Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Herbert, czyli skąd się wziąłem.

Posted by Marucha w dniu 2021-07-26 (Poniedziałek)

Zbliżają się moje urodziny, czas na podsumowanie bo to okrągłe sześćdziesiąt. Człowiek się napina by to jakoś podsumować, zapisać jakieś story jak to wszystko szło. Troszkę się tego uzbierało i nie bardzo mi się chce sięgać wstecz do źródeł.

Jednak nie można uciec od podsumowań, ale takich, które nie będą nużyć czytelnika jak wszelkie nudy dziaderskie. Chciałem zwrócić się do źródeł formowania tego kim jestem, przekonany, że jest i było to udziałem wielu ludzi, których spotkałem, bo ten rodzaj ciągnie do siebie jak każdy gatunek wymierający. Ale o tym – na końcu.

Co więc mnie formowało? Oczywiście rodzice. Był to dramatyczny miks przeciwieństw. Ojciec pogodny, optymistyczny, otwarty do ludzi, którzy za nim przepadali. Matka – surowa, raczej oschła, naznaczona piętnem nonkonformizmu, posuniętym wręcz do samowyniszczenia.

Z takiej gliny zostałem ulepiony i to przenicowało moje całe życie. Szczególnie po matce odziedziczyłem ten gen, w którym moje przekonania, zwłaszcza moralne, były czymś czego się nie odpuszczało. A to rodziło kłopoty w życiu i dużą rotację znajomych, którzy konformizm traktowali jako dopuszczalny sposób na przeżycie.

Zmagałem się z tym w nieświadomości, dopóki nie spotkałem się z Nim. Lektura „Przesłania Pana Cogito” Zbigniewa Herberta była jak strzał złotym pociskiem prosto w czoło. Od tej pory wszystko stało się jasne, te moje, zdawało się, emocjonalne, poruszenia w obronie innych, walki z objawami niesprawiedliwości i wywyższania się nabrały nagle głębokiego, filozoficznego, wręcz historiozoficznego uzasadnienia. Nawet, tęskniąc za Mistrzem w Kwarantannie Pierwszej, poważyłem się w „Dzienniku zarazy” na jeden wpis próbujący, nieudolnie rzecz jasna, skopiować jego styl i wgląd.

Ale zacznijmy od Herberta. Dla mnie to największy pisarz z jakim się zetknąłem. Jak zamiast niego Nobla literackiego dostała Szymborska, zdaje się, że nie bez interwencji rodzimych kół poprawnościowych, przestałem patrzeć w tę stronę. Moje intuicje potwierdziły kolejne nagrody w tej dziedzinie – dla grafomańskich miernot, zakończone skandalem korupcyjnym.

Czytałem dużo Herberta i dużo o nim, ale wolałem jego. Po prostu był moim niedoścignionym ideałem jako człowiek, który opisywał bliskie mi poruszenia mojej duszy, których świadomości istnienia nabierałem dopiero po lekturze jego kompaktowych dzieł. Pomógł mi pojednać się z moim ojcem, poprzez zrozumienie mej niedojrzałości.

Herberta heroizm dnia codziennego wydawał mi się najbardziej na miejscu, kiedy ludzie już myśleli, że to nie czasy na rycerskość. Uwielbiałem jego analogie do starożytności, mitów, które pokazywały pokoleniową ciągłość tożsamości ludzkiej kondycji, „rękę wyciągniętą z paleolitu”. I na końcu – potęgę smaku, która w przypadku wydarzeń granicznych, czy choćby kuszącego zła kazała

Wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby miał za to spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
[z „Potęga smaku”]

Ale to literatura. Mnie właśnie zaimponował nadaniem sensu nawet beznadziejnemu oporowi, który wydaje się daremny, ale tylko w perspektywie doczesnej. I tym, że wskazał na estetyczne podstawy… etyki, że zło jest zawsze dalekie od piękna, którego niekoniecznie trzeba szukać gdzieś wysoko, ale w kamieniu, innym człowieku, pomocnej ręce, katedrze.

Ale żeby być tak zdeterminowanym w nonkonformizmie trzeba było w moim wypadku mieć to we krwi (po matce) a potem znaleźć w Herbercie nie tylko tego uzasadnienie, ale odwieczne źródła. Postawa kogoś kto nie może wytrzymać, naprzykrza się otoczeniu swoim zdaniem, kiedy wszyscy by chcieli sobie odpocząć od świata, nie przysparza przyjaciół. Wygląda na wywyższanie się z własną opinią, ba – oceną. A jest tak naprawdę przekleństwem dla kogoś kogo to dotknęło, ciągłym szeptaniem diabełka niezgody siedzącego na ramieniu. Wierzcie mi, to wielkie marzenie, by się od tego uwolnić i nie ma w tym nic z wywyższania się. To ciężki dar, brzemię

ocalałeś nie po to by żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
[z „Przesłanie Pana Cogito”]

Tak, nie zostałeś wybrany, tylko ocalałeś i to rodzi… zobowiązanie.

Nikt takich właściwie nie lubi. Już jest fajnie, mościmy się, przemilczamy albo przeczekujemy rzeczywistość, a takie coś łazi ciągle i wali prosto z mostu

przez wieki idzie za nimi
ta płaczliwa stara panna
w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia
napomina

wyciąga z lamusa
portret Sokratesa
krzyżyk ulepiony z chleba
stare słowa

– a wokół huczy wspaniałe życie
rumiane jak rzeźnia o poranku

[„Pan Cogito o cnocie”]

Co ciekawe takie typki ciągle się zaplątują w tryby historii. I wierzcie mi – bezwiednie. Potem robią rzeczy dla siebie może nie zwyczajne, a oczywiste, ale nie z pociągu do heroizmu tylko z poczucia konsekwencji swoich przekonań, które nie mogą wytrzymać bez wcielania ich w życie. Nadają się więc jak nikt inny na czasy heroiczne, które dopiero są dla nich normalnym stanem. Kiedy codzienność weryfikuje spójność przekonań z postawami. A więc daje… pokój duszy, czyli szczęście, nawet w największych historycznych ekstremach. Ale taki będzie tylko

pośrednikiem wolności … przyjmuje rolę poślednią nie będzie mieszkał w historii

Dowodem na bezinteresowność takiej postawy jest to, że prawie zawsze… przegrywa. To zawsze gra o sumie ujemnej, bo

Nagrodzą cię tym co mają pod ręką chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

Takich przeklętych nie jest sporo, wreszcie każdemu się jego wszyty nonkonformizm kończy na którymś z poziomów, coraz bliższych przetrwaniu. Ale wyczuwamy się, jak wspomniałem, jak ginący gatunek.

Tym radośniejsze jest spotkanie i świadomość, że „jesteśmy sami”, to znaczy, że nikt za nas tego nie zrobi. Tak samo było w pandemii. Ja się nie chciałem angażować, ale wiedziałem, że jak się zacznie, to znów znajdę się wśród pokornych niepokornych i tak się, osmatycznie, stało. Zawsze za takie coś płaci się kręcącymi wokół freakami, którzy swoją bezkompromisowość doprowadzili do prostych źródeł, tłumaczącym im jedną przyczyną zło świata, któremu się przeciwstawiają. Może to być Żyd, komuch, mason, nawet reptilian. Nie wszyscy wytrzymują presji świata, który i tak w swej codziennej postaci jest największym odjazdem. Wtedy się szuka praprzyczyny.

W większości wystarczy tylko spojrzenie, gest, jedno słowo i człowiek wie, że spotkał swojaka. Tylko wtedy… nie ma o czym gadać, wszak wszystko jest jasne. Kasandry, które krzyczą, choć nikt nie słucha ich, czasem oczywistych, przestróg, które będą bez satysfakcji patrzyły na lekceważoną wróżbę upadku Troi nie zaznają spokoju.

Jak wiadomo Apollo urażony odmową dał Kasandrze dar widzenia przyszłości razem z przekleństwem tego, że nikt jej nie słuchał. Kasandra zawsze występuje jako dziwoląg, który żyje na obrzeżach życia, wpada w najmniej odpowiednich momentach i wszystko psuje swym mrocznym wieszczeniem. To trudno nosić tak swoją prawdę, do której jesteś przekonany, a której nikt nie rozumie. Większość rezygnuje z takiego brzemienia posłannictwa. Może to rodzić wśród bezkompromisowych ciągoty do poczucia wyższości. Wtedy pomaga Herbert

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

Jerzy Karwelis
https://dziennikzarazy.pl

Komentarzy 17 do “Herbert, czyli skąd się wziąłem.”

  1. NICK said

    Tak.
    Herbert.

  2. I*** said

    Od późnych lat pięćdziesiątych XX wieku Herbert odbywał liczne podróże zagraniczne, bez problemów ze strony władz w Polsce – praktycznie więcej życia spędził za granicą… nawet ślub, z Katarzyną Dzieduszycką, wziął w polskim konsulacie (w Paryżu, jeśli się nie mylę)!

    Przyjaźnił się z żydem Miłoszem, wrogiem polskości (znanym ze skłonności homoseksualnych) – „kochał go”, jak wyznała publicznie (w wywiadzie) pani Herbertowa – osobliwa była to miłość… nie zapominajmy jeszcze o bliskich znajomościach Herberta z (koszernymi)) Kisielewskim i Michnikiem! :)))
    W sumie obracał się on głównie w środowisku żydów…

    Otrzymał wiele nagród – w tym od żydów z Ameryki i Izraela… w Polsce żydowscy bardzi śpiewali jego wiersze… to tylko kilka uwag odnośnie życia poety Herberta!

    ———
    Może oceniajmy to, co pisał?
    Admin

  3. Piskorz said

    re 2 Może oceniajmy to, co pisał?
    Admin….dobra uwaga p. Marucha, też tak uważam.! A Jego motto powinno nam przyświecać…”Bądź wierny, idź”. ps Gość z charakterem, z tego co wiem.

  4. Kwal said

    On też powiedział: „Płynie się zawsze pod prąd, do źródeł, z prądem płyną śmiecie”…
    A czy z Herlingiem Grudzińskim można go porównać ?

  5. Pr said

    I mamy link do kolejnego ciekawego blogu:
    https://dziennikzarazy.pl

  6. I*** said

    (2) Poprawka – „żydowscy bardowie”…

    Herbert żadnym męczennikiem nie był, sam w życiu niczym nie ryzykował i głowy za nic nie nadstawiał – ale chętnie nam, Polakom, taką postawę „heroiczną” („choćby miał za to spaść bezcenny kapitel ciała głowa”) w swojej twórczości lansuje… :)))

    Zachwyca się nim autor publikacji – poeta zaimponował mu „nadaniem sensu nawet beznadziejnemu oporowi, który wydaje się daremny, ale tylko w perspektywie doczesnej”. Dobre! :))) Toteż nie dziwota, że żydzi go tak ochoczo nagradzali! :)))

    Do czego nas namawia Herbert? Do „pięknej śmierci”? Myśmy to już w swojej historii przerabiali…

  7. I*** said

    (4) Herling-Grudziński (z pochodzenia żyd) poetą nie był – w swojej najbardziej znanej książce („Inny świat”) opisuje własne, obozowe życie na „nieludzkiej ziemi”… raczej trudno o porównanie twórczości obu pisarzy! :)))

  8. Marucha said

    Trzygwiazdkowy coś nie za bardzo lubi Herberta.
    Bo nie był męczennikiem.

  9. Boydar said

    U wielu Herbert uczucia i odczucia pobudził. Oraz różne skojarzenia i spostrzeżenia. W zasadzie to usprawiedliwia.

    A Trzygwiazdki preferują sceniczny antysemityzm w miejsce rozumu. Stwierdzono doświadczalnie – „nie każdy żyd jest bandytą, ale każdy bandyta jest żydem”, i to trzeba właściwie zrozumieć. A dopiero potem bawić się w wygłaszanie antyżydowskich haseł. Bo właśnie to najbardziej żydom pasuje, a nam tylko szkodzi.

  10. I*** said

    (9) Jak widać, siedzenie na płocie – z bolącym tyłkiem – musi wam mocno doskwierać, obywatelu Boydar! :)))

    Swoją drogą, jakie to odczucia i spostrzeżenia pobudził u was poeta Herbert? Podzielcie się z nami swoimi „bezcennymi” uwagami – tylko, na Boga, zaoszczędźcie nam łzawych i rzewliwych hagad… :)))

  11. Boydar said

    Czy ja wyglądam na infolinię ? Jeżeli Kaczmarski i Gintrowski zdecydowali się śpiewać Herberta to znaczy się coś w nich było. A bardzo niewykluczone że jest nadal.

    Zgryźliwy tetryk jesteście Obywatelu Trójgwiazdkowy, i nie szukacie pozytywów w tym co życie przynosi. A co do Herberta – każdy bandyta jest żydem, ale odwrotnie to już niekoniecznie.

  12. I*** said

    (11) No i mamy jasność w temacie, obywatelu Boydar! :)))

    Krótko mówiąc – nie macie nic do powiedzenia o „wiekopomnej” poezji Herberta…
    Zasłaniacie się żydowskimi bardami – śpiewaczymi, dla was, autorytetami! :)))

  13. Boydar said

    Proszę zatem zaatakować polskimi. Jesteśmy w dupie, generale, i na to nasze nędzne położenie nikt i nic nie poradzi. Póki co.

  14. Marucha said

    Re 12:
    Panie Trzygwiazdkowy, co to – klasówki chce Pan tu urządzać? „Za co cenimy Zbigniewa Herberta” – wyjaśnij w punktach?
    A może Trzygwiazdkowy najpierw nam zacytuje bodaj jedno zdanie z twórczości Herberta, które mu się nie podoba, zamiast zarzucać mu, że nie był męczennikiem?

  15. I*** said

    (13) Położenie nasze jest tragiczne – trudno temu zaprzeczyć… co prawda, to prawda!

    (14) Nikt nikomu klasówek nie urządza! Ale skoro zabiera się głos w obronie poety i jego twórczości…

    Co do zacytowania „bodaj jednego zdania” – taki cytat z Herberta już padł… w moim komentarzu wyżej (6)!

    ———
    NIE KURWA!
    Ten co zaatakował Herberta, ma to uzasadnić. Bo był pierwszy. A nie odwracać kota ogonem.
    Ja mogę bez podania przyczyn wdeptać w gnój twierdzenie, podane bez dowodu.
    Admin

  16. Boydar said

    Byli i są Żydzi, którym udzielono licencji na mówienie Prawdy. Bo Diabeł nie ma prawa zmieniać rzeczywistości, a zło wybieramy sami. Więc Prawda, może i w kąciku, ale zawsze jest chcącemu dostępna.

    Obywatel *** tego mechanizmu i tej konwencji nie pojmuje i chyba wcale pojąć nie chce.

  17. I*** said

    (15) Moja opinia o Herbercie została wystarczająco przedstawiona w moich komentarzach, Panie Gajowy!

    (16) Gadka szmatka, obywatelu Boydar!

    „Licencjonowany” żyd, który mówi Prawdę… nieźle, nieźle! :)))

    ———-
    NIC Pan konkretnego nie napisał o jego twórczości.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.