Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Demokracja cierpi

Posted by Marucha w dniu 2019-10-28 (Poniedziałek)

Minęło dopiero 10 dni od wyborów do Sejmu i Senatu w Polsce. Jak wiadomo, wszyscy je wygrali, a zwłaszcza obóz dobrej zmiany, podczas gdy obóz zdrady i zaprzaństwa oczywiście też wygrał, ale niekoniecznie.

To zresztą nieważne, bo jeszcze nie opadł kurz, jaki podczas kampanii wyborczej podnosili funkcjonariusze niezależnych stacji telewizyjnych obydwu, a właściwie – wszystkich trzech obrządków – a tu okazało się, że nikt nie jest do końca zadowolony z wyniku. Świadczą o tym protesty wyborcze.

Prawo i Sprawiedliwość złożyło do Sądu Najwyższego wniosek o ponowne przeliczenie głosów w wyborach do Senatu w trzech okręgach, bo PiS-owi akurat zabrakło tych trzech głosów, by mogło odzyskać większość w Senacie. Od razu widać, ile racji miał wybitny klasyk demokracji Józef Stalin twierdząc, że ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy.

W związku z tym gwałtownie zaprotestował wybrany na senatora pan Michał Kamiński, że to byłby „koniec demokracji”. Najwyraźniej jeden z tych wątpliwych okręgów to ten, w którym on został wybrany, więc gdyby niezawisły Sąd Najwyższy nakazał ponowne przeliczenie głosów, to nie jest wykluczone, że demokracja mogłaby się dla niego zakończyć, zanim się jeszcze zaczęła.

Czy jednak niezawisły Sąd Najwyższy zaakceptuje wniosek PiS-? Tego jeszcze nie wiemy, ale może go odrzuci – z czego Naczelnik Państwa wcale nie musi być niezadowolony. Rzecz w tym, że pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro próbował wykorzystać okoliczność, iż rząd „dobrej zmiany” dysponuje w Sejmie nadwyżką zaledwie 4 posłów ponad większość bezwzględną, więc gdyby tak któryś się przeziębił, a inny znów się nadąsał, to losy całej demokracji zawisłyby na włosku.

W tej sytuacji liczy się każdy prosty poseł, a warto pamiętać, że obóz „dobrej zmiany” jest koalicją co najmniej trzech partii, z których jedną, to znaczy – Solidarną Polską – kieruje właśnie Zbigniew Ziobro. Już raz się zbisurmanił, a chociaż nie przyniosło mu to sukcesu i przed objęciem stanowiska ministra i generalnego prokuratora został trochę przez Naczelnika Państwa przeczołgany, to przecież może wykorzystać każdą sposobność do powiększenia nie tylko zakresu swojej władzy, ale i do zdobycia nowych frumentariów dla umożliwienia swoim zwolennikom umoczenia ust w melasie, żeby nadal go kochali i nadal mu, to znaczy – Polsce oczywiście – służyli.

Tak głoszą fałszywe pogłoski, które oczywiście zostały niezwłocznie i energicznie zdementowane. Nie jest tedy wykluczone, że wniosek do niezawisłego Sądu Najwyższego może mieć też drugie dno – bo jeśli Sąd najwyższy wniosek odrzuci, to z pewnością nie przysporzy to ministrowi sprawiedliwości chwały, a wtedy stanie się w rękach Naczelnika Państwa trochę bardziej plastyczny.

Ta plastyczność może jeszcze wzrosnąć, gdyby się okazało, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości, do którego niemiecki owczarek z Komisji Europejskiej, czyli Franciszek Timmermans złożył na Polskę skargę w sprawie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i w sprawie Izby Dyscyplinarnej dla sędziów Sądzie Najwyższym, nakaże te ustawy uchylić.

Ponieważ są one jeśli nawet nie autorstwa Zbigniewa Ziobry to z pewnością powstały z jego inspiracji, to może to pogorszyć jego polityczną pozycję, co przewidział jeszcze w XVIII wieku pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki: „Kogut winien, więc na niego. On sprawcą wszystkiego złego! On źle poradził, on grad sprowadził on czas oziębił, on zasiew zgnębił” – i tak dalej.

Taka krytyka każdego może zdyscyplinować, o czym świadczy postępowanie starszego pana Stempowskiego, właściciela majątku Szeputyńce na Podolu. Zgodnie z filosemicką tradycją tej rodziny miał w swoim majątku ekonoma Żyda. Ilekroć coś w polu, albo na folwarku nie wyszło, wzywał go do kancelarii i surowym głosem mówił: „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, na co skruszony ekonom zdejmował czapkę i mówił: „nu, niech będzie!”

Znacznie gorzej wygląda sytuacja w obozie zdrady i zaprzaństwa, gdzie objawy dintojry wyszły na zewnątrz. Obserwatorzy powiadają, że Grzegorz Schetyna jest zwalczany przez tak zwanych „młodych” to znaczy Wielce Czcigodnego posła Dupkę, czy jakoś tak oraz wybranego do Senatu byłego posła Łajzę.

Z jednym i drugim może by sobie jakoś poradził, gdyby nie okoliczność, że – jak sam się pożalił w telewizji – że za kulisami tej operacji stoi Donald Tusk, który zamierza nie tylko wysadzić go z siodła, ale i strącić w ciemności zewnętrzne, skąd dobiega płacz i zgrzytanie zębów.

Wprawdzie inne niezależne media donoszą, że Donaldu Tusku oferowane jest i to „na sto procent” stanowisko przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, ale nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania”), że od tego – oczywiście niewątpliwie – prestiżowego stanowiska, jeszcze bardziej prestiżowe byłoby stanowisko prezydenta naszego bantustanu i wcale nie jest wykluczone, że Nasza Złota Pani, która w Donaldu Tusku wyraźnie sobie upodobała, przeznaczyła go do takich właśnie wyższych rzeczy – żeby w przyszłym roku wjechał do Pałacu Prezydenckiego na białym koniu, niczym – jak głosi legenda – generał Bolesław Wieniawa-Dłogoszowski do „Adrii”.

Przy takiej kombinacji („taka, panie kombinacja” – jak mawiał Antoni Lange), Grzegorz Schetyna potrzebny jest, niczym psu piąta noga, bo po pierwsze – żadnych wyborów prezydenckich by nie wygrał nawet z panem prezydentem Andrzejem Dudą, podczas gdy Donald Tusk może tego dokonać zwłaszcza, gdy objawią się skutki amerykańskiej ustawy nr 447 JUST – i w ten sposób Niemcy odzyskają w Polsce przynajmniej część utraconych przed czterema laty wpływów, które próbowały odzyskać w grudniu 2016 roku inicjując w Warszawie tak zwany „ciamajdan”.

Jeśli operację tę powierzono do wykonania Grzegorzowi Schetynie – a chyba tak właśnie było – to nie da się ukryć, że chwały mu ona nie przynosi, bo szczerze mówiąc, została spartolona. W tej sytuacji trudno dziwić się „młodym”, że orientują się na Donalda Tuska, który z pewnością potrafi ich wynagrodzić jeśli nie w takiej, to innej formie, w zależności od tego, czy sam będzie miał fart, czy nie.

Na razie jednak również obóz zdrady i zaprzaństwa skierował do niezawisłego Sądu Najwyższego swoje protesty wyborcze, domagając się ponownego przeliczenia głosów w trzech okręgach: jeleniogórskim, łomżyńskim i pabianickim, poruszając przy okazji niebo i ziemię, to znaczy – OBWE, Radę Europy i Komisję Wenecką, a także – panią pierwszą prezes Małgorzatę Gersdorf, której – jak pamiętamy – w swoim czasie uderzały do głowy gersdorfiny tak, że nie wiedziała, czy jest pierwszym prezesem, czy może nie.

Teraz z pewnością stanie na wysokości zadania i jestem pewien, ze nie zależny Sąd Najwyższy dostanie instrukcje, czyje protesty uwzględnić, a czyich nie, żeby nasza młoda demokracja aby na tym nie ucierpiała. Bo nie ma nic gorszego, jak obserwować, jak demokracja cierpi. To może być jeszcze gorsze od widoku pękającego człowieka, o czym w piosence o Makarym śpiewał Maciej Zembaty: „Musiał pęknąć jakoś w pół ci, bo się rozszedł zapach żółci i swąd siarki piekielny. Oj wielka to jest męka widzieć, jako człek pęka…”. A cóż dopiero demokracja!

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 9 to “Demokracja cierpi”

  1. provincjal said

    A pan / autor / to już normalnie nie jest w stanie naPISać ?

  2. ibrahim ibn jakub said

    cierpi NARÓD , kurwa mac, a nie jakas zjebana demokracja.

  3. Co tu ma cierpieć? Demokracja, to wybory powszechne. A nie żaden tam ustrój. 🙂

  4. Maverick said

    Jeżeli demokracja to wpaniały wymysł to dlaczego zawsze prowadzi do upadku kraju gdzie się nią afiszują.

    Popatrzcie jak niszczą Polskę.

  5. Maverick said

    Zgubiłem link: https://www.youtube.com/watch?v=97OxQPtIgOE

  6. Szczery said

  7. Troll Polonii said

    3
    Krzysztof M
    Poprawne tlumaczenie demokracji to „wladza ludu”.
    Czyli w prostym tlumaczeniu, jest to udzial przedstawicieli ludu w procesie ustawodawstwa i podejmowania decyzji dotyczacych danego spoleczenstwa .
    Moze ten proces reprezentacji odbywac sie na roznych szczeblach: grupach zawodowych: nauczyciele, inzynierowie, robotnicy itp,wybieraja sposrod siebie przedstawicieli do wladz wyzszych.. a takze grupach socjalnych: kobiety, dzieci, emeryryci, ojcowie rodzin, mlodziez, sasiedzi, srodowiska kulturalne itd. itp..

    Wygodna forma jest parlament jako forum dyskusji i uzgadnianaia decyzji, czyli przedstawiciele roznych grup spolecznych maja swoje ipropozycje, interesy przedstawiane w parlamencie.

    Tak jak ja to rozumiem to obecnie w wiekszosci panstw demokracja jest obgryziona do kosci.Stercza obgryzione kikuty.

    To elity partyjne wybieraja wlasnych kandydatow, co jest zwyklym faszyzmem a nie zadna demokracja.

    Znakomita wiekszosc spoleczenstwa w ogole nie jest reprezentowana w procesie podejmowania decyzji; kobiety , ktore zajmuja sie domem i rodzina nie sa w ogole reprezentowane w zadnym parlamencie; kobiety pracujace tez nie maja nic do gadania.

    Natomiast wrzaski w parlamencie urzadzaja lesbije i pedaly, ktorzy nie stanowia wiekszosci spolecznej – a w ogole nie bardzo wiem, kogo reprezentuja oprocz wlasnych organow… plciowych.

    Nie maja nic do powiedzenia grupy zawodowe; nikogo nie obchodzi czy maja prace np. nauczyciele, pielegniarki, tramwajarze, kelnerzy itp, i ile zarabiaja. Dotyczy to tez robotnikow.
    Kogo obchodzi czy umowy smieciowe reprezentuja interesy rodzin robotniczych, pracownikow zatrudnionych przez korporacje itp.

    Jedyne grupy o ktorych interesy dba parlament to politycy i administracja panstwowa i obce grupy nacisku (lobby).

    Tragedia naszych czasow jest i to, ze przedstawiciele narodu nie maja zadnej kontroli nad budzetem panstwa czyli wspolnej kasy wypracowanej przez cale pracujace spoleczenstwo..

    Obecnie parlament w Polsce czy w USA to taki mniej wiecej burdel zarazony kila, ktorego czlonkowie etatowo podcieraja sobie dupy konstytucja.

  8. Dinozaur said

    Diduszko for President !!

  9. NICK said

    Pan Troll się nieco wkurzył, pozytywnie.
    Wkurzenie pisaniu pomaga, serio.
    No, czasem, niektórym.
    Panu?
    Tak.

Sorry, the comment form is closed at this time.