Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Imperialne marzenia

Posted by Marucha w dniu 2019-10-26 (Sobota)

Mało kto zdaje sobie sprawę, że I Rzeczpospolita miała swój kolonialny epizod, a na przeszkodzie w budowie imperium kolonialnego stanęli … Kozacy, Rosjanie i Szwedzi.

Po zawartym w roku 1634 pokoju polanowskim, w następstwie którego Rosja zmuszona była zrzec się pretensji do Ziemi Smoleńskiej, Czernichowskiej i Siewierskiej, zwycięskiej wojnie z Turcją (1633 – 1634), która to próbowała wykorzystać zaangażowanie Rzeczypospolitej na wschodzie, i rozejmie w Sztumskiej Wsi, kończącym konflikt ze Szwecją, nastał czas pokoju.

Złączona unią z Litwą Polska znalazła się u szczytu potęgi. Prawie milion kilometrów kwadratowych powierzchni oraz jedenaście milionów ludności czyniły Rzeczpospolitą pierwszą siłą w Europie.

W tym samym czasie Zachodnia Europa pogrążona była w niszczycielskiej wojnie trzydziestoletnie, która czyniła spustoszenia na skalę porównywalną z pierwszą wojną światową. Habsburgowie zmuszeni byli w roku 1645 oddać Władysławowi IV Wazie w zastaw księstwo opolsko – raciborskie, a dwa lata później obsadzone ono zostało wojskiem polskim.

Już zresztą wcześniej brat polskiego króla, Karol Ferdynand Waza, stanął na czele biskupstwa wrocławskiego oraz księstwa nyskiego, a księstwa piastowskie (legnickie, wołowskie i brzeskie), a także księstwo oleśnickie oraz miasto Wrocław znalazły się de facto pod polskim protektoratem.

Panująca dotąd na morzach i oceanach Hiszpania z wojny trzydziestoletniej, która dla niej nie skończyła się w roku 1648, wyszła mocno pogruchotana i nigdy nie miała już odzyskać znaczenia, jakie miała przed jej wybuchem. Z kolei wielkie dni Anglii i Francji dopiero miały nadejść. Na razie jednak niewiele wskazywało na to, że w przyszłości kraje te staną się kolonialnymi potęgami…

Imperialne marzenia

W tym czasie w Rzeczypospolitej z rosnącym zainteresowaniem zaczęto myśleć o zamorskich podbojach. Szczególną aktywność na tym polu przejawiał lennik Rzeczypospolitej, książę Kurlandii Jakub Kettler, który w 1642 roku od swojego krewnego, króla angielskiego Karola I, nabył prawa do wyspy Tobago, leżącej na północ od wybrzeży Ameryki Południowej. Jeszcze w tym samym roku przybyło tam 310 osadników.

Kettler postanowił pójść za ciosem. Zainicjował on rozbudowę floty wojennej i handlowej (w ciągu czterdziestu lat w stoczniach kurlandzkich zbudowano 44 okręty wojenne i 79 dalekomorskich statków handlowych).

W 1647 roku przedstawił on królowi Władysławowi IV swoje plany, które obejmowały powołanie do życia Kompani Handlowej, stworzonej na wzór Angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, a więc posiadającej własną armię i mającej szerokie uprawnienia polityczne i administracyjne, włącznie z prawem do zawierania układów i traktatów międzynarodowych. Jej zadaniem miała być kolonizacja terenów zamorskich.

Kettler próbował zainteresować króla tematem kolonizacji szlaku handlowego prowadzącego do Indii, ale Władysław IV Waza w tym okresie swój wzrok kierował ku wybrzeżom Morza Czarnego i całą swą uwagę koncentrował na planach wojny z Turcją.

Tymczasem źle się działo na Tobago, gdzie doszło do krwawych walk z przybyłymi z Trynidadu indianami. Większość osadników poniosła w nich śmierć. Przy życiu pozostało jedynie siedemdziesięciu z 310 osadników, wysłanych na Tobago przez Jakuba Kettlera. Zmuszeni oni zostali do opuszczenia wyspy. Cześć przeniosła się do pobliskiej Gujany, gdzie u ujścia rzeki Bowroma założono nową osadę, część na Tortugę.

Jakub Kettler nie zniechęcił się pod wpływem pierwszych niepowodzeń, zwłaszcza w kontekście tego, co działo się w kraju. Zwycięstwo wojsk polskich pod Beresteczkiem odbiło się szerokim echem w Europie i zdawało się, że nic nie jest już w stanie złamać potęgi Rzeczypospolitej. Pod Białą Cerkwią Chmielnicki padł do nóg hetmanowi Potockiemu, przyjmując warunki ugody i obiecując, że więcej przeciw Polsce się nie zwróci.

Kierunek Afryka

W tym samym mniej więcej czasie, gdy osadnicy kurlandzcy zmuszeni byli opuścić Tobago i przenieść się do Gujany i na Tortugę, Jakub Kettler począł wcielać w życie nowy plan. Latem 1650 r. zlecił on swemu agentowi w Amsterdamie, Henrykowi Momberowi, zorganizowanie „kompanii gwinejskiej” i wysłanie do Afryki dwóch statków w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na założenie faktorii.

3 września 1651 roku opuścił port w Windawie statek „Walfisch”, który 25 października osiągnął wybrzeże Gambii. Od władcy plemienia Kombo zakupiono bezludną wyspę niedaleko ujścia rzeki Gambia, którą nazwano wyspą św. Andrzeja, a także wyspę Banjul, położoną przy południowym brzegu, w samym ujściu rzeki. Nabytki te uzupełniono o skrawek lądu w kraju Barra, naprzeciw Wyspy św. Andrzeja, gdzie jej mieszkańcy mogli zaopatrywać się w wodę. Ostatnim nabytkiem był pas lądu w rejonie Gassanu, położonego 60 mil w górę rzeki. Dariusz Kołodziejczyk na łamach magazynu „Mówią Wieki” pisał:

Budowę fortu na Wyspie św. Andrzeja powierzono majorowi Fockowi. Zbudowany z kamienia. 4-bastionowy fort w pełni kontrolował żeglugę na rzece. Mimo wielokrotnych bombardowań i późniejszych lat zaniedbania ruiny fortu zachowały się do dziś. Drugi, mniejszy fort zbudowano na wyspie Banjul.

Fort św. Andrzeja stanowił też centrum nowo powstałej kolonii, do której oprócz żołnierzy wysyłać miano także żonatych mężczyzn. Komendant fortu był jednocześnie gubernatorem. Poza fortem zbudowano baraki dla żołnierzy, magazyny i kościół luterański. Pierwszym pastorem został Gottschalk Ebeling, a po nim przybył do Gambii Joachim Dannenfeld. W instrukcji książęcej przeznaczonej dla tego ostatniego nakazano mu dbać nie tylko o dusze kolonistów, ale i o nawracanie pogan; w tym celu miał się nauczyć miejscowego języka.

Z portów bałtyckich do Gambii w ciągu kilku kolejnych lat popłynęło szacunkowo 18 – 21 ekspedycji, w skład których wchodziło łącznie ok. 28 – 31 statków. Kołodziejczyk zauważa, że niewolnicy nie byli jedynym bogactwem, którym Afryka Zachodnia kusiła wówczas Europejczyków. Wśród innych „artykułów” wymienić warto kość słoniową, złoto, wosk, indygo, kawę, heban i korzenie. W zamian Europejczycy oferowali żelazo, srebro i miedź w sztabach, szklane paciorki, korale, bursztyn, sól, brandy oraz broń – białą i palną. Sukno (w tym także śląskie i wielkopolskie) odgrywało w początkowym okresie mniejszą rolę.

Kierunek Ameryka

Ale najważniejszym kierunkiem ekspansji miało być wybrzeże amerykańskie. Po śmierci Władysława IV na tronie polskim zasiadł Jan Kazimierz. Kettler przedstawił mu swą propozycję zakrojonej na szeroką skalę ekspansji. Plan zakładał, że Rzeczpospolita otrzyma tereny bezpośrednio na północ od równika. Polska i Litwa miały otrzymać obszar dzisiejszej Gujany i północnej Brazylii, Kurlandii miały przypaść Wenezuela i północno-wschodnia Kolumbia. Kettler zainteresował swym pomysłem papieża Innocentego X, który miał udzielić mu swego błogosławieństwa i obiecać wesprzeć przedsięwzięcie finansowo.

20 maja 1654 roku z okrętu „Das Wappen der Herzogin von Kurland”, który zacumował przy nadbrzeżu Tobago, wysiadło kolejne 80 rodzin osadników, a wraz z nimi 25 oficerów i 124 szeregowych żołnierzy. Wkrótce powstały tam dwa forty, z których jeden otrzymał nazwę Fort Casimir na cześć króla Jana Kazimierza, drugi zaś – Fort Jakob (na cześć Jakuba Kettlera). Wyspa Tobago otrzymała wówczas nazwę Nowa Kurlandia. Liczba osadników wzrosła w roku 1657, kiedy to na Tobago osiedliło się kolejne 120 osób.

Na wyspie przede wszystkim uprawiano trzcinę cukrową i tytoń. W sumie powstało tam 120 plantacji, a także kilka cukrowni, dwie destylarnie rumu oraz fabryka indygo. Tamtejsza produkcja trafiała przede wszystkim do Polski, a ponadto do Szwecji i Rosji.

Na plantacjach pracowali w głównej mierze niewolnicy, których sprowadzano z Gambii. Czarnych niewolników dostarczali z głębi lądu wędrowni kupcy Diula, należący do grupy plemion Mandingo (z plemionami Barra i Kombo starano się utrzymywać poprawne stosunki).

Pierwsi czarni niewolnicy pojawili się na Tobago już w maju 1654 roku, kiedy to gubernator Willem Mollens przybył tam z pierwszą grupą osadników. W sumie do roku 1658 z Gambii do Tobago przetransportowano około 900 niewolników.

Koniec marzeń

Plany Kettlera wcielone zostały w życie połowicznie. Przede wszystkim nie udało się rozwinąć osadnictwa na wybrzeżu Ameryki Południowej. Na przeszkodzie stanęły wydarzenia w Rzeczpospolitej.

W następstwie powstania Chmielnickiego kraj pogrążył się w chaosie, zwłaszcza że problemy Rzeczypospolitej postanowiła wykorzystać najpierw Rosja, a następnie Szwecja. A wszystko zaczęło się od niewiele znaczącego, zdawałoby się, incydentu. Oto prywatny zatarg Bohdana Chmielnickiego z Danielem Czaplińskim przerodził się w krwawą jatkę. W ciągu kilku lat kraj stoczył się na skraj katastrofy. W obliczu szwedzkiego najazdu, który spadł na osłabioną wojnami kozackimi i rosyjską interwencją Rzeczpospolitą, Jan Kazimierz musiał przejściowo chronić się na Śląsku.

Zresztą już w roku 1652 doszło do pierwszego incydentu, który zwiastował, że nowy gracz na tym rynku nie jest mile widziany. Wtedy to jeden ze statków handlowych Kettlera został zawrócony u wybrzeży Afryki przez okręt holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, a protesty księcia, wnoszone za pośrednictwem polskiego rezydenta w Holandii, nie przyniosły skutku.

We wrześniu 1654 roku na południu Tobago osiedliło się 50 Holendrów, którym przewodził Pieter Becquard. Na ten czas nie wydawało się być to groźne.

Sytuacja poczęła się zmieniać wraz z rozchodzeniem się wieści o szwedzkich sukcesach w Polsce. W 1658 roku do szwedzkiej niewoli dostał się Jakub Kettler, a niedługo potem Szwedzi zagarnęli sporą cześć floty kurlandzkiej. Więziony w Rydze, a następnie w odległym Ingermannlandzie (obecnie Iwangorod k/Narwy), Jakub miał wrócić do Kurlandii dopiero w czerwcu 1660 r., po podpisaniu pokoju w Oliwie.

W tej sytuacji Holendrzy z południowej części Tobago, wzmocnieni nowymi przybyszami, uderzyli na północną część wyspy. Gubernator Mollens schronił się na Jamajce, a jego zastępca skapitulował, nie próbując stawiać oporu.

Nieco dłużej ważyły się losy Gambii, gdzie od roku 1655 gubernatorem był kapitan Otto Stiel. I ona w roku 1659 stała się celem ekspansji Holendrów, ale w przeciwieństwie do Mollensa, kapitan Stiel postanowił stawić opór, oświadczywszy, iż oddanie fortu byłoby sprzeczne z przysięgą złożoną księciu Kurlandii. Holendrzy zdołali jednak przekupić załogę, obiecując wypłatę zaległego żołdu. Zbuntowani żołnierze wydali fort i zakutego w kajdany komendanta.

Na początku 1660 r. korsarz francuski pozostający na służbie szwedzkiej zdobył Fort św. Andrzeja, a następnie odsprzedał go … oddziałowi tej samej holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej, tyle że z Groningen, podczas gdy wcześniejsza ekspedycja reprezentowała burmistrza Amsterdamu i tamtejszy oddział Kompanii Zachodnioindyjskiej.

Tymczasem kupcy z Groningen, nie wiedzieć czemu, w dalszym ciągu uznawali Gambię za posiadłość księcia Jakuba. W kwietniu 1660 r. Stiel wyruszył z powrotem do Gambii. Ledwie przybył do Fortu św. Andrzeja, zjawiły się tam trzy okręty z Amsterdamu, domagając się oddania wyspy. Niewielki garnizon poddał się, a Stiel znów znalazł się w niewoli. Ale oto z odsieczą nadciągnął władca kraju Barra, a wkrótce do działań przeciwko Holendrom włączył się władca Kombo. Nie widząc szans na utrzymanie fortu, dowódca holenderski wypuścił Stiela.

Ale w roku 1661 Gambia stała się celem ekspedycji angielskiej, na której czele stanął major Robert Holmes. Dariusz Kołodziejczyk tak o tym pisał:

W marcu tego roku Anglicy wylądowali przy ujściu Gambii żądając od majora Stiela niezwłocznego przekazania fortu. Biała załoga wyposażonego w siedem dział Fortu św. Andrzeja liczyła wówczas siedem osób, w tym co najmniej dwie kobiety. O rzeczywistej obronie nie można było marzyć. Major Stiel nie stracił jednak ducha. 7 marca o zmierzchu z fortu oddano ostrzegawczy strzał do jednej z angielskich fregat, a wśród tubylców rozpowszechniono wieści, iż Anglicy chcą ich zamienić w niewolników.

Akcja ta, jak również nagłe upały, o kilka dni odwlekły nieunikniony finał. Komendant fortu liczył jeszcze, iż Anglicy uszanują neutralność Kurlandii, lecz nie zdało się to na nic. Ostatecznie, 19 marca 1661 r. kurlandzka załoga przekazała fort Anglikom. Wyspę św. Andrzeja przemianowano wówczas na James Island.

Tak skończyły się marzenia o imperium kolonialnym…

Wojciech Kempa
https://www.magnapolonia.org

Komentarzy 13 to “Imperialne marzenia”

  1. Marek said

    Owi polscy* kolonizatorzy o samych swojskich nazwiskach.
    Oczywiście to zwykły przypadek.

  2. Marcin said

    Nigdy te szczury nie odważyły się podgryzać Polski samodzielnie a tylko w grupie byli silni i mogli nas pobić.
    W dłuższej perspektywie ten kolonializm im się czkawką odbił.
    Teraz ci byli kolonizatorzy konsumują w całej okazałości owoce swoich ówczesnych podbojów.
    A będzie jeszcze lepiej.

  3. Alina said

    Cała kolonizacja była przedsięwzięciem żydowskim, w którym wspózawodniczyły różne żydowskie gangi. Polska, czy raczej polsko-żydowska kolonizacja to Ukraina, i jak umiejętnie zakłamano w artykule, skończyła się kompromitacją.

    Ten Trynidad, Tobago i całe Karaiby (i nie tylko) to był kiedyś gigantyczny obóz pracy przymusowej, takie Auschwitz, tylko że dużo większe.

    Dobrze że żadne żydy pod polską banderą nie niszczyły świata, mielibyśmy z tego tylko problemy, tak jak zwykli Holendrzy czy Anglicy. Na kolonizacji zyskuje tylko/głównie oligarchia.

  4. rebeliant80 said

    Nie wiem skąd takie negatywne opinie poprzedników na temat planów kolonizacyjnych IRP, pomijając już nasze korzyści jakie moglibyśmy osiągnąć, przecież wydaje się wręcz niemożliwe patrząc na naszą historię, żebyśmy mogli się dopuścić takiego okrucieństwa wobec ludności tubylczej tamtych terenów, jakiej dopuścili się kolonizatorzy z państw zachodniej Europy. A do, że nie mieliśmy swoich kolonii jakoś nie przeszkadza postrzegać dzisiaj Polski w opinii światowej jako zakały całej ludzkości, bo historię piszą ci, którzy te kolonie mieli i nadal de facto mają.

  5. Kwal said

    Rebeliant80 said…nic ująć nic dodać. Smutne to ale prawdziwe…

  6. Zerohero said

    @Rebeliant80

    „wręcz niemożliwe patrząc na naszą historię, żebyśmy mogli się dopuścić takiego okrucieństwa wobec ludności ”

    ha ha. Polacy niewinne, łagodne sierotki. Z historii płynie tylko wniosek, że to głupcy, frajerzy i nieudacznicy polityczni. Mordować potrafią jak inni.
    Podobne zakłamane stereotypy krążą na temat łagodnych Czechów, Węgrów i łagodnych buddystów. Wierutna bzdura.

  7. Chodzi o sojusz z Hiszpanią Władysława Wazy, który LIKWIDOWAŁ Anglię i Turcię. Oliwer Cromwell tak sie tego PRZESTRASZYŁ, że skapitulował przed rabinami, czego efektem jest MASONERIA jako Wyznanie Wiary handlarzy i włościclei niewolników z Obrzezaniem Po Śmierci.
    Ponieważ każdy rabin jest JEZUITĄ, a jezuici byli polską policja polityczną, to umożliwło to Powstanie Chmielnickiego, w którym Cameron-Krzywonos zdobył skarbiec lwowski na Wysokiem Zamku. Wobec tego do wojny włączył się OSOBIŚCIE sułtan Mehmed IV Myśliwiec, którey po bitwie pod Batohem zdobył Kijów, który ZBURZYŁ. W Heilbronnie mieszkałam w jedym pokoju z wykształconym w Leningradzie Ukraińcem, który zadziwił mnie, że Wspaniały Kijów ZBURZYLI POLSCY.
    Po Polskim Imperium Kolonialnym pozostała połowa wyspy Trinidad jako posiadłość księstwa Kurlandii oraz stan Deleware, gdzie były Forty KAZIMIERZ i KRYSTYNA.

  8. Dinozaur said

    Kto z Szanowbego Koleżeństwa pamięta jeszcze
    niejakiego Kunta Kinte ?

    ——
    Pamiętamy. To był mądry czarny dżentelmen.
    Polacy niestety nie są ani mądrzy, ani dżentelmeńscy, ani nawet czarni.
    Admin

  9. walthemar said

    Re.8
    Mam jeszcze DVD

  10. Kolonializm to nic innego jak niewolnictwo.
    Ale dla porównania dla tych, którzy myślą kategoriami żydowskiej wersji historii zapodanej do pustych łbów w szkołach i nie tylko, ośmielę się napisać, że chłop pańszczyźniany był czterokrotnie mniej obciążony haraczem niż dzisiejszy Polak. I wcale nie oznacza to mojej pochwały dla pańszczyzny, bo tak od razu parchaty umysł to przemachlaczy.

    Żydowskie zaangażowanie w handel czarnymi niewolnikami w Amerykach
    Poniższe fragmenty pochodzą z książki rabina Marca Lee Raphaela „Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: udokumentowana historia” (Nowy Jork: Behram House, Inc., data publikacji 1983), strony 14., 23.-25.

    „Żydzi mieli również czynny udział w holenderskim kolonialnym handlu niewolnikami; w rzeczy samej, zarządzenia kongregacji Recife i Mauricia (1648) obejmowały imposta (żydowski podatek) w wysokości pięciu soldo za każdego murzyńskiego niewolnika, którego nabył brazylijski żyd od Spółki Indie Zachodnie. Aukcje niewolnicze były przekładane, jeśli wypadały w dniu żydowskich świąt. W Curacao w siedemnastym wieku, jak i w brytyjskich koloniach Barbados i Jamajce w osiemnastym wieku, żydowscy handlowcy grali znaczną rolę w handlu niewolnikami. Faktycznie, we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich czy holenderskich, żydowscy handlowcy często dominowali.”
    „Było to nie mniej prawdziwe na kontynentalnej Ameryce Północnej, gdzie podczas osiemnastego wieku żydzi uczestniczyli w ‚handlu trójstronnym’, który przyniósł niewolników z Afryki do Zachodnich Indii i tam wymieniał ich za melasę, która z kolei była zabierana do Nowej Anglii i zamieniana w rum do sprzedaży w Afryce. Isaac Da Costa z Charleston w latach 1750, David Franks z Filadelfii w latach 1760 i Aaron Lopez z Newport w późnych latach 1760 i wczesnych 1770 dominowali w żydowskim handlu niewolnikami na kontynencie amerykańskim.”
    Doktor Raphael omawia centralną rolę żydów w handlu w Nowy Świecie i afrykańskim handlu niewolnikami (strony 23.-25.):
    SIEDEMNASTO- I OSIEMNASTOWIECZNY MIĘDZY WYSPIARSKI HANDEL ŻYDOWSKI” CURACAO, 1656
    Podczas szesnastego wieku, wygnani z ich hiszpańskiej ojczyzny i doświadczający wielkich trudności ucieczki od ucisków Inkwizycji, hiszpańscy i portugalscy żydzi uciekli do Holandii; Holendrzy entuzjastycznie tych utalentowanych, wykwalifikowanych ludzi biznesu.
    Podczas dobrego rozwoju w Amsterdamie- kiedy stali się centrum unikalnego miejskiego żydowskiego wszechświata i zyskali status, który wyprzedzał żydowskie wyzwolenie na Zachodzie o przeszło stulecie- zaczęli w latach 1500 i 1600 osadzać się w holenderskich i brytyjskich koloniach w Nowym Świecie. Obejmowały one zarówno Curacao, Surinam, Recife i Nowy Amsterdam (holenderski) jak i Barbados, Jamajkę, Newport i Savannah (brytyjskie).
    W tych europejskich dorobkach żydzi, z latami ich kupieckiego doświadczenia i sieciami przyjaciół i rodziny zapewniającymi relacje wielkiego użytku o rynku, grali znaczącą rolę w kapitalizmie kupieckim [termin używany przez historyków ekonomicznych na określenie najwcześniejszej fazy w rozwoju kapitalizmu jako ekonomicznego i społecznego systemu- tłum.], handlowej rewolucji i terytorialnej ekspansji, które rozwinęły Nowy Świat i założyły kolonialne gospodarki. Żydowsko-karaibski splot zapewnił żydom szansę do roszczenia nieproporcjonalnego wpływu w siedemnaso- i osiemnastowiecznym handlu Nowego Świata i umożliwił zachodnio-indyjskiemu żydostwu- znacznie przewyższającemu ich współwyznawców dalej na północy- cieszyć się centralizmu, którego północno-amerykańskie żydostwo nie osiągnęło przez nadchodzący długi czas.
    Grupy żydów zaczęły przybywać do Surinamu w połowie siedemnastego wieku, po tym jak Portugalczycy odzyskali kontrolę nad północną Brazylią. Do roku 1694, dwadzieścia lat po tym jak Brytyjczycy poddali Surinam holendrom, było tam około stu żydowskich rodzin i pięćdziesięciu samotnych żydów, albo około 570 osób. Posiadali więcej jak czterdzieści posiadłości ziemskich i 9 tysięcy niewolników, ofiarowali 25 902 funty cukru jako dar na budowę szpitala i prowadzili aktywny handel z Newport i innymi kolonialnymi portami. Do roku 1730 żydzi posiadali 115 plantacji i byli dużą częścią w biznesie eksportu cukru, który wysłał 21 680 000 funtów cukru do rynków Europy i Nowego Świata w samym tylko 1730 roku.
    Handel niewolnikami miał znaczną rolę w żydowskiej gospodarczym życiu Surinamu, który był znaczącym punktem postojowym w handlu trójstronnym. Zarówno północno-amerykańscy i karaibscy żydzi grali kluczową rolę w tym handlu: zapisy z handlu niewolnikami w 1707 roku ujawniają, że dziesięć największych żydowskich nabywców (10 400 guldenów) wydało więcej jak 25 procent całkowitych funduszy wymiennych (38 605).
    Żydowskie życie gospodarcze w holenderskich Indiach Zachodnich, jak i w koloniach Ameryki Północnej, składały się pierwotnie ze społeczności kupieckich, ze znacznymi nierównościami w dystrybucji dóbr. Większość żydów była sklepikarzami, pośrednikami lub małymi kupcami, którzy otrzymywali zachętę i poparcie od holenderskich władz. W Curacao na przykład, żydowskie życie wspólnotowe zaczęło się po zwycięstwie portugalskim w 1654 roku.
    W roku 1656 społeczność założyła zgromadzenie i we wczesnych latach 1670 sprowadziła na wyspę pierwszego rabina. Curacao, które jest dużą naturalną zatoką, było miejscem wypadowym do pozostałych wysp karaibskich i przez to idealne geograficznie dla handlu.
    Żydzi byli odbiorcami korzystnych przywilejów składających się z hojnych gospodarczych korzyści dotowanych przez holenderską Spółkę Zachodnie Indie w Amsterdamie. Życie gospodarcze żydowskiej społeczności w Curacao obracało się wokół własności plantacji cukru i handlu cukrem, importu wytworzonych dóbr i poważne zaangażowanie w handel niewolnikami sprawiły, że w ciągu dekady od przybycia żydzi posiadali 80 procent plantacji w Curacao. Siła żydowskiego handlu leży w Zachodniej Europie, jak i w posiadaniu statków używanych w handlu. Podczas gdy żydzi kontynuowali aktywny handel z francuskimi i angielskimi koloniami na Karaibach, ich zasadniczym rynkiem było hiszpańskie Main (dzisiejsza Wenezuela i Kolumbia).
    Zachowane listy podatkowe dają nam spojrzenie na ich dominację. Z osiemnastu najzamożniejszych żydów na listach podatkowych z roczników 1702 i 1707, dziewięciu albo posiadało statek albo miało przynajmniej udział w okręcie. Do 1721 roku, czytamy w liście do amsterdamskiej żydowskiej społeczności, twierdzono, że ‚niemal całą żegluga… była w rękach żydów’. Lecz inny przejaw gospodarczego sukcesu żydów z Curacao jest fakt, że w 1707 roku 377 rezydentów wyspy było wycenionych przez gubernatora i jego radę na w sumie 4002 pesos; 104 żydów. albo 27,6 procent płatników podatków, miało udział w wielkości 1380 pesos, albo 34,5 procent całej wycenionej wartości.
    W brytyjskich Zachodnich Indiach przetrwały dwie listy podatkowe z 1680 roku, obie z Barbados; one również zapewniają użyteczne informacje o żydowskim życiu ekonomicznym. W samym Bridgetown spośród 404 gospodarstw domowych, 54 gospodarstwa albo 300 osób było żydowskie, 240 z nich żyło w ‚ye Towne od S. Michael ye Bridge Town’. W przeciwieństwie do większości osądów, ‚wielu, w rzeczy samej większość, była bardzo biedna’. Było zaledwie kilku plantatorów, a większość żydów nie była znaturalizowana czy umiejscowiona (i z tego powodu nie mogła importować dóbr czy pozywać dłużników w sądzie). Ale dla kupców posiadających listy polecające okazji nie brakowało. Barbadoski cukier i produkty jego przetwarzania- rum i melasa- były bardzo pożądane i w dodatku do grania znacznej roli w ich eksporcie, żydowscy handlowcy byli aktywni w handlu importowym.
    W roku 1680 pięćdziesiąt cztery żydowskie gospodarstwa domowe były opodatkowane na Barbados, a więcej jak połowa z nich miała udział tylko w 11,7 procent całkowitej wniesionej sumy. Podczas gdy najbogatszych pięć dało niemal połowę całkowitych żydowskich [podatków], byli zaledwie 11,1 opodatkowanej populacji. Lista podatkowa z lat 1679-80 pokazuje podobny obraz; z pięćdziesięciu jeden gospodarstw dziewiętnaście (37,2 procent) oddało mniej jak jedną dziesiątą całości, podczas gdy czterech najbogatszych handlowców oddało niemal jedną trzecią całości.
    Interesujący zapis między wyspiarskiego handlu obejmującego żydowskich handlowców i na Barbados i Curacao pochodzi z korespondencji z 1656 roku. Przypomina nam, że czasami handlowe wyprawy nie byli dobrze zaplanowane i żydowscy kapitanowie- którzy często również zachowywali się jak handlowi agenci- decydowali o tym dokąd sprzedać swój ładunek, po jakiej cenie i jakie dobra w zamian przywieźć z podróży.”
    (Koniec fragmentu)
    Tony Martin jest profesorem Studiów Afrykańskich Szkoły Wyższej Wellesley, Massachusetts, i nauczał tam od roku 1973. Dostał dożywotnią posadę w roku 1975 i został profesorem zwyczajnym Studiów Afrykańskich od roku 1979. Przed przejściem do Wellesley nauczał na Uniwersytecie Michagan-Filnt, Szkole Wyższej Pracy Cipriani (Trynidad) i Szkole Wyższej św. Marii (Trynidad). Był profesorem dojeżdżającym Uniwersytetu w Minnesocie, Uniwersytetu Brandeis, Uniwersytetu Browna i Wyższej Szkoły w Kolorado. Ponadto spędził rok jako honorowy członek badawczy na Uniwersytecie Zachodnich Indii w Trynidadzie.
    Profesor Martn był autorem lub recenzował lub redagował jedenaście książek, włączając’Literacki Garveizm: Garvey, Czarna Sztuka i Harlemowy Renesans’, i klasycznego studium Ruchu Garveya ‚Rasa przede wszystkim: ideologiczne i organizacyjne boje Marcisa Garveya i Stowarzyszenia uniwersalnego murzyńskiego udoskonalenia’. Jego najbardziej niedawna książkąjest ‚Żydowskii zaciekły atak: przemówienia z Wellesleyskiego frontu walki’. Martin zakwalifikowany jako prawnik sądów najwyższych Honorowego Stowarzyszenia Gray Inn (w Londynie) w roku 1965, zrobił honorowy stopień licencjacki z ekonomii na Uniwersytecie Hull (Anglia) i magistra i doktora historii Uniwersytetu Stanowego Michigan.
    Artykuły i recenzje pojawiły się w Dzienniku murzyńskiej historii, Amerykańskim przeglądzie historycznym, Przeglądzie studiów afrykańskich, Waszyngtońskiej światowej księdze pocztowej, Dzienniku karaibskiej historii, Dzienniku amerykańskiej historii, Biuletynie książek czarnych, Nauka i społeczeństwo, Dzienniku jamajskim i wielu innych. Jego pracę można znaleźć w wielu antologiach i encyklopediach. Otrzymał wiele akademickich i społecznościowych nagród.
    Martin jest dobrze znany jako wykładowca w wielu krajach. Przemawiał na uniwersyteckich i generalnych audiencjach w całych Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Karaibach i Anglii, i ponadto w Afryce, Australii, na Bermudach i w Południowej Afryce. W roku 1990 wygłosił doroczne wykłady DuBois/Padmore/Nkrumah w Ghanie.
    Obecnie MArtin pracuje nad biografiami trzech karainskich kobiet: Amy Ashwood Garvey, Audrey Jeffers i Kathleen Davis („cioteczna Kay”) z Trynidadu. Jest również bliski ukończenia studium imigracji europejskich żydów do Trynidadu w latach 1930-tych.
    Nazwy statków niewolniczych i ich właściciele:
    The ‚Abigail-Caracoa’ – Aaron Lopez, Moses Levy, Jacob Crown Isaac Levy and Nathan Simpson
    The’Nassau’ – Moses Levy The ‚Four Sisters’ – Moses Levy
    The ‚Anne’ & The ‚Eliza’ – Justus Bosch and John Abrams
    The ‚Prudent Betty’ – Henry Cruger and Jacob Phoenix
    The ‚Hester’ – Mordecai and David Gomez
    The ‚Elizabeth’ – Mordecai and David Gomez
    The ‚Antigua’ – Nathan Marston and Abram Lyell
    The ‚Betsy’ – Wm. De Woolf
    The ‚Polly’ – James De Woolf
    The ‚White Horse’ – Jan de Sweevts
    The ‚Expedition’ – John and Jacob Roosevelt
    The ‚Charlotte’ – Moses and Sam Levy and Jacob Franks
    The ‚Franks’ – Moses and Sam Levy
    Wideo pt. „Żydowska rola w handlu czarnymi niewolnikami”- przemówienie profesora Tony’ego Martina ze wstępem Hoffmana, było dostępne w momencie tworzenia tekstu [t.j. 27. grudnia 2014 r.]. Obecnie jest niedostępne z powodu cenzury.
    Źródło: http://www.rense.com/general69/invo.htm
    Tłum. Work Buy Consume Die

  11. ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI
    Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”. Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich.
    Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami…” Wspierał tym samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników…”
    Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym, dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież- okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni- pojutrze my.
    Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również wśród handlarzy na amerykańskich trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.
    W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?!
    Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydowstwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży… W całym regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („ Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR)…. Jeżeli zdarzało się , że data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”.
    Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydowstwo Stanów Zjednoczonych. 1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej niewolników… Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek moralnych przeciwko…niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej.
    Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie- Żydzi, rozpoczął się-trwający do dnia dzisiejszego- proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”. Natomiast słynna „Liga Antydefamacyjna” (ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy: oskarżenie o propagowanie antysemityzmu.
    Przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią…
    DARIUSZ RATAJCZAK

  12. Panie Hulajduszniku, Żydzi mieli CHRZĘŚCIJAŃSKI monopol na Handel i Eksploatację niewolników. Oliver Cromwell chciał to przełamać więc załadował na zdezelowane statki Pejsatych, z którymi popłynął na Jamajkę, ale Hiszpanie nie chcieli ich kupować więc kazał statki z trefnym towarem ZATOPIĆ.
    Nie wiadomo jak by się potoczyła kariera tego Największego Angielskiego Antysemity, bo został ZAGROŻONY sojuszem hiszpańsko-polskim więc musiał skapitulować przed rabinami dla wywołania przez rabinów jako jezuitów Powstania Chmielnickiego, DZIĘKI CZEMU Cameron Krzywonos zdobył skarbiec Rzeczypospolitej na zamku Wysokiem. Niech Pan się trzyma faktów miast moralizować.
    Cromwell stworzył RELIGIĘ dla Gojów z Obrzezaniem Po Śmierci, żeby mogli handlować i eksploatować niewolników, która nazywa się MASONERIĄ. Dzięki temu Rotszyldy – a więc Piastowie wyznania mojżeszowego – sprzedali Arabom 10 milionów Murzynów. bo ROSJAN I POLAKÓW JUŻ NIE MOGLI.

  13. syoTroll said

    Łał. O Gambii nie wiedziałem, o Trynidadzie i Tobago już tak.

Sorry, the comment form is closed at this time.