Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    wanderer o Będziemy mieli dokumenty, jak…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (54 – …
    Głos Prawdy o Wolne tematy (54 – …
    Wanderer o Jeszcze o Gierku…
    revers o Wolne tematy (54 – …
    bryś o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Jeszcze o Gierku…
    revers o Wolne tematy (54 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (54 – …
    Listwa o Obywatele w obronie radcy praw…
    Listwa o Obywatele w obronie radcy praw…
    Antychazar o Syjonizm prawnie chroniony?
    Listwa o Traditionis Custodes
    plausi o Obywatele w obronie radcy praw…
    Listwa o Traditionis Custodes
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Białoruscy naziści i kolaborancka AK

Posted by Marucha w dniu 2021-06-15 (Wtorek)

Nasze relacje z sąsiadami zanurzone są w historii, niczym w bulgoczącym kociołku, z którego raz wybiera się kąski smakowite, raz nie do przełknięcia, a raz wygasza się ogień i udaje, że w ogóle żadnej wspólnej przeszłości nie mamy.

Jednym z takich dotąd ignorowanych faktów z przeszłości – jest białoruska kolaboracja z nazistowskimi Niemcami. W obecnej narracji III RP wobec Białorusi jest pomijana, bowiem to właśnie do tej tradycji mniej lub bardziej entuzjastycznie nawiązują wszystkie niemal nurty nazywane obecnie „białoruską opozycją demokratyczną”. Znacznie chętniej natomiast oburzamy się, gdy władze w Mińsku wypominają współpracę z III Rzeszą polskiego podziemia i w ogóle białoruskich Polaków po 1939 r. – co z góry uważamy za potwarz i pomówienie.

Sęk w tym, że tak, prawdą jest, że właściwie wszystko, co nie mieści się w nurcie Białorusi sowieckiej – woli odwoływać się do Białorusi pod rządami nazistów. I tak, prawdą jest, że zarówno liczni Polacy, jak i uważana wciąż w Polsce za pomnikową świętość Armia Krajowa – umieli i chcieli okresowo kolaborować z hitlerowcami. Halo, to Europa Środkowa! Tak właśnie wyglądała nasza historia.

Prawdziwi ojcowie narodu białoruskiego

Białoruski ruch narodowy w jeszcze większym bodaj zakresie niż ukraiński – ma dwóch ojców: imperialne interesy Niemiec i etnogenetyczne hobby znudzonych polskich inteligentów, wymyślających sobie nowe tożsamości narodowe jako nośniki własnych, przeważnie progresywnych idei społecznych.

Polscy narodowi renegaci, bardziej niż nieliczni inteligenci-potomkowie „tutejszych” chłopów zderzeni z własnym awansem klasowym – dostawali się następnie w młyny geopolityki, w tym przede wszystkim w strefę zgniotu niemiecko-słowiańskiego. O ile jednak w przypadku „ukraińskości” za jej twórców można uznać zarówno das k.u.k. Evidenzbureau, jak i polskich, niestety, konserwatystów chorych na Moskala – o tyle w przypadku narodowej idei i tradycji Białorusi znamy nawet nazwiska osób, bez których nigdy faktycznie by nie zaistniała.

Historycznych twórców narodu białoruskiego było bowiem dwóch: pierwszy to generał Erich von Falkenhayn, który dowodząc białoruskim odcinkiem Ober-Ostu w Wielkiej Wojnie ze zdziwieniem odkrył, że zarządza terytorium, na którym zamieszkuje lud od wieków kierowany przez Polaków i Rosjan, ale w istocie nie w pełni tożsamy z żadną z tych nacji. To właśnie von Falkenhayn po raz pierwszy wprowadził zagadnienie białoruskie do geopolityki niemieckiej tą akurat częścią Europy Wschodniej niemal zupełnie niezainteresowaną. Można więc uznać, że europejskie aspiracje współczesnej „białoruskiej opozycji demokratycznej” – to w istocie dziedzictwo niemieckiego zarządu wojskowego ziem północno-wschodnich i kontynuowanie dzieła pewnego pruskiego junkra.

Dzieło von Falkenhayna kontynuował i ostatecznie nadał białoruskiemu ruchowi narodowemu kształt, jaki dziś znamy z wystąpień p. Cichanowskiej i jej kolegów inny niemiecki zarządca Białorusi, Wilhelm Kube, Generalny Komisarz Okręgu Generalnego „Białoruś” podczas kolejnej germańskiej okupacji tych okolic. To właśnie Kube jako pierwszy… białoruski polityk demokratyczny w czerwcu 1943 r., otwierając inauguracyjne posiedzenie narodowego Komitetu Zaufania wezwał do „organizowania narodu białoruskiego, by był on na poziomie narodów europejskich”.

Bez udziału tego człowieka, któremu Hitler ufał bezgranicznie, nacjonaliści białoruscy, z których wszystkich skłóconych frakcji nie udałoby się złożyć jednej drużyny piłkarskiej – nie staliby się nigdy zagadnieniem narodowym, w oparciu o narodowe organizacje o masowym charakterze (zwłaszcza 28-tysięczną BSA – Białoruską Samoobronę, do której skądinąd zgłosiło się wielokrotnie więcej ochotników oraz SBM – Związek Młodzieży Białoruskiej, liczącą blisko 100 tysięcy członków organizację kolaborancką, zorganizowaną dzięki wsparciu i na wzór Hitlerjugend).

O ile więc faktycznymi twórcami białoruskiej państwowości byli rosyjscy, polscy i żydowscy rewolucjoniści i zwłaszcza komuniści – o tyle naród białoruski wykreowali pruscy militaryści i tzw. uczciwi naziści.

Komuniści, księża, piłsudczycy

Oczywiście, współczesna demokratyczna i narodowa opozycja na Białorusi Kubego i von Falkenhayna chwali raczej we własnym gronie, jednak bez większych oporów nawiązuje do tradycji i kultywuje pamięć białoruskich wykonawców poleceń tamtych namiestników wielkiej Rzeszy. Ten narodowy panteon obejmuje zatem i polskiego renegata, Wacława Iwanowskiego (jednego z liderów ukochanej przez Piłsudskiego Białoruskiej Republiki Ludowej, a z woli nazistów burmistrza Mińska) i byłego komunistę, byłego piłsudczyka, byłego nazistę i co tylko jeszcze było byłe Radosława Ostrowskiego, z woli Niemców przewodniczącego Białoruskiej Centralnej Rady, a po wojnie współpracownika CIA, i agenta watykańskiego na grunt białoruski, ks. Wincentego Godlewskiego (zlikwidowanego zresztą przez samych Niemców w trakcie walki różnych ośrodków nazistowskich o monopol na rozegranie sprawy białoruskiej).

W istocie bowiem w jeszcze większym zakresie niż na Ukrainie nie ma innej białoruskiej tradycji politycznej, która nie będąc sowiecką – nie byłaby jednocześnie nazistowską i kolaboracyjną wobec Niemiec.

I nie trzeba z tego bynajmniej czynić Białorusi, która ledwie 100 czy 80 lat temu była w istocie dopiero u początku własnej etnogenezy – jakiegoś szczególnego zarzutu. Wystarczy prosta konstatacja faktów, jak również przyjęcie do polskiej świadomości, że również nasze funkcjonowanie na Kresach w latach czterdziestych XX wieku odbywało się m.in. dzięki świadomej kolaboracji z niemieckimi okupantami. Raz jeszcze więc – tak, białoruska tzw. opozycja demokratyczna to spadkobiercy białoruskich wspólników nazistów i tak, Polacy na Kresach też kolaborowali z Niemcami. Nie ma co się obrażać na historię.

Kolaboracja jako cenna zasada polityczna

Mimo doświadczeń Wielkiej Wojny, a może w związku z nimi – plany niemieckie w odniesieniu do Białorusi krystalizowały się w trakcie drugiej części globalnego konfliktu i nigdy nie stanowiły dla Berlina priorytetu. Tzn. z jednej strony Hitler rzucał hasła tworzenia „wolnych od Stalina republik buforowych”, z drugiej, wobec słabości politycznego żywiołu białoruskiego przyjmowano do wiadomości po prostu intensywną kolonizację tych obszarów jako zaplecza rolniczego, a a także… turystyczno-sanatoryjnego dla Wielkiej Rzeszy.

Słowem – plany niemieckie przypominały nieco dzisiejszy stosunek Unii Europejskiej do przyszłości Białorusi. W dodatki zaś tak podczas pierwszej, jak i drugiej wojny światowej Niemcy mieli pewną świadomość, że dla zachowania ciągłości administracji i zwłaszcza aprowizacji, szczególnie w zachodniej części kraju – niezbędna jest kooperacja Polaków, jako warstwy posiadającej i urzędniczej.

Wybuch wojny ze Związkiem Sowieckim na terenach przyłączonych do ZSSR po 17 września 1939 r. oznaczał nie tylko restytucję polskiej własności ziemskiej, rozparcelowanej do kołchozów i sowchozów, ale także powrót polskich urzędników. Nie tylko w Białymstoku, ale także w okręgach grodzieńskim, lidzkim, wilejskim i baranowickim większość aparatu nowych niemieckich władz, policji nie wyłączając – stanowili Polacy. A Niemcy chętnie sprawowali asystę podczas akcji rewindykacyjnych polskich dworów, często połączonej z przymusem wobec miejscowego chłopstwa (choć czasem i dobrowolnej, ruscy chłopi niekiedy i bez oporów oddawali pańskie przy zapewnieniu, że nie powrócą i kołchozy).

Co ciekawe, w tym zakresie Polacy wykazywali w ogóle znaczny zmysł kolaboracyjny – umiejętnie współdziałając także… z Sowietami. Choć trudno uznać za zwolennika takiej linii komendanta Okręgu Nowogródek ZWZ, a następnie AK ppłk. Janusza Prawdzic-Salskiego – to jednak faktem jestem, że już w lipcu 1941 r. w związku z paktem Sikorski-Majski polskie podziemie rozpoczęło współpracę z konspiracją, a następnie partyzantką sowiecką, w efekcie czego sami Niemcy z oburzeniem raportowali, iż bolszewicy oszczędzają polską własność przy rekwizycjach.

Niestety, sytuację wobec obu okupantów zmieniło najpierw podjęcie przez Niemców Polenaktion latem 1942 r., wymierzonej przeciw polskiej inteligencji, a następnie kryzys w stosunkach polsko-sowieckich w kwietniu 1943 r. Realnie jednak do tego czasu Polacy umiejętnie lawirując między nazistami, a bolszewikami – dowodzili rzadko w naszej nacji spotykanego zmysłu politycznego.

Dopiero zdarzenia międzynarodowe i decyzje podejmowane w Berlinie, Moskwie i Londynie powodowały zmianę układu sił na białoruskiej prowincji, okresowo przynosząc znowu wzrost wpływów nacjonalistów, których naziści obdarzyli ostatecznie tak popularnymi dziś symbolami demokratycznymi: Pogonią i trójkolorowym sztandarem, faktycznie wcześniej, poza pierwszym okresem niemieckiej okupacji f- nieistniejącymi.

Wówczas też zarysowała się wyraźna rywalizacja o względy niemieckie między nazistami białoruskimi a litewskimi. Ci drudzy za większą gorliwość i werbowanie większej ilości ochotników do eksterminacji Polaków i Żydów – zostali zresztą nawet obdarowani kolejnymi odcinanymi od Białorusi regionami (oczywiście w ramach wielkoniemieckiej, europejskiej okupacji).

Pomimo tego warto jednak pamiętać, że we wspomnieniach tak litewskich, jak i zwłaszcza ukraińskich działaczy proniemieckich z tamtego okresu – zgodnie uznaje się, że to właśnie Białoruś, startując z najniższego pułapu, praktycznie nie istniejąc jako zagadnienie polityczne, uzyskała od III Rzeszy najwięcej, w każdym razie w zakresie nacjonalistycznej symboliki i praktycznego samorządu. A koncesje – otrzymywali Białorusini kosztem uprzywilejowanych w pierwszym okresie okupacji Polaków. Jednak – do czasu…

Polacy mordujący Białorusinów we współpracy z Niemcami

Pierwszą reakcją AK na zwiększenie zakresu białoruskiej kolaboracji – była akcja terrorystyczna i eksterminacyjna. W samym okręgu lidzkim, wg komendanta Prawdzica wydano co najmniej 300 wyroków za kolaborację – a realnie ofiar polskiego podziemia miało być nawet cztery razy więcej. Polacy równie chętnie mordowali Białorusinów za nazizm – jak i za komunizm i właśnie na tym drugim polu znaleźli pole odnowienia układu z władzami niemieckimi.

Pod koniec 1943 r. Niemcy uznali, że dalsza akcja antypolska nie ma sensu i rozpoczęli rozmowy z Polakami. W praktyce w ciągu kolejnych kilku miesięcy, licząc od pierwszego wolnego układu z kapitanem Adolfem Pilchem, „Górą”, a następnie z por. Józefem Świdą „Lechem” – Polacy na Białorusi znaleźli się w sytuacji mniej więcej czetników z Jugosławii: faktycznego zawieszenia broni z Niemcami i podziału wpływów, oddającego nazistom miasta, w zamian za polską antybolszewicką osłonę na wsiach.

I nie były to bynajmniej inicjatywy oddolne, lokalne i nieuzgodnione z Berlinem i Londynem, skoro ostatecznie płk Aleksander Krzyżanowski, tak święty dziś „Wilk” negocjował z wysłannikami kolejnego niemieckiego namiestnika Białorusi, Curta von Gottberga, a następnie z przedstawicielem samego admirała Canarisa, szefem wileńskiej Abwehry mjr. Juliuszem Christiansenem.

Kiedy więc dziś białoruskie i rosyjskie media oskarżają Armię Krajową o kolaborację z Niemcami – to może to oburzać i obrażać wszystkich, którzy II wojnę światową kojarzą na poziomie szkolno-telewizyjnym jako wojnę dobra ze złem. Nie zmienia to jednak faktów, a te są takie, że Polacy nie tylko z Niemcami rozmawiali, ale i współpracowali, otrzymywali broń (tzn. w skutek decyzji „Wilka” „zdobywali ją” zajmując nie pilnowane i umyślnie wystawiane przez Niemców magazyny), której następnie używali przeciw partyzantce sowieckiej i do pacyfikacji wsi pracujących na rzecz bolszewików.

Efekt?Znowu co najmniej kilka, a być może nawet kilkanaście tysięcy białoruskich trupów. Niestety, ale dzisiejsze białoruskie ataki są prawdziwe i nie można im nawet jakoś szczególnie dać odporu, bo przecież również realna, a nawet znacznie bardziej masowa kolaboracja białorusko-niemiecka to dziedzictwo nie obecnych władz w Mińsku, ale… aktualnych demokratycznych sojuszników III RP.

Szach i mat – prezydent Aleksander Łukaszenko ma wszystkich nazistowskich kolaborantów w jednym koszyczku, samemu mając rączki na kocyku, odwołując się do jedynie słusznej tradycji NKWD-owskiej i partyzanckiej.

Polsko-białoruskie antynazistowskie braterstwo broni

Oczywiście, poza sferą propagandowego moralizatorstwa w ogóle nie musiałoby dojść do wyciągania tych akurat historycznych epizodów. Gdyby relacje polsko-białoruskie były inne z powodzeniem można by skupiać się na okresie 1941/42 bliskiej współpracy podziemia polskiego i sowieckiego/białoruskiego (tak, jak czyniono to w okresie komunistycznym). Wspólnym problemem pozostawaliby więc naziści litewscy i ukraińscy, napędzani także terytorialnym rewizjonizmem wobec tak Polski, jak i Białorusi. I wspólnie też można by eliminować dziedziców nazizmu białoruskiego, wiecznie gotowych na swych ziemiach „budować Europę na nowych zasadach gospodarczych i politycznych”, jak pisał jeden z czołowych białoruskich NS-ów, Fabian Akińczyc.

Niestety, zarząd III RP woli współpracę z dziedzicami nazistów – i w efekcie otrzymuje rachunek za tę część polskiej historii, której wciąż jeszcze nie chcielibyśmy dzisiaj eksponować. Bo nawet, jeśli w modnym dziś nurcie rewizjonizmu historycznego ktoś chciałby się cieszyć z polskiego zmysłu do kolaboracji – to powinien jednocześnie pamiętać, że podejmowanie jej akurat w 1944 r., wobec oczywistości determinizmu historycznego nie miało już nawet większego sensu defensywnego dla polskości. Ponadto zaś nawet, jeśli ktoś był sprytny wówczas – to dziś za taki spryt wystawiany jest Polakom wielomiliardowy rachunek ze strony prawdziwych i ostatecznych zwycięzców tamtej wojny.

Kolaboracja może więc i dowodziła wówczas rozsądku – ale współcześnie należy trzymać się pazurami polskiej obecności w obozie wygranym.

Tak, jak umiejętnie czyni to łukaszenkowska Białoruś.

Konrad Rękas
Konserwatyzm.pl
https://chart.neon24.pl/

Komentarzy 7 do “Białoruscy naziści i kolaborancka AK”

  1. Krzysiek1956 said

    Pan Rękas nie raczył był dokładniej wytłumaczyć co to było za wydarzenie, które nazywa on „Wielką Wojną”??
    Jeśli Autor ma na myśli wojnę niemiecko-sowiecką 1941-45, to proszę mi powiedzieć, czy 1 września 1939 wybuchła jakaś „Mała Wojna”??

    ———-
    Nie ma co się czepiać, Wielka Wojna (Ojczyźniana) 1941-1945 to dobrze zakorzenione pojęcie.
    Admin

  2. plausi said

    Refleksje na temat … tylko Białorusi ?

    „Białoruski ruch narodowy … ma dwóch ojców: imperialne interesy Niemiec ”

    „historycznych twórców narodu białoruskiego było bowiem dwóch: pierwszy to generał Erich von Falkenhayn … inny niemiecki zarządca Białorusi, Wilhelm Kube ”

    Jak widać, tak cenione poczucie narodowe może być też produktem polityki imperialnej, która jest podstawą polityki naszych dwóch wielkich sąsiadów:

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/17/texnc/#WojEur

    że ciarki przechodzą.

    Niełatwo jest rozróżnić zrywy patriotyczne od zrywów będących produktem imperialnych celów państw sąsiedzkich. Czy elita polityczna w Polsce jest w ogóle w stanie zdefiniować własną politykę, to można mieć niemałe obawy, tym bardziej, że

    „Kolaboracja jako cenna zasada polityczna ”

    Spójrzmy pod tym kątem na wszystkie dotychczasowe zarządy w Polsce ustanawiane w wyniku tzw. „wolnych i niezależnych wyborów”.

    Kolaboracja zarządu w Warszawie i innych ośrodkach wspiera jeden z ważnych celów imperialnych

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/17/texnc/#Geneza

    sił, które zarządców w Warszawie wystawiły do zarządu.

    Im bardziej elita w Warszawie kolaboruje z okupantem, tym mocniej są przywoływane przez jej mendia sentymenty patriotyczne, aby odwrócić uwagę od praktykowanej przez nią kolaboracji. NSZZ nie był niczym innym, jak tylko klubem kolaboratorów, ale to powinno być już znane.

  3. Piskorz said

    re 1. P. Rękas powinien wiedzieć, że tym terminem określało się I Światową.!! ps Pan Marucha ma rację; dla Rosjan to była W.W. O. Tak to nazwali i tak pozostało.!

  4. mr1a1 said

    Re 3. Gdy czytać ze zrozumieniem to lepiej nie pouczać pana Rękasa, Falkenhayn to I wojna a nie Wojna ojczyźniana

  5. Piskorz said

    re 4 „Nie widziałem..” teraz wiem, że Wielka Ojczyźniana to Falkenhayn, a Wielka Wojna…to II Światowa..!! A I Wojny w ogóle nie było..!!

    ——
    Była, spoko.
    Admin

  6. I*** said

    Manipulujecie, obywatelu Rękas, ordynarnie manipulujecie!

    Obecnie słowo „kolaboracja” ma negatywne zabarwienie – choć oznacza po prostu współpracę, ale, jak widać, bardzo szeroko rozumianą przez autora tego plugawego, judaszowego tekstu…

    A zatem, według tego nędznego dziennikarzyny, wszyscy – zaczynając od tych, którzy (nolens volens) kontaktowali się z niemieckimi władzami okupacyjnymi bądź wypełniali jej polecenia, a kończąc na tych, którzy fraternizowali się z hitlerowcami (np. na ochotnika wstępując do, organizowanych przez Niemców, rozmaitych [białoruskich] formacji wojskowych i policyjnych spod znaku SS), działali pod niemieckimi rozkazami i w interesie Rzeszy – byli kolaborantami (sic!). Jednym słowem – to bezczelne nadużycie…

    Z powyższego wynika, że np. tacy chlopi, którzy musieli wywiązywać się z obowiązkowych dostaw, byli „kolaborantami”, bo przecież współpracowali z okupantem niemieckim… albo Polacy na Wołyniu (rozpaczliwie broniący się przed mordercami z tzw. UPA), którzy zwracali się o pomoc do Niemców, też byli „kolaborantami”, przecież współdziałali z wrogiem… takich przykładów „kolaboracji” można mnożyć!
    Ale przecież nie o taką „kolaborację” chodzi…

    A teraz zobaczmy, jak wygląda prawdziwa kolaboracja… w wykonaniu Białorusinów – hitlerowcy utworzyli ogółem aż 17 białoruskich, ochotniczych formacji wojskowych i policyjnych (głównie SS), szkolonych przez oficerów SS (w Niemczech i na miejscu – kursy podoficerskie i oficerskie a potem utworzono nawet szkołę, ochotników było wielu!), umundurowanych i uzbrojonych przez Niemców, wchodzących w skład niemieckiego wojska, działających pod rozkazami niemieckimi… walczących z sowiecką partyzantką i z AK, a nawet wysłanych przez Niemców do Powstania Warszawskiego! To tak w skrócie…

  7. Sebastian said

    Użyteczni Naziści – Polityka otwartych drzwi i wysokie emerytury dla byłych nazistów w USA.

    SAA(US Social Security Administration – amerykański odpowiednik naszego ZUS-u) wypłacił w sumie ponad 20,2 mln dolarów, 133 byłym nazistom, w ramach emerytur i innych świadczeń socjalnych wypłacanych przez okres około 50-lat, w tym nawet wtedy kiedy beneficjenci owej pomocy nie mieszkali na terytorium USA i nie posiadali amerykańskiego obywatelstwa. To nie żadna teoria spiskowa, to szokujące i oburzające fakty, na temat tego jak rząd USA za plecami podatników wydawał ich pieniądze na wspieranie tzw. „użytecznych nazistów”, wśród których byli nawet nieosądzenie zbrodniarze wojenni.

    Wśród beneficjentów pomocy socjalnej USA znaleźli się między innymi byli SS-mani, komendanci obozów koncentracyjnych, byli członkowie gestapo i plutonów egzekucyjnych, naukowcy, pracownicy administracji, biurokraci, osoby odpowiedzialne za mordy na cywilach i kolaboranci. Z pośród 20,2 mln dolarów pomocy socjalnej, większość wypłacono beneficjentom w latach 90-tych, a 14 mln wypłacono osobom nigdy nie przebywającym nawet na terytorium USA. Do takich niepokojących wniosków doszedł w wyniku mozolnego śledztwa amerykański Department of Justice (DOJ), badający nieprawidłowości w SAA, a ujawniła je pod koniec 2014 roku agencja prasowa Associated Press. Ujawnione informacje dostarczają kolejnych dowodów na istnienie w USA głęboko zakonspirowanego państwa w państwie, chronionego przez tajne służby (CIA, FBI) i sympatyzujących z nimi polityków i pracowników administracji (zwłaszcza proweniencji republikańskiej). Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli by tylko przyjrzeć się korzeniom CIA, powstałej w 1946 z przekształcenia dotychczasowej OSS (Office of Strategic Services) przez Allena Dullesa (pierwszego szefa CIA), który otwarcie sympatyzował z nazizmem i faszyzmem, a w czasie wojny ze swej placówki w Bernie, korespondował regularnie z Heinrichem Himmlerem. We współprace przy tworzeniu CIA zaangażowani byli również inni sympatycy nazizmu, tacy jak James Jesus Angleton, czy Prescott Sheldon Bush – Ojciec George’a H.W. Busha (41. prezydenta Stanów Zjednoczonych), dziadek George’a W. Busha (43. prezydenta Stanów Zjednoczonych) oraz Jeba Busha (gubernatora Florydy). Ten drugi powiązany był z radykalną frakcją w ramach Partii Republikańskiej, która planowała przeprowadzić w USA w 1933 roku zamach stanu, by ustanowić w Ameryce dyktaturę wzorowaną na dyktaturach faszystowskich w Europie. Z organizacją powiązany był również Reinhard Gehlen, twórca bliźniaczej do CIA Organizacji Gehlena przekształconej w 1956 w BND (Bundesnachrichtendienst – Federalna Służba Wywiadowcza).

    Z pośród bardziej „prominentnych” beneficjentów amerykańskiej pomocy socjalnej, wymienić można choćby:

    – Johna Avdzeja, gubernatora wojskowego na okupowanym przez Rzesze terytorium Białorusi (okolice miasta Stolpce), przesiedlony w ramach umowy rządu USA z RFN, do Niemiec Zachodnich w 1984, zmarły w 1998. John Avdzej był osobiście zaangażowany w czystki etniczne na Żydach i Polakach na terytorium Białorusi. O jego nielegalnej naturalizacji (nadaniu obywatelstwa) w 1959, informował już wcześniej John Loftus, prawnik prowadzący prywatne śledztwo.

    – Arthur Rudolf, niemiecki naukowiec i specjalista od silników rakietowych.

    – Jakob Dezinger, były członek Waffen SS (od 1942), członek niesławnych szwadronów śmierci „Trupiej Czaszki”, po wojnie zamieszkały w stanie Ohio, z powodzeniem rozkręcił drobny biznes produkcji wyrobów plastikowych.

    – Martin Hartmann, również były członek batalionu SS „Trupiej Czaszki” i były strażnik w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen.

    – Elfriede Rinkel, prawdopodobnie jedyna kobieta nazistka na liście płac SAA, była strażniczka obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrueck.

    – Iwan Demjaniu, ukraiński kolaborant z czasów II wojny światowej, były SS-man i strażnik więzienny w obozach koncentracyjnych w Trawnikach, Sobiborze, Treblince i Flossenbürgu gdzie obsługiwał komory gazowe i zwany był „Iwanem Groźnym”.

    Wymieniać by jeszcze długo, ale te kilka przykładów w zupełności wystarczy na zobrazowanie tego jak wyglądał cały proceder. U schyłku III Rzeszy, użyteczni naziści i ich sojusznicy (Banderowcy, Ustasze, kolaboranci z terenów państw Bałtyckich i Europy środkowo-wschodniej) przerzucani byli do USA (w sumie mogło być ich nawet ok 10 tyś), gdzie tworzyli kadry naukowe, sprzedawali cenne informacje lub pomagali w tworzeniu tajnych służb USA i krajów sojuszniczych (BND) oraz proamerykańskich organizacji paramilitarnych. Wielu z nich całymi dekadami służyło w CIA i FBI, i otrzymywało wysokie państwową pensje. W przypadku ocalonych Banderowców czy Ustaszy, planowano ich wykorzystanie do tworzenia antykomunistycznych oddziałów „wyzwoleńczych” w przypadku spodziewanej wojny ze Stalinem lub Tito, lub jako straszaka w czasie negocjacji z tymi mocarstwami. W prawdzie w latach 80-tych i 90-tych, a zwłaszcza po podpisaniu w 1983 z RFN porozumienia o repatriacji (powrocie do Niemiec) wielu z byłuch ex-nazistów i byłych SS-manów zostało pozbawionych amerykańskiego obywatelstwa, to jednak w dalszym ciągu otrzymywali oni ogromne pieniądze od SAA, na które zwykły amerykański obywatel nie może sobie pozwolić, wszak w tym kraju ludzie z poza systemu musza radzić sobie sami, natomiast ludzie z systemu mogą zawsze liczyć na hojną i łaskawą rękę państwa (cała reszta szaraczków może liczyć co najwyżej na niewidzialną rękę rynku).

    Źródła:
    http://www.washingtontimes.com/news/2015/jun/1/watchdog-suspected-ex-nazis-got-202m-in-social-sec/

    https://www.wsws.org/en/articles/2015/06/04/nazi-j04.html
    http://www.reuters.com/article/idUS393731868720130306
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_denaturalized_former_citizens_of_the_United_States
    https://en.wikipedia.org/wiki/Prescott_Bush

Sorry, the comment form is closed at this time.