Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wiele spraw jest w Polsce do poprawienia, a niezmiernie ważny jest problem etosu pracy i ogólnie rozumiana filozofia działania.

Posted by Marucha w dniu 2021-04-12 (Poniedziałek)

Rozmowa Magdaleny Ziętek-Wielomskiej z prof. dr. hab. Bogumiłem Grottem

Panie Profesorze, jest Pan autorem znakomitej książki Dylematy polskiego nacjonalizmu, w której przestrzega Pan przed powtarzaniem błędów przedwojennych nacjonalistów polskich. Zasadniczo chodziło o niedocenianie przez młodą endecję potrzeby rozwoju techniczno-materialnego Polski i koncentrowanie się na sprawach duchowo-religijnych.

Czy to ja przestrzegam? Przestrzegają same fakty, które są oczywiste. Skupiają się one jak w soczewce choćby w przebiegu wojny polsko-niemieckiej 1939 roku.

Ówczesna dysproporcja sił przeraża. Jak podałem w swoich Dylematach polskiego nacjonalizmu – cytując innych autorów – z 4,5 miliona mężczyzn kategorii A byliśmy w stanie uzbroić, i to nie w pełni nowocześnie, jedynie około 1,4 miliona. Do tego rachunku trzeba jeszcze doliczyć potencjał militarny ówczesnego Związku Sowieckiego.

Tu dodam, że właściwie zła sytuacja geopolityczna istnieje od początku naszej państwowości. Rozpadła się ona w końcu pierwszej połowy XI wieku, gdy została zaatakowana jednocześnie przez Niemcy i Ruś. Naszym szczęściem było to, że silna władza cesarska w Niemczech zaczęła niedługo potem topnieć, a Ruś podzieliła się na dzielnice. Reszty dokonali Tatarzy rujnując tę społeczność i jej państwa. I chwała im za to!

Zagrożenie jest więc zakodowane w naszej historii i geografii. Niestety, przedwojenni nacjonaliści polscy, tzw. „młodzi”, jakby o tym zapomnieli. I to jest ich głównym błędem, a nie zarzucane im przez demoliberalną i lewicową krytykę „przestępstwa”.

W prawicowej czy narodowej prasie – także i w naszym czasopiśmie – często narzekamy na konsumpcjonizm, materializm etc. Z tego, co wiemy, Pan Profesor patrzy na te sprawy z innej perspektywy. Konkretnie jak?

Myślę, że to, co nazywa się popularnie „materializmem” i „konsumpcjonizmem”, jest nie do uniknięcia. Człowiek masowy – o przeciętnej lub całkiem słabej inteligencji – na nic więcej się nie zdobędzie. Chęć posiadania jest w jego przypadku cechą dominującą. Ma to i taką zaletę, że w warunkach kapitalistycznych tym bardziej staje się produktywny, płaci podatki, wzbogaca państwo i zarazem je wzmacnia czyniąc bardziej odpornym na zewnętrzną agresję.

Tylko mała część społeczeństwa potrafi wznieść się na poziom wyższy, i to jest ta prawdziwa elita. Zwykłe kumulowanie masy produktów materialnych nie wystarcza takim ludziom. Chcą czegoś więcej. Coś innego ich uskrzydla i nadaje sens ich życiu. Ktoś inny musi jednak stworzyć dla nich podstawy bytowe ułatwiając im działanie i oddziaływanie na ogół.

Ludzie nie są równi, powiedzmy to sobie szczerze, nie zwracając uwagi na modne dziś równościowe schematy myślowe. Ci, co chcą tylko „konsumować”, niech ponoszą koszty wytwarzania wartości, które pozwolą utrzymywać się twórczej mniejszości. Natomiast nieproduktywni szeregowi minimaliści, którzy nie są w stanie tworzyć istotnych wartości ani też wspierać swoją pracą wytwórczą innych o większym potencjale twórczym, naprawdę nie są potrzebni. Są nieporozumieniem. Pamiętajmy cały czas o dysproporcjach, jakie dzielą nas od sąsiadów. One muszą być wyznacznikiem naszych planów i koncepcji!

Traktowany z ironią i pobłażaniem przez dawną inteligencję, i to nie tylko w Polsce, Amerykanin – bo to człowiek masowy i powierzchowny – przecież stworzył potęgę, do której obecnie umizgają się nasi politycy, żebrząc o parę tysięcy żołnierzy zdolnych podobno obronić naszą niepodległość.

Ale czyż nie lepiej byłoby polegać na własnej sile? Do jej zbudowania nie wystarczą jednak same „wartości duchowe”, o których u nas tak wiele mówiono w przeszłości. Tu w grę wchodzi władanie w królestwie „materii”. Ona jest niezbędna i gwarantuje zachowanie własnej godności i bezpieczeństwa, przez co nabiera wartości moralnej. Tego powinna nas nauczyć własna historia. Kto tego nie rozumie, ten buja w obłokach!

Czy ma Pan Profesor przemyślenia co do sposobu, w jaki narodowcy powinni inspirować naród do pracy na rzecz powiększania siły materialnej Polski?

Na to pytanie nie da się odpowiedzieć wprost. Zacznę więc od tego, iż cywilizacyjno-historiozoficzna wizja tzw. „młodej” (z perspektywy międzywojnia) generacji obozu narodowego miała charakter fundamentalistyczny. To był rodzaj sprzeciwu w stosunku do całej nowoczesności w szerokim tego słowa znaczeniu. Oglądano się na epokę „idealną”, na średniowiecze – oczywiście wolne już od wierzeń pogańskich.

W tym międzywojennym okresie – jak to pisał Mikołaj Bierdiajew w Nowym średniowieczu – religia miała stanowić czynnik wszechobejmujący. Jak twierdzą niektórzy religioznawcy, podejście to przypominało – oczywiście w najgrubszym zarysie – współczesny fundamentalizm muzułmański, który odrzuca całą nowoczesność nie mogąc jej sprostać. Dowody na to, że tak właśnie było, znajdujemy w rozsianych w licznych czasopismach, broszurach i książkach ideologicznych –pochodzących głównie z lat trzydziestych XX wieku – wypowiedziach publicystycznych „młodych” endeków.

Za koronny przykład niech posłuży gospodarcza i społeczna wizja wyłożona w popularnej książce Adama Doboszyńskiego pt. Gospodarka narodowa, w artykułach Karola Stefana Frycza czy w innych publikacjach pochodzących z tego samego kręgu politycznego.

Tu trzeba dać świadectwo prawdzie przypominając, że polska Falanga jakoś omijała trendy tego rodzaju. Np. w „nowym średniowieczu” widziano raczej epokę antyindywidualistyczną, ironizowano na temat książki Jędrzeja Giertycha Tragizm losów Polski, której autor obarczał całą odpowiedzialnością za upadek I Rzeczypospolitej masonerię, a pomijał całokształt skomplikowanych w istocie przyczyn, myślano o gospodarce planowej, jako że powolna metamorfoza gospodarcza kraju, nawet gdyby do niej doszło, byłaby nazbyt rozciągnięta w czasie, co w ówczesnej sytuacji międzynarodowej nie rokowało wystarczających rezultatów.

Falanga stanowiła jednak wąski margines całego ruchu narodowego. W momentach prosperity miała około 4000 członków, tymczasem Stronnictwo Narodowe na początku roku 1939 liczyło według wyliczenia historyków 218 000 członków regularnie płacących składki. Społeczeństwo polskie nie było wówczas otwarte na programy radykalne, wymagające dużych ograniczeń i niemałego wysiłku.

Zbliżając się do końca tego wątku powiem, że współcześni polscy narodowcy powinni pozostawić na boku wszelkie fundamentalistyczne wizje biorąc pod uwagę choćby to, że były one tylko jedną z możliwych form ekspresji religijnej. Ponadto pamiętajmy, że zorganizowane w podobnym duchu systemy polityczne na Półwyspie Iberyjskim uległy autodestrukcji. Powinno się więc „rehabilitować” dorobek wczesnej endecji, której myśl miejscami dość „twarda”, była jednak lepiej dostosowana do klimatu trudnej walki o własny byt narodowy.

W ramach tej z założenia krótkiej wypowiedzi trudno podać jakiś jednoznaczny i wyważony przepis na działanie narodowców „na rzecz powiększenia siły materialnej Polski”. Uważam, że należałoby energicznie wkroczyć na teren badania polskiego charakteru narodowego z całą gamą jego cech i z uwzględnieniem cech innych narodów. Oczywiście trzeba się od razu odżegnać od płycizny, od pojawiających się od czasu do czasu w kraju książek dotyczących tego tematu, które żadnych rozwiązań nie sugerują.

Jedną ze ścieżek jest badanie wzajemnych relacji ducha kapitalizmu i protestantyzmu, jak również relacji innych religii do sfery gospodarki. Nie można pomijać milczeniem wyników dociekań takich uczonych, jak choćby Max Weber, którego głośną pracę – do dziś uważaną zasadniczo za aktualną – pt. Etyka protestancka a duch kapitalizmu przełożono na polski dopiero po około dziewięćdziesięciu latach od jej ukazania się w niemieckim oryginale. Już to może świadczyć o pewnym zacietrzewieniu, jakie cechuje tendencję do przemilczania różnych oczywistości.

Trzeba pamiętać, że dość trudna i niepomyślna historia społeczna Polski do dzisiaj oddziałuje na naszą rzeczywistość w sposób niezupełnie korzystny. Wg Adama Doboszyńskiego jedynie 1/3 ludności mówiącej po polsku miała w roku 1918 polską świadomość narodową. Nie miała jej większość chłopstwa ani spora cześć klasy robotniczej.

Lata II RP zmieniły ten stan, ale odpowiednie procesy nie sięgnęły zbyt głęboko ani nie zostały dokończone. Potem przyszła PRL i wywołała na tymże polu swoistą destrukcję. Z bólem można też przeczytać tu i tam w niektórych wspomnieniach z czasu kampanii wrześniowej, jak to początkowo niektórzy chłopi stwierdzali, iż Niemcy jako kraj przemysłowy będą bardziej korzystne dla nich niż Polska.

Inni autorzy wspomnień znowu wprost lub tylko między wierszami sugerują, iż Niemcy swoją polityką eksterminacyjną wychowali tegoż chłopa, sprawili mianowicie, że stał się on wartościowym obywatelem Rzeczypospolitej!

Potem PRL zaczęła podmywać ten stan. Zniszczono stare elity, a nowe nie zawsze zasługiwały na taką nazwę. Poza tym dawne polskie społeczeństwo nie było w pełni europejskie (myślę tu o jego kulturze społecznej i prawnej). Aleksander Świętochowski w swojej wydanej w 1928 roku Historii chłopów polskich dał zupełnie fatalne świadectwo polskiej warstwie chłopskiej z odzyskanych ziem zaborów rosyjskiego i austriackiego, a Roman Dmowski uszczypliwie pisał o „przeetyzowanym” inteligencie rozmijającym się z wymaganiami rzeczywistości.

Te strzępki informacji zgromadzonych przez historyka zainteresowanego problematyką socjologiczną i religijno-etyczną mają dać do zrozumienia, że jest co robić i że program można tworzyć prawie od nowa. Jest to robota dla fachowców zaangażowanych w sprawy narodowe. Powielanie starych klisz zrobi z ideologii narodowej skansen. Aby żyć, musi ona podejmować problemy aktualne, a nie wolno jej bać się zgłębiania wielu trudnych zagadnień.

Obserwowany przeze mnie współczesny ONR, nawiązujący raczej do tradycji ONR-ABC (jak twierdzą niektórzy jego liderzy), nie dosięga sfery aktualnej polityki. Wydaje się, że z dawnymi hasłami nie miałby w niej nic do roboty. Natomiast haseł naprawdę nowych chyba nikt tam nie jest w stanie wypracować, i kończy się na pochodach i gestach. Niektóre z nich drażnią dziś anachronizmem i wywołują niepotrzebne ataki elementów kosmopolitycznych.

Wiele spraw jest w Polsce do poprawienia. Niezmiernie ważny jest problem etosu pracy i ogólnie rozumiana filozofia działania. Z tego wynikają dalsze zagadnienia i funkcjonalność całego społeczeństwa.

A gdzie jest w tym miejsce dla katolicyzmu? Pytamy o to w związku z oskarżeniami pod jego adresem, że hamował nasz rozwój materialno-technologiczny.

Pytanie o stosunek katolicyzmu do poruszanej w wywiadzie kwestii cywilizacyjnej wydaje się za mało precyzyjne. Powtórzę, że trzeba odrzucić swoisty fundamentalizm międzywojennych i późniejszych pokoleń ruchu narodowego, ponieważ nie umożliwia on w pełni racjonalnego podejmowania współczesnych problemów. Nie jest on też jedynym możliwym wyrazem katolicyzmu.

Kiedyś usłyszałem pogląd jednego z przedstawicieli dawnej grupy Zadrugi, że gdyby po II Soborze żył jej przywódca i główny teoretyk Jan Stachniuk – zmarły w roku 1963 w następstwie utraty zdrowia w komunistycznym więzieniu – to by się odnosił do katolicyzmu już zupełnie inaczej.

Posoborowy katolicyzm społeczny, co widać z ówczesnych encyklik, inaczej już zapatruje się na człowieka pracującego i zmagającego się z siłami przyrody. Praca wedle owego katolicyzmu nie tyle służy konsumpcjonizmowi, ile rozwija osobowość człowieka. Gdy tymczasem kilkakrotnie próbowałem dowiedzieć się, jak współcześni polscy narodowcy podchodzą do posoborowych przemian w Kościele, odpowiadano mi, że pod tym względem stoją na stanowisku tradycjonalistycznym. To trzeba zmieniać [O żesz k…a! – admin]

Potrzebni są nowi Doboszyńscy, ale nie z ideami podobnymi do idei autora Gospodarki narodowej, lecz gotowi wypracować nowe całościowe poglądy uwypuklające znaczenie nowoczesnej gospodarki dla trwania narodu w tym miejscu, w którym się on znajduje. Powinni oni umieć propagować odpowiednie wartości i emocje społeczne niezbędne do pomyślnego rozwoju.

Wątpiącym w taką „nową drogę” należy mówić, że nie wszystko co dzisiaj odczuwamy jako piękne i godne, ostatecznie daje dobre rezultaty. Natomiast to, czego często nie lubimy, bywa też rozsądne i korzystne. Kto z nas bowiem lubi borowanie zębów? Odpowiedź brzmieć będzie: nikt. Ale już każde rozumne dziecko wie, że nie należy bólu zęba zatajać, tylko trzeba prosić o zaprowadzenie do dentysty, bo później się już tylko pogorszy.

Tak też jest i z budowaniem własnej siły. Ktoś kiedyś powiedział, że „słabość bywa czasem niemoralna”. I jest to prawda, którą należy ludziom wbijać do głowy. Nasza słabość fizyczna kosztowała życie około sześciu milionów osób, a siła mogła ten proces zahamować! Byłaby więc czymś wysoce etycznym!

W związku z powyższym inspirujmy się w większym stopniu duchem starej endecji, takimi myślicielami, jak Stanisław Brzozowski, oraz innymi poważnymi krytykami naszej rzeczywistości, ale nie prześmiewcami, bo ci nic pozytywnego nie wnoszą. Ideologia nowego ruchu narodowego powinna się oprzeć na rozpoznaniu mechanizmów otaczającego nas świata, a religia winna wpajać szacunek dla zasady miłości i wzajemnego zrozumienia.

Dziękuję za rozmowę!

https://www.nowoczesnamysl.pl/

Szanowny Profesor wydaje się nie mieć pojęcia, czym był II Sobór Watykański i jakie są jego skutki….
Admin

Komentarzy 6 do “Wiele spraw jest w Polsce do poprawienia, a niezmiernie ważny jest problem etosu pracy i ogólnie rozumiana filozofia działania.”

  1. UZA said

    Bardzo sympatyczny pies (lubię teriery), ale Pan ze swoimi poglądami raczej nie przypadł mi do gustu – mówiąc oględnie.

    Na zarzut niedoceniania przez młodą endecję potrzeby rozwoju techniczno-materialnego Polski i koncentrowania się na sprawach duchowo-religijnych można odpowiedzieć krótko starą maksymą, że gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. Rozwój techniczno-materialny to tylko środek prowadzący do celu a nie cel sam w sobie. Dlatego właśnie należało zacząć od kwestii duchowo-religijnych.

    A oto kilka przykładów innych kontrowersyjnych, moim zdaniem, myśli Profesora :

    „(…) a Ruś podzieliła się na dzielnice. Reszty dokonali Tatarzy rujnując tę społeczność i jej państwa. I chwała im za to!”

    Te słowa nie podobają mi się, bo pobrzmiewa w nich obca polskiej duszy idea Schadenfreude (radości z cudzego nieszczęścia).
    Poza tym, obecność Tatarów w naszym sąsiedztwie była źródłem wielu cierpień także dla Polaków .

    „Natomiast nieproduktywni szeregowi minimaliści, którzy nie są w stanie tworzyć istotnych wartości ani też wspierać swoją pracą wytwórczą innych o większym potencjale twórczym, naprawdę nie są potrzebni. Są nieporozumieniem.”

    To prawda, że nie jesteśmy równi, ale żaden człowiek nie może być nazwany nieporozumieniem. I każdy jest potrzebny. Nieporozumieniem jest wyobrażanie sobie, że my ludzie mamy prawo oceniać w ten sposób bliźnich. Zapewne istnieje taka pokusa i właśnie do jej przezwyciężenia potrzebujemy oparcia w religii.

    „Traktowany z ironią i pobłażaniem przez dawną inteligencję, i to nie tylko w Polsce, Amerykanin – bo to człowiek masowy i powierzchowny – przecież stworzył potęgę, do której obecnie umizgają się nasi politycy, żebrząc o parę tysięcy żołnierzy zdolnych podobno obronić naszą niepodległość.”

    I cóż Amerykaninowi przyszło z owej potęgi, którą to niby stworzył ? Może włóczyć się po dalekim świecie i mordować bezbronnych cywilów (albo samemu zginąć) w walce o interesy pazernych koncernów. Może też – tak jak i my biedacy – być królikiem doświadczalnym dla Big Pharmy , pracującej nad najlepszym środkiem depopulacji. Byłoby to nie do pomyślenia, gdyby we współczesnym świecie czynnik wszechogarniający stanowiła religia (katolicka).

    „Nasza słabość fizyczna kosztowała życie około sześciu milionów osób”.

    I pewnie za tych sześć milionów należy się teraz odszkodowanie. Czemuś winny ? Boś słaby. Oto duch kapitalizmu, oparty na etyce protestanckiej.

  2. Ani jednego konkretu…

    Ten człowiek chyba ma w głowie groch z kapustą…

  3. joanna111 said

    Nie podoba mi się ten profesor, a kiedy napisał ” to trzeba zmienić” , to zupełnie się skompromitował.
    „wywołują niepotrzebne ataki elementów kosmopolitycznych.” – te środowiska atakowały, atakują i będą atakować każde działanie na rzecz katolickiej Polski.

  4. Antares said

    #joanna111
    „….ataki elementów kosmopolitycznych.” – te środowiska atakowały, atakują i będą atakować każde działanie na rzecz katolickiej Polski”

    Katolickiej Polski? Przepraszam bardzo ale to mocno przereklamowany slogan. K….@!!, tylko katolicy mają prawo tu żyć?!!! W dawnej RP byli mniejszością, a I RP najlepiej rozwijała się kiedy panowała toleracja religijna. Ale tak było do czasu, aż do władzy doszli jezuici czyli wazowie – co było dalej to chyba wie każdy kto choć trochę interesuje się historią.

    ——
    TAKI CH00J!
    Polska była najpotężniejsza – Złoty Wiek! – gdy dominował katolicyzm.

    Znowu te kurewskie kłamstwa?
    Albo masz Pan w głowie totalny balagan, albo jesteś Pan prowokatorem.
    Admin

  5. Antares said

    #Admin
    Polska była najpotężniejsza – Złoty Wiek! – gdy dominował katolicyzm.

    Znowu te kurewskie kłamstwa?
    Albo masz Pan w głowie totalny balagan, albo jesteś Pan prowokatorem.
    Admin”

    A Pan znowu swoje, to chyba Pan jest prowokatorem albo ma Pan totalny bałagan w głównie. Więc przypomnę: przyjmuje się złoty wiek jako okres panowania ostanich jaglielonów, ja do tego był dodał jeszcze panowanie Batorego. Panowanie przedostniego jagiellona to początek rozwóju protestantyzmu i nie wiele brakowało – a szkoda, aby IRP miała Kościół Narodowy (coś na wzór anglikanizmu). To w 1573r. podpisanie aktu Konfederacji Warszawskiej – rok wcześniej we Francji jest noc św Bartłomieja gdzie zamordowano około 20 tys. ludzi, podobne rzezie były w całej Europie. Dopiero wstąpienie na tron wazów – jezuitów, ktorzy w d…e mieli IRP (dla nich ważniejsze były interesy habsburgów), to początek tzw kontrreformacji czyli totalnej walki z tzw. inowiercami (np działalność andrzeja boboli wśród prawosławnych!!! ). Mam nadzieję, że nie muszę Panu przypominać czym skończyło dla IRP panowanie tych zdrajców.
    A propo tych przebrzydłych protestantów – jak ich Pan nazywa, trzeba być konsekwentnym w swoich poglądach i działaniach, a nie pałać do nich nienawiścią a równocześnie mieszkać w kraju który oficjalnie był jednym z pierwszych protestanckim w świecie.
    Więc proszę mi kitu nie wciskać.

    ————–
    Przez pierdolony protestantyzm i przez chuja Lutra, zostało rozbite chrześcijaństwo, a przy okazji Państwo Polskie.
    I nic tu nie pomoże Pańskie wykręcanie kota ogonam i gadanina nie na temat.
    Admin

  6. Jerzy Rachula said

    Około roku 1480 biskupi zatwierdzili powstanie w każdej parafii szkoły co przy odpowiednim nauczaniu stworzyło by zwarty Naród Polski o określonej świadomości, co z tego wyszło, wiemy. Więc nie ma co narzekać na późniejsze niezaangażowanie ludu i powstanie pańszczyzny a że lud potrafi się bić to mamy przykłady Szwajcarów, zwycięskie bitwy chłopów z krzyżakami czy ze Szwedami. A tak nawiasem to komu służył Luter (urodzony we wsi Szubienica), Kalwin. Zobaczmy kto stworzył Zakon Jezuitów, kto tam wstępował i czyjej polityce służył – przecież nie polskiej tak jak i protestanci. Przecież dynastia jagiellonów dała się totalnie ograć Niemcom i??? ,a dynastia wazów to przecież Niemcy i Niemcami obstawieni, podobnie królowie elekcyjni. A ilu to naszych królów, książąt i wodzów zostało zamordowanych, otrutych lub parało się zdradą? Niestety za zdradę się u nas nagradza zamiast karać śmiercią.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: