Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Biją Murzynów!

Posted by Marucha w dniu 2021-03-24 (Środa)

„Krwiopijcy! Coście zrobili z Murzynami!” – wołał oburzony Małpolud w powieści Sławomira Mrożka „Ucieczka na południe”.

Z krwiopijcami, wiadomo – żartów nie ma – o czym przekonuje nas poezyja Samuela Marszaka, sowieckiego autora z pierwszorzędnymi korzeniami. Dzisiaj, to znaczy – na obecnym etapie – autorowie z korzeniami już sowieckich porządków nie wychwalają, ale kiedyś było inaczej.

„Mister Twister, były minister, fabrykant guzików, właściciel dzienników, wyjechać chciał w lecie na przejażdżkę po świecie. Więc córka krzyknęła: ach, ach, w to mi graj! W podróży tej poznać radziecki chcę kraj.”

A w Raju Krat, to jest – pardon – jakim tam znowu „Raju Krat”; nie w „Raju Krat”, tylko oczywiście w Kraju Rad – jak to w Raju Kr… – oczywiście jak to w Kraju Rad. Kiedy tylko Mister Twister w córką wkroczyli do hotelu, do którego drzwi otworzył im „szwajcar w mundurze”, zaraz zobaczyli, jak po schodach schodzi Murzyn. „Tam, gdzie mieszkają różne Murzyny, nie zostajemy ani godziny!” – wykrzyknął Mister Twister i pojechał do drugiego hotelu, gdzie znowu „szwajcar” – i tak dalej – ale w tym drugim hotelu, podobnie, jak w trzecim i czwartym, ze schodów, jeden po drugim schodzili Murzyni.

Okazało się, że w Moskwie akurat odbywa się „Zjazd Ciemiężonych Narodów”, no i stąd w hotelach takie zatrzęsienie Murzynów. Podobnie bywało i w Warszawie, gdzie w hotelu sejmowym łączyli się proletariusze wszystkich krajów.

Jeden rewolucjonista pochodzenia greckiego, Apostolos Grozos wziął i zaniemógł, ale wezwany do pacjenta doktor Dobrzański w żadnym języku nie mógł dowiedzieć się od niego, co mu jest. Próbował nawet po rosyjsku, ale Grek, w obecności portierki o manierach ruskiego generała, po rosyjsku też nie rozumiał. Wezwano tedy rewolucjonistkę z Argentyny, co znała wszystkie języki i zagadała do Greka w narzeczu, które doktor Dobrzański zapamiętał z młodości z ulicy Smoczej w Warszawie. Zrobił choremu zastrzyk i pożegnał go życzliwym: „a giten cześć!”

Ciekaw jestem, co by było, gdyby wśród tych objazdowych proletariuszy trafił się jakiś Murzyn – chociaż może nic by nie było, bo trafiali się też Murzyni warszawscy, co Antoni Słonimski opisał w specjalnej sztuce jeszcze przed wojną.

Wspominam o tym wszystkim, bo właśnie Rada Języka Polskiego zadekretowała, że słowo „Murzyn” jest „nieodpowiednie” i w związku z tym nie powinno być używane w „miejscach publicznych”. Ciekawe, o jakie miejsca może tu chodzić; czy aby nie o domy publiczne?

Szkoda, że „Gazeta Wyborcza”, która co i rusz ujawnia rozmaite podsłuchane rozmowy, nie zadała sobie trudu, by podsłuchać, a przynajmniej „dotrzeć” do podsłuchanego stenogramu tego posiedzenia Rady Języka Polskiego, bo jestem pewien, że lektura dostarczyłaby każdemu wiele uciechy. Każdemu – z wyjątkiem posła Lewicy, Wielce Czcigodnego Macieja Gduli, który uważa, że powieść Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” powinna być zakazana ze względu na wątki „rasistowskie”.

Wielce Czcigodny poseł Gdula, z porządnej, ubeckiej rodziny, jest socjologiem, który naukowe ostrogi zdobył dzięki „dyskursom o miłości w kulturze eksperckiej”. Co to może być, ta „kultura ekspercka”? Czy chodzi o to, w jaki sposób o miłości dyskutują bezpieczniacy, którzy przecież są ekspertami od wszystkiego, o czym mogłem przekonać się jeszcze w latach 70-tych, a i później też, czy może jakieś inne towarzystwo? Czy na przykład pani Marta Lempart jest ekspertem? Niegrzecznie byłoby zaprzeczać, a w tej sytuacji jak mógłby wyglądać „dyskurs o miłości” w jej wykonaniu? Czy chodziłoby wyłącznie o „jebanie”, „zapierdalanie” i „wypierdalanie”, czy też byłyby tam poruszone jeszcze jakieś inne wątki, na przykład – o Murzynach?

Myślę, że nawet powinny się tam znaleźć, bo Murzyni od lat zażywają reputacji ekspertów w tej właśnie dziedzinie. Adam Grzymała-Siedlecki wspomina, jak to zaraz po pierwszej wojnie światowej, będąc w Paryżu, zaszedł z przyjacielem do jakiejś nocnej knajpy, gdzie wśród tłumu gości „atletyczny Murzyn” spijał szampana na koszt rozamorowanej w nim, skandynawskiej blondyny. Ta skandynawska blondyna już tam z pewnością dobrze wiedziała, w kogo zainwestować, a przecież i pani Marta też sroce spod ogona nie wypadła, więc tylko patrzeć, jak „kultura ekspercka” w zakresie „dyskursu o miłości”, wzbogaci się o ten wątek, dzięki czemu Wielce Czcigodny pan Maciej Gdula będzie mógł uraczyć nas kolejnymi naukowymi dziełami, żebyśmy w tych ciężkich czasach i my mieli trochę rozrywki.

Rada Języka Polskiego zastrzega się, że nie ma „żadnej władzy” by zakaz wymawiania słowa „Murzyn” komuś narzucić. Ale jeśli nawet, to od czego są ormowcy politycznej poprawności? Wystarczy, że bezpieczniacy dostaną odpowiedni cynk z sejmowej komisji do służb specjalnych, w której zasiada Wielce Czcigodny, a wszyscy konfidenci, zwłaszcza ci z niezawisłych sądów, już przypilnują, żeby tego zaklęcia (bo to już chyba zaklęcie?) nikt nie wypowiadał.

Nawiasem mówiąc, okazuje się, że to nieprawda, że bezpieczniackich skłonności się nie dziedziczy. Jakże się „nie dziedziczy”, kiedy przecież się dziedziczy! Natura ciągnie wilka do lasu, bo dopiero tam ma odpowiednie warunki rozwoju.

Ciekawe, czy do tych zakazów zastosują się Murzyni? To nie jest pewne, bo kiedy któregoś razu byłem w Nowym Jorku, to pani z telewizji powiedziała, że właśnie zostało zakazane słowo „na „n””. Chodziło oczywiście o słowo „nigger”, co się wykłada, jako „czarnuch” – ale Murzyni nic sobie z tego surowego zakazu nie robili i do siebie nawzajem, jak gdyby nigdy nic, zwracali się po staremu.

Ale inni? Co ma zrobić piosenkarz wykonujący romans Wertyńskiego, jak to „liliowyj negr wam padajot manto”? Co prawda nie było to w Nowym Jorku, tylko w San Francisco, ale co to za różnica? Nawiasem mówiąc, ten Aleksander Wertyński napisał też romans „Stary Cygan”, a za takie rzeczy dzisiaj można zostać przykładnie ukaranym przez niezawisły sąd, zwłaszcza ten nierządny, chociaż i w rządowym nie można by chyba liczyć na pobłażliwość.

No dobrze – ale co zrobić jak ktoś ma akurat takie nazwisko? Kiedy w 1955 roku latem byłem na kolonii w Puławach, mieliśmy w grupie kolegę o nazwisku Cygan. Inny kolega uparł się z niego dworować i to w dodatku przy pomocy rymowanek: „Pojedziecie za granicę, zobaczycie Cyganicę, pojedziecie do Rosjanów, zobaczycie tam Cyganów” – i tak dalej. Wtedy jeszcze Rada Języka Polskiego żadnych dekretów w tej sprawie nie wydawała, ale dzisiaj, w „wolnej Polsce”, tamten kolega mógłby uważać się za szczęściarza, gdyby skończyło się na „rozmowie ostrzegawczej” w policji – a przecież w etap surowości dopiero wkraczamy.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Komentarze 4 do “Biją Murzynów!”

  1. Blazkowitz said

    WHIT LIVES MATTERS jazda ;;;;;;;;;;;zydowskimi murzynami;;;;Gdyz oni ;;;;;;;;;;murzyni zydowscy sa najgorsi I sa NAJGORSZA NACJA NA ZIEMI…Wpuscie ich wszystkich do dzungli a drzew zabraknie tak to wszystko zdewastuja .Tak jak dewastuja ten swiat I narody swiata calego.

  2. revers said

    Nowość Moc obowiązująca Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Państwem Izrael o zabezpieczeniu społecznym, podpisanej w Jerozolimie dnia 22 listopada 2016 r.

    https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/moc-obowiazujaca-umowy-miedzy-rzeczapospolita-polska-a-panstwem-izrael-19092057

    phi, tam, podpisalo sie umowe spoleczna o placeniu rent, emerytur, za opieke, za holocaust w Jedwabnym dla wnukow i prawnukow Morela, Michnika vel Szechter, Brystygerowa, Wolinska i tysiace innych oprawcoow Polakoow, to bedzie sie placic dokonca swiata.

    Na gudlaja tez nie mozna mowic juz Zzyd, tylko szlachta jerozoimska.

  3. D-T said

    Ad. artykuł:
    … a ziemia dla ziemniaków – jak się nie podoba.

  4. gnago said

    Wychodzi że rada języka polskiego to banda funkcjonalnych kretynów przynajmniej w godzinach urzędowania ,narad

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: