Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Enya o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    marcinxw o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Boydar o Wolne tematy (10 – …
    Enya o Wolne tematy (10 – …
    Listwa o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Liwiusz o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Yagiel o Wolne tematy (10 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (10 – …
    Peryskop o Dlaczego kobiety w średnim wie…
    Krystian Szeliga o Szymowski prześwietla premiera
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Romanowskiego rozprawa z postsolidarnością

Posted by Marucha w dniu 2020-07-21 (Wtorek)

Nakładem wydawnictwa Universitas (Kraków 2019) ukazała się książka prof. Andrzeja Romanowskiego pt. „Antykomunizm, czyli upadek Polski. Publicystyka lat 1998-2019”.

Autor (ur. 1951) jest literaturoznawcą, kierownikiem Katedry Kultury Literackiej Pogranicza na Wydziale Polonistyki UJ, pracownikiem naukowym Instytutu Historii PAN, redaktorem naczelnym „Polskiego Słownika Biograficznego” (od 2003 r.) i publicystą.

W okresie PRL był związany z „Solidarnością”. W III RP wchodził w skład władz regionalnych i krajowych Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna, Unii Demokratycznej, Unii Wolności i Partii Demokratycznej. [Szczerze mówiąc chwały mu to nie przynosi… – admin\

Teza przewodnia publicystyki prof. A. Romanowskiego sprowadza się do konkluzji, że III RP – która jego zdaniem była „najlepszym państwem w polskich dziejach” (s. 5) – została zniszczona przez solidarnościowy antykomunizm i upolityczniony katolicyzm.

Co do upolitycznionego katolicyzmu, to należy przypomnieć, że bliska prof. A. Romanowskiemu Unia Demokratyczna (Wolności) sama podczepiała się pod Kościół katolicki i wykorzystywała politycznie katolicyzm, tylko w innej formie i w innym celu niż szeroko rozumiana prawica.

Ciekawa jest natomiast krytyka postsolidarnościowego antykomunizmu w publicystyce prof. A. Romanowskiego. Tezę, że antykomunizm rozumiany jako delegalizacja PRL jest ideologią państwową III RP stawiał wielokrotnie prof. Bronisław Łagowski. Także ja zwracałem uwagę na to, że antykomunistyczna ideologia III RP ma w istocie charakter antypolski. III RP nie wzięła się bowiem z Kosmosu. Wyrosła z PRL – m.in. z jej kształtu terytorialnego i z pozostawionego przez nią majątku narodowego, który roztrwoniła.

Dlatego chociażby wyszydzanie określenia Ziemie Odzyskane – pisanego przed dekomunizatorów w cudzysłowie – ma charakter antypolski. Taki sam charakter ma wymazywanie z historii nazwisk i osiągnięć ludzi, którzy działali w PRL na polu społecznym, kulturalnym, a nawet politycznym nie z powodu fascynacji marksizmem-leninizmem, ale w celu podtrzymania bytu narodowego oraz ciągłości politycznej państwa i narodu. W celu nadania temu państwu możliwie jak najbardziej polskiego charakteru.

III RP – wbrew temu co się wydaje szermierzom postsolidarnościowego antykomunizmu (nie tylko prawicowym, także tym z obozu liberalnego i lewicy) – jest polityczną (nie ustrojową) kontynuacją PRL, a nie II RP, której historia zakończyła się ostatecznie z chwilą kapitulacji powstania warszawskiego. Postsolidarnościowi antykomuniści biorąc w nawias okres PRL i ogłaszając się spadkobiercami i kontynuatorami wyłącznie II RP wybrali życie w Matriksie. Dodajmy – w groteskowym Matriksie.

Prof. A. Romanowski zasadniczo idzie tym tokiem myślenia. Jednakże upatrując przyczyn niepowodzenia projektu politycznego III RP w solidarnościowym antykomunizmie i upolitycznionym katolicyzmie nie zauważa neoliberalizmu, którego jest zwolennikiem. Sądzę, że akcenty rozkładają się nieco inaczej. Przyczyną wielostronnej degrengolady III RP jest właśnie neoliberalizm, a solidarnościowy antykomunizm i „polityczny katolicyzm” były tylko jego narzędziami.

Zgodzę się z prof. A. Romanowskim, że solidarnościowy antykomunizm musiał doprowadzić do PiS. Jednakże jego stwierdzenie, że III RP przestała istnieć w nocy z 2 na 3 grudnia 2015 r. „w momencie zaprzysiężenia przez prezydenta Andrzeja Dudę sędziów-dublerów Trybunału Konstytucyjnego” ociera się o groteskę. Zwłaszcza w kontekście świetnej publikacji na ten temat Lecha Mażewskiego – „Wiele hałasu o nic? Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego w latach 2015-2016 w perspektywie rozważań modelowych” (Warszawa 2017).

Ogólnie jednak należy się zgodzić chociażby z taką tezą prof. A Romanowskiego: „Tak czy inaczej, zrozumienie historycznego dziedzictwa Polaków – to dla dzisiejszej prawicy zadanie zbyt intelektualnie wyczerpujące. A dla lewicy jałowe i nudne” (s. 119).

Duża część dwudziestoletniej publicystyki prof. A. Romanowskiego jest poświęcona krytyce polityki historycznej III RP, firmowanej przez IPN i solidarnościową prawicę. To jej głównie zarzuca on brak zrozumienia i instrumentalizację historii. Ale potrafi skrytykować za to także ludzi wywodzących się ze swojego środowiska politycznego – np. Romana Graczyka.

To co pisze prof. A. Romanowski należy docenić, ponieważ pisze to człowiek „Solidarności”, a spojrzenie krytyczne na historię i rzeczywistość nie jest mocną stroną środowisk solidarnościowych, odwołujących się w większości do tradycji polskiego romantyzmu politycznego XIX w. i to w formie karykaturalnej.

U prof. A. Romanowskiego wyraźny jest obiektywizm, gdy pisze on zgodnie z prawdą historyczną, że PRL była po 1956 r. państwem autorytarnym. Natomiast animatorzy polityki historycznej III RP zamknęli okres 1944-1989 klamrą z napisem „totalitaryzm”, rozciągając manipulacyjnie okres stalinizmu na cały okres PRL.

Prof. A. Romanowski odwołuje się do polskiej szkoły realizmu politycznego, gdy pisze: „Polacy w niewoli rzadko byli w sytuacji takiej, że nie mieli niczego. Ich podstawowe pytanie brzmiało nie: »bić się, czy nie bić«, lecz: umacniać czy nie umacniać te państwa, te organizmy, te autonomie – czasem quasi-niepodległe. A na to tym bardziej nie było jednej odpowiedzi (…). Kto jednak dobrze życzył Polsce, temu ugoda nie myliła się z kapitulacją. Każdy rozumiał, że ugoda – to targ i układ: coś za coś. (…) Przecież to dzięki temu, że Czartoryski trwał nie przy Napoleonie, lecz przy carze Aleksandrze, mógł potem, na kongresie wiedeńskim, wskrzesić Królestwo Polskie. I to dzięki temu, że Polacy ułożyli się z zaborcą austriackim, Galicja stała się z czasem »polskim Piemontem«, a Piłsudski mógł tu uzbroić swą Kadrówkę. Co by się stało, gdyby w latach napoleońskich Polska nie miała wariantu awaryjnego? I co by było, gdyby w roku 1866 Polacy wysunęli hasło powstańcze, dokonali próby oderwania Galicji od Austrii?” (s. 112-113).

Jest też do bólu obiektywny, gdy pisze:

„PiS-owska »polityka historyczna« była w istocie wyzwaniem rzuconym Polsce i jej tradycji. Zarówno w Muzeum Powstania Warszawskiego, jak w wystąpieniach prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jak wreszcie w szerzonym przez Instytut Pamięci Narodowej kulcie powojennego »podziemia niepodległościowego«, »żołnierzy wyklętych« i »ostatnich leśnych«, liczyło się tak naprawdę tylko jedno: upływ krwi.

To był ten jedyny miernik patriotyzmu – tym większą budzący satysfakcję i (sic!) radość, im mniej za nim stało politycznej kalkulacji, im bardziej tragiczne były jego skutki. Otóż takiego myślenia dotąd w Polsce nie znaliśmy. Owszem, w II RP czczono tradycję powstańczą i fetowano weteranów 1863 roku. Lecz przecież istniała wtedy zawsze możliwość konfrontacji postaw, dokonania odpowiedniego wyboru. (…)

Z patriotyzmem powstańczym konkurował patriotyzm Narodowej Demokracji, dla którego »socjalistyczny« czyn Legionów był w istocie antynarodowy. Nie było też mowy o ograniczeniu patriotyzmu do któregokolwiek z segmentów sceny politycznej, ani o łączeniu go z porządkiem katolickim – nie pozwalały na to antyklerykalne i laickie korzenie ideologii Piłsudskiego, Dmowskiego i Witosa. Zresztą sami przywódcy, wychowani w latach niewoli, umieli wznieść się ponad historiozofię własnego obozu: znany jest szacunek, jaki kultywujący tradycję powstańczą Piłsudski żywił do największego wroga powstania – margrabiego Aleksandra Wielopolskiego” (s. 114).

I dalej:

„Trzecia Rzeczpospolita miała szansę stać się państwem wielkiej ideowej syntezy. Powstała wszak w drodze układu z komunistami, ale jej aksjologia była antykomunistyczna. Jedno i drugie stanowiło wartość. Rzecz jednak w tym, że terminem »antykomunizm« ochrzczono u nas walkę nie z systemem czy ideologią, lecz z nieistniejącym PRL. Ba! Nawet nie z PRL, lecz z ludźmi PRL, a czasem nie z ludźmi PRL, lecz po prostu z aktualnym przeciwnikiem – jak nie byłym członkiem PZPR, to agentem, jak nie agentem, to człowiekiem o kontaktach wskazujących na to, że mógł być agentem… Ta postsolidarnościowa spirala wariactwa, widoczna w kolejnych bataliach o lustrację, dekomunizację i dezubekizację, rosła i potężniała z każdym rokiem” (s. 115).

Ciekawe jest też spojrzenie prof. A. Romanowskiego na Rosję. Jego stosunek do Rosji Putina jest negatywny. Zarzuca jej to samo, co bliski mu obóz liberalny, który pod tym względem prawie nie różni się od przeważającej większości polskiej prawicy. Wytyka więc Moskwie eksterminację Czeczenów oraz podeptanie aksjomatu nienaruszalności granic w Gruzji i na Ukrainie. Aneksję Krymu porównuje z Anschlussem Austrii przez Hitlera itp. System polityczny stworzony przez Putina charakteryzuje jako „tyleż anachroniczny, co niebezpieczny: okcydentalistyczny, lecz w rozumieniu powrotu do środka Europy, żywiący się marzeniem o odbudowie utraconego imperium, więc stawiającym na armię i politykę siłową” (s. 360).

Jednakże i tutaj jego spojrzenie okazuje się wyważone. Nawiązując do sytuacji na Ukrainie po 2014 r. pisze bowiem o realiach historycznych:

„Rosja czuje się spadkobiercą Rusi. Kijów jest kolebką Rusi, miastem świętym, nad którym Moskwa panuje w sposób faktyczny od połowy XVII wieku. Z kolei Doniecczyzna i Ługańszczyzna leżały na terenie państwa moskiewskiego również wtedy, gdy ukraińscy Kozacy dokonywali jej kolonizacji. Krym został zdobyty przez Rosję pod koniec XVIII wieku i został w większości zasiedlony przez Rosjan (Ukrainie podarowała go Moskwa zaledwie 60 lat temu). Sewastopol do dziś pozostaje symbolem rosyjskiego oręża” (s. 357).

Zauważa, że „minione ćwierćwiecze udowodniło, że Rosja jest gotowa przyjąć istnienie odrębnej Ukrainy. Wszak nawet w dniach »pomarańczowej rewolucji« prezydent Putin wykazał powściągliwość. Ale trudno sobie wyobrazić, by nie tylko Putin, ale i Gorbaczow, czy Borys Jelcyn, zgodzili się kiedykolwiek na pożeglowanie Ukrainy do świata zachodniego. Do Unii Europejskiej i do NATO, a przecież te cele stawiała przed sobą polityka ukraińska” (s. 358).

O polskiej odpowiedzialności za kryzys ukraiński w 2014 r. pisze następująco:

„Nie da się zaprzeczyć, że Polska, podtrzymując dążenia Ukraińców do systemu »takiego jak na Zachodzie«, wspierała działania wymierzone w prezydenta Wiktora Janukowycza i – analogicznie jak w roku 2008 w Gruzji – opowiadała się za wszystkim, co tylko może zaszkodzić Rosji. Działania te niosły oczywiste ryzyko, ale taki ciężar polityk musi czasem podjąć. Rzecz w tym, czy były racjonalne. Bo czego właściwie się bano? Czy pod rządami Janukowycza Ukraina rzeczywiście stałaby się rosyjskim protektoratem? To wielkie i ludne państwo, zawieszone między Wschodem i Zachodem, przyjazne Rosji i Zachodowi (choć pewnie Rosji bardziej), zostałoby wtedy co prawda skazane na dryf, nie byłoby państwem marzeń zwłaszcza dla Ukraińców ze Lwowa, zarazem jednak zachowałoby terytorialną integralność i miałoby poczucie bezpieczeństwa” (s. 358-359).

Dostrzegł, że Rosja nie może „odpuszczać” Ukrainy – „fundując sobie powstanie państwa jeszcze bardziej niż Polska antyrosyjskiego” (s. 363).

W sierpniu 2014 r. – kiedy większość polityków i mediów polskich przemawiała w tonie triumfalizmu, niczym Piłsudski po powrocie z wyprawy kijowskiej – prof. A. Romanowski napisał, że Polska na Wschodzie przegrywa. Tak to uzasadnił:

„Pokazaliśmy Rosji, że jej polityka otwarcia – rozpoczęta przez Gorbaczowa, kontynuowana przez Jelcyna i nawet jeszcze przez Putina, który pięć lat temu mówił na Westerplatte rzeczy dla rosyjskiego ucha rewolucyjne – jest drogą do politycznej zapaści. (…) Polska przecież – po osiągnięciu celów strategicznych, jakimi były członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej – nie miała żadnego powodu, by przyjmować wobec Rosji postawę konfrontacyjną. Nie powinna być jastrzębiem – raczej gołębiem, raczej mediatorem. (…)

Przegrywamy jednak nie dlatego, że nie doceniliśmy niebezpieczeństwa rosyjskiego. Przegrywamy dlatego, bo to niebezpieczeństwo przeceniliśmy. Bo przecież nie każdy krok Rosji był w przeszłości obliczony na konfrontację. Porównując (ustami Radosława Sikorskiego) rosyjsko-niemiecki kontrakt gazowy do paktu Ribbentrop-Mołotow, sami pozbawiliśmy się wiarygodności.

Elity solidarnościowe, wzrosłe niegdyś w etosie walki, zawsze też wobec siebie bezkrytyczne, nie potrafią zmierzyć się z zagrożeniem, gdy stało się ono realne. Będą wykonywać gesty Rejtanowskie, protestować, piętnować i żądać sankcji, będą ścigać się w radykalizmie. Nie mają jednak pomysłu na Rosję, na dobrosąsiedzkie z nią stosunki – jak już niczego nie znajdą, to przynajmniej zażądają, by Katyń uznać za ludobójstwo. Bezpieczeństwa Polski i Ukrainy taka polityka nie wzmacnia” (s. 362-363).

Prof. Andrzej Romanowski wpisuje się zatem w podobny nurt myślenia krytycznego o Polsce postsolidarnościowej, co profesorowie Bronisław Łagowski i Andrzej Walicki. Nie mam wątpliwości, że i jego głos nie wywrze jakiegokolwiek wpływu na polska „klasę polityczną” i jej myślenie, tzn. jej niezdolność do myślenia. Nie mam też wątpliwości, że ze swoim stanowiskiem pozostanie osamotniony także, a może przede wszystkim w swoim obozie politycznym.

[Autor, jak widać, podziela optymistyczny pogląd gajowego Maruchy na polską klasę polityczną, a szerzej – na polskie społeczeństwo. – admin]

Bohdan Piętka
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2020)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 7 do “Romanowskiego rozprawa z postsolidarnością”

  1. revers said

    A moze co innego rosnie i rozwija sie … . A komunizm jest oparty na syjonizmie i ma sie dobrze do dzis przynajmiej w szybkim rozwoju multi kulti, blm, gender, totalitarnych wirusow w tym covid i jego przyszle mutacje.

    https://wiadomo.co/prof-marcin-krol-rosnie-pokolenie-analfabetow-moralnych/?fbclid=IwAR0kVs_Zh-TWS-N03C0i5XD2A_6jFYK82Dx3KYNwvcUYymY2tsnhF2WLqkI

    z cytatow „Rośnie generacja analfabetów nie tylko intelektualnych, ale społecznych i moralnych – mówi w rozmowie z Przemysławem Szubartowiczem prof. Marcin Król, filozof, historyk idei, publicysta. – PiS trafił nie tyle na dobrą koniunkturę gospodarczą, ile mentalną Polaków. Dwadzieścia lat temu, kiedy wykształcenie, wiedza, czytanie itd. były ambicją powszechną, nie miałby takich szans. Obecnie trafił na pierwszy rzut zaniedbanej generacji, która nie ma żadnych ambicji – dodaje. – Nie gardzę prostym człowiekiem, znam ich zresztą bardzo wielu. Uważam tylko, że oni się zmienili. Przestali dążyć do czegokolwiek poza osiągnięciem statusu finansowego – podkreśla. – Rośnie nowe zjawisko. Co pewien czas cywilizacje padały pod naciskiem barbarzyńców, którzy przyjeżdżali z zewnątrz. Teraz jest inaczej. Ci barbarzyńcy są wśród nas – z nas – i niszczą nas od wewnątrz – mówi także „

  2. Yah said

    Jak rozprawa ? Na rozprawę to przejdzie czas , gdy wymrze postsolidarnościowe pokolenie , czyli circa za 30-40 lat. Nie wcześniej, o ile w ogóle.

    Pokolenie Romanowskiego, w większości , nie jest w stanie obiektywnie ocenić zła, które wyrządzili Polsce i Polakom. Do tej obiektywnej oceny potrzebne byłoby stwierdzenie, że neoliberalizm jest złem, jest nowym totalitaryzmem, a tego po tym pokoleniu raczej się nie spodziewam.

    Żeby przejrzeli na oczy skutki neoliberalizmu, po pracownikach PGR-ów, po robotnikach , muszą stać się odczuwalne również dla postsolidarnościowych, neoliberalnych „elit” do których Romanowski się zalicza.

    No i właśnie …. covidowy cyrk jest uderzeniem w Pana Romanowskiego i jego kolegów, ale on z tego nie zdaje sobie …. jeszcze sprawy. Bo przecież nie dociera do niego, ze neoliberalizm to totalitaryzm.

  3. JARNO said

    nie pozostaje nic innego jak tylko PODZIĘKOWAĆ
    prof. Romanowskiemu za jego książkę>ŚWIADECTWO marności do jakiej zostaliśmy sprowadzenie post1989 ‚rąsiami’ Deep JEwish State i jest moim zdaniem podsumowaniem efektów ‚obalania komunizmu-odzyskiwania wolności/niepodległości-dekomunizacji-dezubekizacji- ‚przedmurza chrześcijaństwa’ w wersji Brzezińskiego,
    kapitalizmu wer. neoliberalizm-globalizm-washington consens (czyli znowu Deep JEwish State w ‚robocie’), etc
    ALE książka prof. Romanowskiego mieści się w kanonie światowego ‚drążenia’ systemu Deep Jewish State jak książki Naomi Klein (Doktryna szoku) czy Johna Perkinsa (wyznania hitmana-człowieka od brudnej roboty) czy Koreańczyka Ha-Joon Chang „23 rzeczy, których nie mówią Ci o kapitalizmie’ czy pisanie prof. Thomasa Pikkety’ego>w 2013: Capital and Ideology a dzisiaj (2019)>Capital and Ideology czy choćby działalność prof. Josepha Stiglitza>
    .https://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Stiglitz en masse czy szczególnie>Whither Socialism? (Wicksell Lectures)>
    .https://www.amazon.com/Whither-Socialism-Wicksell-Lectures-Stiglitz/dp/0262691825
    (to właśnie prof. Kowalik mi ją ‚podrzucił’, kosztowała 300 pln i warto było i jest) czy wreszcie moja ‚biblia’: prof. Michael M. Jones
    ‚The Hidden money”- Jałowy pieniądz.
    .
    Świadectwo prof. Romanowskiego jest o tyle ważne, że jesteśmy ŚWIADKAMI – i oczywiście uczestnikami – rozpadu systemu Deep Jewish State (US-IZRAEL-UN-NATO-BIS-WB-IMF-OECD-WTO-WHO-WIPO), który został zaimplementowany światu w latach 1944-1949
    i jesteśmy świadkami jak ten system ‚się broni’ a czego ‚corona-pandemia’ jest OCZYWISTYM narzędziem zniewolania czyli CHWYTANIA pleno populo ‚za pysk”
    i czy to będzie nieustająca ‚dekomunizacja>dezubekizacja>TWectwo
    czy „LGBT’-transgender-neoliberalizm-globalizacja-washington consens”
    a obie mają nową broń: „corona-pandemia’ i wszechobecne ‚contact-tracing apps’ a świadectwem wszech-ogarniającego zglajszlachtowania>to że Linux Foundation się w to włączyło >
    .https://www.theregister.com/2020/07/21/linux_foundation_public_health_initiative/
    .
    Książka prof. Romanowskiego to prawdziwy ‚strzał w pysk’
    lokalnym ‚obalaczom komuny-odzyskiwaczom wolności/niepodległości-dla których IPN to żródło wszelkiej mądrości-rusofobom-realizującym testamentu Lecha ‚melduję wykonania zadania’ Kaczyńskiego rąsiami dudexa+moravera+maciarewicza+błaszczaka-gowina, etc
    .
    i choć ADMIN ma bb. wiele do zarzucenia (vide komentarz wyżej) czy do ‚polskiego społeczeństwa’ to rzut oka na to co mówił prof. Marcin Król> Rośnie pokolenie analfabetów moralnych (24 września 2019)>
    .https://wiadomo.co/prof-marcin-krol-rosnie-pokolenie-analfabetow-moralnych/?fbclid=IwAR0kVs_Zh-TWS-N03C0i5XD2A_6jFYK82Dx3KYNwvcUYymY2tsnhF2WLqkI
    to jest to dokładnie ta sama narracja co np. ‚zjednoczonych prawiczków’ aka patriotów
    ale prof. Król >brał i bierze czynny udział w naszym życiu i ponosi odpowiedzialność za ‚pokolenie analfabetów’
    a stopniu równym np. prof. Łagowskiemu.
    .
    Doczekałem się książki, która sumuje moją wiedzę a którą zrekapituluę tak:
    okres 1945-1989 był jednym z najlepszych okresów w historii Polski i Polaków
    podczas gdy
    okres post1989-jest czasem nieustającego upadku
    i słowa Wergiulisza (Eneidy)
    facilis descensus Averno >descent to hell is easy>staczanie się do piekła jest łatwe
    i
    na koniec dwa przypomnienia od kogo się staczanie zaczęło:
    NASZ DZIENNIK_5-6.02.2011_DZIĘKUJĄC BOGU ZA REAGANA_wizyta MACIAREWICZ-NAIMSKI-TYSZKIEWICZ_REAGAN
    .https://piotrbein.files.wordpress.com/2016/08/nasz-dziennik.jpg
    i
    kto jest ‚obrońcą’ Deep Jewish State>Tusk (jeszcze jako szef EU czegośtam)>>
    DESPITE SEASONAL TURBULENCES
    OUR TRANSTATLANTIC FRIENDSHIP (!!!!-jarno) MUST LAST>
    .https://stanstasblog.wordpress.com/2019/12/09/the-violent-war-against-trump-is-real-but-trump-is-winning/.
    .
    mysl-polska.pl>>PEŁEN SZACUNEK
    i trzymam paluchy za wasze deklarowane niewdawanie się w lokalne ‚staczanie się w otchłań piekła) i ‚robienie swoje’ czyli UŚWIADOMIANIE.

  4. Yah said

    „Doczekałem się książki, która sumuje moją wiedzę a którą zrekapituluę tak:
    okres 1945-1989 był jednym z najlepszych okresów w historii Polski i Polaków”

    …. a wielu z nas może z dumą powiedzieć – „Moją Ojczyzna jest Polska Ludowa”. Pomimo wielu mankamentów był to kraj, który nie miał ludzi gdzieś.

  5. UZA said

    ad. 1)

    „Przepaść obyczajowa, kulturowa między warszawską młodzieżą, która na Powiślu grasuje wśród wspaniałych kawiarni, księgarń itd., a młodymi ludźmi w podobnym wieku z prowincji jest horrendalna”

    „Nie gardzę prostym człowiekiem, znam ich zresztą bardzo wielu. Uważam tylko, że oni się zmienili. Przestali dążyć do czegokolwiek poza osiągnięciem statusu finansowego”.

    Powyżej przytaczam przykłady złotych myśli Profesora Króla. Pan Profesor najwyraźniej pławi się w inteligenckim poczuciu wyższości rodem z PRL-u. To właśnie peerelowska inteligencja gardziła ludem (z którego zazwyczaj się wywodziła) bardziej niż najczarniejszy reakcjonista. Te emocje, niestety, nie wygasły i dziś bazują na nich politycy w rodzaju Trzaskowskiego oraz ich celebryckie otoczenie. Z kolei PiS fałszywie udaje obrońcę ofiar inteligencko – wielkomiejskiej pogardy.
    Jeśli pomiędzy warszawską młodzieżą „grasującą wśród wspaniałych księgarń” a ich rzekomo mało ambitnymi rówieśnikami ze wsi istnieje jakaś przepastna różnica, to taka, że ci pierwsi mają w głowach pełno g… ( i z tego powodu są m.in. gotowi kłaść się na chodnikach w geście pokuty za …kolonializm), podczas gdy w głowach tych drugich jest jeszcze miejsce na wiedzę. Co się zaś tyczy „statusu finansowego” , to nikomu tak na nim nie zależy jak młodym wykształconym z wielkich miast.

  6. rycho08 said

    UZA,

    „To właśnie peerelowska inteligencja gardziła ludem…”

    Nie wiem co to peerelowska inteligencja wg Pani, ale i tak popełnia Pani błąd.
    Ludem tak wtedy jak i obecnie gardzą ci sami lub pochodzący z tego samego grona „inteligenci”. Proszę popatrzeć na ich nazwiska, jak nic nie wyjaśniają to te wcześniejsze. (przed zmianą)
    Od setek lat wyśmiewają wszystko co polskie, słowiańskie a wynoszący pod niebiosa to co własne.

  7. UZA said

    ad.6) „Ludem tak wtedy jak i obecnie gardzą ci sami lub pochodzący z tego samego grona „inteligenci”. Proszę popatrzeć na ich nazwiska, jak nic nie wyjaśniają to te wcześniejsze. (przed zmianą)”

    Cała bieda w tym, że osoby, o których Pan pisze, miały i mają miejscowych kolaborantów. O ile ci z nowymi nazwiskami gardzą obcymi i wyśmiewają obcą dla nich kulturę , o tyle kolaboranci opluwają swoich, własne korzenie. I jeszcze są z siebie dumni, uważają, że takie zaprzaństwo ich nobilituje. To właśnie tych kolaborantów miałam na myśli pisząc o peerelowskiej inteligencji. Większość z nich (albo ich rodzice), zawdzięcza bowiem wykształcenie i możliwość awansu Polsce Ludowej. Pokolenia polskiej inteligencji uformowanej jeszcze w czasie zaborów ( jak również ich studentów z międzywojnia) już ,niestety, odeszły.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: