Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    wanderer o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Sebastian o Facet o ksywce „Margot”
    wanderer o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Instytut Rodła we Wrocław…
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    revers o Segregacja pacjentów. Koronawi…
    I*** o Duchowa przestrzeń Polski?
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Kowalski3 o Facet o ksywce „Margot”
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Współczesne zagrożenia na drodze do świętości

Posted by Marucha w dniu 2020-08-06 (Czwartek)

Z jakimi zagrożeniami na drodze do świętości boryka się katolik pierwszej połowy XXI wieku? Jak sobie z nimi poradzić? O tych newralgicznych zagadnieniach mam zamiar powiedzieć dzisiaj kilka słów.

1. Brak fundamentów

Pierwszym i, moim zdaniem, najważniejszym problemem jest brak odpowiednich fundamentów położonych w dzieciństwie i latach młodzieńczych. Niestety, jesteśmy w większości owocem dosyć przypadkowego szkolnego wychowania oraz bardzo wybrakowanego wychowania, jakie był nam w stanie zapewnić Kościół pogrążony w kryzysie.

W efekcie władze naszej duszy nie zostały odpowiednio uformowane i nie nauczyły się zajmować należnego dla siebie miejsca. Nasz rozum przeważnie jest słaby – niezdolny do logicznego badania słyszanych zdań i do ich dokładnej analizy – a co za tym idzie tylko czasem i w sposób dosyć wadliwy jest w stanie pełnić swoją główną funkcję, czyli rozpoznawać prawdę.

Nasza wola przeważnie nie została odpowiednio uformowana i wzmocniona – niećwiczona stale w okresie młodzieńczym poprzez umartwienia i panowanie nad instynktami, przeważnie ulega emocjom zamiast podążać za rozumem. Z kolei nieopanowane emocje buzują w nas i popychają do zupełnie nierozumnych działań. Tak przedstawia się obraz przeciętnego człowieka naszych czasów.

Tak rozregulowany człowiek, będzie oczywiście działał nierozumnie i nieskładnie, nawet gdy uda mu się dotrzeć do prawdy w jakiejś dziedzinie, to przeważnie nie wykorzysta prawie wcale tej wiedzy, gdyż jego buzujące emocje, słaby rozum i wola nie pozwolą mu na celowe i wytrwałe działanie, a sprawią, że co rusz będzie się gubił w działaniach niepotrzebnych, niespokojnych i nierozumnych.

Taki człowiek, nawet gdy pozna prawdę o Bogu i człowieku, nawet gdy zrozumie Boży majestat i nasze wobec niego zobowiązania, nie pójdzie prostą drogą do celu, a będzie błądził po mglistych manowcach pokrytych oparami różnorakich namiętności i emocji, będzie widział wroga tam, gdzie go nie ma, a nie będzie dostrzegał faktycznego niebezpieczeństwa. Drodzy Czytelnicy – wszyscy właśnie tacy jesteśmy.

Łaska buduje na naturze, nie można więc wychodzić z założenia, że w nadprzyrodzony sposób te braki zostaną uzupełnione poprzez moc na przykład sakramentów świętych. Byłoby to działanie niezgodne z Bożym planem, który zakłada z naszej strony pracę, mającą prowadzić nas do rozwoju naszej natury, aby ta dzięki temu była w stanie dobrze wykorzystać dar łaski.

Dobrze to obrazuje przypowieść o siewcy, który wszędzie rozsiewa ziarno, jednak nie wszędzie przyniesie ono jakikolwiek owoc, a nawet tam, gdzie przyniesie, może być on mniejszy lub większy – na co również, bez wątpienia, wpływ ma jakość gleby. Nasza natura jest glebą, na którą pada ziarno łaski, a naszym zadaniem jest tę glebę przygotować tak, aby była ona w stanie wydać owoc.

Co możemy więc dzisiaj zrobić? Możemy starać się przygotować tę glebę naszej natury tak dobrze, jak to jeszcze tylko możliwe. Jak to zrobić? Przede wszystkim poznając jak działa nasza ludzka natura, poznając czym są i jak działają władze naszej duszy. Gdy już poznamy jak powinna działać nasza natura, musimy oczywiście walczyć o to, aby tak ją ukształtować.

Wielce zasłużył się w tej materii o. Jacek Woroniecki OP – ujął w systematyczny, prosty i zrozumiały sposób naukę o naszej naturze i pracy wychowawczej. Jego wielkie dzieło pt. „Katolicka Etyka Wychowawcza” to praca niezwykle dogłębna, jednak, co za tym idzie, raczej trudna i nieprzystępna dla zwykłego czytelnika, natomiast jego znacznie mniejsze dzieło pt. „Wychowanie Człowieka” (niestety dostępne już tylko antykwarycznie) jest doskonałą pracą dla każdego, kto pragnie wychowywać siebie i innych. Bardzo zachęcam do tej fundamentalnej pracy samowychowawczej.

2. Duch tego świata i nasza nań reakcja

Bez wątpienia drugim bardzo poważnym zagrożeniem naszych czasów jest liberalno-bezbożny duch tego świata. Wylewa się on na nas nieustannie z tak licznych w naszym życiu ekranów, z kart książek i stron gazet. Jest to duch skupiony na doczesności, sprawiający, że zapominamy o głównym celu ludzkiego życia, i spychający wiarę do sfery prywatnego „widzimisię”.

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo on na nas wpływa. Może nam się wydawać, że dobrze wiemy, jaki on jest i dlatego się na niego uodporniliśmy – nic bardziej mylnego. Głównie ze względu na braki w fundamentalnym wychowaniu, wspomniane w punkcie pierwszym, bardzo często nasza reakcja na ducha tego świata jest zupełnie niewłaściwa. Bardzo łatwo jest w reakcji na ten problem odnieść się niewłaściwie – bardzo łatwo jest dostrzec wroga tam, gdzie go nie ma, a nie dostrzec tego czyhającego u progu naszych drzwi.

O co mi chodzi konkretnie? Otóż na przykład w obliczu zalewu różnymi bezbożnymi wiadomościami docierającymi do nas na różne sposoby i z różnych środowisk, czy to naukowych (lub takimi się mieniących), czy to „kulturowych”, czy też ze strony polityków lub ludzi show-biznesu, bardzo łatwo jest zareagować w sposób przesadny. Ze względu na wspomniane wcześniej braki w naszym wychowaniu bardzo trudno jest nam zrobić to, co zaleca nam św. Paweł: „Wszystko badajcie, co szlachetne – zachowujcie” (1 Tes 5,21) i nierzadko nasza konfrontacja z tym światem kończy się prostą negacją prowadzącą do poważnych błędów i szkód na naszej duszy i duszach naszych bliźnich.

Podam kilka konkretnych przykładów takich nierozsądnych reakcji. Ten świat zalewa nas nieskromną modą – więc w odwecie ubieram się w szary worek; ten świat nie mówi o Bogu – więc ja będę mówił w każdej możliwej sytuacji o Bogu, wzywając Stwórcę ku konsternacji i zgorszeniu moich rozmówców w najbardziej dziwnych i nieoczekiwanych kontekstach; ten świat udaje, że cała polityka odbywa się jawnie i pogardza tymi, którzy mówią o tajnych organizacjach – więc ja ciągle będę mówił o masonach i przypisywał ich bezpośredniemu działaniu wszelkie zło; współczesna nauka nie mówi o Bogu – więc ja będę odrzucał wszystko, co współczesna nauka mówi i np. uznawał tylko podręczniki medycyny sprzed XVIII wieku.

Na pierwszy rzut oka te postawy mogą się wydać śmieszne, jednak mają one zaiste tragiczne skutki. Sprawiają, że człowiek walczy zaciekle z wyimaginowanym wrogiem, nierzadko zaniedbując walkę z wadami własnej duszy. Taka postawa przekłada ciężar naszej walki duchowej z nas samych na zewnątrz sprawiając, że czujemy się w obowiązku podejmować jakieś zewnętrzne działania mające zaradzić któremuś z „palących problemów” jednocześnie nie pamiętając o tym, że najniebezpieczniejszy wróg czyha w nas samych – a są to rany naszej duszy.

Jak temu zaradzić? Oprócz samowychowania wspomnianego w punkcie pierwszym bardzo ważna jest tutaj solidna duchowo/intelektualna formacja. Nie każdy musi znać teologię na akademickim poziomie, ale każdy katolik powinien dzisiaj czytać tradycyjne magisterium Kościoła – ono jest wyrazem wielowiekowej pracy filozoficzno/teologicznej, jest mądrością całych pokoleń wynikającą z Bożego Objawienia i świętości życia. Jest zarówno ostoją zdrowego rozsądku jak i doskonałym pokarmem duchowym zdolnym wznieść naszą wiarę i pobożność na nowy poziom.

Bardzo uważajmy na różnorakich komentatorów i kaznodziejów, którzy sami, nie mając zdrowej formacji, zdobywają popularność na agresywnym atakowaniu „modernistów i masonów” – nierzadko są to osoby, które doskonale pasują do opisu problemów zawartych w punkcie pierwszym i drugim tego artykułu, a chcą przy tym uchodzić za nauczycieli i nierzadko jedynych obrońców prawdy i świętości.

Krótko mówiąc: zamiast wysłuchiwania wątpliwej jakości internetowych „krzykaczy”, czytajmy tradycyjne encykliki papieskie – bez wątpienia odniesiemy z tego wielki pożytek!

3. Kryzys w Kościele

Kościół już od ponad półwiecza pogrążony jest w głębokim kryzysie. Msza św. została sprowadzona do roli uczty i spotkania, nauka Kościoła została rozwodniona i sprowadzona do doczesnych i miałkich przekazów. Hierarchia Kościelna wydaje się wzajemnie prześcigać w zapewnianiu wiernych, że wcale nie trzeba być katolikiem, że wszystkie religie prowadzą do Boga i najważniejsze jest, żebyśmy ze sobą spokojnie współistnieli.

Do tego dochodzi upadek dyscypliny w seminariach duchownych i klasztorach, prowadzący również nieuchronnie do upadków moralnych. Żyjemy w czasie wielkiego zamieszania, w czasach, w których katolicy sami nie wiedzą, co począć, kogo słuchać i za kim podążać.

Sytuacja ta jest niezwykle niebezpieczna, z jednej strony wiele dusz zostaje zwiedzionych przez pozornie pobożne a w istocie zdradzieckie nauki i powoli ich wiara się wykrzywia i niszczeje. Z drugiej strony ci, którzy dostrzegli tragiczną sytuację Kościoła, łatwo mogą ulec pokusie zgorzknienia i zniechęcenia.

Tak wiele dusz ulega pokusie ciągłego śledzenia i krytykowania wszystkich przejawów kryzysu w Kościele, grzebiąc wciąż w tych wszystkich cudzych błędach i zaniedbaniach, nie zważając na własne uświęcenie i zamiast walczyć z grzechem i dbać o zbawienie swej duszy, skupiają się na tym, aby skrytykować każdy przejaw kryzysu i wyłowić każdą oznakę modernizmu.

Dusza taka, odcięta od życiodajnych zdrojów łaski, skupiona na cudzych grzechach, karleje i pogrąża się w coraz to nowych przywarach i grzechach. Łatwo rozpoznać taką duszę po tym, o czym mówi – z obfitości serca mówią nasze usta – takie serce pogrążone w mrokach cudzych grzechów będzie nieustannie wylewało z siebie zjadliwą krytykę, taka osoba zawsze zna wszystkie najnowsze przejawy kryzysu i o nich najchętniej będzie innym opowiadała oraz o nich będzie chętnie słuchała.

Innym zagrożeniem wynikającym z kryzysu w Kościele jest załamanie się autorytetów. Hierarchia Kościoła zawiodła i ci, którzy to dostrzegli, łatwo mogą wpaść w bardzo niebezpieczną pułapkę porzucenia wszelkiego autorytetu. Tak łatwo niestety może nam to przyjść, aby patrząc na straszny kryzys w Kościele powiedzieć sobie: „po co mi ta cała hierarchia?” i w praktyce zostać samemu sobie papieżem.

Taka osoba traktuje kapłanów jak „automaty” do udzielania sakramentów, ale nie jak pasterzy i nauczycieli – kazań i nauk słucha z ciągłą potrzebą wyszukiwania w nich „herezji i modernizmów” a swoją wiarę składa sobie z różnych zasłyszanych nauk i własnych poglądów. Drodzy Wierni, to jest prosta droga do utraty wiary!

Jak z tym wszystkim sobie poradzić? Oczywiście przede wszystkim znaleźć takich kapłanów, którzy faktycznie są pasterzami, takich, którzy nie tylko odprawiają Mszę św. w tradycyjnym rycie, ale znają również tradycyjną teologię oraz znają i praktykują tradycyjną duchowość!

Myślę, że na ten ostatni punkt zwraca się zdecydowanie zbyt mało uwagi, gdzie może bowiem zaprowadzić pasterz, który nie ma pojęcia o tradycyjnej duchowości? Cóż zdziała taki przewodnik, który wprawdzie głośno wykrzykuje o kryzysie w Kościele, ale nie zna drogi, jaką dusza musi podążać, aby w życiu codziennym zbliżać się do Chrystusa?

Gdy już znaleźliśmy takiego kapłana, to traktujmy go właśnie jak pasterza – z zaufaniem i nadprzyrodzonym duchem, pamiętając, że ten, kto praktykuje nadprzyrodzoną cnotę posłuszeństwa jest postrachem dla duchów nieczystych! Zupełnie celowo napisałem o „nadprzyrodzonej cnocie posłuszeństwa” – bowiem ta nigdy nie błądzi – nadprzyrodzona cnota doskonale wie, że nie można być posłusznym w tym, co jest przeciwko wierze lub obyczajom, doskonale rozpoznaje, że gdy jakakolwiek władza próbuje coś takiego nakazać, to nie spełnia aktu władzy, a popełnia bezprawie i należy stawiać jej opór.

4. Zakończenie

Po tym jak wymieniłem trzy, moim zdaniem, wiodące zagrożenia duchowe współczesności, chciałbym powiedzieć jeszcze kilka słów o naszych obowiązkach.

Żyjemy w czasach, które bardzo niechętnie pamiętają o obowiązkach – przynajmniej o tych własnych. My również jesteśmy przesiąknięci tym duchem i bardzo łatwo nam przychodzi oczekiwać od innych wypełniania swoich obowiązków, ale wielkim trudem okazuje się dla nas codzienne wykonywanie naszych obowiązków.

Oprócz podstawowych obowiązków względem Boga, samego siebie i naszych bliźnich – zawartych w dekalogu i sprecyzowanych w przykazaniach kościelnych – koniecznie musimy pamiętać o naszych obowiązkach stanu. Obowiązki stanu to szczególne zobowiązania wynikające z naszej sytuacji życiowej. Są one niezwykle istotne w naszym życiu duchowym – ich zaniedbanie uniemożliwia prawdziwą pracę nad sobą i zbliżanie się do Pana Boga.

Dla osób żyjących w związku małżeńskim będzie to przede wszystkim konkretna realizacja miłości małżeńskiej – a więc codzienna troska o dobro drugiej osoby, troska widoczna we wszystkich codziennych słowach i czynach. Dla osób pracujących są to również obowiązki zawodowe, do których zobowiązali się, podpisując umowę. Dla osób starszych modlitwa za rodzinę, znajomych, ale i w swojej własnej intencji. Dla studentów i uczniów nauka i obowiązki szkolne itd.

Pamiętajmy przy tym, że nasze nierzadko uciążliwe obowiązki to prawdziwa kopalnia złota – źródło zasług i okazja do wypełniania niezliczonych dobrych uczynków.

Podsumowując, nawołuję: praktykujmy pracę samowychowawczą, poznawajmy tradycyjne magisterium Kościoła, szukajmy i poddawajmy duszpasterstwu prawdziwych, katolickich pasterzy, unikając jednocześnie ducha nieustannej krytyki i „internetowych krzykaczy” – którzy niewiele mają ludziom do powiedzenia poza tym, co inni zrobili nie tak.

Pamiętajmy przy tym, że Bóg mocen jest nas uświęcić, że łaska nie straciła swej mocy i jeśli tylko Mu na to pozwolimy, On przepełni nasze serca swoją łaską i ukształtuje je według Serca Jezusowego – i tego sobie i wszystkim Wam życzę!

ks. Szymon Bańka FSSPX
https://www.piusx.org.pl

Komentarzy 16 do “Współczesne zagrożenia na drodze do świętości”

  1. Sarmata said

    Serdeczne Bóg zapłać x. Szymonowi i Adminowi za ten tekst.

    Pozwolę sobie dodać fragment nieziemskiej książeczki „Gdy Pan mówi do serca” – ks. Gaston Courtois – gdzie Pan nasz, Jezus Chrystus, powiedział tak:

    ŻYJ DZIĘKCZYNIENIEM

    [284.] Całym sobą bądź żywym dziękczynieniem we Mnie.
    Bądź DZIĘKCZYNIENIEM żywym, stałym, radosnym.
    DZIĘKUJ za wszystko, co otrzymałeś i czego jesteś świadomy.
    DZIĘKUJ za wszystko, co otrzymałeś i o czym już nie pamiętasz.
    DZIĘKUJ za wszystko, co otrzymałeś i czego sobie nie uświadamiasz.

    [285.] Masz w sobie zdolność przyjmowania darów. Rozszerzaj, powiększaj tę zdolność nieustannym dziękczynieniem, a otrzymasz jeszcze więcej, abyś miał czym obdarowywać bliźnich.
    Proś. Przyjmuj. Dziękuj.
    Dawaj. Przekazuj.
    Dziel się serdecznie i dziękuj za to, że masz co rozdawać.
    Dziękuj Mi za to, że cię wybrałem i że zechciałem dawać się ludziom za twoim pośrednictwem.
    Dziękuj za cierpienie, które pozwala ci dopełniać braków mojej męki w twoim ciele, które jest częścią mojego ciała, czyli Kościoła.
    Bądź jedno ze Mną w żywym i substancjalnym DZIĘKCZYNIENIU, jakim jestem wobec Ojca.

    [286.] Żyj w postawie coraz głębszego dziękczynienia. Tak bardzo cię obdarowałem!
    Często DZIĘKUJ Mi za wszystko i w imieniu wszystkich… Tym pobudzisz Mnie do okazywania ludziom jeszcze większej miłości, bowiem nic tak nie skłania Mnie do dawania jak widok tego, że przywiązujecie wagę do moich darów. W ten sposób będziesz stawał się coraz bardziej duszą eucharystyczną a nawet żywą Eucharystią. Dziękuj Mi za to, że posługuję się tobą w służbie mojego królestwa. Poznasz to po mocy i słodyczy, jakie dziękczynienie sprawia w twoim sercu.

    [287.] To, co dotychczas otrzymałeś, jest niczym w porównaniu z tym, czym zamierzam cię obdarować jeszcze przed końcem twojego życia na ziemi, żebyś miał czym obdarowywać wielu braci. Jeszcze większymi darami obsypię cię w światłości mojej chwały, gdzie bez przeszkód będę mógł cię przenikać i rozpalać swoją bezgraniczną miłością. W postawie doskonałej pokory zdasz sobie wówczas sprawę z tego, że sam z siebie jesteś niczym, że jesteś tylko biednym grzesznikiem targanym ludzkimi sprzecznościami i że zostałeś oczyszczony tylko dzięki mojemu niewyczerpanemu i czułemu miłosierdziu.
    Wtedy wyrwie się z głębi twojego istnienia donośne Magnificat. Staniesz się żywym śpiewem Te Deum zjednoczonym z Najświętszą Maryją i wszystkimi wybranymi w niebie.
    W perspektywie wieczności przeto już teraz często składaj całe swoje życie Ojcu w geście ufnego ofiarowania w zjednoczeniu z moją Ofiarą.

    [288.] Należysz do Boga, ale korzystaj z czasu, jaki masz do dyspozycji na ziemi, by pogłębiać tę przynależność i coraz bardziej zapominać o sobie. Pragnę bowiem mieć cię w coraz większym posiadaniu.
    W Duchu Świętym, który nie przestaje dyskretnie cię do tego zachęcać, oddawaj się przeze Mnie Ojcu i pozwól się napełnić i zalać naszą niewysłowioną obecnością, naszą tajemniczą transcendencją, naszą boską czułością.
    Myśl o Nas bardziej niż o sobie samym, żyj dla Nas bardziej niż dla samego siebie. Wtedy nie tylko łatwiej przyjdzie ci wypełniać zadania, które ci powierzam, ale też będą one naprawdę pożyteczne dla Kościoła.

    [289.] Pod powierzchnią tego, co widoczne na zewnątrz, istnieje głęboka rzeczywistość niewidzialna i tylko ona ma znaczenie w perspektywie królestwa.

    [290.] Tylko Ja jestem w stanie uzupełnić twoje braki, wypełnić rozpadliny i w porę zainterweniować, by uchronić cię od popełnienia błędu lub naprawić to, co zepsułeś. Beze Mnie, pamiętaj o tym, nic nie możesz uczynić, ale w zjednoczeniu ze Mną wszystko możesz wykorzystać w owocnej służbie Kościołowi i światu.

    [291.] Bądź wdzięczy za łaski, jakich ci udzielam, oraz za te, jakich udzielam innym ludziom za twoim pośrednictwem. Z wiarą dziękuj Mi także za wszystkie upokorzenia, ograniczenia, cierpienia fizyczne i psychiczne, jakich doświadczasz. Dopiero w wieczności poznasz ich pełne znaczenie a twoje serce zadrży z podziwu na widok delikatności mojej boskiej pedagogii.
    Dziękuj Mi także za wszystkich zapomnianych, znanych ci i nieznanych, za braci i siostry, których postawiłem kiedykolwiek na drodze twojego życia. Bardzo pomogli ci swoją modlitwą, którą włączyli w moją modlitwę, swoim duchowym i psychologicznym, materialnym i technicznym wsparciem. To Ja ci ich wszystkich dałem w stosownym czasie.

    [292.] Włączając się w moje dziękczynienie za każdą twoją ofiarę cierpienia i za każdy twój trud, możesz czerpać z wielkiej obfitości duchowych dobrodziejstw i otrzymywać łaski męstwa i cierpliwości, których bardzo potrzebujesz.

  2. . said

    „Podam kilka konkretnych przykładów takich nierozsądnych reakcji. Ten świat zalewa nas nieskromną modą – więc w odwecie ubieram się w szary worek; ten świat nie mówi o Bogu – więc ja będę mówił w każdej możliwej sytuacji o Bogu, wzywając Stwórcę ku konsternacji i zgorszeniu moich rozmówców w najbardziej dziwnych i nieoczekiwanych kontekstach; ten świat udaje, że cała polityka odbywa się jawnie i pogardza tymi, którzy mówią o tajnych organizacjach – więc ja ciągle będę mówił o masonach i przypisywał ich bezpośredniemu działaniu wszelkie zło; współczesna nauka nie mówi o Bogu – więc ja będę odrzucał wszystko, co współczesna nauka mówi i np. uznawał tylko podręczniki medycyny sprzed XVIII wieku.”

    W skrócie ksiądz chciał powiedzieć, że NWO to ściema, masoni nie są niebezpieczni, a obecna medycyna jest w 100% ok i pewnie covid zabija.

    ——
    Nie.
    Admin

  3. Yah said

    Problem tkwi w czymś innym. Tylko jednostki wierzą w słowa „Proście, a będzie wam dane”. To znaczy ludzie modlą się, proszą ale :
    – w skuteczność próśb nie wierzą, traktują to jako rytuał, jako dodatek do ludzkich działań, które uważają za skuteczniejsze;
    – proszą o rzeczy doczesne do zbawienia im kompletnie nie przydatne;
    – prośbami kpią z Pana Boga – myślę o prośbach baranów o ustąpienie pandemii.

  4. towarzysz0 said

    Doskonałe przypomnienie, zwłaszcza dla czytelników Gajówki. Zwłaszcza dla mnie. Krytykanctwo, niefrasobliwość do własnych grzechów. Zapominanie, że wszystko, co istnieje, ma swój głęboki sens. Jak chociażby Golum z powieści o Hobbicie.

  5. towarzysz0 said

    Ad 3
    Czy właśnie wiedza o głupich i niepotrzebnych rzeczach doczesnych nie powoduje zjawiska utraty wiary w skuteczność próśb. Sam dostrzegam w głębi duszy, że również wątpię w tę skuteczność. Jak to teraz piszę, to rozumiem, że stawiam w pytanie, czy w ogóle wierzę w Boga. Bo jak można zwątpić w skuteczność próśb, skierowanych do Boga, skoro wyznaję Credo. Czuję pewien dysonans pomiędzy twierdzeniem, wynikającym z postanowienia woli a pochodzącym z głębin własnych może nieuświadomionych przekonań. Zilustruję to postawą kierowcy, który widzący nieuchronne zderzenie z innym samochodem ostatnim impulsem skieruje samochód tak, aby chronić swe ciało, choć być może tym naraża własne dziecko, siedzącego po stronie prawej. Co on myśli po takim zdarzeniu o swej miłości do własnego dziecka.

    Albo – kiedy wchodzę schodami w nieznanym mi budynku – nie sprawdzam stabilności schodów, nie upewniam się, czy aby nie są z tektury. Rzeczywiście, wierzę, że są murowane i nie załamią się pod ciężarem mego ciała. Ja wierzę.

    Teraz, gdy prowadzę moje komfortowe życie, gdy życie nie sprawdza mnie, jak w pokerze, może nawet i sam uwierzę w prawdziwość mych deklaracji, np. Credo.

    Nie wiem.

  6. Dejpanspokój said

    W punkcie 2 z wizualizował mi się Grzegorz Braun. No ale z drugiej strony uprawianie polityki czy publicystyki jest recenzowaniem rzeczywistości…

  7. Listwa said

    @ 2 .

    Czytaj uważnie i powoli. Bo wniosek wywaliłeś okrutnie zwichnięty.

  8. Listwa said

    @ 3 Yah

    Pleciesz pan znowu. Jak najbardziej trzeba prosić Pana Boga o usunięcie pandemii. Bo jest rzeczywiście pandemia i problemy z nią związane, a grożą kolejne. Jedynie czego nie ma, to groźnego wirusa covid. Pan jak zwykle mylisz.

  9. Listwa said

    @ 5 towarzysz0

    Panie Towarzysz0, na pytania czy dylematy, które pan podnosi, jedynie prawdziwą odpowiedź daje autentyczna nauka Kościoła katolickiego. I tylko autentyczna , a nie opowiadania schizmatyków posługujących się nazewnictwem religijnym, a podającym własne przemyślenia, jako naukę Kościoła. Bo to co można powiedzieć o Panu Bogu wynika jedynie z Objawienia, więc Depositum Fidei, a nie z przekonań ludzi.

    To co trzeba uwzględnić to fakt, że Pan Bóg nie jest kimś na posyłki, nawet dla ludzi poprawnie wierzących, chodzących do Kościoła, a nawet świętych i wierzących. Bo sama wiara człowieka jeszcze sama z siebie niczego nie daje. Dopiero odpowiedź Pana Boga na wiarę i modlitwę jest rzeczywistością sprawczą.

    Po drugie, co też wynika z pierwszego, to Pan Bóg decyduje, co komu da, a czego nie. Gdyby odpowiadał na każdą prośbę, byłby na posyłki, a jednocześnie realizowałby ułomną wolę człowieka modlącego się. Co byłoby oczywiście błędem niegodnym mądrości i wszechmocy Pana Boga. Bo to nie człowiek, zwłaszcza będący w pozycji schizmatycznej i heretyckiej będzie dyktował, co i kiedy Pan Bóg ma zrobić.

    Po trzecie, to plan Pana Boga jest genialny, a nie ułomnego i grzesznego człowieka. Zatem jeśli Pan Bóg reagowałby pozytywnie na kazdę wezwanie człowieka, to nie zrealizowałby planu swojego. A to nie pan ludzi jest decydujący.

    I na koniec. Modlitwy do Pana Boga mają sens i wartość. Jednak mając na względzie powyżej przywołane okoliczności, to Pan Bóg wie lepiej co komu i kiedy będzie potrzebne. Stąd można mieć pewność, że Pan Bóg przyjdzie z odpowiednimi darami, przez Matkę Bożą, w odpowiednim momencie, nigdy się nie spóźniając.

    Bardzo złudne dla ludzkiego umysłu i woli są pyszałkowate stwierdzenia Pan Bóg nie reaguje na nasze modlitwy i prośby, bo (np. wpis @ 3 Yah). To Pan Bóg sam najlepiej wybierze, kiedy i jak ma reagować. A i cierpliwość wynagradza, cierpliwą ufną modlitwę , gdy słaby grzesznik wytrwale wbrew wichrom wierzy że Bóg jest doskonałością wszechmocną i uratuje. I to nie byle jak uratuje, a dla szczęścia wyjątkowego w swej jakości i skali.

    Tak w skrócie.

  10. Listwa said

    Ad 9
    Miało być:
    A to nie plan ludzi jest decydujący.

  11. Listwa said

    ad 9

    W tej kwestii dużo wyjaśnia tekst ze św Ewangelii „O kuszeniu Chrystusa na pustyni”. Świetne i glębokie ukazanie logiki i walki oraz zwycięstwa. Trzeba umieć to przeczytać. I powiązać ze słowami Chrystusa do Piotra „zejdź mi z oczu szatanie” .

    Mądry skorzysta głupi wyśmieje. Jak łatwo jest zwracać się do Pana Boga jak szatan, bo to na sposób ludzki.
    Uważaj Yah, bo się wymądrzasz.

  12. . said

    Listwa i Marucha @

    Wiem ale nigdy nie wiadomo co tam księdzu
    Bańce chodzi po głowie. Zwłaszcza:

    https://forumdlazycia.wordpress.com/2019/08/30/kolejna-zdrada-neo-fsspx-ktore-po-raz-kolejny-wprost-zaprzecza-slowom-swego-zalozyciela/#more-62448

    https://salwowski.net/2019/11/07/bledy-i-dwuznacznosci-ks-szymona-banki-fsspx-odnosnie-aborcji-cz-i/

    https://salwowski.net/2019/11/16/miroslaw-salwowski-vs-ks-szymon-banka-wymiana-maili-w-sprawie-aborcji/

    „Dokunenty Vaticanym II nie były heretyckie”

    Nie były…

  13. Listwa said

    @ 12.

    odnośnie forumdlażycia,

    Michał Mikłaszewski, red. naczelny sam napisał „Otóż powiedział, że „w dokumentach Vaticanum II nie ma żadnej wyraźnej herezji (sic!!!)”.

    – a jak są wyraźne herezje to niech pokaże gdzie i która. Ks. Bańka ma rację. Tam nie ma wyraźnych i oczywistych herezji, nawet jeśłi interpretacja późniejsza tekstów do takich prowadzi. Jest to stara metoda podawania błędów bez wyraźnych konturów, metoda wypracowana przez tzw encyklopedystów rewolucji francuskiej. Miklaszewski zrobił błędów wiecej. Co co robili przekret soboru nie byli pierwszymi lepszymi osłami. To byli spece, gdyby robili wyraxne herezje przegraliby temat.

    Pan Salwowski robi zamieszanie. Ks. Bańka zrobił błąd , gdy pozwolił na uznanie, że ratowanie życia matki kosztem życia dziecka jest aborcją.
    Gdy jest sytuacja , gdy faktycznie zostało potwierdzone medycznie, ze powstała sytuacja patowa, gdy nie sposób uratować jednocześnie życia matki i dziecka i ratuje sie życie matki przy rzeczywistej niemozności uratowania obu istnien, wtedy nie ma przypadku aborcji.

    Generalnie jest zasada, także w medycynue, że ratuje sie życie matki i dziecka, gdzie życie matki ma priorytet. Jeśł nie da się uratować matki i dziecka, to dziecko nie jest abortowane, jest ratowane życie matki przy jednoczesnym niepowodzeniu (jeśli do tego dojdzie) uratowania życia dziecka. Chyba że matka zdecyduje inaczej.

  14. . said

    Listwa @

    Wporządku.

    Jeszcze tylko jedna kwestia odnośnie Bractwa:

    Czy ś.p. abp Levebrvre zakaz kapłanom Bractwa kontaktów z Rzymem dopóki ten się nie nawróci z posoborowia?
    A oni przecież od lat się kontaktują. Biskup Fellay był szczuty przez Watykan żeby podpisać preambułę doktrynalną. A św. o Pio mówił, żeby do złego się nie zbliżać, bo jest jak lew na łańcuchu i choć zakuty to może łapą pochwycić jak się za blisko podejdzie.

    „Dlaczego biskup Williamson wyleciał z FSSPX”? Zadałem takie pytanie jednemu z księży Bractwa.
    „Bo sprzeciwiał się poglądom Bractwa” – usłyszałem. Ciekawe w jakieś kwestii???

    ___

    Co do aborcji to często spotykałem się z opinią, że w przypadku gdy jest zagrożenie życia matki to ratuje się dziecko (jako osobę słabszą) bo w przeciwnym razie mielibyśmy coś jakby eugenikę.

    ____
    Inna sprawa. Obejrzałem dziś filmy o objawieniach na you tube i przypomniało mi się jak niedawno tutaj Nick z Bojdarem pisali, żeby Franciszek poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

    Raz, że Franek to (co widać od lat) sługa ciemności i niszczyciel Kościoła.

    Dwa, że treść objawień w Fatimie NIE ZOSTAŁA NIGDY PODANA LUDZIOM DO WIADOMOŚCI. To co ogłoszono w 2000 roku to była jedna wielka bzdura czyli nic.

    Trzy, że Rosja nie jest krajem przez którego świat zmierza ku NWO. Jak coś potrzebuje nawrócenia to zachód Europy i USA. Może w miejsce „Rosja” wstawić „USA”? Wtedy to ma ręce i nogi. To USA rozszerza swoje błędy po świecie i sieje wojny i masoństwo.

    Tak więc „treść III tajemnicy fatimskiej” (jaką podał Watykan 20 lat temu i to co jeszcze można znaleźć w sieci) można włożyć między bajki. Jest to nic innego jak paszkwill napisany przez masonów. Prawdziwa III tf jest pod kluczem w Watykanie i mieści się na niecałej jednej stronie A4 i nic tam nie ma o Rosji, wojnach i kataklizmach. Jest opisana sytuacja Kościoła w przyszłości. Papież opetany przez szatatna i rozłam katolicyzmu większy niż w czasach reformacji. Walka diecezji przeciw diecezji i parafii przeciw parafii, puste kościoły i brak sakramentów. Ponoć. Tak twierdził ks. Malachi Martin.

    Co o tym sądzisz? Bo jak czytam bzdury, że Matka Boża miała przepowiadać ruchy wojsk chińskich na Syberii w 2027 albo mówić, że Jan Paweł II zginie zamordowany przez Arabów strzelających z łuków to mi się niedobrze robi. A nawrócenie Rosji… no litości!

  15. Listwa said

    @ 14 .

    Abp. Lefebvre sam jeździł po Soborze do Rzymu, spotykał się, rozmawiał, także z papieżami, z kard. Ratzingerem i Janem Pawłem II również. Zawsze był gotów na rozmowy i spotkania, co oficjalnie deklarował. Sprzeciwiał się porozumieniu podporządkowującemu Bractwo modernistom.

    O. Pio tak mówił, ale nawiązywał do szatana, a nie ludzi. Twierdził, że szatan jest niegroźny jak wściekły pies na łańcuchu dopóki nie zbliżysz się do niego, jeśli się zbliżysz to cię pożre. Zatem chodziło o inne zakres i obszar.

    Były naciski na bp Faley, kulminacja była w 2012 r za papieża Benedykta. Ale do akceptacji Deklaracji doktrynalnej nie doszło do dziś. Chodziło m.in.o akceptację prawowierności Novus oraz pełną akceptację Soboru.Takie naciski czynił też bp Muller do końca swej pracy w kongregacji.

    Bp. Wiliamson przeciwny był jakimkolwiek kontaktom z Rzymem, dochodziły pewne animozje osobiste z bp Faley, także w kontekscie władzy i sposobu jej sprawowania. Z kolei bp Faley był zwolennikiem kontaktów i rozmów. Co dało „anulowanie ekskomuniki” z 1988, zgoda na Mszę trydencką w świątyniach novus, potem oficjalne potwierdzenie spowiedzi w Bractwie oraz chrztu, a następnie małżeństwa. Także oficjalne potwierdzenie że Bractwo to współnota ściśle Kościoła katolickiego w Argentynie, co zniosło trudnenia prowadzenie tam działalnosci, co oczywiści skutkuje pozytywnie na cały świat (to juz Francieszek) .
    Ostanią zdobyczą jest uznanie przez Rzym że konflikt z Bractwem nie ma charakteru dyscyplinarnego a doktrynalny, co już jest ściśle uderzeniem w błędy soboru. Owoce tego przyjdą później.

    W przypadku prawdziwego lekarza i prawdziwego etyka, zawsze ratowane są matka i dziecko, czasami może się zdarzyć że jednego życia nie da się uratowac. Ale wtedy śmierć matki bądź dziecka, jest zawsze efektem bezsilności medycyny w konkretnym przypadku, a nie świadomym i celowym zabiciem matki bądź dziecka przy wykorzystaniu możliwości medycyny.

    Jeśli jakiś ksiadz jest jakimś łajdakiem wyjątkowo brudnym, to z racji jego święceń i Krwi Chrystusa jest w stanie udzielić ważnych sakramentów. Podobnie z Franciszkiem, niezaleznie od tego jakim jest i jak jest oceniany, to na mocy sprawowanego urzędu Piotrowego jest w stanie dokonać ważnych aktów (zrobi to jako papież a nie jako prywatnie Borgolio). Ważność i skutecznosc nie zalezy od moralności szafarza.

    Wydaje się prawdą, że III tajemnica fatimska nie została pokazana, powinno to nastąpić w 1960 r. To co w 2000 r podano raczej nie jest tym tekstem.

    Trzeba znać tajemnice żeby o niej móc mówić. Stąd nie ma pewności, że poświecenie Rosji wynika z potrzeby przerwania NWO. Zapewne Matce Bożej chodzi o zbawienie nie tylko Rosji, ale też wszystkich którzy moga ulec „błędom Rosji”. Wcale nie wykluczone że prośba o poświecenie m ana celu wzmocnienie Rosji, żeby była zdolna przeciwstawić się w NWO. Być moze nie na darmo też takie sankcje i rusofobia i izolacja, takż eze strony USA . Więc może w grę wchodzi zupełnie inna optyka.

    W III tajemnicy raczej znajduje sie wskazanie charakteru i rodzaju odstępstw i zagrożeń zagrażającemu Kościołowi, po to by przetrwał. Nie chodzi raczej o przepowiadanie przyszłosci.

    „Co o tym sądzisz? Bo jak czytam bzdury, że Matka Boża miała przepowiadać ruchy wojsk chińskich na Syberii w 2027 albo mówić, że Jan Paweł II zginie zamordowany przez Arabów strzelających z łuków to mi się niedobrze robi”

    – pewnie że bzdury. Matka Boża to mądrość i piękno wspaniałej Królowej, ona nie zajmuje się drobiazgami.

    Jeśli w przyszłości zostanie dokonane poświęcenie Rosji (dla jej dobra i naszego) to nie zrobi tego raczej Franciszek. W Rzymie sa od dawna jakieś siły , które sie temu sprzeciwiają. Niby drobna rzecz poświęcić Rosję, a jednak okazuje sie że bardzo ważna i jakoś od 60 lat nie udaje sie tego dokonać.

    To co zostało ujawnione z Fatimy zawiera prośbę Matki Bożej odnośnie Rosji, III Tajemnica tego nie dotyczy, prosba nie jest domysłem a faktem.

    Może juz znasz :


  16. lewarek.pl said

    Zabicie dziecka, aby ratować życie matki, też jest aborcją. Można najwyżej powiedzieć, że „uzasadnioną” – o ile takie wartościowanie ma sens. Rzutuje to wówczas na moralną ocenę takiego czynu.

Sorry, the comment form is closed at this time.