Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (64 – …
    I*** o Instytut Rodła we Wrocław…
    Katarzyna T o Wolne tematy (64 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (64 – …
    I*** o Duchowa przestrzeń Polski?
    wanderer o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Sebastian o Facet o ksywce „Margot”
    wanderer o Wolne tematy (64 – …
    Antares o Wolne tematy (64 – …
    Piskorz o Duchowa przestrzeń Polski?
    Boydar o Instytut Rodła we Wrocław…
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    revers o Segregacja pacjentów. Koronawi…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Czy zamach na Franza Kutscherę był w interesie Abwehry? Sensacje z Generalnego Gubernatorstwa, królestwa Hansa Franka.

Posted by Marucha w dniu 2020-02-07 (Piątek)

Generalne Gubernatorstwo – nielegalne „państwo” utworzone przez Niemców na terenach okupowanej Rzeczpospolitej. Jego dzieje rozciągają się na wszystkie lata wojny – od 1939 do 1945 roku. Polakom ten dziwny administracyjny twór kojarzył się głównie z ulicznymi łapankami, egzekucjami, deportacjami do obozów koncentracyjnych lub na roboty przymusowe, a także z dwoma przegranymi powstaniami.

O godzinie 8:50 w piątek, 28 stycznia 1944 roku, uczestnicy akcji pod dowództwem „Lota” zajęli wyznaczone stanowiska na narożniku Alei Ujazdowskich i ulicy Piusa XI. Czterdzieści minut później zeszli z nich, ponieważ tego dnia generalska limuzyna nie pojawiła się na swej stałej trasie. Akcję odroczono więc do najbliższego wtorku, 1 lutego.

Tego dnia kilka minut po dziewiątej Franz Kutschera wyszedł z budynku w alei Róż i wsiadł do swej limuzyny opel admiral, która natychmiast ruszyła w kierunku niedalekiego gmachu komendantury SS i policji. W najbliższych minutach doszło do zamachu na kata Warszawy, wielokrotnie potem opisywanego, a nawet zrekonstruowanego w kilku filmach, z których najbardziej cenię sobie surowy, czarno-biały Zamach Jerzego Passendorfera z 1958 roku.

Przypomnę wiec tylko, że kierowany przez „Misia” (Michała Issajewicza, który czternaście lat później był konsultantem podczas realizacji filmu Zamach) samochód osobowy marki adler zagrodził drogę limuzynie brigadeführera, doprowadzając do czołowego, ale niegroźnego zderzenia. Gdy oba samochody stanęły, do opla podbiegł „Lot” i z pistoletu maszynowego oddał serię do siedzącego wewnątrz wozu Kutschery i jego kierowcy.

W tym samym momencie przy samochodzie znalazł się „Kruszynka” (Zdzisław Poradzki) i strzelił do wyskakującego z limuzyny kierowcy, a następnie oddał serię do Kutschery. Wówczas ze swego samochodu wybiegł „Miś” i wraz z „Kruszynką” wyciągnęli zakrwawionego, ale dającego jeszcze oznaki życia Kutscherę, do którego tym razem strzelił „Miś”, prawdopodobnie dobijając brigadeführera.

Bodaj najwięcej czasu zajęło zamachowcom szukanie po kieszeniach munduru zabitego jego dokumentów. Tych jednak nie znaleźli. Zabrali więc teczkę Kutschery i jego pistolet.

W tym czasie na skrzyżowaniu Alei Ujazdowskich z ulicą Piusa XI trwała już walka akowców z próbującymi spieszyć na pomoc brigadeführerowi Niemcami. Strzały padały z wielu stron. Uczestników akcji miał wspomóc granatami „Ali” (Stanisław Huskowski), który był zastępcą „Lota”. Jednak „Ali” zmagał się z zamkami teczki z granatami, nie mogąc jej otworzyć. Jak później ustalono, gdy „Lot” otrzymał postrzał w brzuch, „Ali” powinien był go zastąpić. Tymczasem coraz bardziej zdenerwowany Huskowski pobiegł w kierunku samochodu opel kapitän kierowanego przez „Bruna” (Bronisława Hellwiga) i nie wykonał tego, czego ze względu na odniesione obrażenia nie mógł zrobić „Lot”.

„Ali” powinien ogłosić, że akcja jest zakończona i należy zajmować miejsca w samochodach. „W momencie odskoku od samochodu Kutschery został ranny w głowę »Miś«, któremu krew zalewała twarz. Akcja przedłużała się ponad potrzebę, walka z obu stron trwała. Do ostrzału włączyli się już Niemcy z budynku położonego przy Szopena. […] Rozkazu zakończenia akcji nie było, ranni wycofywali się o własnych siłach, a za nimi reszta. Samochody ruszyły. Zaczęło się wycofywanie, czyli odskok z miejsca akcji” – pisał Piotr Stachiewicz w wydanej w 1982 roku książce Akcja „Kutschera”.

„Ali” w raporcie przedstawionym po akcji twierdził, że obok teczki z granatami miał jeszcze pistolet parabellum i kontynuował walkę, ale o tym milczą inne relacje.

Obok „Misia” ranny został też „Olbrzym” (Henryk Humięcki), a ciężkie rany odnieśli i wkrótce potem zmarli „Lot” i „Cichy” (Marian Senger), zaś dwaj inni uczestnicy akcji, „Sokół” (Kazimierz Scott) i „Juno” (Zbigniew Gęsicki), próbując – wbrew rozkazowi „Lota” – doprowadzić samochód do znanego im garażu, na moście Kierbedzia natknęli się na kordon Niemców. Skoczyli więc do Wisły i w jej nurtach zginęli, zastrzeleni przez żandarmów.

Wśród setek programów kinowych, które zbierałem w dzieciństwie, zachował się i ten ze wspomnianego filmu Zamach. W tekście omawiającym ów obraz można przeczytać:

„1 lutego 1944 do samochodu Kutschery mierzą z pistoletów maszynowych ludzie z konspiracji. A potem zaczyna się gehenna rannych, okrwawionych chłopców, błąkających się od szpitala do szpitala po ulicach pełnych szarozielonych mundurów ze znakami SS.

To wszystko ujrzymy w filmie. Chociaż niezupełnie… Film nie jest wierną relacją, dokładnym sprawozdaniem o historycznych wypadkach. Tak więc słowo »odtworzenie« nie jest w pełni adekwatne, gdy mowa o Zamachu. To chyba dobrze. Zajmowanie się autentycznymi detalami akcji, skrupulatne liczenie się z prawdą historyczną aż do prawdziwych pseudonimów zamachowców włącznie – jest zadaniem historyka.

Historia raz już stworzyła fabułę – zadaniem ambitnego twórcy nie jest niewolnicze kopiowanie”. I konkludując, anonimowy autor tekstu zamieszczonego w programie stawia widzom siedzącym w kinie i czekającym na projekcję Zamachu ważne pytania: „Czy akcja, która pociągnęła za sobą takie ofiary, była potrzebna? Czy był to jeszcze jeden objaw typowego hurra-bohaterstwa, nieprzemyślane szafowanie krwią? A może wyczyn nie poszedł na marne, może dodał zmęczonemu okupacją społeczeństwu ducha odwagi, nadziei, może pokazał, że żadna zbrodnia bezkarnie nie uchodzi?”.

Wróćmy jednak do 1 lutego 1944 roku. Gdy z miejsca akcji wycofali się zamachowcy, do stojących na środku Alei Ujazdowskich samochodów podbiegło kilku Niemców, wśród których był lekarz. On mógł już tylko stwierdzić, że brigadeführer zmarł od kilku strzałów w głowę i pierś. Później Niemcy rozpuścili pogłoskę, że miał jeszcze zmiażdżoną kolbą od rewolweru twarz, co nie było prawdą. Nie można jednak wykluczyć, że podczas wyciągania trupa Kutschery z samochodu nie mogło nastąpić jakieś mechaniczne uszkodzenie twarzy. Kierowca samochodu dowódcy SS i policji również leżał na ulicy. Był tylko lekko ranny i tuż po postrzeleniu na tyle przytomny, że padł na bruk udając zabitego, co prawdopodobnie uratowało mu życie.

Oprócz Kutschery zamachowcy śmiertelnie postrzelili – wliczając do akcji w Alejach Ujazdowskich również strzelaninę na moście Kierbedzia – pięciu innych Niemców, a dziewięciu ranili. Nie, tego okupant się nie spodziewał.

Kilka godzin po zamachu, w Krakowie na Wawelu zabrał głos wyższy dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie i jednocześnie sekretarz stanu do spraw bezpieczeństwa w rządzie GG obergruppenführer SS Wilhelm Koppe.

„Nacjonaliści [czyli AK i inne organizacje konspiracyjne podporządkowane rządowi RP w Londynie – przyp. L. A.] skupili teraz swą główną uwagę na czołowych osobistościach SS i policji, gdyż uważają ich za inicjatorów zaostrzonego kursu. Niemcy nieustannie popełniają błędy. Gdy ruch oporu na podstawie swych obserwacji ustali, którędy zwykle przejeżdża upatrzony funkcjonariusz, przeprowadzenie udanego zamachu nie przedstawia już najmniejszej trudności” – mówił Koppe i postulował, by – jak się wyraził – czołowe osobistości nie jeździły stale tą samą drogą.

Sam też wybrał kilka alternatywnych tras dojazdu z Wawelu, gdzie mieszał, do siedziby rządu GG, gdzie urzędował. A mimo to niemal ta sama grupa zamachowców, którzy wykonali wyrok na Kutscherze, pięć miesięcy później na ulicach Krakowa czekać będzie na Koppego…

W odwecie za śmierć dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski Niemcy w publicznych egzekucjach rozstrzelali około 200 Polaków i nałożyli na Warszawę i gminy podmiejskie 100 milionów złotych kontrybucji.

W piątek, 4 lutego 1944 roku, z setek mieszkań w centrum Warszawy Niemcy na kilka godzin wypędzili polskich mieszkańców. Alejami Ujazdowskimi, placem Trzech Krzyży, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem do Deutsches Haus (Domu Niemieckiego, obecnie Pałacu Prezydenckiego) przeszedł kondukt żałobny. Na lawecie armatniej, ciągnionej przez szóstkę koni, jechała trumna z ciałem Franza Kutschery, przykryta flagą z runicznymi znakami SS. Obok szli wysocy rangą oficerowie SS, a w kondukcie kroczyły poczty sztandarowe oraz pododdziały SS i Wehrmachtu, a także liczni dygnitarze różnych szczebli władz hitlerowskich.

„Trumnę – wspominała po latach Teodora Żukowska – ustawiono na parterze, w hallu, wśród sztywnej zieleni laurowych drzewek. Tam Niemcy oddawali oficjalnie ostatni hołd swemu dygnitarzowi, który w przeciągu kilku miesięcy potrafił sobie zarobić na wyrok śmierci Polski Podziemnej. Stałam wśród innych w półmroku, przypatrując się ponuremu widowisku. Cóż mogłam w tej chwili czuć innego jak satysfakcję? Jakież nieludzkie to były czasy! Wesele przepadło, ale ślub się odbył! Obok katafalku stanęła oblubienica z oznakami zaawansowanej ciąży. Urządzono tę niezwykłą ceremonię po to, aby nienarodzone jeszcze dziecko mogło otrzymać nazwisko ojca, który zasłużył sobie na miano kata Warszawy”.

Z Deutsches Haus kondukt Wybrzeżem Kościuszkowskim dotarł do Dworca Gdańskiego, gdzie trumnę załadowano do specjalnego wagonu, którym zwłoki Kutschery przewieziono do Berlina.
>https://www.youtube.com/watch?v=u5JExSVV9Bk&feature=emb_err_watch_on_yt
[Obejrzyj bezpośrednio na Youtube – admin]

Na początku lat 90. XX wieku wychodzący wówczas w Poznaniu tygodnik „Wprost” zamieścił artykuł Podziemie w sieci autorstwa 38-letniego historyka niemieckiego Michaela Foedrowitza. Napisał on miedzy innymi:

„Zamach na Franza Kutscherę 1 lutego 1944 roku miał prawdopodobnie wymiar polityczny. Ten plan podziemia znany był dobrze Abwehrze [niemieckiemu wywiadowi i kontrwywiadowi wojskowemu – przyp. L. A.], ale nie uczyniła ona z tej wiedzy żadnego użytku. Może na rękę było jej osłabienie SS? A może Niemcy poświęcili Kutscherę, aby utorować sobie drogę do ważnych rozmów z Polakami? Czy śmierć kata Warszawy była ceną, jakiej żądała strona polska?”.

Foedrowitz studiował historię współczesną na Uniwersytecie w Hanowerze, a napisaną w Londynie pracę magisterską poświęcił żydowskiemu ruchowi oporu na okupowanych ziemiach polskich. Dała ona początek jego zainteresowaniom dotyczącym działalności niemieckich sił bezpieczeństwa i sił porządkowych Generalnego Gubernatorstwa w walce z polskim ruchem oporu.

Foedrowitz znał więc temat, a mimo to jak sępy „rzucili” się na niego znani na początku lat 90. historycy polscy, że rzuca oskarżenia nie przedstawiając żadnych dowodów. Albo – jak pisał profesor Tomasz Szarota z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk – Foedrowitz za prawdę uznał poszlaki, przypuszczenia czy wymagające dopiero udowodnienia hipotezy. Szarota zakwestionował zwłaszcza „ustne i pisemne relacje gestapowców, składane po kilkudziesięciu latach samemu Foedrowitzowi”.

Niemiecki historyk spokojnie odpowiedział swym adwersarzom, że dysponuje nie hipotezami, ale dowodami.

„Jeżeli zamach na Franza Kutscherę – pisał – przez całe dziesięciolecia przedstawiany jest jako doskonale od strony organizacyjnej przygotowany, bohaterski czyn polskiego podziemia, a ja znajduję i ujawniam dokument na wcześniejszą znajomość planu tego zamachu przez Abwehrę, to musi to skłonić do istotnych przewartościowań. Oczywiście, można się spierać, czy moje przypuszczenia […] nie idą zbyt daleko, ale fakt przecież pozostaje faktem”.

Wydaje mi się, że rzeczywiście niektóre przypuszczenia Foedrowitza szły zbyt daleko i nie wytrzymały próby czasu. Wielu jego hipotez nie da się już udowodnić, co wcale nie świadczy, że zostały one wymyślone.

Pytanie, które nas tu interesuje, powinno brzmieć: czy Abwehra mogła znać akowski plan zamachu na Kutscherę? Mogła. Jest bowiem faktem historycznym, że na szczytach hitlerowskich służb specjalnych, między kierowaną przez admirała Wilhelma Canarisa Abwehrą a SS Heinricha Himmlera trwała zacięta walka konkurencyjna.

W lutym 1944 roku, a więc krótko po zamachu na Kutscherę, ale bez żadnego z tym związku, Canarisa zwolniono z zajmowanego stanowiska i wysłano na emeryturę, a najważniejsze wydziały Abwehry podporządkowano człowiekowi Himmlera – brigadeführerowi SS i generałowi majorowi Waffen SS Walterowi Schellenbergowi. Jednocześnie pozostawiono go na stanowisku szefa Urzędu VI (wywiad zewnętrzny) Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy.

Gdy wyszło na jaw, że Canaris od lat ściśle współpracował z ludźmi, którzy 20 lipca 1944 roku wysłali pułkownika Clausa von Stauffenberga z ukrytą w teczce bombą do „Wilczego Szańca”, by w zamachu zabił Hitlera, tenże Schellenberg aresztował Canarisa. Były szef wywiadu i kontrwywiadu wojskowego nie przeżył wojny. Na osobiste polecenie Hitlera 9 kwietnia 1945 roku zamordowano go w obozie koncentracyjnym Flossenbürg. W zaświaty zabrał on wiele tajemnic Wielkoniemieckiej Rzeszy.

Jeśli Abwehra rzeczywiście poznała plan zabicia Kutschery przez Armię Krajową, to Canaris i wtajemniczeni oficerowie mogli tę wiedzę zachować dla siebie i spokojnie obserwować, czy żołnierzom Polski Podziemnej uda się unicestwić groźnego także i dla nich generała SS. Bez odpowiedzi pozostaje tylko pytanie, w jaki sposób Abwehra poznała tajny wszak plan zamachu na kata Warszawy? Mówiąc wprost: kto zdradził?

W KRÓLESTWIE HANSA FRANKA. Sensacje z Generalnego Gubernatorstwa, Leszek Adamczewski, Wyd. Replika, Zakrzewo 2018. Książkę można nabyć tutaj:
>https://replika.eu/tytul/w-krolestwie-hansa-franka-sensacje-z-generalnego-gubernatorstwa/.

Generalne Gubernatorstwo – nielegalne „państwo” utworzone przez Niemców na terenach okupowanej Rzeczpospolitej. Jego dzieje rozciągają się na wszystkie lata wojny – od 1939 do 1945 roku. Polakom ten dziwny administracyjny twór kojarzył się głównie z ulicznymi łapankami, egzekucjami, deportacjami do obozów koncentracyjnych lub na roboty przymusowe, a także z dwoma przegranymi powstaniami.

Nie pomijając tych tragedii, autor pokazuje także nieco inne oblicze Generalnego Gubernatorstwa: od losów skarbów kultury po testy z rakietami V-2.

Adamczewski prowadzi czytelników na tajne narady dygnitarzy hitlerowskich, zagląda za kulisy przygotowań do zamachów Armii Krajowej na Franza Kutscherę oraz Hansa Franka i Wilhelma Koppego. Odwiedza schrony dwóch kwater Führera zbudowanych w Generalnym Gubernatorstwie. Próbuje także ustalić, czy Adolf Hitler mógł gościć w klasztorze jasnogórskim w Częstochowie.

Leszek Adamczewski – poznański pisarz i dziennikarz, urodzony w 1948 roku w Szczecinie. Absolwent Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracę dziennikarską rozpoczął już na studiach.

Autor prawie trzydziestu książek o zagadkowych i tajemniczych wydarzeniach z lat drugiej wojny światowej, w tym o losach skarbów kultury. Od 2009 roku współpracuje z Wydawnictwem Replika. Utrzymana w charakterystycznym dla Adamczewskiego stylu książka W królestwie Hansa Franka jest pierwszą w jego dorobku w całości poświęconą Generalnemu Gubernatorstwu.

https://niezlomni.com/

Komentarzy 15 do “Czy zamach na Franza Kutscherę był w interesie Abwehry? Sensacje z Generalnego Gubernatorstwa, królestwa Hansa Franka.”

  1. Sarmata said

    To gdzie te dowody na to, że ten plan podziemia znany był dobrze Abwehrze, Adamczewski?

    Gdzie dowody, że tych dowodów nie ma, Sarmata?
    Admin

  2. jok said

    Niewykluczone, że coś jest na rzeczy z tą „wiedzą Abw o zamachu” i kogoś w Berlinie to zdenerwowało, bo niedługo po zamachu na Kutsc, długo przed zamachem na Adolfa:
    „18 lutego 1944 roku Adolf Hitler podpisał dekret powołujący do życia jednolitą niemiecką służbę wywiadowczą, podporządkowaną Reichsführerowi-SS, Heinrichowi Himmlerowi. Wywiad wojskowy został wcielony do Sicherheitsdienst jako Amt Mil, zaś Canaris został zdymisjonowany.”
    Jeżeli Kloss nie przeszedł do jakiegoś wywiadu wojskowego frontowego, armijnego, dywizyjnego – a chyba przeszedł, bo w ostatnich odcinkach „służył” przy jakichś sztabach korpusu, dywizji – to by znaczyło, że był jakiś czas esesmanem….:)

  3. AlexSailor said

    @Marucha

    Z tego co wiem, to AK (z wyjątkiem NSZ) była rozpracowana przez Abwerę całkowicie. wiedzieli wszystko, a prawdopodobnie nawet realizowali swoje projekty przy pomocy.
    Nie chcę za dużo pisać, ale wiadomo o co chodzi.
    Proszę sobie przypomnieć choćby Mackiewicza, najwybitniejszego polskiego pisarza epoki chyba, którego wyrokiem sadu AK miało zgładzić.
    Ocalał cudem, gdyż wyrok do wykonania dostał Piasecki, z którym się znali i po prostu OLAŁ GO.
    (Ilu takich, jak Mackiewicz zostało po prostu zamordowanych przez karnych egzekutorów?).
    A mógł olać, bo formalnie nie był zaprzysiężony (o ile wiem) – jaki burdel.
    Zresztą Piasecki opisał działanie AK w Wilnie w swoich książkach – warto przeczytać.
    Dwudziestoletni konspiratorzy „umundurowani” w cywilnych ciuchach tak, że każdy wiedział (z wyjątkiem Niemców?), że z podziemia.
    Królowie życia (skąd pieniądze?) bawiący się z wianuszkiem dziewuch do koła, a jak przyszło wykonać wyrok, to nie mieli czym, nie mieli jak, a tak w ogóle, to czasu też nie mieli i zlecili Piaseckiemu.
    Oczywiście to tylko książka, ale mogło być znacznie gorzej niż napisał.

    Dalej.
    Proszę zauważyć, że dobry strzelec wyborowy trafia w cel z odległości 1000-1500m, (dziś spokojnie 3 km jest w stanie).
    Nie ma, na prawdę nie ma przed nim żadnej obrony.
    No może da się Putina lub Trampa w pewnym stopniu ochronić, ale nic więcej.
    Proszę przejść się po mieście i sprawdzić, z jak wielu miejsc może paść atak już przy 300-500m.
    Nie da się temu zapobiec.

    Zatem kwestia taka jest.
    Skoro AK i PSZ na Zachodzie, oraz Rząd Londyński, dysponowały tak wielkimi zasobami, to dlaczego
    nie przeprowadzili akcji odwetowych za mordy na Polakach, w szczególności, dlaczego nie wybili całego
    przywództwa NSDAP, gdzie może tylko Hitler miał jakieś szanse uratowanie się.
    Dlaczego nie likwidowali zbrodniarzy w okupowanej Polsce metodycznie i systematycznie razem z rodzinami.
    Dlaczego w końcu nie zastosowali dywersji wobec ludności przeciwnika na jego terenie mając tam bodajże 3 miliony wywiezionych na roboty, itp.
    Przecież w sytuacji, gdy oddziały dowodzone przez Niemców mordowały Wolę, paliły Warszawę, można było wytłuc, spalić, skazić ćwierć Berlina, Hamburga, Monachium czy Frankfurtu, a najlepiej razem.
    Niemcy nie mieli już ani sił, ani środków na większe zbrodnie niż popełniali.

    Ba, wydaje się, że Niemcy zdawali sobie z tego sprawę, stad dowódcy niemieccy często hamowali zaplanowane i zlecone przez przywództwo polityczne zbrodnie wobec ludności polskiej, jak choćby Bach-Zalewski.
    Nawet dostarczali broń ludności polskiej na wschodzie przeciw banderowcom, co wściekało AK.

    Analizując fakty, coraz częściej przebija się myśl, że to wszystko od 1917r. do 2020, to jakaś ustawka realizowana mniej lub bardziej.

  4. wnikliwymokiem said

    3. AlexSailor

    Mnie, lata temu licealiście, po obejrzeniu „Zamachu” trudno było zrozumieć tak frajersko przeprowadzoną akcję ( zakładałem, że film oddawał real ). Po głowie mi też chodziło dlaczego, mając na uwadze swoje bezpieczeństwo ( i niewykrywalność sprawców ) cichaczem nie likwidowano wysokich rangą a upatrzonych Niemców – siejąc wśród nich strach ( za jednego Polaka 10-ciu takich oficerów ). Nie sądzę aby nie można było tego zorganizować w ramach AK … czyżby AK to tylko zgrabnie spreparowany i propagandowo rozdmuchany mit ? Wiele spraw mi nie gra.

  5. Waldi said

    ad.
    AlexSailor said

    Cenna instrukcja, myślę że zostanie rozważona

    Proszę zauważyć, że dobry strzelec wyborowy trafia w cel z odległości 1000-1500m, (dziś spokojnie 3 km jest w stanie).
    Nie ma, na prawdę nie ma przed nim żadnej obrony.
    No może da się Putina lub Trampa w pewnym stopniu ochronić, ale nic więcej.
    Proszę przejść się po mieście i sprawdzić, z jak wielu miejsc może paść atak już przy 300-500m.
    Nie da się temu zapobiec.

    ————
    Panie Waldi, filmów się Pan naoglądał…
    Admin

  6. Dictum said

    Abwehra wiedziała wszystko o AK, a Hitler nie wiedział nic o holokauście.

  7. plausi said

    Trudno się nie uśmiechnąć czytając:

    „Wielu jego hipotez nie da się już udowodnić, co wcale nie świadczy, że zostały one wymyślone.”

    To zdanie ubawiło nas setnie, bowiem

    Każda hipoteza została wymyślona. Hipoteza jest bowiem zawsze czyimś wymysłem, to czyni każda tzw. nauka, tyle, że nauka sprawdza hipotezy i uznaje je za prawdopodobne lub nie, propaganda ma zupełnie inny stosunek do hipotez.

    Wracając jednak do tematu, czy jest możliwe, że służby III Rzeszy wiedziały o przygotowaniu zamachu na Kutscherę czy wywołaniu powstania w Warszawie w 1944. r. ?

    Uważniejszy czytelnik najnowszej historii Polski zauważył, że polskie służby dość gładko zmieniły strony i przeszły spod kurateli sowieckiej pod kuratelę wywiadu USA i innych krajów Zachodu. Powstanie pod ich ostrym okiem inwigilacji takiego masowego ruchu jak NSZZ „S” nie odbyło się przecie też bez ich przynajmniej pełnego respektu tolerowania, jeśli nawet obrazoburczy udział odrzucimy:

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/kolonia-usa/

    znany burzyciel mitów Michalkiewicz utrzymuje nawet, że służby te „przeszły w szyku zwartym” na służbę wywiadów Zachodu. Jak to było możliwe ?

    Ano tak, że te wszystkie wrogie służby zawsze utrzymują ze sobą dyskretne kontakty i są sobie wrogie w filmach Hollywood, ale w rzeczywistości nie tylko kontaktują się ale współpracują ze sobą, bo to ułatwia niebywale prowadzenie ich działalności, która zawsze jest wymierzona przeciwko własnej ludności, no bo służby żyją z jej eksploatacji. Służby krajowe są znakomicie poinformowane kto pracuje dla Mossadu, CIA, BND, GRU i.t.p., a już na pewno kto tworzy kręgi kierownicze tych służb. Naturalnie wychowankowie Hollywood i podobnych sprzeciwią się tu, ale im nie jesteśmy w stanie pomóc.

    To co okupant zawsze potrzebuje, dotyczy to nie tylko Polski na początku lat czterdziestych ale również dziś, to siły kierownicze i organizacje, które byłyby w stanie oddziaływać skutecznie na okupowaną ludność, a któż ma więcej kompetencji w tym kierunku, jak nie służby ? Rząd ? Zmiłuj się czytelniku, chyba nie bierzesz poważnie tych kabotynów, których jedynym zadaniem jest przekonać Ciebie, że rządzą. No dobrze, Ty wierzysz, że ci kabotyni z tzw. partii rządzą, nic na to nie poradzimy.

    Naturalnie, że służby III Rzeszy starały się o kontakt z grupami kierowniczymi w okupowanej Polsce a więc AK, bo to ułatwiało im z najróżniejszych względów wykonanie postawionych przed nimi zadań, kontakty czy współpraca z NSZ były ponoć nawet daleko idące. Hipotezę o współpracy służb AK z służbami III Rzeszy należy więc poważnie zweryfikować, a nie zaperzać i odrzucać ją jako niemożliwą. Ileż dziesięcioleci Polacy nawet nie dopuszczali do siebie myśli, że tzw. „holokaust” jest dziełem samych Żydów, a jednak, patrz cykl artykułów w tym forum

    https://marucha.wordpress.com/2013/10/29/kolaboranci-zydowscy-w-czasie-ii-wojny-swiatowej-9/

    Naturalnie wielu żydowskich oszustów a nie ma innych żydów, naszym zdaniem większość, wie o tym doskonale kto i po co zorganizował eliminację nadmiarowego pogłowia w operacji nazwanej po latach „holokaust”

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/#HoloSamo

    ale dyscyplina w tym środowisku i uległość wobec zarządu bezprzykładna, że każdy wolał i woli otrzymać parę okruchów z haraczu nałożonego na Gojów i „trzymać mordę w kubeł”.

    Dlaczego żydzi są oszustami, zapyta czytelnik ? Ano dlatego, że jeśli ktoś się wychwala, że jakiś Bóg uczynił go „wybranym ludem” nie może nie być oszustem. Czy potrzeba lepszego dowodu ? Bóg miałby wybrać sobie jakąś grupę ludzi, i to w dodatku największą swołocz, po co mu to ? Proszę się nad tym poważnie zastanowić, a nawet logicznie pomyśleć, jeśli się uda.

  8. Alina said

    @ Dictum

    O „holokauście” nie wiedzieli nic nawet pracownicy Auschwitz, z wyjątkiem komendanta Rudolfa Hoessa, któremu zapewne w powrocie pamięci pomogły tortury, którym był poddawany.

  9. Boydar said

    Trudno przesądzić, jednak już Starożytne Gumisie wiedziały, że „brak dowodu nie jest dowodem braku”.

    Taki Lublin jest zżydziały w stu dziesięciu procentach. Skąd się une wzióny, jeśli Majdanek był podobno taki wydajny, a góra „prochów” triumfuje nad całą okolicą. I można mieć pewność, że to nie desant z czołgów Krasnej Armii tylko TUTEJSI !!!

  10. PISKORZ said

    re 4 Ci dwaj, którzy zginęli w nurtach Wisły…sami o śmierć się prosili. Mieli prikaz zostawić auto po lewej stronie i dalej….pieszo.! ps Po kiego beja było wyciąganie bandyty z auta i szukanie dokumentów /czas!!/ rozpoczęła się pieriestriełka i rezultaty znamy. A wiązka granatów w auto bandziora , seria długa dla poprawki i chodu z miejsca akcji..!!

  11. Katarzyna T said

    Ad 3.Analizując fakty, coraz częściej przebija się myśl, że to wszystko od 1917r. do 2020, to jakaś ustawka realizowana mniej lub bardziej.(celująco)

  12. Dinozaur said

    1. Wyszkolenie i utrzymanie w stanie używalności snajpera jest w warunkach konspiracji prawie niemożliwe – musi stale strzelać.
    2.Gestapo i Abwehra współpracowały przez całą wojnę z NKWD , głównie oczywiście na tematy polskie .
    Po wybuchu wojny rosyjsko-sowieckiej ośrodek współpracy w Zakopanem rozdzielony został
    na 2 biura- jedno przy ambasadzie rosyjskiej w Sztokholmie , drugie w Trabzon w Turcji nad Morzem Czarnym , nadzorowane przez ambasadora Niemiec von Papena , poprzednika Adolfa jako kanclerza . Ośrodek w Trabzon obsadzony parytatywnie przez powyższe urzędy pracował jeszcze w połowie 1945 roku .
    Jednym z joint ventures NKWD-SD była tzw. Brygada Kamińskiego .

  13. AlexSailor said

    ad 4 @wnikliwymokiem

    No właśnie, dlaczego tak frajersko.
    Dlaczego dzieci rozlepiały idiotyczne plakaty i płaciły za to życiem, a jak na Jersey (bodajże) jakiś tubylec wymalował antyniemiecki napis, to miejscowe władze go wyszukały i wydały Niemcom.
    A jakąkolwiek działalność antyniemiecką traktowano jako przestępstwo wobec rządu angielskiego.

    Zaś Churchill po prostu podpalił okupowana Europę, z Polską w szczególności.
    Te działania miały na celu związanie sił niemieckich bez liczenia się z kosztami wśród tubylców, a
    nie jakąś walkę o niepodległość czy wyzwolenie Polski.
    I warto uczyć się od innych, nie tylko żydów, ale np. Czechów.
    Żadnej niemal antyniemieckiej działalności dywersyjnej nie prowadzili, a mimo to brytole
    spuścili im na spadochronie dywersanta, który zabił niemieckiego oficjela.
    I o dziwo Niemcy podjęli swoją rolę i rozstrzelali Czechów z oczekiwaniami Brytoli, żeby zrobić tam jak w Polsce.
    Ale Czesi olali sprawę i dopiero pod sam koniec wojny zaczęli Niemcom szkodzić.
    Słowacy zaś dali się nabrać na Powstanie Słowackie, które i tak było 1000 razy sensowniejsze niż Warszawskie.

    A przecież wystarczyło właśnie bez rozgłosu, żeby Niemców nie zmuszać do odwetu, eliminować ich szychy jednego po drugim.
    Przekaz by dotarł, a nie musieliby ze względów prestiżowych i dla zastraszenia ludności brać odwetu nakręcającego wzajemne wyżynanie się.

  14. Birton said

    „żydowski ruch oporu na okupowanych ziemiach polskich” – bezczelny i nieprawdopodobny wymysł;
    a może AK, GL i BCh były żydowskie? wtedy – pardon

  15. Zerohero said

    @AlexSailor

    Proszę zauważyć, że dobry strzelec wyborowy trafia w cel z odległości 1000-1500m, (dziś spokojnie 3 km jest w stanie).
    Nie ma, na prawdę nie ma przed nim żadnej obrony.

    (…)

    Skoro AK i PSZ na Zachodzie, oraz Rząd Londyński, dysponowały tak wielkimi zasobami, to dlaczego
    nie przeprowadzili akcji odwetowych za mordy na Polakach, w szczególności, dlaczego nie wybili całego
    przywództwa NSDAP, gdzie może tylko Hitler miał jakieś szanse uratowanie się.
    Dlaczego nie likwidowali zbrodniarzy w okupowanej Polsce metodycznie i systematycznie razem z rodzinami.

    Ziarno prawdy w tym jest, ale jednak Pan się mocno zapędził. Próbuję sobie wyobrazić te polskie Terminatory jadące z misją do Berlina i jakoś nie potrafię.

Sorry, the comment form is closed at this time.