Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    gnago o Naukowcy planują wypuścić mamu…
    Carlos o Specjalna jednostka zajmuje si…
    Boydar o Wolne tematy (62 – …
    NC o Półgłówek Bush dał głos…
    393829&:&; o Papież Franciszek, Conan i mro…
    UZA o Jak przeciwdziałać „podstępnym…
    Boydar o Wolne tematy (62 – …
    revers o Wolne tematy (62 – …
    Boydar o Zrozumieć Prymasa Wyszyńskiego
    UZA o Ten kraj sąsiaduje z Polską i…
    zen o Ludobójstwo – wspaniały animow…
    seler o Papież Franciszek, Conan i mro…
    Robert Smialowski o Ludobójstwo – wspaniały animow…
    revers o Wolne tematy (62 – …
    Piskorz o Hańba wrześniowa
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 553 obserwujących.

Nowoczesność kontra Szatan

Posted by Marucha w dniu 2021-05-04 (Wtorek)

Gdyby nie istnienie zła, mój racjonalny umysł już dawno poradziłby sobie z Bogiem – zbudowałby dla niego pozłacaną klatkę, a sam ogłosił się przyczyną i sensem wszystkiego.

Jedynie bezradność wobec zła, pisanego zarówno z małej, jak i dużej litery, pozostawia otwarty lufcik dla resztek pokory. O tym wszystkim pisał Michał Bułhakow, ale nie o nim chcę dziś opowiedzieć. Zamiast metafizycznych rozważań chciałbym opowiedzieć o złu, które wrzyna się w niemal każdą osobę, osacza niemal każdy dom i ulicę, i próbuje krok po kroku zawładnąć rzeczywistością – pisze Artur Żak.

Podobno nie ma przypadków, ale na książkę „Byłam opętana. Świadectwo uwolnienia przez egzorcyzmy” autorstwa Fabienne Amyot trafiłem wręcz po omacku.

Nie jest to ani arcydzieło literackie, choć czyta się dobrze i opowieść jest dobrze skonstruowana. Nie jest to też żadna nowość, bo ukazała się w 2012 roku. Książka jest świadectwem powolnego odkrywania przez główną bohaterkę – Esterę, jak macki zła potrafią opleść człowieka i dławić w swoich szponach.

Proces demaskowania zła okazuje się trudny i czasochłonny. Najbardziej traumatyczna dla niej jest świadomość, że najbardziej boli zło, które jest zadawane przez najbliższych.

Autorka pisze: „Estera zaczyna pomału inaczej postrzegać rzeczywistość. Odkrywa, że nie tylko ona jest ofiarą podobnych okropieństw, ale wielu ludzi, którzy ranią się wzajemnie. To zadręczeni urzędnicy, maltretowane dzieci, bite kobiety, pogardzeni i wyrzuceni na margines społeczeństwa, ofiary skazane zamiast winowajców, poniewierani starcy i chorzy, których rodziny chcą się pozbyć, usuwane płody, posyłane na tamten świat przed zakosztowaniem życia na ziemi…”

Narastający ból życia zmusza bohaterkę do postawienia pytania o źródło zła. To pytanie jest o tyle trudne, gdyż zadaje je osoba niewierząca, przekonana o doskonałości własnego racjonalnego umysłu. A jednak ta negująca Boga osoba jedzie do klasztoru i zadaje jednemu z zakonników pytanie: „Ojcze, czy Szatan istnieje?”. Odpowiedź jest jednoznaczna: „Co za pytanie! Oczywiście, że istnieje i jest sprawcą cierpienia. Popatrz na ból tego świata, a zaczniesz mieć świadomość jego niszczycielskiej siły i nieustannego działania. Szatan jest sprawcą każdego cierpienia. Jak możesz się pytać, czy Szatan istnieje? Czy nigdy nie cierpisz?”

W dzisiejszych czasach trzeba mieć dużo wewnętrznej odwagi, aby szukać źródła własnego cierpienia. Zamiast tego wybieramy nieustanny hałas, leki psychotropowe, alkohol, narkotyki – wszystko, byle tylko nie usłyszeć krzyku cierpienia, aby go zakneblować i ogłuszyć. Wybieramy zadawanie innym bólu, by uśmierzyć własną samotność współcierpieniem innych.

Estera uświadamia sobie, że potrzebuje ciszy. Bo tylko w niej będzie w stanie oswoić galop myśli i uczuć, które nieustannie ją tratują. Leci do Ameryki Południowej. Znamienne są słowa wypowiedziane do bohaterki przez Indianina zamieszkującego peruwiańską część Dżungli Amazońskiej: „Jesteś jak ci wszyscy, którzy pojawiają się tu z Europy i Ameryki. Jesteś pewna siebie, inteligentna, wykształcona, bogata, ale wcale nie znasz prawdziwego, niewidzialnego życia, a przecież to ono wodzi prym. Jesteś więźniem swoich lęków i póki się od nich nie uwolnisz, wszystko co robisz, nie będzie niczemu służyć.”

Po powrocie do Francji, Estera zaczyna powoli rozumieć, że na życie składa się w większym stopniu świat niewidzialny niż widzialny. Zaczyna wreszcie widzieć, że „nie może być żadnych ustępstw wobec Złego ani wobec tych, którzy mu się podporządkują. Szatan zaciekle nienawidzi i zabija każdego człowieka, i nigdy nie przestanie. Wszelkimi możliwymi sztuczkami podporządkowuje sobie ludzi, a kiedy mu się to nie udaje, zadaje im ból i chce ich śmierci.”

Odkrywa wreszcie nowe oblicze Boga: „Zawsze jej powtarzano, że cierpieć, to dźwigać krzyż przez całe życie i wcześniej nawet przez sekundę nie pomyślała, że Bóg nie chce dla niej takich cierpień. I oto odkryła, że nie tylko Bóg nie chce, by cierpiała, ale ponadto może ją wziąć w ramiona, zstąpić z nieba tylko dla niej, powiedzieć jej, że ją kocha, pomagać, uzdrawiać, uszczęśliwiać. To objawienie.

Spotkała Boga, swojego Ojca. Spotkała Tego, na którego zawsze czekała. On ją kocha i jest przy niej, zwłaszcza wtedy, kiedy ją krzywdzą.” Co więcej, zaczyna dostrzegać, że „Była więziona w bezsensownym cierpieniu przez tyle lat, że w końcu uznała je za coś naturalnego. Nikt jej nie powiedział, że tu, na ziemi cierpienie nie jest przeznaczeniem człowieka, a człowiek żyje po to, by cieszyć się szczęściem! Istnieje droga wyjścia z tego piekielnego labiryntu i ona nie może się bezczynnie przyglądać, jak inni zostają uwięzieni w piekle przemocy.”

Dlaczego cierpimy? Czy zgoda na cierpienie, nie jest zgodą na zło w świecie? Czy cierpienie nie powinno być znakiem ostrzegawczym, że życie zaczyna toczyć się po coraz większych koleinach? Te pytania stawiam sam sobie, niejako na przekór własnemu wychowaniu, bo czy po chrześcijańsku jest myśleć, że to pragnieniem Boga są sytuacje, w których znajdują się ubodzy, chorzy, oszukani, pokrzywdzeni lub też, że w tragicznych warunkach ich życia objawia się Jego chwała? A jednak pomimo jednoznaczności odpowiedzi na powyższe pytanie, widzę w sobie pewien fatalizm, jakąś niedefiniowalną akceptację dla cierpienia i nie potrafię ustosunkować się do własnych odczuć.

Zostawmy to jednak i wróćmy do głównej bohaterki, która odkrywając kochającego Boga, zaczyna powolny proces uzdrawiania: „Nie rozumie Bożych zamysłów, ale z perspektywy czasu zaczyna dostrzegać, że Bóg na nowo ją stwarza i przywraca jej zdrowie, siły i radość, które zaczynają dominować w jej życiu, neutralizując następstwa cierpienia i agresji. Estera upaja się szczęściem. Czuje, jak Bóg uzdrawia ją coraz bardziej w czasie kolejnych spotkań modlitewnych.”

Pewnie w tym miejscu można by napisać: „i żyła długo i szczęśliwie”. Tak jednak nie jest. Możliwe, że jednym z darów Ducha Świętego jest wraz z uzdrowieniem serca wzrastająca świadomość czyhającego zła. W czasie rozmowy z kapłanem bohaterka słyszy następujące słowa: „Nie możesz dalej znosić tych wszystkich nieustających koszmarnych ataków, w których można rozpoznać działanie diabła. Twoje urazy z dzieciństwa są dla niego wygodną furtką. Szatan działa właśnie w taki sposób i będzie czynić niewyobrażalne szkody, póki go definitywnie nie wyrzucisz.”

Estera, po kilku miesiącach oczekiwania, spotyka się z egzorcystą, który mówi do niej: „Dlaczego pani uważa, że Szatan istnieje? Zło istnieje jako cierpienie, ale nie istnieje zło osobowe. Szatan nie istnieje. To nie jest dogmat Kościoła. To herezja. Skąd pani to wzięła?”

Zdezorientowana wraca do kapłana, z którym wcześniej rozmawiała i opowiada o rozmowie z egzorcystą. W odpowiedzi słyszy: „W naszych czasach Szatan ukrywa się i ma w tym swój cel. Telewizja przyzwyczaja ludzi do przemocy i brutalnych scen, i czyni to lepiej niż sam Szatan. On działa w rodzinach i w miejscu pracy, a jeśli nikt go nie demaskuje, jego niszczycielska siła sięga apogeum i nie oszczędza żadnej rodziny, zarówno chrześcijańskiej, jak i niechrześcijańskiej. Szatan działa w ukryciu i podstępnie, posługuje się kłamstwami, kradzieżami, przemocą i zadaje nieznośne cierpienia. Ile małych dzieci jest zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych i szpikowanych chemią, podczas gdy one potrzebują tylko modlitwy egzorcysty?”

Kolejny egzorcysta poświęca jej zaledwie kilka minut, krótko się modli po łacinie i mówi, że nie może jej poświęcić więcej czasu. Czuje się zdruzgotana i opuszczona. Wręcz zdradzona.

Choć świat wali jej się na głowę, nie ustaje w modlitwie, gdyż jest przekonana, że „szczęście jest obiecane na tym świecie, a ona pragnie szczęścia. Chce żyć. Po prostu, sens życia polega na doświadczaniu szczęścia niebiańskiego tu i teraz, na tej ziemi. I to jest sensem każdego życia.”

Zatrzymam się tutaj na chwilę. Dla kogoś, kto słyszał od dzieciństwa, że sensem życia jest niebo, a życie na ziemi jest jedynie drogą do niego, słowa bohaterki książki brzmią niemal jak herezja, jak protestancki bulgot. Czy jednak jest tak w rzeczywistości? Czy słowo „życie wieczne” nie zakłada, że niebo jest już tu na ziemi?

Braki w wiedzy teologicznej są zapewne u mnie ogromne, ale gdzieś w głębi odnajduję w słowach Estery zaproszenie do innego spojrzenia na życie. Co tak naprawdę jest złego w byciu szczęśliwym tu i teraz? Czy w takim wypadku Estera ma rację? A jeśli tak, czy oznacza to konieczność przedefiniowania znaczenia życia wiecznego?

Sporo pytań, ale i spory balast.

Estera, aby uzyskać pomoc egzorcysty, wyjeżdża do Włoch. Tam zaczyna się jej właściwy proces oczyszczenia. Tutaj zaczyna dostrzegać, że złe duchy wykorzystywały przeciwko niej często osoby jej najbliższe, z rodzicami włącznie. Dociera do niej, że „Szatan posługuje się ludźmi, przy czym często wybiera rodziny, ponieważ tak najłatwiej zdeprawować więź uczuciową. Dziecko kocha całym sercem, bez kalkulowania, ufnie. Ślepo wierzy rodzicom. Szatan często manipuluje dziećmi i później zachowuje władzę nad dorosłymi już osobami.”

Co więcej, „Szatańskimi bramami są wszystkie utrzymane w sekrecie uczynki, które ranią drugiego człowieka i Boga. (…) Szatan posługuje się zdradami małżeńskimi, kłamstwami, manipulacjami do zaspokojenia chorobliwych ludzkich ambicji, żądzy władzy, seksu i pieniędzy. Szatan ukrywa się i działa podstępnie najczęściej w szacownych środowiskach. Tam jest prawdziwe piekło i widać tego skutki. Tam dzieci nie kochają życia, narkotyzują się, są agresywne, ale oczywiście uważa się, że to one ponoszą odpowiedzialność. W rzeczywistości one tylko manifestują satanistyczne więzy swojej rodziny i, szerzej, społeczeństwa, adorującego złote cielce i odrzucającego Boga.”

Gdy to wszystko do niej w pełni dociera, Estera zaczyna rozumieć, dlaczego rozpadło się jej małżeństwo: „Bez Ducha Świętego miłość małżeńska nie może przetrwać. Jeśli ktoś sobie wyobraża, że w małżeństwie są dwie osoby, zapomina o Bożej rzeczywistości. W małżeństwie są trzy osoby. Tą trzecią osobą jest Duch Święty, choć małżonkowie nie zawsze są tego świadomi, i On ich jednoczy, umacnia i kocha. Szatan zaś dzieli, zasiewa zwątpienie i cierpienie, i wreszcie rozdziela.”

Egzorcyzm okazuje się w przypadku Estery procesem wielomiesięcznym. W tym czasie „Estera modli się nieustannie za tych wszystkich, którzy potrzebują modlitwy egzorcyzmu. Większość z nich nie ma o tym pojęcia i sami zastawiają na siebie pułapkę, choćby poprzez oglądanie horrorów. Nie wiedzą, że najgorsze tortury i udręki są niewidzialne, nie zostawiają śladów i nie wywołują hałasu.

Dzisiaj Szatan stosuje skuteczną i jedyną w swoim rodzaju strategię: przekonuje każdego, że siły nieczyste nie istnieją. Kto w to uwierzy, jest już w jego sieci i cierpi bez względu na to, czy uznaje swoje cierpienie, czy nie. Istnieją cierpienia, które zaczynają się już w chwili poczęcia, te zadają straszliwy ból i Zły przedłuża je z rozmysłem. Taka osoba cierpi od zawsze i dlatego nie ma możliwości porównania i punktu odniesienia i nie może wiedzieć, że cierpienie nie jest czymś normalnym i może zostać uleczone.”

Jak wielu z nas ma niezaleczone, ropiejące rany z dzieciństwa? Czy łatwo jest do nich się przyznać? Są to pytania retoryczne. Na ścieżkę terapii, a szczególnie ścieżkę Bożej terapii wchodzimy dopiero wtedy, gdy już cały nasz racjonalny umysł zawodzi, kiedy życie okazuje się tak ciężkie, że tracimy zaufanie do własnego sprawstwa i spadamy z piedestału bóstwa.

Coś o tym wiem…

I nawet jeśli ktoś w imię nowoczesności nie chce używać słowa Szatan, a woli bezosobowe pojęcie zła, nie zmienia to faktu, że zmiana zaczyna się od pierwszej łzy, zgiętych kolan i przyznania się przed samym sobą, że nie radzę sobie i potrzebuję pomocy.

A wtedy…

Wtedy może zdarzyć się cud odzyskania własnego życia…

Pisząc ten tekst kilkakrotnie dopadało mnie uczucie zażenowania – jestem taki mądry, taki oczytany i wyedukowany, a piszę o Szatanie. Co sobie pomyślą o mnie ludzie? Pewnie mnie wyśmieją, wyszydzą i oczywiście, będą mieli rację. Mój racjonalny umysł był o tym przekonany i dlatego ze wstydu chciał się zapaść pod ziemię. Zaczął mi tłumaczyć, że już lepiej, abym pisał o mistyce. Nikt tego nie przeczyta, ale każdy mnie pochwali i połechce moje ego kilkoma komplementami. Cóż… Jak widać, jestem już nieźle wytresowany… I może dlatego zdecydowałem się napisać coś od siebie i wbrew mądrości rozumu.

Artur Żak

Cytaty za Fabienne Amyot, Byłem opętana. Świadectwo uwolnienia przez egzorcyzmy, tłumaczenie Zofia Pająk, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2012.

https://myslkonserwatywna.pl/

Komentarzy 56 do “Nowoczesność kontra Szatan”

  1. UZA said

    Do przeczytania tekstu zachęciły mnie pierwsze zdania, ale później przestało mi się podobać. Miałam wrażenie, że Szanowny Autor zaprosił nas na jakiś koncert starych melodii .

    „Szatan ukrywa się i działa podstępnie najczęściej w szacownych środowiskach. Tam jest prawdziwe piekło i widać tego skutki. Tam dzieci nie kochają życia, narkotyzują się, są agresywne, ale oczywiście uważa się, że to one ponoszą odpowiedzialność. W rzeczywistości one tylko manifestują satanistyczne więzy swojej rodziny i, szerzej, społeczeństwa, adorującego złote cielce i odrzucającego Boga.”

    To wszystko już przecież kiedyś było: odkrywanie brudów w szacownych środowiskach (zapewne katolickich oraz drobnomieszczańskich) no i w rodzinach (niezdrowie, patologiczne więzi ). Nic dziwnego, że biedne , krzywdzone dzieci wyrastają na przestępców – kradną, zabijają , ale to przecież nie ich wina. Winne jest społeczeństwo.

    „Estera uświadamia sobie, że potrzebuje ciszy. Bo tylko w niej będzie w stanie oswoić galop myśli i uczuć, które nieustannie ją tratują. Leci do Ameryki Południowej. Znamienne są słowa wypowiedziane do bohaterki przez Indianina zamieszkującego peruwiańską część Dżungli Amazońskiej …”

    Drzewiej po tę ciszę, kojącą „galop myśli i uczuć” latano do Indii. Całe tabuny poszukiwaczy sensu życia z Europy i Ameryki Północnej nawiedzały różne aśramy i chłonęły nauki urzędujących tam guru. Teraz przyszedł czas na Amerykę Południową. Zresztą Ona też była kiedyś na topie – pamiętam modę na literaturę iberoamerykańską (Cortazar, Carpentier, Borges). Dziś ludziom nie chce się za bardzo czytać, więc wystarczy gadka starego Indianina z dżungli.

    „Jak wielu z nas ma niezaleczone, ropiejące rany z dzieciństwa?”

    To mi już mocno zalatuje Freudem . Nie rozumiem po co ta Pani Estera fatygowała egzorcystów – trzeba było iść do psychoanalityka.

    „zmiana zaczyna się od pierwszej łzy, zgiętych kolan i przyznania się przed samym sobą, że nie radzę sobie i potrzebuję pomocy”.

    Pewnie, że najlepiej się wypłakać. Jako baba ze sporym stażem „coś o tym wiem…” I pomyśleć, że dawniej od chłopa wymagano, żeby nie beczał tylko sobie radził.

    „Dzisiaj Szatan stosuje skuteczną i jedyną w swoim rodzaju strategię: przekonuje każdego, że siły nieczyste nie istnieją. ”

    To już nieaktualne. Teraz przekonuje, że, owszem, istnieje i jest fajny ( a jednocześnie potężny). Dzięki telewizji i grom, a także wielu „artystom” , zło oraz jego przejawy (np. przemoc) kojarzą się ludziom z rozrywką , z sukcesem. A dobro wydaje się nudne i bezsilne – wręcz obciachowe.

  2. Maciejasz said

    Pani UZA zarzuca treści tego tekstu coś czego w nim nie ma i tak doszła do błędnych wniosków. Nie wiem jak Pani tego nie zauważyła, ale w tekście jest wyraźnie napisane, że Estera była ateistką. Z problemami, z którymi nie potrafiła już sobie poradzić bez odwoływania się do zagadnień, które ateistom są obce, bo nie biorą pod uwagę realności „świata niewidzialnego”. Gdy ona ten świat odkryła wiadomym jest, że mogła zbladzic. I nikt nie napisał, że to było dobre. Ostatecznie jednak trafiła do księdza, ale to tylko streszczenie treści książki – nie wiadomo jak od
    A jeśli chodzi o fragment dot. ukrywania się Szatana w rodzinach, który ma niby być celowo wymierzony w katolickie tradycyjne rodziny, odpowiedź ma Pani w cytacie, który Pani sama przytoczyła:
    „W rzeczywistości one tylko manifestują satanistyczne więzy swojej rodziny i, szerzej, społeczeństwa, adorującego złote cielce i odrzucającego Boga.”
    Kto tu krytykuje i mówi o katolickich rodzinach?
    Katolicka rodzina odrzuca Boga i adoruje jakieś inne bożki typu mamona, władza, kariera itp. itd.? Czy może jednak jest to zwrócenie uwagi na problemy rodzin i ogólnie społeczności odrzucających Boga, a tym samym oddającym się w szpony diabła, który wykorzystuje ignorancję i ludzkie przeświadczenie o jego nieistnieniu?

    A Pani przytyk do kwestii omawiania ran z dzieciństwa to w moim mniemaniu może świadczyć albo o Pani niewiedzy albo jakiegoś uprzedzenia do zagadnień z zakresu psychologii. Z Pani zarzutu wynika, że rany psychiczne odniesione w dzieciństwie to jedne z tych bzdurnych tematów, który wymyślił Freud a teraz zajmują się zaślepieni jego błędnymi tezami psychologowie. Tak jakby ten problem nie istniał albo nie miał żadnego aspektu duchowego
    Ale niestety istnieje. I Szatan bezlitośnie wykorzystuje nasze zranienia czy traumy by się wcisnąć między nas a Boga, zniekształcić naszą relację z Nim aby w końcu ją ukrócić.
    Polecam o. Pelanowskiego. Znakomicie demaskuje sztuczki i strategie rogatego w swoich kazaniach.

    Ale skoro opisuje się Pani jako „baba ze sporym stażem”, to chyba musi Pani o tych sprawach wiedzieć?
    Jeśli coś źle odczytałem z Pani wpisu proszę mnie poprawić.

  3. Boydar said

    To bardzo dobrze, że pani Estera zastanawia się nad takimi sprawami, bardzo bardzo.

    A jak już jej tak dobrze idzie, niech przypomni sobie jak Szatan wyjaśniał że go nie ma. A może to nie był Szatan, tylko któryś z jego bękartów ?

    Swoją drogą, to nieładnie tak się wypierać tatełe.

  4. Boydar said

    „Gdyby nie istnienie zła /czyli gdyby nie Szatan/, mój racjonalny umysł już dawno poradziłby sobie z Bogiem – zbudowałby dla niego pozłacaną klatkę, a sam ogłosił się przyczyną i sensem wszystkiego”

    Dokładnie tak od zarania dziejów czynią żydzi, i dlatego o ile Boga jeszcze częściowo tolerują to Szatana już nie.

  5. UZA said

    „Pani UZA zarzuca treści tego tekstu coś czego w nim nie ma i tak doszła do błędnych wniosków (…) w tekście jest wyraźnie napisane, że Estera była ateistką (…) Kto tu krytykuje i mówi o katolickich rodzinach?”

    Ja po prostu nie jestem łatwowierna i niejedno już w życiu widziałam. Reaguję na pewne hasła, bo znam ich rozwinięcie w praktyce . Powstała już przecież cała masa „demaskatorskich” filmów, książek, artykułów prasowych, programów telewizyjnych, które, dziwnym trafem, odkrywają piekło i wszelkiego rodzaju „zranienia” akurat w tradycyjnych rodzinach chrześcijańskich ( a także w zgromadzeniach zakonnych). To są właśnie owe „sztuczki i strategie rogatego”, które zdechrystianizowały katolickie niegdyś społeczeństwa (np. irlandzkie czy hiszpańskie). Wprawdzie ostatnio diabeł coraz częściej występuje otwarcie, ale przecież nie zawsze ” wykłada kawę na ławę”. Często mami i zwodzi , posługując się wcześniej zwiedzionymi. Dlatego trzeba mieć oczy otwarte i czytać między wierszami. Wszelkie ataki na Kościół, wiarę, tradycję i rodzinę zawsze zaczynały się niewinnie i pod osłoną słusznych racji.

    Psychologii – przyznaję – rzeczywiście nie lubię. Uważam, że płynie z niej niewiele pożytku dla ludzi a mnóstwo przydatnej wiedzy dla manipulatorów.

  6. Ale dlaczego? said

    Pani Uzo.
    Psychologia nie tylko może służyć do manipulacji.
    Dla mnie przede wszystkim służyła i służy do zrozumienia siebie i innych.
    To bardzo ważne. Rozumieć innych i siebie.
    Powiem więcej.
    Wielu ludzi cierpi, bo nie rozumieją siebie i innych.
    Tłumaczenie wszystkiego działaniem szatana i złych duchów to upraszczanie rzeczywistości.
    Ale uważam, że szatan jak i złe duchy istnieją. Wiem o tym.
    Psychologia tak jak i rzeczywistość, ma wiele poziomów.
    I odkrywanie ich może być… fascynujące.
    Nie jestem psychologiem. A psychologię znam raczej od strony praktycznej.
    Powiem inaczej. Gdyby ludzie bardziej rozumieli od psychologicznej strony siebie i innych, świat byłby lepszy. Tak uważam.

    Jeszcze jedno.
    Te poszukiwania SENSU, PRAWDY I SZCZĘŚCIA, czy ro w Indiach czy gdzie indziej, są z gruntu szlachetne. O ile są prawdziwym poszukiwaniem PRAWDY o sobie i świecie.
    W tzw. naukach wschodu jest wiele PRAWDY o człowieku i rzeczywistości. Tylko że to nie jest CAŁA PRAWDA, ani tylko PRAWDA.

  7. UZA said

    „Psychologia nie tylko może służyć do manipulacji.”

    Zgadzam się – chyba wszystko może służyć zarówno dobrym jak i złym celom. Niestety, psychologia bardzo nielicznym służy w sposób przez Pana opisany (do zrozumienia siebie i innych). Po prostu dlatego, że potrzebę zdobywania wiedzy (choćby o sobie ) odczuwa niewiele osób. Większość odczuwa natomiast potrzebę zdobywania pieniędzy – per fas et nefas. Bo dzisiejszy świat napędza kasa. Dlatego właśnie psychologia służy głownie psychopatycznym „elitom” do zniewolenia ludzkości. One bowiem mają duże pieniądze i mogą dużo zapłacić. Wierzę, że Asch, Zimbardo czy Milgram przeprowadzali swoje słynne eksperymenty w celach czysto badawczych – żeby wiedzieć i zrozumieć, ale wątpię w dobre intencje osób pracujących np. dla Instytutu Travistock czy agencji pijarowskich. Do wzięcia są przecież grube miliony, oferowane przez wielkie korporacje i pozostających na ich usługach polityków.

  8. Boydar said

    Psychologia to dział kabały, taki dla adeptów 🙂

  9. Marucha said

    Re 7:
    Mimo mojego jednoznacznego stosunku do świata i ludzi, wciąż przypuszczam, iż psychologia bywa również wykorzystywana do pomagania ludziom z chorą duszą.

    Wielka szkoda, że ogół absolutnie nie interesuje się psychologią, a priori odrzucając ją jako pseudonaukę. Jej znajomość pozwala efektywnie przeciwstawiać się manipulatorom i psychopatom.

  10. Boydar said

    Ależ się Pan Gajowy uparł. Proszę więc podać przykład, gdy psychologia pretenduje do miana remedium na trapiące nas choroby.

  11. Boydar said

    Tu mamy adekwatny temat

    https://www.styl.pl/magazyn/felieton/news-co-robi-z-nami-strach,nId,5212833

    No i co, trzeba psychologa, nieprawdaż ? A może wystarczyłoby wrócić do normalności !

    Klasyczne „i co się gapisz, obrzygańcu”. Najpierw nas zachorowali a teraz będą leczyć.

    Na drzewo !

  12. Marucha said

    Re 10:
    Nic się nie uparłem.
    A teraz do adremu.
    Psychologia NIE pretenduje do miana remedium na trapiące nas choroby. Pewne rzeczy wyjaśnia, innych (jeszcze?) nie. Nikomu nie obiecuje cudów. Czasami bywa pomocna, czasami nie.

  13. revers said

    przy oakzji chciao by sie wspomniec o psychologu Marku Kotanskim i jego osrodkach leczenia i pomocy narkomanow

    http://www.monar.org/o-nas/marek-kotanski-tworca-monaru/

    Trzeba przyznac ze takich gosci rzadko spotyka sie w zyciu i wsrod psycholow- dzialacz spoleczny i zawodowy, streetworker z powolania.

    na pewno ma wiecej sukcesow w pracy z narkomanami, niz nie jedena psychaitria zachodnia, ktora tylko potrafii faszerowac lekami ludzi, jak szczepionkmai covidowcow, czy z urzedu psycholog na godzine z karta pracy in blanko, do podpisu przez niby leczonego ambulatoryjnie, nie stacjonarnie narkomana, ludzi uzaleznionych od hazardu i podobne „niespokojne osobowsci”..

  14. Boydar said

    @ Pan Gajowy

    Jest takie powiedzonko, stosowne gdy ktoś opowiada co to on nie ma – „a ja w garażu mam żółtą łódź podwodną”. Znam osobiście trzech osobników trudniących się zawodowo psychologią. O „kilku” innych słyszałem opowieści. Zdecydowana większość to magnetofony, na które ktoś coś nagrał, i one sobie wyszukują odnośnie pasujący fragment i odtwarzają. Poza tym, „synu, ja trzydzieści lat utrzymywałem z tej sprawy całą rodzinę, a ty co żeś narobił”. Na potwierdzenie mojej opinii, zwłaszcza w odniesieniu do tych trojga (dwie baby i facet), wypada z ubolewaniem stwierdzić, że z własnymi, banalnymi co do przyczyn problemami osobistymi i rodzinnymi, nawet nie próbują sobie poradzić. Wstyd na nich nawet prywatnie patrzeć i żenada.

    Pańskie stwierdzenie „… psychologia NIE pretenduje do miana remedium na trapiące nas choroby …” jest oczywiście prawdziwe, zwłaszcza gdy rozchodzi się o otwarte złamania kończyn czy grzybicę paznokci. Bo państwo psychologowie (psycholodzy ?) na wszelkie odchyły od normy (któż może przysiąc co jest dzisiaj normą …) natychmiast zapraszają na kozetkę. Kiedyś to była domena różnych Pasikoników, dzisiaj ich sposób na życie. Dla naprzykładu taki obywatel Zagięta Rura też aspiruje na fali, i przyczyny zatwardzenia wyjaśnia cierpliwie, naukowo i jak najbardziej psychologicznie.

    Inaczej mówiąc, my, żuczki niepozorne, o prawdziwej ewentualnie psychologi to możemy sobie również ewentualnie sobie poczytać. Ale już na pewno nie jej doświadczyć z pożytkiem. Dla nas oczywiście, bo niektóre dohtory to nawet i dużej niż lat trzydzieści pożytek z pacjenta mają.

    Kiedyś, psychologiem to musiał być każdy poważny człowiek. No dobra, rozpisałem się, ponawiam werdykt – na drzewo ! Nie, nie Pan Gajowy, już une wiedzą kto.

  15. revers said

    gruga sprawa to kazda wieksza korporacja w dziale personalnym zatrudnia psychologa, pania psycholozke ktora za pomoaca testow psychologicznych slekkcjonuje juz na wstepie lkandydatow do pray w korporacji tetstami psychologicznymi.

    Czesto saa to testy ktore mama przynosi do domu i rozwiazuja je bezblednie lub kwalifikujaaco 12-13 letnie dzieci, tak przynajmiej jest w Niemeickim Siemensie-Filia w Berlinie-gdzie fatycznie, dzieci juz moga rozwiazywac skomplikowne problemy w porgamach sttystycznych, rozniczkowych, tranformat laplaca- a nie wie kto to byla baronowa Ada, lub Tesla i dlaczego praad plynie w polprzewodniku jak i napewno cala masa Siemensow bez praadu Tesli.

    Zresztaa czasami ruchy cen siemensa na gieldzie i pochodnych finasowych na gieldach to potwierdzaja, jak i brak elementarnej wiedzy psycholozkow Siemensa o psychologu Eilliocie.

    Ale psycholodzy do powiedznia maja wiele eliminujac cale rzesze „myslacych glowek” testami dla dzieciakow, to nech zatrudniaja dzieciakow moze cos im numerycznie metoda RK rozwiaza eulerowskiego drugiego stopnia. lub w Laplacu opisza obwod elektryczny, czy fukcje przejscia e iskierek i obwodow…. .

    o wlasnie smiensowscy i szwajacesakie ABB wylaczyli mi awaryjna siecia energetycna wczoraj komputer i serwer, bo wiaterek zawial silniej i dynamiczniej jak norma ISO, DIN nakazuje, dynamik abb, simens, ge wieder nicht kapiert und keine ahnung dazu jak i do dynamicznej reduntacji systemow energetycznych

  16. D-T said

    Tytuł nieco kontrowersyjny, bo nowoczesność kontra szatan, a przecież z obserwacji wynika że nowoczesność i postępactwo sprzyja najczęściej czarcim zamysłom.

  17. Ale dlaczego? said

    Psychologia czyli wiedza o funkcjonowaniu ludzkiego umysłu to jedno. A nauczanie psychologii i jakość psychologii i PSYCHATRII stosowanej to 2 różne tematy…
    Koronnym dowodem jest dopuszczanie w niektórych „nowoczesnych-satanistycznych” krajach dopuszczanie eutanazji z powodu depresji. Którą to depresję powinni „wyleczyć” psycholodzy i psychiatrzy.

  18. Boydar said

    „nie wysiadamy, jedziemy do Ziemi Obiecanej !”

  19. Zbigniew Kozioł said

    Choć świat wali jej się na głowę, nie ustaje w modlitwie, gdyż jest przekonana, że „szczęście jest obiecane na tym świecie, a ona pragnie szczęścia. Chce żyć. Po prostu, sens życia polega na doświadczaniu szczęścia niebiańskiego tu i teraz, na tej ziemi. I to jest sensem każdego życia.

    Powyższe to cytat z książki.

    Dla kogoś, kto słyszał od dzieciństwa, że sensem życia jest niebo, a życie na ziemi jest jedynie drogą do niego, słowa bohaterki książki brzmią niemal jak herezja, jak protestancki bulgot. Czy jednak jest tak w rzeczywistości? Czy słowo „życie wieczne” nie zakłada, że niebo jest już tu na ziemi?

    To powyżej to cytat z artykułu autora.

    Potem autor artykułu pisze:

    Co tak naprawdę jest złego w byciu szczęśliwym tu i teraz?

    A co niby ma być w tym złego? Jeśli ktoś tego jeszcze nie zauważył w swym życiu… Wielu nie zauważyło, że coś takiego jak szczęście jest tylko wymysłem, podobnym do wymysłu „covid”. Wielu zaś, naprawde chorych – a są tacy – nie może sobie pozwolić na doznawanie szczęścia. A wielu z kolei nie widzi tego, że można czerpać radość (czyli jakby być szczęśliwymi) z bycia razem z innymi wokół. Wielu potrafi całe życie zepsuć innym…

    A także autor artykułu pisze:

    Czy w takim wypadku Estera ma rację?

    Boże. Jaką rację? Co to oznacza? Rację do czego albo o czym? Albo rację czego?

    Tak, to jest bełkot.

  20. Boydar said

    Z żoną ? Nic, zupełnie nic. Po to zresztą jest żona. Mąż takoż.

  21. Marucha said

    Re 14:
    Panie Boydar, czy próbuje Pan z (oczywistego) faktu, iż wielu psychologów jest do d00py – wysnuć wniosek, iż cała psychologia jest do d00py?

  22. Boydar said

    Wie Pan, trochę znam się na czarach, i to mi wystarcza aby być zdecydowanie przeciw. Bo to nie jest dobre, to jest złe, choćby przez to, że próbuje ominąć nakazane przez Stwórcę zasady.

    Użyję argumentu poniżej pasa, Pan wybaczy. Czy do wyjaśnienia przyczyn, dlaczego jeden kotu odda wszystko a drugi przywiąże petardę do ogona, potrzebna jest nauka zwana psychologią ? A przecież można by napisać doktorat w temacie, ba, zapewne niektórzy napisali.

    Człowiek prawy „psychologii” nie potrzebuje, ma inne dane mu narzędzia do normalnego życia i kierowania życiem innych. Jeżeli zaczyna sięgać po patenty, to niczym się od kabalarzy nie różni. Oni mają w tym gigantyczną wprawę i doświadczenie, o których „psychologia” może sobie tylko pomarzyć. A więc kolejne piętro oszustwa.

    Nie ważne, ja nie jestem żadnych adeptem psychologii. Słucham, patrzę, i z czasem kumam. Wiem co musiało być wcześniej i dokąd się potoczy jeżeli nie nastąpi ingerencja. I nic mi więcej nie potrzeba.

    Mówi się, że żyd ma mamonę za bóstwo. Piękna teoria, nawet żydzi w to wierzą, nawet hołdują.
    Tymczasem prawda jest inna, a to gów’no służy wyłącznie do zakrycia innego, stokroć gorszego. Żyd ma brudną du’pę, i śmierdzącą prawie od urodzenia, konkretnie od momentu gdy staje się squrwysynem. Ponieważ wyrósł w tym, nawet mu się spodobało, ale on czuje że śmierdzi. Więc czyni wszystko, aby ten smród wysprejować. I wszystko zrobi, największą niegodziwość i zbrodnię, bo one i tak mniej cuchną.

    Czy to jest psychologia ? Bez wątpienia. A w każdym razie znajomość mechanizmu, co prawie na jedno wychodzi. I co, trzeba studiować ? Po co, przecież pan profesor i tak nie powie, bo by po obiedzie nie był już profesorem.
    Psychologia, paralelnie, to zmienianie pampersów dziewięćdziesięcioletnim staruszkom. I nie ważne że niektórzy z nich mają lat naście.

    Problemy z psychiką zaczynają się z dwóch powodów – choroby lub GRZECHU. Czasem z opętania. Ale bez grzechu nie będzie opętania.

    Młoda dziewczyna, chodzi do „psychologa” już drugi rok. Jak było tak jest. Dohtórka mówi jej różne rzeczy, ale że nie trzeba się było pieprzyć w wieku lat piętnastu przecież nie powie. A dzieciak czuje, że sprawa jest jak komornik, nie odpuści, i spłacić dług musowo. No ale przecież nie chce ! Samonapędzająca się spirala destrukcji. Czy psycholożka to ogarnia ? Nie wiadomo, trzeba by elektrowstrząsy jej zaaplikować albo akumulator na jaja. Ona ma interes być psychologiem. Dziecko ma interes przeżyć do jutra. To wszystko idzie zrozumieć. Ale ja mam interes, żeby byle szmondak nie obrażał mojej inteligencji.

    To tak mniej więcej co uważam.

  23. JanuszT said

    Pan Boydar z k*u*r*w*y robi logikę 👏🤔.

  24. Marucha said

    Re 22:
    Panie Boydar.
    Ja nie mam wystarczającej energii, by z tym dyskutować.
    Powiem tylko, że Pan przerysowuje, łagodnie to ujmując. Psychologia nie jest przeciwna boskim prawom.

  25. Boydar said

    A psu piąte koło jest ? Jak nie ma co robić to sobie liże.

  26. Boydar said

    Panie Januszu, jest Pan albo młody albo głupi. Albo zupełnie nie zna się Pan na psychologii.

    Miał Pan okazję żeby milczeć.

  27. JanuszT said

    Napisałem Panu jak Pan to widzi, tylko tyle. Psychologia to wymysł na pewno nie nauka. Widać zabolało to Pana, to dobrze ma boleć.

    ——
    Powiem bez dowodu, iż bzdury Pan pisze.
    Admin

  28. JanuszT said

    Jak Pan tak uważa adminie…, to tak musi być…

  29. Boydar said

    No właśnie nie musi.

  30. Ale dlaczego? said

    Panie Boydar.
    Nie posądzałem Pana o zero-jedynkowe widzenie świata.
    A tu widzę, że co do psychologii…

    Zapadajmy więc taki przykład. Nie z powodu grzechu poszkodowanej.
    Dziewczynka była gwałcona przez ojczyma. Co gorsza, matka o wszyystkim wiedziała. Do końca życia już ko ieta będzie mieć problemy z psychiką… Tak czy inaczej psychologia może jej pomóc żyć, „poukładać siebie”…
    „Przypadków” w psychologii jest tyle co ludzi…
    Tylko niektórzy mają gorzej…

  31. Zbigniew Kozioł said

    @30
    Gdyby miało dojść do głosowania, to jestem po stronie. Boydara.

  32. Boydar said

    W takiej sytuacji (30) pomóc może tylko ufność Bogu, a nie „psychologia”. Bo o co rzecz idzie – żeby dzieciak wrócił do normy, personalnej i społecznej. I niby jak jej wytłumaczyć co się stało. Żadne tłumaczenie nic nie pomoże, bo swój ból to ona rozumie lepiej niż wszyscy psychologowie świata a nawet szwiata. I jedynym który może tego bólu ująć, jest Bóg. Bo tylko Bóg jest stroną w sprawie, cała reszta to tylko publiczność. I teraz, jeśli znajdzie się ktoś, kto ją do tego przekona (do zaufania Bogu), będzie uratowana, może nawet się uśmiechnie. Ale czy na pewno taki ktoś to nazywa się psycholog ?

    ——–
    W zasadzie to można podobnie potraktować również medycynę, jeśli wie Pan, co mam na myśli.
    Admin

  33. Boydar said

    I jeszcze a’propos zorojedynkowości. Rzadko kiedy mamy do czynienia z wyborem czarne-białe. Z reguły jest to black-box, funkcjonalnie wieloraki. Jednak fachowcy od tych spraw wiedzą, że on w środku jest wybitnie zerojedynkowy. To przenośnia oczywiście, bo black-boxy mentalne opierają się o system dziesiętny, w tym głównie o zasady pisowni nie z czasownikami. Gdyby chcieć sprowadzić jednak ową dziesiątkowość do kodu maszynowego, to, o dziwo, okazałoby się, że to jednak zero-jeden, a konkretnie prawda-fałsz.

    cbdo

  34. Boydar said

    Pewności nie mam bo i skąd, ale intuicyjnie myślę że ma Pan rację. Z tym, że „na obraz i podobieństwo” co oznacza że „wiara góry przenosi” to niestety wyższa kategoria wagowa. Owszem, nie tylko wierzę ale wiem, że można bez medycyny. Tak jak i można się zdematerializować tu i zurück zupełnie gdzie indziej; o ile jest to niesprzeczne z Bożym planem. Ale Panie, jakiej wiary tu potrzeba ! Wiary Hioba i Daniela. Nie nasza liga.

  35. leśnik said

    Psychologia jest przeciwna Bogu. Zupełnie konkretnie. Dla mnie śmierdzi od zawsze. Dlatego że dla mnie Bóg nie jest wymysłem ale konkretną częścią mojego istnienia. Czy psychologia uwzględnia łaskę Bożą? To było pytanie retoryczne. Tak. Opisuje rzeczywistość człowieka w świecie który jest stworzony przez Boga i do Boga należy. Tylko że istnienie i miejsce Boga w życiu człowieka wymazuje. Świadczy o chorej rzeczywistości, w której nie istnieje łaska Boża, dla bezbożnego człowieka. Nigdy bym z pomocy psychologa nie skorzystał bo nie potrzebuję czarownika który by moją rzeczywistość i miejsce przed Bogiem zniekształcał i próbował oszukiwać. Bóg jest źródłem prawdy, sędzią i lekarzem. I jest też dawcą życia. Życie w którym czynna jest łaska Boża wygląda od wewnątrz inaczej niż życie bez Boga. Psychologia tym życiem się nie zajmuje bo z założenia nie posiada instrumentów żeby je poznawać i badać.
    Mimo to kiedyś usłyszałem od chrześcijanina: Co złego widzisz w psychologii? Przecież to nauka o duszy. Hmmm. Której duszy..?

  36. Boydar said

    Une, Panie Leśnik, nie odróżniają nawet ducha od duszy. Co wielbłądem się zdaje.

  37. Ale dlaczego? said

    Panowie.
    Psychologia to wiedza, nauka, o funkcjonowaniu ludzkiego umysłu.
    To jest NARZĘDZIE.
    I jak każde narzędzie, jest neutralne. Tylko od ludzi, konkretnego człowieka zależy jak jest używane.
    Poznałem kiedyś np. osbę z problemami osobościowymi. Wiara i ufnośç w Bogu bardzo pomagała. Ale to nie uleczyło „chorej duszy”.
    Bo umysł ludzki potrafi tak się „zaplątać”, że węzeł gordyjski to pikuś…
    Wiedza ta może pomóc danej osobie poradzić sobie z umysłem. Wymaga to olbrzymiej pracy.
    Dlatego powstał zawód psychologa. Niestety, tak jak i wśród lekarzy, jest garstka dobrych psychologów i całe zqstępy cwaniaków.
    Inna sprawa że w psychologii konieczna jest współpraca pacjenta z psychologiem. Gdzie psycholog tylko wskazuje kierunki i sposoby.

    A to że psychologia jest wykorzystywana TEŻ do mieszania społeczeństwom w głowach? To inna bajka.

  38. Boydar said

    1 Tes 5, 21-22

  39. Marucha said

    Psychologia czy psychatria NIE jest przeciwna Bogu. Tak jak nie jest nią medycyna, statystyka czy mikrobiologia.
    Ludzie mogą być Mu przeciwni.
    Ale Dlaczego (#37) ma rację.

  40. leśnik said

    Tak. Medycyna w gruncie rzeczy to też podobny plaster na życie bezbożnego człowieka aby załatać boleści wynikające z natury jego życia.
    To nie jest teoria albo jakiś wymysł. Mocne doświadczenie sprzed lat.
    W życiu człowieka który istnieje na chwałę Bogu i ma źródło życia w Bogu, a tym bardziej jeśli sprawuje Jego dzieło, choroba nie ma żadnego uzasadnienia ani miejsca.
    Nawet jeśli ma przyjść w postaci doświadczenia, wpierw musi w duszy stać się jakiś wyłom, przyczynek, który da jej miejsce.
    Ale wiek teraźniejszy jest zły i świat jest w złem, więc człowiekom potrzebna jest medycyna.

    ——
    Jasne.
    Złamaną nogę najlepiej wyleczyć owijając ją w kartkę wyrwaną ze Starego Testamentu.
    Admin

  41. Zbigniew Kozioł said

    Nie chodziłem, w zasadzie, w życiu, do lekarzy. Gdzieś tam w dzieciństwie po przeziębieniach mocnych rodzice prowadzili. Potem tylko po to, by dostać potrzebny w pracy papierek. Potem chodziłem z dziećmi, z żoną. Tylko ostatnio, w Polsce, zdarzyło mi się, bo były problemy. Ale mam jak najgorsze odczucia, Panie Marucha. A teraz przecież, ostatnie prawie 2 lata do lekarzy nie chodzimy… Bo boimy się. Oj, powiadam, znam ja te nację lekarską z życia także osobistego.

    Co do psychologii. Musiałem raz w Rosji dostać papierek dla przedłużenia mojego tam pobytu. Że jakoby nie jestem uzależniony. Czekając w kolejce nasłuchałem się przez drzwi otwarte rozmowy psychologa z pacjentami: czysta manipulacja prostymi ludźmi. Potem panienka wyszła do mnie z propozycją: zapłać pan tyle to a tyle, a nie będziesz musiał czekać na papier… Wiem, powiecie, że taka Rosja… No nie, tutaj to robi się to samo tylko bardziej w rękawiczkach.

    Znałem dobrze ze trzy co najmniej przypadki, ogromnie osobiście, osób z problemami. Żyłem z niemi. Przez lata (jakoś tak, że może sam całkiem normalny nie jestem, skoro mnie ciągnie do podobnych?) Lekarze nie potrafią nic innego niż przypisywanie tabletek. Czemu zaś tabletki służą? Uspokajaniu dolegliwości. Nie leczeniu.

    A po kiego w ogóle wiara w lekarzy? Gdy nas teraz zostawili? Oni sobie jeżdżą na drogie wakacje zagraniczne i maja w dupie pacjentów. Większość. Też o tym wiem, wiem osobiście, że tak jest.

    Poza tym, dlaczego ja miałbym traktować poważnie lekarza, który nie potrafi przeanalizować wykresu z moim ciśnieniem w funkcji dni? Słyszę w zamian uprzejme, acz stanowcze: przynieś pan następnym razem wypisane (choćby ręcznie) dane w tabelce… Albo przypisują mi jakieś wydumane badania specjalistyczne (owszem, zrobiłem, ale nic z nich nie wynikało).

    Istnieją rzeczy wokół absolutnie niezrozumiałe, niepojęte. Jako z natury i przyrodzenia fizyk – myślę kategoriami materialistycznymi. A jednak za nic czasem pojąć nie mogłem zdarzeń. Zupełnie jakby z innego świata. Są takie. Bywają. Może nie każdy doświadczał, może nie każdemu dane było. Może niektórzy mają klapki od urodzenia na oczach.

    Gdy zaś chodzi o pojmowanie ludzi – czuję się czasem jakby na skraju przepaści.

    Dzięki, że Boydar. Dzięki Panie Leśnik.

  42. Boydar said

    „do ustalenia pozostaje” co jest medycyną, co tylko szarlatanerią a co profesją dr Josepha Mengele

    Kiedyś gdzieś przeczytałem, że w głębi sosnowego lasu można by przeprowadzać operacje na otwartym sercu, bez sterylizowania otoczenia. Ale to tak off topic. Ktoś kto zabiera się za reperowanie cudzego psyche powinien być czyściutki jak żona cezara, i aseptyczny jak wygotowany skalpel. A jest ?

    ————
    Nie, nie musi.
    Admin

  43. Marucha said

    Re 41:
    Panie Zbyszku, jestem już zmęczony powtarzaniem, że niekompetencja lekarza/psychologa/informatyka NIE SKREŚLA medycyny/psychologii.informatyki jako nauki.
    Ja nie chodzę do lekarzy zbyt często.
    Ale nie dałbym sobie bez nich rady choćby w czekającej mnie operacji oczu. Bez niej oślepnę.

  44. Boydar said

    Owinąć można. Chociaż gips byłby niby skuteczniejszy. W trakcie rekonwalescencji natomiast, można by taką kartkę odwinąć z nóżki i przeczytać. Jak się ma rozum to może i zrozumieć. Także to, że dzięki tej złamanej nóżce nie wpadliśmy bezapelacyjnie pod tira albo inny pociąg towarowy. Możliwych kombinacji jest wiele.

  45. leśnik said

    Są przeciwne w tym sensie że są przeciwne chwale Ewangelii. Utwierdzają życie które nie ma tej chwały i takiemu życiu służą.
    Należą do świata który ginie i ludziom tego świata służą.
    Ci ludzie mają z nich korzyść dlatego zawsze będą ich bronić jako swojego dobra.
    A Lewarek absolutnie nie ma racji, bo w duszy człowieka wierzącego obowiązują inne zasady i czynne są inne moce niż w duszy niewierzącego. Psychologia okazuje się tu wrogiem wiary! Zawsze łaskę będą starali się sprowadzić do poziomu normalnych funkcji umysłowych i wyjaśnić na swój sposób, tak jak magowie egipscy próbowali ujarzmiać cuda Boże.
    Myślę że Lewarek napisał o człowieku religijnym. A to zupełnie inna para kaloszy.

  46. Boydar said

    I znów, „do ustalenia pozostaje” co znaczy czyściutki.

    Przypomina mi się, kiedy chrzest jest ważny, i kto go może udzielić. Jest tam obwarowanie (trzecie) – właściwa intencja szafarza. Może być nawet ateistą, muzułmanem albo i żydem. Boska tajemnica jak to działa, ale działa ! I myślę sobie, że z naprawiaczami psychiki jest dokładnie tak samo, pod warunkiem wszakże, że nie są uczniami czarnoksiężnika.

    A, bo nie dodałem, taki szafarz nie bierze pieniędzy za posługę.

  47. Boydar said

    No dobra, znaczy się – dobranoc.

  48. Ale dlaczego? said

    Dziękuję Adminie 🙂
    Zawsze wydawało mi się, że ludzie mądrzy i oczytani (za takich uważam większość Gajówkowiczów) nie negują rzeczy oczywistych…
    Nie jestem psychologiem.
    Ale w życiu POTRZEBOWAŁEM tej wiedzy. Jak i poznałem ludzi, którzy nie byli prostymi osobowościami. A raczej niejednokrotnie „poplątanymi”.
    Umysł jest wszechświatem wewnątrz nas. To Bóg w taki czy inny sposób nas stworzył. Też nasz umysł.
    Gdyby był prosty i przewidywalny nie bylibyśmy ludźmi. A co najwyżej prymitywnymi zwierzętami…

  49. leśnik said

    Panie Gajowy.
    Ja wcale nie generalizowałem. Użyłem określenia: w gruncie rzeczy. Czyli u podstaw rzeczy.
    I nie twierdziłem że medycynę należy wyrzucić do kosza. Tym bardziej całą.
    Pana Lewarka przepraszam za przywołanie bezzasadne w swoim wpisie.
    Miałem na myśli wpis pana ‚Ale Dlaczego?’.
    Dobranoc.

  50. Miet said

    Ad.41.
    Trochę mnie Pan zaskoczył tym wpisem Panie Zbigniewie.

    Ja mojego lekarza nie pytałem, czy się wyznaje na równaniach różniczkowych.
    =========
    „Poza tym, dlaczego ja miałbym traktować poważnie lekarza, który nie potrafi przeanalizować wykresu z moim ciśnieniem w funkcji dni? Słyszę w zamian uprzejme, acz stanowcze: przynieś pan następnym razem wypisane (choćby ręcznie) dane w tabelce… Albo przypisują mi jakieś wydumane”
    =======
    Gratuluję, że Pan nie musi się zadawać z lekarzami – ale tak mi jakoś na myśl przychodzi, że jednak Pan do nich trafi – no chyba gdyby coś czego bym Panu nie życzył.

  51. Zbigniew Kozioł said

    Panie Mieczysławie. Lekarz nie ma znać się na równaniach różniczkowych. Ale wykresy rozumieć musi! Musi!

    Gdy lekarz nie potrafi zrozumieć, gdy na osi poziomej jest dzień, a pionowej jest ciśnienie krwi… no ja przepraszam bardzo, No ja Pana Bardzo przepraszam.

    A gdy taki lekarz ma przed sobą dane na temat zachorowalności na ten.. no.. nazywają covid? To co on z wykresu rozumie?

    Gratuluję, że Pan nie musi się zadawać z lekarzami – ale tak mi jakoś na myśl przychodzi, że jednak Pan do nich trafi – no chyba gdyby coś czego bym Panu nie życzył.

    Złośliwy Pan jest. Nie wiem, po co? Zupełnie bez sensu i nie na temat.

  52. Miet said

    Re. 51.
    Nie Panie Zbigniewie, to nie złośliwość i nie wiem dlaczego uważa Pan, że to bez sensu i nie na temat.

    Ja mam już tyle lat, że wiem, że z pewnymi rzeczami muszę się spotkać – czy to mi się podoba, czy nie.
    I dla nikogo innego też w tym względzie wyjątków nie będzie.
    I to tylko chciałem przekazać – jeżeli uważa Pan, że to bez sensu – to trudno – Pana sprawa.

  53. Boydar said

    Oczywiście że Ale Dlaczego ma rację, taka dla naprzykładu gilotyna może służyć również do cięcia blachy, papieru czy drewna a nawet do paneli Castorama. A jednak powszechnie znana jest z nieco innych zastosowań.

    Zębaty Maciej kiedyś śpiewał – „dobry doktor Guillotin coś majstrował po cichutku …”

  54. leśnik said

    @53
    O tym samym pomyślałem. Tylko na myśl przyszedł mi wytrych i łomik.

  55. Ale dlaczego? said

    Jeszcze jedno.
    Jakaś (bo nikt nie ogarnie ludzkiego umysłu w całości) znajomość psychologii pomaga rozeznać manipulacje innych ludzi. Radzić sobie w trudnych sytuacjach. Wprost kierować swoim umysłem.
    Tak obrazowo.
    Od psychiki zależało czy dana osoba w obozie koncentracyjnym miała szansę przetrwać, czy poszła na druty.
    Ogarnięcie (jakieś) psychiki (głównie własnej) czasami uratuje życie.
    Na codzień nie jest to tak…”widoczne”.

  56. I*** said

    (53) Jeśli już to Maciej Zembaty… choć też z pierwszorzędnym korzeniami! :)))

Sorry, the comment form is closed at this time.