Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Bijemy Niemców na lądzie i morzu…

Posted by Marucha w dniu 2020-09-10 (Czwartek)

81 lat temu Polska znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Wojna zbierała swoje krwawe żniwo. Od kilku dni bitwa graniczna była przegrana. Westerplatte padło po siedmiu dniach epopei. Nadal bronił się Hel, Gdynia i Oksywie. To jednak były wyjątki.

Niemiecka 10 Armia, po przełamaniu obrony Armii Łódź i Kraków rozbiła armię odwodową zmuszając ją do wycofania się na prawy brzeg Wisły. W tym samym czasie niemiecka 8 Armia, po przełamaniu linii obrony Armii Łódź nad Wartą, odrzuciła ją w kierunku wschodnim, a niemiecka 3 Armia zdołała zepchnąć Armię Modlin na linię Wisły. Zagroziło to odcięciem wysuniętych na zachód sił Armii Poznań i Pomorze.

W tym czasie na zachodniej granicy Niemiec w najlepsze trwała „dziwna wojna”. Mimo formalnego włączenia się w konflikt Francja i Wielka Brytania pozostały i miały pozostać nadal bierne.

Wszystko wskazywało na to, że lada chwila… pobijemy Niemców i wygramy wojnę. Przynajmniej takie wnioski można było wyciągnąć czytając krajową prasę.

„Porty niemieckie zbombardowane przez lotników angielskich” – grzmiał 5 września 1939 roku „Ekspres poranny”, informując zresztą w tym samym wydaniu o wkroczeniu naszej kawalerii do Prus Wschodnich.

9 września czytelnicy dziennika ilustrowanego „Wiek Nowy” przeczytali o zabójczo skutecznym rajdzie brytyjskich bombowców na przemysłowe zaplecze Berlina.

Jeszcze 14 września na czołówkę „Polski Zbrojnej” wdarł się tekst pod wiele mówiącym tytułem: „Bijemy niemców na lądzie i morzu” (pisownia oryginalna). I bylibyśmy tą wojnę bezsprzecznie wygrali gdyby nie pewien uciążliwy drobiazg. Mianowicie propaganda działa dopóki wszystkie zainteresowane strony trzymają karty przy orderach. Niestety Niemcy powiedzieli „sprawdzam”.

Napuszoną wojenną propagandę z września 1939 roku możemy z obecnej perspektywy sprowadzić do roli zabawnej dykteryjki. Warto jednak wznieść się ponad jej tragikomiczny wydźwięk i wyciągnąć elementarne wnioski. Choćby taki, że nawet gdy wszystko wkoło wali się i pali zawsze znajdą się mędrcy, którzy gotowi są z pełną powagą stwierdzić, iż jest to co najwyżej kontrolowane wyburzenie połączone z ćwiczeniami strażackimi. Albo taki, że jakkolwiek propagandę od czasu do czasu warto uprawiać, to we własną propagandę nigdy nie wolno wierzyć.

To ostatnie przemyślenie dedykuję w szczególności współczesnym „silnym, zwartym i gotowym”, którzy tak chętnie prawią peany na temat własnych osiągnięć. Świat kreowany przez was w telewizyjnych wiadomościach jest równie prawdziwy, co świat rodem z wojennych gazet z 39 roku. Oby zderzenie z rzeczywistością nie okazało się równie bolesne.

[Zawsze okazywało się bolesne. Polacy bowiem nie znają własnej historii, a jeśli coś tam znają, to się z historii nigdy niczego nie nauczyli. Można ich praktycznie bez końca oszukiwać stale w ten sam sposób. Zwierzęta bywają rozumniejsze. – admin]

Przemysław Piasta
8.09.2020
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 10 do “Bijemy Niemców na lądzie i morzu…”

  1. francobollo said

    PROPAGANDA od dawna święciła sukcesy. Tak pozostało po dzień dzisiejszy. Z taką świadomością intelektualną i otaczającego ich świata jaką prezentują Polacy w Polsce (90%) przypomnę cytat Wielkiego Cypriana K. Norwida… tak bardzo pasujący do obrazu Polski współczesnej.

    Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
    Wokoło lecą szmaty zapalone;
    Gorejąc nie wiesz, czy Stawasz się wolny,
    Czy to, co twoje, ma być zatracone?
    Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
    Co idzie w przepaść z burzą? – czy zostanie…

    Utwór pięknie wyśpiewał wspaniały Stan Borys. Życzmy Borysowi zdrowia, bo tego dzisiaj najbardziej jemu potrzeba. Pozdrawiam Pana Gajowego i odwiedzających ten bardzo POLSKI portal.

  2. Sarmata said

    Lew Sapieha w swojej książce „Wojna z wysokości siodła” opisuje podczas niekończących się odwrotów we wrześniu 1939 roku zapłakaną chłopkę która siedząc na polu z goryczą powiedziała: „po co było walczyć jak nie umiecie się bić”. I to jest sedno tej wojny niemiecko-polskiej.
    Do klęski doprowadziły wieloletnie (od 1926 do jego śmierci) działania tego wszechwładnego dyletanta Selmana-Piłsudskiego. Miały one skutek w czasie, który rozciągnął się po jego śmierci aż do 1939 roku. Np. mordując gen. Zagórskiego zamordował polskie lotnictwo, które we wrześniu wystąpiło głównie z Łosiami przeznaczonymi na eksport dla Rumunii (84 sprawne maszyny z czego Niemcy zestrzelili 30 a 27 ewakuowano do Rumunii w pierwszych dniach wojny) i kilkoma prototypami Wika, Suma czy Misia. Reszta samolotów jak Karaś, Żubr, P11c czy P24 się zupełnie nie liczyła na polu walki.
    4 niszczyciele: „Burza”, „Wicher”, „Grom” i „Błyskawica”, 5 okrętów podwodnych: „Wilk”, „Ryś”, „Sęp”, „Orzeł” i „Żbik” nie oddało ani jednego strzału (armata/torpeda) do szkolnego pancernika Schleswig-Holstein a kosztowały państwo polskie KROCIE!
    Za cenę tylko Groma, Błyskawicy i Orła można było kupić ponad 2 000 tysiące działek ppanc z amunicją, których tak polskim żołnierzom brakowało.
    Przypomnę, że tylko kapral Leonard Żłób zniszczył ze swego działka Bofors 37 mm wz. 36 aż 14 niemieckich czołgów. (na licencji Boforsa – ok. 300 szt. zakupiono w Szwecji. Bofors 37 mm była klasyfikowana jako broń piechoty (kawalerii), a nie artylerii. Szybkostrzelność praktyczna: 10 strz/min). WP posiadało łącznie we wrześniu ok. 1200 szt. Prawdopodobnie cena jednego działka wyniosła wtedy 22 900 zł (fakt niepewny). Całkowity koszt budowy tylko „Groma” i „Błyskawicy” wyniósł 27 411 972 zł równowartość 1200 działek.
    Po śmierci tego dyletanta-Selmana, w 1935 roku rozpoczęto modernizację Wojska Polskiego mającą na celu wyposażenie piechoty w środki zwalczania czołgów. Sztab Główny przewidywał, że aby zorganizować skuteczną obronę, dla każdej dywizji piechoty potrzeba od 38 do 48 dział przeciwpancernych, czyli łącznie planowano zakup 3038 działek. Do września 1939 r. polskie fabryki dostarczyły dla wojska 900 przeciwpancernych działek 37 mm Bofors. Wraz z zakupionymi w Szwecji 300 działkami tego typu wojsko otrzymało 1200 działek przeciwpancernych, czyli tylko 40% planowanego uzbrojenia, które gwarantowało skuteczną obronę jednostkom piechoty przed atakiem pancernym!!! Koszt krajowej produkcji działka 37 mm Bofors w roku 1937 wynosił 22 900 zł, a jeden nabój ppanc. 37 mm kosztował 32 zł.
    Dla porównania koszt budowy nowoczesnego wówczas okrętu podwodnego średniej wielkości (ORP Orzeł) wynosił ok. 10 000 000 zł!!! II RP, która miała bardzo symboliczny dostęp do morza, a morzem tym był zamknięty i mały Bałtyk wyasygnowała tak gigantyczne pieniądze na budowę nowoczesnego okrętu podwodnego (o kosztach jego utrzymania i szkolenia załogi nie wspominając). Okręt ten w trakcie wojny do NICZEGO nam się nie przydał i poza legendą związaną z brawurową ucieczką z Tallina nie wniósł właściwie żadnego wkładu w obronę kraju. Za te 10 milionów wydane na Orła można było kupić 400 działek Bofors!!! Oprócz ORP Orzeł, II RP dysponowała jeszcze ORP Wilk (dotarł do Anglii), ORP Ryś (internowany w Szwecji), ORP Żbik (internowany w Szwecji), ORP Sęp (internowany w Szwecji).
    Czyli łącznie kolejne 40 000 000 zł wydane na drogie zabawki, które nie miały najmniejszego wpływu na przebieg kampanii wrześniowej. Za te 40 milionów (nie licząc kosztów utrzymania okrętów) można było zakupić kolejne 1 600 działek Bofors. Razem wartość wszystkich naszych okrętów podwodnych odpowiadała 2 000 działek Bofors wraz z amunicją. Biorąc pod uwagę fakt, że już mieliśmy 1 200 działek w czynnej służbie to po dodaniu tych 2 000 razem mamy 3 200 działek, czyli akurat tyle ile potrzeba było do pełnego nasycenia piechoty i kawalerii bronią ppanc. Jakże inaczej wyglądałaby walka we wrześniu 1939 roku gdyby polska piechota i kawaleria wyposażone były w wystarczającą ilość działek ppanc. najlepiej świadczy przykład walki dobrze wyposażonej w sprzęt ppanc. Wołyńskiej Brygady Kawalerii z niemieckimi zagonami pancernymi pod Mokrą, w której Niemcy stracili ponad 100 czołgów i samochodów pancernych.
    Co do lat 1935 – 39 to poświęcono je na „czczenie Marszałka” a nie przygotowania wojenne – była nawet stosowna ustawa.
    Obecnie naśladuje tę sanacyjną patologię Jarosław Kaczyński i to w sensie dosłownym, ale to już inny temat.

    A w ogóle to sobie poczytajcie coś na ten temat.

  3. plausi said

    Już wtedy były media w tych samych rękach, co dziś,

    jak z przytoczonych przykładów widać. Dobrze byłoby to zrozumieć, zanim włączy się telewizor, czy otworzy gazetę czy inne medium. A tu jeszcze ten język obcy, jaki nam szkoła (to też bardzo ważne medium) i inne media wpoiły

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/

    W latach 70-tych dla parobków kapitału najperw powstał tzw. KOR a potem NSZZ.

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/kolonia-usa/

    Jaki to był piękny widok. Znowu stali się Polacy bohaterami, kótrzy przerżnęli wszystko co się dało, tak ja w licznych powstania i innych imprezach dla nich zorgniazowanych.

  4. Piskorz said

    re 2 Dzięki, b. ciekawe. Mam nadzieję ,że książka Sapiehy jest gdzieś do zdobycia! ps Te okręty wszystkie…to były nam potrzebne jak psu boczna kieszeń.

  5. Antares said

    W podobnym stylu propaganda obowiązywała w III rzeszy, kiedy ta była w odwrocie. A najlepszym jej uosobieniem był Józek Gebels.

  6. Tafor said

    Te drogie okręty miały służyć kolonialnym zapędom piłsudczyzny.To dlatego zamówiono oceaniczne okręty podwodne o ogromnym zasięgu zupełnie niepotrzebnym na małym Bałtyku.Także niszczyciele Grom i Błyskawica były przerośnięte jak na nasze warunki.Zresztą zakupione w dużej części ze składek społeczeństwa.

  7. Zenon K. said

    Ad.2. Marynarka była projektowana przeciw sowietom- i tu mogła okazać się bardzo kłopotliwą dla wroga. W każdym razie-skala zaniedbań, złej woli, zdrady (zapewne niejednej), huraoptymizmu i najzwyklejszej głupoty osiągnęła u sanacyjnych decydentów wręcz Himalaje. Politykowanie przesłoniło dosłownie wszystko. W 1938, po Monachium dowództwo rozwiązało połowę jednostek bombowych, by 230 przestarzałych (ale w doskonałym stanie) maszyn Potez XXV gniło sobie na lotniskach i robiło za tarcze strzelnicze dla Luftwaffe. Samoloty zdolne startować z łąki czy pola z 500 kg bomb i to w nocy. Wszystkich lotników szkolono u nas do lotów nocnych, ale we Wrześniu nie wykonano ani jednego takiego lotu… To samo ponad 2 setki samolotów obserwacyjnych- zniszczono je na lotniskach. Nasi dowódcy dywizji nie mieli żadnego samolotu w dyspozycji własnych jednostek- i najczęściej nie wiedzieli, gdzie wróg, gdzie swój. Dodajmy-większość naszych samolotów nadawała się do holowania przez nawet słabą ciężarówkę- nie kiwnięto palcem, by rozśrodkować własne, spore rezerwy lotnicze. Choćby po to, by Niemcy niszczyli liczne fałszywe lotniska, zużywając wielokrotnie więcej bomb i pocisków, że podam najgłupszy i najbardziej marnotrawny powód rozproszenia rezerw lotniczych. Połowa „Łosi’ nie wzbiła się w powietrze- z braku wyposażenia bojowego (brak broni strzeleckiej, celowników i wyrzutników bombowych). Własne myśliwce- poszły w eksporcie (180 sztuk). Niemal wszystkie mogły doścignąć każdy bombowiec niemiecki i sowiecki. Dla nas były nienowoczesne- wyciągały 410-430 km/h), ale wersja zostawiona dla obrony kraju robiła z trudem 330-370, doganiając jedynie nieliczne bombowce i samoloty obserwacyjne niemieckie. Myśliwców nie wyprodukowano (przeszkodził „prestiżowy” własny samolot pasażerski i kilka nowych bombowców, w tym szkolny), ani nie zakupiono na czas: miał być koniecznie „nasz” własny, więc powstało chyba z 5 prototypów- zaniedbano „tylko” zabezpieczenie jednostek napędowych o wystarczającej mocy. Inne kraje zawczasu kupowały myśliwce w USA, Holandii, W.Brytanii, czy nawet w III Rzeszy. Broń przeciwpancerną, przeciwlotniczą własnej produkcji Polska eksportowała- 1/3 dział p-lot u nas wyprodukowanych kupili Anglicy. Mało tego- komuchom hiszpańskich sprzedano nie tylko mnóstwo broni wprost z taśm produkcyjnych, ale niemal całe zapasy broni starszych typów: setki dział, tysiące karabinów maszynowych, granaty, materiały wybuchowe, części zamienne- wyposażenie dla co najmniej kilkunastu dywizji. Broni maszynowej zaś tyle, że wystarczyłoby dla 70 (!!!) dywizji. Niemcy w połowie jednostek piechoty użyli broni z I wojny- dla nich nie była przestarzała, dla nas- owszem. Wojsko Polskie poszło bez walki nawet bez map, bez żadnych planów nieuniknionego odwrotu. Oj, długo, długo można by jeszcze wymieniać tylko najpoważniejsze sprawy.

  8. Lolek said

    @ Sarmata
    Myślę, że podobnie jak dziś wspomniane zakupy miały być nie dla Polski tylko być zapłacone przez naiwnych Polaków.

  9. Lolek said

    Bo im ten Miś jest droższy, to…

  10. wanderer said

    W tym rzecz, Panie Lolek. Dobre spostrzezenie.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: