Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Ukraina w UE i NATO?
    Anucha o Nasz nowy, narodowy sport
    lewarek.pl o Raz na moście, raz pod mo…
    revers o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Marucha o Wolne tematy (47 – …
    revers o Po decyzji Sądu Najwyższego…
    minka o Zamiast osądzać Rosję, Zachód…
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    minka o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Postmodernistyczny Zachód przeciw Europie i Rosji

Posted by Marucha w dniu 2020-07-30 (Czwartek)

„Przydałaby się nam w tej sytuacji taka konserwatywna międzynarodówka, międzynarodowy, budzący szacunek klub; środowisko, którego nie byłyby w stanie zablokować media głównego nurtu.

Powinniśmy dążyć do zjednoczenia wszystkich sił stojących na straży wartości tradycyjnych” – mówi prof. Natalia Narocznicka

Poparła Pani poprawki do Konstytucji Federacji Rosyjskiej, które zostały przyjęte w zakończonym 2 lipca ogólnonarodowym referendum. Które z nich uważa Pani za kluczowe?

– Wszystkie poprawki uważam za istotne, jednak szczególną wagę przywiązuję, jako konserwatystka, do dwóch. Po pierwsze, chodzi o wspomnienie o Bogu, które pojawiło się w naszej ustawie zasadniczej po raz pierwszy. Może nie jest to odwołanie bezpośrednie, jednak pojawia się w takim duchu, w jakim np. Aleksandr Puszkin i Fiodor Dostojewski przekazali nam rozumienie istoty nadprzyrodzonej.

Mieliśmy ostatnio spore wpływy wojujących ateistów, obecnie aktywnych wśród liberałów. Mamy dziś konflikt pomiędzy myślą prawicową a postmodernistyczną. Prawica to rodzina, wartości przekazywane przez pokolenia. Dlatego wspomnienie o Bogu w konstytucji jest dla mnie bardzo istotne.

Równie ważne jest zdefiniowanie rodziny jako związku kobiety i mężczyzny. Mamy dziś w Europie tendencję do umożliwiania formalizacji związków przez wszelkich zboczeńców; tych, którzy odstają od normy.

Czy jednak same zapisy konstytucyjne mają moc zmieniania rzeczywistości społecznej?

– Oczywiście, można wprowadzić do konstytucji dowolne zapisy. Jednak nasz kraj będzie taki, jakimi będziemy my sami, jakie wartości będziemy wyznawać. Jedność Europy, włącznie z Rosją, choć jest ona prawosławna, polega właśnie na tożsamości podstawowych wartości. Jeśli zrezygnować z odniesień do wartości, to pozostanie nam wyłącznie element technokratyczny.

My, jako byli obywatele Związku Radzieckiego, zdajemy sobie sprawę z tego, że czysto materialistyczne podejście niesie za sobą nieuniknioną porażkę i katastrofę. Owszem, może ono przynosić przejściowe efekty, jednak później okazuje się, że zanika jakikolwiek głębszy sens i brakuje projektu dziejowego.

Tymczasem w Europie pewna część konserwatywnej prawicy zdaje się uznawać za ostoję wartości tradycyjnych Stany Zjednoczone, szczególnie w czasach prezydentury Donalda Trumpa. Mieszkała Pani przez kilka lat w tym kraju. Co Pani sądzi o takim poglądzie?

– Sądzę, że niektórzy europejscy konserwatyści mogą orientować się na Stany Zjednoczone, ale tylko w sensie politycznym. Wynika to z mitycznego przekonania niektórych, że Stany Zjednoczone gwarantują bezpieczeństwo przed rzekomym rosyjskim zagrożeniem.

W rzeczywistości wszyscy widzimy, co dzieje się za oceanem. Mamy tam całkowity krach tożsamości amerykańskiej. Mieszkałam tam przez siedem i pół roku, w latach osiemdziesiątych. Faktycznie, przeciętna prowincjonalna amerykańska rodzina jest dość konserwatywna, niezależnie od propagandy wartości postmodernistycznych. Nadal istnieje kultura protestancka, ludzie chodzą w niedzielę do kościoła. Przy tym ogromne znaczenie mają kwestie materialne. Przecież jeszcze Max Weber pisał, że protestantyzm jest fundamentem amerykańskiego kapitalizmu.

Ciężko jednak znaleźć w Ameryce nosicieli kultury rzeczywiście europejskiej. Szczególnie teraz, gdy możemy w zasadzie mówić o sytuacji przedrewolucyjnej, o analogiach do roku 1916 w Rosji. Są one bowiem reprezentowane przede wszystkim – pomimo dzielących je różnic – w ramach kultury prawosławnej i katolickiej, opartych na Nowym Testamencie.

Za każdym razem, gdy odchodziliśmy od Boga, popadaliśmy w kryzys. Przypomnijmy Fausta Goethego, który popadł w taki sceptycyzm i obojętność wobec rozróżnienia na dobro i zło. Wśród bohaterów Dostojewskiego mamy Iwana Karamazowa, który także oddalił się od Boga, nie rozumiejąc, jak może on dopuszczać do łez nieszczęścia dzieci czy cierpień niewinnych ludzi. Doprowadziło to te postaci do opłakanych skutków.

Nie widzę w zasadzie żadnego podziału na Europę Zachodnią i Europę Wschodnią. Kiedyś siedziałam nad tłumaczeniami Friedricha Schillera, z drugiej strony byłam kształtowana przez literaturę Aleksandra Puszkina, Fiodora Dostojewskiego i Lwa Tołstoja. Tylko wspólnymi siłami, razem będziemy w stanie urzeczywistnić idee chrześcijańskie w życiu doczesnym.

Identyfikuje Pani to przekonanie z orientacją prawicową?

– Pojęcia lewicy i prawicy nie mają już dziś tak jednoznacznego wydźwięku, jak było to do II wojny światowej. Kiedyś lewica kojarzyła się z internacjonalizmem, sprawiedliwością społeczną, a prawica – z wolnym rynkiem i przedsiębiorczością.

Dziś te podziały się zatarły. Liberalizm poszedł w kierunku libertarianizmu, zakładającego całkowitą autonomię człowieka od innych ludzi, od systemów wartości, systemów religijnych, filozoficznych. Nazywam to nawet takim politycznym homoseksualizmem, bo ta doktryna w istocie nie sprzyja obronie praw mniejszości, lecz ogłasza równość wszelkich orientacji, w tym tych odbiegających od normy.

Przeciwko temu, jako konserwatyści, protestujemy. Nie możemy zgodzić się na to, by normy i odchylenia od nich były uznane za równoprawne.

Pamiętam, jak podczas jednego seminarium we Francji zostałam za takie stwierdzenia wściekle zaatakowana. Studenci dopytywali mnie, na jakiej podstawie uznaję coś za normę. Odpowiedziałam, że normą jest to, co zagwarantuje przetrwanie ludzkości. Przecież, jeśli wszyscy stalibyśmy się homoseksualistami, ludzkość niebawem zniknęłaby z powierzchni Ziemi.

Mówiła o tym Pani w kraju, który ma swoje problemy z tzw. poprawnością polityczną, także w innych kwestiach, np. imigrantów.

– Te procesy mogą doprowadzić do końca Europy, najeżdżanej przez barbarzyńców, jak niegdyś starożytny Rzym, osłabiony przez postawę hedonistyczną. Przejęli go barbarzyńcy, którym niepotrzebne były akwedukty, wodociągi i inne wygody, bo rozmnażali się w najbardziej nawet surowych warunkach. Twierdzi się, że u nas w Rosji o wielu sprawach nie można mówić. Ale, jak widać, w tych kwestiach cieszymy się znacznie większym zakresem wolności słowa.

Na ile w tej sytuacji to właśnie Rosja może stać się punktem oparcia i odniesienia dla konserwatyzmu i wartości tradycyjnych w pozostałych krajach Europy?

– Myślę, że nie tylko Rosja, ale również Polska mogłyby stać się takim obszarem ochrony wartości tradycyjnych, obrony całej Europy przed utratą jej tożsamości i kultury. Właśnie dlatego Rosję zaatakowano w mediach zachodnich głównego nurtu.

Nie chodziło tu wcale o Krym, bo cała tendencja zaczęła się wcześniej, gdy osiem lat temu nasz prezydent wspomniał, że będziemy bronić wartości tradycyjnych, przede wszystkim chrześcijańskich. To wtedy zaczęła się kampania szczucia naszego kraju. I dopiero na ten konflikt o charakterze cywilizacyjnym nałożyły się sprawy geopolityczne.

Wydaje mi się, że w Europie jest – mimo to – znacznie więcej sojuszników niż można by pomyśleć, czytając liberalne media. Sądzę, że w Europie Zachodniej, a także w Polsce – za wyjątkiem niewielkich środowisk – stało się to, z czym mieliśmy do czynienia w Związku Radzieckim w okresie jego degeneracji. To nienawiść do inaczej myślących, niemal totalitarna, odrzucanie wszelkich alternatywnych poglądów.

Wciąż jednak wpaja się przekonanie o wrogości i obcości Rosji wobec Europy.

– Na przestrzeni całego okresu kształtowania się państwowości rosyjskiej mieliśmy do czynienia z nieporozumieniami i konfliktami z Zachodem. Ich intensywność przypominała trochę sytuację skłóconej rodziny.

Tymczasem zasadniczych sprzeczności między nami nie ma. Moi katoliccy znajomi wychowywali swoje dzieci w duchu tych samych wartości, w których ja wychowywałam swojego syna. Jest to widoczne nawet w podaniach i legendach naszych narodów. Mamy tożsame podejście do życia oparte na przekonaniu, że nie tyle ważna jest długość naszego żywota, lecz raczej to, jak go przeżyliśmy. Podobnie odnosimy się do czci, godności i praw boskich.

Abyśmy stali się ostoją tradycyjnych wartości, nie musimy wcale imponować światu rozmiarem naszego PKB. Wystarczy zachować zdolność rozróżniania dobra od zła, grzechu od dobrych uczynków. To wystarczy, by zapisać się w światowej historii.

Tymczasem mamy dziś na Zachodzie nową formułę liberalnego totalitaryzmu. Do XVII, nawet XVIII wieku, religijna, chrześcijańska wykładnia wszelkich wartości była czymś oczywistym, obowiązującym; za jej kwestionowanie można było wylądować w więzieniu. Później, przez jakieś dwa stulecia, panowała względna wolność słowa. A dziś okazuje się, że liberalizm przeradza się w totalitaryzm; ateistyczne, antyreligijne podejście do wszelkich aspektów życia staje się obligatoryjne. Jeśli nie podzielasz takich poglądów, stajesz się banitą, nie możesz zajmować się działalnością naukową, tracisz kontrakty.

Rozmawiam we Francji z różnymi osobami, w tym generałami, analitykami, profesorami, i wszyscy oni twierdzą, że nie ma żadnych podziałów między Rosją a Europą. Tak, są pewne rozbieżności natury geopolitycznej, ale one są między sąsiadami nieuniknione. Mają znaczenie obecnie drugorzędne.

Główna oś podziału to sprzeczność między Europą tradycyjną a Europą postmodernistyczną, w ramach której Rosja jest sojusznikiem tej chrześcijańskiej i konserwatywnej części Europy. Tylko razem możemy stać się naprawdę silni, i ekonomicznie, i geopolitycznie, i demograficznie, tak, by sprostać bardzo poważnym wyzwaniom XXI wieku.

[Niestety, Polska już od dawna stanowi jedność z Izraelem – admin]

Jest Pani dość jednoznacznie krytyczna wobec postmodernizmu.

– W filozofii postmodernistycznej nie ma granicy między dobrem a złem. Przypomina się tu nihilizm ukazany przez Dostojewskiego w „Biesach”. Doprowadza on w ostateczności Stawrogina do samobójstwa, jak pamiętamy. Życie bez systemu wartości nie jest do zniesienia ani dla jednostki, ani dla narodu. Filozofia pozbawiona wartości to filozofia końca historii.

I te siły w Europie i w Rosji, które podzielają ten pogląd, powinny podjąć współpracę

– Przydałaby się nam w tej sytuacji taka konserwatywna międzynarodówka, międzynarodowy, budzący szacunek klub; środowisko, którego nie byłyby w stanie zablokować media głównego nurtu. Powinniśmy dążyć do zjednoczenia wszystkich sił stojących na straży wartości tradycyjnych. Musimy działać na wysokim poziomie intelektualnym, aby ludzie skupieni w takiej organizacji mieli wpływ na edukację kolejnych pokoleń, byli nauczycielami akademickimi, autorytetami kształtującymi kolejne pokolenia.

Czy dostrzega Pani w tych inicjatywach miejsce dla strony polskiej?

– Wydawałoby się, że stosunki polsko-rosyjskie są w opłakanym stanie. Jednak w dalszym ciągu trwa między nami środowiskowa wymiana poglądów. Mam przyjaciół z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którymi ciągle jesteśmy w kontakcie, wymieniamy się artykułami. To przecież w żadnym razie nie jest jakieś marginalne kółko.

Nie chcę wymieniać nazwisk, by niektórym ludziom nie zaszkodzić. Jeden z profesorów UJ przysłał mi komentarz po referendum, w którym z uznaniem pisał o poprawkach do naszej konstytucji.

Zresztą nie chodzi tylko o uczonych. Osiem lat temu wzięłam udział w Forum Ekonomicznym w Krynicy. I też na takim codziennym, powszednim poziomie, np. obsługa hotelowa w niewielkim, skromnym hotelu odnosiła się do mnie bardzo przyjaźnie, i nie chodziło tu o tylko po prostu profesjonalne podejście do klienta.

A jeśli zajrzymy do polskich mediów, to możemy odnieść wrażenie, że nie ma ani jednego Polaka, który pozytywnie odnosiłby się do Rosjan. Pamiętam, jak kiedyś jechaliśmy pociągiem z Warszawy do Krakowa i rozmawialiśmy po rosyjsku. Młodzi ludzie, niby już wychowani w duchu panującej rusofobii, byli wyjątkowo uczynni i uprzejmi.

I u nas w Rosji mamy ogromne zainteresowanie Polską; np. w samej mojej fundacji pracują dwie absolwentki polonistyki.

Wielu z nas ma rozmaite związki z Polską. Mój ojciec czytał bez problemów teksty w języku polskim. Urodził się w Czernihowie, a jego matka nosiła z domu nazwisko Zakrzewska. Musimy podtrzymywać kontakty i nie dawać się reżyserom współczesnej rusofobii. Wszystkim tym, którzy jej ulegają powtarzam zawsze, że szkoda na nią tracić energii, że lepiej zająć się ochroną swojej własnej narodowej kultury. Trzeba to robić, bo – według planów biurokratycznej Brukseli – tradycja i cywilizacja redukowane są do roli eksponatów w muzeum etnograficznym. Nie akceptujemy takiego podejścia.

Czyli obrona wartości tradycyjnych może stać się platformą współpracy narodów wschodniej i środkowej Europy? Kiedyś pisała Pani, że na straży owego systemu aksjologicznego mogliby stanąć właśnie m.in. Polacy, Rosjanie, a nawet wspomniała Pani w tym kontekście o Ukraińcach?

– Tak. Mam też znakomite relacje na Słowacji, również przecież katolickim kraju. Zresztą ze Słowakami nigdy nie mieliśmy specjalnych problemów we wzajemnym zrozumieniu. Ciekawe jest to, że wszystkie niemal koncepcje zjednoczenia Słowian, jeszcze w czasach Rosji carskiej, inicjowane były właśnie przez Słowaków. Są oni dość konserwatywni, w takim umiarkowanym, zdroworozsądkowym wydaniu.

W ostatnim okresie bardzo mocno akcentuje Pani właśnie ten konserwatywny, tradycjonalistyczny aspekt Pani poglądów…

– Tak, ale to przecież nie oznacza, że jestem jakąś fundamentalistką. Żyję i funkcjonuję na co dzień jak normalny, współczesny człowiek, korzystam z dobrodziejstw technologii. Kontaktuję się i współpracuję z intelektualistami z różnych krajów Europy. Przede wszystkim koncentrowałam się na Francji, choć ostatnio jest to nieco utrudnione z uwagi na ograniczenia związane z epidemią. Mamy też świetne relacje z konserwatystami niemieckimi, a także wyjątkowo dobre z austriackimi. Ostatnio nawiązujemy np. współpracę z Bułgarami…

To raczej kraj tradycyjnie wobec Rosji przyjazny.

– Teoretycznie tak powinno być, bo przecież Bułgaria zawdzięcza swoje istnienie rosyjskiej armii. To Rosja wyzwoliła ich spod panowania tureckiego. Czytałam wspomnienia z tamtych czasów o tym, jak witano oddziały naszego wojska. Gdy rozpoczynała się wojna rosyjsko-turecka 1877-1878 roku, w cerkwiach w całej Rosji duchowni mówili o konieczności obrony chrześcijan przed Turkami. Prości Rosjanie składali się na wojsko, by bronić bałkańskich chrześcijan. Takiego masowego poparcia nie było nawet w czasie I wojny światowej. Podobnie wspierano tylko Serbów.

W czasie II wojny światowej Bułgaria stała się wasalem Niemiec, choć oczywiście i tam funkcjonowali partyzanci. Ale to, co się tam dzieje teraz… Burzą nasze pomniki, organizują prowokacje, publikują jakieś niestworzone rzeczy w mediach. Bardzo nad tym ubolewamy, ale i tam możemy znaleźć sojuszników.

Właśnie, czy wpływ na dalszą ewolucję różnych cywilizacji będzie miała pandemia?

– Tak, ona obnażyła wiele słabych punktów współczesnych cywilizacji. Ważną rolę odegra to, jakie znaczenie będzie miało chrześcijaństwo. W centrum krzyża nie ma zachodu i wschodu, północy i południa. On symbolicznie jednoczy.

Czy to zatem Cerkiew może stać się ośrodkiem jednoczącym i mobilizującym zwolenników wartości tradycyjnych? Czy taką rolę może odegrać pod przywództwem patriarchy Cyryla?

– Patriarcha Cyryl, ze swoją wielką osobowością, faktycznie mógłby to zrobić. Poznałam go i jest postacią wyjątkową w sferze siły ducha, woli, ale też wykształcenia. W ubiegłym roku nagrodził mnie Orderem św. Eudokii Moskiewskiej. Stoi on przed wielkimi wyzwaniami, związanymi choćby z podziałem cerkwi ukraińskiej.

Byłam też pod ogromnym wrażeniem jego spotkania na Kubie z papieżem Franciszkiem. Było to epokowe wydarzenie, chociaż chyba nie wszyscy w Kościele katolickim i w naszej Cerkwi zdają sobie z tego sprawę. To otwarcie rozdziału, w którym nie będziemy się już nawzajem obrażali, choć – prawdę mówiąc – nigdy nie uznawaliśmy się nawzajem za heretyków, a nawet mamy uznawalność sakramentów.

Kościół katolicki jest dziś jednak w Europie zastraszony. Wystarczy, że zajmie jakiekolwiek wyraziste stanowisko, i już szuka się na niego haków i wywołuje kolejny obrzydliwy skandal, najczęściej bazujący na wydarzeniach sprzed 20 lat, dawno już osądzonych przez Watykan. To komunikat do Kościoła, by znał swoje miejsce, by wiedział, że nie ma więcej do powiedzenia niż klub filatelistów.

Dlatego dość już tego myślenia o jakiejś konkurencji z Cerkwią prawosławną; trzeba połączyć z nią siły. Wspólnie można walczyć w obronie wartości tradycyjnych, czym obie strony powinny być zainteresowane. Rosyjska Cerkiew ma teraz większy potencjał, choć też atakują ją liberalne media. Jej autorytet jest jednak wysoki, choć nie rośnie już tak szybko, jak w pierwszych latach po wznowieniu jej oficjalnej działalności.

Uważam, że Kościół i Cerkiew nie mogą robić pewnych rzeczy bezpośrednio, ale my, wierni, powinniśmy organizować wspólną, jednolitą sieć. Pracujemy nad tym w naszym instytucie, nie ukrywając naszych konserwatywnych przekonań.

A jak z tym konserwatyzmem w rosyjskim systemie partyjnym? Czy są jakieś partie konserwatywne we współczesnej Rosji?

– Nie mamy partii wprost odwołujących się do chrześcijaństwa; to niemożliwe w ramach obowiązującego prawa, które musi brać pod uwagę obecność wśród obywateli naszego kraju licznych muzułmanów. Podobnie nie dopuszcza się do powstania partii muzułmańskiej, czy np. judaistycznej.

Jak już wspomniałam, obecnie mamy do czynienia ze zmianą znaczenia pojęć „lewica” i „prawica”, nierzadko z ich syntezą. U nas wśród lewicy dominuje konserwatywne podejście do spraw rodziny i wartości. Dotyczy to nawet komunistów Giennadija Ziuganowa. Spora grupa osób o poglądach konserwatywnych znajduje się też w szeregach Jednej Rosji. Choć wielu tam technokratów – w końcu to partia władzy – jej oblicze jest już inne niż dziesięć lat temu.

W Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego tworzy się osobliwy koktajl zmiennych stanowisk, także jego. Wiele jego wypowiedzi nie brzmi zbyt poważnie. Jednak nawet jego partia, na takim podstawowym poziomie, podtrzymuje stanowisko konserwatywne.

Mamy wreszcie nową partię Zachara Prilepina; weszłam w skład jej Rady Ekspertów. Kładziemy w niej nacisk na sprawiedliwość społeczną, bo niestety w naszym kraju różnice pomiędzy niewielką grupą zamożnych a resztą ludności osiągnęły poziom niedopuszczalny z punktu widzenia demokracji, zdrowego rozsądku i ludzkiej godności.

Ale ważny jest też dla nas element konserwatywny, wartości tradycyjne, Cerkiew, rodzina, państwo, interesy narodowe. Istnieją też liczne organizacje społeczne, pozarządowe działające np. na rzecz instytucji rodziny. Przede wszystkim jednak konserwatywne jest nasze społeczeństwo, choć niekoniecznie musi to deklarować na zewnątrz. Rosjanie są naturalnymi konserwatystami. W ich świadomości istnieje granica między dobrem i złem, która nieobecna jest w umysłach libertarian. Ci ostatni będą nas przekonywać, że nie istnieją żadne granice, że nie ma naturalnych płci, a jedynie konstrukty społeczne.

Czy partia Za Prawdę Zachara Prilepina ma szansę na uzyskanie mandatów poselskich w kolejnych wyborach do Dumy?

– Tak, bez wątpienia, choć pewnie nie będzie to od razu jakaś liczna reprezentacja. Jeśli poproszą mnie o wsparcie, z pewnością im nie odmówię. Jak mówiłam, weszłam w skład ich Rady Ekspertów, gdzie przekonałam się, że wspiera ich wiele znanych, szanowanych osób – pisarzy, reżyserów. Wszystkich ich łączy zrozumienie dla faktu, że tradycyjne wartości są fundamentem życia społecznego w świecie chrześcijańskim, odrzucenie postmodernistycznego relatywizmu.

Ostatnio sporo dyskutuje się nad kolejnymi audycjami autorskimi Nikity Michałkowa „Biesogon”, w których stawia on diagnozy bliskie wielu konserwatystom. Co Pani o nim myśli?

– Podzielam jego opinie. Znamy się z nim, kiedyś razem otrzymywaliśmy odznaczenia w ambasadzie Serbii. Jako niezwykle utalentowanemu reżyserowi, niesamowicie wyraziście udaje mu się prezentować w tej audycji pewne zagadnienia. Niektóre z jego diagnoz muszą wywoływać przerażenie. Trudno mi było uwierzyć, że to wszystko się dzieje w naszej obecnej rzeczywistości, że to nie jakieś spiskowe bajki. Ale Michałkow bardzo celnie wskazuje na te zjawiska, które doprowadzą do zguby europejską kulturę, instytucję rodziny, białą rasę…

Stosuje Pani kryterium rasowe?

– Nie jestem rasistką, ale po prostu mam na myśli obronę naszych rodzin i bliskich. Nie w sensie walki z obcymi, lecz w sferze samorozwoju. Największym błędem wielu europejskich nacjonalistów jest zoologiczna nienawiść do innych. Prawdziwy nacjonalizm to dążenie do doskonalenia się, a nie podnoszenia własnej rangi kosztem innych.

Na koniec wróćmy jeszcze do relacji polsko-rosyjskich, które są praktycznie obecnie zamrożone. Jak Pani sądzi, co powinniśmy robić i na jakim poziomie, by to zmienić?

– Trudno mi coś doradzić. Myślę, że trzeba powtarzać w przestrzeni informacyjnej, że polityka antyrosyjska nie przynosi nikomu żadnych korzyści, stała się jakąś irracjonalną kłótnią, której prawdziwych przyczyn już dawno nikt nie pamięta. Obecna sytuacja korzystna jest dla strony trzeciej, która wykorzystuje ją w celach politycznych i militarnych. A osobiście też wolałabym jeść znakomite, naturalne polskie jabłka, zamiast nafaszerowanych chemikaliami chińskich.

Boję się jednak, że nasze relacje zbyt prędko się nie zmienią. Jest już bowiem wychowywane w duchu przekonania o tym, że Rosja jest wrogiem, kolejne pokolenie młodzieży. Wcale nie chodzi mi o to, że jesteśmy bez winy, bezgrzeszni. Nie, nawet w naszej filozofii i literaturze łatwo znaleźć najostrzejszą możliwą krytykę naszych własnych grzechów, wręcz takie samobiczowanie się. To typowe dla kultury rosyjskiej, jak zauważał Dostojewski.

A co do Polaków, to jest mi przykro, że próbuje się z nich zrobić instrument czyjejś wielkiej gry. My też jesteśmy zainteresowani, żeby tak nie było.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Agnieszka Piwar i Mateusz Piskorski

Prof. Natalia Narocznickaja – rosyjska historyk i politolog, członkini Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk, deputowana do Dumy Państwowej w l. 2003-2007, prezes Fundacji Badań Perspektywy Historycznej (Moskwa) oraz Instytutu Demokracji i Współpracy (Paryż).

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2020)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 14 do “Postmodernistyczny Zachód przeciw Europie i Rosji”

  1. Yagiel said

    Hm, bardzo ważna rozmowa z bardzo mądrą Panią – do przeczytania jeszcze raz…

    Tak sobie myślę: czy cały ten plan zniszczenia Europy chrześcijańskiej, nasilany od końca XVIIIw., ale właściwie wykonany w w.XX – można uprościć do planu zniszczenia Rodziny Słowiańskiej ?
    Atak idzie po takich liniach/wątkach mentalnych, że właśnie Słowianie – by nie powiedzieć Ariowie/Słowianie, Lechistan/Ruś – musimy bronić się w swej Istocie/Tradycji dla ratowania biologicznego bytu. Komu mogą przeszkadzać mądrzy ludzie na swoim po swojemu, tj. z Istotą/Tradycją Rodzinną: Ojca w Niebiesiech i Maci/Strany – ich Dzieci…

    Wiem, powie ktoś: konie kują, a żaba nogę podstawia… Lecz wtedy: po 1. jaka żaba? bo ropucha ma swą wagę w porządku życia każdej strany/okolicy; ale i rzekotka każda swą piosnkę spiewa; po 2. konie kują? raczej kozy – nie tylko w Pacanowie, głównie w Bruxeli czy gdzie tam w Szwaj-carii pieniądza… No-ż Qrwa! żadne pieniądze nie zrobią z Kozy Konia ani żadne brody zgolenie; po 3. i konie – jak żaby czy bydło – różne są i były: akurat Polacy wiemy coś o koniach mniejszych niż te Kriestonoścew – zawsześmy w sobie łączyli Wschód z Zachodem – jak konie/tarpany są między tatarskimi biegusami a rycerskimi galopszturmami – w sobie duchowo i na sobie… Na nich. Ok, prosto ma być:

    Gdybym znał adres do Pani Natalii – choćby email-adres… Na razie poczytam jeszcze raz – pomyślę.
    Lubię czuć wiatr od Wschodu – latem czy zimą.
    A że moim ‚koniem’ jest rower ?
    Wiatr wdycham ten sam.
    I pogwizduję ten sam.

  2. Marucha said

    Re 1:
    Niech pan spróbuje tu:

    >http://narotchnitskaya.com/contacts

  3. Yagiel said

    Marucho Szanowny – dziękuję.
    Może próba coś da…

  4. Kojak said

    Chwala Bogu ze jeszcze sa normalni i madrzy ludzie, bo od tego zalewajacego nas ,zydowskiego szamba, czlowieka bez przerwy zbiera na wymioty !

  5. ECHO said

    Yagiel wyjąłeś mi to z ust i ładnie to nazwałeś/napisałeś. Myślę, że wiele jest takich osób podobnie myślących, tylko nie chcą się do tego przyznać. pozdrawiam serdecznie.

  6. I*** said

    Ta „rosyjska” uczona kieruje się typowo żydowską tzw. „mądrością etapu” (jeden z ulubionych zwrotów elokwentnego red. Michalkiewicza).

    W 2009 roku prof. Narocznicka udzieliła wywiadu (gazecie rosyjskiej), w którym przedstawiła pewne sporne, historyczne zaszłości (pomiędzy naszymi krajami) z całkiem innej perspektywy, nie mającej nic wspólnego z prawdą i obiektywizmem a raczej z prowadzoną aktualnie „polityką historyczną” władz Rosji.

    I czegóż to się m.in. dowiadujemy od korzennej prof. Narocznickiej. Ano, że w 1920 roku celowo „zamorzyliśmy głodem” 100 tysięcy czerwonoarmistów wziętych do niewoli w 1920 roku, „na ziemiach okupowanych przez Piłsudskiego” (sic!). A nasze obozy były „pierwowzorem faszystowskich obozów koncentracyjnych”. Z kolei 17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na „Zachodnią Ukrainę”, „okupowaną przez Piłsudskiego”, ale należącą do „imperium” (rosyjskiego) etc. Uzbierałoby się jeszcze parę ładnych kwiatków.

    Jednym słowem – wszystko podporządkowane bieżącej „polityce”.

  7. Boydar said

    Może nie wiedziała … 🙂 (Panie, nie wiedziałem !)

    „… Prof. Natalia Narocznickaja – historyk i politolog …”

    Czyli nałkofiec. A nałkofiec opiera się na źródłach, czasem źródłach wiedzy. Jakie miała to i powiedziała.

  8. rycho08 said

    Ad. 6 gwiazdkowiec,

    warto abyś rozwinął te swoje zarzuty – zaprzeczasz faktom – więc wysil się i przedstaw dowody:
    -czy nie jest prawdą, że dziesiątki tysięcy bolszewików zmarło w polskich obozach?
    -czy nie były to obozy koncentracyjne?
    -czy Ukraina była terenem Polski? Kto to uznał oprócz piłsuda?

    Do roboty….

  9. Marucha said

    Re 8:
    Proszę mi pokazać bodaj jeden zamek, jeden gród, jedno miasto na „Ukrainie”, które zostało zbudowane przez „Ukraińców”.

  10. I*** said

    (8) Rycho08

    Niech mnie obywatel Rycho nie podpuszcza – co innego rozumie się pod (nota bene kłamliwym) stwierdzeniem prof. Narocznickiej, że „celowo i świadomie zamorzyliśmy głodem 100 tysięcy czerwonoarmistów wziętych do niewoli w 1920 roku”, natomiast zupełnie co innego znaczy stwierdzenie obywatela Rycho, „że dziesiątki tysięcy bolszewików zmarło w polskich obozach”… podobnie chachmęcicie obywatelu (jak żydzi) w pozostałych kwestiach!

    A z takimi chachmenciarzami nie ma co dyskutować! :-)))

    Na marginesie – najpierw sami weźcie się do roboty obywatelu!

    —————
    Ludzie wtedy w ogóle masowo umierali. Wybuchały epidemie (prawdziwe), tyfusu, czerwonki, cholery… śmierć kosiła nie tylko w obozach, ale i wśród ludności cywilnej i walczących żołnierzy.
    Ocenia się, że zmarło wówczas maksimum 20 tysięcy jeńców.
    Nie było żadnej celowej eksterminacji.
    Admin

  11. lewarek.pl said

    8.
    Nie do mnie piją, ale zabiorę głos, bo Pana pytania są demagogiczne.
    Liczbę bolszewickich jeńców, którzy zmarli w Polsce szacuje się na ok. 20 tysięcy. Nieznana jest liczba jeńców, którzy na stałe osiedlili się w Polsce lub wyemigrowali na zachód. Jednak nawet łącznie nie uzbierałoby się ich 100 tysięcy (tylu „wymordowanych” wymienia Narocznickaja).
    Obozy, w których przetrzymywani byli jeńcy bolszewiccy, nie były obozami koncentracyjnymi (w znaczeniu niemieckich czy sowieckich łagrów z programami celowej eksterminacji ludzi), lecz obozami jenieckimi. Choroby, które dziesiątkowały jeńców, były wynikiem przepełnienia obozów i ogólnie trudnej powojennej sytuacji.
    Ta część Ukrainy, którą zainteresowana była Polska, to ziemie I Rzeczypospolitej pod zaborami: rosyjskim i austrowęgierskim. II Rzeczpospolita, powołując się na racje historyczne, miała prawo zabiegać o nich wcielenie ich do państwa polskiego.

  12. Yagiel said

    Panie I***@6 – może IKAR ?
    bo coś Pan idealistą zalatuje… Z dwóch – Dedal, Ikar – który doleciał? (inna sprawa, czy Ikar chciał od-lecieć z wyspy swego urodzenia? czy chciał do-lecieć Aten?).
    Z tym lotem D****+I*** czy z polityką – jak z grą w bridż: sie licytuje i się ugra albo i nie, tak?
    I następne rozdanie – mądrość etapu – zanim się ugra robra. (Zresztą są tacy, kt. grają dla przyjemności tej czy…)
    Grywa Pan w bridż ?

  13. rycho08 said

    Admin,

    //Proszę mi pokazać bodaj jeden zamek, jeden gród, jedno miasto na „Ukrainie”, które zostało zbudowane przez „Ukraińców”.//

    Tym sposobem za lat naście żydoamerykany zapytają: – pokażcie nam jedną bazę zbudowaną przez „polin”

    Reszta,

    czepiacie się Panowie retoryki a wymowa faktów jest jednoznaczna – w obozach zginęło kilkadziesiąt tysięcy bolszewików – i tyle!
    Nie było żarcia i leków a było już po wojnie, można było wysłać ich na wschód, do domu.

    ——
    Odpowiedź BEZ SENSU. Zawierająca kłamstwa.
    Szkoda czasu.
    Admin

  14. I*** said

    (12) Yagiel

    Pańskie wypowiedzi są zwykle dość „enigmatyczne” – może więc uchyli Pan rąbka tajemnicy i wyjawi nam, którzy jeszcze nie wiedzą, czego uczy młodych ludzi w szkole (wyższej). Moim zdaniem musi to być kierunek wybitnie humanistyczny – na którym nie wymaga się chyba jakiejś szczególnej logiki i precyzji myślenia, toteż można sobie pozwolić na „bujanie w obłokach”.

    (10) Od czasownika „chachmęcić” – powinno być raczej „chachmęciarz”, może „chachmęciciel”, chociaż mój SJP nie zawiera takich słów…

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: