako autentycznego. To dochodzenie zostało nawet umorzone już wcześniej z powodu „braku znamion czynu zabronionego”, chociaż pan Czajkowski dowodził, iż oferta konkursowa pana Jacka Kurskiego została złożona dopiero o godzinie 16,20, a nie o 16.00 do kiedy powinna być złożona.

Na to wcześniejsze postanowienie pan Czajkowski się zażalił, no i dostał nauczkę. Bo wprawdzie niezawisły sąd nakazał prokuraturze sprawdzenie wszystkich okoliczności faktycznych, ale po sprawdzeniu okazało się – no bo jakże by inaczej! – że wszystko odbyło się w jak najlepszym porządku, to znaczy – pan Jacek Kurski złożył swoją ofertę przed godziną 16.00, tylko – w odróżnieniu od innych pretendentów – nie życzył sobie wpisania tej godziny na kopercie, więc urzędnicy umieścili tylko datę. W tej sytuacji niezawisły Sąd Rejonowy w Warszawie nie miał innego wyjścia, jak tylko zatwierdzić postanowienie pani prokurator Moniki Harasim, no i to zrobił, pozostawiając pana Czajkowskiego – jak to mówią gitowcy – „z fiutem z garści”.

Dodatkowego efektu komicznego dodaje okoliczność, że pan Czajkowski powoływał się na „konstytucję”, chociaż jest dużym chłopczykiem i powinien wiedzieć, że konstytucja nie jest po to, żeby się na nią powoływać, tylko – żeby było ładniej.

Do takiego wniosku musimy dojść po ujawnieniu nagranej rozmowy Wielce Czcigodnego posła Sławomira Neumana, który w zaufanym – ale okazuje się, że nie do końca – gronie, wyjaśnia, jak się robi politykę. Na przykład – żeby się dogadać z przeciwnikiem, by i on wzywał w kampanii, by nie głosować na żadne „małe gówna”, a tylko na duże kupy.

Najwyraźniej jakieś porozumienie ponad podziałami musiało być, bo i z rządowej telewizji, a nie tylko z nierządnych płynął ten sam przekaz do obywateli – żeby nie „marnowali głosu” na jakieś „małe gówna”, publicystycznie określane jako „folklor”, albo „szuria”.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z kolejną deklaracją Wielce Czcigodnego posła Neumanna w sprawie niejakiego „Mirka”. Kto zacz ów „Mirek”, tego nie wiem, ale zdaje się miał kandydować na samorządowego prezydenta. Wielce Czcigodny poseł Neumann deklaruje brak zainteresowania zaletami kandydata, wyrażając to w krótkich, żołnierskich słowach: „W dupie mam, kto. Wymyślcie kogoś, kurwa, kto będzie. Znaczy w dupie może być Kowalski Jan. Tylko chodzi o to, ze Platforma jest silna i mówi: Kowalski Jan będzie i chuj mnie obchodzi Mirek, co ty masz do niego, czy uważasz, że on jest, kurwa, ekspertem, czy nie. W dupie to mamy. Tu chodzi o zasady, o politykę, kurwa, a nie o pierdolety. Powiem ci tak: jak Mirek będzie w Platformie, to będę się bił o niego zawsze, jak nie będzie, to mam go w dupie. Ja się biję tylko o ludzi w Platformie. Mam w dupie tych, co wychodzą, kompletnie.”

Tych, co „wychodzą”. Warto przypomnieć, że pan Jacek Kurski też „wyszedł”, tylko tyle, że z PiS i próbował szczęścia w partii Róbmy Sobie Na Rękę, czy jakoś tak – ale bez powodzenia. Poszedł tedy do Canossy, to znaczy – ukorzył się przed Naczelnikiem Państwa, który trochę go tam przeczołgał, ale w końcu dał posadę – ale przecież nie po to, by wygryzł go z niej jakiś pan Bogdan Czajkowski, który w dodatku nie rozumie prostych zasad robienia polityki, tak jasno wyłożonych przez Wielce Czcigodnego posła Sławomira Neumanna.

Pan Jacek Kurski wie, że – jak mawiali czekiści – „krok w przód, krok w tył, krok w bok – konwój otwiera ogień”, więc w odróżnieniu od pana Bogdana Czajkowskiego zrobi wszystko, co trzeba, podczas gdy pan Czajkowski mógłby mieć jakieś wątpliwości, a gdzie jak gdzie, ale w telewizji żadnych Hamletów nie potrzeba. Toteż doznawałem tak zwanego deja vu, oglądając w rządowej telewizji w TVP INFO pana redaktora, przesłuchującego jakiegoś zakapturzonego jegomościa, który kapował na Wielce Czcigodnego posła Neumanna.

Ta scena była bardzo podobna do przesłuchania, jakie przed kamerami rządowej telewizji w stanie wojennym smutny pan red. Szykuła urządził był złapanemu przez bezpiekę działaczowi Solidarności, Andrzejowi Kołodziejowi. Udzielał on odpowiedzi prawidłowych, z niepokojem spoglądając rozbieganymi oczyma to w jedną, to w drugą stronę, gdzie poza kadrem stali jacyś siepacze, którzy wcześniej podyktowali mu, co ma odpowiadać i pilnowali, żeby się nie pomylił. Podobnie, jak i teraz, sprawiało to wrażenie pełnego spontanu, to znaczy – sprawiałoby, gdyby nie te rozbiegane oczy. Pewnie dlatego zakapturzony jegomość był filmowany od tyłu i jego rozbieganych oczu nikt nie mógł zauważyć.

Ciekawe, jak polityczne rozmowy prowadzi posągowa pani Małgorzata Kidawa-Błońska, u której, na czas końcówki kampanii schował się pod spódnicą pan Grzegorz Schetyna – czy też rzuca „chujami” i ma „w dupie”, czy też używa bardziej eufemistycznych określeń – a jeszcze ciekawsze jest to, jak właściwie wygląda „obrona” wiernych pretorianów i jaką rolę w tym wszystkim pełni niezależna prokuratura i niezawisłe sądy, które raz, jak np. w sprawie „Amber Gold”, czy w sprawach warszawskiej reprywatyzacji, działają „nieprawidłowo” a znowu – jak w sprawie pana Czajkowskiego – jak najbardziej prawidłowo – no i oczywiście – od czego to wszystko zależy.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 6 to “Za zasłoną tajemnicy”

  1. ibrahim ibn jakub said

    Sram na jego wizy.

  2. NICK said

    A inni się obsrywają.
    Wizami Usra-hell-a.

  3. Zerohero said

    Dobry felieton. nawet śmiechłem po niektórych sformułowaniach.

  4. ibrahim ibn jakub said

    Ten kretyn myśli, że wizy, to jakaś karta przetargowa w jego polityce w stosunku do Naszej RP. Ten jankeski kowboj nie wie jak bardzo się myli. Nie dość, że ma pustą kaburę, to jeszcze nas nią mami…..chuj jebany.

  5. ibrahim ibn jakub said

    Prezio „Juda” nie potrzebuje wizy, żeby tam polecieć, to niech spierdala i nie wraca.

  6. Janusz T. said

    I tak biedota polska tam nie pojedzie, to jest zrobione dla tych szui bogatych. Jak zwykle.
    Niech jeszcze wprowadzą dolara, jako walutę obowiązującą w Polsce.

Sorry, the comment form is closed at this time.