Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (39 – …
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Adidas wprowadza odzież dla…
    osoba prywatna o TVP ruszy z programem hołubiąc…
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (39 – …
    revers o TVP ruszy z programem hołubiąc…
    Carlos o TVP ruszy z programem hołubiąc…
    Kula o Ile za ciało? Ile za dusz…
    revers o PiS już wybrał: nie zdrowie, a…
    Ewelina Anna (@AnnaK… o Ile za ciało? Ile za dusz…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 518 obserwujących.

To już koniec epoki filmu w PRL

Posted by Marucha w dniu 2020-03-25 (Środa)

Umarł Emil Karewicz (1923-2020), jeden z ostatnich, jeśli nie ostatni – wielki aktor z czasów PRL. Jego długą karierę sprowadza się zbyt często do epizodu jakim była rola Herman Brunnera w „Stawce większej niż życie”.

I chociaż, nikt temu nie przeczy, była to rola wybitna, która przyniosła mu sławę i popularność – to koncentrowanie się tylko na tym jest grubym uproszczeniem. Karewicz to historia polskiego aktorstwa i polskiego kina po 1945 roku, historii chwalebnej, do której wzdycha coraz więcej, także młodych – widzów.

Najpierw przypomnijmy krótko podstawowe fakty z długiego życia Emila Karewicza (za wp.pl):

„Urodził się 13 marca 1923 roku w Wilnie na Litwie. Swoją karierę aktorską rozpoczął w Wilnie, w tamtejszym Teatrze Małym, gdzie zagrał role Małpy w „Kwartecie” I. Kryłowa. [W 1944 roku wstąpił do Wojska Polskiego w Białymstoku, służył w 4. zapasowym pułku piechoty, wojnę zakończył w Gdański. Nie jest prawdą powtarzana często, także w tym biogramie, informacja, że służył w 2. Armii WP i doszedł do Berlina – J.E.] . W 1948 roku zaczął występować w gdańskim Teatrze Wybrzeże.

Po zakończeniu wojny ukończył Studio Aktorskie Iwo Galla (wraz z m.in. Ryszardem Baryczem, Bronisławem Pawlikiem, Barbarą Krafftówną). W 1957 roku otrzymał angaż w Poznaniu w Teatrze Polskim. Rok później wrócił do Łodzi do Teatru im. S. Jaracza. Grał w teatrach w Łodzi m.in.: im. S. Jaracza i Teatrze Nowym. Od 1962 roku jest związany z Warszawą, występował w teatrach: Ateneum, Dramatycznym i od 1967 Ludowym (w 1975 przemianowanym na Nowy). Na emeryturę przeszedł w roku 1983.

Zagrał między innymi: „Warszawska premiera” (1950), „Kanał” (1956), „Baza ludzi umarłych” (1958), „Krzyżacy” (1960), „Ostatni kurs” (1963), „Stawka większa niż życie” (1967-1968), „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” (1969), „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (1969), „Hubal” (1973), „Lalka” (1977), „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” (1978), „Sekret Enigmy” (1979), „Droga daleka przed nami…” (1979), „Polonia Restituta” (1980), „ Katastrofa w Gibraltarze” (1983), „Na odsiecz Wiedniowi” (1983), „Alternatywy 4” (1983), „Przyłbice i kaptury” (1985-1986), „Generał Berling” (1988) czy „Święty Rafał Kalinowski (2007). Karewicz występował także w produkcjach filmowych. Popularność przyniosły mu role: SS-Obersturmführera w filmie „Jak rozpętałem II wojnę światową”, króla Władysława Jagiełły („Krzyżacy” i „Wawelski conventus dowódców”) oraz serialach „Idea i miecz”, „Przyłbice i kaptury”, a zwłaszcza Hermanna Brunnera w „Stawce większej niż życie”. W 2003 roku powstał o nim film dokumentalny pt. „Emil Karewicz. Portret aktora”. W 2004 roku odcisnął swoją dłoń w Alei Gwiazd w Międzyzdrojach. Rok później powrócił na scenę Teatru Nowego w Łodzi. Zagrał rolę Kalmity w „Chłopcach” S. Grochowiaka.

Wśród wielu ról teatralnych należy wymienić: Oktawiusza w Juliuszu „Cezarze” W. Shakespeare’a, Capignaca w „Buonapartem i Sułkowskim” R. Brandstaettera, Franciszka Moora w „Zbójcach” F. Schillera, Gospodarza w „Weselu” S. Wyspiańskiego (Łódź), Liapkin-Tiapkina w „Rewizorze” N. Gogola, Spodka w „Śnie nocy letniej” W. Shakespeare’a, Hetmana Kossakowskiego w „Horsztyńskim” J. Słowackiego, Pagatowicza w „Grubych rybach” M. Bałuckiego, Łomowa w „Oświadczynach” A. Czechowa, Janusza w „Panu Jowialskim” A. Fredry, Jenialkiewicza w „Wielkim człowieku do małych interesów” A. Fredry, Stomila w „Tangu” S. Mrożka, Geronta w „Szelmostwach Skapena” Moliera (Warszawa).

Odznaczony: Order Krzyża Grunwaldu III klasy, Krzyż Oficerski, Orderu Odrodzenia Polski (1988), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1988), Złoty Krzyż Zasługi (1977), Medal Zwycięstwa i Wolności 1945, Medal 10-lecia Polski Ludowej (1955)”.

Zaiste jest to dorobek imponujący, nawet jak na warunki PRL, gdzie aktorzy mieli mnóstwo możliwości realizacji siebie (mimo ograniczeń cenzuralnych). Zwraca uwagę swoista równowaga między rolami w filmach i w teatrze. Teatr był dla tego pokolenia aktorów pierwszy, i tam nabywali umiejętności, które potem tak przydawały się na planie filmowym.

To zupełnie inny model niż obecnie, gdzie do ról telewizyjnych bierze się „aktorów” z ulicy, często niewiele potrafiących tzw. celebrytów. Ten upadek dotyczy także estrady, gdzie nie potrafiące śpiewać „gwiazdki” i „gwiazdorzy” zastąpili prawdziwych piosenkarzy.

W „Kanale” Andrzeja Wajdy. Fot. Fototeka

Emil Karewicz był twarzą polskiego filmu przez kilka dziesięcioleci, albowiem powszechnie rozpoznawalny był już w 1956 roku, kiedy zagrał w „Kanale” Andrzeja Wajdy rolę porucznika „Mądrego”. Rola była, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli – „kontrowersyjna”, bo por. „Mądry” nie pasował do wizerunku żołnierzy AK bez skazy. Ma romans z młodą łączniczką, choć jest żonaty, co przed nią ukrywa. Na dramat narodu nakłada się też dramat ludzki – łączniczka popełnia samobójstwo w kanale, a „Mądry” wychodzi na powierzchnię, by wpaść w ręce czekających już Niemców (ta scena przeszła do historii polskiego i światowego kina). Jego los jest przesądzony.

Tak czy inaczej „Kanał” był dla niego ogromnym awansem i przepustką do następnych filmów – by wymienić tylko głośny film Ewy i Czesława Petelskich „Baza ludzi umarłych” (1958) czy „Yokmok”, gdzie zagrał główną rolę prześladowanego przez UB b. oficera polskiej marynarki wojennej, który wrócił z Zachodu.

W tym czasie jego wizerunek aktora był już jasno określony – męski typ o twardym charakterze. Grał raczej role poważne, ale – jak się okazało – jego talent komediowy był ogromny, czego dowodem rola najbardziej dla niego spektakularna – Hermana Brunnera w „Stawce większej niż życie”.

Tak jak w przypadku Stanisława Mikulskiego stała się jego znakiem rozpoznawczym, ale czy przekleństwem? O ile Mikulski już nigdy nie przestał być Klossem, to Karewicz tego uniknął, choć dla przeciętnego Polaka zawsze pozostał Brunnerem.

W latach 70. i 80. często grywał u Bohdana Poręby – w „Hubalu” rotmistrza Sołtykiewicza i w „Katastrofie w Gibraltarze” gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Co ciekawe, Poręby nigdy się nie wyrzekł, jak inni aktorzy, którzy po 1981 roku „odcinali” się od reżysera, który kojarzony był ze Zjednoczeniem Patriotycznym „Grunwald”. Karewicz nigdy politycznie się nie angażował, nie był członkiem PZPR, ale jednocześnie wolny był od pewnej przypadłości, jaką mieli np. tak wybitni twórcy, jak Wajda, Łapicki czy Holoubek. Od uwielbienia władzy i Polski Ludowej do nienawiści wobec niej. Karewicz był stały – grał dla ludzi i nie zmieniał poglądów.

W swoich wspomnieniach opublikowanych w książce „Moje trzy po trzy” (Warszawa 2013) mówił o tym okresie tak:

„W tym czasie Poręba i ja oraz aktorzy, którzy u niego grali, byli na indeksie, bowiem obowiązywał bojkot aktorski telewizji, teatrów, filmu. Tymczasem ten reżyser kręcił filmy, narażając się na ostracyzm tych, którzy trzymali nieformalną władzę w środowisku. Ja nie uważałem bojkotu za najlepszy sposób na obalenie ustroju. Sądziłem, że to tak, jakbyśmy, chcąc uderzyć szewca, bili po głowie krawca. To nie władza ucierpi na tym, że aktorzy nie pokażą się w telewizji. Ucierpi na tym przeciętny widz, bo będzie pozbawiony rozrywki czy kulturalnego widowiska.

Na szczęście ustrój udało się zmienić bez zbytniej ofiary aktorów. W środowisku aktorów panował straszny zamęt. Sytuacja nie sprzyjała atmosferze twórczej. Wszyscy patrzyli na siebie wilkiem, było nieciekawie. Ja nie należałem do partii i nie powiesiliby mnie z tego powodu na latarni, ale czułem się wtedy nie najlepiej wśród kolegów. Ja jestem spod znaku Ryb, lubię czystą wodę, czystą atmosferę, jasną sytuację. A wtedy wszyscy patrzyli na siebie spode łba, każdy mógł oskarżyć każdego o jakiś wiersz mówiony na akademii okolicznościowej, o byle jaki wierszyk. To już nawet nie aktorzy, całe społeczeństwo było wtedy podzielone”.

W „Katastrofie w Gibraltarze” Bohdana Poręby. Fot. Fototeka

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że wbrew temu co się w Polsce sądzi, to bojkotowicze zachowywali się wtedy podle – organizując nagonkę na swoich kolegów, którzy chcieli nadal grać. Było to tym bardziej niegodne, że w przeszłości, czyli w latach 50-70., to oni byli w pierwszym szeregu „wazeliniarzy” fetującymi władze na pochodach pierwszomajowych. Karewicz nigdy nie przekroczył pewnej granicy, nie musiał więc niczego „nadrabiać”. Wydaje się, że miał trzeźwy pogląd na powojenną teraźniejszość.

Widać to choćby czytając książkę o nim. Jako młody człowiek, wychowany w duchu patriotycznym (była przed wojną harcerzem) przeżył 1939 roku i okupację sowiecką w Wilnie. Ale to jak o tym mówił, może niejednego wychowanego na IPN zaszokować. Oto bowiem kreśli przed nami obraz bogatego życia kulturalnego, jest aktorem teatralnym, gra w polskich sztukach klasycznych (np. Bałucki).

A o realiach tego czasu mówił tak: „Sowiecka okupacja nie była tak mroczna i groźna jak niemiecka”, a Polacy i Litwini byli traktowani na równi.

Zetknięcie z okupacją niemiecką było szokiem: „Poczuliśmy, że atmosfera na ulicach zrobiła się niebezpieczna. Wprawdzie wiedzieliśmy już jak wyglądało to w Warszawie, z łapankami i rozstrzeliwaniem na ulicach, ale przynajmniej na razie takich pułapek jeszcze u nas nie było. Zauważyłem, że w tych pierwszych miesiącach od wejścia hitlerowców do miasta wszyscy moi znajomi i nie tylko oni, poczuli co najmniej respekt do najeźdźców, jeśli nie zaczęli się po prostu bać. Niemcy byli groźni, mówili w języku, którego nikt nie rozumiał. Nazywaliśmy ich Szwabami. Żeby uniknąć niebezpieczeństwa wpadnięcia w łapy Niemców, mama postanowiła, że wyjedziemy z miasta. Przypomniała sobie o dawnym domu nad Dźwiną i chociaż minęły lata, doszukała się tam znajomych. Pojechaliśmy”.

W 1944 roku, będąc przecież świadkiem tego co działo się w Wilnie po wejściu Armii Czerwonej – nie miał oporów, żeby od razu, w Białymstoku, wstąpić do Wojska Polskiego. Wspominał, że kiedy zobaczył polskie flagi i napis „Wojsko Polski – witajcie” – rozpłakał się.

Zamiłowanie do munduru zostało mu do końca życia. I nie chodziło tu tylko o przyjmowanie ról polskich wojskowych, ale także obecność na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, gdzie po raz ostatni zaśpiewał w 1988 roku „Szli na zachód osadnicy”, tak jak on w 1945 roku – choć doszedł „tylko” do Gdańska, gdzie zresztą zaczynał po wojnie karierę aktora w Teatrze Wybrzeże.

Emil Karewicz odszedł, nikt mu nie wypomniał „nieprawomyślnego” z dzisiejszego punktu wiedzenia życiorysu – media dyskretnie zachowały milczenie na ten temat, sprowadzając jego wielki dorobek do roli króla Władysława Jagiełły w „Krzyżakach” i Hermana Brunnera w „Stawce większej niż życie”.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2020)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 14 to “To już koniec epoki filmu w PRL”

  1. zprowincji said

    jak by nie zaklinać naszej historii PRL (znaczy się my Polacy w PRLu) stworzył najwięcej wszystkiego dla swojego narodu .Nie przypadkiem powstały najlepsze filmy,najlepsze teatry ,
    wielkie budowy przemysłowe ,zlikwidowano powszechny analfabetyzm , postawiono na nauke i wiedzę i stworzono dla niej klimat ,to samo ze sztuką .Wielkich ludzi sztuki ,teatru ,filmu ,prozy i poezji urosło w PRLu co nie miara .Cały przemysł powstał od zera bo ten przedwojenny ,choć też wazny i wychwalany pod niebiosa niczym powojennemu nie dorównywał .Powstały wielkie filmy historyczne nowe gałęzie przemysłu ,budowano kompletne fabryki z własną technologią ,statki przetwórnie i wiele wiele innych dokonań ,jak polska geologia, sztuka plakatu ,sport ;ech serce się kraje i gniew człowieka dusi jak to wszystko zgnojono wraz z narodem w imię kapitalizmu który nas obecnie dusi .

  2. Birton said

    a propos nowego pokolenia serialowych aktorów:
    Jaracz wszedł kiedyś do teatru w czasie próby, spojrzał na scenę i zapytał :”Kto to?”
    Odpowiedziano mu: „Młody aktor”
    Na to Jaracz : „Pora umierać”

  3. . said

    1 @

    Powiedz to tym młodym „katolikom i patriotom” to usłyszysz, że Polska była pod butem ZSRR, że Ruskie gwałcili i bili wyklętych, w szkole uczyli fałszywej historii, a w sklepach były puste półki. A potem przyszedł kochany Regan zrobił raj, bla, bla, bla…
    Nic to. Nie da rady.

  4. Głos z Kociewia said

    Zachęcam do zapoznania się z biografią Ryszarda Filipskiego ( życie w nędzy, w szałasie, napisana książka etc.). Żaden z aktorów nie doznał takiego ostracyzmu z powodu mówienia prawdy o Żydach. Za to „Major Hubal” oraz „Wachmistrz Soroka” z ekranizacji „Potopu” ma u mnie najgłębszy szacunek. Swoją drogą Emil Karewicz to również niezgorszy Polak. W muzyce porównałbym obydwu z Bernardem Ładyszem .

  5. Moher49 said

    Wspaniały aktor. W filmach z okresu PRL nie było przekleństw, ordynarnych wyzwisk. Niemożliwe aby kobieta jakieś brzydkie słowo powiedziała. Teraz w filmach syf.

  6. Szymon said

    Wychwalacie PRL, bo już chyba nie pamiętacie jak wtedy było. Owszem : zachłyśnięcie się konsumpcją doprowadziło do upadku poziom kultury, ale to przecież od nas zależy jaką kulturę wspieramy. Kiedy ostatnio szukaliście w tym ścieku wartościowych filmów / spektaklów / koncertów i wsparliście je obecnością / zakupem biletu czy darowizną ?. Oczywiście że w PRL była cenzura obyczajowa i nie widzę powodu żeby dziś jej nie wprowadzić ( przecież mamy cenzurę polityczną na Fb , że o telewizji nie wspomnę ). Dzisiaj wygodnie jest mówić że za PRL to czy tamto, bo lepiej zawsze narzekać niż ruszyć tyłek i zrobić coś samemu. I żeby było jasne : dzieciństwo spędziłem w PRL-u i co-nieco pamiętam. I potwierdzam, kilka rzeczy z PRL należałoby było zostawić ( np. cenzurę obyczajową ), ale poza tym nie ma czego żałować.

    —————–
    W szczególności nie ma co żałować pewności zatrudnienia, wczasów, sanatoriów, kolonii dla dzieci, biblioteki w każdej wsi, domów kultury, koncernu Iglopol, gęstej sieci kolejowej…
    Admin

  7. . said

    Mnie w PRLu nie było na świecie. Czasami jak zagłębiam się w odmęty historii to mam takie wrażenie był to od czasów gomułkowskich okres Polski chyba bardziej suwerennej (tak politycznie jak i ekonomicznie) od III RP. Może nie wszystko było dobre ale dlaczego nie wolno mówić o pozytywnej stronie tamtych czasów ani porównywać ich ze stanem dzisiejszym?
    Zmowa gadzinowa umyślnie przedstawia nam wyłącznie swoją wizję tego okresu ględząc bez przerwy hasła o Ruskich i pustych półkach – to jest permanentne pranie mózgów.
    Były zakłady państwowe i dobrze bo były polskie. Tyle się mówi źle na gosp. socjalistyczną, a nic nie wspomina o sankcjach Regana. Normą było po pięciu dzieciaków w rodzinie. Nikt się nie martwił o jakiś przyrost, brak, zastępowalności pokoleń i nie było ściągania imigrantów. Miasta w epoce PRLu rozrosły się kilkukrotnie, jak nigdy wcześniej w historii Polski. Młodzi pobierali się gdy mieli 20 lat i nie było takiego problemu z mieszkaniami co teraz. Na wsi co prawda trzeba było czasem świnię oddać ale mogłeś hodować co chciałeś i gdzie chciałeś. Spróbujcie dziś z „kontrolami” weterynarza i unijnymi przepisami. Polityka historyczna władz była czasami bardziej patriotyczna niż obecnie. Przykłady pomników z lat 60 gdzie się nie cyrkolono, żeby
    napisać o krzyżackim jarzmie na Pomorzu albo o niemieckim okupancie. Dziś napisy na tych pomnikach pozmieniano tak, że mam ochotę je rozwalić. Ulice nazywano imieniem Mieszka I Bolesława Chrobrego, a nie Malinowa czy Porzeczkowa. Moje rodzeństwo miało niemalże obowiązek brać udział w wycieczkach szkolnych do Malborka, Auschwitz, Biskupina i na Wawel, a potem miało z tego sprawdziany. Tysiąclecie państwa polskiego obchodzono – 1050 rocznica to było jakieś mdłe odstawienie szopki przez postawione pacynki u władzy. Jak coś nie pasowało to człowiek szedł do partii i często pomogli – takie są relacje starszych osób. Dziś idź do wójta czy posła to cię odprawi z kwitkiem i gówno załatwisz. Porównywać tamtych komunistów z pederastami z dzisiejszego SLD nie można. Do kościoła to może oni nie chodzili ale nie było pedalstwa na ulicach, władza krytycznie patrzyła na bandy hippisów czy koncerty rockowe gdzie patologii zachciewało się Ameryki i lewactwa. Ktoś powie, że szpiegowano księży, powie o Popiełuszce. Niech porówna to z całym dzisiejszym atakiem medialno politycznym na Kościół i katolików. Atakie codziennym bez dnia przerwy. Nawet krew księdza obecnego opluwania sacrum nie przewyższy. Pamięta ktoś w PRLu bezpośrenie ataki na Jasną Górę, profanacje obrazu? Tow. Wiechu gdy mu coś polecono z Moskwy potrafił jednak postawić na swoje. Dudy, Tuski i Kaczory nigdy nie odstąpią ani o milimetr od wytycznych z ambasady USA i Izraela, NATO czy unijnych dyrektyw które inne kraje kołchozu mają w dupie. Wtedy Polska była zależna od ZSRR ale dzisiaj to już 100% niepodległości? Bzdura!
    W PRLu każdy niemal facet miał przeszkolenie wojskowe i wiedział jak broni użyć. Ale weź to komuś wytłumacz.

  8. z prowincji said

    ad7 ,,said
    szkoda że tak niewielu młodych nie interesuje ,tak bezkompromisowej krytyce poddany
    okres naszego PRLu .Dziwnym jest postawa ludzi tamtego czasu (boją się ? czy to tyko komformizm ) ,że pozwalają na bezzasadne opluwanie i fałszywe przedstawianie opisu tamtego czasu ,czasu ich młodości .Bardzo nie na miejscu jest postawa ludzi którzy z racji swojego pochodzenia dostąpili wielkiego awansu społecznego ,we wszystkich kategoriach .To mogło się stać tylko w takim systemie i takich okolicznościach i sojuszach jakie posiadał PRL. Niestety brak powszechny samooceny ,brak wyciagnięcia wniosków z historii ,głupota i slepota narodu pozwoliła pseudo patriotom wciagnięcie narodu na ślepy tor kapitalistycznego mirażu i jego ” dobrobytu „.Nie wspomnę już o stosunku do obecnej Rosji kiedyś naszego sojusznika i wybawcę.
    Widzi się tylko Katyń i 17 września 39r. Widzi się tylko i chwali sojusz angloamerykański bez cienia jego podłych i niestety zgubnych jego poczynań sojuszniczych wobec nas jego wasali.
    Cięzko to mówic ale to co się wobec nas w cieniu polityki wyprawia i do tego przy całkowitej nieświadomości społeczeństwa polskiego ,zakrawa to wszystko powtórką września 39 i losu
    IIRP.

  9. z prowincji said

    z netu ps;dla powyższego

    .o więcej, teraz Amerykanie zamykają się przed bolączkami innych na swoim kontynencie, a Europejczycy, którzy mieli tak wielkie nadzieje związane z pomocą Stanów Zjednoczonych, zostali sami. Więc wychodzi na to ze ta zła wroga Rosja pomaga NATO. A przeciwko której mieli wszyscy razem jak jeden mąż razem z Waszyngtonem iść na Rosję w nowej napoleońskiej „krucjacie”.

    Tylko kraje Europy Wschodniej wciąż nie zdają sobie sprawy, że Biały Dom „porzucił”ich i to już od dawna i pozostawił twarzą w twarz z tą okropną „carską Moskwą”.

    Nawiasem mówiąc, nie mają już nikogo, kto mógłby tym porzuconym krajom NATO pomóc – granice między państwami unijnej Europy są zamknięte, a USA izolują się, ale trzeba przecież jakoś przetrwać.

    ■ Manewry Defender 2020 za wszelką cenę z nienawiści do Rosji.■

    Tak więc „Polacy” bo tak naprawdę to są polskojęzyczni obywatele Polski z krajami bałtyckimi starają się pokazać ludności, że pomimo istniejącego „zagrożenia ze Wschodu”, są pod ochroną Waszyngtonu, a przynajmniej w jakiś sposób uzasadniają swoją rusofobiczną politykę i prowadzą dalej swoje usługi dla wojska amerykańskiego, którym udało się tu przybyć. Teraz pozostaje retoryczne pytanie. To prawda, a kto uratuje ich po tych „obrońcach” ?.

    Na tym tle obecna sytuacja między europejskimi członkami sojuszu jest bardzo interesująca – dla rosyjskich samolotów, które przewoziły ładunki medyczne do Włoch, Polska PiSowska irytuje się na każdym kroku podając ciągle komunikaty w TVP-mediach jak to teraz jest tragicznie w tej okropnej Rosji. Zamulają rzeczywistość byle tylko pomniejszyć wagę pomocy udzielonej przez złego Putina.

    Włosi raczej nie zostaną dzięki Rosji osamotnieni, a „sojusznik” NATO buduje przeszkody, by ocalić zwykłą ludność.

    Teraz wyraźnie widać, kto rozumie zagrożenie i cenę amerykańskich obietnic i kto ślepo wierzy w „sen Hollywood”. Najwyraźniej w dalszym ciągu w różowych okularach jest wojskowo-polityczne przywództwo Polski i krajów bałtyckich.

    Tak więc, pomimo groźby śmiertelnego wirusa i zamknięcia granic państwowych do Polski i do krajów bałtyckich, w Estonii nastąpiła zmiana brytyjskiego kontyngentu z batalionu taktycznego NATO. Do republiki przybyło 700 żołnierzy i dziesiątki bojowych pojazdów piechoty.

    Jak widać, to nie ma nadziei na zachowanie zdrowego rozsądu w Polsce i w republikach bałtyckich – biorąc pod uwagę dużą liczbę chorych, zamknięcie granic, zakaz przemieszczania się i masowe infekcje, oficjalnie twierdzą, że żołnierze NATO są odporni na tę zarazę. Mieszkańcy są ograniczani w swobodach, a żołnierzom sojuszu, którzy są nosicielami infekcji, wolno się poruszać. !

    Polska poszła jeszcze dalej – Ministerstwo Obrony kraju zabroniło personelowi wojskowemu zgłaszania informacji o przypadkach zakażenia koronawirusem lub podejrzeń o niego w armii bez koordynacji z centralną administracją wojskową.

    Oczywiście Europejczycy nie są tak głupi, aby nie zauważyć, że nawet „wczorajsi wrogowie” stają się wybawcami i przyjaciółmi. A elity polityczne Zachodu, które ze względu na Biały Dom zawsze będą straszyć swoich obywateli Kremlem, będą musiały powstrzymywać zapał, ponieważ tracą reputację i głosy z każdym wypowiedzianym słowem.

    Tu jest utwór poświęcony solidarności z lekarzami i służbą medyczną w czasie Covid-19

    ■ Coro virtuale „Va pensiero” („Nabucco” di G. Verdi) – International Opera Choir ■

    Piękna pieśń.

  10. z prowincji said

    to ta pieśń ,

    .https://youtu.be/JTVXEGIS3LE

  11. z prowincji said

    .To już koniec epoki filmu w PRL ; dodajmy ;pięknej epoki !.

  12. walthemar said

    Panie Głos z Kociewia

    Gdzie ta ksiazke moge pobrac
    nawet na googlach jej nie pokazuje [nie istnieje]

    gorale z synaju maja silne rece

  13. Głos z Kociewia said

    Oto tytuły dwóch pozycji książkowych autorstwa aktora Ryszarda Filipskiego w księgarni wysyłkowej ( zakup przez internet ), adres : merlin.pl -//- : 1) „Krajobraz po Grunwaldzie” (19,39 zł), – 2) „Mzehomo” ( obecne niedostępna w tejże księgarni). Jedną z książek pisał, gdy mieszkał w Białowieży. Warte uwagi jest również to,że wydaje piosenki patriotyczne, które są mu szczególnie bliskie (płyty CD), zaś jego żona ( szczera Polka) literaturę dla dzieci. Więcej informacji proszę szukać np. w Wikipedii pod jego nazwiskiem. Pozdrawiam.

  14. Głos z Kociewia said

    Ad. 12 Walthemar —– Odnośnie pozycji ” Mzehomo” to w bibliotekach województwa.lubelskiego 5 egzemplarzy jest dostępnych. W Warszawie w bibliotece 1 egzemplarz. „Mzehomo” wydawnictwo „Emaus” 1998r. Dodam : żona pana Ryszarda Filipskiego, autorka literatury dla dzieci to pani Ogińska.

Sorry, the comment form is closed at this time.