Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Klasyk manipulacji

Posted by Marucha w dniu 2020-09-27 (Niedziela)

Edward L. Bernays

Społeczeństwo współczesne uformowane przez kapitalizm i zjawisko masowości opisywane przez klasyków europejskiej refleksji socjologicznej, m.in. Gustava Le Bona czy José Ortegę y Gasseta, kieruje się pewnymi schematami, które od wielu lat nie tracą na aktualności.

Dlatego lektura jednej z podstawowych prac autorstwa amerykańskiego praktyka manipulacji i public relations Edwarda L. Bernays’a (na zdjęciu) zatytułowanej po prostu „Propaganda”, a wydanej po raz pierwszy w 1928 roku dostarcza refleksji, które dotyczą naszych czasów i pokazują istotne mechanizmy kierowania emocjami społecznymi.

Interesująca jest dodatkowo sama postać autora, uznawanego za twórcę pojęcia relacji z otoczeniem (w literaturze i praktyce polskiej określanego konsekwentnie anglojęzycznym terminem public relations).

Urodzony w 1891 roku w Wiedniu Bernays pochodził z rodziny żydowskiej, będąc blisko spokrewnionym z twórcą psychoanalizy Sigmundem Freudem. Jego ojciec postanowił wyemigrować do Stanów Zjednoczonych, gdzie Edward po osiągnięciu dorosłości zajął się działalnością biznesową i doradczą. Przeprowadził on cały szereg kampanii reklamowych, społecznych oraz politycznych na zlecenie zarówno korporacji, jak i podmiotów związanych z władzami.

Zresztą te dwa obszary w praktyce politycznej Waszyngtonu nierzadko się pokrywały; w 1954 roku Bernays obsługiwał pod kątem PR przewrót w Gwatemali przeprowadzony w interesie koncernu United Fruit (obecnie Chiquita), który doprowadził do skutecznego odsunięcia od władzy prowadzącego niezależną polityką prezydenta Jacobo Guzmana.

Polityczne zaangażowanie twórca public relations wykazywał także podczas I i II wojny światowej, agitując na rzecz udziału Stanów Zjednoczonych w tych konfliktach. W odróżnieniu od szeregu autorów z tytułami i stopniami naukowymi, był zatem Bernays przede wszystkim praktykiem zaangażowanym w akcje informacyjne całego szeregu istotnych w amerykańskim życiu publicznym i gospodarce graczy.

Widać to w jego wydanej właśnie w Polsce „Propagandzie”. Autor przywołuje mnóstwo przykładów najróżniejszych kampanii, nie ukrywając, że sam brał w nich czynny udział. Zaczyna jednak od frapującej części wstępnej, której wnioski – choć może dla wielu oczywiste – powinny być przypominane wszystkim tym, którzy zachowali jeszcze zdolność krytycznego myślenia.

Szerokie zastosowanie propagandy okazuje się nieodzowne z kilku przyczyn. W pierwszej kolejności Bernays zwraca uwagę na charakter i istotę współczesnej demokracji masowej, którą chyba w wydaniu z jego czasów określić moglibyśmy mianem mediokracji.

Sama w sobie propaganda nie ma jednak i nie powinna mieć żadnych negatywnych konotacji. Wskazuje na to tak etymologiczne źródło tego terminu, jak i najbardziej klasyczna z definicji przytaczana w książce: „Metodą rozpowszechniania idei na szeroką skalę jest propaganda, w szerszym znaczeniu jest nią ukierunkowane działanie, mające na celu upowszechnienie określonego przekonania lub doktryny” (s. 29).

Jest ona zatem instrumentem wykorzystywanym powszechnie, nieuniknionym we wszystkich sferach dotyczących kwestii wyborów dokonywanych przez grupy i jednostki – konsumenckich, politycznych, światopoglądowych, wyznaniowych, kulturowych. Właściwie, zdaniem autora omawianej książki sprzed niemal stulecia, jest ona czymś tożsamym z uprawianiem relacji z otoczeniem, czyli public relations. Wyspecjalizowana grupa doradców w tym zakresie zajmuje się „objaśnianiem przedsięwzięć i idei społeczeństwu, a także objaśnianiem zachowań społecznych osobom wdrażającym nowe przedsięwzięcia i pomysły” (s. 44).

Wbrew uzurpacjom niektórych, „Propaganda, podobnie jak ekonomia i socjologia, nigdy nie może być nauką ścisłą z powodu tego, że jej przedmiotem badania są istoty ludzkie” (s. 54) – wszelkie działania w tej sferze obarczone są zatem sporym marginesem i ryzykiem błędu.

Dziedzina, której prekursorem był Edward L. Bernays ma określone podstawy naukowe, ukształtowane w ostatnich dekadach XIX wieku. Z jednej strony jest to psychologia społeczna, z drugiej zaś psychologia jednostki i psychoanaliza. Amerykański praktyk wywierania wpływu na ludzi zdaje się podzielać niektóre konstatacje krytyków kapitalizmu na temat rozbudzania sztucznych pozaracjonalnych potrzeb, gdy zauważa, że

„To głównie psychologowie ze szkoły Freuda wskazują, że wiele z ludzkich myśli i działań jest kompensacją stłumionych pragnień. Ktoś może pragnąć jakiejś rzeczy nie ze względu na jej rzeczywistą wartość czy przydatność, ale dlatego, że dostrzegł w niej symbol czegoś innego, pragnienia, do którego wstydzi się przyznać sam przed sobą.

Mężczyzna kupujący samochód może sądzić, że chce go ze względu na możliwość przemieszczania się, podczas gdy faktycznie być może wolałby się nim nie obciążać i raczej chodzić z korzyścią dla swojego zdrowia. Może pragnąć go posiadać, gdyż jest symbolem pozycji społecznej, dowodem sukcesu w interesach albo sposobem zadowolenia żony” (s. 56).

W odróżnieniu od zwolenników różnych nurtów filozofii krytycznej Bernays nie krytykuje jednak takich postaw, a jedynie stwierdza ich istnienie. Podziela jednocześnie niektóre z marksowskich prognoz dotyczących m.in. procesu koncentracji kapitału w różnych sektorach produkcji i usług, wyciągając stąd wniosek, że konkurencja na rynkach ewoluować będzie w kierunku rywalizacji różnych sposobów zaspokojenia podobnych potrzeb, a nie walki różnych producentów jednego i tego samego dobra.

Przyszłość kapitalizmu widzi zatem jako starcie rozmaitych lobby promujących interesy np. różnych stylów życia czy żywienia, które korzystne będą dla różnych sektorów.

Istotnie, już od wielu lat mamy do czynienia takim właśnie modelem konfrontacji rynkowej i zabiegania o względy konsumentów – zgodnie zresztą z sugestiami Bernays’a – przy pomocy budowania naukowych uzasadnień wyższości korzystania z pewnych modeli zachowań społecznych generujących zapotrzebowanie na określoną kategorię produktów.

Inną, odnotowaną przez autora już w trzeciej dekadzie XX wieku tendencją obecnie się nasilającą jest sprzeczność interesów i systemów wartości reprezentowanych przez sektor oświaty i edukacji z tymi preferowanymi przez biznes.

Nie chodzi tu przy tym wyłącznie o kwestię użyteczności określonych profilów wykształcenia realizowanych na zamówienie podmiotów gospodarczych, ale również o głęboko zakorzenioną niechęć klasową nisko opłacanych nauczycieli wobec najzamożniejszych grup: „Mężczyźni, którzy z powodu poczucia niższości gardzą pieniędzmi usiłują wykrzesać dobrą wolę z ludzi, którzy je kochają” (s. 114) – pisze o typowej dla kapitalizmu konieczności zabiegania przez kierownictwo szkół i uczelni o sponsorów w sektorze prywatnym.

Bernays opisuje też technologie marketingu politycznego, których skala zastosowania w naszych czasach być może zaskoczyłaby nawet jego. W Stanach Zjednoczonych okresu międzywojennego polityczny PR nie nadążał za swoim komercyjnym odpowiednikiem, choć chronologicznie pojawił się jako pierwszy. To właśnie jego założenia wykorzystali gracze na rynku rozwiniętego kapitalizmu, po czym uczeń przerósł mistrza.

W 1928 roku Bernays apeluje już zatem o to, by autorzy kampanii politycznych uczyli się środków i metod wykorzystywanych w kampaniach sektora komercyjnego. Podobnie, jak w rywalizacji producentów korzysta się z metody kreowania sztucznych potrzeb, tak i w polityce „oddany i utalentowany polityk jest w stanie, wykorzystując narzędzia propagandy, kształtować i urabiać wolę ludzi” (s. 87).

Może ona zatem w umiejętny sposób podrzucać tematy i zagadnienia, które do tej pory szczególnie opinii publicznej nie rozpalały. „Ważniejsze od partii oraz jej celów, a także od osobowości kandydata jest to, aby z tych czy innych powodów trafił on do wyobraźni kraju” (s. 93) – pisze prekursor PR. Mają tym się zajmować specjaliści pracujący nad wizerunkiem i komunikacją polityków: „Jeśli doradca do spraw kontaktów z otoczeniem może tchnąć życie w ideę i umieścić ją między innymi ideami, uzyska zainteresowanie publiczności” (s. 136).

Okazuje się zatem, że już dawno opisano istotne znaczenie popularnych wrzutek medialnych czy tematów dnia, dziś dominujących w części przestrzeni medialnej poświęconej polityce.

Obraz społeczeństwa szkicowany przez amerykańskiego specjalistę w zakresie wywierania wpływu na zbiorowości ludzkie opiera się na założeniu, że niemożliwe jest zastosowanie w praktyce teorii racjonalnego wyboru, zarówno na rynku towarów i usług, jak i w polityce. Ludzie są z natury rzeczy podatni na wpływ wywierany za pośrednictwem argumentów pozarozumowych. Ktoś jednak czuwa nad kształtowaniem opinii publicznej i są to osoby pozostające w cieniu;

Rządzą nami – naszymi umysłami, upodobaniami i wyborami – ludzie, o których nigdy nie słyszeliśmy. Jest to logiczny skutek sposobu, w jaki ukształtowane jest społeczeństwo demokratyczne, w którym ogromna liczba osób, jeśli mają tworzyć sprawnie funkcjonujące społeczeństwo, musi współdziałać. W wielu wypadkach nawet sami ludzie tworzący rząd nie są świadomi istnienia innych członków tego niewidzialnego gabinetu” (s. 19).

Są nimi ci, którzy zawodowo – jak sam autor – zajmują się kreowaniem postaw, decyzji i mód. W niektórych momentach Bernays zdaje się twierdzić, że to faktyczne centrum sterowania opinią społeczeństw znajduje się poza gremiami de iure decyzyjnymi i formalnie sprawującymi władzę. Jak pisze, „Istnieją niewidzialni władcy, którzy kontrolują losy milionów. Zwykle nie uświadamiamy sobie do jakiego stopnia słowa i działania naszych najbardziej wpływowych publicznych osób są ustalane przez nikły odsetek ludzi działających zza kulis” (s. 42).

Wobec istnienia takich ukrytych struktur władzy funkcjonowanie mechanizmów demokratycznych okazuje się w praktyce niemożliwe.

Bernays jest autorem kilku książek i licznych artykułów. Rok temu ukazała się inna ze sztandarowych jego prac, której wydawcą w Polsce zostało rządowe Narodowe Centrum Kultury (Edward L. Bernays, Krystalizacja opinii publicznej, Warszawa 2019). Wydawnictwo Wektory wydało „Propagandę” obok szeregu prac innych wybitnych autorów w serii „Klasyka myśli zachodniej” (objęła ona m.in. prace klasyków socjologii Pitirima Sorokina i Wernera Sombarta).

Z pewnością lektura pracy Bernays’a stanowi pewne niezbędne kompendium nie tylko dla tych, którzy zawodowo zajmują się PR, ale również dla czytelników, którzy chcieliby zrozumieć mechanizmy rządzące współczesnym sterowaniem społecznym, również po to, by przynajmniej spróbować uodpornić się na działanie części z nich.

Mateusz Piskorski
Edward L. Bernays, „Propaganda”, Wydawnictwo Wektory, Wrocław 2020, ss. 140.
Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2020)
http://mysl-polska.pl

Komentarzy 18 do “Klasyk manipulacji”

  1. Birton said

    i co ja czytam w angielskiej wersji Wikipedii:
    „Edward Bernays was born to an American Jewish family”
    ACHTUNGGGGGGGGGGGGGGGGGGGGG JUDEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE

    Prymas Hlond: „Jest faktem, że Żydzi zwalczają Kościół katolicki, przyczyniają się do rozkwitu wolnomyślicielstwa, stanowią awangardę bezbożności, bolszewizmu i wszystkich wywrotowych ruchów. Jest faktem, że wpływ Żydów na moralność jest zgubny.”

    ———-
    Informacja o koszerności Bernaysa widnieje w samym artykule.
    Admin

  2. wnikliwymokiem said

    Żydzi, trzeba im to oddać są mistrzami w operowaniu propagandowym, manipulującym słowem – próbkę tego dali już poprzez redakcję Starego jak i Nowego Testamentu ( potem było już im z górki ).

  3. Boydar said

    I co tam w Piśmie jest zmanipulowane ? Albo co prawdą nie jest ? Że „… Boga niema …” ?

    Tłumaczeń Pisma jest wiele, a „tłumaczeń” jeszcze więcej, ma obywatel Wnikliwe Oko pewność, co tam rzeczywiście napisano ? A może grekę, hebrajski i aramejski wyssał z mlekiem matki ? Jak profesor Popowski dokonał uczciwego i rzetelnego przekładu Starego Testamentu, to już po trzech miesiącach „umarł” bez udziału osób drugich a nawet trzecich. Oryginał wydania pierwszego jest nieosiągalny a następne (wydania) są już po korekcie „zespołu ekspertów”.

  4. UZA said

    „Rządzą nami – naszymi umysłami, upodobaniami i wyborami – ludzie, o których nigdy nie słyszeliśmy. ”
    „Są nimi ci, którzy zawodowo – jak sam autor – zajmują się kreowaniem postaw, decyzji i mód”.

    Problemem jest to, że oni rządzą rządami. A rządy rządzą pałami i armatkami ( a także prawdziwymi armatami, rakietami i czołgami) – tym, co może nam zrobić krzywdę i czego gołymi rękami nie pokonamy. To jednak nie stało się dzisiaj ani wczoraj. To jest efekt długotrwałego procesu, którego nie stłumiono wtedy, kiedy jeszcze było można.

    Jeśli chodzi o „kreatorów postaw i mód” , to można mieć ich w d… Wystarczy nie oglądać telewizji i nie wchodzić na głównonurtowe portale. Nikt nas do tego nie zmusza.

    Nie zamierzam bronić tych na „ż” , ale przecież sami nic by nie zdziałali. W końcu Balfour nie był „ż”. A amerykańscy przedstawiciele wiadomego plemienia nie mieliby tam tak ogromnych wpływów, gdyby nie anglosaskie etnicznie masy protestanckich syjonistów, „odrodzonych chrześcijan”, czy jak się tam zwą.

    Jesteśmy trochę jak ten chłop z ezopowej bajki, który ogrzewał żmiję (też na „ż”) a potem się dziwił, że go ukąsiła. Żmije tak mają, że kąsają, a człowiek po to ma rozum, żeby im nie ufać i uważać.

  5. wnikliwymokiem said

    Ad. 3.

    Opiszę sprawę pod warunkiem, że będzie tu zamieszczona.

    Gospodarz tej witryny idzie na taki deal czy nie ? – nie będę przecież pisał po próżnicy.

  6. Marucha said

    Re 5:
    Pisz Pan. Zobaczymy.

  7. JAN said

    re.art>

    niekiedy w Gajówce udziela blogger o nicku PLAUSI a jego strona>prostopopolsku.>> .https://pppolsku.wordpress.com/
    ….i
    pomijając jego (Plausi) motto-nader aktualne dzisiaj
    YANKEE GO HOME>>
    to drugą myślą jest cytat Johna Swintona (Szkot z USA,dziennikarz) a cytat pochodzi z 1905 roku>
    .
    Pochwała dziennikarskiego kurewstwa,(Swinton,XIX w.):
    .
    „Nie ma czegoś takiego jak wolna prasa…
    Zadaniem dziennikarzy jest zniszczyć prawdę, kłamać w żywe oczy, fałszować, oczerniać, płaszczyć się przed pieniądzem i sprzedawać swój kraj i swą rasę za chleb powszedni…
    .My jesteśmy narzędziami i parobkami bogatych poza tą sceną. …Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami.”
    czyli ten gostek opisał to elegancko i przedstawil jako ‚swoje’ jako ‚prawda objawiona’ bo napisane przez Żyda.
    Jest to klasyczny żydowskie opus operandi i stosowane do dnia dzisiejszego i nie na darmo jednym z ich głównych bbszarów działania są MEDIA aka creative industry<<wliczając w to przemysł reklamowy,
    Jak cenię wydawnictwo Wektor i jego właściciela p. Józefa Białka
    to pisanie Piskorskiego jw. jest miałkie no chyba, że jego zawodowym zajęciem jest 'zajmowanie się 'Public Relations' a i w takim przypadkiek lepiej żeby p. Piskorski zajął się np. 'przeciwdziałaniu dezinformacji' ‚walce z fake news’ – prowadzonej przez „media” Google, Facebook, tzw. ‚social media’ a opłacane przez NATO, EU, Izrael, USA, World Bank, IMF, tzw. służby czy oglądać reklamy>no przecież one ISTNIEJĄ i my za nie płacimy.
    Noam Chomsky – vide blog Plausiego>
    .MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA

  8. Marucha said

    Re 7:
    Omyłkowo wpuściłem JARNO pod inną ksywką.
    No nic, niech będzie.

  9. wnikliwymokiem said

    Ad.6

    Jednak zastrzegamy się czyli deklaracja na wodzie pisana, prawda ? W tym miejscu liczę na to, że Gospodarz widząc moje wątpliwości zaprze się nogami i udowodni, że Gajowka nie stoi prymitywną, obcą polskiemu duchowi cenzurą a ja zaryzykuję tekst.

    Zacznę od ustawiającego sprawy pytania :

    – jaki inny, jak nie zawładnięciem umysłów ( a tym samym i całym jestestwem ) gojów mogli mieć cel Żydzi aplikując im tę, chrześcijańską po nazwie religię ? Budzi to pytanie refleksję ?

    Aby zawładnąć człowiekiem i obrócić go w niewolniczy stan można posłużyć się albo batem albo odpowiednim, zmiękczającym słowem – no bo jak inaczej ?
    Żydzi połączyli jedno z drugim kładąc akcent na słowo.

    Użycie do tego celu wzniosłego, religijnego, wspartego autorytetem Boga słowa sprawiło cud – dotychczasowy stan umysłów został zdewastowany i na nowo, już pod swoje, macherów potrzeby przeprogramowany ( tu wstawię uwagę, że człowiek jest jak naczynie, z którego można wyjąć tylko to co się uprzednio do niego włożyło – taka oczywistość ).

    Już samo to podpowiada nam, że, aby osiągnąć ten cel trzeba posłużyć się zmanipulowanym pojęciowo słowem. Podeprę się tu biblijnym przykładem ( no, zobowiązałem się o tym napisać ) – jeżeli zestawić ST-wersy mówiące o rytuale wykładania chlebów pokladnych podczas komunijnej ceremonii z informacją, że kapłanów-lewitów,posługujących przy rozdawaniu komunijnego chleba tak silnie kojarzono z tą czynnością, że przyległa do nich nazwa „chlebów” to pod tym kątem możemy już inaczej spojrzeć na słowo, którym opisano cud rozmnożenia chlebów, prawda ? ( liczby użyte w ST- opisie pokrywają się z tymi, którymi zaczarowali redagujący NT-scenę tego rozmnożenia ).
    Dysponujący jako takim IQ powinni już pokojarzyć jaką informację przekazano za pomocą tego „cudu” – czy muszę podpowiadać, że chodziło w tym przekazie o wyświęcenie kapłanów służących nowej religii ?

    Goje, którym wklepano do świadomości to, „cudu” słowo złapali ten haczyk i zgięli przed, tak zmanipulowanym nadprzyrodzono słowem kolano.

    I teraz – jeżeli wziąć pod uwagę zasadę mówiącą, że jeżeli w podanym zestawie informacji doszukamy się chociaż jednego, trefnego elementu to bez pudła możemy podaną całość uznać za interesownie zmanipulowaną.

    Slowo jest potęgą a umiejętne jego zastosowanie czyni cuda – ofiarę mamy na widelcu.

    Pasuje do tego mojego poprzedniego komentarza (2) – oddajemy Żydom to co ich na tym, manipulacji polu ?

  10. UZA said

    ad.9) „Dysponujący jako takim IQ powinni już pokojarzyć jaką informację przekazano za pomocą tego „cudu” – czy muszę podpowiadać, że chodziło w tym przekazie o wyświęcenie kapłanów służących nowej religii ?”

    Nie wiem, czy kogoś przekonuje ta karkołomna interpretacja ewangelicznego cudu rozmnożenia chleba. Mnie nie przekonuje i może to Pan/Pani przypisywać mojemu niskiemu IQ, jakoś przeżyję. Swoją drogą, o jakich kapłanach nowej religii Pan /Pani mówi ? Pan Jezus nie wyświęcał żadnych kapłanów – w Dziejach Apostolskich byłaby o nich mowa, a nic nie ma. Jest natomiast w Nowym Testamencie opis rozesłania apostołów i są słowa skierowane do Piotra.

    Opis cudu rozmnożenia chleba jest dość szczegółowy – mowa tam o łamaniu i koszach ułomków . Jak to się ma do ustanawiania kapłanów ? Czy gdziekolwiek na starożytnym Bliskim Wschodzie wyświęcano kapłanów poprzez ich łamanie i umieszczenie w koszach ? Z takich połamanych kapłanów niewielki byłby chyba pożytek… Łamanie chlebów było natomiast zwykłą czynnością, poprzedzającą jedzenie. Spotykamy się z tym także w opisie Ostatniej Wieczerzy.

    Ewangelie obejmują dwa składniki : nauczanie Pana Jezusa i opisy zdarzeń z Jego udziałem. O ile pierwszy składnik (nauczanie) obfituje w metafory, zwane przypowieściami, o tyle drugi jest zazwyczaj konkretny i rzeczowy – mocno osadzony w rzeczywistości . Wszystko dzieje się w określonym miejscu i czasie, w gronie określonych osób i wśród określonych przedmiotów (wytworów ludzkich czy elementów przyrody – roślin i zwierząt). Rozmnożenie chleba to zdarzenie a nie przypowieść.

    O ile mi wiadomo, kabaliści uważają, że biblijne opisy są kodem, zawierającym przesłanie dla wtajemniczonych. To dotyczy jednak tylko tekstów, które my nazywamy Starym Testamentem, a nie Ewangelii. Proszę nie robić z ewangelistów jakichś gnostyków , ukrywających pewne treści w słowach. Czemu niby miałoby to służyć ? Moim zdaniem , Chrześcijaństwo zachwyciło starożytny świat poprzez swoją prostotę i szlachetne, czytelne przesłanie, a nie przez udziwnienia i zaszyfrowane tajemnice.

  11. Marucha said

    Re 9:

    Zwracam Panu uwagę, iż na mnie takie chwyty erystyczne, jak poniższy:

    W tym miejscu liczę na to, że Gospodarz widząc moje wątpliwości zaprze się nogami i udowodni, że Gajowka nie stoi prymitywną, obcą polskiemu duchowi cenzurą a ja zaryzykuję tekst.

    nie robią żadnego wrażenia i nijak nie wpływają na moją ocenę komentarza.

    Jest oczywiste, iż cenzura w gajówce może być przez ocenzurowanego komentatora uważana za „prymitywną, obcą polskiemu duchowi”.
    Podobnie – pewna kryminalistka z bodajże Antify czy LGBT uważa, że potraktowanie jej gazem pieprzowym w samoobronie jest zbrodnią.

    Co do Pana komentarza – nie odniosę się. Zrobią to na pewno inni gajówkowicze. Albo go zignorują, co wydaje się być rozsądne,

  12. Marucha said

    Dziś po raz pierwszy założyłem – nie maseczkę, ale przylbicę. W Muzeum Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku.

    Dlaczego?
    Bo ta miła Pani mnie ładnie prosiła, żebym jej nie narobił kłopotu.

  13. Listwa said

    @ 9 Wnikliwymokiem

    Słowo jest potęgą, ale raczej nie twoje.
    Czy ty chcesz powiedzieć, ze wypiek chleba po 966 r był wynikiem wklepania przez żydów Starego testamentu i zginania kolan?

    Mogę ci przepisać maść z sadła świstaka na okoliczność twoich dociekań.

  14. I*** said

    (12) Marucha

    Rozumiem, że nie chciał Pan na stare lata robić z siebie idioty bądź osobnika z zaburzeniami psychicznymi (obecnie na stan zdrowia nie można się już powoływać, chyba że posiada się stosowne zaświadczenie lekarskie – ale takowych znów lekarze nie chcą wypisywać… i koło się zamyka) – ale coś za szybko się Pan poddał… :-)))

    Jak raz zimno się zrobiło – łatwo o katar, zapchany nos, trudności z oddychaniem – zatem nie można wycierać kinola, i to co chwilę, mając założony kaganiec, a nawet przyłbicę. To tak tytułem przykładu. :-)))

  15. Marucha said

    Re 14
    Tego nie należy rozpatrywać w kategoriach „poddawania się”. Po prostu chciałem być miły dla miłej osoby.
    (Nos mogłem wycierać bez problemu).

  16. wnikliwymokiem said

    Ad.10

    NT nie jest jednowymiarowym zapisem – kryje w sobie coś więcej.Podane przypowieści ( ich zapowiedź i znaczenie podana jest w jednym z wersów ) przedstawiają jedną historię na powierzchni, pod która kryje się druga ( typowy sposób narracji bliskowschodnich ludów ). Tę drugą historię, prawdziwą historię Jezusa, można odkryć znając sposób w jaki została ona tam zakodowaną ( a jest ona tam rozmyślnie wpisana ).

    Aby prawdziwie odczytać przekaz słowno symboliczny zawarty w tekstach zakodowanych trzeba poznać znaczenie słów, kodów oraz sens ich stosowania. Bo, np. „Ojciec w niebie ” nie miało odnośnika do Boga który jest gdzieś tam w przestworzach, tylko do najwyższego dostojnika zakonnego którego nazywano Ojcem- papieżem. Niebem nazywano wówczas najwyższy wymiar zakonny ( a także dach modlitewnego budynku, na którym kapłan odprawiał nabożeństwo – vide scena w drodze do Damaszku ) a „obsługującymi” to „niebo” „aniołami” i „archaniołami” były zakonne funkcje związane z czynnościami im przynależnymi ( świadomie wstawiłem tu cudzysłowy ). Wiele jest nazw pełniących określone funkcje kiedyś a nie oddające absolutnie znaczeń, którym służą współcześnie. Na tym opiera się cała manipulacja ludzką świadomością – na wieloznaczeniowości słów oraz wykorzystywaniu ich dawnych znaczeń w innym celu obecnie.

    Na bazie niewiedzy można pisać różne scenariusze przypisując im ineresowny sens. Tego przykładem niech będzie opis sceny z przemienieniem wody w wino – cud panie, pierwszej wody cud, przed którym należy zgiąć kolano ( dla tych co, zaczarowani tym słowem nie wiedzą w czym rzecz ).

    A rzecz w tym, że istniały dwa stopnie wtajemniczenia,symbolizowane przez wodę i przez wino. Wszyscy członkowie religijnej Wspólnoty, bez względu na tryb życia, mogli uzyskać coś w rodzaju wstępnego członkostwa poprzez chrzest w wodzie. Lecz tylko ci którzy zamierzali rozpocząć w pełni zakonne życie czekali przez dwa następne lata, by otrzymać „Napój Wspolnoty” – komunię, czyli wino. Komunię mogli otrzymać jedynie bezżenni ( posadowieni na najwyższym stopniu hierarchii ). Ci którzy pozostali na „wodnym2 stopniu wtajemniczenia, dostępujący tylko chrztu byli ludźmi ” nieczystymi ” i zaliczali się do nich żonaci mężczyźni, nie- Żydzi, kobiety i osoby upośledzone fizycznie.
    Przemienienie wody w wino przez Jezusa znaczyło, że zerwał on z tradycją i pozwolił ludziom niższej kategorii otrzymywać komunię. Od tamtej pory wszyscy nie uprzywilejowani prawami starozakonnymi mogli otrzymywać chleb i wino. Jezus wówczas wprowadził równość wszystkich w oczach Boga. Postępek Jezusa oznaczał prawdziwą rewolucję społeczną.

    Całość ewangelicznego przekazu można poznać ( no, ten kto nie chce być ciemnym jak tabaka w rogu ) znając znaczenie słów, pojęć których użyto do opisu.Trzeba również znać realia ówczesnych czasów – zwyczaje, kulturę, „grypserę”, itd., itp. – inaczej musimy poddać się interesownej manipulacji na naszym umyśle, świadomości.

    ” Kto ma oczy do patrzenia, uszy do słuchania … „

  17. wnikliwymokiem said

    Ad. 11

    Tą frazą próbowałem zabezpieczyć tu swoje interesy, że tak to określę 🙂

  18. I*** said

    (15) Marucha

    Założył Pan przyłbicę (odpowiednik hańbiącej maski), bo chciał być miły – natomiast Polacy (którym się przecież nie przelewa) noszą namordniki, bo obawiają się mandatów… i ta motywacja jest bardziej przekonująca niż pańska.

    Ale nic to, życzę przyjemnego pobytu w Polsce. 🙂

    ———–
    Obecnie jestem w tzw. „żółtej strefie”. Nigdzie nic nie zakładam.
    A Pan(i) niech sobie myśli co chce.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.