Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

SPARS, czyli opracowano plan nowej „pandemii” na lata 2025-2028

Posted by Marucha w dniu 2021-02-16 (Wtorek)

Kiedy wszyscy zastanawiają się nad tym, kiedy skończy się „pandemia” Covid-19, został opracowany scenariusz nowej „pandemii” SPARS na lata 2025 – 2028. Kto za tym wszystkim stoi i jak będzie ona wyglądała?

Plan nowej „pandemii” już opracowany

Obecna „pandemia” ma potrwać do 2025 roku, ale i tak już od dawna planowane są kolejne pandemie.

Bill Gates również poinformował, że szykuje się on do kolejnej epidemii i w związku z tym proponuje masowy monitoring ludzi, a także nowe szczepionki oraz tworzenie globalnej agencji siłowej, która będzie walczyła z epidemią.

Billa Gatesa nie można ignorować, gdyż jego plany łączą się z planami Johns Hopkins Center. To właśnie tam został opracowany plan nowej „epidemii”, który został opublikowany w dokumencie „The SPARS Pandemic 2025 – 2028”.

Johns Hopkins Center to centrum, które w październiku 2019 roku razem z Billem Gatesem organizowało Event 201, czyli pandemiczne gry wojenne, które miały miejsce dwa miesiące przed wybuchem „epidemii” w Chinach.

Kiedy wybuchnie nowa „epidemia”?

Zgodnie ze wspomnianym wcześniej dokumentem nowa epidemia SPARS, czyli „Ostry zespół oddechowy św. Pawła” ma zacząć rozwijać się zaraz po zakończeniu Covid-19, czyli w latach 2025 – 2028.

W tym przypadku najważniejszym podłożem w rozwoju choroby, ale też kontroli państwowo-medycznej będzie fragmentacja społeczna, która będzie miała związek z postępami w telekomunikacji, a także wszechobecnych mediów.

W dokumencie tym znalazły się informacje, które opisują, np. że będzie można tymczasowo przymocować cienkie i elastyczne ekrany do teczek, plecaków czy też odzieży, dzięki czemu będzie można je używać do strumieniowego przesyłania treści z Internetu w różnych miejscach publicznych.

Do tego agencje zdrowia publicznego mają coraz częściej przyjmować różnorodne technologie mediów społecznościowych, a także te platformy, które już istnieją od dawna, czyli Facebook, Snapchat i Twitter, ale też nowe platformy, np. ZapQ, a jest to platforma, która pozwala użytkownikom na agregowanie oraz archiwizowanie wybranych treści multimedialnych, które będą pochodziły z innych platform, a do tego będzie pozwalała na komunikację z usługami społecznościowymi w chmurze.

W tym dokumencie znajdują się głównie informacje, które opisują, w jaki sposób będzie można kontrolować i zmieniać opinię publiczną poprzez media społecznościowe, a także poprzez kontrolowanie nawet niszowych komunikatorów.

Za kilka lat ma to być najważniejsze wyzwanie dla rządowych organizacji medycznych.

To oznacza, że nie będzie to już medycyna, ale psychologiczne kontrolowanie populacji, która na dużą skalę korzysta z sieci.

Natomiast w rozdziale jedenastym tego dokumentu zostało opisane, jak będzie dochodziło do wykradania przez rządy prywatnych danych medycznych, a następnie dostarczanie ich do szpitali albo agencji rządowych czy też innych instytucji.

Rząd USA zastosował kontrowersyjną taktykę, która miała na celu określenie, w jaki sposób najlepiej jest rozprowadzać ograniczone dawki szczepionki Corovax wśród osób, które znajdują się w grupach priorytetowych w całym kraju.

W tym przypadku świadczeniodawcom zapewniono dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej pacjentów, co miało na celu określenie liczby osób w populacjach wysokiego ryzyka, którym zapewniana była opieka na określonych obszarach.

Oczywiście w scenariuszu tym opisano reakcję społeczną na takie działania i była ona negatywna.

Jednak wskazywane są metody, które mają usprawiedliwić kradzież prywatnych danych.

To oznacza, że epidemia SPARS ma być jedną z przyczyn, która będzie miała na celu zniszczenie prywatności, ale też poszerzenie państwowej jurysdykcji.

Czym będzie epidemia SPARS?

Wirus SPARS będzie miał wydłużony okres inkubacji, który będzie wynosił od siedmiu do dziesięciu dni w porównaniu do jego okresu utajonego, który będzie wynosił od czterech do pięciu dni.

To oznacza, że osoby zakażone będą roznosiły tego wirusa nawet przez tydzień, zanim u nich będą zauważalne objawy choroby.

W związku z tym izolowanie osób chorych na SPARS będzie tutaj mniej skuteczne niż izolowanie osób, które będą zakażone innymi i lepiej opisanymi chorobami układu oddechowego.

Poza tym zachorowalność i śmiertelność z powodu tej choroby będzie wyższa u dzieci niż u osób dorosłych.

Ponadto bardziej narażone na powikłania choroby oraz śmierć będą kobiety w ciąży, a także osoby z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, np. z astmą czy rozedmą płuc.

Będzie także opracowywana szczepionka na tego wirusa, która będzie pochodną szczepionek, jakie podaje się bydłu, a które zostaną opracowane w 2021 roku po epidemii w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Ma być ona skuteczna w zapobieganiu infekcji, ale też czasami będą występowały poważne skutki uboczne, takie jak: obrzęk nóg, silny ból stawów oraz zapalenie mózgu, które może prowadzić do drgawek, zaburzeń napadowych albo nawet do śmierci.

To jednak nie będzie stanowiło problemu, aby tę szczepionkę testować na ludziach i w ostateczności wprowadzić ją na rynek.

Niektórzy mogą uważać, że scenariusz epidemii SPARS to scenariusz tylko hipotetyczny i nie musi on mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Jednak trzeba tu wziąć pod uwagę, że jest on związany z tymi samymi osobami, które również w sposób hipotetyczny opracowały plany odpowiedzi na Covid-19 w czasie Event 201.

Do tego warto wiedzieć, że fundacja Billa Gatesa już od wielu lat sponsoruje Johns Hopkins Center, ale też współpracuje na różnych obszarach medycznych.

Czy plany na nową „pandemię” w latach 2025 – 2028 się spełnią?

Cóż… przecież nikt nie wyda milionów dolarów tylko po to, aby stworzyć takie plany dla rozrywki, aby potem miały się zmarnować.

https://www.odkrywamyzakryte.com

Komentarzy 25 do “SPARS, czyli opracowano plan nowej „pandemii” na lata 2025-2028”

  1. wywrotowiec said

    Witam wszystkich Wiem,ze wiekszosc gajowkarzy
    sie nie zaszczepi,ale postanowilem napisac kilka zdan w temacie szczepien,moze komus sie to przyda,moze komus uratuje zycie? Babci,Dziadkowi lub sasiadce spod 13 -ki?
    W Lublinie zmarl dr Rogiewicz ze szpitala psychiatrycznego wiek 50 +,ustawiony finansowo -praca na etacie oraz wlasna przychodni czy tez tylko gabinet.
    Szpital w ktorym pracuje moja zona.Zmarl 45 min po przyjeciu drugiej dawki.
    W trakcie szczepienia nagrywal filmik w ktorym wysmiewal zwiazek autyzmu ze sczepionkami,nasmiewal sie z antyszczepionkowcow ,ktorym oferowal kontakt do Billa Gatesa rowniez w trakcie przyjmowania szczepionki na chwile zatrzymal nagrywanie i powiedzial „wlasnie dostalem autyzmu”,no becwal do kwadratu, na necie sluszny hejt na niego ,jego konto na FB juz skasowane,ale ktos gdzies powielil na necie.
    Tydzien temu ratownik z Izby Przyjec wspolpracownik mojej zony mial duze problemy po szczepieniu poszedl na zwolnienie lekarskie,a lekarz powiedzial,ze jedna noga byl pan tam.
    Mam nadzieje,ze przyda sie pan to info bo nie sadze aby scierwo media pochwalily sie tym.

  2. Piskorz said

    re 1 My z Gajówki pana Maruchy…nikt z nas się nie zaszczepi.!!

  3. Aspera said

    następny mądry lekarz, śmierć 40 minut po szczepieniu
    .http://www.gloszabrza24.pl/wydarzenia/20976-dyskusja-w-sieci-program-w-internetowej-telewizji-publikacja-glosu-o-smierci-znanego-lekarza-po-szczepieniu-odbija-sie-szerokich-echem

  4. NICK said

    A czy żyje jeszcze Naczelna Pielęgniarka?
    Pierwsza „zaszczepiona” GMO kobieta?
    Ta z centralnego szpitala milicyjnego?

    No, bo, gdyby była taka rześka to by ją pokazywali.
    Na okrągło.
    Chyba.
    (może znajdą sobowtóra… )?

    Inaczej być nie może.

  5. JW said

    Nie cierpię takich tekstów, mówiących nam co „na pewno będzie” i siejących defetyzm i zwątpienie, bo skoro na pewno będzie, to wszelka walka nie ma sensu, zgodnie z wdrożeniem podstawowej zasady Sun Zi dot. prowadzenia wojny i demoralizacji wroga. A może Gates zdechnie za miesiąc? A może wydarzy się coś innego, co spowoduje, że wdrażający plandemię pójdą z dymem? A może dojdzie do masowego przebudzenia i ludzie nie dadzą sobie narzucić totalitaryzmu? Już teraz we Włoszech, Holandii, Austrii i nie tylko mają miejsce masowe demonstracje przeciwko kowidiańskiemu wariactwu. Oczywiście jak będziemy posrani i zwątpieni, to niczego nie zdziałamy. Najwyższy czas przestać być wygodnicką pizdą i stać się mężczyzną.

  6. Marucha said

    Re 5:
    Panie JW, chyba Pan nie zrozumiał.
    Artykuł nie mówi o tym, co „na pewno będzie”. – lecz opisuje to, co „uny” planują.

  7. bryś said

    Po mojemu trochę ściema: No dobra damy wam odetchnąć, odwleczemy nieuniknione w czasie. Usypianie – bo przecież nikt nie ma w planach zakończyć obecnej operacji – niemcy np. zamykają granice. A i winnych obecnych zniszczeń gospodarczych i zdrowotnych Polaków przecież nie ma, to dobroczyńcy, chronią nas przed śmiercią w męczarniach przecież. Tak więc prawdopodobne, tak jak i poprzednie, ale wciąż nie maja powodów odwoływać obecnie trwającą.

  8. bryś said

    Wywrotowiec – piszą że pracował w Warsazawie w Vipclinic. To Lublin czy Warszawa?

    https://www.znanylekarz.pl/witold-rogiewicz/ginekolog-lekarz-medycyny-estetycznej-diagnostyk/warszawa

  9. DariuszK said

    ad. -] Piskorz i po co te kozactwo… Wszyscy, wszyscy będziecie się musieli zaszczepić, Zresztą ja również.

  10. Greg said

    To się szczep towarzyszu i wypier……k kosmos !

  11. Greg said

    Mała pomyłka….k=w.

  12. wspaniały said

    Ad 8

    nie wiem o którego lekarza chodzi
    ale chodzi o tą sytuację
    zgrywajcie filmik bo to jest po prostu KOSMOS!!!

    .https://twitter.com/Michali49393358/status/1361419057996570629

    ——
    Co tu jest kosmicznego??
    Admin

  13. anATOM said

    ad.9 szczep się ciuliku i zdychaj! bo mnie i moich bliskich będa musieli najpierw zabić i dopiero wyszczepić.

  14. osoba prywatna said

    Autor opisał w tej książce rzeczywistość początku XXI wieku. Jest w niej wszystko, czego obecnie doświadczamy. On to opisał, ale nie wyjaśnił, dlaczego tak ma się stać, dlaczego ten świat ma tak wyglądać. Czy dlatego, że „rozwój” i „postęp”, to są zjawiska, które są niezależne od woli człowieka, czy może jednak ktoś świadomie kieruje tym procesem? Z informacji podanej na obwolucie książki można m.in. dowiedzieć się, że:

    William Knoke był wówczas twórcą i prezesem Harvard Capital Group, która zajmowała się bankowością inwestycyjną, specjalizującą się w fuzjach i przejęciach firm z branży nowoczesnych technologii. Jest absolwentem Stanford University i Harvard Business School.

    William Knoke, bankier inwestycyjny i wizjoner, który wierzy, że to nie, tak szeroko reklamowana era informacyjna, która definiuje nasze czasy, tylko to, co on nazywa społeczeństwem bez tożsamości (Placeless Society). Rewolucje w komunikowaniu się i transporcie przenoszą nas w epokę wszystkiego-wszędzie (Age of Everything-Everywhere), w której ludzie i towary często przenoszą się z jednego miejsca na drugie niemal natychmiast. Uświadamia nam, że ponieważ „blisko równa się daleko” (near equals far), wszelkie kryteria, według których oceniano potencjał narodowy, bogactwo korporacji i znaczenie jednostki należy zdefiniować na nowo.

    Knoke zaczyna od początku, od opisu świata, od opisu świata wymiarowego i tak to według niego wygląda:

    Świat wymiarowy

    Uczniowie wchodzą do klasy. Na tablicy nauczycielka narysowała kropkę, linię, kwadrat i sześcian. Wskazując placem, na początku, na linię, opisuje świat jednowymiarowy. „To jest prosty wycinek linii kolejowej” – mówi. „Pociąg na tej linii może poruszać się do przodu lub do tyłu. Nie może skręcić w lewo lub w prawo albo do góry lub na dół.

    Następnie nauczycielka wskazuje na kwadrat. „To jest świat dwuwymiarowy” – mówi im. Wyciąga kawałek kartonu i umieszcza na nim stonogę. Owad zaczyna wędrówkę tu i tam. „To jest świat dwuwymiarowy” – wyjaśnia. „Można poruszać się wzdłuż lub wszerz kwadratu.”

    W końcu przechodzi do sześcianu. „W tej przestrzeni, która może być pokojem, można poruszać się do góry i do dołu, jak również wzdłuż i wszerz” – mówi ona. „Ona reprezentuje świat trójwymiarowy, ten, w którym my żyjemy. W tym momencie wyciąga gołębia skądś zza jej biurka i pozwala mu pofrunąć po pokoju i ulecieć przez otwarte okno na czubek okolicznego drzewa. Uczniowie patrzą przez chwilę na ptaka, który odlatuje na kolejną gałąź, poza ich polem widzenia, i zwracają swój wzrok na nauczycielkę.

    Jedna studentka podnosi rękę. „Po co jest kropka na tablicy? Co to oznacza?” – pyta. „Ona reprezentuje świat zero wymiarowy”, odpowiada nauczycielka. „W świecie zero wymiarowym nie ma żadnej wolności” (In the Zero Dimension there is no freedom at all). Proszę to sobie zapamiętać, jeśli ktoś w ogóle to czyta, bo na końcu będzie nawiązanie do tego.

    Świat zero wymiarowy

    Od najdawniejszych czasów, jakieś 2 miliony lat temu, do około 5000 lat temu, nasi przodkowie żyli w świecie zero wymiarowym. Oni oczywiście rozumieli świat trójwymiarowy. Drzewa miały wysokość, szerokość i głębokość. Jaskinie miały ściany i sufity. Jednak w sensie społecznym te koczownicze plemiona były oddzielone od siebie, takie wyspiarskie kultury (insular „dot cultures”) sporadycznie kontaktujące się ze sobą. Choć zdarzały się grupy dochodzące do 50 osób, to typowa jednostka łowiecka składała się z dwóch lub trzech spokrewnionych rodzin. Gdy taka grupa rozrastała się, to musiała się podzielić i szukać dla siebie nowych terenów łowieckich. W całym swoim życiu tacy ludzie nie widzieli więcej niż kilkaset osób.

    Nie ulega wątpliwości, że taka samoizolacja, bardziej niż cokolwiek innego, ograniczała rozwój ludzkości w ciągu tych dwóch milionów lat. Gdy coś ulepszono – jak choćby sposób ostrzenia krzemienia lub konserwacji mięsa renifera – to tylko przypadkiem inne grupy mogły z tego skorzystać. Z reguły każda z nich musiała sama odkrywać i ulepszać środki, które pozwalały przetrwać. Szanse na gromadzenie wiedzy i postęp były nikłe.

    Świat jednowymiarowy

    Po 2 milionach lat, około 15 000 lat p.n.e., nastąpiło ocieplenie, lodowiec topniał. Warunki stały się korzystne dla rolnictwa i hodowli. Ludzie zaczęli uprawiać dzikie trawy, które dostarczały jadalnych nasion oraz hodować dzikie owce i kozy. Uniezależnieni od łowiectwa, zaczęli gromadzić się i osiedlać się w wioskach. Około 3000 p.n.e. koczownicy zmienili się w rolników.

    Ludzie, którzy poprzednio żyli w izolacji, zaczęli teraz kontaktować się ze sobą, z sąsiednimi wioskami, wykorzystując do tego utarte szlaki, prowadzące wzdłuż brzegów rzek lub przez przełęcze górskie. Przepływały nie tylko towary handlowe, ale również idee i wiedza. Z Indii zapożyczyli cyfry dziesiętne i technikę szczepień. Turcja dała światu brąz i stal. Z Azji centralnej dotarły konie, koło z Iranu. Z Egiptu – papier i atrament, arytmetyka i geometria, bielizna i szkło. Z Babilonii – astronomia, znaki zodiaku i pierwsze książki. Z Sumeru – pierwsze kontrakty handlowe i użycie złota jako miernika wartości. Chiny dostarczyły jedwabiu, prochu i kompas.

    Te wynalazki i odkrycia i wiele innych, dotyczących filozofii, interesów, sztuki i religii mieszały się ze sobą i dojrzewały w globalnym kotle (globalny kocioł w jednowymiarowym świecie? – przyp. mój). Każda kultura, każda osoba, każda społeczność wzbogacały wspólną wiedzę. Szlaki handlowe, bardziej niż cokolwiek innego, wyzwoliły ludzkość z prymitywnej epoki i stworzyły podwaliny cywilizacji: człowiek wkroczył w świat jednowymiarowy – erę kontaktów społecznych w oparciu o ustalone szlaki.

    Świat dwuwymiarowy

    W miarę jak pojedyncze szlaki handlowe wydłużały się i krzyżowały z innymi, rozwijał się świat dwuwymiarowy. Pojedyncza wioska nie była już tylko punktem na mapie, ale funkcjonowała w szerszym kontekście. Dziecko, które przyszło na wiejski targ, widziało wielu sprzedawców i ich towary, wykonane z brązu i żelaza, kubki wycięte z bursztynu, morskie muszle, piękne tkaniny i skóry, i kształtowało swoje wyobrażenie o świecie. Z czasem rozwinęło się w człowieku pojęcie lądu i społeczeństwa, które tworzyli ludzie i wioski rozproszone w różnych kierunkach.

    Przywódcy wyłaniających się centrów handlowych dostrzegli okazję stworzoną przez świat dwuwymiarowy i zaczęli wykorzystywać drogi, by przechwycić kontrolę nad większymi obszarami. Powstawały imperia. Początkowo w Mezopotamii i Egipcie, w Indiach i Chinach, a później w Persji, Grecji i Rzymie.

    Imperialni przywódcy szybko wykorzystali drogi do umocnienia swojej władzy. Inkowie wybudowali drogi od Chile do Peru i Ekwadoru. Chińczycy pokryli swój kraj siecią dróg, uzupełnioną mostami i promami ułatwiającymi przeprawy. Rzym, w momencie największego rozkwitu, dysponował drogami o długości 53 000 mil. Wszędzie drogi umożliwiały szybkie dotarcie żołnierzy, by utrzymać kontrolę nad całym imperium.

    Pomimo że rozumiano znaczenie świata dwuwymiarowego, to z wyjątkiem regionalnych imperiów z rozwiniętą siecią dróg, odległe obszary nadal były dostępne poprzez wąskie drogi jednowymiarowej przestrzeni. Fenicjanie, Grecy, Rzymianie i Chińczycy dysponowali statkami, które umożliwiały kontrolę na morzu, ale w niewielkim tylko zakresie. Była to żegluga przybrzeżna. Przejście do drugiego wymiaru nie było jeszcze pełne.

    Wszystko zmieniło się w XV wieku. Nastąpił postęp w morskiej technice. Cieśle budowali duże statki zdatne do żeglugi, wyposażone w żagle i stery, umożliwiające płynięcie prawie pod wiatr. Matematycy opracowali tablice nawigacyjne a rzemieślnicy skonstruowali instrumenty takie jak liczniki przebytej odległości, dokładniejsze astrolabia i kompasy. Wszystko więc było gotowe na nową generację żeglarzy, którzy przetną pępowinę łączącą ich z lądem.

    W rezultacie Era Odkryć Geograficznych zapoczątkowała pełne przejście ludzkości do przestrzeni dwuwymiarowej. W przeciągu tylko 35 lat europejscy żeglarze opłynęli Afrykę, odkryli obie Ameryki i opłynęli świat. Nowe możliwości pozwoliły Europejczykom rozciągnąć swoją władzę na cały świat. W ciągu pięciu wieków, u progu XX wieku, 25 europejskich państw kontrolowało 84% lądów (skąd on wziął 25 państw w Europie u progu XX wieku? – przyp. mój). Rewolucja dwuwymiarowego świata – okres gdy ludzkość swobodnie współdziałała na całej powierzchni Ziemi – została ukończona.

    Trzeci wymiar

    W XIX wieku pojawiły się na niebie balony i prymitywne szybowce. Na początku XX wieku ludzie skonstruowali latające maszyny napędzane silnikiem. Znaczny postęp nastąpił w czasie I wojny światowej. W trakcie II wojny światowej pojawiły się bombowce dalekiego zasięgu, zdolne do przenoszenia pocisków nuklearnych. W ciągu jednego pokolenia konflikty zbrojne przeniosły się w trzeci wymiar.

    Już nie wystarczyło bronic swoich granic czy patrolować wody przybrzeżne. W trzecim wymiarze wróg mógł zaatakować bez przekraczania granic. Tak jak wcześniej, nowy wymiar całkowicie zmienił układ sił na świecie.

    Nowa rzeczywistość wytworzyła nowy porządek polityczny. Dwie super potęgi starły się w śmiertelnej walce o panowanie nad trzecim wymiarem. Obie nagromadziły masę pocisków nuklearnych, umieściły satelity na orbicie, wysłały ludzi na Księżyc, roboty na planety, stworzyły stacje orbitalne.

    Rozwinął się także cywilny transport lotniczy. Pojawiło się mnóstwo nowych samolotów, lotnisk i producentów. W 1950 roku 20 milionów pasażerów korzystało z transportu lotniczego w USA, a 10 lat wcześniej prawie ich nie było. Do 1990 roku ilość pasażerów samolotów wzrastała o 500 milionów rocznie. Trzeci wymiar został opanowany.

    Podobieństwa

    Pierwszy wymiar trwał dobre 5000 lat, poczynając od pierwszych śladów cywilizacji. Drugi wymiar – 500 lat, kończąc się opanowaniem mórz. Trzeci istniał tylko 50 lat i jego zwieńczeniem było opanowanie przestrzeni powietrznej. Tempo przyspiesza i w miarę jak zbliżamy się do nowego tysiąclecia, ludzkość przymierza się do przeskoczenia do czwartego, prawdopodobnie ostatniego, wymiaru.

    By zrozumieć zakres nadchodzącej przemiany, musimy przeanalizować poprzednie przejścia do nowych wymiarów. Każda jego zmiana pociągała za sobą wstrząs w politycznej organizacji. Zasadniczy zwrot nastąpił w trakcie przejścia do pierwszego wymiaru, od niezliczonych plemion koczowniczych, mieszkańców jaskiń, do dobrze zorganizowanych i wspólnych rządów (collective governments) w rozwijających się wioskach i rodzących się państwach-miastach. Drugi wymiar był świadkiem tworzenia się regionalnych królestw, a później imperiów kolonialnych obejmujących cały świat. Trzeci wymiar zapoczątkował rywalizację supermocarstw i walkę o panowanie w powietrzu i na orbicie okołoziemskiej. Niebawem przekonamy się, dlaczego czwarty wymiar, na dobre czy na złe, zwiastuje rząd globalny.

    Zasady rządzące bogactwem również ulegną przemianie. Gromadzenie bogactwa bardzo przypomina koncentrację władzy politycznej i militarnej. Nowa przewaga konkurencyjna, dodatkowe informacje lub zdolność do podjęcia właściwej decyzji może oznaczać różnicę pomiędzy sukcesem i porażką. Każdy nowy wymiar to szansa, to poszerzenie zakresu wolności i działania, jak również nowe możliwości, niedostępne dla tych, którzy nie przeniosą się do niego. Nowi bogaci obywatele pierwszego wymiaru, to kupcy, którzy dostrzegli nowe szanse – nowe szlaki handlowe.

    Podobnie, gdy społeczeństwa przechodziły do drugiego wymiaru, tymi którzy zgromadzili nieporównywalne bogactwo, byli ci, którzy wiedzieli jak stworzyć imperia i panować na morzach (jak to czynili Fenicjanie i Grecy, później Rzymianie i Wenecjanie, a po nich Hiszpanie i Anglicy).

    Trzeci wymiar, era transportu powietrznego, stworzyła ponadnarodowym korporacjom warunki do natychmiastowego niemalże przenoszenia ludzi, surowców i produktów końcowych w dowolne miejsca na świecie. To im dało przewagę konkurencyjną nad tymi, którzy nie dokonali zmian. Produkcja może być zorganizowana gdziekolwiek, gdzie różnice płac, ceny surowców i umiejętności pracowników dają przewagę konkurencyjną. To pozwoliło na powstanie globalnych firm, których bogactwo przewyższało często bogactwo państw, które udzielały im gościny.

    Kto wzbogacił się? Ci, którzy bezpośrednio wykorzystali nowy wymiar, nie ci, którzy ich zaopatrywali. To nie hodowcy osłów, cieśle, którzy budowali statki, czy producenci samolotów stali się najbogatsi. Raczej byli to ci, którzy wykorzystywali osły, statki, samoloty do realizacji swoich celów. Przykładem może być ropa naftowa, podstawowy surowiec trzeciego wymiaru. Z pewnością sprzedawcy stali się bogaci, ale prawdziwe bogactwo było udziałem tych, którzy konsumowali ropę w celu wytworzenia jeszcze większego bogactwa – Stany Zjednoczone, Japonia i Europa.

    Ta sama zasada ma zastosowanie w czwartym wymiarze: producenci nowych narzędzi będą bez wątpienia prosperować – nawet niektórzy wyjątkowo – ale jako grupa, to użytkownicy nowych narzędzi zgromadzą większość tego nieporównywalnego nowego bogactwa.

    Kiedy świat wkroczy do nowego wymiaru, nie wszyscy od razu się w nim znajdą. Nawet obecnie wielu ludzi żyje w pierwszym lub drugim wymiarze. Niestety spóźnialscy wydają się być na zawsze skazani na względną biedę, ponieważ bez możliwości (wolności) przejścia do następnego wymiaru, będą cały czas w gorszej sytuacji, a ich gospodarki zawsze będą słabsze niż te z większą możliwością poruszania się po nowym wymiarze.

    I odwrotnie, największe nagrody czekają na tych, którzy pierwsi przeniosą się do nowego wymiaru. W pierwszym wymiarze kupcy, którzy regularnie przemierzali szlaki handlowe byli pierwszymi nouveaux riches. Podobnie miasta , które wykorzystały główne drogi handlowe rosły i prosperowały. W drugim wymiarze ci, którzy ustanowili regionalne imperia, a później Hiszpanie i Anglicy, którzy pierwsi rościli sobie prawa do Nowego Świata, zdobyli łupy, które wyniosły ich do niewyobrażalnego wcześniej bogactwa. W naszej obecnej epoce to właśnie globalne korporacje, ubiegając innych, pierwsze dotarły do nowych rynków. Wskazówki dla tych, którzy poszukują bogactwa w wyłaniającym się czwartym wymiarze są proste: bądźcie tam pierwsi.

    Do tego opisu, takiej interpretacji dziejów, należy podejść z pewną rezerwą, choć jest to opis przemawiający do wyobraźni. Przede wszystkim nie wiemy jak żył człowiek pierwotny. Jednak naskalne rysunki i obrazy sugerują, że nie był on taki prymitywny. Jeśli niektóre z nich mają po kilka metrów szerokości i wysokości, to nasuwa się wniosek, że do ich namalowania potrzebne były rusztowania i odpowiednie oświetlenie. Wszyscy widzieliśmy gdzieś zdjęcie posągu Dawida, Michała Anioła. Posąg jak posąg. Podobnych rzeźb wykonał on ponad 10. Miały one przeważnie około 2 metrów wysokości. Nawet jeśli dowodziły geniuszu artysty, to jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że można coś takiego zrobić, ale Dawid ma wysokość 5 metrów i 17 centymetrów. To jest zupełnie inna skala trudności. Nic więc dziwnego, że nikt go nie pytał, jak wyrzeźbił te pozostałe, tylko pytano o Dawida. Michał Anioł odpowiedział: „To proste, odjąłem wszystko, co nie było Dawidem”. Proste? Proste! Podobny problem, problem skali, pojawia się w przypadku tych wielkich malowideł człowieka pierwotnego, co sugeruje, że on taki pierwotny nie był i być może sposób organizacji tych społeczeństw nie był tak ograniczony jak chce Knoke. Był to jednak obraz bardziej skomplikowany. Paul Herrmann w książce Siódma minęła ósma przemija pisze:

    „Z początku człowiek drapał paznokciami po miękkiej ścianie jaskini, podobnie jak robił to pazurami niedźwiedź jaskiniowy; są to kolorowe odbicia ludzkich rąk, mozolnie ryte w ścianie, pobieżne szkice zwierząt, najpierw próby z kolorami, a potem kolorowe obrazy, długie walki o światło i cień w obrazie, o głębię i perspektywę. Potem przyszły długie okresy impresjonistycznej koncentracji obrazu na ruch i na przelotną chwilę spojrzenia; z kolei nastąpiły ekspresjonistyczne uproszczenia i deformacje malowanego przedmiotu, rozczłonkowanie obrazu na trójkąty, kostki, łuki, romby i prostokąty, tak dobrze nam znane ze współczesnej sztuki. Wszystko to zawarte jest w wielkim planie historii, która od tej stylizacji postępowała ku symbolizmowi wczesnego pisma obrazkowego.

    Być może, że te obrazy z epoki lodowej posiadają treść czarodziejską i znaczenie magiczne. Nawet w tych wypadkach, gdy są one realistyczne i dla szerokiego kręgu widzów natychmiast zrozumiałe, należy je chyba pojmować w ten sposób. Ale z chwilą gdy zaczynają występować impresjonistyczne deformacje i uproszczenia – jak na przykład w pochodzącym z Teyjat pięknym rysunku w kości, na którym stado reniferów składa się z dwóch, z niezwykłą dokładnością narysowanych zwierząt idących na czele stada (na rysunku w książce jedno idzie na początku, drugie na końcu – przyp. mój), poza tym zaś chmary falujących kresek, jako symbol błyskawicznie szybkiego ruchu, jako obraz migawkowy i deformacja wywołana przelotną chwilą spojrzenia – z tą chwilą mogła się narodzić sztuka, której wykonywanie nie było już podyktowane względami magiczno-religijnymi ani też celowo uwarunkowane. Albowiem tego rodzaju symboliczne przedstawienie zjawisk świata zewnętrznego nie było już powszechnie zrozumiałe, więc nie mogło chyba działać jako czar. Rysunek czy obraz stały się sprawą prywatną, sprawą świadomej swego „ja” jednostki, kwestią kierunku, mody lub szkoły. W ten sposób ludzie pierwotni wstąpili, być może, na drogę, u której końca znajdowało się pismo obrazkowe.”

    Te opisy tych trzech wymiarów nie są aż tak istotne. Autor zapewne chciał, poprzez kontrast, uzmysłowić czytającym, czym może być czwarty wymiar. Ten obraz jest o wiele ciekawszy, zwłaszcza że możemy go skonfrontować z naszą rzeczywistością. Książka została ukończona w 1995 roku. Była więc pisana w pierwszej połowie lat 90-tych, ponad 25 lat temu. To już jedno pokolenie. Czy był on wizjonerem? Bardziej chce mi się wierzyć, że był dobrze poinformowany. A biorąc pod uwagę jego zajęcie, to należy prawdopodobnie, jeśli jeszcze żyje, do nacji „wybranej”, która od zawsze dążyła do podporządkowania sobie innych.

    Już w tamtym czasie wiedział, że krzem i elektrony zostaną zastąpione laserem i fotonami. Że będzie postępowała miniaturyzacja sprzętu komputerowego a wraz z nią będą wzrastały możliwości operacyjne komputerów. A jak ta moc operacyjna będzie wykorzystana? – pyta Knoke. Po części odpowiedzią jest zazębianie, splatanie się ludzi z maszynami (intermeshing humans with machines). Zamiast porozumiewać się z komputerem poprzez migający monitor, klepiąc w klawiaturę, klikając myszką, będziemy porozumiewać się w ten sam sposób, jak porozumiewają się ze sobą ludzie – za pomocą pięciu zmysłów. To będzie oznaczać, że komputery tak upodobnią się do ludzi, że ich użycie będzie możliwe w każdej wyobrażalnej sytuacji, czy to będzie projektowanie, reklama, prowadzenie samochodu, pranie, czy… uprawianie seksu. Zupełnie tak jak soczewki kontaktowe czy aparaty słuchowe, które stały się integralną częścią osoby, która z nich korzysta, elektroniczny świat szybko staje się udoskonaloną formą człowieczeństwa (extension of humanity).

    To było pisane ponad 25 lat temu. Na początku lat 90-tych komputery powoli wkraczały do firm, do urzędów – w Polsce. Jeszcze nie bardzo było wiadomo, co z tego wyniknie. O internecie mało kto słyszał. Ja „przeszedłem” na internet około roku 2000. Pamiętam, że straszono nas wtedy, że po roku 2000 wszystko w internecie się załamie, bo ilość adresów IP zaplanowano tylko na określoną liczbę, itp. Nic się nie stało. Nikt jednak wtedy nie był w stanie wyobrazić sobie tego, o czym pisał Knoke. Znaczy ja nie mogłem sobie tego wyobrazić, funkcjonując w tamtej polskiej rzeczywistości.

    Dalej w rozdziale zatytułowanym „Krzemowy umysł” pisze on, że relacje człowiek-komputer nie ograniczą się do zmysłów, ale ogarną też intelekt. Wkrótce będziemy rozmawiać z naszymi komputerami domowymi, telefonami, a ich odpowiedzi będą miały sens. A jeszcze później konwersacja ze strony komputerów będzie tak wyrafinowana (sophisticated) jak u ludzi. Czy aby na pewno?

    Gdy Napoleon Bonaparte podbił północne Włochy, to na przyjęciu u pewnej włoskiej arystokratki powiedział: „Tutti Italiani sono lordoni” (Wszyscy Włosi to łajdacy). Na co ta włoska arystokratka odpowiedziała: „Non tutti ma buona parte” (Nie wszyscy, ale znaczna część). To „buona parte” było aluzją do „Bonaparte”, czyli zmiany przez Napoleona nazwiska z włoskiego Buonaparte, bo pochodził z włoskiej Korsyki, na bardziej eleganckie, z francuska brzmiące, Bonaparte. Czy rzeczywiście komputery będą w stanie osiągnąć kiedyś ten stan wyrafinowania, co ta włoska arystokratka?

    Dalej, drążąc temat komputeryzacji, ostrzega. Ci, którzy widzą przyszłość przed programistami, powinni zastanowić się. Dzisiejsi programiści pracują nad programami, które piszą programy. Oprogramowanie wbudowane we współczesne układy scalone jest tak złożone, że tylko komputery mogą je zaprojektować. Za kilka dziesięcioleci programista będzie mógł zaledwie powiedzieć komputerowi, czego potrzebuje i komputer, nie programista, będzie wiedział, jak to zrobić.

    Czwarty wymiar, jak twierdzi Knoke, zwiastuje rząd globalny. Dziś już wiemy, dzięki „pandemii”, że taki rząd istnieje, choć nieoficjalnie, ale jest. Wskazują na to reakcje rządów poszczególnych krajów. Wszystkie zachowują się podobnie i podejmują podobne decyzje. Żeby jednak powstał rząd światowy, potrzebne były działania, które umożliwiłyby jego powstanie. Przede wszystkim trzeba było zneutralizować lub podporządkować sobie rządy państw. Władza rządów opierała się na pieniądzu. Żeby więc pozbawić je władzy, trzeba było pozbawić je władzy nad pieniądzem. Do tego najlepiej nadają się globalne korporacje.

    Największe na świecie globalne korporacje są bogatsze niż wiele państw i to nie tych najmniejszych. Knoke pisze, że są one zarządzane tak jakby nie istniały państwa, tylko świat, jakby nie było podziałów politycznych. Dostosowują się do warunków lokalnych. Jak kameleony wtapiają się w lokalny krajobraz. Jak bezgłowa ameba, siedziba korporacji może być w takim lub innym kraju lub niezwiązana z żadnym miejscem.

    Globalne korporacje są ponadnarodowe w tym sensie, że nie czują żadnego związku z państwem narodowym, w którym mają swoją siedzibę, a globalni menadżerowie są odzwierciedleniem tej rzeczywistości: nie są od tego, by promować konkretny kraj, ale by podejmować działania, które zwiększą zysk, udział w rynku lub podniosą cenę akcji na giełdzie. Elastyczność korporacji daje im przewagę konkurencyjną nad sztywną polityką rządów. Im bardziej korporacje stają się globalne, tym mniej władzy i kontroli pozostaje lokalnym czy centralnym rządom. Mogą one zjednywać jeden rząd przeciwko drugiemu i dyktować swoje warunki podjęcia działalności na danym terenie. Dotyczy to ulg podatkowych, dotacji na rozwój infrastruktury, nie przestrzegania norm ochrony środowiska czy przepisów BHP.

    W latach 1987 i 1988 japońskiej firmie Toshiba groziły sankcje handlowe z powodu sprzedaży Związkowi Radzieckiemu produktów objętych embargiem. Toshiba wydała 30 milionów dolarów na lobbystów. W 1982 roku, gdy senator z Tennessee James Sasser wspierał ustawę „kupuj amerykańskie samochody”, zarządzający firmą Nissan stworzyli specjalny fundusz, wspierający oponenta Sassera. Rządy i demokracje przetrwają, pod warunkiem że dostosują się do realiów globalnej gospodarki, ale to i tak korporacje będą rządzić.

    Knoke porusza w zasadzie wszystkie problemy, których my obecnie doświadczamy. Pisze więc o wędrówkach ludów, które, jak zaznacza, nie są niczym nowym. Różnica polega na tym, że obecnie odbywa się to na znacznie większą skalę i znacznie szybciej, co zrozumiałe, biorąc pod uwagę postęp w dziedzinie transportu. Wspomina o zanieczyszczeniu środowiska, skażeniu radioaktywnym, ekologii, eksploatacji surowców naturalnych. Pisze też o ciężkim położeniu czarnej społeczności w Ameryce, o homoseksualistach, feminizmie i rozpadzie rodziny. „Nie zostało pominięte już nic” – jak śpiewał zespół Turbo w utworze Dorosłe dzieci w 1983 roku.

    Ano nie zostało. Knoke stwierdza też, że zmieni się nasz słownik. Być „w pracy” lub „w biurze”, nie będzie już oznaczać miejsca, ale aktywność. Gdzie nie będzie już miało znaczenia. Ważne, by praca była wykonana. Będą też klasy bez ścian. To już przerabiamy. W czwartym wymiarze szkoły będą wykorzystywać interaktywne multimedia i komputery. Nowy system umożliwi dotarcie do wszystkich uczniów – w miastach, na przedmieściach, na wsi – i zapewni równy dostęp do wiedzy. Szczególnie dla dzieci edukacja multimedialna będzie o wiele bardziej interesująca niż drukowana książka. Cały czas student będzie poszukiwać nowych narzędzi i źródeł w różnych elektronicznych bazach danych; komunikować się z innymi studentami za pomocą poczty elektronicznej, wideokonferencji czy telefonu; i doskonalić wszystkie umiejętności niezbędne w gospodarce przyszłości.

    Knoke jest takim wizjonerem, że przewidział pojawienie się islamskiego globalnego terroryzmu, którego fala przeleje się przez rejon Morza Śródziemnego, Europę, Amerykę i cały świat. A islamski fundamentalizm, jak pisze, nie akceptuje tego, że dobra materialne są dobrami niezbędnymi. A ci najbardziej gorliwi, zeloci, dążą do kontrolowania każdego aspektu życia osobistego: jak kto się ubiera, co je, jak się modli, jak podrywa kobiety, jak uprawia seks. Prawa własności niepewne i pozbawione podstaw prawnych.

    Czyż w świetle tego – „nie będziesz miał nic, będziesz szczęśliwy” – nie jest łatwiej zrozumieć, dlaczego właśnie posłużono się islamem do zniszczenia Europy. Bez Europy nie będzie Ameryki, bo z niej wywodzą się jej korzenie. Zresztą, Europa się wali i Ameryka również.

    Na samym końcu Knoke pisze, że to „placelessness”, czyli brak zakorzenienia w konkretnym miejscu lub społeczności, faworyzuje demokrację w taki sposób, że każdy ma dostęp do informacji. A są sposoby na to, by każda opinia została zapisana, co, miejmy nadzieję, zapobiegnie tyranii. Upadek zorganizowanej hierarchii wzmacnia jednostkę i przekazuje proces podejmowania decyzji do mas (to the people at large).

    Ten ostatni akapit, to, jak dziś wszyscy wiemy, choćby po wyborach w Ameryce, to kompletna bzdura. Jednak, gdy ja to czytałem 25 lat temu, to nie odbierałem tak tego, jak obecnie. Nie mniej uważam, że autor zdawał sobie sprawę z tego, że totalna cyfryzacja prowadzi dokładnie w odwrotnym kierunku.

    Przed nami wiele decyzji – pisze Knoke – i być może powinniśmy się nieco obawiać. To właśnie strach utrzymywał naszych przodków przy życiu w ich zero wymiarowym świecie; ci, którzy nie bali się, umierali. Strach jest zdrową reakcją przed nieznanym i my musimy zdawać sobie z tego sprawę, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. To strach odbiera nam sen, zmusza do myślenia, do planowania, do przygotowania się.

    Tak, przebyliśmy długą drogę… Nieprawdaż?

    Spoglądając wstecz za siebie, nasz nowy świat – który jest prawie taki sam, jak ten odległy – wydaje się całkowicie odmienny od tego, czego wcześniej doświadczyła ludzkość. A jednak, przy bliższym przyjrzeniu się, jest prawie taki sam. W jakimś kosmicznym paradoksie, czwarty wymiar przeniósł nas z powrotem do miejsca, od którego zaczęliśmy: pojedynczej kropki w przestrzeni (a single dot in space). – A Bold New World.

    No właśnie! Co było na początku? – Jedna studentka podnosi rękę. „Po co jest kropka na tablicy? Co to oznacza?” – pyta. „Ona reprezentuje świat zero wymiarowy”, odpowiada nauczycielka. „W świecie zero wymiarowym nie ma żadnej wolności” (In the Zero Dimension there is no freedom at all). Proszę to sobie zapamiętać, jeśli ktoś w ogóle to czyta, bo na końcu będzie nawiązanie do tego.

    To jest właśnie to, czego nie zauważyłem, czytając tę książkę 25 lat temu. A skąd ja mogłem wtedy wiedzieć, co jest grane? Autor wyraźnie pisze, że świat jednowymiarowy i czterowymiarowy to jest dokładnie to samo – niewolnictwo. Czy zrobił to świadomie, czy – nie? Podejrzewam, że wiedział, co pisze i wiedział, że ten właściwy przekaz dotrze do nielicznych, może wtajemniczonych, a reszta będzie żyła w iluzji, że nowy, lepszy dla nich świat jest tuż, tuż.

    Jednak, według mnie, świat zero wymiarowy, jak go opisuje Knoke, nie był światem niewolników, bo ludzie trudniący się łowiectwem i zbieractwem musieli być aktywni na dużym obszarze i nikt nie mógł im dyktować, co mają robić. Na etapie, na którym każdy walczył o przetrwanie, nie mogło być mowy o niewolnictwie. Ale i on sam nie uzasadnił, dlaczego uważa świat zero wymiarowy za świat bez wolności. Co do jednego jest pełna zgoda – świat czterowymiarowy, którego doświadczamy dąży do pozbawienia ludzi wolności, a zatem do niewolnictwa.

    Czy czegoś tu jeszcze brakuje? Czego tu nie ma? – Pandemii? A jednak! Jest! Skromny akapit, na który wtedy w ogóle nie zwróciłem uwagi. Przytoczę go w oryginale, bo nie znam angielskiej terminologii biologicznej. Niech każdy sobie przetłumaczy to na swój własny sposób lub posłuży się dobrym tłumaczem internetowym. W końcu żyjemy w świecie czterowymiarowym – świat w zasięgu ręki, a raczej w zasięgu klawiatury i myszki.

    We may enter a world of autocratic rule and tyranny, or one of democratic utopia. Our civil liberties may be endangered by one person developing a biological strain so horrible it would require placeless intrusion on each of us to protect all of us. Yet we may, as a people, develop an early allergy to concentrated power and not allow it to take root.

    Czyli że jakiś szaleniec wypuści jakiś biologiczny szczep i będzie wielka bieda, i trzeba będzie podjąć jakieś środki nadzwyczajne, by go pokonać. Tak! Jedna osoba wyhoduje sobie szczep, którym zaszantażuje cały świat. I trzeba będzie ograniczyć ludziom ich podstawowe prawa, ale na szczęście zostanie wyprodukowana szczepionka, która nas uratuje. Genialny wizjoner? A może tylko opisywał pewien scenariusz, który już wówczas, zapewne tyko w zarysach, istniał.

    Nie o wszystkim wspomniałem. O rynku finansowym i giełdach, o robotach, o bombie demograficznej i pewnie jeszcze o paru innych rzeczach, o których pisze Knoke, ale nie to jest ważne. Ważne jest to, że ten czwarty wymiar, ta nowa rzeczywistość, prowadzi nas do niewolnictwa i to, że zostało to zaplanowane. No właśnie! Czy zostało zaplanowane? Czy to wszystko odbywa się niezależnie od woli człowieka? Jeśli nie zostało zaplanowane, to dlaczego idzie to w kierunku niewolnictwa? Skoro jednak niektórym udało się tak trafnie wybiec myślą do przodu, to jest coś na rzeczy, i być może jest to realizacja pewnego planu.

    Knoke pisze, że podmuchy wiatru kołyszące listkiem są stosunkowo łatwe do zmierzenia, ale miejsce jego upadku jest praktycznie niemożliwe do przewidzenia. O złożoności świata próbujemy dowiedzieć się czegoś z teorii chaosu. Komputerowe symulacje pogody mówią nam, że nawet delikatny trzepot skrzydeł motyla na jednym końcu świata, poprzez skomplikowany łańcuch przyczynowo-skutkowy, może być, 50 lat później, przyczyną potężnego tajfunu na drugim jego końcu.

    To, z czym mamy obecnie do czynienia, to jest precyzyjnie zaplanowany program doprowadzenia ludzi do stanu niewolnictwa i stopniowego eliminowania tych, których uznają za zbędnych. To banda psychopatów, szaleńców, degeneratów i zboczeńców, która nie cofnie się przed niczym. Uwierzyli, że są nadludźmi i że swój plan doprowadzą do końca. Miejmy jednak nadzieję, że teoria chaosu nie jest tylko teorią, wymysłem ludzi i symulacji komputerowych, i że w pewnym momencie zadziała. Kto wie, jeśli opór przeciw szczepieniom będzie duży, to może on okazać się w skutkach tym, czym w atmosferze może być trzepot skrzydeł motyla. Oby się tylko nie okazało, że będzie to… „Tupot białych mew”.
    https://bb-i.blog/2021/02/13/powroty/

  15. osoba prywatna said

    Jeszcze nie jeden głupek (znamy znamy takich idiotów) podąży jego śladem.
    I takich nie ma co żałować. Naśmiewał się z teorii spiskowych, ale jak to, przecież teorie nie zabijają.

  16. wywrotowiec said

    Nie szukalem gdzie dokladnie jeszcze pracowal bo sa glosy,ze rowniez na Slasku,jedno co pewne to to,ze pracowal w szpitalu psychiatrycznym w Lublinie

  17. Boydar said

    „… przecież nikt nie wyda milionów dolarów tylko po to, aby stworzyć takie plany dla rozrywki, aby potem miały się zmarnować …” – artykuł

    – Mosiek, kiedy ta pandemia się skończy ?
    – ale ty Icek głupi jesteś – poważni ludzie zainwestowali w ten interes poważne pieniądze, jak zarobią to się skończy !

  18. yehuda said

    Kuuuuu…a. Nie mogę, wymiekam.
    To ja z tej firmy centralnej co tworzy fiat.
    Przed chwilą moi ‚koledzy’ stwierdzili że aktualny wzrost zgonów na Dawida jest skorelowany z burzami na słońcu i dlatego wszyscy muszą być wyszczepieni.
    Nie wierzę. To kadra średniego szczebla….

  19. JW said

    @Gajowy: Zrozumieć zrozumiałem, chodzi mi tylko o reakcję, jaką takie artykuły wywołują u większości czytających. Snują mroczne plany i wizje nie radząc, jak temu przeciwdziałać, przez co czytającego ogarnia zwątpienie. Wiem, bo sam kiedyś tak reagowałem, ale nauczyłem się z tym walczyć i teraz sam przemawiam do rozumu ludziom będącym po podobnej lekturze, wyprowadzając ich z rozpaczy. Dlatego też twierdzę, że autorzy takich tekstów robią więcej złego niż dobrego – uprzejmie zakładam, że nieświadomie.

    ——
    Ja uważam, że warto wiedzieć, co te ss-yny nam planują.
    Admin

  20. UZA said

    ” A może Gates zdechnie za miesiąc? A może wydarzy się coś innego, co spowoduje, że wdrażający plandemię pójdą z dymem?”

    Pewnie, że nikt nie wie, co się wydarzy. Już zdarzyła się np. prawdziwa zima, która sprawiła, że ludzie spragnieni wolności , świeżego powietrza i kontaktów z innymi ludźmi, odeszli od telewizorów czy komputerów i wylegli na górki, stoki (u nas) albo na zamarznięte kanały (w Holandii) . Mimo wieloletniej obróbki, ludzie są ciągle jeszcze bardzo ludzcy i często reagują inaczej niż to sobie wymarzyli macherzy od psychomanipulacji.

    Nie można też wykluczyć jakiejś prawdziwej pandemii, na którą globalni psychopaci nie są przygotowani. Żaden tam ichni SPARS/ SARS, ale coś zupełnie innego, o czym nie mają teraz pojęcia i co dopadnie akurat ich . Może pewnego pięknego dnia wstaniemy rano i przeczytamy w smartfonach informację, że Państwo Gates trafili do luksusowej kliniki gdzie , mimo usilnych starań, nie udało się Ich uratować, a w innym renomowanym ośrodku dokonał długiego żywota słynny filantrop …

  21. leśnik said

    @19
    Potwierdzam. Od dawna to obserwuję.
    Co więcej niektórzy z tych osobników przedstawiają się jako wierzący w Boga i niby dla Niego działający,
    ale wszystko co robią to odmalowują plany i potęgę władcy tego świata, czym pozbawiają ludzi nadziei.
    Z uzasadnieniem że niby ostrzegają i jest to ich obowiązek.
    Natomiast o zamysłach Boga, Jego mocy albo aktualnych oczekiwaniach nic nie wiedzą i nic nie maja do powiedzenia.
    Dla kogo faktycznie pracują?.

  22. Marucha said

    Re 21
    Stłuc termometr…

  23. ? said

    Re 4: NICK – dobre pytanie. Odpowiedzi, niestety, nie znam.

  24. . said

    Żona kuzyna pracuje w klinice. Ledwo co się zaszczepiła a ma sztywne ramię i gorączkę.

    BHPowiec w zakładzie mojego brata tak jak się zaszczepił tak na drugi dzień był sztywny za amen.

  25. NICK said

    Rzeczą jasną jest, że każda „szczepionka” jest inna, zależnie od firmy.
    Sami to piszą.

    Powtarzam.
    Człowiek normalny widzi galimatjas.
    [zdelikatniałem?]
    Temu placebo, temu sól fizjologiczną, innemu przeróżne wersje „szczepionki”.
    Plan systemu dopracowany.

    P.S.
    Wydaje się, że lekarzyny są szczepione wersją słabą lub/i opóźnioną w działaniu.
    Raczej opóźnioną.

    Niedługo nie będą potrzebne.
    Lekarzyny.

    Gniazda nie naprawię i nie chcę.
    To nie moje gniazdo.
    Amen.

Sorry, the comment form is closed at this time.