Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    ? o Wolne tematy (41 – …
    Voodoosch o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    I*** o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Olo o SKANDALICZNE słowa eksperta.…
    I*** o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Cyngiel o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Niedźwiedź o Wolne tematy (41 – …
    revers o Wolne tematy (41 – …
    flathead o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Olo o Dlaczego Biden wyprosił spotka…
    Marcin o Wolne tematy (41 – …
    Zenon_K o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Lekarz czy zbrodniarz?
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

Dlaczego koty obwąchują wszystko i wszystkich?

Posted by Marucha w dniu 2021-03-20 (Sobota)

Zaobserwowałeś, że twój kot wącha wszystko, co „stanie” mu na drodze? Nieważne, czy to siatka z zakupami, ubranie, nowy mebel, czy nowo poznana osoba. On po prostu musi sprawdzić, co to takiego.

Czy to zwykła kocia ciekawość, a może chodzi o coś innego? Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego koty obwąchują wszystko i wszystkich?

Zbyt blisko

Koty posiadają instynkt łowiecki i są naprawdę dobrymi myśliwymi. Mają jednak problem, by dostrzec obiekty, które znajdują się zbyt blisko nich, dlatego w dużej mierze polegają na zmyśle węchu i dotyku. Oznacza to, że używają zapachu do rozpoznawania ludzi i miejsc.

Być może zauważyłeś, że kiedy w domu pojawi się coś nowego, to kot z pewną dozą ostrożności zbliża się do nieznanego mu obiektu, by go powąchać. Ponadto koty posiadają gruczoły, które wydzielają zapach. Jest on wyczuwalny jedynie dla innych kotów i jest wizytówką mruczka, która informuje pozostałych, że „on już tu był”. Koty celowo zostawiają go na przedmiotach nieożywionych, aby oznaczyć swoje terytorium.

Dlaczego koty obwąchują wszystko?

Dlaczego koty obwąchują wszystko i wszystkich? To ich sposób na stwierdzenie, czy inny kot zdołał już oznaczyć dany przedmiot lub terytorium. Ponadto koty są w stanie wyczuć zmiany hormonalne zachodzące u ludzi. To twój zapach pomaga zwierzęciu cię rozpoznać, a nie to jak wyglądasz. Dlatego jeśli pachniesz czymś, do czego nie jest przyzwyczajony, może z początku być wobec ciebie zdystansowany. Bez obaw, to tymczasowe.

Koty wąchając wszystko i jednocześnie ocierając się o dany przedmiot, pozostawiają na nim swój zapach. To nie tylko forma oznaczania terenu, ale też sposób nawigacji. Kiedy kot ociera się o meble znajdujące się w domu, pomaga mu to lepiej zorientować się, gdzie jest. W ten sposób odnajduje drogę powrotną do domu, jeśli zostanie wypuszczony na zewnątrz.

https://www.onet.pl/

Komentarzy 47 do “Dlaczego koty obwąchują wszystko i wszystkich?”

  1. osoba prywatna said

    Maya – kot z zespolem Downa.

    .https://www.youtube.com/watch?v=z6v35L12s4s

  2. Kar said

    ..twój kot wącha wszystko..
    ______________________

    – paranoja wachania wywodzi sie z kociej nieufnosci w stosunku do dobrodzieja człowieki. Zawsze wacha podana strawe. Bada czy nie podsunieto mu na tacy ostatniej gudeł „wieczerzy”..

    I dlatego w odroznieniu od swojego somsiada niewolnika psa ciagnie na tym padole szczypte dluzej…

  3. Boydar said

    No wreszcie 🙂

    Na pytanie „dlaczego koty obwąchu~ją wszystko i wszystkich” odpowiedź może być tylko jedna – one wiedzą, że „nic nie jest takie na jakie wygląda”. To napis na ścianie w Langley (Wirginia).

  4. UZA said

    W Gajówce dominuje chyba stronnictwo kocie (pod wysokim protektoratem Pana Gajowego), ale psiarzom też się coś od życia należy. Dodam więc, że nie tylko koty obwąchują. Psy także mają ten zwyczaj. Każdą nową rzecz w domu muszą przelecieć swoimi czytnikami. Prawdopodobnie zmysł węchu dostarcza im wielu cennych ( z ich punktu widzenia) informacji. Jest to również pewne urozmaicenie w psim żywocie. Jedzenie tak samo wąchają przed spożyciem, nawet jeśli nikt w domu nigdy nie podsuwał im nic paskudnego. I nie są żadnymi niewolnikami (ad.2). Po pierwsze, warunki fizyczne nie pozwalają psom na osiągnięcie takiego poziomu swobody, jakim cieszą się lżejsze i bardziej skoczne koty (dla których żadne ogrodzenie nie stanowi problemu). Po drugie, ważne jest też podejście człowieka: od psa tradycyjnie wymagano posłuszeństwa, wiązano go czy zamykano, podczas gdy kotu pozostawiano więcej luzu.

  5. Marucha said

    Re 4:
    To prawda z kotami… ale gajowy nie jest żadnym wrogiem psów, wiele z nich lubi (nie lubi m.in. psów ujadających godzinami i bez powodu agresywnych, albo rzucających się pod samochód i próbujących go ugryźć w opony).

    Powiedziawszy to, nie sądzę, aby kot wychowywany od małego do posłuszeństwa, dał się wychować. Obraziłby się i może nawet zmienił właściciela.

  6. UZA said

    „…nie sądzę, aby kot wychowywany od małego do posłuszeństwa, dał się wychować”.

    Zależy, co rozumiemy pod pojęciem „wychowania do posłuszeństwa”. Ja widzę to jako ustalenie i przekazanie podstawowych zasad domowego współżycia. Koty na przykład uczą się, że pewne rzeczy należy załatwiać w kuwecie , a je się w kuchni – tam stoi miska i w określonych porach można się w niej spodziewać żarcia. Niemile widziane jest drapanie oraz aromatyczne „znaczenie” mebli czy innych przedmiotów. Większość to bez trudu ogarnia i raczej nie myśli zaraz o zmianie właściciela (choć nigdy się pewnie nie dowiemy, co kot sobie myśli). 😉

  7. ross said

    aktualnie w TVP 1 leci taki program „Sekretne życie kotów”. Podczas każdego programu omawiane są sytuację kotów w trzech domach, właściciele dowiadują się jakie błędy popełniają, co robi ich kot kiedy nie ma ich w domu oraz po za nim np. jeden kot podtrawił podczas doby przemierzyć nawet 10 km i to dość daleko itp. Ogólnie nie ma już co szukać aktualnie w telewizji, ale ten program może zaciekawić miłośników kotów.

  8. osoba prywatna said

    https://demotywatory.pl/5061698/Kiedy-szef-sprawdza-jak-ci-idzie-w-pracy

  9. Marucha said

    Re 6:
    Tak gwoli prawdy… kotów nie trzeba uczyć korzystania z toalety, mają wrodzone poczucie czystości. Widziałem maleństwa zaledwie potrafiące pełzać, które już instynktownie szukały kuwety.

    Re 7:
    Dziękuję, że Pan przypomniał!

  10. Kar said

    @9..hmm

    – w odroznieniu od „kuwetowcow” te inne tzn. „dworne”- nie panskie, nie maja juz takich gornolotnych salonowych manier. Bo np; kiedy zasadzi sobie Pan piekne rosliny (kwiaty, rabarbar lub inne badyle) w drewnianej skrzyni, to przylazi sobie taki jakis obcy i zaczyna ostentacyjnie brac sie do kasztanienia w samym srodku panskich pielegnacyjnych wypocin…misternie-bezczelnie zagrzebujac tylnymi lapami (mowi tu codzienny cierpliwy obserwator) cenny depozyt..(??)

    – i nie raz nie 2 widzialem/swiadkowalem wscieklych z piana na brodzie domownikow galopujacych z siekiera zza siersciuchem..Tak, ale szanse dogonienia takiego zawsze spelzaja na 0

    ——
    Koty żyjące na wolności to inna sprawa. Nikt im kuwet nie podsuwa.
    A tych ganiających z siekierą za kotem to bym odstrzelił.
    Admin

  11. UZA said

    „Koty żyjące na wolności to inna sprawa. Nikt im kuwet nie podsuwa”

    Widzę, że muszę wystąpić w obronie dzikich kotów (czyli „żyjących na wolności”). No i na co mi przyszło ?
    Otóż jestem głęboko przekonana, że to nie one zanieczyszczają ludziom uprawy. Dzikie koty są honorowe i dyskretne. Żyją tak, żeby jak najmniej rzucać się w oczy i nie lezą tam, gdzie nie są mile widziane. Nie trzeba ich z niczym ganiać, bo na sam widok człowieka uciekają. Wręcz przeciwnie – człowiek musi się postarać, żeby dzikusa zaprosić, zdobyć jego zaufanie. Wiem, bo mój kuzyn, mieszkający na wsi ma kilku takich kocich kumpli i nieraz o nich opowiada. Wpadają regularnie na pogawędkę (on mówi, one mruczą) i na poczęstunek a także po to, żeby odpocząć. Na przyjaznym terenie mogą się bezpiecznie zdrzemnąć, co ma duże znaczenie w ich ogólnie niebezpiecznym życiu. Nigdy niczego nie zniszczyły ani nie zanieczyściły grządek.
    Na grządkach i w skrzynkach z kwiatami paskudzą niewychowane koty domowe, których niewychowanym właścicielom nie chce się czyścić kuwet. Nie mówię, żeby do takich właścicieli zaraz strzelać, ale jakieś łagodniejsze formy rewanżu mogłabym zrozumieć.

    ——
    Pani UZO,
    Muszę przyznać, po sięgnięciu w otchłań pamięci, iż ma Pani absolutną rację.
    Bezdomne koty szkodzą tylko polskim dozorcom…
    Admin

  12. Kar said

    ..no..no, pani to fantazji nie brakuje. Iscie lemowsko-wysublimowana…!

    Podziwiam…podziwiam.. Kot jest kotem i bedzie zawsze kotem bez wzgledu na uwarunkowania. On nie bedzie sie pytal szanownej Pani, czy mozna posadzic klocka wsrod pieknych zonkili zaraz pod pani oknem.

    Pani UZA patrzy profesjonalnie przez witrazowe okienko (obsiane diamentami) na swiat gdzies gleboko zasadzona zza 7 gorami rzekami ..itd. (??) Odbieram. Prosze zejsc na ziemie matke i spojrzec klarowniej jasniej. Pomacac, to przeciez nie boli (??)

    Do mnie przychodza tutaj tuziny z calej wioski, i kazdy ma podobne zakodowane nawyki. Nie ma inych bee nawykow. To tylko czysto kocie naturalne nawyki, pani UZO

    / ..Żyją tak, żeby jak najmniej rzucać się w oczy i nie lezą tam, gdzie nie są mile widziane…/

    ha..ha, obsmialem ci sie jak pszczola;..”nie leza tam, gdzie nie sa mile widziane”..

    Skad to Pani wydlubala.. ? Absolutna bzdura

  13. UZA said

    „Skad to Pani wydlubala.. ?”

    Z obserwacji. Dzikie koty boją się ludzi – tak jak wszystkie dzikie zwierzęta – i zwykle nie bez powodu ( złe doświadczenia). One mają znakomity wzrok, węch i słuch, doskonale wiedzą, która posesja jest zamieszkana i do takich nie wchodzą (chyba, że doświadczyły gdzieś dobrego traktowania). Zawsze wolą jakiś zapuszczony, nieuczęszczany teren. Wszędzie się taki znajdzie. Skrzynka z kwiatami , w której ktoś grzebał, pachnie człowiekiem (dla nas nie, dla kota – tak) i dziki woli się do takiego czegoś nie zbliżać. Poza tym, moment załatwiania się, to moment w pewnym sensie krytyczny – zwierzak jest przez chwilę unieruchomiony, wystawiony na atak. Żaden dziki kot nie ryzykowałby takich czynności na terytorium nieprzyjaciela i to na jego oczach. Co innego kot domowy – on się ludzi nie boi, jest oswojony z naszymi zapachami, z dźwiękami, które wydajemy, czasem ma stępione czy wręcz wypaczone naturalne odruchy. Często też boi się swojego właściciela, który nie pozwala paskudzić na własnej działce (brutalnie wyrażając niezadowolenie), a jednocześnie nie zapewnia czystej kuwety. Co więc ma zrobić kot, który musi coś zrobić ? Idzie do sąsiada…

  14. Kar said

    ..no dobrze Pani UZO, z ..kocim. Stoje przy swoim. Nie mozna na sile naginac nadawac kotom cech ludzkich.

    Czyste Czlowieki widzimisie.

    Kot jest kot, i chodzi swoimi utartymi drogami. Co moze kazac lub nie kazac wlasciciel (?) Kot jest ekstrema-indywidualista. Kot jest przywiazany do miejsca, a nie do wlasciciela. Udowodnione. Koty wlascicieli spedzaja swoj wolny czas w moim sektorze, bo nie sa bezintersowne..

  15. Marucha said

    Re 14:
    „Kot jest przywiazany do miejsca, a nie do wlasciciela. Udowodnione.”

    Bezedura. Dawno udowodniono, że koty przywiązują się, i to bardzo, do właściciela. Jeśli o nie dba.

    Np.
    >https://www.rp.pl/Ekologia/190929719-Naukowcy-Koty-przywiazuja-sie-do-wlascicieli-jak-dzieci-do-opiekunow.html
    >https://catvills.com/cats-get-emotionally-attached-owners/

  16. Boydar said

    Dla kota zasymilowanego człowiek to taki duży dziwny kot, w dodatku nie kuma co się do niego mówi (mruczy, miauczy).

    To tak jak z ludzką kobietą, też przeważnie nie rozumie ale kochać się daje.

    No i kot kocha.

    Moja kocinka Futurynka tak nas kochała, te swoje ludzkie stado, że zginęła za tą miłość. Jest na pewno w kocim niebie.

    ————-
    Jak to się stało?
    Admin

  17. Kar said

    – panie Gajowy, tylko jeden przyklad z zycia; znajoma wyprowadzila sie o 2 ulice dalej, i zabrala rowniez kota. Kot juz w tym samym dniu uciekl na stare miejsce. Na swoj ulubiony sloneczny murek.

    Nowi lokatorzy w starym miejscu zamieszkania znajomej zobowiazali sie miec oko/opieke nad „upartym” kotem. Widze go codziennie. Jest tam przyspawny do swojego ulubionego muru.. Ma sie dobrze i nic mu nie brakuje. Notabene, byly conajmniej dwie proby przeflancowania pupila kota. Spelzy na 0. Kot wracal na stare pielesze. Znajoma dbala o niego, nic mu nie brakowalo do szczescia.

    – i nie jest to sporadczny przypadek, ze kot wraca do siebie na stare smieci..

    – ja wiem..ja wiem, pisze o wierutnych bzdurach

  18. Boydar said

    Nie bardzo mogę, bo zaraz mi łzy ciekną.

    Urodziła cztery kocięta, na działce, byliśmy tam przez tydzień, no i wzięliśmy ze sobą, oczywiście była w ciąży. Znała teren bo była nie raz i długo. Musieliśmy wyjechać do Lublina, różne pilne sprawy. Ona zostawiła dzieci i wyruszyła nas szukać …

    Na szosie potrącił ją samochód, na śmierć.

    Kociaki (trzydniowe) wykarmiliśmy pipetą a potem smoczkiem. Trzy, gdy podrosły, oddaliśmy ludziom. Czwarta, koteczka, najmarniejsza ze wszystkich, to właśnie Kocinka. Dożyła szesnastu lat, ale zabił ją rak wątroby z przerzutami.

    Pół roku po jej odejściu, są w domu dwa potworki, coś jak skrzyżowanie wiewiórki z dzikiem. Maine Coony. Jedna srebrno szara a druga różowa.

    Ale ja dalej tęsknię, nie sposób cofnąć czasu, i uczuć.

  19. Marucha said

    Re 17:
    Po pierwsze – to dla kota było za blisko, aby uważać to za ucieczkę z domu.
    Po drugie – kto mu daje jeść? czy wraca do swego nowego domu? gdzie śpi?
    Po trzecie – od reguł są wyjątki.

    Re 18:
    Nie chciałem przywoływać bolesnych wspomnień.
    Ja pochowałem już – w Szwecji – pięć kotów…i do tej pory je wspominam nie bez żalu.
    Mam już tylko jednego.
    To moj ostatni kot.
    Kotów nie wolno osierocać, jeśli Pan rozumie, co mam na myśli.

    Wierzę, że nasze psy i koty, a może i inne zwierzaki, idą gdzieś do nieba… bo Bóg po prostu nie może być niedobry.

  20. Boydar said

    Tak. Powiedział to również Théoden – no parent should have to bury their child

  21. Kar said

    @19

    – gdybym wiedzial, to omijalbym drazliwy temat z daleka. Mea culpa

  22. Marucha said

    Re 21:
    Niech się Pan nie wygupia 🙃

  23. I*** said

    (20) Jak to możliwe, obywatelu Boydar, by kocia mama opuściła swoje nowo narodzone potomstwo – to wbrew naturze… z własnego doświadczenia wiem, że suka nie odejdzie od szczeniaczków (wymagających nieustannego karmienia mlekiem matki), choćby nie wiem co…

  24. I*** said

    (23) cd.

    A poza tym, tośmy murem siedzieli przy suce (ze świeżo urodzonymi szczeniaczkami), opiekowaliśmy się całym „towarzystwem”… baczyliśmy też na to, by psia mama, przez nieuwagę, nie przygniotła któregoś maluszka… to mniej więcej tyle w kwestii opieki…

  25. Boydar said

    Nie wiem. Gdybym takie rzeczy wiedział to bym ludzi na stadionach leczył.

  26. osoba prywatna said

    https://www.facebook.com/photo/?fbid=2610983519199321&set=a.1393648137599538

  27. Marucha said

    Re 23:
    Kociczka była pewna, że zostawia swoje dzieci w bezpiecznym miejscu.
    Kocie mamy, aby zdobyć pożywienie, muszą opuszczać kociaczki. Tata się nimi raczej nie zajmie,

  28. Boydar said

    jestem pewien że tak właśnie było, miała zresztą rację

  29. I*** said

    (27) Może w przypadku dzikiej kotki – i to na krótko…

    Udomowiona kocia mama nie musi zdobywać pożywienia, jadło ma podstawione pod nosek – chyba, że właściciel to łobuz, który głodzi zwierzątko… ale trudno uwierzyć, by obywatel Boydar zostawił kotkę bez jedzenia!

    ————
    Zaraz się wkurwię…
    1. To były kilkudniowe maleństwa, które nie potrafią jeszcze same jeść z miseczki. Ssą mleko.
    2. Kocia mama może odejść od małych NIE TYLKO by zdobyć pożywienie.
    Admin

  30. Boydar said

    Nie macie obywatelu pojęcia o realiach. Tam żywego pożywienia starczyłoby i dla obywatela i dla całej Waszej rodziny. Małe kocięta „jedzą” tylko mleko matki. A pożywienie matki im żywsze tym lepsze. Złapanie trzech myszy zajmowało jej nie więcej niż trzy minuty. Zresztą nie przepadała za torebkowym.

  31. I*** said

    (39) Nie wykręcajcie kota ogonem, obywatelu Boydar… toż wiadomo, że kocie maluchy ssą mleko matki!

    Chodzi o udomowioną kocią mamę – czy musiała opuszczać (trzydniowe) potomstwo, żeby zdobywać pożywienie?

    ——
    PO TO OPUSZCZALA, ŻEBY SIĘ, KURWA MAĆ, NAJEŚĆ! ŻEBY MIEĆ Z CZEGO ROBIĆ MLEKO!
    MAM CHĘĆ ZAJEBAĆ…
    Admin

  32. Boydar said

    Powyżej dwóch gwiazdek niektóre przypadki nie rokują nadziei, po prostu medycyna bywa czasem bezsilna.

  33. I*** said

    (31) Panie Gajowy!

    Każdy właściciel zwierzęcia (psa, kota etc.) powinien zapewnić swojemu pupilowi pożywienie – to jego obowiązek…

    Moje psy nie muszą szukać jedzenia po śmietnikach ani polować na zwierzynę w lesie! Dostają codziennie m.im. specjalnie dla nich gotowaną strawę i nie chodzą głodne… posiadanie zwierzęcia to odpowiedzialność za jego zdrowie i życie! Takie jest moje zdanie – ma Pan prawo mieć inne…

    (32) Pańskie koncepta przestają już śmieszyć, obywatelu Boydar… :))) Rozumiem, że te wasze „podrasowane” nabytki też wyślecie na polowania – skoro zachwalacie tę „mysią dietę”… :)))

  34. Boydar said

    Aż takich pretensji do mysiego rodu nie mam. Szczególnie że, swego czasu wypłaciły Popielowi co mu się po sprawiedliwości należało.

  35. Marucha said

    Re 33:

    Kto mówił, że koty czy psy mają szukać jedzenia po śmietnikach?

    Kotka musi opuścić swoje małe, aby coś zjeść, bo jedzenie nie jest porozrzucane po całym mieszkaniu, domu czy gospodarstwie, ale znajduje się np. w kuchni albo w przedpokoju. I kotka musi przejść te kilka czy kilkanaście metrów, aby się do niego dostać.
    I ja mam to idiocie tłumaczyć?

    I co mi kurwa wielogwiazdkowiec pierdoli, że u niego psy dostają codziennie jedzenie…
    A te zwierzaki u mnie, czy Boydara, to nie? Nie dostają? Szukają po śmietnikach? Chodzą głodne i zaniedbane? Żebrzą u sąsiadów?
    Mój kot je lepiej, niż ja.

    Zamknij się człowieku.

  36. I*** said

    (35) Krótko, żeby nie wyjść na idiotę…to nie ten wątek Panie Gajowy – kotka obywatela Boydara całkiem opuściła swoje małe (a więc nie na chwilę, aby coś zjeść obok w przedpokoju lub w kuchni, nie o takim opuszczeniu była mowa), opuściła gospodarstwo i zginęła gdzieś na drodze, szukając właściciela (i)… przynajmniej tak to przedstawił obywatel Boydar. I tego to wątku (i „mysiej diety” – tak mocno zachwalanej przez obywatela Boydara – w odżywianiu wspomnianej kotki) dotyczyła nasza rozmowa… reasumując, skomentował to Pan po swojemu, pańskie prawo! :))) Dalsze wyjaśnianie nie ma najmniejszego sensu!

    Zatem nolens volens „zamykam się” i definitywnie zamykam temat… :)))

    Swoją drogą – bronił Pan sprawy obywatela Boydara jak niepodległości, brawo! :)))
    No cóż, zdrowia życzę…

  37. wanderer said

    Pan Gajowy lubi takie wyciskajace lzy, niesprawdzalne historie? Temat rzutki i prywatnie mily Gajowemu, czy Gajowy niczego widzi ze „przez brzuch do serca”

    Ja tez moglbym opowiedziec o kotce ktora ratowalem i miauczala mi w podziece. Uwierzy mi Gajowy i stanie za mna murem? – Nie. I slusznie. Po pierwsze, ze nie bede wymyslal historii, po drugie jestem bardziej rzeczywisty i nie merdam ogonem w przeciwienstwie do co poniektorych.

    Na tym polegaja odczucia subiektywne, Panie Gajowy. Prosze zeby sie Pan nie denerwowal. Pisze to z serca.

    Moze warto sie zastanowic?

  38. Boydar said

    Że nie potraficie odróżnić prawdy od fałszu to jeszcze nie grzech, to ludzka przypadłość.

    Że sądzicie innych według siebie to najczęstsze ograniczenie umysłowe prostaków.

    Ale gdy oczywiste dobro nieustannie mieszacie z gów’nem bo tylko to wam jakoś wychodzi … uuuu … to już lepiej byłoby wam wyszczepić się Astrą Zenka.

    Smutne to wszystko niezmiernie. Mimo wszystko – zdrowia życzę, jak Putin Bidetowi.

  39. Marucha said

    Re 36:
    Protestowałem przeciwko bzdurom, iż kotka nigdy nie opuszcza swoich małych.
    Bo opuszcza.
    Żeby się najeść i przy okazji dać mleka małym.
    Żeby się. za przeproszeniem, wysikać i wysrać. Nie zrobi tego w pobliżu swego gniazda.

    W przypadku p. Boydara zaistniały najwidoczniej inne okoliczności, o których nic nie wiemy.

    Przy okazji zasugerował Pan, że kotka pewnie żywiła się po śmietikach.

    Istotnie, dyskusję warto zakonczyć.

  40. Marucha said

    Re 37:
    Pan sugeruje, iż owe historie o kotach są wymyślone, żeby temat był chwytliwy i duszeszczipatielnyj, wzruszający?

    Mówi Pan, że pisze Pan to z serca?
    Niby dlaczego? Czy ja prosiłem o czyjeś serce?
    Ja tylko proszę o rozum i uczciwość.

  41. I*** said

    Szanowny Panie Wanderer!

    Ten „kurtularny” wpis (38) to taka, powiedzmy, „chrześcijańska” licentia poetica obywatela Boydara… :)))

    Za kilka dni Wielki Tydzień – spuśćmy więc na to (litościwie i po katolicku) zasłonę milczenia… nie warto kruszyć kopii w sprawie tej rzewnej i mało prawdopodobnej kociej hagady obywatela Boydara. Ale za wsparcie dziekuję – na przyzwoitych i porządnych ludzi zawsze można liczyć! Z Panem Bogiem… 🙂

  42. Marucha said

    Re 41:
    No i nawet na chrześcijaństwo się Trzygwiazdkowy powołał….
    Skądś to znamy.
    Pewna nacja przywołuje w takim miejscu antysemityzm.
    Wszelkie analogie są uprawnione.

  43. wanderer said

    Przepraszam Panie Gajowy. Nie moja bajka, nie moje postacie. Chcialem tylko dobrze. Wierze, ze kiedys Pan to zrozumie.

    ————
    TO śmieszne, żeby do dyskusji o kotach, wytaczać armaty.
    Admin

  44. wanderer said

    Kto „oczywiste dobro nieustannie miesza z gownem” ten miesza..
    Nie on mi bedzie mowil co mam robic. Zyczen nie przyjmuje i odsylam spowrotem.

  45. wanderer said

    Panie Generale, to nie licentia poetica, tylko zwyczajna zolc.

    Pamieta Pan co mowilem o wodach Wisly?

  46. I*** said

    (45) Pamiętam, pamiętam… Panie Wanderer!

    Cóż, obywatel Boydar lubi się pasjami popisywać takimi trywialnymi wpisami – ten tani triumfalizm nie prowadzi do niczego dobrego… Z drugiej strony trzeba go zrozumieć – siedzi chłopisko okrakiem na płocie, sztachety wbijają mu się w tyłek a w tej, mało komfortowej sytuacji, trudno o równowagę emocjonalną… :)))

    Nie ma więc co psuć sobie nerwów wredną gadaniną… pozdrawiam, życzę dużo zdrowia i spokoju! 🙂

  47. Boydar said

    I ja oczywiście też; na pewno się przyda

Sorry, the comment form is closed at this time.