Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Powódź w państwie liberalnym

Posted by Marucha w dniu 2020-02-18 (Wtorek)

Z cyklu „Kapitalizm radzi sobie lepiej i sprawniej”, odcinek pt.: „Walka z powodzią”.

W swych podróżach po Wyspach Brytyjskich znalazłem się pewnej sobotniej nocy w zalewanym przez rzekę Nith mieście Dumfries, na południowym zachodzie Szkocji. Jego mieszkańcy oraz władze przez kilkanaście godzin dawały popis zjawiska pod roboczą nazwą „wolnorynkowe metody walki z powodzią”.

Początkowo każdy mieszkaniec szeregowców położonych przy nadrzecznej Linden Grove próbował samodzielnie stawić opór żywiołowi, już to wierząc w 30-centymetrowe murki wokół posesji, już to próbując je umocnić domowym sposobem, np. za pomocą składanych stolików itp. użytecznych przedmiotów.

Zgodnie jednak ze świętym prawem własności – każdy grodził i umacniał swój metr kwadratowy gruntu pilnując, by nie naruszyć prywatności powodzi u sąsiada zza ściany.

Monitowane służby ratownicze pospieszyły z pouczeniem, że publiczna straż pożarna interweniować może, jeśli dojdzie do uszkodzenia sieci elektrycznej, natomiast jeśli fakt taki nie zajdzie – należy zwrócić się do prywatnej spółki zarządzającej tym kawałkiem skomercjalizowanych wód.

Niestety, odnaleziona w końcu za pomocą żółtych stron firma – w ramach ograniczania kosztów okazała się nie mieć wieczornych ani weekendowych dyżurów, w związku z czym w sprawie powodzi poprosiła o kontakt w poniedziałek po 9 rano.

W tej sytuacji grupa miejscowych Polaków i Litwinów przekonała jednak miejscowych, by za pomocą odnalezionej w pobliżu skrzyni ze zbrylonym piaskiem pożarniczym i worków na śmieci stworzyć choćby próbę wspólnej linii tworzonego ad hoc wału przeciwpowodziowego. Starsze panie głośno wyrzekające na „bloody Capitalismus” i imigranci przybyli tu właśnie w nadziei na liźnięcie dobrodziejstw rzeczonego kapitalizmu – próbowały stawić czoło wodzie, wichurze i logice społeczeństwa liberalnego.

Wziąłem udział w tym eksperymencie stojąc po kolana w wodzie i zanim w zajmowanym mieszkaniu ostatecznie doszła mi ona do pasa, a uprzednio nosząc worki z piaskiem starałem się rozwikłać w realiach XXI wieku odwieczny dylemat: co silniejsze: człowiek, żywioł czy bezwład systemu?

Liberalna teoria utopienia

Oczywiście, od strony liberalnej cały mechanizm (czy raczej jego brak…) też się broni: mieszkanie na terenie zalewowym wiąże się z ryzykiem, istotne więc jedynie, by było ono znane i w efekcie poddanej rynkowej kalkulacji. Takie nieruchomości są z reguły tańsze, choć oczywiście wyższe są koszty ubezpieczenia.

Samo założenie się ubezpieczycielem czy dojdzie do kolejnego zalania – to właściwie pewna wypłata, należy więc jedynie dopasować wydatki (np. na aranżację i wyposażenie wnętrz) – do polisy itd. Nadto brak obwałowań przeciwpowodziowych faktycznie zmniejsza koszty zarządzania rzeką, która wylewa naturalnie tam, gdzie jej pasuje – nie ma więc przerywania wałów, konieczności walki o nie, zalewania dużą, skupioną falą obszaru nieprzygotowanego, konieczności wyboru który teren ostatecznie poświęcić, by ratować inny.

Ot, po prostu – każdy sam się stara, by mieszkanie zagrożone zamokło mu jak najmniej, a potem już prywatna sprawa między nim, a ubezpieczycielem. Również ewakuacja, gdy teren zostaje odcięty, a poziom wody niebezpieczny – to kwestia wolnej woli człowieka, który przecież może mieć życzenie się utopić, a czy ma wellingtony, kapok czy ponton, to również przecież nikogo, a już zwłaszcza państwa obchodzić nie powinno.

I analogicznie – skoro ludzie potrafią skrzyknąć się sami i coś tam na własną rękę dłubią, to przecież równie dobrze może być uznane za argument przeciw mieszaniu się służb publicznych.

Państwo jako kij do odganiania wilków od ogniska

Sęk w tym jednak, że właśnie owe służby, a szerzej samą instytucję państwa – wymyślono właśnie dlatego, po to i w tym momencie, gdy naturalne wspólnoty, rodzinna i sąsiedzka uznawały, że nawet ich połączone wysiłki nie są w stanie skutecznie przeciwdziałać negatywnemu oddziaływaniu takich zjawisk, jak choćby właśnie powódź.

Wycofanie się państwa poza ten zakres zadań, oddanych na powrót samym ludziom – kwestionuje więc sam sens istnienia państwa, odbiera mu bowiem podstawowe uzasadnienie i zadanie: uzupełnianie i wzmacnianie siły i organizacji wspólnot naturalnych wobec zagrożeń o zbyt wysokim natężeniu/złożoności zagrożeń. Skoro bowiem państwo abdykuje, mówiąc, „Jest wolność jednostek, radźcie sobie sami!” – to rzeczywiście zdaje się zbędne, a jednostki mają nie tylko pełne prawo, ale i imperatyw (zagrożenie życia i dorobku) skrzyknąć się we wspólnotę nie tylko niezależną, ale i całkiem pozapaństwową.

I tak się zresztą często dzieje właśnie w czasie klęsk żywiołowych.

Współczesne państwo liberalne zderza się więc faktycznie z własną antytezą, samemu się nią stając. Istnieje (i kosztuje), choć odmawia wykonywania i kwestionuje wiele ze swoich podstawowych zadań.

W dodatku zaś z jednej stromy atomizuje i wymusza atomizację jednostek, rzekomo stając na straży ich autonomii, a w istocie zaś ją narzucając i to w sposób równy porzuceniu i odrzuceniu każdego z osobna i wszystkich naraz. Tym samym jednak sam paradygmat liberalny, hiperbolizując samotność – tworzy warunki do wtórnej re-wspólnotyzacji, tyle że poza a nawet wbrew państwu.

Państwo liberalne, twór z samej swej istoty, a nawet nazwy wewnętrznie sprzeczny – pod ciężarem tej sprzeczności ugina się i trzeszczy, zaprzecza bowiem nawet fundamentom własnej ideologii. Przecież skoro jest państwem-nic, nawet nie stróżem nocnym – to po co jednak kosztuje, odbiera, reguluje, w zamian oferując jedynie prawo, a nawet obowiązek bycia zdanym na siebie? Czy w imię tej samej wolnej woli człowiek nie może więc wybrać wspólnoty, niosącej za sobą obowiązek i współodpowiedzialność, odrzucając wolność, będącą jedynie inną nazwą stanu porzucenia przez plemię na pastwę wilków, bo przecież ma już nie być plemion, ale wilki istnieją nadal?

Tak to jest: podczas powodzi nie ma liberałów…

Konrad Rękas

Ps. Dumfries regularnie wygrywa wszelkie sondaże na najprzyjemniejsze do życia miejsce w liberalnym Zjednoczonym Królestwie. Muszę się Państwu przyznać, że jakoś nie czuję się przekonany.

http://xportal.pl

Komentarzy 25 do “Powódź w państwie liberalnym”

  1. JW said

    P. Rękas najwyraźniej padł ofiarą poddania języka operacji mieszania pojęć, jak wielu. Właśnie państwo, które on nazywa „liberalnym”, czyli państwo-minimum, w założeniu wkracza właśnie tam (i tylko tam), gdzie jednostki lub ich mniejsze grupy (osiedle, wieś) nie są w stanie osiągnąć celu. Brytania nie jest państwem-minimum, podobnie jak będąca jej częścią autonomiczna Szkocja. Autor częściowo rehabilituje się pisząc „państwo liberalne (…) istnieje (i kosztuje), choć odmawia wykonywania i kwestionuje wiele ze swoich podstawowych zadań”. Znowu: nie żadne „państwo liberalne”, którego na Wyspach nie ma, tylko chyba większość już państw tzw. Zachodu, których mottem funkcjonowania jest „płać coraz wyższe podatki, a my w zamian będziemy świadczyli coraz mniej usług na coraz gorszym poziomie”. To nie ma nic wspólnego z liberalizmem.

    ——
    To jest jedyny liberalizm istniejący w praktyce. Innego nie ma.
    Admin

  2. Ad. 1

    To nie ma nic wspólnego z liberalizmem.

    Jeśli cokolwiek ma coś wspólnego z liberalizmem, to jest to antyludzkie. Jak cały liberalizm zresztą.

  3. AlexSailor said

    Rękas udaje idiotę o mentalności pro pic durnia?
    Po co mu to?

    Oczywiście UK to nie żadne państwo liberalne – dużo by pisać.
    Ale może jak byłoby w państwie socrealnym.
    Ano najpierw powołano by 17 różnych służb i instytucji, które zostałyby obsadzone przez kuzynów, dzieci i kochanki.
    Później byłby skowyt, że nie ma pieniędzy.
    Po ich dostaniu, 90% zostałoby rozkradzione lub wyrzucone w błoto.
    W czasie powodzi okazałoby się, że piasek ktoś ukradł, za zalanie rzeką trzeba zapłacić, bo przecież ryby wpłynęły do domu (autentyk, Marucha publikował),
    a tak w ogóle to na zalanych najpierw najechali by politycy obiecując złote góry i dezorganizując jakąkolwiek akcję, później służby walące mandaty za wszystko,
    w końcu stwierdzono by, że część domów trzeba zalać, a w celu wyremontowania tych, które przetrwały, należy złożyć dokumenty, pozwolenia i projekty,
    które kosztują jeszcze raz tyle ile straty.
    Oczywiście o dochodzeniu odszkodowań od ewentualnego ubezpieczyciela nie ma mowy, ze względu na to, że jest państwowy, a państwowe sądy –
    kruk krukowi oka nie wykole, albo urwa urwie łba nie urwie.

  4. JW said

    @Admin: Nieprawda. Oto przykład, choć nie w skali państwa, a miasta:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Oleszczuk#Burmistrz_Kamienia_Pomorskiego

    @Krzysztof M: Pan też padł ofiarą pomieszania pojęć. Najwyraźniej myli Pan liberalizm klasyczny z tym, co w anglo-sferze zwie się „liberalism”, a jest zwykłym chamskim komunizmem, tylko nieco stonowanym w celu niepłoszenia ptaszka. Jest to też kalka językowa, która bezmyślnie (a może i z rozmysłem, właśnie w celu zohydzenia tego właściwego liberalizmu?) została przeszczepiona na nasz grunt. Na marginesie: macherzy od socjoinżynierii w anglo-sferze też ukradli słowo „liberalism”, ponieważ „communism” i „socialism” skompromitowały się dość szybko.

  5. Zerohero said

    Bardzo dobry artykuł. Pan Rękas jak zwykle trzyma poziom. Jak zwykle pisze z perspektywy zdrowego rozsądku posługując się przy tym lekkim piórem. Mamy tu dystans autora do ideologii oraz prztyczki do kilku -izmów co wywołuje nerwowe reakcje osób…jakby to powiedzieć…. usztywnionych intelektualnie na tych izmach. Jedna z tych osób przeczytała relację ze spisywania się sprywartyzowanej rzeczki, zignorowała ją i zaczęła imputować autorowi przywiązanie do socjalizmu opisując jak tragicznie wyglądałaby powódź w socjalizmie. Wyczytał co chciał.

    A prawda jest prosta. Socjaliści i kapitaliści nie chcą wolnych ludzi zrzeszających się poza ich kontrolą. Dlatego każdy komuch i „wolnościowiec” alergicznie reaguje na pojęcie „wspolnota” i „społeczność”.

  6. matołek said

    Chcę zwrócić uwagę , że w 1997 we Wrocławiu ludzie uratowali przed zalaniem tereny na które władza położyła lachę.

  7. Boydar said

    „… kwestionuje więc sam sens istnienia państwa, odbiera mu bowiem podstawowe uzasadnienie i zadanie: uzupełnianie i wzmacnianie siły i organizacji wspólnot naturalnych wobec zagrożeń o zbyt wysokim natężeniu/złożoności zagrożeń …”

    Skomplikowany tekst ale moje pytanie jest proste – czy wspólnota rozbójnicza jest wspólnotą naturalną ?

  8. Marucha said

    Re 3:
    Pan Alex, ukąszony przez korwinizm, reaguje w sposób łatwy do przewidzenia…
    Odpowiedź Zerohero (35) jest adekwatna.

  9. Marucha said

    Re 4:
    W poczynaniach p. Oleszczuka nie widzę żadnego „liperalizmu”, tylko zdrowy rozsądek.

  10. JW said

    @Marucha: To ja już kompletnie nic nie rozumiem – oprócz tego, że całkowicie inaczej pojmujemy słowo „liberalizm”. Wyjaśni Pan w dwóch zdaniach, jak Pan się na to zapatruje? Sam Oleszczuk był członkiem konserwatywno-LIBERALNEJ UPR, której program realizował w miarę możliwości na poziomie miasta, a później powiatu. Sami szeroko pojęci UPR-owcy, czyli środowisko skupione wokół nielubianego w Gajówce Korwina, utożsamiają pojmowany przez siebie a wdrażany przez Oleszczuka klasyczny liberalizm gospodarczy właśnie ze zdrowym rozsądkiem. Ja postrzegam to podobnie. Więc jak to jest z tym „złym” liberalizmem?

  11. JADAM said

    Nie śmiej się bratku
    z czyjegoś upadku
    ……………..

    .

  12. JADAM said

    ???

  13. Do wszystkich liberałów-pasozydow, żerujących na ciemnocie, strachu, braku szacunku do samego siebie ludzi poczciwych: zeby was szlag jasny trafił, krew nagła zalała, żeby was Anna Grodzka związała i sie z wami zabawiała! I żebyście skonali w męczarniach.

  14. Zerohero said

    @JW, 10

    „…czyli środowisko skupione wokół nielubianego w Gajówce Korwina, utożsamiają pojmowany przez siebie a wdrażany przez Oleszczuka klasyczny liberalizm gospodarczy właśnie ze zdrowym rozsądkiem. ”

    Z tym rozsądkiem różnie bywa. Czasem jest, czasem go brak. Zdrowy rozsądek to walka z biurokracją, uciskiem fiskalnym, państwem policyjnym itd. Tu pełna zgoda. Tymczasem Korwin w jednym ze swoich wolnościowych ataków postulował likwidację sieci tramwajowych i autobusowych, bo samochody prywatne są bliżej jego ideału.
    Pytałem się liberałów, wolnościowców i libertarian o kwestię elementarnej niezależności gospodarczej w świetle szczodrze rozdawanych przez USA i Ż-stwo sankcji. Odpowiedzią były puste, bezmyślne spojrzenia albo jakiś słowotok mówiący o niewybrażalnym cudzie gospodarczym mającym dotknąć kraj w 100% otwarty i pobawiony głowy. Ten cud da nieograniczony strumień żywności nawet w państwie które własne rolnictwo zaorało, a teraz ma sankcje USA. Co więksi hardcorzy postulują by nawet armia była dobrowolną umową mikrokapitalistów (anarchokapitalizm), jakieś milicje itp. Tam też ma zadziałać cud (tym razem militarny), bo „wolni ludzie walczą lepiej”. To jest środowisko naszpikowane idiotami i agentami wpływu. Gdy trzeba oddać pod obcą kontrolę polskie surowce, to uaktywniają się takie ryżo-kędzierzawe Sośnierze i tłumaczą, że jest dobrze gdy państwo nie miesza się, tylko licytuje i sprzedaje każdemu chętnemu. Teraz tak przepchnęli miedź. Niedługo przepchną wodę. Zapewne wodociągi należace do izraelskiej firmy będą działać lepiej niż państwowe.
    No nie?

  15. Boydar said

    @ Pan Zerohero

    Muszę Panu coś wytknąć, ale życzliwie przez żet z kropką.

    Napisał Pan – „… nielubianego w Gajówce Korwina …”

    Obawiam się, że pojęcie lubić nie ma tu zastosowania. On reprezentuje pewien projekt i my jesteśmy w tym projekcie tylko towarem, koniecznym komponentem, jak mięso u rzeźnika. Poza tym ma na względzie wyłącznie swój interes a nie nasz byt. To o jakim lubieniu można mówić.

    Lubić to ja mogę Marylę Rodowicz. Niby też gudła ale chociaż ładnie śpiewa. I wyłącznie za śpiewanie ją lubię a nie za co innego. A za co mielibyśmy lubić tego tam ? Za muchę ? Całkiem elegancką można zanabyć drogą kupna za niecałe dwadzieścia pln

    https://risardi.pl/muchy/5847-mucha-meska-mu1.html?utm_source=domodi&utm_medium=cpc&utm_campaign=domodi&utm_term=%5bdm_id%3a0b9ca620-f8a5-49f2-a697-74f44de39379%5d

  16. Ad. 4

    Pan też padł ofiarą pomieszania pojęć. Najwyraźniej myli Pan liberalizm klasyczny z tym, co w anglo-sferze zwie się „liberalism”, a jest zwykłym chamskim komunizmem, tylko nieco stonowanym w celu niepłoszenia ptaszka. Jest to też kalka językowa, która bezmyślnie (a może i z rozmysłem, właśnie w celu zohydzenia tego właściwego liberalizmu?)

    Drogi panie… 🙂 Liberalizmu nie trzeba zohydzać. On jest ohydny. Jest ohydny w życiu, w praktyce. W teorii jest przeeeepięknyyy! 🙂 Z tym, że przepiękny jest tylko dla tych, którzy nie rozumieją, czym liberalizm rzeczywiście jest. Czyli dla otumanionych, niedouków, dobrze-chcących itp.

  17. bryś said

    Panie Krzysztofie, przestań Pan pogrubiać bo to wali w oczy!!!!!!!! Nadmiar pogrubienia odstrasza i zniechęca. JAK BY PAN CIĄGLE KRZYCZAŁ!!!!!!! A nie każdego musi interesować co Pan pisze.

  18. bryś said

    Niech Pan porówna ilość pogrubień w tekście pana Rękasa a swoim poście 16 na przykład. To jest naprawdę nieczytelne.

  19. Ad. 17

    Panie Krzysztofie, przestań Pan pogrubiać bo to wali w oczy!!!!!!!!

    Jeśli Admin zaproponuje inną metodę wyróżniania tekstu cytowanego, to zgoda.

    —————
    Można pogrubić, podkreślić, napisać kursywą, wziąć w cudzysłów… mnie wszystko jedno i specjalnie mi nie przeszkadza, dopóki nie jest nadużywane.
    Admin

  20. bryś said

    Przepraszam oczywiście że się czepiam, może nie mam racji, ale przelatując stronę na szybko – jesteśmy przyzwyczajeni do układu strony, ma ona swój rytm, a tu BACH, WTEM i NAGLE!!! Może to kwestia ze na starość dziwaczeje, ale kiedyś pisania prac (nawet takich małych) inaczej uczyli. Pzdr

  21. Ad. 20

    Może to kwestia ze na starość dziwaczeje, ale kiedyś pisania prac (nawet takich małych) inaczej uczyli.

    1. Nie ma starości – jest doświadczenie. 🙂

    2. Co pan proponuje? Tu chodzi o to, żeby czytelnik szybko odczytał cytat i odróżnił ten cytat od komentarza. Jest jeszcze blockquote, ale to już taki chaos graficzny się robi.

  22. bryś said

    Co do artykułu – infrastrukturę (w tym teren do inwestycji) powinno zapewnić państwo. Tereny zalewowe, podobnie jak i umocnienie nabrzeża (np. morskiego) są zagospodarowywane i np. sprzedawane. Wydaje się że za zaniedbania (jak przerwane wały, zarośnięte zbiorniki retencyjne lub ich brak) powinno odpowiadać. A zdarzenia losowe – ludzie nie są przeszkoleni (jako drwale, operatorzy czy ratownicy – oczywiście mogą pomagać) i nie mają ciężkiego sprzętu – jak było widać u nas po huraganie na pomorzu dwa lata temu. Kiedyś były wojska inżynieryjne, albo powinno się wynajmować specjalistyczne firmy, bo chyba nie ma sensu aby samorządy kupowały i trzymały w razie W trzydzieści koparek i spychaczy.

  23. bryś said

    Zawsze dawało się cudzysłów, a po za tym Pan i tak oddziela dość czytelnie cytowane treści od swoich. Czytelność poprawiają tez akapity, punktowania, odstępy. Pogrubienia, kursywy zmiany rozmiaru czy koloru czcionki oczywiście też. Zależy od fantazji, z tym tez że nadmiar też zaszkodzi. Ja tam zawsze patrzę na innych i staram się dostosować, ale to może kwestia charakteru.

    Dupa z doświadczenia, co najwyżej nie wpadnie się pod tramwaj, jak i tak nikt nie słucha. Jak to kiedyś młodzież tu pisała (pani Nyndro?) „podróż w historię” – to o tym naszym forum.

  24. Ad. 23

    i tak nikt nie słucha. Jak to kiedyś młodzież tu pisała (pani Nyndro?) „podróż w historię” – to o tym naszym forum.

    W dużej mierze to od naszej mądrości zależy, czy oni także będą mądrzy. Historię należy tak prezentować, żeby wnioski „na dziś” były czymś oczywistym. … Trening czyni mistrza. 🙂

  25. gnago said

    AlexSailor teoretyzujecie

    Jako widzący odrę z okien mam porównanie, za komuny to żołnierze stali tydzień wcześniej. W 1997 sami mieszkańcy sypali układali wały, pomoc w postaci worków zrzucono jak woda już opadała . W 2010 było lepiej bo wały uszczelniono zawczasu folią budowlaną.
    A dziś w rzyci mają nawet nie pilnuja OC

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: