Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O Polaków autorytetach uwag kilka

Posted by Marucha w dniu 2021-06-10 (Czwartek)

W XIX wieku niewoli i upokorzeń wielkiego narodu bez własnego państwa, już prawie za życia wielkim autorytetem i legendą chyba stał się Tadeusz Kościuszko. Jego portrety zawisły w wielu domach, w tym z czasem także w chłopskich chałupach, a nierzadko pod nim spędzane chwile bywały dla dzieci pierwszymi lekcjami ojczystej historii.

Dlatego raczej do wyjątków jednak należy ocenić, bardzo rzetelną i trzeźwą ocenę Naczelnika, wyrażoną przez Annę z Tyszkiewiczów Potocką-Wąsowiczową (A. Potocka-Wąsowiczowa, Wspomnienia naocznego świadka, Warszawa 2013, s. 298): „… piękny marmurowy nagrobek przykrywa skromną trumnę ze szczątkami zacnego człowieka, godnego pamięci raczej dla swych cnót obywatelskich, odwagi i nieszczęść, niż talentów”.

Sąd może zbyt surowy, ale generał był przeciętnym strategiem, żadnym politykiem, aczkolwiek genialnym inżynierem wojskowym. Jednak portrety tego dzielnego wodza na tle armat, kosynierów i bitewnego dymu bardziej przemawiały do wyobraźni, niż na przykład z cyrklem i miarą.

Czasem odbiór niektórych naszych pomników może być specyficzny, co zauważył w odniesieniu do wieszcza Adama, Stanisław Cat – Mackiewicz. Wojujący konserwatysta, redaktor wileńskiego „Słowa” już po II wojnie światowej pisał (S. Cat – Mackiewicz, Był bal, Warszawa 1973, s. 84):

„Jakże zabawny był mój stosunek w dzieciństwie do Mickiewicza. Wtedy odpowiadał mi „Robinson Kruzoe” – wszystko tam było ciekawe, niespotykane, wszystko miało w tej książce autorytet rzeczy odległych.

Natomiast Mickiewicz był dla mnie nieznośnie rodzinny. Upadał tak nisko, że aż wspominał o Mackiewiczach, o Pietraszkiewiczach, a przecież moja matka była z domu Pietraszkiewiczówna, wspominał ciągle nazwiska innych moich krewnych. Czytając go, czułem się co najwyżej jak w gościnie u cioci Maryni lub cioci Stefci.

Trzeba wiedzieć, że Ignacy Chodźko był żonaty z Mackiewiczówną, że Edward Odyniec był żonaty także z Mackiewiczówną. Co mogło być w tym ciekawego? W Gojcieniszkach, w cudownym zameczku ochmistrzynią była stara panna Mickiewiczówna. Przystrajała ona stojące na schodach popiersie poety kwiatami i mówiła o nim „Adam”, przyznając się do pokrewieństwa. Nazwisko Mickiewicz dokoła Wilna spotyka się na każdym kroku”.

Dziwić się należy małemu Mackiewiczowi, że go mickiewiczowsko-mackiewiczowskie koneksje nie zainteresowały, ale mogą być one również niezłym przyczynkiem do analizy i oceny fenomenu „małych ojczyzn” oraz rodzinnych w nich związków i powiązań. Należy tu dodać, że urodzony w ostatnie dekadzie XIX wieku publicysta musiał zetknąć się osobiście z osobami (mającymi wówczas około osiemdziesięciu lat) dobrze pamiętającymi jeszcze Mickiewicza i opisaną przez niego Litwę. Kolejny przykład na to, że prawie każdy z nas może dotknąć Historię w bardzo bezpośredni, indywidualny i osobisty sposób.

Pozostając przy postaci autora „Pana Tadeusza”, lecz w innym kontekście można przypomnieć, że zawsze wielkim i przez wielu na całe życie zapamiętanym przeżyciem była śmierć największych Polaków. Moment taki opisała Maryla Wolska, pisząc o młodości swojego ojca Karola Młodnickiego (M. Wolska, B. Obertyńska, Wspomnienia, Warszawa 1974, s. 173):

„Pamiętam też niemal pewien zimowy przyjazd Tatka ze Stryja do Skolego, kiedy to naprzeciw żółtego dyliżansu (było to na zjeździe z ośnieżonej Kłódki) wyszedł dziadek Ignacy i zamiast powitania wymówił tylko dwa słowa; – Mickiewicz umarł! Czułam zawsze razem z Ojcem to nagłe ściśniecie młodzieńczego serca i niemożność wyrzeczenia słowa przez resztę powrotnej drogi” .

Na autorytety z narodowego panteonu Polaków przeważnie patrzono bezkrytycznie. A przecież posiadały one wady i zalety podobne do zwykłych, mniej sławnych ludzi swoich i nie tylko epok. Na przykład co do uwielbianego już przez współczesnych Chopina dwie anegdotyczne relacje wraz komentarzem przypomniał nam Zygmunt Kałużyński. W pierwszej z nich ten filmowy krytyk pisał (Z. Kałużyński, Pamiętnik Orchidei. Pożegnania, Michałów – Grabina 2005, s. 209):

„W wypadku Chopina ów fałszywy obraz jest szczególnie trudny do pozbycia się go wobec zatwardziałej tradycji, przedstawiającej go jako symbol walki o niepodległość oraz jako romantycznego cierpiętnika konającego na suchoty. W tym względzie wręcz symptomatyczna, prawie symboliczna jest dla mnie anegdota, jaką przytacza Norwid. Odwiedził on Chopina i zastał go w łóżku. „Wyprowadzam się” – świadczył mu Chopin. Norwid, przekonany, że ma on na myśli zbliżająca się śmierć, zamierzał powiedzieć coś pocieszającego, ale Chopin dodał: „przenoszę się na rue Vaugirad, Tu już nie można wytrzymać”.

Rzeczywiście, Chopin w maniacki sposób zmieniał mieszkania, przeprowadzał się w Paryżu tuzin razy. Odwiedzający go był nastawiony patetycznie – postawa, którą i my z miejsca przyjmujemy, ale Chopin był rzeczowy”.

Zdaniem Kałużyńskiego ofiarą takiego traktowania i oceniania największego polskiego kompozytora są nawet jego portrety, chociaż (Z. Kałużyński, Pamiętnik Orchidei. Pożegnania, Michałów – Grabina 2005, s. 210)”

„Zapewne fotografia Nadara z 1847 roku pokazuje go prawdziwego; ale jakże różni się od pozostałych portretów! Rysuje się tu charakter nieprzystępny, zamknięty w sobie, o spojrzeniu wręcz wrogim. Świadectwa współczesnych potwierdzają, że Chopin był właśnie taki. Niechęć wobec otoczenia, wstręt wobec kontaktu jest u niego odruchem fizycznym”.

Przy tym dodam że Fryderyk był niezwykle eleganckim dandysem nie mającym nic wspólnego zarówno z materialnym niedostatkiem, jak i stereotypem o stylu życia artystycznej cyganerii. A z czego żył? Nie z koncertów czy nutowych wydawnictw, ale z belferki. Był po prostu świetnym nauczycielem gry na instrumencie, który sam opanował mistrzowsko.

Olaf Bergmann
https://myslpolska.info/

Komentarzy 7 do “O Polaków autorytetach uwag kilka”

  1. jok said

    Nawet jeśli oceniamy Kościuszkę niezbyt dobrze, przez pryzmat powstania będącym gwoździem do trumny RP, przynajmniej oficjalnie (w sensie – oficjalnym powodem końca I RP), to ogólnie bym rzekł: nie ma co się wyrywać z „odbrązawianiem” na siłę.

    To tzw. Eskimo i ich okolice, nam „odbrązawiają” historię, że hej. Chyba nawet słabiej w latach 60-ch – 80ch „odbrązawiali” – bo prócz ich siły w „przekaziorach”, istniał jeszcze taki oficjalny, taki trochę ludowo-peerelowski-trochę socjalny-antyniemiecki patriotyzm. Od lat 90-ch „odbrązawianie” poszło dużo mocniej i dalej, Pewien „patriotyzm” w stylu „dobrej zmiany”, występuje, ale tak by nawet trochę Eskimo nie zdenerwować, i z reguły hołubi heroizm przegranych spraw, z pewnym ustępstwem, dla – w dość zresztą okrojonej wersji. Nie ma co ich gorliwie – w „odbrązowaniu” – wspomagać.

    PS. Dmowskiego, ok szanujemy, ale miał „sporo szczęścia”, nigdy chyba nawet nie był wicepremierem. Nie obciąża go więc jakaś nienajlepsza sytuacja gospodarcza czy polityczna II RP. Widzimy głównie jego realizm (polityka jednak nierządzącego – zabory i opozycja) oraz sukcesy lat 1918-1919, Wersal, „odzyskiwanie niepodległości” (łatwiej być de Gaullem roku 1944 i 1945, (niosącym wyzwolenie), niż lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych)

  2. Boydar said

    Ani Szopen ani Kościuszko nie byli/są autorytetami, to pomylenie pojęć. Szopen był genialny, jako kompozytor a być może również jako nauczyciel. Tu nie ma miejsca na pojęcie autorytetu (dla nas, ludzi dzisiejszych). Czy Kościuszko był autorytetem trzeba by zapytać żołnierzy pod nim służącym.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Autorytet

    Jak dla mnie, Autorytet to Ktoś (lub ewentualnie Coś, np. Pismo Święte) któremu jestem skłonny a’priori oddać głos decydujący wbrew temu co sam uważam. Autorytetowi ufam, biorąc pod uwagę, że ja w danej sprawie mogę się mylić.

  3. Ad. 1

    Tak.

  4. Piskorz said

    re 1 (łatwiej być de Gaullem roku 1944 i 1945, (niosącym wyzwolenie), niż lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych)””……to ten Francuzik, który wydał w łapy sowieckie WSZYSTKICH ROSJAN BĘDĄCYCH WE FRANCJI PO 1945 I TO ON UZNAŁ B. SZYBKO „NASZ” RZĄD LUBELSKI !! ps Nie ma żadnego powodu /!!!/, aby miał swój pomnik w stolicy!!

  5. Ad. 3

    Miało być Ad. 2.

  6. jok said

    Re 4 Piskorz
    Cóż, nie chodziło o ocenę całościową de G, czy spojrzenie na niego z takiego czy innego, ale naszego, ogólniej z perspektywy Wisły/Polaków lub wschodnioeuropejskiego punktu widzenia.
    Chodziło – co zresztą z pewnością jasne, więc tak sobie luźno piszę – o ilustrację, ze łatwiej być/lub łatwiej być uznanym za – wyzwolicielem/zbawcą ojczyzny w kończącej się wojnie, niż zdobyć nieustanne uznanie podwładnych/rządzonych rodaków za działania w czasie pokoju.

    Pewnie podobnie było z Bolivarem, narodowym bohaterem, o ile pamiętam … Kolumbii czy Wenezueli, nie wiem czy Boliwii, ale nie sprawdzałem teraz w sieci, taki przykład z głowy (no chyba, że umarł „na czas”)..

  7. Piskorz said

    re 6 Zgoda,,Ale nam serca zabiły jak gen. de Gaulle /rok 1967 / widziałem w kinie na kronice/ powiedział zrozumiałą
    polszczyzną „NIECH ŻYJE POLSKA, NIECH ŻYJE DZIELNA, MĘŻNA WALECZNA POLSKA”.!!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: