Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Oszustwa, manipulacje i marketingowe triki sklepów odzieżowych

Posted by Marucha w dniu 2019-10-30 (Środa)

Sklepy odzieżowe przeżywają istne oblężenia w okresach wielkich promocji i wyprzedaży.

Ale czy na pewno wówczas kupujemy ubrania po niższych cenach?
Czy wyglądamy w nich dobrze?
A może droższe nie znaczy lepsze?

Poznajcie popularne oszustwa i triki sprzedaży, jakie fundują nam sklepy odzieżowe.

Wyprzedaż bez wyprzedaży

Jeśli myślisz, że promocje i wyprzedaże są dla nas – konsumentów to jesteś w błędzie. One są po to, aby przynosiły sklepom jak największe zyski!

Po pierwsze, ciężko się oprzeć okazji, wielkiej promocji, wyprzedaży -70% nawet wtedy, gdy za jej sprawą kupujemy trzecią parę czarnych rękawiczek lub kolejne jeansowe spodnie.

Po drugie, czasami przed ogłoszeniem „wielkiej wyprzedaży” sklepy odzieżowe specjalnie podnoszą cenę danego artykułu, zwłaszcza rzeczy z zeszłego sezonu, po to, aby potem sprzedać je „na wyprzedaży” po cenie takiej, jaką pierwotnie miała dana rzecz.

Po trzecie, zniżka 50% to nie 50%, a szczególnie gdy ma ona miejsce w sezonie lub gdy towar obejmuje pełną rozmiarówkę. Jak to?

A tak, że wielki szyld lub reklama głosząca o 50% wyprzedaży najczęściej ma dopisane na dole, drobnym druczkiem informację, że to „zniżka do 50 proc. i tylko na wybrane modele”.

W rzeczywistości w sklepie możemy spotkać większość artykułów niepromocyjnych lub objętych promocją 10%.

Po czwarte zdarza się, że na stoiskach wyprzedażowych miesza się rzeczy przecenione z rzeczami nieprzecenionymi, w normalnych cenach, ale podobnych do tych z wyprzedaży.

Zazwyczaj dopiero przy kasie klient orientuje się, że wziął rzecz droższą, lecz nieświadomy tego, iż może zażądać obniżenia ceny pełnowartościowego towaru, skoro umieszczono go na stoisku objętym promocją, kupuje ubranie za wyższą cenę.

Robi to najczęściej dlatego, że dana rzecz już mu się spodobała na tyle, że nie wyobraża sobie jej nie kupić lub po prostu głupio jest mu zrezygnować przy kasie z jej kupna.

Kreowanie przestrzeni handlowej

Techniki Visual Merchandisingu, czyli kreowania przestrzeni handlowej mają tak zaaranżować klimat wnętrza sklepu i wystawy sklepowej, by trafić do grupy docelowej, czyli potencjalnych klientów, do których skierowana jest kolekcja.

Klimat wnętrza musi wzbudzać odpowiednie emocje, być przystosowany do młodzieży, eleganckich kobiet, gustownych panów itd.

Dziś w sprzedaży wykorzystuje się magię koloru, grę świateł, dodatki, interaktywność, dobrą muzykę, najnowocześniejsze technologie i wszystko inne co związane jest z szeroko pojętą sztuką.

Wystawa i manekiny muszą przyciągać klientów, dlatego też ubiera się je w drogie, dobrej jakości, nieprzecenione rzeczy (nawet wtedy, gdy wokół z plakatów reklamowych krzyczy wielka informacja o przecenie).

Układ ma znaczenie!

W sklepach odzieżowych, a zwłaszcza w znanych sieciówkach asortyment układany jest według progów cenowych – od towaru najtańszego do coraz droższego.

Na końcu sklepu umieszcza się zwykle towar najlepszej jakości, pełnowartościowy i skompletowane zestawy ubrań.

Przy kasach natomiast znajdują się drobne, atrakcyjne wizualnie dla nas drobiazgi, bibeloty i akcesoria.

Ma to znaczenie zwłaszcza w czasie oczekiwania na swoją kolejkę przy kasie.

Z nudów zaczynamy oglądać kolorowe gumki do włosów, portfele, bransoletki, breloczki, paski, zestawy skarpetek itp., a potem okazuje się, że chętnie je kupiliśmy, bo kosztowały bagatela 10 zł.

Magiczne lustra

Jakże często ulegamy oszustwom w przymierzalniach. I nie mówimy tu o słodkich komplementach pani sprzedawczyni, o tym, jak dobrze ten strój na nas leży, lecz o kłamliwych lustrach i oświetleniu.

Wiele sklepów odzieżowych manipuluje takimi czynnikami jak przestrzeń i światło w przymierzalniach.

Zazwyczaj są to bardzo małe pomieszczenia, w których ciężko nam jest złapać dystans w stosunku do swego odbicia w lustrze.

Same lustra również to „prawdomównych” nie należą, ponieważ ich minimalnie, niezauważalnie wklęsła powierzchnia sprawia, że w istocie wyglądamy lepiej, czyli szczuplej.

Poza tym zamontowane w suficie lampki halogenowe ładnie odbijają światło, nadając nam olśniewający wygląd, ale i przekłamuje kolory, zmienia ich odcień i intensywność barw.

Często stosowanym trikiem w przymierzalniach sklepów odzieżowych jest również brak krzesła, stołka lub czegokolwiek, na czym można byłoby usiąść.

A wszystko po to, żeby nie ujrzeć np. ewentualnie „wylewających się” zza paska spodni fałd tłuszczyku…

S, M a może jednak XL?

Dziś każda firma ma prawo do tworzenia własnych tabeli rozmiarów. Unijna norma metkowania i nadawania rozmiarów ubraniom zaleca podawanie wymiarów danej sztuki odzieżowej w centymetrach.

Jednak mało kto się tym przejmuje i każda firma odzieżowa wyznacza swój własny „kod rozmiarowy”.

I tak w jednej popularnej sieciówce będziemy nosić popularne 38/M, w innym będzie to już wymarzona eSka lub znienawidzona eLka.

Problem rozmiarów dotyczy także ubrań wyprodukowanych stricte poza granicami Polski.

Przykładowo polskie 40 to francuskie 42 i niemieckie 38, zaś polskie 38 to włoskie 42.

Zgubna twarz projektanta

„Naszą kolekcję zaprojektował xxxx”, „kolekcja projektu światowej sławy xxx” itd. – te i inne slogany reklamowe mają zachęcać nas do zakupu odzieży właśnie w tym, a nie innym sklepie.

Powoływanie się na nazwisko znanego projektanta ma podnieść rangę sklepu odzieżowego i wzbudzić w kliencie poczucie tego, że kupił coś ekskluzywnego, unikatowego, tylko dla wybranych, pochodzącego z niecodziennej kolekcji.

W rzeczywistości często ubrania powstałe we współpracy ze znanymi projektantami wcale nie są ani lepszej jakości, ani nadzwyczaj wyjątkowe.

Jest to tylko zwykły chwyt marketingowy.

Bawełniane spodnie z poliestru

Kontrole Inspekcji Handlowej regularnie ujawniają wiele nieścisłości podawanych przez producentów na metkach produkowanych przez nich ubrań.

Często do uszycia danej sztuki odzieży wykorzystano inny materiał niż ten podany na metce.

Ma to związek z samą słabą jakością rzeczy obecnych współcześnie na rynku sprzedaży artykułów odzieżowych.  A wszystko to robione w jednym celu – im więcej gorszych, tanich ubrań, tym więcej klientów i zysków ze sprzedaży.

Poza tym niejednokrotnie przepłacamy za ubrania wykonane z tkanin sztucznych.

Dlaczego? Dlatego, że ich ceny są zawyżane po to, aby zachęcać klientów do kupowania teoretycznie droższej odzieży z włókien naturalnych.

Praktycznie koszt syntetycznej tkaniny jest prawie równoważny z kosztem tkaniny naturalnej, a więc i koszty produkcji ubrań są takie same.

Ale kto chciałby kupować syntetyczne ubrania, gdyby miały taką samą cenę jak te wykonane z tkanin naturalnych?

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że naturalna tkanina wcale nie musi pozostać taką naturalną do końca. Często już podczas produkcji stosuje się chemiczne środki zapobiegające jej pleśnieniu, ochronie przed owadami lub zmieniające kolor tkaniny.

Niska piłka, czyli zaangażowanie klienta

W sprzedaży często wykorzystuje się technikę perswazji zwaną „niska piłka”.

Następuje tutaj kuszenie klienta z wykorzystaniem jakiejś atrakcyjnej propozycji, np. niskiej ceny, która staje się powodem, dla którego zaczynamy interesować się ofertą (włącza się mechanizm zaangażowania), np. kiedy podczas kupowania garnituru sprzedawczyni poleca jeszcze kupno idealnie pasującej koszuli lub paska do spodni w promocyjnej cenie.

W trakcie prezentacji tej oferty, w czasie naszego zapoznawania się z nią, pojawiają się dodatkowe podpory wzmagające chęć kupna – dobra jakość, idealny kolor itd.

Kiedy już jesteśmy zdecydowani na zakup, w tym właśnie kluczowym momencie znika oryginalny powód, dla którego zainteresowaliśmy się ofertą, czyli np. pojawia się informacja, że to nie na ten model była niska cena; podana jest cena netto; tylko w tym, a nie w innym rozmiarze można kupić w niskiej cenie itd.

Wówczas jako zdezorientowani, ale i zaangażowani klienci mamy poczucie dyskomfortu, jeżeli przyszłoby nam się wycofać z decyzji o kupnie, więc decydujemy się dopłacić lub kupić inną, droższą rzecz.

Na podstawie techniki „niska piłka” działają również wszelkie karty lojalnościowe.

Im więcej człowiek musi zrobić, żeby cokolwiek dostać, tym bardziej nie chce przerywać tego procesu, tym mocniej się w niego angażuje i dąży do celu.

Warto pamiętać, że na rynku handlowym obowiązuje „Ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym”, w której czytam między innymi, że:

„3. Wprowadzające w błąd działanie może w szczególności dotyczyć:

1) istnienia produktu, jego rodzaju lub dostępności;

2) cech produktu, w szczególności jego pochodzenia geograficznego lub handlowego, ilości, jakości, sposobu wykonania, składników, daty produkcji, przydatności, możliwości i spodziewanych wyników zastosowania produktu, wyposażenia dodatkowego, testów i wyników badań lub kontroli przeprowadzanych na produkcie, zezwoleń, nagród lub wyróżnień uzyskanych przez produkt, ryzyka i korzyści związanych z produktem;

[…]
4) praw konsumenta, w szczególności prawa do naprawy lub wymiany produktu na nowy albo prawa do obniżenia ceny lub do odstąpienia od umowy;

5) ceny, sposobu obliczania ceny lub istnienia szczególnej korzyści cenowej”.

https://www.odkrywamyzakryte.com

Komentarzy 7 to “Oszustwa, manipulacje i marketingowe triki sklepów odzieżowych”

  1. Janusz said

    Nie tylko odzieżówki tak działają.
    Wiele sieciówek stosuje dzikie promocje. Np. Jysk. Tam ciągle są promocje a ceny wyjściowe to jakiś koszmar.
    No, Jysk to tylko przykład.
    UOKiK zdaje się nie panować nad tym wszystkim. Najlepiej go zlikwidować. Przynajmniej w budżecie się coś da zaoszczędzić.

  2. JW said

    Jak tak pomyśleć, to te sklepy nie robią nic takiego zdrożnego. Po prostu grają na ludzkiej chciwości, co jest ich prawem zbójeckim. Gdyby ludzie trzymali się starych, sprawdzonych zasad oraz słuchali porzekadeł typu „chytry traci dwa razy”, to nikt nie miałby pretensji do sieciówek o cokolwiek, bo zwyczajnie nie nabierałby się na ich sztuczki. Jak to mawia red. Michalkiewicz: najtrudniej jest oszukać człowieka uczciwego. Nieco bardziej wymowni są Anglosasi ze swoim „Fool me once, shame on you. Fool me twice, shame on me”.

  3. Marucha said

    Re 2:
    W zasadzie ma Pan rację.
    Ale… klient nie ma równych szans w konfrontacji z profesjonalistami. Choćby sie starał.
    To tak jakby wystawić do walki w ringu zawodowego boksera przeciwko Józkowi od Pawlaków.

  4. Ale dlaczego? said

    Kiedyś przemysł odzieżowy był w Polsce potęgą. I obuwniczy.
    Po ’89 Polacy/konsumenci przez ZERO patriotyzmu godpodarczego doprowadzili go do formy szczątkowej. A nabijają kabzę obcym…
    Jak zresztą sytuacja w reszczie branż (spożywcza, chemiczna, materiałów budowlanych, narzędziowa, elektronicznej praktycznie brak). A Polska ma 1bln oficjalnego długu zagranicznego. Jak nie zapłaci rocznie 30/40 mld odsetek, to banksterzy upomną się o „swoje”.
    Ale polactfo ma to w życi…
    Często skandalicznym procederem importerów jest umieszczanie na kodach kreskowych 590 (produkt wyprodukowany w Polsce), gdy jest to kłamstwem. Gdzi jest Inspekcha Handlowa???

  5. Ale dlaczego? said

    https://wszystkocopolskie.blogspot.com/p/lista-polskich-firm.html?m=1

  6. matołek said

    590 to kod towaru zarejestrowanego w Polsce i nie ma nic wspólnego z krajem pochodzenia . Najlepszym sposobem jest szukanie dziwnego napisu – MADE IN , dotyczy to szczególnie towarów tzw. niemieckich .

  7. Sceptyk said

    Ostatnio pewna firma próbowała mnie nabrać na sprzedaż w internecie w cenie promocyjnej 379 zł, z możliwością odbioru towaru w sklepie. Na szczęście wybrałem opcje zapłata przy odbiorze. Dostałem informację „towar do odbioru w sklepie w cenie 409zł”! Olałem informację informując sprzedawcę, że w takiej sytuacji rezygnuję z odbioru.
    Reakcja, sprzedawca zgodził się na sprzedaż po cenie promocyjnej, czyli 379 zł! Co o tym myśleć?

Sorry, the comment form is closed at this time.