Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Ale dlaczego? o Największa pułapka pozytywnego…
    Zenon_K o Największa pułapka pozytywnego…
    Kwal o Unia blokuje Węgrom wypłatę pi…
    Boydar o Wolne tematy (62 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (62 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (62 – …
    bardzo o Największa pułapka pozytywnego…
    JADAM o Izrael wciąż domaga się zmiany…
    bardzo o Wiadomo, dlaczego niektórym tr…
    Boydar o Wolne tematy (62 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (62 – …
    Boydar o Prokrastynacja – czy prokrasty…
    Skrót relacji z Sejm… o Minister zdrowia i statys…
    Bogdan o Na Dolnym Śląsku odnaleziono s…
    Kar o Największa pułapka pozytywnego…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 553 obserwujących.

Zapomniane programy budowy rakiet i bomby atomowej w PRL

Posted by Marucha w dniu 2021-02-18 (Czwartek)

W moim tekście korzystałem głównie z dwóch artykułów, które przytaczam w zdecydowanej jego większości, z niewielkimi tylko moimi wstawkami. Pisząc o programie budowy rakiet Meteor przytaczałem artykuł „Historia próby podboju kosmosu przez Polskę” – ze strony Historia znana i mniej zapomniana, autorstwa Redakcji tej strony.

Natomiast jeżeli chodzi o część związaną z programem budowy polskiej bomby atomowej to tu głównie przytaczałem artykuł „Polska bomba atomowa to nie był mit. Prawie ją mieliśmy. Przeczytaj – przeżyjesz szok” – ze strony 3obieg, autorstwa tamtejszej Redakcji. Cytując wymienione dwa artykuły, wziąłem je w cudzysłów.

W Polsce Ludowej w okresie po odwilży 1956 roku zaczęto tworzyć zręby ambitnych programów naukowo – technicznych, które w zamiarze postulatorów miały prowadzić do upodmiotowienia naszego państwa na arenie międzynarodowej. W owym czasie impulsem do działań mających umocnić rolę PRL był wyścig obydwu supermocarstw – SZAP i ZSRR o supremację na świecie na polu rozwoju broni nuklearnej i środków do jej przenoszenia, a także o podbój kosmosu.

Polscy konstruktorzy lat 1950tych i 1960tych nie odbiegali zbytnio wiedzą od światowych prymusów na tym polu. Do prowadzenia przez nich badań rozwojowych potrzebne było jednak wsparcie polityczne i zabezpieczenie informacyjne, z czym już tak dobrze niestety nie było. Niemniej w trudnych warunkach postanowili stworzyć programy budowy rakiet i broni atomowej o niezwykłym rozwiązaniu, co wskazywało na ciche wsparcie ówczesnych elit i świadomość dziejowej chwili, której nie można przespać.

Niniejszy artykuł ma uświadomić czytelnikom jaki Polska Ludowa miała potencjał naukowo techniczny, który tworzył zręby jej podmiotowości na arenie międzynarodowej. Koncepcje budowy rakiet meteorologicznych, w perspektywie kosmicznych i w dalszej kolejności także zapewne balistycznych, które mogłyby przenosić głowice z ładunkami nuklearnymi odpalanymi laserowo ,były w stanie utorować nam drogę do mocarstwowej pozycji na świecie, a także zyskać niezbędny czas do uporządkowania systemu sterowania społecznego wewnątrz naszego kraju, co dawałoby gwarancję pełnego wykorzystywania badań naukowych w polskim interesie narodowym.

Program budowy rakiet „Meteor”

„W Polsce, jak i na całym świecie amerykańskie i radzieckie loty wokół orbity ziemskiej oraz związane z tym programy były pilnie obserwowane [1]. Polska też miała ambitny, a co najważniejsze samodzielny program podboju kosmosu. W związku z tym w latach 1957-1974 przeprowadzano badania w ramach „polskiego programu rakietowego”, w ramach którego testowano paliwo rakietowe, odpalano rakiety, wypuszczano balony oraz konstruowano spadochrony mające opuszczać groty rakiet.

Od korzystania z przedwojennych osiągnięć do konsultacji u konstruktorów hitlerowskiej Wunderwaffe…

Młodzi inżynierowie z krakowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Astronautycznego zaczęli myśleć o lotach rakietowych na długo przed wystrzeleniem przez ZSRR pierwszego sztucznego satelity Ziemi. Niektórych inspirowała planowana w latach 30-tych misja naukowa, której celem były badania stratosfery.

Wybuch wojny uniemożliwił niestety lot załogowego balonu o nazwie „Gwiazda Polski”, ale powojenni śmiałkowie byli w nieco lepszej sytuacji. Szybko zaczęli realizować swoje plany. Czasy im sprzyjały. Po październikowej odwilży dowódcą Wojsk Lotniczych został gen. Jan Frey-Bielecki, gorący zwolennik wdrażania nowych technologii w lotnictwie. Wtedy też grupa pasjonatów, z matematykiem prof. Kazimierzem Zarankiewiczem i astronomem doc. Kazimierzem Kordylewskim, stworzyła Polskie Towarzystwo Astronautyczne (PTA). Szefem sekcji technicznej przy oddziale krakowskim PTA został profesor Jacek Walczewski. Była to praca społeczna, na chleb zarabiał w biurze projektów. W PTA mógł oddać się swojej pasji – konstruowaniu rakiet.

Korzystając z czasowej politycznej odwilży i rekomendacji od Kordylewskiego, w lutym 1957 r. wyjechał do Berlina Zachodniego i Republiki Federalnej Niemiec, gdzie spotkał się m.in. z prof. Eugenem Saengerem i jego żoną Irene Saenger-Bredt, znanymi z prac w dziedzinie techniki rakietowej, najpierw dla III Rzeszy, a potem dla Francji. Niemieccy uczeni zasugerowali Walczewskiemu utworzenie komórki rakietowej przy jakiejś uczelni i zainteresowali go japońskim programem rakietowo-kosmicznym, który zaczął się od budowy bardzo małych rakiet doświadczalnych – pierwsza, długości 17 cm, nosiła nawet nazwę Pencil (Ołówek).

Za sprawą prof. Walczewskiego 3 grudnia 1957 roku na AGH, została założona Komórka Techniki Rakietowej zajmującą się programem rakietowym. Jacek Walczewski miał marzenia o podboju kosmosu i osadzeniu na orbicie polskiego sztucznego satelity.

Pierwszoplanowym celem było jednak stworzenie rakiety meteorologicznej do badań górnych warstw atmosfery. Na przełomie lat 1950tych i 1960tych Stany Zjednoczone i Związek Radziecki dokonywały eksplozji ładunków nuklearnych w atmosferze. Produkty radioaktywne z tych eksplozji były wyrzucane do stratosfery i następnie wiatrami rozprzestrzeniały się po całym świecie. Rakiety meteorologiczne miały pomóc w monitorowaniu tych odpadów.

Pierwsze badania nad rakietami realizowano na Pustyni Błędowskiej oraz w Krakowie, na tamtejszych lotniskach oraz wieży spadochronowej. Testowano rakiety doświadczalne RM oraz rakiety RASKO do rozpraszania chmur gradowych.

10 października 1958 roku krakowski zespół wystrzelił z Pustyni Błędowskiej swoją pierwszą rakietę doświadczalną. RM-1 miała 80 centymetrów wysokości i ważyła niecałe pięć kilogramów, osiągnęła pułap 3–3,5 km. Ekipa usłyszała huk silnika, ale kiedy jej członkowie wybiegli z bunkra, rakiety nie było już widać – niemal w mgnieniu oka osiągnęła pułap ponad trzech kilometrów. Choć następne próby nie były już pasmem sukcesów, to inżynierowie intensywnie pracowali nad kolejnymi typami rakiet.

Polscy konstruktorzy budowali rakiety, których silniczki napędzał celuloid z używanych wtedy filmów fotograficznych, a także niebezpieczne mieszaniny paliwa karmelkowego (połączenie cukru pudru z pewnym sztucznym nawozem) czy ścięte główki zapałek.

Walczewski wraz z zespołem organizował kursy dla rakietowych amatorów i konstruował coraz większe i wyżej latające rakiety, w tym i lądujące po zakończeniu misji na spadochronie. W celu zdobycia doświadczenia oraz pozyskania dodatkowych środków realizowano także mniej konwencjonalne badania.

Polskie białe myszki wystartowały przed lotem Gagarina…

10 kwietnia 1961 r., co bardzo znamienne – dosłownie na dwa dni przed lotem Gagarina, na Pustyni Błędowskiej wystartowała rakieta RM-2D z dwiema białymi myszkami. Do eksperymentu przygotowali je stomatolodzy Eugeniusz Gwizdek i Bogusław Horodyski z krakowskiej Akademii Medycznej, zajmujący się badaniem zmian kostnych u zwierząt, które poddawano wysokiemu przeciążeniu. Celem było zbadanie, w jaki sposób siły przyspieszenia wpływają na uzębienie., ponieważ zauważono, że u lotników, w coraz szybciej i wyżej latających samolotach, występowały ostre bóle zębów.

Wcześniej myszki poddano miesięcznemu treningowi na wirówce, zaś w rakiecie przygotowano amortyzowaną i izolowaną od hałasu silnika kabinkę. Rakieta wzleciała na wysokość 1580 m. Eksperyment udał się i zwierzątka bezpiecznie wróciły na ziemię.

W 1961 r. Walczewski zorganizował w Państwowym Instytucie Hydro Meteorologicznym (obecnie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – IMGW) w Krakowie Pracownię Rakietowych Sondowań Atmosfery, i został także jej kierownikiem. W 1965 r. Pracownia została przekształcona w Zakład Badań Rakietowych i Satelitarnych PIHM. W Zakładzie tym w ścisłej współpracy z Zakładem Konstrukcji Specjalnych Instytutu Lotnictwa, którego kierownikiem i głównym konstruktorem został mgr. inż Jerzy Haraźny powstały polskie rakiety badawcze serii Meteor: Meteor 1, 2 i 3.

W kolejnych miesiącach powstały pomysły na kolejne konstrukcje rakiet zdolnych osiągać pułapy 60 kilometrów. Dzięki wysiłkom prof. Walczewskiego i zwolenników rozwoju badań nad rakietami w aparacie partyjno państwowym Polski Ludowej, wpisano projekty rakiet meteorologicznych do Planu Pięcioletniego na lata 1966 – 1970. Budżet na ten cel był w posiadaniu Państwowego Instytutu Hydro Meteorologicznego, który zaangażował do tego inżyniera Jacka Walczewskiego.

Rys. 1: Rakieta „Meteor 1” źródło: https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress. com/2015/10/09/proby-podboju-kosmosu-przez-polske/ [dostęp: 29.01.2021].

Od 1966 produkowano czterdzieści sztuk rakiet Meteor-1 rocznie. Przez kolejne lata sondowano nimi atmosferę na wysokościach trzykrotnie przekraczających pułap osiągany dziś przez samoloty pasażerskie. Polska była szóstym krajem na świecie czyniącym to regularnie. Początkowo sondaże były prowadzone z okolic Ustki przy pomocy przenośnego sprzętu, ale później naukowcy przenieśli się do stałej bazy pod Łebą.

Stację Sondażu Rakietowego Łeba założono w 1967 roku na przesmyku między morzem a jeziorem Łebsko. Był to teren dawnego hitlerowskiego poligonu, na którym Niemcy zamierzali testować różne typy rakiet. Polscy badacze i konstruktorzy postanowili wykorzystać zniszczone schrony, betonową płytę i zagłębienie przygotowane na stanowisko startowe .

Prace utajnione nawet przed sojusznikami z Układu Warszawskiego

Ich prace, zarówno pod Łebą jak i w biurach, były ściśle tajne. Jak relacjonowali pracujący tam naukowcy, dokumentację pod koniec dnia należało zdać do archiwum, a rano pobrać za pokwitowaniem. Pokoje, w których pracował zespół, plombowano.

W tamtym czasie Łebę odwiedzali specjaliści z ZSRR, Bułgarii, Rumunii i wschodnich Niemiec, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o polskich konstrukcjach”. Sprawa ta pokazuje autonomiczny charakter decyzyjny tamtego okresu Polski Ludowej z jednej strony, a z drugiej uderza w mitologię propagandy III RP i zwłaszcza Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawiającej PRL i Układ Warszawski jako zwarty blok pod hegemonią Moskwy.

Czas ten sprzyjał pracom nad wystrzeliwaniem małych rakiet i pracami nad kolejnymi. Pieniędzy państwowych wówczas na to nie żałowano. Niemniej już w roku 1968 zaczęły nad programem pojawiać się czarne chmury z powodu nacisków politycznych [2]. Na arkuszach z technicznymi rysunkami pojawiały się coraz bardziej zaawansowane projekty. Ich owocem był największy z pojazdów. Meteor-2K mierzył ponad 4 metry, a z dwoma dodatkowymi silnikami ważył 420 kilogramów. Jego maksymalny pułap ustalono na 105 kilometrów. Dwie rakiety tego typu po raz pierwszy wystartowały 10 lipca 1970 roku, przekraczając umowną granicę przestrzeni kosmicznej [3].

Rys. 2: Konstrukcja rakiety „Meteor 2” źródło: https://historiamniejznanaizapomniana. wordpress.com/2015/10/09/ proby-podboju-kosmosu-przez- -polske/ [dostęp: 29.01.2021].

Na arkuszach z technicznymi rysunkami pojawiały się coraz bardziej zaawansowane projekty. Ich owocem był największy z pojazdów. Meteor-2K mierzył ponad 4 metry, a z dwoma dodatkowymi silnikami ważył 420 kilogramów. Jego maksymalny pułap ustalono na 105 kilometrów.

Dwie rakiety tego typu po raz pierwszy wystartowały 10 lipca 1970 roku, przekraczając umowną granicę przestrzeni kosmicznej. 7 października 1970 z bazy Instytutu Lotnictwa zbudowanej na Mierzei Łebskiej wystrzelone zostały kolejno dwie rakiety Meteor-2K o numerach seryjnych 09 i 10. Stacje radiolokacyjne przechwyciły wystrzelone przez te rakiety obłoki dipoli na wysokości 85 i 90 kilometrów. Same rakiety co wynika z obliczeń osiągnęły pułap ponad 100 km czyli umowny próg kosmosu.

Marginalizacja zespołów badawczych od lat 1970tych w PRL i ich likwidacja w III RP

Marzenia o wyniesieniu w przestrzeń kosmiczną polskiego sztucznego satelity nie udało się jednak zrealizować. Badania zostały przerwane oraz zaprzestano ich finansowania, wkrótce odesłano je ad acta. Jedyny dotąd wyczyn polskiego astronauty Mirosława Hermaszewskiego, który wraz radzieckim astronautą Piotrem Klimukiem w 1978 roku na statku Sojuz 30 odbył lot w kosmos mógł być za jakiś czas powtórzony na polskim odpowiedniku Sojuza 30, gdyby konsekwentnie prowadzono własne programy kosmiczne.

W 1975 r. Zakład Badań Rakietowych i Satelitarnych PIHM został rozdzielony na dwie samodzielne jednostki: Zakład Badań Górnej Atmosfery i Ośrodek Odbioru Danych Satelitarnych. Jacek Walczewski został kierownikiem pierwszego z nich. Zakład zmieniał później nazwę na Zakład Meteorologii Kosmicznej (od 1980 r.) i Zakład Teledetekcji Atmosfery (od 1985 r.).Prowadzono w nim pionierskie w Polsce badania nad teledetekcją atmosfery za pomocą Sodaru i Lidaru.

W 2007 r. Zakład został zlikwidowany, a na jego miejsce powołano Zakład Monitoringu i Zanieczyszczenia Powietrza, w którym prof. Walczewski pracował już tylko na pół etatu, w 2010 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł w czerwcu 2013 r.

Polski wkład w indyjski program kosmiczny

Nauka przegrała z polityką, a w zasadzie z geopolityką. Byliśmy w piątce krajów, które przekroczyły granicę kosmosu i w związku z tym mogły oraz powinny czerpać garściami z jego eksploracji. Nasze badania jednak były zbyt konkurencyjne dla mocarstw tego świata. Warto tu dodać, że Indie, które w owym czasie konsultowały się w sprawach konstrukcji profesora Walczewskiego dziś mają swój mocno rozwijający się program kosmiczny). Ponadto Vikram Sarabhai ojciec indyjskiego programu kosmicznego dziś jest uważany za wizjonera nauki, ale i za bohatera narodowego, zaś o naszym wizjonerze prawie nie wie dziś nikt” [4].

Polski program atomowy i jego początki

„Pod koniec lat 1970. istniał program jądrowy PRL. Realizowany był przez placówki naukowe, w tym Wojskową Akademię Techniczną Był on na takim etapie zaawansowania, że wkrótce Polska mogła posiadać własną bombę atomową” [5]. I to pionierską w skali świata.

Kaliski nie miał kompleksów absolwenta radzieckich uczelni i miał śmiałe polskie spojrzenie

„Głównym konstruktorem i pomysłodawca tego programu był profesor Sylwester Damazy Kaliski – rektor komendant Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, który w ciągu zaledwie 6 lat, dołączył Polskę do ekskluzywnego klubu państw, prowadzących badania nad kontrolowaną fuzją termojądrową. Mając 42 lata, Sylwester Damazy Kaliski został rektorem komendantem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

Profesorem WAT jest już od 9 lat, generałem – od roku. Jego błyskawiczna kariera nie ma sobie równych. Kaliski to nie tylko wybitny teoretyk w wielu dziedzinach, ale i praktyk o niespożytej energii i nieco wybuchowym temperamencie. Jego nową naukową pasją, jak podają dostępne źródła, stały się nowatorskie wówczas eksperymenty z kontrolowaną fuzją (syntezą) termojądrową. Prowadziło je w tym czasie jedynie pięć państw – USA, ZSRR, Francja, Niemcy i Japonia. Do tego klubu Kaliski postanowił dokooptować Polskę Ludową. Pamiętać też należy, że Kaliski w czasie wojny nie służył w ZSRR, ani nie kończył radzieckiej uczelni wojskowej, przez co nie miał kompleksów wobec Armii Radzieckiej.

Badania nad fuzją termojądrową, jak podają źródła, trwały od wielu lat. W USA i ZSRR używano do tego niebywale drogich instalacji zwanych Tokamak i Stellara – tor, jednak do sukcesu, czyli połączenia lekkich jąder atomowych i uwolnienia w ten sposób energii, droga była wciąż daleka. Jeszcze bardziej odległą przyszłością wydawało się przeprowadzenie tzw. eksperymentu krytycznego, w którym ilość energii wyzwolonej w wyniku kontrolowanej fuzji będzie równa energii zużytej do jej przeprowadzenia. Nie przejmując się tym, Kaliski rozpoczął podobne badania, zaczynając od zera.

Badania nad kontrolowaną syntezą termojądrową oficjalnie miały charakter pokojowy – skutki fuzji niekontrolowanej były w końcu znane od wybuchu i pierwszej amerykańskiej bomby wodorowej na atolu Eniwetok w listopadzie 1952 r. Celem fuzji kontrolowanej było stworzenie źródła taniej, czystej i praktycznie niewyczerpanej energii. Kaliski prowadził więc swoje badania w sposób całkowicie jawny, publikując ich wyniki nie tylko w specjalistycznych czasopismach w kraju i za granicą, ale także w książkach własnego autorstwa.

Pierwsze teoretyczne publikacje na ten temat ukazały się w 1969 r., a już kilka miesięcy później na WAT rozpoczęły się eksperymenty nad syntezą laserową. Lasery były w tym czasie technologicznym „krzykiem mody”, umożliwiającym wprowadzenie badań nad syntezą termojądrową na zupełnie nowy poziom. Dzięki nim stało się możliwe podgrzanie plazmy, w której miała zajść reakcja, do wielu milionów stopni w czasie zaledwie kilku nanosekund. Jednak aby to osiągnąć, potrzebne były drogie lasery o wielkiej mocy. Ówczesna Polska Ludowa nie mogła sobie pozwolić na taki zakup.

Kaliski, jak podają źródła, postanowił więc wynaleźć tańszy sposób na przeprowadzenie syntezy termojądrowej. Istotą jego koncepcji stał się układ typu „focus-laser”, w którym gaz był podgrzewany do bardzo wysokiej temperatury za pomocą silnych wyładowań elektrycznych, a dopiero wtedy „ostrzeliwany” promieniami lasera, dzięki czemu jego moc mogła być znacznie mniejsza. Była to oryginalna, polska koncepcja. Skonstruowaniem odpowiedniego lasera zajął się zespół Zbigniewa Puzewicza, specjalisty z WAT. Już w połowie lat 1960. Puzewicz budował lasery wykorzystywane w systemach kierowania ogniem czołgów, systemach ostrzegania oraz naprowadzania rakiet. „Focusem” zajęli się specjaliści z Instytutu Badań Jądrowych w Świerku.

Dołączenie do ekskluzywnej ligi państw atomowych…

Pierwszy, udany eksperyment mikrosyntezy termojądrowej przeprowadził Związek Radziecki. W warunkach laboratoryjnych, osiągnięto temperaturę niemal jak na Słońcu – 10 mln kelwinów – której towarzyszyło silne promieniowanie neutronowe. Wkrótce, to samo udało się Amerykanom, a następnie Francuzom, Niemcom i Japończykom. Jednak w tych krajach badania prowadzono od lat 1950., przeznaczano na nie ogromne środki. Tym większe było zaskoczenie naukowców na całym świecie, kiedy w kwietniu 1973 r. Polska ogłosiła, że jako szóste państwo dokonała kontrolowanej mikrosyntezy termojądrowej. „Eksperyment Focus”, przeprowadzony zaledwie 6 lat po rozpoczęciu przez Kaliskiego pierwszych teoretycznych przygotowań, otwierał przed nim drogę do światowej sławy. I kapitalnie wpisywał się także w nową epokę w dziejach PRL.

Wyniki badań Kaliskiego i jego zespołu z początku lat 1970. były w większości jawne i publikowane w czasopismach, o tyle wiele eksperymentów jednak, przeprowadzone eksperymenty naukowe po 1975 r. zostało utajnione.

Już zaś w 1974 r. na Wojskowej Akademii Technicznej powstała koncepcja, by zamiast wyładowań elektrycznych w układzie „focus-laser” do podgrzania i koncentracji plazmy wykorzystać materiały wybuchowe. Początkowo myślano o nich jako o sposobie na tzw. wybuchową prekompresję, umożliwiającą obniżenie mocy lasera niezbędnego do zapoczątkowania syntezy termojądrowej nawet o 50 proc., prof. Kaliski doszedł jednak do wniosku, że być może laser w ogóle nie będzie potrzebny. A to oznaczało wejście badań na zupełnie nowy etap.

Kaliski nieźle, jak wiadomo z dostępnych źródeł, znał się na materiałach wybuchowych. Jako ekspert od budownictwa, niejednokrotnie badał skutki fali uderzeniowej na konstrukcje naziemne i podziemne, za co otrzymał nawet nagrodę ministra obrony narodowej. Wykorzystał tę wiedzę przy szukaniu taniego sposobu na uzyskanie syntezy termojądrowej, analizując techniki kumulacji fali i uderzeniowej w układzie zamkniętym.

Opracowany w latach 1975-1977 w Instytucie Fizyki Plazmy i Laserowej Mikro-syntezy stożkowy układ kumulacyjny umożliwił osiągnięcie ciśnienia 40 mln atmosfer – najwyższego, jakie udało się kiedykolwiek uzyskać w ciele stałym przy użyciu materiałów wybuchowych. Kaliski doszedł do wniosku, że jest w stanie wywołać syntezę termojądrową wyłącznie za pomocą klasycznej eksplozji – 1000 razy taniej niż z użyciem lasera. Przeprowadzone eksperymenty potwierdziły jego przypuszczenia.

W 1977 r. Polska stała się zatem pierwszym na świecie krajem, któremu udało się przeprowadzić fuzję termojądrową za pomocą czystego, nieatomowego wybuchu. Oznaczało to, że teoretycznie można zbudować bombę wodorową, nie dysponując wcześniej bombą atomową, spełniającą dotychczas przy wybuchu rolę zapalnika. Przy czym bomba ta byłaby o wiele tańsza i „czystsza”, ponieważ w wyniku jej eksplozji nie powstawałby radioaktywny uranowy lub plutonowy opad. Również posiadanie tych pierwiastków, a także technologii ich wzbogacania, nie było potrzebne do stworzenia broni masowego rażenia. Deuter i tryt niezbędne do fuzji termojądrowej są stosunkowo łatwe do uzyskania (deuter jest też składnikiem wody morskiej). Wiadomo nawet, jak taka bomba mogłaby wyglądać – przypominałaby złączone podstawami stożki wypełnione silnym materiałem wybuchowym, w których środku znajdowałby się niewielki pojemnik z deuterem lub trytem.

Utracona szansa możliwej kooperacji z ChRL

Kaliski był częstym i chętnie przyjmowanym gościem Edwarda Gierka. Temat polskiej broni termojądrowej cały czas tkwił w głowie I sekretarza Edwarda Gierka, umiejętnie podsycany kolejnymi nowinkami, przynoszonymi przez rektora Wojskowej Akademii Technicznej – człowieka o wielkiej sile przekonywania oraz ogromnej charyzmie. Problemy pojawiłyby się jednak w kwestii miejsc przeprowadzenia prób z wybuchami takich ładunków, oraz następnie po wdrożeniu ich do ewentualnej produkcji seryjnej – ze środkami do ich przenoszenia.

Program rakietowy został zawieszony kilka lat wcześniej, poza tym był na etapie budowy i produkcji rakiet meteorologicznych. ZSRR nie mógłby nam sprzedać rakiet, które by mogły przenosić broń atomową zbudowaną według technologii utrzymywanej przed Moskwą w tajemnicy. O mocarstwach zachodnich, nie ma co tu nawet wspominać.

Jedynym krajem, który mógłby nam sprzedać środki do przenoszenia naszych głowic, zapewne po podzieleniu się z nim naszą technologią była w tamtym czasie jedynie ChRL. Chińczycy byli mocno zainteresowani współpracą z z Polską Ludową w dziedzinie wojskowo technicznej. Według wiedzy autora tekstu, Chińczycy mieli także oferować Polakom swoje poligony atomowe do prób z naszą bronią atomową, gdyż słynne próby w sztolniach bieszczadzkich blisko granicy z ZSRR byłyby samobójczym posunięciem.

Chińczycy w tamtym czasie, na przełomie 1975/1976 wprowadzili do swojego arsenału pocisk międzykontynentalny – Dong Feng 4 o zasięgu ponad 5500 km, mogący przenosić głowicę megatonową o mocy 3 MT. Gdyby ChRL sprzedała nam te rakiety, a my im tę naszą technologię budowy bomby atomowej, to z jednej strony mielibyśmy know-how do programu produkcji rakiet, a z drugiej strony szybko stali byśmy się mocarstwem dorównującym wielkości arsenałom mocarstw europejskich, jak Francja czy Wielka Brytania [6].

Strach Moskwy powodem sprzedaży Polsce Ludowej radzieckich głowic atomowych, ale niestety do baz Armii Radzieckiej na terytorium PRL …

Tej możliwości wyraźnie przestraszyli się w Moskwie, dlatego widząc postęp naszych prac, uznali, że sprzedadzą nam swoją broń atomową, abyśmy zrezygnowali z dalszych prac nad własną. W ten sposób Polska Ludowa miała w swym arsenale 178 głowic atomowych [7], ale niestety znajdowały się one w bazach wojsk radzieckich na naszym terytorium. Obecna propaganda IPN i mediów z udziałem kapitału zachodniego, głównie niemieckiego przedstawia ten fakt w sposób dezinformacyjny [8]. Wmawia się ludziom, że były to głowice należące do ZSRR, które Ludowe Wojsko Polskie miało użyć na rozkaz Moskwy w wojnie przeciwko krajom NATO.

Gdyby tak było, to po co przerwano nasz własny program budowy bomby atomowej? Niestety zgoda na obecność kupionych od ZSRR głowic w radzieckich bazach na naszym terytorium była błędem strategicznym, który w perspektywie kosztował nas utratę tej broni. Albowiem należało ją trzymać w zbudowanych przez nas specjalnych silosach [9].

Zagadkowa śmierć Kaliskiego powodem zakończenia programu

Profesor-generał był wszak nie tylko teoretykiem i autorem przełomowych eksperymentów, ale też posiadaczem patentów z wielu dziedzin – od budownictwa po system wzmacniania ultra – i hiperdźwięków w półprzewodnikach, wykorzystywany m. in. w telewizji [10].

Generał zginął 16 września 1978 roku w niewyjaśnionym do końca wypadku samochodowym. To był cios dla programu. Ostatni związany z nim eksperyment, podgrzanie plazmy – przeprowadzono na zasadzie siły rozpędu w Warszawie w 1981 r. Do dziś zresztą nie udało się nikomu podgrzać plazmy w taki sposób, by uzyskać stabilne, trwałe źródło energii: pierwszy termojądrowy reaktor wciąż jest na etapie projektu. Ten zespół naukowców pracował do końca istnienia PRL, potem został już w III RP rozwiązany. I to był ostateczny cios dla tego programu, bowiem ludzie ci ze swą wiedzą byli na wagę złota.

Podsumowanie

Programy polskich rakiet meteorologicznych i budowy polskiej broni atomowej mogły i powinny wznieść Polskę Ludową na wyższy poziom technologiczny i przede wszystkim na pozycję światowego mocarstwa. Niestety aparat PRL przesiąknięty był różnego typu mackami agentur, zwłaszcza państw NATO, które uniemożliwiały stabilne prowadzenie badań naukowych. Zabrakło nam dobrego organizatora, który czuwałby nad ochroną i rozwojem tego typu programów, które zagwarantowałyby nam wysoką pozycję na arenie międzynarodowej, a także stałyby się probierzem potężnego skoku gospodarczego, perspektywicznie podobnego do takiego, jaki osiągnęła Chińska Republika Ludowa.

Marcin Hagmajer

[1] Historia próby podboju kosmosu przez Polskę, autor – Redakcja, http://www.historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com [dostęp: 09.10.2015].

[2] M.Henzler, Rakieta do startu gotowa jest, http://www.polityka.pl. [dostęp: 07.10.2010].

[3] Historia próby podbijania kosmosu przez Polskę, autor – Redakcja, http://www.historiamniejzapomniana.wordpress.com. [09.10.2015].

[4] Ibidem

[5] Polska bomba atomowa to nie był mit. Prawie ją mieliśmy. Przeczytaj – przeżyjesz szok, autor – Redakcja , http://www.3obieg.pl. [dostęp :12.02.2019].

[6] Wiedza autora na podstawie rozmów na ten temat z członkami Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald” oraz Klubu Inteligencji Polskiej

[7] P .Piotrowski, T. Pompowski, Polska miała arsenał broni nuklearnej, „Dziennik.pl”, https://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/, [dostęp: 12.10.2007].

[8] Stosując dezinformację symulacyjną czyli zatajającą rzeczywistość i dysymulacyjną, czyli zmyślanie rzeczywistości

[9] Według relacji docenta Józefa Kosseckiego opowiedzianej autorowi artykułu, już w latach 1950tych na Wydziale Budownictwa Politechniki Gliwickiej projektowano na zlecenie MON i marszałka Konstantego Rokossowskiego silosy do rakiet balistycznych

[10] Polska bomba atomowa to nie był mit. Prawie ją mieliśmy. Przeczytaj – przeżyjesz szok, autor – Redakcja , http://www.3obieg.pl. [dostęp :12.02.2019].

https://www.nowoczesnamysl.pl/

Komentarzy 12 do “Zapomniane programy budowy rakiet i bomby atomowej w PRL”

  1. Dziadzius said

    Szkoda ze to nie przetrwalo do dzis i moze z pomoca owczesnej Rosji z glowicami atomowymi. Bylby dzis inny nasz swiat

  2. gnago said

    A teraz gorzej, technologia produkcji stężonego czystego perhydrolu opanowana i opatentowana fabryki brak, silników rakietowych, okrętowych brak. a kosmos i oceany czekają

  3. NICK said

    memu miastu na dowidzenia

  4. Wielka Kopa Tatry said

    Poland cannot into Space 😕 Polish People Republic can into Space!😎

  5. NICK said

    memu miastu na dowidzenia you tube

  6. Kubuś Fatalista said

    Kukuniek miał prostszy sposób na bombę atomową- chciał ją kupić od Ukraińców…

  7. bryś said

    „Niniejszy artykuł ma uświadomić czytelnikom jaki Polska Ludowa miała potencjał naukowo techniczny, który tworzył zręby jej podmiotowości na arenie międzynarodowej.” – jednakowoż kadry te były jeszcze przedwojenne, lub przez starszych profesorów kształcona.

  8. bryś said

    Ciekawoski:

    https://wielkahistoria.pl/matematycy-szkoly-lwowskiej-najwieksi-geniusze-przedwojennej-polski/

    Ulam – jeden z Lwowskich matematyków wylądował w Los Alamos. A o reszcie sobie poczytajcie.

  9. Antares said

    #Bryś
    A ilu polskich naukowców, profesorów i w ogóle ludzi wykształconych zabili niemcy to już lepiej nie mówić.
    Na dzień dobry w 39r zabili lub wywieźli do obozów profesorów krakowskich i lwowskich.

  10. Antares said

    Wielki wkład w rozwój techniki rakietowej wniósł żyjacy w XVIIw. Kazimierz Siemienowicz

    https://bialczynski.pl/2015/06/17/wielcy-polacy-kazimierz-siemienowicz-1600-1651-tworca-podrecznika-artylerii-i-rakiet-zwlaszcza-wielostopniowych/

  11. bryś said

    Przepraszam Admina że zbaczam z tematu, ale mało jest tego w mediach.

    Tu mam z 1941 roku:

    Polscy profesorowie i ich rodziny zamordowani w lipcu 1941 roku przez
    Niemców na Wzgórzach Wuleckich i na dziedzincu bursy Abrahamowiczów we
    Lwowie

    Ofiary

    Prof. dr med. Antoni Cieszyński, lat 59, kierownik Katedry Dentystyki Uniwersytetu Jana Kazimierza, obrońca Lwowa w 1918
    Prof. dr med. Władysław Dobrzaniecki, lat 54, ordynator Oddziału Chirurgii Państwowego Szpitala Powszechnego, obrońca Lwowa w 1918
    Prof. dr med. Jan Grek, lat 66, profesor w Klinice Chorób Wewnętrznych UJK;
    Maria Grekowa[41], lat 57, żona profesora Jana Greka;
    Doc. dr med. Jerzy Grzędzielski, lat 40., ordynator Kliniki Okulistycznej UJK;
    Prof. dr Edward Hamerski, lat 43, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Zwierząt Domowych Akademii Medycyny Weterynaryjnej, obrońca Lwowa w 1918;
    Prof. dr med. Henryk Hilarowicz, lat 51, profesor Kliniki Chirurgii UJK, obrońca Lwowa w 1918;
    Ks. dr Władysław Komornicki, lat 29, wykładowca nauk biblijnych w Wyższym Seminarium Duchownym we Lwowie i na UJK oraz języka greckiego na UJK;
    Eugeniusz Kostecki, lat 36, mistrz szewski, mąż gospodyni profesora Dobrzanieckiego;
    Prof. dr Włodzimierz Krukowski, lat 53, kierownik Katedry Pomiarów Elektrycznych Politechniki Lwowskiej;
    Prof. dr Roman Longchamps de Bérier, lat 56, kierownik Katedry Prawa Cywilnego UJK, prorektor UJK w latach 1938–1939, obrońca Lwowa w 1918;
    Bronisław Longchamps de Bérier, lat 25, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
    Zygmunt Longchamps de Bérier, lat 23, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
    Kazimierz Longchamps de Bérier, lat 18, syn profesora;
    Prof. dr Antoni Łomnicki lat 60., kierownik Katedry Matematyki Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej;
    Adam Mięsowicz, lat 19, wnuk profesora Sołowija, zabrany ze swoim dziadkiem;
    Prof. dr med. Witold Nowicki, lat 63, kierownik Katedry Anatomii Patologicznej UJK, dwukrotny dziekan Wydziału Lekarskiego, obrońca Lwowa w 1918;
    Dr med. Jerzy Nowicki, lat 27, asystent Zakładu Higieny UJK, syn profesora;
    Prof. dr Tadeusz Ostrowski, lat 60., kierownik Kliniki Chirurgii, dziekan Wydziału Lekarskiego 1937–1938, obrońca Lwowa w 1918;
    Jadwiga Ostrowska, lat 59, żona profesora;
    Prof. dr Stanisław Pilat, lat 60, kierownik Katedry Technologii Nafty i Gazów Ziemnych Politechniki Lwowskiej;
    Prof. dr Stanisław Progulski, lat 67, profesor w Klinice Pediatrii UJK;
    Inż. Andrzej Progulski, lat 29, syn profesora;
    Prof. dr med. (prof. honor.) Roman Rencki, lat 74, były kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych UJK;
    Maria Reymanowa, lat 40., pielęgniarka Ubezpieczalni Społecznej, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;
    Dr med. Stanisław Ruff, lat 69, ordynator Oddziału Chirurgii Szpitala Żydowskiego, zabrany z mieszkania profesora Ostrowskiego;
    Anna Ruffowa, lat 55, żona dr. Ruffa;
    Inż. Adam Ruff, lat 30., syn dr. Ruffa;
    Prof. dr Włodzimierz Sieradzki, lat 70., kierownik Katedry Medycyny Sądowej UJK, rektor UJK w latach 1924–1925, obrońca Lwowa w 1918 roku;
    Prof. dr med. Adam Sołowij, lat 82, emerytowany ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego i dyrektor Szkoły Położnych;
    Prof. dr Włodzimierz Stożek, lat 57, kierownik Katedry Matematyki Wydziału Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Lwowskiej;
    Inż. Eustachy Stożek, lat 29, asystent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
    Inż. Emanuel Stożek, lat 24, absolwent Wydziału Chemii Politechniki Lwowskiej, syn profesora;
    Dr praw Tadeusz Tapkowski, lat 44, zabrany z mieszkania profesora Dobrzanieckiego;
    Prof. dr Kazimierz Vetulani, lat 61, kierownik Katedry Mechaniki Teoretycznej Politechniki Lwowskiej;
    Prof. dr Kasper Weigel, kierownik Katedry Miernictwa Politechniki Lwowskiej;
    Mgr prawa Józef Weigel, lat 33, syn profesora;
    Prof. dr Roman Witkiewicz, lat 55, kierownik Katedry Pomiarów Maszyn Politechniki Lwowskiej;
    Walisch, lat 40–45, właściciel magazynu konfekcyjnego Beier i S-ka, zabrany z mieszkania profesora Sieradzkiego;
    Dr Tadeusz Boy-Żeleński, lat 66, lekarz, publicysta, krytyk literacki, tłumacz literatury francuskiej, podczas okupacji sowieckiej Lwowa, w latach 1939–1941, kierownik Katedry Literatury Francuskiej Uniwersytetu Lwowskiego, zabrany z mieszkania szwagra – profesora Jana Greka.

    Ponadto 5 lipca 1941 rozstrzelani zostali:

    Katarzyna (Kathy) Demko, lat 34, nauczycielka języka angielskiego, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;
    Doc. dr med. Stanisław Mączewski, lat 49, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego i dyrektor Państwowej Szkoły Położnych.

    11 lipca 1941 aresztowany został dr Władysław Tadeusz Wisłocki, długoletni kustosz Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie. Jego śmierć do dnia dzisiejszego pozostaje niewyjaśniona.

    12 lipca 1941 zamordowani zostali:

    Prof. dr Henryk Korowicz, lat 53, profesor ekonomii Akademii Handlu Zagranicznego;
    Prof. dr Stanisław Ruziewicz, lat 51, profesor matematyki Akademii Handlu Zagranicznego;

    26 lipca 1941 rozstrzelany został:

    Prof. dr Kazimierz Bartel, lat 59, kierownik Katedry Geometrii Wykreślnej Politechniki Lwowskiej, pięciokrotny premier rządu RP.

    za wiki

  12. osoba prywatna said

Sorry, the comment form is closed at this time.