Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Leo o Walka z wiatrakami – wal…
    Zbigniew Kozioł o Wolne tematy (11 – …
    revers o Wolne tematy (11 – …
    Dziennik 1925 Andre… o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Krzysztof M o Wolne tematy (11 – …
    Ale dlaczego? o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Siekiera_Motyka o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    revers o Jak były rektor KUL ułożył mod…
    Carlos o Wolne tematy (11 – …
    Szczepan Zbigniewski o Kultura przeciw tradycji
    revers o W domu wisielca
    UZA o Walka z wiatrakami – wal…
    Marek o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Sztuka (anty)nowoczesna

Posted by Marucha w dniu 2021-08-31 (Wtorek)

W tekście „(B)ramy zaświatów” pisałem o tym, jak w XIX wieku, w epoce romantyzmu, malarstwo odzyskało wymiar sakralny, właściwy sztuce społeczeństw tradycyjnych. Teraz chciałbym to samo napisać o wieku XX i o sztuce nowoczesnej.

Szeroko pojęta sztuka nowoczesna nie ma dobrej prasy u konserwatystów. Ileż to się można naczytać, od książek poważnych konserwatywnych krytyków kultury po płytkie gazetki wydawane przez prawicę katolicką, o jej „zdegenerowanym” charakterze, o „bohomazach”, które zastąpiły „prawdziwą” sztukę. Prawdziwą, to znaczy realistyczną.

Całe bowiem konserwatywne wybrzydzanie na sztukę nowoczesną daje się sprowadzić do jednego krótkiego zarzutu – braku realizmu (czyli właściwie: fizykalizmu) przedstawienia. Obnoszący z dumą swe konserwatywne gusta mówią więc i piszą to samo, co komuniści, którzy w okresie minionego ustroju takimi właśnie argumentami i słownictwem zwalczali sztukę nowoczesną, przeciwstawiając jej swój płaski wzorzec socrealizmu.

Ta zgodność nie jest przypadkiem. Dla myślących antykwarycznie konserwatystów ideałem pozostaje sztuka wytworzona przez mieszczańską cywilizację XIX wieku. Podobnie jak czynili to komuniści, bronią oni sztuki mimetycznej, wyrastającej z materialistycznego postrzegania świata jako zbioru przedmiotów fizycznych, w którym dotyk czy cielesny wzrok nie napotyka na żadne tajemnice.

Jak pisałem w poprzednim tekście, program taki nie ma nic wspólnego ze sztuką społeczeństw tradycyjnych (przednowoczesnych), bo jej dzieła miały wyprowadzać człowieka – daleko, wysoko – poza ramy codziennego zmysłowego doświadczenia i na tym właśnie polegała ich funkcja. Równie dobrze konserwatywni odbiorcy mogliby narzekać na „bohomazy” sztuki średniowiecznej, która w swej istocie nie była realistyczna, lecz symboliczna.

W tzw. sztuce nowoczesnej do głosu doszły natomiast prądy w gruncie rzeczy podważające nowoczesność, bo rozsadzające wizję świata charakterystyczną dla człowieka nowoczesnego. Pojawienie się tych tendencji w sztuce świadczyło o przebudzeniu głębokich warstw ludzkiej duszy, które przez długi czas pozostawały stłamszone przez panujący w epoce nowoczesnej, oficjalnie nauczany i wpajany światopogląd racjonalistyczny.

Kryzys kultury zachodniej, jaki rozpoczął się pod koniec XIX wieku, doprowadził do rozkładu racjonalizmu jako siły kulturowej i Europejczyków owionął oddech nieznanego, a właściwie – dawno zapomnianego.

Gdy pękł gorset racjonalistycznych idei i wzorców (nawarstwianych kolejno przez scholastykę, Reformację, Kontrreformację, Oświecenie i dogorywających w pozytywizmie), wrażliwi artyści zaczęli szukać wyrazu dla nowych poruszeń ducha, niekiedy nie zdając sobie sprawy, że wcale nie są one nowe, lecz bardzo stare – i, czasem nieświadomie, a często świadomie, przywracali w swoich dziełach sposób widzenia rzeczywistości charakterystyczny dla człowieka tradycyjnego.

Przez człowieka tradycyjnego mam na myśli członka społeczeństw tradycyjnych, przednowożytnych, jakie nawet dziś wciąż zamieszkują niektóre części świata. Człowiek żyjący w świecie Tradycji znał wiele form doświadczania i przeżywania rzeczywistości, na które człowiek nasiąkający mentalną atmosferą nowożytności zaczął się zamykać, aż w końcu zamknął się na nie całkiem.

Dla człowieka nowoczesnego, nawet jeśli jest religijny, świat tego, co dostrzegalne i świat tego, co niedostrzegalne pozostają odrębne, czy wręcz przeciwstawne. Nawet jeśli w jakimś stopniu się ze sobą przenikają, pozostają odrębne, czy wręcz przeciwstawne. Dla człowieka tradycyjnego były tylko jednym światem, a żaden podział nie istniał.

Człowiek tradycyjny żył w świecie wypełnionym i zamieszkiwanym przez rozmaite tajemnicze siły, moce, żywioły, dusze i duchy. Spotkanie z nimi stanowiło dlań przeżycie jeśli nie codzienne, to co najmniej częste. Jego świat był pełen cudów, zjawisk i wydarzeń „niesamowitych”. Jeżeli w nowoczesnych społeczeństwach są jeszcze ludzie, którzy doświadczają zanurzenia w rzeczywistość tak głęboko i bezpośrednio, w sposób niezakłócony przez racjonalizację abstrakcyjnym rozumowaniem – to głównie dzieci (i bardzo niewielu dorosłych).

I tutaj dochodzimy do sztuki (rzekomo) nowoczesnej, reprezentowanej przez takich autorów, jak Giorgio de Chirico (1888-1978). Ten włoski malarz, uważany za prekursora surrealizmu, do 1918 r. uprawiał, jak je sam nazywał, „malarstwo metafizyczne” (pittura metafisica).

Za zadanie stawiał mu właśnie ponowne otwarcie człowieka na kontakt z głębszymi warstwami rzeczywistości, z „niesamowitością” obecną i możliwą do dostrzeżenia w świecie. Jak sam wyjaśniał, „nie trzeba zapominać, że obraz powinien zawsze być odbiciem głębokiego doznania i że głębokie doznanie znaczy – dziwne, dziwne zaś znaczy – mało znane i nieznane. Aby dzieło sztuki było naprawdę nieśmiertelne, konieczne jest, aby wykraczało poza ludzkie ograniczenia. W ten sposób upodobni się do marzenia sennego i umysłu dziecka” [1].

Uważamy przedmioty wokół nas za zwyczajne, ale człowiek w społeczeństwach archaicznych postrzegał je jako posiadające duszę, naładowane niezwykłymi mocami, zdolne wyłonić z siebie wszystko i któż wie co. W taki też sposób przedmioty ukazywał na swych obrazach Chirico.

Teraz łatwiej nam zrozumieć, dlaczego na początku XX wieku w europejskich sztukach plastycznych zaczęło narastać zainteresowanie sztuką społeczeństw archaicznych, formą jej dzieł, symboliczną i wyrażającą pierwotne doświadczenie egzystencjalne. Pisał na ten temat Arnold Toynbee: „Szanujący się dzisiejsi rzeźbiarze zachodni, którzy nie znaleźli stosownego dla siebie azylu w Bizancjum, obrócili wzrok na Benin; i to nie tylko w gliptycznej gałęzi sztuki świat zachodni, którego twórcze źródła najwyraźniej wysychają, szuka nowych inspiracji u barbarzyńców Afryki Zachodniej” [2].

Trzeba pamiętać, że sztuka społeczeństw tradycyjnych służyła rytuałom lub powstawała jako ich wytwór, miała charakter hieratyczny. Nawiązanie przez sztukę nowoczesną kontaktu z Tradycją poprzez odkrycie sztuki społeczeństw tradycyjnych musiało więc zaowocować przywróceniem dziełom sztuki ich funkcji sakralnej.

Warto też wczytać się w słowa, które w 1911 r. wypowiedział jeden z ojców malarstwa nowoczesnego, August Macke (1887-1914): „Nieuchwytne idee objawiają się pod postacią uchwytnych kształtów, uchwytnych dzięki naszym zmysłom, podobnie jak gwiazda, burza, kwiat – jako kształt. Forma jest dla nas tajemnicą, ponieważ jest wyrazem tajemniczych sił. Tylko dzięki niej przeczuwamy tajemnicze siły, »niewidzialnego boga«. Zmysły są dla nas pomostem łączącym nieuchwytne z uchwytnym. Kontemplować rośliny i zwierzęta to znaczy poczuć ich tajemnicę. Rozumieć mowę kształtów to być bliżej tajemnicy, żyć.” [3].

Przynajmniej niektórzy twórcy sztuki nowoczesnej doskonale pojęli zatem, iż istotą sztuki społeczeństw tradycyjnych był symbolizm, a funkcja symboliczna formy dzieł tej sztuki polegała na wyrażaniu czy ukazywaniu rzeczywistości przekraczającej naturalne widzenie – i starali się przywrócić sztuce w swoich własnych dziełach.

Do twórców takich niewątpliwie należał Constantin Brâncusi (1876-1957), o którym mówi się, że przemienił rzeźbiarstwo w XX wieku. Jego twórczość uważnie analizował Mircea Eliade (1907-1986), wielki badacz duchowości społeczeństw tradycyjnych. Najprościej będzie tu przytoczyć in extenso kilka uwag, które wynotował na jej temat w swoich dziennikach. Tłumaczą bowiem kwestię przejawiania się Tradycji w sztuce współczesnej znacznie lepiej i głębiej, niż zrobiłbym to sam, próbując streścić myśl autora.

Notatka z 10 lipca 1962 r.: „Człowiek prawie niepiśmienny, niemal półanalfabeta, który zrewolucjonizował sztukę współczesną! Wydaje się to niewiarygodne. A jednak, jeśli przyjąć mój punkt widzenia – mianowicie że Brâncusi był wieśniakiem, który zdołał zapomnieć to, czego nauczył się w szkole, i w ten sposób odnalazł duchowy świat neolitu – ta wyjątkowa twórczość znajduje wyjaśnienie. (…). Trzeba by kiedyś napisać artykuł o »kolumnie niebios« w folklorze rumuńskim i o koncepcjach megalitycznych, do jakich ona nawiązuje, a także o »Kolumnie nieskończonej« Brâncusiego. Ta w Tîrgu Jiu ma trzydzieści metrów wysokości. »Podtrzymuje niebo« – mówił Brâncusi. Jest więc axis mundi, filarem kosmicznym. Naprawdę chciałbym wiedzieć, jak doszedł do ponownego odkrycia tej megalitycznej koncepcji, która na Bałkanach zanikła już ponad dwa tysiące lat temu i przetrwała jedynie w folklorze religijnym.”

Notatka z 23 maja 1964 r.: „Chciałbym skorzystać z tej okazji, by bardziej szczegółowo i spójnie sformułować wnioski, do jakich doszedłem, rozmyślając nad zagadnieniem dalszej, acz zamaskowanej obecności sacrum w sztuce nowoczesnej. Oto Brâncuşi, odnajdujący sakralność w szorstkiej materii, zbliżający się do »pięknego« kamienia z emocją i czcią człowieka paleolitu; oto Chagall, poprzez swe osiołki i anioły wyznający tęsknotę za Rajem.”

Notatka bez daty z 1966 r.: „To przede wszystkim jego umiłowanie kamienia, materii twardej, nieprzenikliwej (metale należą do innej kategorii; metali – w formach nam znanych i przez nas wykorzystywanych – nie ma w przyrodzie, są one wytworami człowieka). Co prawda każdy rzeźbiarz kocha swe materiały, zwłaszcza zaś marmur. U Brâncuşiego jednak jest coś więcej: zbliża się on do kamienia z wrażliwością, a może nawet nabożną czcią człowieka prehistorycznego. (…). Czy nie można w jego woli przeistoczenia kamienia, zniesienia właściwej mu formy bytu (przede wszystkim ważkości), by pokazać nam, jak ulatuje on w górę (weźmy »Czarodziejskiego ptaka« [»Maiastra«]) – odgadnąć jakiejś archaicznej formy religijności, już od dawna nie istniejącej na naszym kontynencie? Problem najbardziej dramatyczny wiąże się jednak z »Kolumną nieskończoną«. Wiem doskonale, że twórca zrazu zamierzał wykonać ją ze stali. Wiem też, że jej model odnajdujemy w ludowej sztuce rumuńskiej, a mówiąc dokładniej, w strukturze drewnianych słupów podpierających i zdobiących chaty chłopskie. Mnie interesuje przede wszystkim sens, jaki sam Brâncuşi przypisywał »Kolumnie«. Otóż przyrównywał ją do kolumny niebieskiej, do filara kosmicznego, który podtrzymuje niebo, umożliwiając komunikację między Niebem a Ziemią. Jednym słowem, Brâncuşi uważał ją za axis mundi. Jest to koncepcja bardzo stara i rozpowszechniona. Ten zwłaszcza typ axis mundi mógłby być dziełem kultur megalitycznych (…).”

Notatka z 23 sierpnia 1970 r., relacja z wizyty w skansenie budownictwa historycznego Folk Museum w Oslo: „Otóż moja fascynacja tymi czcigodnymi świadkami cywilizacji drewna ma zgoła inne źródła. Przede wszystkim wiąże się ona z motywem odnajdywanym na każdym z węgłów tych domów, w miejscach zazębiania się belek; motyw ten miał lec u podstaw »Nieskończonej kolumny«. Jest to figura zapewne doskonale znana Brâncuşiemu, który często spotykał ją w Oltenii swego dzieciństwa, gdyż widać ją na drewnianych chłopskich domach. Zresztą widać ją również gdzie indziej, zwłaszcza w elemencie stanowiącym »filar domostwa«, sporządzanym z kloców ciosanych w kształt rombów. U Brâncuşiego jednak wspomnienie ustępuje miejsca twórczej wyobraźni, więc tenże motyw, uwolniony od funkcji konkretnych, odzyskuje swą pierwotną funkcję »filaru centralnego« i axis mundi. Ten banalny motyw, podobny do tylu innych i wspólny całej cywilizacji drewna, drzemał sobie w letargu od tysięcy lat, aż nagle magiczna różdżka geniusza wyrwała go z tej drętwoty, uszlachetniła i przekształciła” [4].

Innym badaczem duchowości tradycyjnej, który analizował to głębokie podglebie współczesnej sztuki był Carl Gustav Jung (1875-1961). Swą uwagę skupiał na nowoczesnym malarstwie, dostrzegając w nim przejawy nieusuwalnie wpisanej w człowieka tęsknoty za kontaktem z sacrum – z rzeczywistością, która „nie jest z tego świata” [5].

Przytoczone tutaj fakty i idee każą inaczej spojrzeć na „religię sztuki”, którą propagowali Stanisław Przybyszewski (1868-1927) i Zenon Przesmycki-Miriam (1861-1944) w epoce artystycznej Moderny, czy na „religię kultury”, którą w latach trzydziestych głosił Jan Emil Skiwski (1894-1956) – i uznać, że właśnie z perspektywy tradycjonalistycznej miały one głęboki sens.

Jeżeli bowiem sposoby widzenia rzeczywistości charakterystyczne dla społeczeństw tradycyjnych przetrwały nawet w sztuce nowoczesnej, to znaczy, że właśnie wtedy, kiedy tworzymy dzieła sztuki spontanicznie – wcale nie robimy tego spontanicznie, lecz coś większego działa przez nas. Uprawianie sztuki może więc także dla dzisiejszego człowieka stać się furtką do osiągnięcia pierwotnego doświadczenia duchowego, jakie było udziałem człowieka tradycyjnego.

Adam Danek

[1] Cyt. za: Krystyna Janicka, De Chirico. Malarstwo metafizyczne, Warszawa 1979, s. 2.

[2] Arnold Toynbee, Studium historii. Skrót dokonany przez D. C. Somervella, przeł. Józef Marzęcki, Warszawa 2000, s. 406.

[3] Cyt. za: Gabrielle Dufour-Kowalska, Caspar David Friedrich. U źródeł wyobrażeń romantycznych, przeł. Maria Rostworowska, Kraków 2005, s. 49.

[4] Mircea Eliade, Moje życie. Fragmenty dziennika 1941-1985, przeł. Ireneusz Kania, Warszawa 2001, s. 468-469, 523, 599, 657 (podkreślenia w oryginale).

[5] Carl Gustav Jung, UFO w malarstwie, [w:] tenże, Nowoczesny mit. O rzeczach widywanych na niebie, Kraków 1982, s. 205-244.

Myśl Polska, nr 35-36 (29.08-5.09.2021)
https://myslpolska.info

Komentarzy 12 do “Sztuka (anty)nowoczesna”

  1. UZA said

    „Uprawianie sztuki może więc także dla dzisiejszego człowieka stać się furtką do osiągnięcia pierwotnego doświadczenia duchowego, jakie było udziałem człowieka tradycyjnego”.

    A co to znaczy człowiek tradycyjny ? Czy chodzi np. o społeczność zamieszkującą Andamany ? To ja już wolę dziewiętnastowieczną kulturę mieszczańską.

  2. CEP said

    Nie zapominajmy również o sponsorach dziel sztuki, Dawniej był to Kościół i arystokracja. Dziś są to elity banksterskie i polityczne. Sztuka służy im celom niemal na ślepo.

  3. zen said

    Malarze malujący pejzaże, usiłują z różnym skutkiem namalować rzeczywisty obraz tego co widzą, ale jakże nieudolny w porównaniu z oryginałem, a nabywcy tych obrazów płacą często fortuny aby obcować z nieudaną kopią natury stworzonej przez Boga. „Moim” malarzem jest Józef Chełmoński, którego obrazy pełne dynamiki i ekspresji budzą czasem lęk, np. Napad wilków. Chełmoński to Chopin polskiego pejzażu, zatrzymał tamten czas dla następnych pokoleń, pokazując nieuchwytne piękno natury i wsi polskiej, tkwiącej długo w szponach niewolniczej pańszczyzny.

    Alfred Wierusz Kowalski, Józef Mehoffer i bajkowy świat z obrazu Dziwny ogród, Aleksander Gierymski….. nie potrafię malować, nie znam się na malarstwie, dlatego przeniesienie na płótno tego co widzimy, jest dla mnie sztuką samą w sobie. Może jeszcze Zdzisław Beksiński i jego niektóre przerażające dzieła, być może pokazują prawdziwy świat, którego nie widzimy, lub nie potrafimy zauważyć goniąc za propagandowymi złudzeniami.

  4. Zbigniew Kozioł said

    Oj… nie znam się na malarstwie, choć czasem mnie też porusza. Nie tylko przecie malarstwo zaliczamy do sztuki. W pewnym momencie życia, bardzo późno, zaczęła docierać do mnie muzyka, ta lepsza, a w wielkiej mierze dzięki… powtarzam się do znudzenia… pięknej a młodziutkiej Patrycji Janeczkowej z Ostrawy. I teraz mnie wydaje się, że wiem już, czym jest sztuka.

    Powiem w sposób dość prostacki. Nie mam problemu z nowoczesnością w sztuce. Nawet uwielbiam fantazje, odejście od rzeczywistości. To bardzo wzbogaca. Mam tylko jeden warunek: sztuka warta jest swej nazwy tylko wtedy, gdy niesie coś pozytywnego odbiorcom, gdy jest przekazem myśli i idei dobrych, twórczych, gdy wiedzę szerzy, obyczaje łagodzi.

  5. kominiarz said

    Chciałem namalować pejsaż. Żona mi powiedziała, żebym się nie wygłupiał.

  6. bardzo said

    Wszystkim koneserom sztuki, ale i (a może przede wszystkim) laikom, polecam serię autorstwa Waldemara Łysiaka „Malarstwo białego człowieka”. Tylko tytuł jest prowokacyjny, treść porywająca, jak to u Łysiaka. Autor uczy cierpliwie krok po kroku, jak należy czytać i rozumieć sztukę malarską. Książki należy wypożyczyć, ponieważ już w momencie wydania nie były tanie, a teraz zapewne osiągają cenę białego kruka. Niemniej, polecam.

  7. Zbigniew Kozioł said

    Miała rację. Ileż musiałby pan zapłacić za statystów z pejsami… Żony czasami (nie zawsze) miewają rozsądne rady. Nie lepiej byłoby pojechać na Roztocze i pagórki … namalować? Szewnia Dolna, kościółek w którym mnie ponoć ochrzczono. Widoczny jest z kilku kilometrów w dolinie otoczonej lasami:

  8. Zbigniew Kozioł said

    Tutaj zaś jeszcze kościół w Kosobudach na Roztoczu, jakieś 20 km od Zamościa:

    Obok jest rozległy cmentarz. Tam moi najbliżsi śpią w spokoju między pięknymi sosnami na piachu: Mama, Tata, Wujek, Babcia… i wielu dalszych.

    Panie Bardzo, wszystkie tomy „Malarstwo białego człowieka” można sobie bezpłatnie w PDF z https://www.pdfdrive.com/ , co niniejszym i czynię 😉

  9. Zbigniew Kozioł said

    Zacząłem czytać Łysiaka. Wciągające. Umie pisać. Mnie ciekawiło, kim on jest.

    Wiedziałem o Łysiaku i jego książkach właśnie od końca 1990-tych. Nazwisko przemykało się, powiedzmy na Poland-L (Marucha wie). Raczej nieżyczliwie. Aż ponad 20 lat trzeba? Aż tak wiele lat trzeba… Sam muszę najpierw przeczytać, abym mieć prawdziwe zdanie, a to zajmie.

    Niestety. PDF nie położy się na półkę.

    ——
    Pan wie, co za ludzie dominowali na Poland-l…
    Admin

  10. Piskorz said

    re 7 …a ten kościół na wodzie w Zwierzyńcu..?! A sam Zwierzyniec i okolice piękne i spływ kajakowy..A to Polska właśnie.! p I Krasnobród i Tom. Lubelski. A Zamość to 2x widziałem, piękne miasto.

  11. Zbigniew Kozioł said

    @9 Marucha. Wiem. I wiedziałem. Ale ja lubię ludzi 😉 Qurcze, jak ten czas się zwija. Ale przecież pamiętamy i coś to dało, pozostawiło.

    Pojechałby ktoś ze mną na grzyby w sobotę? Do Wielbarka na Mazurach? Autobus pracowniczy wcześnie rano zabierze z Warszawy. 35 zł. Nikogo doprosić się.. co za ludzie, jakie to wszystko miastowe, boja się zatruć 😉

    ——
    Ja w zasadzie nie lubię ludzi jako takich. Mogę lubić jednostki. Większość jest nie tylko głupia, ale i zła.
    Admin

  12. bardzo said

    Dziękuję za linka, panie Zbigniewie. Poprzestałem na piątym tomie Malarstwa Łysiaka. Dalej już nie wydydoliłem finansowo. Takoż, ostatnie dwa tomy poczytam sobie na sieci.

    Nie umiem zbierać grzybów, ale na rybałku to owszem, czemu nie, tylko ten dystans przez Ocean.

    pozdr.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: