Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ks. Jan Zieja – takie było życie

Posted by Marucha w dniu 2021-02-28 (Niedziela)

Ksiądz Jan Zieja to postać niemal mityczna, a może i pomnikowa. Jest typowym przedstawicielem swojego pokolenia. Urodzony jeszcze w wieku XIX, przeżył burzliwy czas pierwszej połowy XX wieku.

A i w drugiej jego części był w centrum istotnych dla narodu i państwa wydarzeń. W II RP już jako kapłan, głosił co najmniej niewygodne idee skromnego życia duchownych.

I już w tym założeniu reprezentował poglądy niezgodne z ogólnie przyjętymi przez osoby konsekrowane. Podczas II wojny światowej nadal podążał tak obraną drogą. Był aktywnym uczestnikiem ruchu oporu. Szczęśliwie dożywszy końca wojny podjął na nowo zadania duszpasterskie nie zmieniając swoich zasad, które wyznawał od początku swojej drogi kapłańskiej. Ta postawa musiała w latach 70. XX w. doprowadzić go do środowisk związanych z opozycją demokratyczną.

Tak bogaty życiorys z natury rzeczy misi budzić zainteresowanie wielu osób, które w jakikolwiek sposób zetknęły się z tą postacią. Również krążące o niej wspomnienia, siłą rzeczy budziły zainteresowanie u tych wszystkich, którzy nie mieli okazji z różnych powodów poznać jej osobiście.

Zadania jej przybliżenia podjął się redaktor Jacek Moskwa. Należy on do grona tych, którzy mieli to szczęście znać księdza osobiście. Właśnie u schyłku roku 2020 ukazała się obszerna biografia jego autorstwa. Już sam tytuł trafnie charakteryzuje osobowość księdza Zieji – „Niewygodny prorok”.

W życie kapłańskie wpisana jest twarda zasada posłuszeństwa wobec przełożonych. Ksiądz Zieja nie tym rygorom się sprzeciwiał. Od początku za wykładnię wiary uznawał Ewangelię i służebność posługi kapłańskiej wobec wiernych. Na potrzeby swojej drogi obrał dwa ideały – św. Franciszka z Asyżu oraz św. Jean Baptiste Marie Vianney proboszcza z Ars. Przez całe swoje długie życie obie te postaci były przewodnikami w jego działalności.

Ksiądz Zieja dążył do ideału ubóstwa głoszonego przez „Biedaczynę” z Asyżu. Jako przykład niech posłuży próba podjęta w 1926 roku pielgrzymki do Rzymu bez pieniędzy i bez paszportu. Udało mu się dotrzeć do Wiednia, z którego został zawrócony do Warszawy. Lata jego pracy kapłańskiej do września 1939 roku to czas nie tylko zmagania się z hierarchią kościelną.

Nie znajdował również zrozumienia wśród braci w kapłaństwie, którzy nie rozumieli i wręcz potępiali jego programową negację dla przyjmowania opłat (cenników) za posługi duszpasterskie i udzielane sakramenty. Uważał, że posługa ta powinna opierać się na dobrowolnych ofiarach, a i tak część z nich powinna być przeznaczona na pomoc dla najuboższych.

Jedynym wyjątkiem w tym gronie, osobą, która potrafiła go zrozumieć był biskup piński Zygmunt Łozińki. Dostrzegł on w młodym i nieco zbuntowanym księdzu doskonałego kandydata do pracy w jednym z najuboższych regionów – na Polesiu, a konkretnie w parafii w Łochiczynie. Miejsce to doskonale nadawało się do realizacji ideałów zarówno ubóstwa kapłańskiego jak również posługi wzorowanej na świętym proboszczu z Ars.

Autor biografii jednoznacznie nie wypowiada się na temat genezy tak ukształtowanych ideałów głoszonych przez księdza w jego dorosłym życiu. Jednak uważny czytelnik może w dość łatwy sposób dojść do przekonania, że wpływ na taką postawę miało dzieciństwo i młodość przyszłego kapłana. Wychowany na wsi w ubogiej rodzinie chłopskiej, swoje wykształcenie zawdzięczał matce, która pomimo trudności bytowych z uporem walczyła o jego wykształcenie. To z kolei było możliwe dzięki przychylności wielu ludzi, którzy w różny sposób, materialny i nie tylko byli mu w tym pomocni. Znał zatem problem ubóstwa od przysłowiowej podszewki. Doskonale rozumiał ludzi o podobnym do jego ubogim rodowodzie i gdy tylko mógł walczył o ich dobro.

Ważnym rysem jego charakteru i wynikającej z tego postawy życiowej był stosunek księdza Zieji do V przykazania Dekalogu – Nie zabijaj.

U wielu czytelników znających choćby pobieżnie życiorys księdza, może rodzić się pewne niedowierzanie czy na wet niezrozumienie. Przecież ma w swojej biografii również okres bycia kapelanem wojskowym w 84. Pułku Strzelców Poleskich. W czasie okupacji pełnił tą funkcję dla druhów z Szarych Szeregów, żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich.

Ale czy była to sprzeczność? Sytuacje te bardzo dokładnie opisuje Jacek Moskwa. Podaje również uzasadnienie, takiej postawy księdza. Otóż tłumaczył to w ten sposób, iż zgodnie z nauką Kościoła, kapłan nie może akceptować zabijania, również w przypadku bycia żołnierzem. Kapłan musi tą zasadę głosić. Co z tym zrobi człowiek, obdarzony wolną wolą, to już kwestia indywidualnego wyboru. Ale kapłan, który by o tym nie mówił, pomijał milczeniem tą zasadę, jest współwinnym wykroczeniu przeciw temu przykazaniu.

Doskonałym przykładem kroczenia pod prąd księdza było odprawienie Mszy Św. dla niemieckich żołnierzy w końcu września 1939 r. To wydarzenie budziło ogromne wątpliwości wśród Polaków. Ale ksiądz Zieja tak uzasadniał swoje postępowanie: „Dla mnie człowiek jest zawsze człowiekiem, czy żołnierz niemiecki, czy nasz. A ja jestem kapłanem Chrystusa i służę każdemu kto do mnie przychodzi”. (s. 178).

Zresztą ta odpowiedź jest adekwatna do wielu działań, jakie autor biografii opisuje na łamach tej książki. Bardzo ważnym elementem postawy życiowej księdza Zieji był jego stosunek do Żydów. W biografii opis tych relacji zajmuje wiele miejsca. Po raz pierwszy pojawia się jeszcze w latach międzywojennych. Wiąże się to z podjęciem studiów judaistycznych. Po raz drugi kwestia ta ujawnia się podczas II wojny światowej. Wówczas włącza się aktywnie w prace Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Jak mówią cytowani w książce świadkowie tamtego czasu, że nic nie było mu bardziej obce jak ciasny nacjonalizm i antysemityzm. A współpracował wówczas z takimi osobami jak Zofia Kossak czy Władysław Bartoszewski.

W podjęciu tych działań niewątpliwie pomogły mu dwie sprawy. Jedną było wyrażone powyżej przekonanie o poszanowaniu drugiego człowieka bez względu na jego pochodzenie. Drugim studia judaistyczne w latach 30. XX w. I to one, poznanie kultury języka, obyczajów dało szansę na pełniejsze zrozumienie tej społeczności i ukształtowanie się poglądów w tej kwestii wyrażanych w trudnym czasie okupacji.

O pójściu pod prąd, także w tamtej ówczesnej rzeczywistości okupacyjnej świadczy również fakt odprawienia rekolekcji dla grupy Bolesława Piaseckiego. Wielu wówczas żyjących pamiętało oczywiście czasy przed wrześniem ’39 roku i stawało znak równości czy wręcz traktowało na zasadzie synonimów takie określenia jak Piasecki – Obóz Narodowo Radykalny „Falanga” – bojówkarskie metody działania. I oni nie rozumieli takiej postawy księdza. Po raz kolejny trzeba tu przytoczyć i sparafrazować owo wcześniej cytowane uzasadnienie swojej postawy – „Dla mnie człowiek jest zawsze człowiekiem”.

W okupacyjnej historii księdza Zieji jest jeszcze jeden element, bardzo ważny, a o którym autor biografii nie wspomina. Otóż był on zaangażowany również w „dostarczanie” konsekrowanych komunikantów dla więźniów Pawiaka. Jedną z osób, która bezpośrednio przenosiła je za mur więzienny była „Myszka” czyli Agnieszka Uzar-Krysiak. W specjalnie w tym celu spreparowanej puderniczce przenosiła komunikanty dla więźniów.

Lata powojenne nie spowalniają aktywności księdza Zieji. Można powiedzieć, że na ten czas przypada szczyt działalności zarówno duszpasterskiej, kapłańskiej jak również społecznej. Choć w zupełnie innej rzeczywistości. O aktywności tej nich świadczy choćby fakt, że ten okres życia księdza Zieji to połowa opublikowanej biografii.

Nowe pole do działania znalazł w posłudze kapłańskiej na tzw. Ziemiach Zachodnich, a konkretnie w Słupsku i w jego okolicach. Tutaj znowu pojawia się jego kroczenie pod prąd. Doskonałym przykładem jest zacytowane przez autora kazanie wygłoszone w kościele p. w. św. Ottona w Słupsku a dotyczące stosunku Polaków do wysiedlanych Niemców. Co prawda nie bronił tych ostatnich, ale zwracał uwagę na bezzasadność w złym ich traktowaniu, poniżaniu.

Rozumiał zło i delikatnie rzecz ujmując rozgoryczenie nagromadzone przez 6 lat w Polakach. Sam przecież doświadczył grozy wojny. Potępiał jednak idę zemsty i wszelkiego rodzaju poniżania. W tym miejscu autor zwraca uwagę, że taka postawa to niejako zapowiedź, togo co w niespełna 20 lat później znajdzie się w Orędziu biskupów polskich do niemieckich – słynnego „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. [Hmmm…. – admin]

Ksiądz Zieja zaznaczył swoją obecność również w chwilach ważnych dla całego narodu polskiego. Widzimy go w 1956 r. gdy stara się być arbitrem w sprawie konfliktu Bolesława Piaseckiego i „Pax-u” z „Tygodnikiem Powszechnym”. Nie waha się przed napominaniem tego pierwszego w tej kwestii, ale po przyjacielsku.

Jest również aktywnym w latach 70. XX w., a szczególnie w drugiej połowie tej dekady. Wystarczy przypomnieć, że jest jednym z inicjatorów powstania Komitetu Obrony Robotników [Hmmm…. – admin]. I choć nie zawsze zgadza się z poglądami głoszonymi przez przywódców tego ruchu, to jednak nie stoi z boku, a stara się być obecnym w różnych przejawach działalności opozycji demokratycznej.
[KOR to jedna z najbardziej plugawych, pseudopolskich organizacji w historii Polski – admin]

Jego długie i bogate życie kończy się po 94 latach pielgrzymowania i posługi kapłańskiej. 19 października 1991 roku powraca do Domu Pana, a więc w początkach odradzającej się na nowo Polsce.

Każdy czytelnik, który sięga po taką książkę zadaje sobie pytanie: czy na ponad 400 stronach można w pełni opisać tak bogate i ciekawe życie? Czy książka da nam odpowiedź na niemal wszystkie pytania jakie dotyczą tak bogatej osobowości, świadka tylu znaczących wydarzeń, który nie był ich biernym obserwatorem, a wręcz przeciwnie, był w samym ich?

Każdy autor, który przystępuje do takiej pracy, staje przed wieloma dylematami. Zgromadzony materiał źródłowy stanowi o bogactwie wydarzeń w których bohater powstającej opowieści uczestniczył. Do tego należy jeszcze dołączyć kwestię relacji osób, które znały bohatera opowieści. A przecież sam autor – redaktor Jacek Moskwa – znał osobiście księdza Zieję. Wszystkie te zagadnienia często stawiają autora w bardzo trudnej sytuacji. Bowiem nie może opisać wszystkiego. Musi z pewnych zagadnień zrezygnować. Niektóre z nich może rozwinąć w sposób pogłębiony, inne natomiast mogą być jedynie zasygnalizowane.

Czytelnik może mieć o to pretensje. Jeśli jest jednak zainteresowany pogłębieniem swojej wiedzy, zawsze może sięgnąć do załączonego zestawienia bibliograficznego. W przypadku biografii autorstwa Jacka Moskwy, należy podkreślić, że autorowi udało się te wszystkie meandry biografistyki z dobrym skutkiem pokonać. Zwrócił uwagę na najważniejsze fakty z życia księdza. Jeśli coś pominął lub jedynie zasygnalizował, do czytelnik ma do dyspozycji bogaty zestaw bibliografii. Lektura tych opracowań może dopomóc w bardziej szczegółowym poznaniu postaci.

W pracy historyka, a każdy biograf takowy jest, należy zdawać sobie również sprawę, że opracowywanie historii nigdy się nie kończy. Bowiem w każdej sprawie mogą „wypłynąć’ nowe źródła, a w przypadku tych starych może i ma prawo pojawić się nowy ich interpretator.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na jedno pytanie: czy poprzez treść książki autorowi udało się uzasadnić tak sformułowany tytuł. Na to pytanie należy udzielić jednoznacznie brzmiącej odpowiedzi – tak.

Zacznijmy o drugiego słowa – prorok. Oczywiście można powiedzieć, że już sam wygląd, szczególnie w ostatnim okresie życia predestynował go do takiego miana – długie siwe włosy, siwa broda trochę w nieładzie. Ale to jednak za mało. Czy autor wskazuje na jeszcze inne argumenty? Oczywiście, że tak. Wystarczy choćby sięgnąć do przytoczonego tutaj słupskiego kazania z 1945 r. na temat stosunku Polaków do Niemców na Ziemiach Odzyskanych. Ponadto jego postawa, wzorce osobowe z których czerpał są również takim „proroctwem” – pomijając samą Ewangelię, która jest sama w sobie oczywistym przesłaniem, sięgniecie do ideału św. Franciszka i św. Jana Maria Vianey… to przecież nic innego jak nauka głoszona przez Papieża Franciszka [No tak… – admin]. Ubóstwo kościoła, zejście z przysłowiowej kanapy i pójście na peryferia czyli do miejsc trudnych, zaniedbanych. To prawdy według których starał się żyć i posługiwać ksiądz Zieja.

A pierwszy przymiotnik – niepokorny? Można rzec, że cała książka, tak jak całe życie dowodzi tej cechy księdza. Wielokrotnie już tutaj przytaczane ubóstwo, przeciwstawianie się wykroczeniom przeciwko V przykazaniu Dekalogu, stosunek do Niemców i Żydów. Równocześnie odnajdujemy tu przykłady reakcji, nierzadko negatywnych, wywoływanych przez taką postawę, nawet w jego najbliższym otoczeniu, nie mówiąc już o społeczeństwie jako całości. Są to chyba wystarczające przykłady, które upoważniają do sformułowania pozytywnej odpowiedzi na temat adekwatności tytułu do treści książki zawartej na ponad 450 stronach. Dużo to czy mało – to pozostawiamy osądowi czytelników.

Walor tej biografii, zamyka się w jeszcze jednym zagadnieniu. Otóż w roku 2020 na ekrany kin wszedł film fabularny „Zieja” w reżyserii Roberta Glińskiego. Oczywiście z racji zasad sztuki filmowej nawet najlepiej napisany scenariusz i doskonale przeniesiony na ekran nie spełni wymogów wyczerpującej biografii. Film, który rządzi się prawami sztuki komercyjnej musi cechować się żywą akcja, nie przegadanymi dialogami, tak by z jednej strony wiernie oddać temat równocześnie nie nudząc widza. No i oczywiście jest on ograniczony czasem trwania projekcji. Jak wynika z tych założeń nie może wyczerpać tematu.

Dlatego dobrze się stało, że krakowskie Wydawnictwo „Znak” [neokatolickie – admin] właśnie w 2020 roku wypuściło na rynek ta biografię, nie czekając na rok następny czyli 2021, w którym minie 30. rocznica śmierci księdza Ziei. Bowiem widz po obejrzeniu filmu zainteresuje się tą postacią i będzie poszukiwał szerszej wiedzy na jej temat. I tu ma okazję sięgnąć po książkę Jacka Moskwy. Taki zabieg wykonany przez Wydawnictwo wydaje się słusznym zarówno z punktu widzenia marketingu. Ale daje on również szansę poszerzenia wiedzy o człowieku nietuzinkowym, który jeszcze nie tak dawno – bo czym jest owe 30 lat – żył wśród nas. Ale to ważne również dla tych, którzy dopiero wówczas przychodzili na świat i teraz dopiero wkraczają w dorosłe życie.

Zatem czy warto sięgnąć po biografie księdza Zieji autorstwa Jacka Moskwy? Oczywiście tak. Warto i trzeba a może nawet wypada. Również w kontekście spraw dziejących się obecnie, kiedy chwieje się obraz Kościoła jako instytucji. Ta biografia to również dowód, że byli i są kapłani, których głównym celem jest posługa wiernym. W swoim opracowaniu autor przedstawia oczywiście postać bohatera, jego charakter, poglądy, działalność. Ale czyni to na tle nakreślonej delikatnie epoki w której dane wydarzenia mają miejsce. W ten sposób z jednej strony uzasadnia działania bohatera swojej opowieści. Osobom nie posiadającym tak rozległej wiedzy historycznej może pomóc w zrozumieniu całego kontekstu historycznego całego XX wieku w kontekście Polski.

Andrzej Kotecki

Jacek Moskwa, „Niewygodny prorok. Biografia ks. Jana Ziei”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020, s. 493.

Myśl Polska, nr 9-10 (28.02-7.03.2021)
https://myslpolska.info/

Komentarzy 25 do “Ks. Jan Zieja – takie było życie”

  1. JW said

    Takich księży to dziś ze świecą szukać. A to, że zaangażował się w KOR, można wytłumaczyć tym, że pewnie nie wiedział, co to tak naprawdę za kreatury. W tamtym czasie wielu poszło na ich lep, bo też ich prawdziwe cele były nieznane.

    ———
    Mnie trochę zraża żydofilstwo.
    Admin

  2. Arek cekowiak said

    Ludzie przeczytajcie wywiad życie Ewangelią z Zieją. Twierdził, że nie trzeba nikogo np. protestantów nawracać-już przed II wojną. Głosił idee połączenia religii-zachwycał się modlitwą w Casablance JP II „do wspólnego Boga” katolików i muzułmanów. Studiował judaizm, miał maszynę do pisania z alfabetem hebrajskim, głosił idee masońskie. Dlatego tak go promują, powstał nawet film

  3. Antonina said

    Tak, wszystko wskazuje na to, że ks. J. Zieja powiązany z Laskami, Jerzym Zawieyskim, Adamem Michnikiem i Jackiem Kuroniem i ekumenizmem głosił herezje. Kim jest ten Pan Moskwa…, ten sam co wywiad z Zieją zrobił i legendę innych ciekawych „braci” tworzy. Marucha uważaj, kogo legendujesz…..

  4. Marucha said

    Re 3:
    1. Zamieszczenie przeze mnie jakiegoś artykułu nie oznacza, iż się zgadzam z tezami w nim zawartymi, co podkreślałem już chyba setki razy. Zamieszczam to, co z jakiegoś powodu wydaje się interesujące.
    Moje krótkie wstawki do oryginalnego artykułu powinny jasno zasugerować moje nastawienie,
    2. Nikogo nie legenduję, bo nie mam aż takich wpływów. Zresztą vide p. 1
    3. Cieszę się, Antosiu, że tak od razu przeszłaś na „ty”, jak z dobrym znajomym. Ktoś inny na moim miejscu może by zareagował inaczej.

  5. Antares said

    „W II RP już jako kapłan, głosił co najmniej niewygodne idee skromnego życia duchownych”

    „Na potrzeby swojej drogi obrał dwa ideały – św. Franciszka z Asyżu oraz św. Jean Baptiste Marie Vianney proboszcza z Ars.”

    Jak najbardziej słuszne i godne naśladowania. Chrystus w końcu głosząc dobrą nowinę posiadał tyle ile miał na sobie.
    Z drugiej strony razi jego stosunek do żydów i niemców (chociaż Pius XII – tak podziwiany przez tradycjonalistów, też tej zarazie pomagał, za co po wojne delegacja żydow na czele z Goldą Meir mu podziękowała)

  6. Przemysław Jakub said

    Czyżby kolejny, ukryty charysta?

  7. Andrzej said

    „Miłujcie nieprzyjaciół i dobrze im czyńcie”.Może to było motywem działania Piusa XII?

  8. Ryotaro said

    Mój ulubiony ksiądz. Dziękuję za ciekawy artykuł. Pozdrawiam

  9. Marek said

    „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”
    ===
    Przebaczamy?
    A szkopy kościelne prosiły o przebaczenie?
    Po ch wyłazić przed szereg z głupim aktem.

    Drugie jest jeszcze lepsze.
    Prosimy o przebaczenie?
    Hehe, za przejęte diecezje, czy za walkę o życie Polaków przed zarazą niemiecką w czasie okupacji?

    Tfu!

  10. Martin said

    ad 9.
    Polscy biskupi musieli siła nagrzeszyć😁 przeciwko tysiącletniej i austriackiemu malarzowi, że prosili przebaczenia. Ciekawym, czy malarz „pokojowy😂” wybaczył im te winy.

    Na wieki wieków, amen.

  11. Jotjot said

    Panie Andrzeju Kotecki, biskupem pińskim był ks. Zygmunt Łoziński, a nie jak pan pisze – Zygmunt Łozińki.
    Warto przeczytać książkę Sługi Bożego bpa Zygmunta Łozińskiego „Chrześcijańska miłość ojczyzny i praca narodowa oraz inne teksty” https://tedeum.pl/search/text=%C5%81ozi%C5%84ski/pl.html .

    ————-
    To szalenie ważna poprawka, która całkowicie zmienia sens artykułu… 🙂
    Admin

  12. NC said

    „Ważnym rysem jego charakteru i wynikającej z tego postawy życiowej był stosunek księdza Zieji do V przykazania Dekalogu – Nie zabijaj.

    U wielu czytelników znających choćby pobieżnie życiorys księdza, może rodzić się pewne niedowierzanie czy na wet niezrozumienie. Przecież ma w swojej biografii również okres bycia kapelanem wojskowym w 84. Pułku Strzelców Poleskich. W czasie okupacji pełnił tą funkcję dla druhów z Szarych Szeregów, żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich.

    Ale czy była to sprzeczność?”

    V przykazanie Kościoła Katolickeigo brzmi „Nie morduj”. To coś innego niż „nie zabijaj”.

  13. gnago said

    „Ta postawa musiała w latach 70. XX w. doprowadzić go do środowisk związanych z opozycją demokratyczną.”

    Raczej odwrotnie, opozycja szuka luminarzy do przekonywania obojętnych.
    A spadkobiercy tej opozycji dziś mało demokratyczni mimo szermowania pyskiem tego słowa o znaczeniu treści nie pamiętają

  14. MózG said

    Masoni zawsze, przynajmniej na stopniach wtajemniczenia szczeblach, głosili zniesienie kary śmierci, nie dziwota więc, że i ks. Zieja- wielki filosemita, ekumenista i zwolennik zjednoczenia wszystkich religii (katolicyzm, islam+ judaizm) był przeciwnikiem kary śmierci, przynajmniej teoretycznie. Teraz udało się i papież Franciszek to przyklepał……
    Przy okazji Ks.Jan Zieja miał niebywałe chody u Cyrankiewicza, bo jak wyznał w wywiadzie „Życie Ewangelią” ten ostrzegł go przed aresztowaniem („dalej nie mogę go już chronić” -powiedział Anieli Urbanowiczowej) i Zieja wyjechał na jakiś czas do Zakopanego. Tam ponoć bezpieka nie sięgała…….W Zjednoczeniu religii szczególne miejsce przyznawał Zieja judaizmowi, wręcz piał z zachwytu po wspólnej modlitwie JPII w Casablance z muzułmanami („cieszę się, że dożyłem”, „ku zjednoczeniu idzie” A głodówka taty Adama Michnika- Szechtera w Kościele św. Jacka w Warszawie to też impreza z poparciem ks. Ziei. Tworzyły się nowe masonskie zreby KORy, itp. Masoni tak upodlili ten Naród, że czci on fałszywych bohaterów, zdrajców, heretyków, sprzedawczyków….Zabrali nam wszystko: majątek, tożsamość, prawdę, dzieje, bohaterów, Ludzie, płacimy za kolejny zakłamany film dla gojów….

  15. błysk said

    „Myśl Polska” zbacza w kierunku lewackim .Jest tylu wspaniałych kapłanów ,choćby zamęczonych przez banderowców , o których nikt nie pisze . Po co pisać np. odszedł do Domu Pana ,po prostu zmarł ,a gdzie odszedł , to Bóg zadecyduje . Oczywiście ,Zieja, służył raczej naszym wrogom – Niemcom ,żydom .Taki kwietysta ,bez troski o naród .Choć uwaga : warto by przeczytać książkę Moskwy o nim ,może znajdą się w niej ślady przedwojennego rozmiękczania Kościoła , inaczej mówiąc datującego się od 18 wieku masońskiego niszczenia Kościoła.

  16. retrospektor said

    > Otóż [Zieja] tłumaczył to w ten sposób, iż zgodnie z nauką Kościoła, kapłan nie może akceptować zabijania, również w przypadku bycia żołnierzem.

    To jest herezja, zresztą dzisiaj bardzo modna. Kościół zawsze akceptował karę śmierci, zresztą nie tylko nie zakazaną, ale nakazaną w wielu przypadkach w ST. Co prawda Wojtyła w swoim katechizmie próbował to zmienić, a Bergoglio w swojej wersji katechizmu zmienił, ale tutaj nic się w sprawie Vgo przykazania nie zmieniło, bo nie mogło, bo prawo moralne jest niezmienne. Podobnie, Kościół nigdy nie negował konieczności prowadzenia wojen sprawiedliwych i zabijania w ich ramach.

    Przypadek ks. Ziei pokazuje, jak słaby doktrynalnie był i jest Kościół w Polsce. Jak biskupi nie egzekwowali poprawności doktrynalnej. Takie tragiczne fenomeny, jak s. Kowalska, vel Faustyna, i jej „Dzienniczek”, kiedyś na Indeksie Ksiąg Zakazanych, nie miałyby miejsca przy lepszej znajomości teologii i innej postawie biskupów. Zieja powinien być pod karami Kościelnymi za głoszenie herezji, także za udział w destruktywnych i kryptomas ońskich, albo jak kto woli ży…owskich, związkach typu KOR.

    Życiorys ks. Zieji i fakt, że lansują go media typu Znak, czy Obłudnik Powszechny, świadczy, że to był w najlepszym razie pogubiony kapłan, a w najgorszym … Cóż, Pan Bóg go już osądził!

  17. Margarita 166 said

    A Ksiądz Stanisław Suchowolec?

    A Ksiądz Stefan Niedzielak?

    A Ksiądz Sylwester Zych?

    A Ksiądz Roman Kotlarz?

    Cześć ich Pamięci.

    PAMIĘTAMY !!!

    Może film o nich?

    Może biografie o nich?

    Może artykuł o nich?

    Nie ma przypadków ! Tak w filmie (ciekawe dlaczego bohaterem kultowego filmu po 89’ Psy jest SBek?).

    Dziś nawet blogosfera i youtuberzy to w 95 proc agenci wpływu, ludzie rozmaitych służb.

    Nie ma przypadków !!!

    Jak zauważa Gazeta Wyborcza:

    „Oto w samym środku ideologicznych sporów pojawia się w kinie film, w którym ksiądz Jan Zieja mówi do Jacka Kuronia: „Jesteś dobrym człowiekiem, Jacku. Tacy jak ty nie potrzebują religii”. I nic?”

    https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36000,26259946,zieja-czyli-jak-zamknac-ciekawa-rozmowe-o-otwartym-kosciele.html

    „Znak” dorzuca, że Zieja był święty (niebawem będzie pewnie formalnie, w końcu to człowiek Lasek):

    https://www.miesiecznik.znak.com.pl/6792011janusz-poniewierskiogrody-pamieci-swiety-jan-z/

    A i Seweryn B L U M S Z T A J N miło wspomina Księdza Zieję w „Tygodniku Powszechnym”:

    Starzy, przedwojenni socjaliści: Cohn, Pajdak, Steinsbergowa; AK-owiec Rybicki, legendarny ksiądz Zieja… Mieliśmy poczucie, że my – młody KOR – nie traktujemy ich instrumentalnie, choć był jasny podział: my robimy, oni nas „kryją” nazwiskami. Zawsze mieli prawo weta, a jak już powiedział „nie” ks. Zieja, to nie było dyskusji. Kiedy Zieja był na zebraniu, nadawał mu jakąś szczególną powagę: trudniej było mówić głupstwa.

    http://www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/59/blumsztajn.html

    Ps. Jeśli chcemy mieć wspólnych bohaterów razem z Adamem Michnikiem, Sewerynem Blumsztajnem, Andrzejem Wielowiejskim et consortes, to proszę bardzo…
    A świstak siedzi i zawija w te sreberka….

  18. Rick said

    Re.4
    Zgadza się. To, że Pan zamieścił artykuł to nie znaczy, że zgadza się Pan z jego tezami.
    Równie dobrze, może Pan zamieścić film porno i to samo powiedzieć.
    Pan zapomniał, że Pan…reklamuje.
    Na szczęście, pojawiło się kilka komentarzy prostujących wymowę artykułu o księdzu, który zapewne nawet nie był katolikiem.
    Ale największym wrogiem Kościoła, bo masonem i to w środku Niego samego! A więc większym wrogiem niż sami masoni.
    Kara śmierci dla takich to wielkie miłosierdzie.

  19. wanderer said

    Rick,

    Goowno tam rozumisz..
    Skad wiesz ze byl masonem. Tak ci sie tylko zdaje, co? Przeciez fujaro nie masz zadnych informacji.
    „Kara śmierci dla takich to wielkie miłosierdzie” Dobrze, ze nie karza smiercia za glupote, bo bys byl zagrozony.

    Nadinterpretujesz jak panikarz. A od Maruchy wara, w 4 wszystko wytlumaczyl.

    Jesli ks. poszukiwal i zbladzil, nie jest to przeslaniem dla kary smierci

    Jak myslisz, dlaczego studiowal judaizm? Zeby sie przypodobac zydom? Czy zeby lepiej zrozumiec przekazy?

    Zobacz:

    http://bibliepolskie.pl/zzteksty_wer.php?book=48&chapter=3&verse=28&tlid=12

    Cytat dla ciebie
    „ουκ ενι ιουδαιος ουδε ελλην ουκ ενι δουλος ουδε ελευθερος ουκ ενι αρσεν και θηλυ παντες γαρ υμεις εις εστε εν χριστω ιησου”

    A teraz ochlon, bo nierozsadnym sadem mozesz sobie niechcacy zaszkodzic w przyszlosci

    <<Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

    Czy chcesz podwarzyc te slowa?

  20. Marucha said

    Re 18:
    Gdy pewnego dnia zamieszczę film pornograficzny, to może Pan z wielkim oburzeniem i awanturem opuścić gajówkę. Razem z Panu podobnymi, którzy nie umieją zrozumieć mojego komentarza #4.
    Polecam też przeczytanie #19.

  21. Maciey said

    Katolicy w Polsce!
    Nie da się udowodnić w 100 proc, że Jan Zieja –niby ksiądz katolicki, czytaj wolf (jak Marcus Wolf), był masonem.

    Masoni nie publikują list swoich członków, działają w sposób tajny.

    Aczkolwiek są przesłanki mogące na to wskazywać. Olbrzymie poparcie Michnika, Blumsztajna,
    Wielowieyskieg teraz, jak któś wyżej zauważył. Każdy może zrobić sam research.
    A już przed II wojną światową
    Zieja mijał się z nauką Kościoła- opowiadał, że na Polesiu nikogo nie nawracał, bo wg niego
    nie trzeba było nikogo nawracać, a zwłaszcza prawosławnych- po prostu odesłał kobietę,
    która chciała się nawrócić (może jej dusza jest teraz w piekle). Nikt nie napisał, że Zieja był za powszechnym rozbrojeniem, zniszczeniem wszelkiej broni. Memoriały na ten temat tworzył. Walczył o pokój i rozbrojenie, nie tylko o zniesienie kary śmierci i jedną religię dla wszystkich.
    Był związany z socjalistami i środowiskiem żydowskim, także z Laskami-
    ks. W. Korniłowiczem oraz b. blisko z pederastą i homoseksualistą Jerzym Zawieyskim.
    Ten ostatni to Żyd –komunista, prawdziwe nazwisko Feintuch-już przed wojną ludzie mówili Świntuch na niego nie Feinutch -skłonności do chłopców, po wojnie poseł „katolicki”, szef Penclubu, kiku innych przybudówek,
    pochowany w Laskach w grobie wspólnym z kochankiem zob. książka Biografie odtajnione
    na jego temat rozdział). Zieja dał temu pederaście alibi, że jest nawrócony.
    Od lat środowisko tzw. katolików otwartych, wspierane
    onegdaj przez Julię Brystygierową reklamuje Zieję i tworzy jego historię alternatywną.
    To historia dla goyim,ale to też już ktoś zauważył. Goyim, co nie mają duszy ani rozumu- skoro wierzą- wszystko można im wmówić.
    Bliskie związki z innymi Żydami, np. z Jackiem Kuroniem i hasło, że wystarczy być dobrym człowiekiem, skąd my to znamy?
    A udział w historii Polski ks. Ziei od lat reklamuje
    były aparatczyk PRL- Pan Jacek Moskwa. Można zrobić research na temat tego, co JM napisał –
    Laski, Antoni Marylski, Jan Paweł Drugi, te klimaty….
    Do tego film Zieja. Tak się składa, że film szybko nagrodzony. Pokazywany w Watykanie.
    Później pewnie beatyfikacja i kanonizacja, ale najpierw –niech wiedzą, o kim mowa,
    bo jest nieznany .Na razie.
    Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo.
    Tylko głupcy goyim wierzą w przypadki.
    Konkluzja: Zieja- mason nie udowodnimy, ale dla mnie to nie jest bohater z mojej bajki, może z horroru .. ani postać do naśladowania.A Wy tu czemu o Ziei akurat. Dlaczego ten artykuł wydał się Administratorowi ciekawy do rozpowszechniania, to mnie ciekawi.

  22. JanuszT said

    Re 21: Maciey

    A co, Pan Marucha miał wrzucić film pornograficzny?

    No zaiste chyba nie…

  23. Maciey said

    Shalom powiem, choć poprzedni post był do Rodaków- co zaznaczyłem. Powtarzam pytanie-dlaczego to Administrator uznał artykuł o tej postaci za godny rozpowszechniania u siebie? Co było i jest takiego ciekawego w tym załganym artykule dla Administratora? I jeszcze, -kim jest dla Niego postać ks. Ziei? Bo krótki 10 minutowy research wystarczy by złapać mniej więcej kim był Zieja.
    Może czytelnicy mają prawo wiedzieć? Gramy w otwarte karty? Czy nie? A co do postu 22 to bez ściemy i takich zagrywek, please.Autor postu chyba wie, że pornografia, to nie była alternatywa.A jaka była? Ktoś wyżej pisał o innych kapłanach, których jakoś nie upamiętnia się teraz w tej gajówce, a upamiętniono ks. Jana Zieję, Wolfa, niebawem świętego- ale do tego trzeba czasu i takich właśnie filmów, artykułów. Kłamstwo powielane 1000 krotnie staje się dla niektórych prawdą zauważył Joseph Goebels.
    Administratorze, dlaczego Zieja gości w gajówce? Mam ksiązkę o Jacku Kuroniu, może podrzucić do kolejnego artykułu apologetycznego, proszę dać znać.

    ——
    Jak pan nie przestanie mnie łapać za nogawki, to wypie**olę z gajówki.
    Jasne?
    Admin

  24. Maciey said

    Jasne…, nie do końca. Przepraszam, jeśli uraziłem. Przyznam, że ostatni post napisałem prowokacyjnie, czasy takie, że nie wiadomo, kto po drugiej stronie siedzi za klawiaturą. Zgoda: blogosfera to kanalizacja tych, co dostrzegają zarysy matriksa i jednocześnie wapik i łapanka tych, co wychodzą przed szereg, a mogą stać się niebezpieczni. Dlatego przepraszam jeszcze raz Administratora, mnie nie trzeba wypier…. Odchodzę sam, już więcej tu nie zajrzę. Żegnam. Maciey. Polak-katolik.

  25. Marucha said

    Re 24:
    Szczytem bezczelności jest egzaminowanie założyciela tej witryny, prowadzącego ją przez ponad 14 lat, przez jakąś osobę, która pojawiła się chuj wie skąd.

Sorry, the comment form is closed at this time.