Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    If o Magyar Nemzet: Rosjanie ostrze…
    Yagiel o Wolne tematy (59 – …
    corintians o Kim jest człowiek niezaszczepi…
    niepostepowyoszolom o Wybór należy do Polski
    corintians o Pogarsza się sytuacja na rynku…
    niepostepowyoszolom o Kim jest człowiek niezaszczepi…
    Jack Ravenno o Prof. Bogusław Paź: Prezenty m…
    Jack Ravenno o Kim jest człowiek niezaszczepi…
    Olo o Pogarsza się sytuacja na rynku…
    UZA o Wybór należy do Polski
    Zenon_K o Kto rządzi światem?
    niepostepowyoszolom o Endlösung dla nieszczepionych”…
    osoba prywatna o Wolne tematy (59 – …
    Krzysztof M o O szkodliwości demokracji…
    kontra o Wolne tematy (59 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 617 obserwujących.

Ludzie najczęściej odchodzą w nocy

Posted by Marucha w dniu 2020-02-14 (Piątek)

Pamiętam swoje umieranie. Tunel, przez który szedłem, światło na końcu. Było jasne i nie oślepiało – mówi ksiądz Adam Trzaska, który przeżył śmierć kliniczną, a w krakowskim Hospicjum św. Łazarza pomógł przejść na drugą stronę dziewięciu tysiącom ludzi.

W hospicjum są 43 łóżka, każdego roku umiera na nich nawet 500 pacjentów. Ksiądz pracuje tutaj blisko 19 lat. – Mam wrażenie, że raz Bóg dał mi cud, aby pokazać, że to, co tutaj robię, ma sens – wyznaje.

Opowiada także o nadziei, która pozwala mu zachować siłę w ciężkich momentach.

11 lutego, obchodzimy Światowy Dzień Chorego. Święto to ustanowił Jan Paweł II.

Dawid Serafin: Śmierci nie ma?

Ksiądz Adam Trzaska: Jest.

Ale przecież chcemy wierzyć, że będziemy żyli wiecznie.

Można próbować uciec od śmierci. Nie chcemy w życiu się zatrzymać i pomyśleć o tym, że to nas kiedyś dotknie. Podświadomie czujemy, że to jest nasz los, ale nie chcemy się z tym skonfrontować.

Chyba po prostu nie wiemy jak.

Pamiętam parafię, w której ksiądz proboszcz miał w zwyczaju po zakończonym pogrzebie zwracać się do zebranych na cmentarzu. Mówił im: a teraz pomódlmy się za tego, którego pierwszego z nas Pan Bóg powoła. I pamiętam bunt ludzi, którzy nie chcieli takiej modlitwy.

Nie potrafimy o śmierci słuchać?

Na pewno się śmierci boimy. To jest coś, czego nikt z nas namacalnie nie przeżył. Nawet jeśli jesteśmy z nią oswojeni czy potrafimy sobie wiele rzeczy wyjaśnić, to wciąż jest wiele znaków zapytania. Myślę, że stąd ten lęk.

Jak ksiądz o niej opowiada?

Nie chcę mówić w sposób skomplikowany. Naukowym językiem tego nie opowiemy. Śmierć jest bardzo prosta, normalna i ludzka. Dlatego mówię to, co czuję i czego doświadczyłem. Do mnie przemawiają konkretne momenty z życia ludzi, którzy tutaj trafili.

„Ratujcie, tu są diabły i chcą mnie porwać”

Jakie to momenty?

Był człowiek, który leżał na łóżku i mówił: ratujcie, tu są diabły i chcą mnie porwać. Zapytałem panią doktor, czy to mogą być omamy lub halucynacje po zażyciu leków. Ona powiedziała, że nie. I podchodzę do tego człowieka, który odganiał diabły. Modlę się nad nim. Raz jeszcze udzielam sakramentu namaszczenia. Ten mężczyzna po skończonych modlitwach mówi delikatnie do swojej żony i dwóch córek: o, diabły już poszły. I umiera. Spokojnie. To robi wrażenie na człowieku. Ma się poczucie, że uczestniczy w czymś niezwykłym. W czymś, czego nie widzimy oczami.

Hospicjum to brama do innej rzeczywistości?

To miejsce, gdzie w odchodzącym człowieku niebo styka się z ziemią.

Pamięta ksiądz choć ułamek tych odchodzących ludzi, którym towarzyszył?

Bardzo wielu. W taki geograficzny sposób. Wiem, na którym oddziale leżeli, w której sali, na którym łóżku. Pamiętam historie ich życia.

Raczej ostatni akt tych historii.

Ale każda z osób, które do nas trafiają, potrafi mi powiedzieć, co było wcześniej. Jedna więcej, a inna mniej. Człowiek niesie ze sobą historię swojego życia. Tych opowieści nie można ze sobą porównać.

Można za to policzyć. Przez blisko 19 lat uzbierało się u księdza ok. 9 tys. tych historii. Można się do nich przyzwyczaić?

Każdy człowiek jest dla nas kimś innym. Tak samo jak każde umieranie jest inne. Niby dzieje się to samo, człowiek odchodzi. Jednak za każdym razem jest inaczej. Inny jest grymas twarzy, inne dolegliwości, inni ludzie przy łóżku umierającego. Do tego nie da się przyzwyczaić.

Kiedy ksiądz po raz pierwszy zetknął się ze śmiercią w swoim życiu?

Pamiętam śmierć mojego dziadka, który odszedł w 1985 r. Dla niego ważne były niedzielne nieszpory i koronka do Bożego Miłosierdzia. Umarł w niedzielę o godzinie 15. Pamiętam też swoje umieranie. Jako uczeń pierwszej klasy szkoły podstawowej zostałem potrącony przez samochód. Do dziś mam ślady po szyciu na głowie. W seminarium przeżyłem zatrucie tlenkiem węgla i śmierć kliniczną.

Było pytanie: dlaczego żyję?

Nie zastanawiałem się, szybko stało się to czymś normalnym. Pamiętam jednak, że zatrułem się o godzinie 8, a na toksykologię do szpitala trafiłem o godzinie 14. Kiedy się ocknąłem, pani doktor zmierzyła mi ciśnienie i wyszło jej 280 na 210. I zapytała: co w takim razie było o godzinie 8 rano? Potem sprawdziła mi kreatyninę we krwi. I okazało się, że jest na granicy życia i śmierci. I zapytała: co było rano i dlaczego nie straciłem pamięci. Te pytania uświadomiły mi, że w moim życiu zdarzyło się coś nadzwyczajnego.

Często powtarza ksiądz, że umierający widzą więcej. Co ksiądz widział przez tych kilka godzin?

Takie rzeczy, o których mówi się przy śmierci klinicznej. Tunel, przez który szedłem, światło na końcu. Było jasne i nie oślepiało. Miało w sobie coś przyciągającego. Miałem świadomość tego, co zostaje za mną. Rodzina, z której wyrosłem. Książki, które lubiłem. I wiedziałem, że ta rzeczywistość, do której idę, przekracza to wszystko, co do tej pory znałem.

Żal było zawracać z tej drogi?

To było jakby poza mną. To nie jest pytanie do mnie. Ja się nagle obudziłem.

Pacjenci krakowskiego hospicjum podczas mszy

„Pamiętam tunel, przez który szedłem, światło na końcu. Było jasne i nie oślepiało”

Czym dla księdza jest śmierć?

Wydaje mi się, że w ogóle śmierci nie ma. Śmierć to pojęcie dla ludzi, którzy w jakiś sposób chcą określić koniec życia człowieka. Ale tak naprawdę jest nie śmierć, a przejście.

Boi się ksiądz swojej śmierci?

Z jednej strony wydaje mi się, że się nie boję, bo już ją przeżywałem. Jestem jakoś przeświadczony o tym, że jest to pozytywne doświadczenie. Zdaję sobie jednak sprawę, że w każdym z nas jest lęk przed śmiercią. Więc jak przyjdzie już czas na odejście, to mnie też może dotknąć lęk.

Łatwiej jest osobie duchownej zrozumieć i zaakceptować śmierć?

Zrozumieć powinno być łatwiej. Zaakceptować już niekoniecznie. Może jako księża więcej o śmierci czytaliśmy, więcej słyszeliśmy, ja w hospicjum więcej widziałem. Jesteśmy jednak tylko ludźmi. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego Pan Bóg w Piśmie Świętym nie powiedział, jak będzie wyglądać niebo. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego okrył tajemnicą dzień naszego przejścia. Nie znam odpowiedzi na wiele pytań.

A pacjenci hospicjum pytają.

Pytają. Umierała tutaj młoda kobieta. I mówi do mnie: „proszę mi powiedzieć, co Pismo Święte i Kościół mówią na temat śmierci i tego co mnie czeka, co ksiądz dowiedział się o śmierci tu w hospicjum i czy ma ksiądz jakieś osobiste doświadczenie”. Trzy konkretne pytania. Wiedziała, o co chce zapytać. Młodzi ludzie zadają najbardziej radykalne pytania wobec swojej śmierci, wobec swojego cierpienia. Dużo bardziej niż ludzie starsi, młodzi nie uciekają od śmierci.

Młodzi pytają księdza, a ksiądz pyta Boga, dlaczego zabiera młodych rodziców, małżonków, studentów, nastolatków.

Jeśli chodzi o cierpienie i odchodzenie tych ludzi, chyba nie zadaję Pan Bogu takich pytań. Bardziej pytam: „czego chcesz przy tym ode mnie albo jak chcesz, abym pomógł”.

Odpowiada?

Jeżeli człowiek mu zaufa i zaczyna go słuchać, to odpowiada. Czasami odpowie ciszą. A czasami np. czytając Ewangelię – wtedy widzę, że to konkretne zdanie z niej jest odpowiedzią na moje pytanie, które zadawałem.

Mimo wszystko, patrząc na odchodzenie młodego rodzica i małżonka, musi być ciężko.

Każde odchodzenie jest trudne. Szczególnie jak wokoło są ludzie, którzy na tego człowieka liczyli, mieli z nim związane plany i nadzieje. I obojętnie, czy jest to rodzic, czy dziecko, takie odchodzenie jest trudne. Byłem pożegnać pewnego młodego człowieka w domu. Przy łóżku była jego mama i żona, która trzymała na rękach ich dziecko. I mama pyta się mnie: czy Bóg istnieje? Z drugiej strony żona mówi mi, że jest wdzięczna za te trzy lata bycia razem. Mama, która nie może się pogodzić, i żona, która jest wdzięczna. Kompletna różnica.

Cierpienie zmienia?

Pamiętam młodą dziewczynę umierającą u nas. Była farmaceutką z wykształcenia. Opisywała, jak odczuwa chemię. Mówiła mi, że żyły ją pieką od środka. Pytała, co zrobić, aby nie cierpieć. A potem w obliczu zbliżającej się śmierci nastąpiła kompletna przemiana i pytała, czy ona może za kogoś ofiarować cierpienie. To są rzeczy, które mocno we mnie zostają.

„Dziewczyna złożyła przysięgę wobec umierającego chłopaka”

Jak reagują rodziny, patrząc na cierpienie bliskich?

Wychodzą od momentu, że nie chcą oddać bliskiego śmierci. Nie chcą, aby Pan Bóg go zabrał. Aż w pewnym momencie mówią: ja już nie chcę, aby on cierpiał, niech już odejdzie. Powiem konkretniej. Kiedy trafia do hospicjum pacjent, jego rodzina na początku zamawia msze w intencji uzdrowienia. Musi upłynąć trochę czasu, zanim poproszą o mszę w intencji wypełnienia się woli bożej albo dobrej śmierci. Przestają uciekać od śmierci, a zaczynają w niej uczestniczyć.

Można oswoić się ze śmiercią?

Nie.

Płacze czasem ksiądz?

Gdzieś mi się oczy zaszklą, jak opowiadam o sytuacjach, które przeżyłem. Ale chyba nie płaczę.

Nawet kiedy młodzi ludzie biorą ślub w hospicjum?

Kiedyś błogosławiłem takie małżeństwo. To byli studenci. Chłopak studiował w Krakowie na Akademii Muzycznej. Kiedy się rozchorował, przyjechała opiekować się nim jego dziewczyna, która studiowała w Warszawie. Na kilka dni przed jego śmiercią zawarli sakrament małżeński. Dziewczyna złożyła przysięgę wobec umierającego chłopaka. Narzeczony, który nie potrafił już mówić, słowa przysięgi pisał ręcznie. To robi wrażenie, nie da się przejść obojętnie wobec czegoś takiego.

Pamiętam, jak po uroczystości podeszli do mnie ojcowie młodych i zapytali: po co im to? Dla najbliższych tych młodych ludzi to było coś niezrozumiałego. Jednak ta dziewczyna i ten chłopak wiedzieli, że za chwilę będą musieli się pożegnać. Czas ich rozstania się zbliżał. Chcieli jednak na przekór wszystkim, żeby Pan Bóg połączył ich w ostatnich dniach życia tego młodego mężczyzny.

To ma sens?

Myślę, że tak. Gdybym przez te blisko 19 lat miał oczy zamknięte na te małe cuda, to pewnie by mnie tutaj nie było.

„Bóg pozwala chyba człowiekowi trochę tym czasem jednak rządzić i kierować”

Umierający wiedzą więcej?

Tak. W pamięci zapadła mi kobieta, która była u nas kilka lat temu. Była bardzo pobożna i radosna w tych ostatnich dniach swego życia. Cierpiała na zanik mięśni. Kiedy umierała, jej sąsiadka zawołała pielęgniarkę i zapytała: czy ta zakonnica, co przyszła po tę kobietę, jest jeszcze, czy już poszła? Pielęgniarka powiedziała, że już poszła. Na co ta kobieta odpowiedziała: „Po mnie też przyjdzie. Obiecała mi to i przeprowadzi mnie przez tę kamienistą drogę”.

Długo to zdanie we mnie siedziało, aż przyszła Wielkanoc i w jednym z hymnów w brewiarzu jest mowa o kamienistej drodze życia, przez którą przeprowadza Chrystus. Jak to się stało, że osoba, która nigdy nie odprawiała brewiarza, mówi zdaniami, które są w modlitwie brewiarzowej?

Umierający przeczuwają, że odchodzą?

Chyba niektórzy wiedzą. Z jednej strony ludzie przebywający w hospicjum potrafią na kogoś czekać. I mimo że z medycznego punktu widzenia śmierć powinna nastąpić już, to moment odejścia przedłuża się. Bo np. ma dolecieć córka czy syn z Kanady. To trwa. Pamiętam taką panią, która czekała na córkę. Dopiero jak przyleciała w sobotę, to ta czekająca kobieta poszła do spowiedzi. Wcześniej nie chciała. Potem w niedzielę razem były na mszy, a później kobieta zmarła.

Kolejny znak?

Pan Bóg pozwala chyba człowiekowi trochę tym czasem jednak rządzić i kierować. Człowiek czuje, że odchodzi i nie chce zadawać tym widokiem cierpienia bliskiej osobie. Pamiętam taką sytuację, że żona cały czas czuwała przy mężu, przez kilka dni. Kiedyś wyszła tylko na chwilę na korytarz, aby odebrać telefon i wtedy mężczyzna zmarł.

Był u nas żołnierz AK, pseudonim Bimber. Podobno na cześć jego taty, który pędził ten trunek. W pierwszy piątek miesiąca „Bimber” poprosił, aby go zabrać na mszę. Kiedy do niego podszedłem z komunią świętą, on chwycił moją rękę i na cały głos powiedział: wierzę, wierzę, że to jest moje życie. Przyjął komunię, msza się skończyła. Potem mężczyzna poprosił jeszcze, aby zabrać go na papierosa. Wrócił z niego, położył się na łóżko i umarł. To są takie historie, które można u nas zobaczyć. Wyznanie wiary człowieka, ostatnia radość w postaci papierosa i odejście z tego świata.

Jak rozmawiać z ludźmi, którzy są u kresu drogi?

Po pierwsze – pozwolić im rozmawiać o tym, o czym oni chcą. Hospicjum jest miejscem, gdzie o śmierci się mówi, informuje pacjenta i jego bliskich, że koniec się zbliża. Ale czasami człowiek chory chce też uciec od tematu śmierci i też do tego ma prawo i na to trzeba mu pozwolić.

Są sytuacje bardzo wymagające, kiedy trzeba przygotować bliskich chorego na moment śmierci, który dla nich może być bardzo trudny. Na przykład może wystąpić krwotok. Ostrzegamy wtedy rodzinę, jak to może wyglądać, przygotowujemy ich.

„Ludzie najczęściej odchodzą w nocy”

Czego najbardziej boją się umierający?

Myślę, że trzech rzeczy. Po pierwsze cierpienia. Nie wiedzą, czy są w stanie je unieść. Po drugie pewnej nieznanej. Nie wiedzą, gdzie idą. I po trzecie – samotności. Tego, że w momencie przejścia mogą zostać sami.

Dużo jest samotności w hospicjum?

Jesteśmy tu po to, by człowiek odchodzący nie był sam. Także po to, by bliscy chorego nie czuli się pozostawieni sami z tym, co dla nich w umieraniu bliskich niewątpliwie jest trudne. Ale i tak tej samotności jest sporo. Choćby przez to, że chyba większość ludzi umiera w nocy.

Ostatnio umierał u nas człowiek. Osoby, które dyżurowały, usłyszały nagle, jak krzyczy: „Boże ratuj!” Poszły szybko do jego pokoju i usłyszały: „kacie kończ, coś zaczął”. Chwilę po tych słowach zmarł. Czy on umierał w samotności?

Czasem, zanim dojdzie u pacjenta do akceptacji śmierci, musi minąć trochę czasu. Można się jednak do śmierci świadomie przygotować. Tutaj w hospicjum niewątpliwie jest ku temu okazja. Kiedy patrzy się, jak pacjenci robią podsumowanie swojego życia, to człowiek sam sobie zaczyna zadawać pytania. Patrzy na swoje relacje z bliskimi, na pracowitość, czy jest jej za dużo, czy za mało, jak wykorzystuje czas, który jest mu dany.

Czego najbardziej ludzie żałują na końcu drogi?

Czegoś, czego nie przeżyli. Czegoś, czego nie zrobili. Żałują, że nie potrafili być na tyle silni, żeby powiedzieć komuś słowo przepraszam czy kocham. Wiele jest rzeczy, których można żałować.

A o czym marzą?

O przeróżnych rzeczach. O koncercie jazzowym, o odwiedzeniu swoich rodzinnych stron. O zobaczeniu ukochanego psa czy kota. Ostatnio, o czym było dość głośno w mediach, znajomi zorganizowali młodej dziewczynie lot nad Tatrami. Lubiła chodzić po górach, ale choroba uniemożliwiła jej to.

Takie proste rzeczy.

Nam się to w głowie nie mieści, ale czasem wystarczy kogoś na wózku zabrać na pobliski plac Bieńczycki, żeby jeszcze raz mógł wyjechać z hospicjum i popatrzeć na świat. Ksiądz, który był u nas niedawno, poprosił, by mógł pojechać do siebie na plebanię. Gdy wracał do tego swojego domu, zapragnął zatrzymać się na konkretnej polanie w lesie, w parafii, w której pracował. Miał takie swoje ulubione miejsce. Popatrzył na przyrodę i na ten świat. Potem pozwolił się odwieźć na plebanię i tam zmarł. Tego samego dnia. Taki ostatni przystanek w ulubionym miejscu przed drogą do wieczności.

Ksiądz, który był tutaj dwa lata temu, odprawiał ze mną mszę w sylwestra o godzinie 15. Był misjonarzem na Dominikanie. Marzył, aby tam wrócić i umrzeć. I umarł u nas o godzinie 6 w Nowy Rok. Wtedy, kiedy na Dominikanie wybiła północ.

Jest jakiś wspólny element, który łączy te wszystkie odejścia?

Wspólnym elementem jest wiara, że po każdego przychodzi dobry Bóg, który jest ogromnie miłosierny. On bierze ludzkie życie w swoje dłonie z ogromnym szacunkiem i je dopełnia.

„Raz Bóg dał mi cud, aby pokazać, że to, co tutaj robię, ma sens”

Ksiądz mówi o dobrym Bogu, ale nie każdy w niego wierzy.

Też są takie osoby u nas. I dla nich również jestem pełen szacunku. Ja jednak wiem, że Bóg i na nich czeka. Mogę tylko zadać sobie pytanie, jak będzie wyglądać to ich spotkanie. Jak bardzo będą zaskoczeni tym, że Bóg istnieje. I ten moment, kiedy spotkają się z jego dobrocią.

Po ludzku, nie czuje ksiądz żalu, że nie jest w stanie ich przekonać do tego, że ktoś czeka po drugiej stronie?

Nie. Mogę czuć bezradność , ale nie żal.

Czego uczą księdza osoby niewierzące?

Tego, że są rzeczy, przy których ja jestem za mały. Są takie sprawy, które mnie przerastają. Nauczyłem się też pokory i tego, że ktoś może nie chcieć pomocy czy rozmowy i ma do tego prawo. Nigdy się nie narzucam. Jeśli ktoś nie chce ze mną rozmawiać, nie naciskam. Szanuję jego wolę. To najważniejsze.

Był u nas taki człowiek, który obserwował mnie przez kilka dni. W końcu sam mnie zaczepił i zapytał, czy mogę przyjść, kiedy jego bliscy pójdą już do domu. Kiedy się spotkaliśmy, zaczął mi opowiadać o swoim życiu. Nie po to, aby się nawrócić, ale żeby o nim opowiedzieć. Chciał pokazać swoje patrzenie na świat.

Jakie najczęściej rzeczy ludzie zabierają ze sobą do hospicjum?

Swój kubek, swoje przybory toaletowe. Swoje ubranie. Mnie chyba najbardziej boli wewnętrznie widok tych ubrań. To znaczy jak nie chcą oddać bliskim kurtki, butów… Ja sobie zdaję sprawę, że im się to już nie przyda, ale oni obok siebie to trzymają. Jest im to jeszcze w jakiś sposób potrzebne.

Dlaczego księdza to tak boli?

Bo widzę, jakby nie do końca jeszcze dopuszczali do siebie myśli, że rzeczywiście zbliżają się do śmierci. Jeszcze chcą stąd wyjść. Jeszcze się ze sobą nie pogodzili, z tym, że to jest ostatni odcinek ich życia.

Kiedy patrzy ksiądz na to wszystko, to skąd czerpie nadzieję?

Z Chrystusa, z Ewangelii. Z tych słów z Ewangelii o Łazarzu. On jest i woła Cię. To jest dla mnie źródło największej nadziei. To, że on jest i woła człowieka i mnie też kiedyś zawoła. I ja za tym słowem pójdę.

Jest tutaj ksiądz blisko 19 lat. Nie ma ksiądz poczucia, że się zasiedział?

Jak pan słucha tych historii, o których rozmawiamy, to widać, że każda jest inna. Więc nie da się zasiedzieć. Każdy człowiek potrafi zaskoczyć. Jestem wdzięczny Bogu za to, czego pozwala mi tutaj doświadczyć.

Był moment zwątpienia?

Chyba nie. Ani w pracy, ani w wierze. Dzięki Bogu – nie. Myślę, że to są trudne momenty w życiu. Tak czasami myślę o świętych, którzy doświadczyli ciemnych nocy. Mam wrażenie, że raz Bóg dał mi cud, aby pokazać, że to, co tutaj robię, ma sens.

Jaki cud?

Człowiek był w agonii. Jego rodzina prosiła mnie, żebym go namaścił. Nie chciałem tego zrobić, ponieważ ten mężczyzna wcześniej opierał się przyjęciu sakramentów. Szanowałem jego wolę. Jednak wtedy jego rodzina opowiedziała mi historię, którą on sam wstydził mi się opowiedzieć. Jako mały chłopiec nie poszedł do pierwszej komunii, bo wtedy jego rodzice się rozwiedli. Nigdy nie był u spowiedzi, nigdy nie przyjął komunii świętej, nie był bierzmowany. Potem razem z rodziną się modliłem, udzieliłem mu sakramentu namaszczenia chorych. Lekarze powiedzieli mi, że temu człowiekowi zostały godziny, a nie dni. To była już agonia.

Przyszedłem następnego dnia, a ten człowiek leżał bardzo spokojnie. Niebawem odzyskał świadomość. Poszedł do pierwszej spowiedzi, przyjął komunię, przystąpił do bierzmowania. Zaczął uczyć się na nowo chodzić i wyszedł od nas. Wcześniej był w agonii, ale nie zrobił ostatniego kroku, tylko się cofnął. To był cud, którego doświadczyłem. To był znak dla mnie, że to, co tu robię, ma sens.

Jak nie zatracić wiary w takim miejscu?

Wiara polega na tym, że ja mogę zobaczyć więcej, niż ci, którzy tej wiary nie mają. Oni nie chcą widzieć i wtedy nie dostrzegają tego, co tutaj w hospicjum się dzieje. Powiedzą, że przypadek, zbieg okoliczności. Nie odbierają tego w kategoriach wiary. A wiara pozwala mi zobaczyć, że w tym był Bóg. Że w tym danym momencie on mi się jakoś objawił. Na tym to chyba polega.

Dawid Serafin dawid.serafin@redakcjaonet.pl
https://wiadomosci.onet.pl

Komentarze 52 do “Ludzie najczęściej odchodzą w nocy”

  1. Boydar said

    Że w nocy to szczegół; istotne że „to dramatyczne doświadczenie, to metafizyka, to spotkanie z Najwyższym”. No i klasyfikacja ludź/nieludź stanowi pewien problem.

  2. yattakaj said

    ….żadnego dowodu na me twierdzenie nie mam , twierdzę , że smierć nie istnieje… coś jak z czasem , jest jakby stały , a jednak w naszej głowie mamy cały ten czas a nawet jego pewne wyobrazenie w sensie przyszłości , jutrzejszego dnia , czytania jak codzień Gajówki 🙂 …. żyjemy tutaj świadomie jednak pod wpływem metafizycznej obecnosci ….

  3. „Wydaje mi się,że w ogóle śmierci nie ma…(…). A tak naprawdę to jest nie śmierć ale przejście…”
    I to jest sedno problemu…śmierć-tak naprawdę-nie istnieje…jest tylko zmianą stanu…tj.porzuceniem tego strasznego,upadłego świata i doczesnego ciała-„grobu”dla duszy…Czyli „zwolnieniem z więzienia”w którym(czasowo) przebywamy i powrotem do naszej Boskiej Duchowej Ojczyzny…

  4. Głos Prawdy said

    boję się tylko Sądu Bożego, bo przecież za wszystko trzeba będzie odpowiadać, również o bliskich, by zbytnio nie płakali.

  5. Birton said

    kiedyś trzeba umrzeć i na coś umrzeć- dla Polaka to normalka, ale dla Żyda czysta metafizyka jak mawiała Engelkingkongowa

  6. NICK said

    Zatem, Birton, nie metafizykujmy.

  7. Listwa said

    @ 4 Głos Prawdy

    Ten Sąd będzie rzeczywiście straszny, bo ostateczny i definitywny. Tam nie będzie łapówek i prawników.

    Ale trzeba pamiętać, że tam będzie wyciągnięte wszystko, czyli to co złe, ale i to co dobre.
    Ważna spowiedź sakramentalna w Kościele katolickim powoduję, że odpuszczone grzechy stają się nieważne. Zatem trzeba mieć zawsze bojaźń przed tyn Sądem, al e to od nas zależy jak nasze ziemskie życie tam wypadnie.

  8. Boydar said

    Najstraszliwsze będzie położenie na stole, że sami chcieliśmy. I to nie był ogarek.

  9. NICK said

    To był właśnie.
    Ogarek.

  10. Listwa said

    Ten wywiad nie oddaje tego jak jest.
    To nie tak, ze śmierć wprawdzie trudna, ale zawsze prowadzi do światła, miłości, przebaczenia, Pana Boga.

    Po śmierci jest Sąd, tam będzie wszystko zważone, zmierzone, sprawdzone i zapadnie ostatczny wyrok.
    Dla wielu ten wyrok będzie negatywny, co oznacza dla nich wieczne oddalenie i zerwanie wszelkich więzów z Panem Bogiem i ludźmi zbawionymi.

    Oznacza totalną pustkę jeśli chodzi o nawet najmniejszy przejaw dobra. Odziedziczą niewypowiedziane, wieczne cierpnie, smród, pragnienie, brzydotę, w ciągłej trwodze śmiertelnej, ze stałą obecność obleśnego szatana, który będzie tylko ich dręczył ze złóż swej despotycznej chęci szkodzenia i zadawania bólu w wiecznym ogniu.

    Jak się wydaje, dla mniejszości (ale też ich będzie wielu) ten sam Sąd będzie momentem ogłoszenia dobrej nowiny o ktorej uczy Ewangelia. Usłyszą Przejdź do radości swego Pana.
    Dla nich oznacza to wieczne zycie przed obliczem Pana Boga, w szczęściu, radości, wśród piękna, w całkowitym i wzniosłym sensie wiecznego istnienia. (gdzie w piekle wystąpi całkowity brak sensu istnienia)

    Jak uczy Pismo św , ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co Bóg przygotował dla swoich zbawionych. Jest to porywająca rzeczywistość. Co ważne łatwo ją utracić, ale i łatwo ją obronić.

    Mamy życie ziemskie na to dane. Od naszych wyborów zależy, czy damy posłuch słowom mądrości Pana Boga.

    http://pbs.twimg.com/media/DWBWw9kWkAEfeMO?format=jpg&name=small

  11. jasiek z toronto said

    Re: 7 Listwa.
    Grzechy czlowieka jakie w swym zyciu dokonal moga byc odpuszczone, ale kara (zadoscuczynienie) nie ulegaja (nie niweluja) jej wykonania w czasie zycia czlowieka jak i po „drugiej stronie” w formie cierpienia za nie. (za te grzechy).
    Tak wiec „bilet do Nieba” jest bardzo kosztowny…(jedni cierpia w sposob fizyczny, drudzy w sposob psychiczny za dokonywanie zlych wyborow i „kompromisow”).
    ===========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  12. Boydar said

    No to ja się nie znam, na ogarkach

  13. Listwa said

    @ 8 Boydar

    Ten Sąd posiada szczególny aspekt. Tam będą wyciągnięte czyny złe i grzeszne. I tam też zobaczymy, a raczej w pełni poznamy, na czym polega obleśne i wstrętne oblicze grzechu i naszych czynów złych oglądane pod kątem obrazy doskonałego we wszystkim Pana Boga.

    Ten czas doświadczymy jako potwornie przerażające poczucie wstydu jakie nam będzie towarzyszyć przed tym Trybunałem. Z wszystkie grzechy, te jawne i te skryte, te znane i nieznane.

    Jak dobrze będzie mieć coś do pokazania dobrego, zgodnego z wolą Pana Boga. Ale i tak Sąd zwieńczający nasze życie jest nie do wyrażenia czym jest.

    Potępieni doświadczą grozy tego, co jest teraz ukrywane pod licznymi słowami o miłosierdziu, a jest nim potężny gniew Pana Boga.

  14. NICK said

    Listwa.
    Jasiek.

    Skromnie piszecie.
    Albowiem.
    Jak się znamy, nie będąc kapłanami.
    Mamy, podobnie, obowiązek.
    Pouczać.
    Wasze pouczania są skromne.

    TU trza drzeć szaty i ciała.
    WY jesteście lepsi.
    Ja się uczę.
    DRZYJCIE.

    P.s.Listwo, Panie.
    Test. A czy dobra była korespondencja z Nyndro?

  15. jasiek z toronto said

    Re: 11 cd.
    Przepraszam, ale „zgubilem” najwazniejsze slowo: „Odpokutowac”.
    Za wszystkie grzechy, jakie czlowiek w swym fizycznym zyciu dokonal musi odpokutowac w formie cierpienia, ktore ma lub bedzie mialo rozne oblicza tutaj lub „tam”…
    =====================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  16. Boydar said

    Niewątpliwie ma Pan Listwa rację. Ale moja konstrukcja jest znacznie prostsza, i łatwiejsza w obsłudze.

    Odrzucamy Boga – dostajemy wieczność bez Niego. I dla tego powtarzam jak pijany, czym jest piekło – Nieskończoną pustką. Takie never ending story dla wrednych durni i łajdaków.

    Proste jak piłka.

  17. Listwa said

    @ 11 jasiek z toronto

    Jest bardzo kosztowny, bo okupiony cierpieniem i przelaniem krwi przez Pana Jezusa.

    Dzięki temu jest sakrament spowiedzi, dzięku któremu możemy pozbyć sie wszelkich grzechów nas obciążających, bez względu na ich ciężar. Pan Bóg, gdy raz grzech przebaczy, więcej do niego nie wraca. Ale szatan wyciągnie wszystkie nieodpuszczone.

    Potem, kary za wszystkie grzechy odpuszczone w ważnej spowiedzi, mogą być zniwelowane dzięki odpustowi zupełnemu lub kilku cząstkowym, to dzięki Bożemu miłosierdziu. Gdy Pan Jezus bierze je na siebie nie żądając od nas rozrachunku. Pozostaną ewentualnie konsekwencje grzechu, co nie nalezy mylić konsekwencji grzechu z winą i karą za grzech.

  18. jasiek z toronto said

    Re: 14 NICK
    Obowiazkiem Czlowieka podczas jego ograniczonej w czasie pielgrzymki zycia jest:
    Nie dac sie skorumpowac (sprzeniewierzyc Panu Bogu) nawet wtedy, kiedy Pan Bog wystawia Czlowieka na bolesna probe vide historia Hioba.
    Zawsze postepowac godziwie i sprawiedliwie w/g wlasnego sumienia majac na uwadze (glownie na uwadze) Prawo Naturalne.

    A tak krotko:
    Pan Bog dal Czlowiekowi wszystko do zycia (a nawet wiecej) i tylko chce jednego: Bezwarunkowej Milosci do Niego.
    Dam ci (czlowieku) wszystko o co Mnie poprosisz – tylko Mnie Kochaj…
    =========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  19. NICK said

    „czym jest piekło – Nieskończoną pustką.”

    CZYM???

    Pustką?

    NIEWYOBRAŻALNYM.
    I, słusznym, cierpieniem.
    Gadasz ja bergolnięty.

  20. Listwa said

    @ 11 jasiek z toronto

    (zadoscuczynienie) – jest warunkiem uzyskania ważnego sakramentu spowiedzi i pojednania.
    Gdy mamy juz wazny sakrament, wtedy mamy odpuszczone wyznane grzechy, wtedy dzieki odpustowi możemy uzyskać miłosierne zwolnienie z kary za nie.

  21. NICK said

    Do czego to dochodzi.
    Sami sobie tłumaczycie czym jest Spowiedź Święta.

  22. Boydar said

    Nie znasz się, Drogi NICK’u, na piekle. Wybacz. Poza tym, jedno nie przeczy drugiemu. Weź na ręce swoje martwe dziecko, poznasz i pustkę i cierpienie.

    A jeszcze, czego też Ci nie życzę, pojmij, że sam je właśnie zabiłeś.

  23. jasiek z toronto said

    Re: 16 Boydar.
    Czlowiek ma (posiada niezbywalne) prawo WOLNEJ WOLI i moze odrzucic Pana Boga i zyc godziwie i sprawiedliwie, ale w ostatniej chwili swego zycia ma niezbywalne prawo prosic Pana Boga o Laske Milosierdzia dla siebie.
    Polecam przypowiesc o Winnicy Pana.

    =======================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  24. Listwa said

    @ 18 jasiek z toronto

    „Zawsze postepowac godziwie i sprawiedliwie w/g wlasnego sumienia majac na uwadze (glownie na uwadze) Prawo Naturalne”

    – wg własnego sumienia to jest błedny, posoborowy pogląd. Sumienie może nam pomóc dostrzec grzech i zło w naszym życiu oraz (co chyba najistotniejsze) skłania nas do zrobienia z tym porządku, czyli ważny sakrament spowiedzi, czego warunkiem kolejnym jest dobry rachunek sumienia, szczere wyznanie przez ważnie wyświęconym kapłanem Koscioła katolickiego, autentyczne żal i porzucenie grzechu i zła .

    Sumienie jest tylko strażniekiem prawdy odnośnie naszego postępowania. Postepować nalezy wg nauczania moralnego Kościoła katolickiego na czele z Dekalogiem.

  25. Listwa said

    @ 19 NICK

    Czym jest piekło, to tak naprawde nie sposób opisać i poznać. Ale na pewno nie jest pustką i na pewno nie z przyjemną temperaturą.

  26. NICK said

    Nie znam się?
    Ustępuję.
    Hydropiekłowstąpienie.

    Ooo.

    Uczmy się dalej.
    U Gospodarza.

    Zachowajmy poglądy własne.

  27. NICK said

    Temperatura?
    Może być wysoka.
    Ale tam jest wszystko co złe.
    NAJGORSZE we naszych wyobrażeniach.
    A i poza nimi.

  28. Listwa said

    @ 14 Nick

    „Test. A czy dobra była korespondencja z Nyndro?”

    – zależy czyja. Jeśli chodzi o moją, to sądzę, że dobra, jednak w tych sprawach tylko Pan Bóg jest w stanie ocenić całokształt, a co ważniejsze zrobić z niej użytek.

    Moze oba Nyndra wezmą w swe ręce oferowane im zbawienie, Pan Jezus i za nich przelał krew.
    Śądze że dzieki słowom nie tylko moim są tego bliżsi niz byliby bez tych słów.

    Sprawa wiecznego zbawienia lub potępienia, nie ma wymiaru spraw ludzkich i ziemskich. Nie można do nich podchodzic w kategoriach ludzkiego sporu. Nawet jeśłi oni mają obecnie głupawą ocenę tej korespondencji i słów które dostali, to trzeba pamietac, ze ich oceny są mniej niż marniutkie.

    To sa osoby zniewolone w jakimś stopniu, możemy im współczuć. Ale jest zawsze szansa ze zaryje ryjem w glebę i przypomni sobie Ave Maria gratia plena, Dominus tecum, Benedicta tu in mulieribus et benedictus fructus ventris tui, Jesus.

  29. jasiek z toronto said

    Re: 24 Listwa.
    Mysle, ze napisalem wlasciwie, zeby czlowiek postepowal w/g wlasnego sumienia (w/g wolnej woli – jako niezbywalnego prawa jakie otrzymal od Pana Boga) majac na uwadze (fundament) Prawa Naturalnego (Prawa Boga).

    Natomiast, gdyby czlowiek dokonywal wyboru jedynie w/g wlasnego sumienia, to wiekszosc jego decyzji byloby ukierunkowane na osobiste korzysci materialne i nie materialne. A wiec bylyby nie zgodne z Prawem Boga.

    ===============================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  30. Listwa said

    ad 24

    Posoborowie myli (o ile świadmie nie wprowadza w bład) Sumienie jako niezależny od ludzkeigo umysłu „strumien światła” wskazujący grzech i poruszający do pozbycia sie go , z głębokim przeświadczniem o kształcie i charakterze osobistych przekonań oraz chęci.

  31. Listwa said

    @ 29 jasiek z toronto

    „Mysle, ze napisalem wlasciwie, zeby czlowiek postepowal w/g wlasnego sumienia”
    „Natomiast, gdyby czlowiek dokonywal wyboru jedynie w/g wlasnego sumienia”

    – to juz ze soba nie gra

  32. jasiek z toronto said

    Re: 30 Listwa.
    Moze podam przyklad z wlasnego zycia.
    Kazda decyzje jaka mam dokonac (i jaka dokonalem) rozpatruje w/g wlasnego sumienia, ale na koncu przed jej podjeciem stawiam sobie pytanie: „A co by Pan Jezus na taka decyzje powiedzial?” (Jak by zareagowal? Jak by On postapil na moim miejscu?)

    Przepraszam za osobiste dywagacje.
    ===========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  33. Listwa said

    @ 27 NICK

    Wszelkie dobro pochodzi od Pana Boga. Gdyby nie Pan Bóg nie byoby dobra nawet u ludzi.

    Zatem jesli ktos zrywa wszelkie związki z Panem Bogiem na wieki , ląduje w strefie gdzie nie ma Pana Boga i pochodzącego od Niego dobra. Siłą rzeczy jeśli coś jest , to bez najmniejszej domieszki dobra.

    Stąd ludzie w piekle doświadcząją nienawiści, zła, cierpienia, gdyż sami wyrzekli sie źródła dobra trwałego i dobro utracili. .

  34. NICK said

    Oczywiście, Listwo, tak pisane to Racja. (28)

    Lecz.

    Sto razy pisane to było.
    Nauczane, pouczane.
    Bez efektu.

    A, co mówi magisterium we przypadkach TAKICH?

    Zatem trza odpuścić.

    Zwłaszcza gdy gostek, na koniec, zapytuje Lubelaka o ‚istnienie’ Jezusa.
    Pisząc wcześniej, że do Jezusa Naszego nic nie ma..

    Przypomnę.
    Dwa razy pisałem.
    No dobrze. Nic.

    Pouczeń wielokrotnych nie przyjął.
    Gospodarzu.
    Oceń.

  35. Boydar said

    „… to są osoby zniewolone …”

    Strasznie poważnie to brzmi, ale ja tak sobie myślę, że sprawa jest znacznie prościejsza.

    NyndruŚ, nie stresuj się mną, ja nie mam z tym nic wspólnego. A, i jeszcze Cię lubię. Nie wyobrażasz sobie ile to może być warte 🙂

  36. Listwa said

    @ 32 jasiek z toronto

    Takie podejscie jest pozytywne, ale tu nie ma związku z sumieniem.
    Prosze pamiętać że sumienie to nie Pan Bóg. Poszukiwanie umysłu rozwiązań prawidłowych i rozwiązań dobrych to nie sumienie.To aktywnośc umysłu.
    Sumienie trwające w świetle jest tylko pomocne. Sumienie w ciemności i zagłuszane staje sie nieprzydatne bo oko jest w ciemności.

    Mt 6,22-23

    22 Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. 23 Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!

  37. NICK said

    Gówno warte, Lubelaku.
    Jak i twe bergolnięte, tzw. sumienie. Nowoczesne.
    Pracuj nad fenotypem.

  38. Listwa said

    @ 34 Nick

    „Nauczane, pouczane.
    Bez efektu”

    – tego wiedzieć nie możemy. To co powierzchowne, słowa i czyny jeszcze o tym nie świadczy. Pytane co ma w srodku i co dotarło. Pyszny umysł to jeszcze nie wszystko. Poza tym ma pozostałe życie przed sobą i jest jeszcze przestrzeń dla niego .
    Sądze że coś jednak wziął, i przynajmniej ma większe szanse uratować zad. Piekło to wieczna tragedia.

  39. NICK said

    Dzięki, Listwo.
    Przyjmuję.

  40. jasiek z toronto said

    Re: 36 Listwa.
    Zdaje sobie sprawe z tego, ze nie jestem doskonaly, gdyz Stworzyciel stworzyl mnie jako „dzielo skonczone” wyposazajac mnie w niezbedne elementy zycia do funkcjonowania na Ziemi w okreslonym czasie wraz z niezbywalnym prawem „wolnej woli” (wolnego wyboru) miedzy dobrem a zlem (miedzy Swiatlem a Ciemnoscia).
    Tak wiec jesli zwroce swoje oczy ku Swiatlu, to je one ujrza (predzej czy pozniej).
    Jesli zwroce swe oczy ku Ciemnosci, to moje oczy zobacza tylko Ciemnosc.

    Wniosek: Zycie Czlowieka (kazdego) jest dazenie do doskonalosci, czyli do Swiatla, a czy ujrzy to Swiatlo (lub nie) w wieku 10 czy 99 lat, to juz zupelnie inna sprawa.

    ==========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  41. Listwa said

    @ 39 NICK

    Przed nimi jest trudna walka. Nie jest łatwo wydobyć się z bajora ze sliskim g**m.

  42. Boydar said

    Ale Ciebie, Panie NICK’u też lubię, pomimo.

    Niektórzy po prostu mają szczęście.

    Niektórzy nie.

  43. Listwa said

    @ 40 jasiek z toronto

    „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5,48)

    Ale wolnej woli nie należy mylić z sumieniem. To umysł rozpoznaje a wola wybiera, sumienie oswietlone oceni.

    Sumienie zagłuszamy lub inaczej mówiąc stawiam je w ciemności, gdy na jego wezwanie i wskazanie odpowiaadamy nie chcę słuchać i grzeszymy dalej.

    A wiecie że słowo użyte w Pismie św okreslające stworzenie swiata jest takim samym, jak uzyte gdy jest mowa : Utwórz Panie we mnie serce czyste.

    Przebaczenie grzechów i odbudowa ludzkiej natury, jest jak stworzenie świata z nicości.

  44. jasiek z toronto said

    Re: 43 Listwa.
    I tu jest kwintesencja wszystkiego:

    „Utworz Panie we mnie serce czyste…”

    ==========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. Sumienie czlowieka sila rzeczy zalezy od jego czystego serca…

  45. Listwa said

    Ad 43

    Jeszcze to trzeba mieć na względzie, poznając temat:

    „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią”. (1 Kor. 4:4BT)

    Czyli Pan Bóg widzi wszystko , nawet jak nam sumienie nie wyrzuca.

  46. Listwa said

    P.S. Sumienie czlowieka sila rzeczy zalezy od jego czystego serca…

    – wrażliwość na głos sumienia zależy od czystości/grzeszności. Mając oko w ciemności przestajemy widzieć i słyszeć. Gubimy drogę i trafność oceny.

  47. Boydar said

    Panie Listwo. Mędrca szkiełko i oko nie wszystko jak widać odkrywa.

    Można bowiem nie znać zasad gramatyki a sumienie mieć.

    Można znać i mieć sumienia niemanie.

    Można jedno i drugie a „z powodów różnych” pójść w krzaki z diabłem.

    NICK mi zarzuca że upraszczam; ja ?

  48. Jerzy said

    Re 40:
    „Zdaje sobie sprawe z tego, ze nie jestem doskonaly,”

    Torontończyku! Jeśli nie Pan, to kto???

  49. jasiek z toronto said

    Re: 48 Jerzy

    Bardzo dawno wyzbylem sie pychy i do konca swego zycia bede sie pilnie uczyl.

    W kazdym razie, jestem na etapie odpowiedziec na wszelkie pytania zwiazane z naprawieniem systemu monetarnego i politycznego, przebudowa ekonomii i gospodarki i wprowadzeniem Programu Kredytu Spolecznego (Narodowego) w/g Prawa Naturalnego (Prawa Boga).

    Jak i wiele innych obecnie problemow zwiazanych z funkcjonowaniem Narodu (Panstwa) moge rozwiazac w sposob logiczny i etyczno-moralny w/g Cywilizacji Lacinskiej.

    To moge zrobic, a czy bedzie mi dane uczynic, to juz zupelnie inna sprawa.

    ==================================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    P.S. Moge Wszystkim (OSWIADCZAM) publicznie przyrzec, ze NIKT (zaden Polak ani Polka) w Polsce nie bedzie glodny, ani bezdomny, ani finansowo zadluzony.
    (zadne przedsiebiorstwo, fabryka, miasto, sluzby publiczne, administracyjne, itd., itd. nie beda posiadac jakiegokolwiek zadluzenia finansowego na terenie Polski).

  50. NICK said

    A gdy tu i teraz napiszę: módlmy się.

    To.

    Kto?

    Się pomodli?
    Dzisiaj, szczególnie, Archaniołom się polecam i zalecam.
    https://www.pch24.pl/szesc-faktow-o-archaniolach–ktore-musisz-znac,54855,i.html

  51. Przemysław Jakub said

    Polecam odsłuchać w internecie, albo przeczytać książkę-wywiad z Marią Simmą pt. „Uwolnijcie nas stąd!”

  52. Boydar said

    „… być może potrzebujemy jakiejś prostoty serca przypominającej dziecko, aby odnowić naszą wiarę …” – (50)

    „Być może” to były perfumy za Gierka. A niedługo potem doświadczyliśmy i teraz jest trudno zmyć; lepiej więc nie teoretyzować w takich sprawach. Tu – na pewno.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: