Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marucha o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Nauka dowodzi, że rudowłosi po…
    Hulajdusznik o Grand Finale, czyli pojedynek…
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    Carlos o Nauka dowodzi, że rudowłosi po…
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    prostopopolsku o Dziś Barbórka. Święto Peugote’…
    Greg o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    Agnieszka o Dziś Barbórka. Święto Peugote’…
    I*** o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 565 obserwujących.

O narodzie poetów, myślicieli i… innych – rozmowa z dr. Mariuszem Kopczyńskim

Posted by Marucha w dniu 2021-10-22 (Piątek)

Zacznijmy naszą rozmowę od tego skąd w ogóle wzięły się Twoje zainteresowania Bismarckiem? W Polsce to raczej postać budząca niechęć.

– To były jeszcze lata dziewięćdziesiąte, zbliżałem sie do końca mych pierwszych studiów, a mianowicie prawa na UŁ. Usłyszałem wtedy arcy-karkołomną tezę, z którą wystąpił skądinąd przyjazny Polsce walijski historyk prof. Norman Davies (było to na konferencji poświęconej Karolowi Marcinkowskiemu w Poznaniu), że Polacy powinni, w spóźnionym akcie dziękczynnym, postawić Bismarckowi pomnik nad Wartą, za to, że nauczył ich być nowoczesnym narodem. Cóż, teza delikatnie mówiąc, obrazoburcza. Postanowiłem przyjrzeć się wnikliwie postaci, o której od lekcji historii w podstawówce począwszy, wciąż słyszałem same negatywne rzeczy.

Chyba nie dałeś wiary owemu naukowcowi, głoszącemu, że germanizator, autor kulturkampfu i rugów pruskich zasługuje na obelisk wzniesiony naszymi polskimi rękoma?

– Myślę, że nawet on sam w to nie wierzy. Jego teza miała charakter klasycznej prowokacji intelektualnej. Chciał wywołać dyskusję i w pewnych kręgach ją wywołał. Mnie natomiast skłonił do kilkuletniej aktywności na niwie naukowej, szczęśliwie uwieńczonej stopniem doktora i sfinansowaniem wydania książki, będącej nieco skróconą wersją dysertacji.

Porozmawiajmy więc o niej. Jesteś autorem pierwszej w Polsce książki poświęconej myśli politycznej Bismarcka. Wcześniej było sporo prac poświęconych tej postaci, ale wszystkie to książki typowo historyczne. Twoja jest inna. Mógłbyś powiedzieć naszym czytelnikom parę słów na temat jej odmiennego charakteru?

– Tak, to prawda. W polskiej historiografii na pierwszym miejscu zwykło się stawiać przedwojenną jeszcze pracę prof. Józefa Feldmana „Bismarck a Polska”, potem trzykrotnie wznawianą. Oczywiście rozwodzono się na temat niemieckiego kanclerza już wcześniej, (weźmy chociażby „O dziełach i działaniach Bismarcka” autorstwa Stanisława Koźmiana), jak i później (tu trudno nie wymienić książki prof. Witolda Jakóbczyka zatytułowanej „Bismarck”).

Ja z nimi nigdy nie rywalizowałem ani specjalnie nie polemizowałem, a to ze względu na odmienny problem badawczy. Oni prześwietlali postać Żelaznego Kanclerza wedle rygoryzmu nauk historycznych, a więc, mówiąc w pewnym uproszczeniu, analizowali po kolei, gdzie był, co robił Bismarck z wektorem od kołyski aż po grób, natomiast kwestie typowo ideologiczne, jeśli w ogóle, to dochodziły do głosu jedynie incydentalnie.

Moja książka natomiast w perspektywie celowościowej jest odpowiedzią na pytanie o ideologiczną identyfikację kreatora pierwszego niemieckiego zjednoczenia. Innymi słowy operując odmienną, gdyż politologiczną, a nie historyczną metodologią badawczą dociekam do jakiej ideologicznej rodziny afiliować można myśl polityczną Bismarcka.

I jakie wnioski w tym zakresie wyprowadziłeś?

– Aby móc zakwalifikować myśl polityczną Żelaznego Kanclerza do jakiegoś kanonu, trzeba spojrzeć na jego stosunek do Prus oraz do Niemiec, następnie prześledzić relacje względem konserwatyzmu i nacjonalizmu (tylko te dwie ideologie pozostają na placu boju, bo przecież liberalizm, komunizm czy anarchizm możemy sobie tu darować jako propozycję niedorzeczną). Ze skrzyżowania tych par opozycji binarnych wychodzą teoretycznie cztery alternatywy: „pruski konserwatyzm”, „pruski nacjonalizm”, „niemiecki konserwatyzm” oraz „niemiecki nacjonalizm”. Oczywiście „pruski nacjonalizm” odpada, gdyż nigdy nie istniał naród pruski.

Dr Mariusz Kopczyński

Czy mogło Ci wyjść coś innego niż „niemiecki nacjonalizm”?

– Powiem tak. Czysty osąd doktrynalny wyklucza przyjmowanie założeń o podłożu emocjonalnym, bo kryją się tu liczne zasadzki i pokusy drogi na skróty, niestety wiodącej donikąd. Z naszej narodowej perspektywy taką pułapką jest postawa polonocentryczna w interpretowaniu wyników badań.

Bismarck męczył tak bardzo naszych przodków i to z konkretnych pozycji niemieckiego Kulturträgera, że werdykt wydaje się prosty. A właśnie prostym nie jest. Wskazuję na to już w samym początku tytułu mojej książki: Między nacjonalizmem a konserwatyzmem… Daję szereg wskazówek, ale niech Czytelnik sam sobie wyrobi pogląd. Na ich podstawie lub w polemice z nimi.

Nie stawiasz więc kropki nad „i”?

– Na ponad pięciuset stronach rzetelnie ważę argumenty. To co dowiodłem niezbicie, to wykluczenie hipotezy roboczej, że Bismarck mógł być pruskim konserwatystą. Musiałem tu przedzierać sie przez gąszcz niuansów pruskiej zachowawczej szkoły myślenia braci von Gerlach, by wykluczyć wszelkie ideowe powinowactwo. Było to tym bardziej utrudnione, że Bismarck był w młodości jednym z gerlachian, co prawda nawet wtedy nie ortodoksyjnym, lecz quand meme, był nim. Dopiero potem wyłącznie piętnował ich poglądy jako inkarnację anachronizmu najgorszego sortu.

Natomiast by udzielić odpowiedzi kim był, a nie kim nie był Żelazny Kanclerz, najchętniej zaklasyfikowałbym „bismarckizm” jako myśl sui generis. Ale zaniechałem tego, by nie czynić z Bismarcka jakiegoś bez mała filozofa politycznego, którym wszak nie był. Z pewnością na kontinuum poprowadzonym pomiędzy punktem „konserwatyzm” a punktem „nacjonalizm”, umiejscowimy go bliżej tego drugiego, lecz nie w nim samym.

Postać Bismarcka od strony historycznej jest dobrze znana w Polsce. Ale co najbardziej oryginalnego znalazłeś w jego politycznej myśli?

– Iunctim jakiego dopatrzył się on analizując ideologie i poczynania dwóch jak powiadał „niebezpiecznych organizacji światowych”, dwóch „międzynarodówek nienawiści wobec państwa narodowego”. Te dwie pozornie skrajnie antagonistyczne, a istotowo siostrzane struktury to: Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników (Pierwsza Międzynarodówka), potem Druga oraz, uwaga… Kościół rzymsko-katolicki.

Jedna proletariacka ojczyzna marksistów, czy jedna Christianitas pod zwierzchnością nieomylnych papieży są odmiennie uzasadnianymi programami unicestwienia naturalnych, to jest narodowych postaw identyfikacyjnych. Wszystkie argumenty przemawiają za tym, że w Kulturkampfie nie chodziło o tępienie polskości (gnębił ją dostatecznie mocno przy innych okazjach), ani nawet nie o walkę z katolicyzmem (np. starokatolicyzmem döllingerowców), lecz o walkę z konkretnym, to jest rzymskim-katolicyzmem, pojmowanym przez niego jako zagraniczna organizacja z siedzibą nad Tybrem.

I wszystko to poza kontekstem narodowym (wśród internowanych wtedy dominowali biskupi narodowości niemieckiej); Polacy cierpieli w Kulturkampfie za swe gromadne przywiązanie do konkretnej religii, nie za polskość. To w Polsce trudne do zaakceptowania.

By uzyskać ten stopień wiedzy o Bismarcku, nie obyło się zapewne bez badań prowadzonych również w ojczyźnie kanclerza. Jak Niemcy odbierali Polaka wertującego materiały źródłowe dotyczące ich narodowego bohatera znanego z antypolonizmu?

– W takich sytuacjach zawsze odpowiadam, że prawdziwym znawcą Bismarcka był enerdowski profesor Ernst Engelberg, który żył 101 lat, z czego ponoć osiemdziesiąt zajmował się tą właśnie postacią; nigdy nie śmiałbym mierzyć się z jego erudycją.

Tak, prowadziłem kwerendę źródłowa zwłaszcza w Fundacji Bismarcka (Otto-von-Bismarck-Stiftung) we Friedrichsruh pod Hamburgiem. Jak odbierali mnie Niemcy? Na Zachodzie panuje tak silny dyktat poprawności politycznej, że w wersji oficjalnej, nie mogli być niemili, wszak jestem obcokrajowcem, co prawda nie czarnoskórym i nie LGBT i nie kobietą (bo tacy mają najlepsze konotacje, najlepiej jak wszystko to razem w jednym człowieku zgromadzone), ale mimo wszystko obcym. Jednakże poza sferą szeroko rozumianej oficjalności, odczuwało się fałsz, dwulicowość.

Od wydania „Między konserwatyzmem i nacjonalizmem. Myśl polityczna Ottona von Bismarcka” minęło osiem lat. Jak polski świat naukowy przyjął Twoją książkę?

– Pojawiło się przez ten czas parę recenzji, w większości pozytywnych, w środowiskach naukowych Torunia i Wrocławia, a także odrobina komentarzy na forum internetowym. Ale jakiejś przesadnej dyskusji nie wywołałem, co nie możne dziwić, choćby ze względu na fakt niskiego nakładu i dość wysokiej ceny, jaką obrało wydawnictwo. Ale trochę książek się sprzedało, a więc ktoś je kupował, czytał, ustosunkowywał się.

To co mnie tutaj szczególnie cieszy to pozytywny odbiór moich tez o Kulturkampfie wśród ultramontan, o czym przekonałem się czytając w Internecie pochwałę prof. Wielomskiego, a od których właśnie spodziewałem się największego ataku.

Jak ostatecznie zapatrujesz się na Bismarcka, czy jako polski patriota w czymkolwiek oceniasz go pozytywnie?

– Odpowiem słowami znanego polskiego historiozofa, prof. Feliksa Konecznego: „Kazano płakać nad historią polską, że nie było w niej Bismarcków… Czy słuszność mieli, nie mając Bismarckowi nic innego do zarzucenia, jeśli tylko to, że nie był Polakiem, czy też, że błądził zasadniczo próżno się o to spierać…”.

Twoje zamiłowanie do zgłębiania problematyki niemieckiej nie ogranicza się do Bismarcka i wieku dziewiętnastego?

– Owszem. Jak wspomniałem, dzisiejsi Niemcy są przesadnie (nawet jeśli to tylko wymuszona poza) politycznie poprawni, ale jeszcze nie tak dawno (w skali historycznej to prawie jak wczoraj), było z nimi zupełnie inaczej. Pokazują nam to dwie światowe wojny, które rozpętali, zwłaszcza ta druga.

Sami Niemcy lubią to przedstawiać wedle schematu: od niepamiętnych czasów byli „narodem poetów i myślicieli” (Volk der Dichter und Denker), potem owszem uwiódł ich swą mroczną charyzmą Hitler (zresztą nawet nie jeden z nich, tylko Austriak), ale po 1945 r. jest już dobrze, są znowu poczciwi jak dawniej.

Rozumiem, że nie zgadzasz sie z takim stawianiem sprawy.

– Wylewanie wszelkich nieczystości na „Adzia H.” i jego kamarylę, owych bliżej nieokreślonych „nazistów” jest zabiegiem jednocześnie genialnym z punktu widzenia skutków do osiągnięcia (autowybielanie się Niemców) co i nikczemnym, bo ufundowanym na naigrywaniu się z powszechnie znanych faktów.

Jakie to fakty?

– Zajmując się Bismarckiem wśród wielu innych musiałem również odpowiedzieć na pytanie, czy był on antysemitą. Oczywiście udzieliłem jednoznacznie negatywnej odpowiedzi, pisząc, iż „Bismarck wątków antyżydowskich nie podjął, nie rozwinął, ani do rzeczywistości niemieckiej nie implementował”, ale prowadząc egzegezę relacji Żelaznego Kanclerza z Żydami natrafiłem na szereg postaci, których nazwiska, poza filozofem Dühringiem i historykiem von Treitschke, nic mi nie mówiły. Całe mnóstwo postaci, bo wrogość do Żydów cechowała nie tylko niewykształconych ekstremistów, lecz w równym stopniu uobecniała się wśród niemieckich elit. Są wśród nich wykładowcy akademiccy, dziennikarze, historycy, pisarze, bibliotekarze, dyrygenci, adwokaci, teologowie katoliccy i protestanccy, matematycy, przedsiębiorcy, rolnicy, lekarze, artyści-malarze, a nawet jeden młynarz, wszyscy owładnięci nienawiścią do Żydów, pragnący „ratować” przed nimi Niemcy. I każdy z nich napisał co najmniej jedną antyżydowską książkę (inaczej nie znalazłby się na mojej liście), a wszystko to w czasach, gdy Hitlera nie było jeszcze na świecie.

Nieźle wiec sobie poczynali owi „poeci i myśliciele”, a że nie trzeba być Richardem Weaverem by wiedzieć, że „idee mają konsekwencje”, tedy powiedzmy sobie szczerze: Hitler nie spadł z nieba, lecz wstąpił jedynie na przygotowane przez żydożerców miejscowego chowu, podglebie.

[Biedni Żydzi… okropni antysemici… – admin]

I tu sięgamy genezy Twojej drugiej i miejmy nadzieje nie ostatniej książki naukowej poświęconej kierunkowi niemieckiemu?

– Książkę „Niemiecki antysemityzm od utopii do nauki. U źródeł ksenofobii nowoczesnej” wydałem w roku 2018…

Przepraszam, że przerwę, ale czy słowa „od utopii do nauki…”, to jakieś nawiązanie do znanej książki Engelsa?

– Trafnie uchwyciłeś. Engels zastosował w niej ostrą dychotomię między socjalizmem przedmarksowskim i tym zwanym (przez jego autorów i ich zwolenników) naukowym. Ja w analogiczny sposób, tj. też dwudzielnie ujmuję i systematyzuję dzieje niemieckiej nienawiści do Żydów i podobnie jak było z przemianą socjalizmów tak i przejście między dwoma fazami antysemityzmu należy sytuować na ziemi niemieckiej i też w XIX w.

Mógłbyś pokrótce przedstawić zastosowaną przez siebie systematykę?

– Całość zagadnienia ujmuje w dwóch epokach. Wszystko jest w nich inne. Pierwsza jest w zasadzie antyjudaizmem, gdyż wszystko koncentruje się wokół religii. Żyd jest wrogiem nie ze względu na swoją etnię, lecz eklezjalną odmienność. Bogobójstwo (Gottesmord) jest więc podstawowym zarzutem, dwa pozostałe też wynikające z kontekstu religijnego to mord rytualny (Ritualmord) i profanacja Hostii, pojawiają się również zarzuty o konszachty z diabłem i o zatruwanie studni (Brunnenvergiftung).

Żyd chcący ratować swą skórę ma jednak zostawioną furtkę. Musi przyjąć wiarę swych chrześcijańskich sąsiadów i przekonać otoczenie, że w swej apostazji był szczery. Sytuacja ta utrzymuje sie przez stulecia. Novum przynosi pojawienie się nowoczesnych nauk empirycznych, np. antropologii fizycznej w tym zwłaszcza antropometrii i frenologii oraz genetyki, w dodatku rozwijających się w zgodzie z paradygmatem darwinizmu społecznego i pozytywizmu.

Religia w szerokim aspekcie życia społecznego traci grunt pod nogami, nie bez przyczyny właśnie wtedy Nietzsche w sto dwudziestym piątym aforyzmie Wiedzy radosnej wieści „śmierć Boga”. Karierę swą zaczyna nowe bożyszcze: rasa. W poważnym dyskursie naukowym pojawiają sie takie terminy jak „antropologiczna osobliwość Żydów” czy „stałość charakteru żydowskiego”. Jest to cezura, z którą w dziejach niemieckiej nienawiści do Żydów kończy się antyjudaizm a zaczyna antysemityzm strictissimo sensu. Teraz nie ma znaczenia jaką religię wyznaje Żyd, bo jak powiada jeden z czołowych antysemitów: „w rasie leży świństwo (in der Rasse liegt die Schweinerei)”. Żyd musi zniknąć to znaczy w porę uciec lub dać się zabić. Chrzest pomoże mu tyle co umarłemu kadzidło.

Cały czas nie rozumiem jednak dlaczego ten pierwszy okres, okres religii, nazywasz „utopią”.

– Owszem, to może budzić pewne niejasności. Postaram się wyjaśnić raz jeszcze nawiązując do książki Engelsa. Otóż naukowi komuniści (Marks i jego ideologiczna descendencja) w zgodzie ze swą wiedzą uznawali, że ich ideowi poprzednicy, czyli „komuniści/socjaliści utopijni” nie mogli zbudować nowego, sprawiedliwego społeczeństwa. Gdyż ideologicznie ubożsi, nie byli w stanie dostrzec „klasowego charakteru” konfliktów społecznych i stąd ich błędne sytuowanie nadziei w filantropii bogatych.

Ci naukowi bogatsi o swoją „wiedzę” patrzyli na swych poprzedników z góry. I analogicznie jest z antysemitami naukowymi. Z politowaniem czytali o tym jak ich poprzednicy dawali wiarę w opowieści o mordach rytualnych i krwi chrześcijańskiego dziecka potrzebnej na macę. Mieli o sobie wysokie mniemanie, gdyż byli przeświadczeni, że za ich wywodami stoi powaga nauk ścisłych, że w nich, a nie w przymusowych chrztach leży klucz do rzeczywistego rozwiązanie „kwestii żydowskiej”. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

[Mordy rytualne są udowodnione ponad wszelką wątpliwość licznymi wyrokami sądowymi – admin]

Czy w całym tym, nazwijmy to, niemieckim antysemityzmie przedhitlerowskim, ale już w fazie naukowej jest coś wyjątkowego, czego nie spotkamy u różnych Vacherów de Lapouge’ów i im podobnych?

– Zgodzę się z twierdzeniem, że niemieckim antysemitom deptali po piętach ich francuscy jak również angielscy odpowiednicy. Ale tylko na ziemi niemieckiej organizowano (pierwszy odbył się w Kassel w 1886 r.) ogólnoniemieckie kongresy antysemickie. Tylko tu powstał… Katechizm Antysemitów, tylko tu działali „patriarchowie antysemityzmu”, tylko tu, w Niemczech, istniały partie, które w nazwach nosiły przymiotnik „antysemicki” i miały one swą stałą reprezentację w Reichstagu; myślę zwłaszcza o Niemieckiej Antysemickiej Partii Ludowej. Tego nie odnajdziemy nigdzie indziej. To casus niemieckiej niepowtarzalności w historii antysemityzmu

I wszystko to wyszło z narodu „poetów i myślicieli”. Czy w kontekście naszej rozmowy możemy uznać, że Niemcy jako naród cechuje janusowe oblicze?

– Nie. Zabrzmi to potwornie, ale można być poetą piszącym antyżydowskie rymowanki i myślicielem rozmyślającym nad poprawieniem przepustowości komór gazowych. Ale nie dokuczajmy już sąsiadom za Odry i powiedzmy, że to naród poetów i myślicieli i… innych.

Jesteś prawdziwą kopalnią wiedzy jeśli chodzi o tematy niemieckie. W związku z tym na koniec zadam Ci pytanie dość osobiste. Jak to możliwe, że człowiek o takiej erudycji i takim dorobku naukowym (wiem, że piszesz również artykuły naukowe do wysokopunktowanej prasy specjalistycznej i nigdy Ci żadnego nie odrzucili) został szeregowym robotnikiem pracującym fizycznie na trzy zmiany w fabryce?

– Szczęśliwie od ponad roku już tylko na jedną… Choć z drugiej strony odpadł mi dodatek nocny.

No mimo wszystko… Wybacz, ale nie wierzę, że nic więcej nie chciałbyś w tym momencie dodać?

– Odpowiem tak. To nie jest pytanie do mnie, lecz do kapitalizmu z jego logiką wolnego rynku jako jedynego regulatora, ustroju, który powoduje, że takie rzeczy w ogóle dzieją się naprawdę. To jest także pytanie do tych spośród moich usytuowanych znajomych, którzy mogliby mi pomóc, a nie czynią tego, bo nic by z tego nie mieli. A więc de facto też do kapitalizmu, bo ten ustrój czyni takie rażące postawy obojętności, akceptowalną, ba nawet zalecaną, normą. I nie widać by szło na lepsze.

Jakieś naukowe plany na przyszłość, może trzecia książką?

– Pomysł jest i materiały też się znajdą. Tylko kiedy bym ją pisał. Po przyjściu z fabryki niewiele energii można już z siebie wykrzesać. My tu naprawdę ciężko pracujemy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Radzikowski

Dr Mariusz Kopczyński (ur. 1971 r. w Łodzi) – magister prawa (Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego), doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce (Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu). Autor prac: „Między konserwatyzmem i nacjonalizmem. Myśl polityczna Ottona von Bismarcka (Toruń 2013) oraz „Niemiecki antysemityzm od utopii do „nauki” (Radzymin-Warszawa 2018), a także autor artykułów w: „Studiach nad Faszyzmem”, „Dialogach Politycznych”, „Historii i Polityce”, Studiach Politycznych” i „Studiach Prawno-Ekonomicznych”.

Myśl Polska, nr 43-44 (24-31.10.2021)
https://myslpolska.info

Komentarzy 13 do “O narodzie poetów, myślicieli i… innych – rozmowa z dr. Mariuszem Kopczyńskim”

  1. Zenon K. said

    W polityce Bismarcka był jeden stały kurs: antypolonizm. Wchodził w sojusze, alianse, przymilał się do różnych stronnictw i koterii, flirtował z całą gamą poglądów, zmieniał plany, zamierzenia, koncepcje i politykę… Tylko stosunek do Polaków był u Bismarcka niezmienny.

  2. wanderer said

    „Teraz nie ma znaczenia jaką religię wyznaje Żyd, bo jak powiada jeden z czołowych antysemitów: „w rasie leży świństwo (in der Rasse liegt die Schweinerei)”.(…) Chrzest pomoże mu tyle co umarłemu kadzidło.”

    Zeby ludzie to rozumieli i umieli odpowiednio postepowac. Teraz wystarczy ze sobie Matke Boska do klapy przypnie albo na usta slogany i juz za Polaka wsrod Polakow uchodzi.

    O glupcyz wy slepi…

  3. Robert Smialowski said

    Dr Konopczyński – b. ciekawa i wartościowa postać. Potwierdza on jednakowoż trafność porzekadła moich znajomych-Ukraińców: „[że ktoś jest] głupi jak Polak.”

    P. Konopczyński wymienia dłuuugachną litanię iście epickiego przekroju społ.-zawodowego autorów-antysemitów, i wyprowadza z tego 1, całkowicie nieuprawniony logicznie wniosek: oni wszyscy się mylili ! No jasne, że się mylili, bo przecie wynieśli potem do władzy „mroczne widmo” AH, który tym biednym żydom sprokurował holokaust. A więc, nic o tym nie wiedząc, chwalili (przyszłe) masowe mordy, a kto tak czyni, ten nie może mieć racji.

    Ci Ukraińcy mają rację: „Dajcie Polakom się rządzić, a zniszczą siebie sami” (O. von Bismarck). Niedawno pachciarz z byłopolskiego lesotho, niej. «Morawiecki» świecił odbitym od JP Morganów światłem w Brussels… mało kto wie jednak, iż na Komisji Europ. «polski premier» usłyszał i takie słowa: „Czy Pan, p. premierze, albo pański kraj, życzy sobie powtórki z XVIII stulecia ?!” Jeśli zagranica JUŻ nie zabiera się do zrobienia tu porządku, to wkrótce się zabierze. To na pewno kwestia nie lat, ale miesięcy.

  4. I*** said

    (3) Darujcie sobie „mądrości” waszych znajomków, obywatelu Smialowski!

    Polskojęzyczne (i nie tylko) żydy futrują antypolski, zbrodniczy żydobanderyzm i zalewają nas przybyszami ze skorumpowanej do cna krainy U, w której bieda aż piszczy – więc niech siedzą cicho i nie plują na Polaków, skoro tu żyją, jedzą polski chleb… krótko mówiąc, gęba na kłódkę albo paszoł won z Polski!

  5. AlexSailor said

    Nie wiem, jak to skomentować i czy w ogóle. Ale chyba trzeba.
    Takiego bełkotu i takich bzdur dawno nie czytałem.
    Typowo polskie dzielenie włosa na czworo znamienne zresztą dla cywilizacji łacińskiej.
    Tylko wnioski zupełnie błędne, wręcz głupie.

    Żeby w trybie cywilizacji turańskiej podsumować (wiem, podobno niemożliwe jest myślenie w trybie dwóch cywilizacji, a ja jestem łacinnikiem – ale podobno tylko).
    Podwójny Smark zwany Bismarckiem, to po prostu i tylko złodziej oraz bandyta wyprzedzający epokę o 150 lat.
    Dziś takich podwójnych smarków mamy całe rzesze, a zwą ich nie wiedzieć czemu eufemistycznie „klasa polityczna”.
    Cała działalność tego Smarka sprowadzała się do zaprzężenia państwa w służbie złodziejstwa i rabunku, który później został twórczo rozwinięty.
    To Smark jako pierwszy na świecie ukradł ludziom ich ziemie wymagając pozwolenia na budowę domu na niej, co było wtedy szokiem również w Niemczech, a pretekstem tylko była walka z Polakami.
    To Smark jest architektem końca cywilizacji europejskich, a może nawet więcej, gdyż wprowadził tak zwany system emerytalny okłamując co do jego skutków niemiecki parlament.
    Skutkiem dzietność 1,1 – 1,3 w Europie (nie licząc muzułmanów).
    Kradł ludziom wolność, w tym dzieci, np. nakazując uczyć w państwowych szkołach i jako bonus religii po niemiecku w Polsce.
    Do tego wprowadził wszędzie etatyzm propagując cywilizację bizantyjską, a etatyzm jest podstawą socjalizmu.
    To nie przypadek, że Marx żył w Niemczech, że tam właśnie w wypaczonym odruchu obronnym powstał narodowy socjalizm.
    No i oczywiście nie był Niemcem ale jakoś dziwnie znalazł się na stanowisku wezyra przy cesarzu.
    Skąd to znamy.

    Moim prywatnym zdaniem, to jcałą potęgę Prus zbudował nie przez swój geniusz, ale przez koniunkturę międzynarodową, w szczególności konieczność szachowania Rosji przez Anglię, do czego konieczne było sianie wrogości między Polską i Rosją.
    Bez tej wrogości Prusy przestałyby istnieć tracąc 1/4 swojego terytorium.

  6. AlexSailor said

    A i jeszcze. Dla cesarskiej rodziny rządy tego wezyra zakończyły się tradycyjnie likwidacją monarchii i marginalizacją.

  7. Dinozaur said

    1. Produktem ubocznym antypolonizmu Bismarcka jest Ukrainiec .
    2. Marksizm nie jest produktem utopijnej filozofii ale namacalnego satanizmu .

  8. Robert Smialowski said

    I*** – właśnie takich jak ty, syneczku, czeka eksterminacja. To już się dzieje od wielu lat, ale ty jesteś tak głupim zadufkiem, że nie potrafisz tego dostrzec… ba, nie potrafisz dopuścić tej myśli do siebie. To z pychy diabelskiej, która was bodzie.

    Tymczasem Ukraińcy to widzą. I nie „polski” chleb żrą, bo tu już nic nie jest „polskie”, tylko swój własny, uczciwie nań zapracowując.

    !!! Apel do P. Gajowego: proszę uważniej doglądać Gajówki, drogi Panie – za dużo dzieciarni Pan tu wpuszcza !

  9. Boydar said

    Nawet ja nie zaatakowałbym Generała tak głupio, bezczelnie oraz 🙂

  10. I*** said

    (8) Wylazlo żydobanderowskie ścierwo z worka… Uważajcie, żebyście się nie zapluli! :))) :)))

    Żryjcie chlebuś w krainie U… jak nie umiecie uszanować cudzego!
    A Wołyń pamiętamy! Nie musicie nam przypominać!

    „Tykać”, gównojadzie jeden, to możecie swoich…
    Krótko mówiąc, co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie… :)))

  11. Piskorz said

    re 5…no i kasę Smark brał od żydów o czym pisze Hongbing w swojej „Wojna o…” cz. 2.

  12. Antares said

    Cokolwiek powiedzieć o Bismarcku, to niemcy mają prawo być z niego dumni. Był skuteczny w swoich działaniach. Z przeszło 300 państewek stworzył jedno, które szybko stało się najpotężniejszym w Europie.

    #8
    „To z pychy diabelskiej, która was bodzie”

    A ty pewnie przedstawiciel plemienia żmijowego to jest diabelskiego.
    Spadaj na pustynie, tam twoje miejsce.

  13. UZA said

    „Cokolwiek powiedzieć o Bismarcku, to niemcy mają prawo być z niego dumni. Był skuteczny w swoich działaniach. Z przeszło 300 państewek stworzył jedno, które szybko stało się najpotężniejszym w Europie.”

    Pozwolę sobie być innego zdania. Dlaczego 300 państewek to źle a jedno pruskie imperium – dobrze ? A może Niemcom, podobnie jak Włochom, takie rozbicie cywilizacyjnie służyło ? Właśnie w czasach wielu państewek Niemcy byli narodem poetów i myślicieli (także malarzy, rzeźbiarzy, kompozytorów), to wtedy dali światu najwięcej. A co dobrego wynikło ze zjednoczenia ? Jaką to potęgą były Prusy, skoro po przegranej wojnie rozpadły się w proch i pył ?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: