Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Yagiel o Wolne tematy (71 – …
    Yagiel o Wolne tematy (71 – …
    mate29 o Chiny mają w nosie „Zielony Ła…
    UZA o Wolne tematy (71 – …
    UZA o Wolne tematy (71 – …
    Yagiel o Półpolacy
    skompostowane zwłoki o Półpolacy
    lewarek.pl o Czy chcą nas zabić?
    Olo o Wolne tematy (71 – …
    revers o Wolne tematy (71 – …
    lewarek.pl o Wolne tematy (71 – …
    revers o Czy chcą nas zabić?
    Boydar o Półpolacy
    Carlos o Półpolacy
    Lily o Półpolacy
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Niemieckie alternatywy

Posted by Marucha w dniu 2021-09-22 (Środa)

Wybory 26 września w Niemczech to najważniejsze głosowanie w tym roku w Europie. Po czterech kadencjach Angeli Merkel na stanowisku kanclerza republiki federalnej pojawi się nowy polityk, co może mieć konsekwencje nie tylko krajowe, lecz również kontynentalne i globalne.

Rzadko jednak zwracamy uwagę na to, co dzieje się na zapleczu walki największych ugrupowań – Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej – Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CDU – CSU), Zielonych (die Grünen) i Wolnej Partii Demokratycznej (FDP). Tymczasem krajobraz polityczny Niemiec jest znacznie bardziej zróżnicowany niż w większości krajów europejskich.

Inkluzywny system

Bogactwo i struktura szans w niemieckim systemie partyjnym wynika również z obowiązującego tam, dość wyjątkowego systemu wyborczego. Wybierana bezpośrednio niższa izba parlamentu nie ma określonej, stałej liczby mandatów (obecnie w Bundestagu zasiada 709 posłów). Jest to efekt stosowania mieszanej ordynacji wyborczej. Każdy wyborca oddaje bowiem dwa głosy – jeden na partyjną listę krajową, a drugi na kandydata z jego okręgu wyborczego, który wybierany jest zwykłą większością głosów.

Generowane są w ten sposób dodatkowe mandaty nadliczbowe. Wobec list krajowych obowiązuje 5% próg wyborczy, jednak, jeśli jakieś ugrupowanie w okręgach jednomandatowych zdobędzie więcej niż trzy mandaty, jest z konieczności przekroczenia tej bariery zwalniane i tym samym zyskuje również mandaty z listy krajowej, zgodnie z otrzymanym przez nią poparciem procentowym. Sprawia to, że – pomimo dość wysokiego poziomu instytucjonalizacji i stabilizacji – również niewielkie formacje zyskują szansę na uzyskanie reprezentacji parlamentarnej, przynajmniej teoretycznie.

Warunkiem udziału w wyborach jest zebranie podpisów wyborców popierających rejestrację listy i kandydatów w okręgach jednomandatowych. Z wymogu tego zwolnione są partie posiadające reprezentację w Bundestagu, ale także te ugrupowania, które w ostatnich wyborach regionalnych zdobyły co najmniej 5 mandatów w jednym Landtagu. Poza partiami parlamentarnymi, wymóg ten spełniają w tym roku wyłącznie Wolni Wyborcy (niem. Freie Wähler) oraz Brandenburskie Zjednoczone Ruchy Społeczne / Wolni Wyborcy (BVB / FW). Z konieczności zbierania podpisów zwolnione są również partie reprezentujące mniejszości narodowe, z czego w obecnych wyborach zdecydował się skorzystać zrzeszający Duńczyków i Fryzów Związek Wyborców Południowego Szlezwiku (SSW). W związku z pandemią COVID-19 w tegorocznych wyborach zdecydowano się zmniejszyć czterokrotnie liczbę wymaganych do rejestracji list i kandydatów podpisów wyborców.

Alternatywa z prawa

W roku 2014 reprezentanci wówczas uznawanej przede wszystkim za formację prawicowo-liberalną i eurosceptyczną Alternatywy dla Niemiec (AfD) dostali się po raz pierwszy do Parlamentu Europejskiego. Trzy lata później stworzyli precedens w historii powojennego niemieckiego parlamentaryzmu, uzyskując 12,6% i 94 mandaty w Bundestagu. W Saksonii kandydatom AfD udało się ponadto wygrać wybory w trzech okręgach jednomandatowych. Wkrótce jednak nastąpiły tarcia wewnętrzne, które doprowadziły do kolejnych rozłamów; z ugrupowaniem pożegnało się nie tylko jego liberalne skrzydło (np. jeden z jego założycieli, eurosceptyczny, liberalny ekonomista Bernd Lucke), ale też była przewodnicząca partii Frauke Petry.

W 2021 roku na czele partyjnej listy oraz w roli kandydatów na kanclerza stanęli jeden z jej liderów Tino Chrupalla (Saksonia) oraz Alice Weidel (Badenia-Wirtembergia). Chrupalla jest od niedawna współprzewodniczącym partii, wybranym z poparciem sprawującego rząd dusz w AfD Alexandra Gaulanda (na zdjęciu). Pochodzi ze wschodnioniemieckiej Saksonii, gdzie prowadził warsztat malarski i lakierniczy, po tym jak uzyskał zawodowe wykształcenie w tym kierunku. Wyrażał przekonanie, że landy wschodnie zagrożone są przestępczością pochodzącą z Polski i dlatego postulował swego czasu przywrócenie kontroli granicznej.

Uważany jest za przedstawiciela ludowego skrzydła partii, które kieruje swój przekaz w pierwszym rzędzie do tych, którzy – jak określił to sam Chrupalla – „wstają, gdy jest jeszcze ciemno, pracują cały dzień, i wracają do domu, kiedy znowu jest ciemno”. Współprzewodniczący AfD największe poparcie zyskał w przygranicznym Goerlitz, choć sam pochodzi z Górnych Łużyc, z okolic Weißwasser (Biała Woda), które on sam uznaje za niewielki fragment Śląska, jaki pozostał na terytorium niemieckim. Kontrowersje wzbudziły również jego twierdzenia, iż w nalotach alianckich na Drezno w 1945 roku zginęło 100 tys. mieszkańców miasta, choć oficjalnie najczęściej podawana jest liczba ofiar czterokrotnie mniejsza. Chrupalla nawołuje też do normalizacji relacji z Rosją. W tym roku wziął udział w obchodach 80. rocznicy napaści hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki zorganizowanych w Moskwie; „moja obecność tutaj jest znakiem pojednania. Niestety, jestem jedynym przedstawicielem Niemiec, który składa tu wieniec” – mówił podczas uroczystości.

Weidel pochodzi ze struktur zachodnioniemieckich partii. Przez lata zajmowała się doradztwem biznesowym (pracowała m.in. dla wielkich, globalnych korporacji finansowych, Goldman Sachs i Allianz), płacąc podatki w Szwajcarii. Jej poglądy gospodarcze są jednoznacznie neoliberalne, a nawet libertariańskie; należy do Stowarzyszenia Friedricha A. von Hayeka i opowiada się za zniesieniem minimalnej stawki godzinowej wynagrodzenia. Również w warstwie obyczajowej jej profil jest daleki od konserwatywnego; Weidel żyje w związku partnerskim z pochodzącą ze Sri Lanki szwajcarską producentką telewizyjną, z którą wychowuje adoptowanych synów. Zwraca zresztą przy tym uwagę, że „AfD jest jedynym gwarantem praw homoseksualistów”, zagrożonych, według niej, przez muzułmańskich imigrantów. W partii jest od początku, a już w 2017 roku, wówczas wraz z Alexandrem Gaulandem, stała się kluczową postacią kampanii wyborczej w wyborach do Bundestagu. Poza eurosceptycyzmem i neoliberalnym podejściem do polityki społecznej, Weidel znana jest przede wszystkim z ostrych wypowiedzi antyimigranckich, wpisujących się w główny nurt przekazu politycznego AfD.

Na czołowych listach kandydatów partii w poszczególnych landach znaleźli się przedstawiciele różnych jej skrzydeł. Frakcję prawicowo-konserwatywną reprezentuje pochodząca z arystokratycznej rodziny Beatrix von Storch (Berlin), zbliżony do partii biznes – szef Alternatywnego Związku Pracodawców Uwe Witt (Szlezwik-Holsztyn) – oboje kojarzeni są wewnątrzpartyjną grupą Alternatywne Centrum (Alternative Mitte), która inicjowała m.in. powstanie Żydowskiego Zrzeszenia Federalnego w AfD.

Po drugiej stronie znajduje się formalnie rozwiązane w 2020 roku Skrzydło (niem. Flügel), reprezentujące tendencje narodowo-volkistowskie i oskarżane o ekstremizm. Jego niekwestionowanym liderem jest Bjoern Hoecke stojący na czele AfD w Turyngii. To właśnie w tym landzie listę kandydatów w tegorocznych wyborach otwiera związany z nim Stephan Brandner, zaś w sąsiedniej Saksonii-Anhalt – inny jego sojusznik, Martin Reichardt. Zwornikiem tych rozmaitych prądów ma być wspomniany już honorowy przewodniczący partii, nadal niezwykle wpływowy i cieszący się ogromnym autorytetem na Wschodzie i na Zachodzie, 80-letni Alexander Gauland, otwierający listę AfD w Brandenburgii. Nie wiadomo, czy wystarczy mu zdrowia i sił, by opanować wewnętrzne konflikty i rozstrzygnąć podstawowy dylemat Alternatywy: czy stać się neoliberalną, antyimigrancką i eurosceptyczną prawicą, czy raczej volkistowsko-konserwatywną formacją narodową.

Tym bardziej, że wciąż istnieje alternatywa dla Alternatywy z prawa. Nie jest to jakaś nowa partia, czy szczególnie świeży i dynamiczny ruch, lecz raczej weteran niemieckiej narodowej prawicy – Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD). Na czele ugrupowania stoi od 2014 roku 42-letni dziś były żołnierz Franz Frank, krytykujący członkostwo Niemiec w NATO. Listy jego kandydatów w tym roku to swoiste połączenie weteranów niemieckiego ruchu nacjonalistycznego (Udo Voigt, Edda Schmidt) i pokolenia młodszego, nierzadko związanego ze sceną neonazistowską (Thorsten Heise, Sascha Roßmüller). Partia nigdy nie przekroczyła 5% progu wyborczego (najlepszy wynik uzyskała w 1969 roku – 4,3%), zaś poparcie dla niej ostatnio wyraźnie spadło wskutek pojawienia się na scenie AfD (do 2017 roku oscylowało wokół 1,5%, by zmniejszyć się do zaledwie 0,4% w ostatnich wyborach do Bundestagu).

Do tego doszły problemy prawne związane z kolejnymi działaniami Urzędu Ochrony Konstytucji z determinacją dążącego do delegalizacji ugrupowania. Każdy krok AfD w kierunku centrum i próba marginalizowania w tej partii ludzi takich jak Hoecke, to szansa na dodatkowe głosy dla NPD. W sprawach kulturowych NPD jest z pewnością bliższa postulatom konserwatywnym, szczególnie na tle polityków AfD z landów zachodnich. W kwestiach polityki zagranicznej oba ugrupowania opowiadają się za opuszczeniem Unii Europejskiej, ale już tylko narodowi demokraci żądają również opuszczenia NATO. W sferze postulatów gospodarczych i lansowanej wizji polityki społecznej, AfD to w dużej mierze neoliberalni zwolennicy myśli von Hayeka, zaś NPD to apologeci etatyzmu i odrzucenia obecnego modelu kapitalizmu. Większość polityków AfD dość bezkrytycznie spogląda na Polskę, dając wiarę rzekomemu eurosceptycyzmowi Prawa i Sprawiedliwości i stawiając Jarosława Kaczyńskiego w jednym szeregu z Viktorem Orbanem, choć to sympatia zupełnie przez PiS nieodwzajemniona. NPD z kolei domaga się rewizji postanowień układu poczdamskiego, obstając przy tradycyjnym, niemieckim, nacjonalistycznym rewizjonizmie. Żadna z tych partii nie ma zbyt wielkiej wiedzy na temat Polski, ani nie przejawia nią jakiegoś szczególnego zainteresowania.

Relewancja rządowa AfD i NPD jest zerowa. W przypadku Alternatywy sukcesem będzie powtórzenie wyniku z wyborów 2017 roku, biorąc pod uwagę, że sondaże od dłuższego czasu wskazują dla niej poparcie na poziomie 11-12% ankietowanych. Zachowa wówczas szansę, pomimo wcześniejszych rozłamów wewnętrznych, na status silnej frakcji opozycyjnej w Bundestagu. NPD, choć wystawia listy kandydatów we wszystkich 16 landach, raczej nie może na razie liczyć na powrót do wyniku ponad 1%. Musi czekać na swój czas i bacznie obserwować rozwój wydarzeń w AfD.

Alternatywa z lewa

Wśród ugrupowań deklarujących sprzeciw wobec aktualnego modelu społeczno-gospodarczego i systemu politycznego współczesnych Niemiec, drugą największą siłą parlamentarną jest lewicowa die Linke (Lewica). Partia ta powstała w 2007 roku z połączenia postkomunistycznej, wschodnioniemieckiej Partii Demokratycznego Socjalizmu (PDS) z Alternatywą Wyborczą Praca i Sprawiedliwość Społeczna (WASG) będącą lewicową grupą rozłamową z SPD. Najlepszy wynik, 11,9%, Lewica uzyskała w 2009 roku. W ostatnich wyborach musiała zadowolić się poparciem 9,2% wyborców i 69 mandatami. Jak wskazywały liczne analizy politologiczne, część jej zwolenników odpłynęła w kierunku AfD, reagując w ten sposób na poczucie zagrożenia wynikające z kryzysu imigracyjnego. Spadek poparcia był już przed czterema laty również efektem sporów wewnętrznych w partii. Wówczas toczyły się one pomiędzy dwójką twarzy kampanii wyborczej – Dietmarem Bartschem dążącym za wszelką cenę do łagodzenia antysystemowej retoryki i zyskania potencjału koalicyjnego umożliwiającego koalicję z SPD i Zielonymi, a Sahrą Wagenknecht (na zdjęciu) , która jednoznacznie twierdziła, iż „dobra opozycja jest zawsze lepsza od udziału w złej polityce rządowej”.

To wtedy rozpoczął się otwarty konflikt dotyczący fundamentów rozumienia lewicowości. Wagenknecht domagała się przywrócenia Lewicy jej pierwotnego charakteru, skoncentrowania się na kwestiach socjalnych, sprawiedliwości społecznej i prawach pracowniczych, krytykując zafiksowaną wyłącznie na kwestiach kulturowych i prawach mniejszości lewicę, jak to określiła, lifestyle’ową. Ze strony jej oponentów wywołało to oskarżenia o lewicowy populizm i naruszenie kanonów politycznej poprawności, widoczne choćby w jej ostatniej książce „Zadufani w sobie. Mój kontrprogram na rzecz zbiorowego rozsądku i spójności” (niem. Die Selbstgerechten. Mein Gegenprogramm – für Gemeinsinn und Zusammenhalt, Frankfurt 2021). Wprawdzie w 2017 roku Wagenknecht stanęła na czele frakcji Lewicy w Bundestagu, jednak już w 2018 roku wywołała wściekłość partyjnego kierownictwa, gdy ogłosiła wraz z Oskarem Lafontaine’m (byłym liderem WASG, wieloletnim premierem Kraju Saary, prywatnie jej partnerem) powstanie ponadpartyjnego ruchu Powstańcie (niem. aufstehen) wzywającego m.in. do uniezależnienia się Europy od Stanów Zjednoczonych oraz budowy zjednoczonego kontynentu suwerennych demokracji.

W listopadzie 2019 roku straciła funkcję szefowej klubu parlamentarnego. Po wydaniu wspomnianej książki Wagenknecht wszczęto procedurę jej wydalenia z partii, jednak nie zgodziły się na to struktury ugrupowania w jej macierzystej Nadrenii Północnej – Westfalii i to właśnie one podjęły ostateczną decyzję o przyznaniu jej pierwszego miejsca na liście. Nie zmienia to faktu, że czeka ją twarda walka i pozostawanie w wewnątrzpartyjnej opozycji.

Tymczasem liderami tegorocznej kampanii wyborczej do Bundestagu zostali wspomniany już Dietmar Bartsch oraz współprzewodnicząca Janine Wissler. Bartsch pochodzi z meklemburskiego Stralsundu, od 1977 roku aż do rozwiązania partii był członkiem rządzącej w Niemieckiej Republice Demokratycznej Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED), a w latach 1986-1990 pracował nad doktoratem w Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Po upadku wschodniego dołączył do PDS, a po jej zjednoczeniu z WASG znalazł się w die Linke. W nowej partii prowadził bezpardonową walkę z radykalizmem Lafontaine’a, przechodząc do oportunistycznej, ewoluującej w kierunku socjaldemokracji frakcji reformistycznej, zrzeszonej niegdyś w partyjnym Forum Demokratycznego Socjalizmu.

Kandydująca w Hesji Wissler to z kolei członkini frakcji trockistowskiej w Lewicy, zorganizowanej w sieć Marx21. Czołowi kandydaci partii w poszczególnych landach reprezentują różne jej wewnętrzne nurty, m.in. związkowy (jeden z liderów związku zawodowego ver.di Bernd Riexinger w Badenii-Wirtembergii, Alexander Ulrich z IG Metall w Nadrenii-Palatynacie), reformistyczny (Jan Korte w Saksonii-Anhalt), tropiący odchylenia nacjonalistyczne we własnych szeregach i reprezentujący lewicę kulturową nurt emancypacyjny (Doris Achelwilm w Bremie, Katja Kipping w Saksonii), bliski Wagenknecht, mniejszościowy nurt Lewicy Socjalistycznej (Nicole Gohlke w Bawarii). Ciekawostką jest fakt, że listę Lewicy w Hamburgu otwiera Żaklin Nastić, urodzona w Gdyni i posiadająca wciąż także obywatelstwo polskie, która w wieku 10 lat znalazła się w Niemczech, gdy w 1990 roku na emigrację z Polski zdecydowali się jej rodzice. Pierwsze miesiące w nowej ojczyźnie spędziła w ośrodku dla imigrantów w hamburskim porcie, a jej przypadek pokazywany jest jako model możliwości awansu społecznego w republice federalnej.

W zależności od powyborczej arytmetyki parlamentarnej, Lewica może pójść drogą socjaldemokratyzacji i tożsamościowego roztopienia się w wypadku realizacji scenariusza koalicji czerwono-zielono-czerwonej, lub opozycyjności, która mogłaby wzmocnić pozycję zmarginalizowanej dziś Wagenknecht i jej słabnących zwolenników. W tym pierwszym przypadku należy spodziewać się rychłego zejścia całej formacji z niemieckiej sceny politycznej. W tym drugim – może się już wkrótce okazać, że die Linke nabierze nowego rozpędu i przywróci sens pojęciu lewicowości we współczesnych Niemczech, zyskując ogromny potencjał wyborczy w najbliższych latach. Na razie wyraźną większością cieszy się wybór oportunistycznego uczestnictwa w koalicji, nawet za cenę wyrzeczenia się partyjnych fundamentów, jak choćby krytycznego stosunku do obozu transatlantyckiego czy niezgody na szaleństwa ekologów prowadzące do degradacji przemysłowej niemieckiej fabryki Europy.

Co zatem może zrobić niemiecki lewicowy wyborca, który na liście w swoim okręgu nie ma Wagenknecht czy Gohlke? Może poszukać alternatywy na lewicy pozaparlamentarnej, nie tak dziś wprawdzie licznej, jak przed paroma laty, ale jednak wciąż istniejącej. We wszystkich landach swoje listy kandydatów wystawia w tym roku niewielka Marksistowsko-Leninowska Partia Niemiec (MLPD). To kierowane od 2017 roku przez 44-letnią obecnie pracownicę zakładów metalowych spółki Zwilling, Gabi Fechtner niewielkie ugrupowanie otwarcie odwołuje się do komunizmu radzieckiego oraz maoistowskich Chin. W jego materiałach czytamy, że „należy się odciąć od wszelkich przejawów współczesnego rewizjonizmu i reformizmu”, zaś trockizm uznawany jest tam za „drobnomieszczańskie odchylenie od marksizmu”. Ugrupowanie broni ponadto zdecydowanie okresu stalinizmu, przez co – choć udawało mu się w przeszłości pozyskiwać pewne wpływy wśród związkowców podczas akcji strajkowych – uznawane jest raczej nawet na lewicy za sekciarskie.

Ostatnio stało się o nim głośno, gdy w 2020 roku postawiło przed budynkiem swej centrali w Gelsenkirchen pierwszy w Niemczech Zachodnich pomnik Władimira Lenina. Program tej marginalnej formacji jest otwarcie komunistyczny, dodatkowo mocno antysyjonistyczny, co niejednokrotnie wywoływało protesty Centralnej Rady Żydów w Niemczech. Trudno spodziewać się, by MLPD zdobyła większe poparcie niż zazwyczaj, czyli około 0,1% głosów. Z przyczyn proceduralnych listy w zaledwie 6 landach udało się zarejestrować Niemieckiej Partii Komunistycznej (DKP), która jednak raczej również nie zdołałaby zmienić krajobrazu po lewej stronie elektoratu antysystemowego w Niemczech, bo jedyne lokalne sukcesy odnosiła w ostatnich latach dzięki współpracy wyborczej z Lewicą.

Alternatywa demokratyczna

W Niemczech tradycyjnie ustabilizowaną pozycję mają ruchy odwołujące się do demokracji bezpośredniej, choć – jak wiadomo – instytucja referendum wykluczana jest na mocy ustawy zasadniczej republiki. Jak pokazuje praktyka, można jednak budować formacje postulujące taką właśnie zmianę systemową i konstytucyjną. Listy tego rodzaju mają różne profile programowe – od raczej konserwatywnych Wolnych Wyborców po paneuropejski, federalistyczny ruch Volt Deutschland.

Najciekawszą z tego rodzaju inicjatyw jest jednak partia Oddolni (Basis), której udało się wystawić listy wszędzie za wyjątkiem Berlina. Jest to typowy ruch protestu sprzeciwiający się segregacji sanitarnej i kolejnym ograniczeniom wprowadzanym w związku z pandemią koronawirusa. Z jej ramienia w wyborach udział biorą m.in. znani lekarze dysydenci – Andreas Soennichsen w Bawarii czy były działacz SPD i internista Wolfgang Wodarg w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Z pewnością formacja ta ma spore zaplecze, zdolne jednak raczej do mobilizacji podczas ulicznych protestów, a wciąż niegotowe do zaprezentowania kompleksowej alternatywy politycznej, poza hasłami o demokracji bezpośredniej.

Alternatywa z góry przegrana?

Wszystko wskazuje na to, że żadna z wymienionych powyżej partii nie będzie miała specjalnych powodów do satysfakcji po 26 września. Niektóre (AfD, Lewica) wzmocnić mogą nieco swoją reprezentację w Bundestagu, ale jednocześnie wciąż trawić będą je wewnętrzne podziały. Ich marginalni konkurenci raczej nie zyskają tym razem zbyt wielu dodatkowych głosów. Oddolni mogą okazać się interesującym eksperymentem politycznym, ale obecne wybory to chyba jeszcze nie ich czas na efektowne wejście do gry.

Tak czy inaczej, wybory w Niemczech warto śledzić nie tylko pod kątem koalicyjnych układów i politycznych zapowiedzi największych ich uczestników, ale również z punktu widzenia mniejszych graczy. Dziś walczą oni o drugorzędne stawki, jednak za cztery lata niektórzy z nich mogą przejść do innej ligi. Okazuje się bowiem, że na pierwszy rzut oka stabilny do znudzenia niemiecki system partyjny mieni się różnymi politycznymi barwami i z całą pewnością ciekawszy jest przez to od systemów wielu innych krajów europejskich, w tym Polski.

Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 39-40 (25.09-3.10.2021)
https://myslpolska.info

Komentarzy 14 do “Niemieckie alternatywy”

  1. Leo said

    Wygląda jakby pan Mateusz wierzył w demokrację, uczciwość wyborów i to, że Merkel rządziła, wyznaczała kierunki i podejmowała decyzje… jak nazwać taką postawę?

  2. Miet said

    Tak tylko się doczepię odnośnie pojęcia – alternatywa.
    Jeżeli powiem A lub B, to nie są tutaj dwie alternatywy – to jest (jedna) alternatywa składająca się z dwoch członów.

    Tak więc Niemcy nie mają ileś tam alternatyw – mają jedną składającą się z chyba (jak dobrze policzyłem) czterech członów. 😊

  3. Piskorz said

    re art Ale tam jest też Die Basis, b. mało punktów za Alternative fuer Deutschland. 9 lub 10 miejsce na razie.

  4. Głos z Kociewia said

    Ten typ z pierwszej fotki : Auerland ( urodzony w 1941 roku) powiedział :”powinniśmy być dumni z naszego wojska z czasów II Wojny Światowej”, Z agresorów zatem też, i z morderców ze Sztuthofu, Szpęgawska, czy Piaśnicy też powinni być dumni.- Ech . – Ta zaś na drugiej fotce Wagenknecht ( 52 lata, bezdzietna ) wyszła za Lafontaine , 26 lat starszego bohatera Socjaldemokratów, SPD , który wypiął się na Socjalistów i założył Lewaków – w roku :2009 .:Linke) . Takich to gugusiów mają dziś Adolfy. Hitlerkinder.. Wszystkie, ale to wszystkie partie skrycie nienawidzą Polski i w jedną trąbę dmuchały i dmuchają 😮 nazwie : z Polską się nie gada. Popatrz na tego Schredera z SPD teraz w Gazpromie., albo na Szpicla dr fizyki – pseudonim Erika czytaj Złota Aniela . Potrzebują Tusków, więcej tusków, więcej sprzedawczyków i wyrobników, więcej zaprzańców, zdrajców., a Polska przestanie istnieć, co jest ich marzeniem.

  5. Voodoosch said

    Przecież wszyscy do rze wiemy, że nie ma wogóle znaczenia kto tam wygra, bo i tak będzie tylko rzecznikiem tych za kurtyną. Zmieni się jedynie ścieżka do tego samego celu. Głosowanie to są igrzyska dla motłochu, który myśli, że może coś wybrać.

  6. Yagiel said

    Zgadzam się z Voodoosh – niemieckie Alternatywy są stalinowskie: wszystko jedno, jak mu dacie na imię, byleby był Józef…
    A serio: tenże Stalin oświecał: trzeba ludziom dać o d p o w i e d n i wybór : nasz albo nasz !
    A to czy Stalin był odpowiednią alternatywą wykreowaną
    znacznie powyżej jego i Lenina i jeszcze
    Hitler’a oraz Churchill’a
    pozostawiam

    demokracja to spartańska/dorycka bajka
    dla przygłupich Atenczyków
    nie dla Atenian
    t. Sokrates

  7. Marcin said

    W stosunku do relacji z Polska ja tu nie widzę żadnej „alternatywy”. Szwab, szwabem zostanie.

  8. Kar said

    ..jak to sie stalo, ze Merkel (podwladna Putina) komunistka DDR zaczela rzadzic przez 4 tury w federalnych Niemczech.

    Bylo brak odpowiednich zachodnich kandydatow?

    Czy to Rosja miala wplyw na wybor odpowiedniego lewaka kandydata. Nikt nie uwierzy, ze wyjscie mlota + sierp z Niemiec bylo ot tak za darmo. Nie ma nic za darmo..

    Kim byli; Adenauer, Kohl, Brandt, Schroder (stereotypowi pustynni pasterze ktorych w naszym kraju jest w ch..j)

  9. Tak samo

    Ad. 8, Kar
    „..jak to sie stalo, że Merkel …”

    „..jak to sie stalo, że Wałęsa …”

    dokładnie tak samo.

    W roku 2005 została pani Merkel wezwana przed oblicze Bilderbergów, aby sprawdzić jej przydatność do zajmowania stanowiska kanclerza, parę miesięcy później zaczęła zajmować to stanowisko, które jej poprzednik musiał w tym celu zwolnić.

    https://marucha.wordpress.com/2020/11/27/prawdziwy-obraz-parlamentu-europejskiego/#comment-929178

    Pan Schroeder (kanclerz) w tym celu musiał wezwać posłów swej parti, SPD, i z koalicji Zielonych, aby głosowali przeciwko niemu we wniosku o wotum zaufania, bo tylko tak mógł zwolnić w szybkim tempie miejsce dla pani Merkel.

    Na temat tekstu pana Piskorskiego nie wypowiadam się, bo jest to zbędne, podobnie jak sam tekst.

  10. Sascha Roßmüller, członek zarządu krajowego Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD), wiceprzewodniczący NPD w Bawarii, autor 2 książek, to bez wątpienia jeden z najbardziej znanych nacjonalistów za naszą zachodnią granicą. Sascha jest aktywny również na forum europejskim (fundacja Europa Terra Nostra i paneuropejska partia Sojusz na Rzecz Pokoju i Wolności), gdzie od lat promuje ideę dialogu pomiędzy nacjonalistami z krajów Europy. W interesującej rozmowie (polecamy wideo poniżej) z Laną Lokteff (Red Ice TV, Radio 3Fourteen) podkreślił konieczność współpracy polskich i niemieckich nacjonalistów w obliczu wyzwań teraźniejszości i przyszłości. Działacz NPD, którego dziadkowie pochodzili z Dolnego Śląska, zaapelował o porzucenie bezproduktywnych sporów na temat przeszłości oraz walkę o suwerenność naszych ojczyzn, tradycyjną rodzinę i wartości, które zbudowały europejską Cywilizację. Zwrócił uwagę, że nasi wrogowie – globaliści, liberałowie, promotorzy multikulturalizmu – działają globalnie, a nacjonaliści pogrążają się w niekończących się dyskusjach na temat wydarzeń sprzed kilkudziesięciu/kilkuset lat. „Akceptujemy narodową suwerenność Polski. Polska to kraj i naród o ważnej, geopolitycznej roli w regionie. Mam ogromną nadzieję, że wielu polskich nacjonalistów obejrzy ten program, w którym niemiecki nacjonalista wyciąga rękę do dialogu i współpracy. Nigdy więcej bratnich wojen w Europie”, powiedział Sascha Roßmüller.

    To nie pierwszy taki głos płynący z Niemiec. Thorsten Heise, jedna z najważniejszych postaci niemieckiego ruchu oporu, jest od lat w Niemczech promotorem współpracy z europejskimi braćmi oraz odrzucenia niszczącego szowinizmu, który służby jedynie naszym wrogom. Wywiad z nim dla portalu Nacjonalista.pl

  11. Sascha Roßmüller, członek zarządu krajowego Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD), wiceprzewodniczący NPD w Bawarii, autor 2 książek, to bez wątpienia jeden z najbardziej znanych nacjonalistów za naszą zachodnią granicą. Sascha jest aktywny również na forum europejskim (fundacja Europa Terra Nostra i paneuropejska partia Sojusz na Rzecz Pokoju i Wolności), gdzie od lat promuje ideę dialogu pomiędzy nacjonalistami z krajów Europy. W interesującej rozmowie (polecamy wideo poniżej) z Laną Lokteff (Red Ice TV, Radio 3Fourteen) podkreślił konieczność współpracy polskich i niemieckich nacjonalistów w obliczu wyzwań teraźniejszości i przyszłości. Działacz NPD, którego dziadkowie pochodzili z Dolnego Śląska, zaapelował o porzucenie bezproduktywnych sporów na temat przeszłości oraz walkę o suwerenność naszych ojczyzn, tradycyjną rodzinę i wartości, które zbudowały europejską Cywilizację. Zwrócił uwagę, że nasi wrogowie – globaliści, liberałowie, promotorzy multikulturalizmu – działają globalnie, a nacjonaliści pogrążają się w niekończących się dyskusjach na temat wydarzeń sprzed kilkudziesięciu/kilkuset lat. „Akceptujemy narodową suwerenność Polski. Polska to kraj i naród o ważnej, geopolitycznej roli w regionie. Mam ogromną nadzieję, że wielu polskich nacjonalistów obejrzy ten program, w którym niemiecki nacjonalista wyciąga rękę do dialogu i współpracy. Nigdy więcej bratnich wojen w Europie”, powiedział Sascha Roßmüller.

    To nie pierwszy taki głos płynący z Niemiec. Thorsten Heise, jedna z najważniejszych postaci niemieckiego ruchu oporu, jest od lat w Niemczech promotorem współpracy z europejskimi braćmi oraz odrzucenia niszczącego szowinizmu, który służby jedynie naszym wrogom. Wywiad z nim dla portalu Nacjonalista.pl

  12. aaa said

    Niezależnie od upływającego czasu, w Niemczech obowiązuje”Drang nach Osten”.

  13. artnemo said

    Tekst pana Piskorskiego opisujacy scene polityczna Niemiec nie posiada zadnej relewancji w stosunku do Polski (nie taki był widocznie zamiar autora) ale jedno stwierdzenie jest wysoce trafne, a mianowicie, ze: „Żadna z tych partii nie ma zbyt wielkiej wiedzy na temat Polski, ani nie przejawia nią jakiegoś szczególnego zainteresowania”.

  14. Leszek Smoleński ps. Zimny said

    Nie wklejaj tych bajek ty co ci niby Waluś jest twoim wzorem.
    NPD nie przestało twierdzić, że Ziemie Odzyskane to ich zdaniem wschodzie landy Niemiec. Albo jak partia ta rozklejała plakaty przeciwko polskim emigrantom w Niemczech.
    Czarni i muzułmańscy im nie przeszkadzają tylko Polacy?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: