Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Dziedzictwo Căpitanula

Posted by Marucha w dniu 2019-12-02 (Poniedziałek)

Ci z nas, którzy polegną
Będą mieli imiona i grobowce bohaterów.
A nasi oprawcy będą nosili piętno zdrajców
I będą przeklęci z pokolenia na pokolenie!

Kapitan

30 listopada wspominamy noc sprzed 81 lat, kiedy w więzieniu, na rozkaz tchórzliwych polityków gabinetowych został zamordowany wraz z towarzyszami największy syn swojej ziemi. Zamordowany z polecenia kochanki, której król-pantofel był posłuszny. Uduszony drutem, postrzelony, wrzucony do ciemnego dołu, zalany wapnem.

Pochowany w nieznanym miejscu miał zniknąć z pamięci ludzi. Następnego dnia oprawcy opublikowali fałszywy komunikat, jakoby tych 14 ludzi zostało zabitych przy próbie ucieczki.

Dwa lata później – po tym jak król-degenerat niegodny tronu swoich przodków, był zmuszony abdykować, bo nie potrafił obronić kraju przed upokorzeniem – 30 listopada męczennicy zostali podniośle pochowani: trumny bohaterów były niesione w uroczystej procesji, lud na ulicach składał hołd swojemu wielkiemu rodakowi. Dla zagorzałych zwolenników i dla przyszłych pokoleń prawicy męczennik został wzorem do naśladowania.

Mimo swojej śmierci, i późniejszego zniszczenia Ruchu Legionowego, Kapitan wciąż jest drogowskazem dla wszystkich, którzy się utożsamiają z prawicą integralną. Oczywiście osoby, które są gotowe sprzedać swoje ideały dla stołków i pieniędzy będą mówić, że to był antysemita, radykał, czy nawet szpieg Włoch i Niemiec, powtarzając kłamstwa jego oprawców. Mówią to osoby wskutek swoich kompleksów szukające uznania demoliberalnego świata.

Przywódca, który zbudował swoją organizację na wzór średniowiecznego zakonu rycerskiego, który był radykalnie antynowoczesny, tradycjonalistyczny i archaiczny budzi u takich osób strach i niezrozumienie.

By zrozumieć Ruch Legionowy, należy uświadomić sobie jedną rzecz: o wiele bardziej niż ruch radykalnego nacjonalizmu był to ruch radykalnego chrześcijaństwa. „Legionista wierzy w Boga i modli się o zwycięstwo Legionu” – takie słowa napisał Kapitan w Podręczniku przywódcy gniazda.

Nie było to mdłe chrześcijaństwo pacyfistyczne z Jezuskiem-hippisem, którego chce nowoczesny świat, i wizją którego coraz częściej jesteśmy karmieni z ambon przez oportunistyczny kler. To było chrześcijaństwo w myśl słów Zbawiciela: „Nie mniemajcie, żebym przyszedł puszczać pokój na ziemię, nie przyszedłem puszczać pokoju, ale miecz” (Mt 10;34) oraz „…a kto nie ma, niech przeda płaszcz swój, a kupi miecz” (Łk 22;36). Ruch Legionowy był ruchem żarliwych chrześcijan, którzy nie szczędzili swojego życia w służbie Bogu i Ojczyźnie.

W swoich gniazdach, najmniejszych jednostkach organizacyjnych Legionu, żelaznogwardziści dużo czasu poświęcali na modlitwę i post. Spójrzmy na plan spotkań obowiązujący każde gniazdo: każde spotkanie zaczynało się od modlitwy i wspomnienia o towarzyszach poległych za Legion. Również na spotkaniach formacyjnych podkreślano konieczność rozwoju duchowego członków Legionu, poświęcano dużo uwagi odrodzeniu moralnemu członków Legionu, a przez to i całego narodu rumuńskiego.

Odrodzenie moralne wiązało się z legionową koncepcją omul nou, nowego człowieka. Sam wyraz brzmi znajomo: w XX wieku nowy człowiek był kształtowany w Związku Radzieckim przez bolszewików i w Trzeciej Rzeszy. Z jednej strony uderzające podobieństwo w nazwie, lecz właśnie na nazwie wszelkie podobieństwa się kończą.

Legionowy omul nou jest nowym człowiekiem z listu św. Pawła do Kolossan: „Nie kłamcie jedni drugim: zwlókłszy z siebie starego człowieka z uczynkami jego, a oblókłszy nowego tego, który się odnawia w poznanie podług wyobrażenia tego, który go stworzył”. Nowy człowiek Legionu miał być człowiekiem odnowionym wewnętrznie przez wiarę, gotowym walczyć bez względu na wszystko za Boga i naród (właśnie w takim porządku, jak śpiewała legionowa młodzieżówka: „Za Krzyż Święty i za Ojczyznę bronimy puszczy i zdobywamy szczyty”).

Nowy człowiek ma rozwijać w sobie cechy heroiczne, by prowadzić walkę przeciwko wrogom. Walka ta miała wymiar nie tylko materialny, ale i duchowy: nowy człowiek powinien walczyć przeciwko własnej upadłej naturze i przeciwko siłom zła. Walka materialna jest ściśle powiązana z walką duchową, pierwsze jest skutkiem tej drugiej. Jest to również przesłanie dla nas: siłę do naszej codziennej walki powinniśmy czerpać z naszej wiary.

W naszej działalności musimy codziennie krzyżować siebie dla dobra naszej Ojczyzny. Praca na rzecz narodu wymaga wyrzeczeń – poświęcamy swoje siły, swój czas, swoje przyjemności w imię idei. Każdy wykonuje tę pracę według własnych możliwości i zdolności, w różnych miejscach. Każdy na swój sposób musi się przykładać do budowy wielkości własnego narodu.

Sam Kapitan tłumaczy nam różnice między Ruchem Legionowym, a faszyzmem czy narodowym socjalizmem:

„Faszyzm skupia się na formie zewnętrznej, czyli na ustroju państwa; narodowy socjalizm zajmuje się głównie ciałem, czyli kwestią rasową; natomiast legionaryzm zajmuje się czymś o wiele głębszym – duszą, czyli wzmacnianiem się poprzez kultywowanie cnót chrześcijańskich i przygotowywaniem się do ostatecznego zbawienia, zbawienia, udzielanego przez Kościół”.

W swoich zapiskach z więzienia Kapitan pisał, że głównym celem Ruchu Legionowego był rozwój w duszy człowieka dwóch rzeczy: cnót ascetycznych i etyki heroicznej. W końcu sam baron Evola, inny patron skrajnej prawicy, był pod wrażeniem Capitanula. Julius Evola po spotkaniu z Kapitanem w Zielonym Domu (tak się nazywała główna siedziba Legionu), które zostało zorganizowane przez Mirceę Eliadego, poprosił Codreanu o pamiątkę. Kapitan dał mu w prezencie opaskę z symbolem swojego ruchu. Na pytanie Evoli: co znaczy ten symbol, Kapitan się uśmiechnął i odparł, że ma nadzieję, iż kratę więzienną. Kilka miesięcy później jego słowa się ziściły.

Jednym z aspektów, którymi straszy nas demoliberalna propaganda, kiedy chodzi o Kapitana, jest kult śmierci i męczeństwa. Nie ma się co temu dziwić: każdy z nich boi się o własną skórę, największą wartością dla nich jest wygodne życie doczesne, a wartość człowieka jest mierzona wielkością konsumpcji. Dzisiejszy świat nie jest w stanie zrozumieć, jak ktoś może dobrowolnie pójść na śmierć w imię swoich ideałów, narodu, ojczyzny i Boga.

Dla legionistów śmierć nie była bynajmniej czymś strasznym, przecież każdy z nich wiedział, że życie doczesne jest zaledwie jedną chwilą. Odwrotnie – śmierć była dla legionistów „najdroższą oblubienicą” i każdy chciał „wraz z Kapitanem radośnie się poświęcić”.

Są znane przypadki, jak legioniści po wymierzeniu sprawiedliwości kolejnemu draniowi (jak na przykład jednemu z oprawców Kapitana, ministrowi Calinescu) sami poddawali się policji. Legionista wiedział, że jego życie jest w rękach Boskich i nawet śmierć jest wyrazem Jego woli. Dlatego członkowie ruchu ochoczo składali ofiarę swojego życia, by z niebios wspierać swoich towarzyszy.

Również Kapitan poniósł męczeńską śmierć. Mimo że jego ciało zostało zabite, jego ducha nikt nie mógł zabić. Kapitan patrzy na nas dziś z niebios. I jednak – jest nadal obecny. A więc w tym dniu warto powtórzyć stary legionowy okrzyk

Căpitanul Codreanu – Prezent!
Kapitan Codreanu – Jest wśród nas!

Eugeniusz Onufryjuk
http://xportal.pl

Komentarzy 5 to “Dziedzictwo Căpitanula”

  1. bryś said

    Kiedy protesty nie przynoszą skutków i rumuński parlament przegłosowuje przyznanie Żydom praw, Codreanu wraz z grupą towarzyszy postanowił „w akcie desperacji” zabić sześciu ministrów, którzy w ich opinii zdradzili Rumunię, a także wybranych żydowskich przedsiębiorców, rabinów oraz dziennikarzy. – za wiki.

  2. Ryotaro said

    Jak to wyglądałoby u nas? Codreanu pisarstwo wysokiej próby, autentyczne. Jedno bowiem jest pewne- oni (tacy jak daniels, morawiecki z adoptowanymi dla public relations dziećmi czy agent kościnski: wreszcie sam Jarek) się nie zatrzymają, nie przestaną działać tak jak działają; dopóty nie uczynią z Rzeczypospolitej drugiej Szwecji, drugiej Wielkiej Brytanii albo Stanów Zjednoczonych. Biedę już mamy, brakuje jeszcze tylko homoseksualistów, nastoletnich drag queen i ubogacenia rasowego na prowincji.

    BRAKUJE?
    Zgubił Pan okulary?
    Admin

  3. Codreanu był częściowo polskiego pochodzenia…jego ojciec pierwotnie nazywał się Jan Zeleński…dopiero pózniej zmienił nazwisko na Codreanu…Matka natomiast była Niemką(z.d.Brunner)

  4. revers said

    wszystko jest na miejscu tylko inaczej podane na zerowisko koszernych hien zydowskich , to chrzecianie z eryteji, to adwent dla homoseksualistoow

    to media, film, sztuka koszernych artychow.

  5. „No white country…”

    .http://incogman.net/2014/04/no-white-country-is-safe-from-jew-rats/#

Sorry, the comment form is closed at this time.