Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    errorous o Zabójstwo Roberta Kennedy…
    Emilian58 o Ukraina: pomoc humanitarna z P…
    Emilian58 o Cała para w gwizdek
    Emilian58 o Podłość nad podłościami
    Listwa o Wolne tematy (59 – …
    Yagiel o Wolne tematy (59 – …
    Emilian58 o Endlösung dla nieszczepionych”…
    Yagiel o Wolne tematy (59 – …
    corintians o Endlösung dla nieszczepionych”…
    Kojak o Money, money, money…!
    re1truth2 o Wolne tematy (59 – …
    re1truth2 o Wolne tematy (59 – …
    revers o Wolne tematy (59 – …
    Carlos o Zabójstwo Roberta Kennedy…
    Carlos o Zabójstwo Roberta Kennedy…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 617 obserwujących.

Wołanie o kompromis

Posted by Marucha w dniu 2021-12-06 (Poniedziałek)

Od najdawniejszych czasów wiedziano, że cele polityczne i gospodarcze w stosunkach między państwami można było osiągnąć nie tylko na drodze wojny, ale i negocjacji. Było to rozwiązanie o wiele mniej niebezpieczne, ale i tańsze. Rozmowa z wrogim państwem nie jest tożsama z akceptacją jego polityki i legitymizacją jego władz.

Amerykanie utrzymywali swoich dyplomatów w Moskwie nawet za czasów stalinizmu (po uznaniu ZSRR i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1933 r.), choć z polityką Stalina się nie godzili. Bieżący kontakt oraz poufne rozmowy pozwalają sondować reakcje przeciwnika na ostrożne próby realizowania własnych interesów. Na tym przecież od lat polegała dyplomacja, co oczywiście nie znaczy, że negocjacje zawsze muszą kończyć się porozumieniem.

W epoce „zimnej wojny”…

dwa supermocarstwa USA i ZSRR, mimo wzajemnej nieufności, nigdy nie przestawały ze sobą rozmawiać. Obowiązywała logika „dyplomaty i żołnierza”, pozwalająca utrzymać strategiczną równowagę. Gdy w czasie kryzysu rakietowego na Kubie w 1962 r. doszło prawie do zerwania rozmów, świat otarł się o katastrofę nuklearną. W 1978 r. porozumienie egipsko-izraelskie z Camp David, zawarte pod presją Stanów Zjednoczonych, rozpoczęło stabilizację Bliskiego Wschodu, mimo powracających tam wojen. W latach dziewięćdziesiątych ub. wieku krwawe konflikty regionalne na Bałkanach, w Afryce czy na Środkowym Wschodzie po raz kolejny udowodniły, że wcześniej czy później to właśnie negocjacje i tylko one mogą przynieść kompromis polityczny.

Wtedy też pojawiła się wyjątkowo pomyślna koniunktura międzynarodowa dla Polski. Wraz z odzyskaniem autonomii decyzyjnej polska dyplomacja stanęła przed nowymi i trudnymi zadaniami wynegocjowania korzystnych warunków włączenia się do struktur międzynarodowych, rozłożenia spłat kredytów zaciągniętych w okresie PRL, wyprowadzenia wojsk poradzieckich z terytorium państwa, a także przyjaznego ułożenia stosunków z nowymi-starymi sąsiadami.

Po rozpadzie struktur blokowych zaistniała możliwość akcesji do zachodnich instytucji bezpieczeństwa i regionalnej integracji. Wszystko to wymagało niezwykłej mobilizacji i skuteczności służb państwowych, odpowiedzialnych za prowadzenie negocjacji dyplomatycznych. Dyplomacja koncentrowała uwagę na utrwalaniu nowego miejsca Polski w Europie i świecie, regulowaniu spraw wynikających ze zjednoczenia Niemiec, w tym potwierdzenia istniejącej granicy polsko-niemieckiej, wejściu do Rady Europy, OECD, a także, a może przede wszystkim do NATO i do Unii Europejskiej. Przy aktywnym udziale Polski powołano do życia Trójkąt Weimarski i Trójkąt Wyszehradzki. Polska weszła też do Inicjatywy Środkowoeuropejskiej i aktywnie działała w Radzie Państw Morza Bałtyckiego. Zaistniało znów wiele okazji, by sięgnąć do bogatej tradycji związanej z aktywnością dyplomatyczną Polski i Polaków na arenie międzynarodowej.

Czartoryski i Rapacki

Polska aktywność negocjacyjna na arenie międzynarodowej w czasach nowożytnych znana jest od czasu działalności dyplomatycznej księcia Adama Czartoryskiego (jego udziału w kongresie wiedeńskim i aktywności w ramach Wielkiej Emigracji po powstaniu listopadowym). W Polsce Odrodzonej swoim kunsztem dyplomatycznym zasłynęli tacy politycy i mężowie stanu, jak: Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, Leon Wasilewski, August Zaleski, Szymon Aszkenazy, Aleksander Skrzyński, czy Edward Raczyński.

Po II wojnie światowej nie było warunków dla realizacji samodzielnej polityki zagranicznej, ale nazwisko Adama Rapackiego do dzisiaj figuruje w wielu światowych podręcznikach, zwłaszcza w kontekście idei stref bezatomowych i konferencji bezpieczeństwa europejskiego (KBWE). Epokę III Rzeczypospolitej z pewnością należy wiązać z zasługami [? – admin] Krzysztofa Skubiszewskiego, który nadał osobisty ton polskim akcjom dyplomatycznym na arenie międzynarodowej.

Od najdawniejszych czasów w negocjacjach międzynarodowych dominowała problematyka metod i środków utrzymania ładu międzynarodowego, polegająca albo na skupianiu sił wokół jednego ośrodka potęgi imperialnej (bandwagoning), albo na równoważeniu sił między różnymi potęgami (balancing).

W czasach nowożytnych od czasu kongresu wiedeńskiego negocjowano kwestie statusu państw, podziałów terytorialnych, zajmowano się konsekwencjami erupcji nacjonalizmów, dekolonizacją i samostanowieniem, aż po pokojowe współistnienie państw o odmiennych ustrojach społecznych, odprężenie i nuklearne rozbrojenie. Choć w przedmiocie negocjacji występowały nieraz głębokie zmiany, to jednak istota rokowań dyplomatycznych pozostawała niezmienna. Było nią dążenie do pokojowego układania się, celem obrony rudymentarnych wartości i zasad, dzięki którym ludzkość może przetrwać w ramach „wspólnoty międzynarodowej”.

Procesy rosnących współzależności w stosunkach międzynarodowych czynią negocjacje sztuką przekonywania innych, ale i siebie samego, że warto poszukiwać racjonalnych sposobów na współpracę w rozwiązywaniu problemów, trapiących ludzkość w zglobalizowanym świecie.

„Świat współczesny wydaje się tkwić w objęciach negocjacji. Wszyscy chcą negocjować, ponieważ wszyscy obawiają się dyktatu, jednostronnych decyzji. Każdy chciałby wziąć w swoje ręce własny los lub przynajmniej uczestniczyć w wypracowaniu rozwiązania, które dotyczy jego pracy, jego spraw […]. Demokratyczne państwa XX w. są zatem zmuszone do nieustających negocjacji wewnątrz swoich granic ze wszystkimi ruchami, które pojawiają się w społeczeństwie, równocześnie uczestnicząc w różnych wymiarach dyplomacji międzynarodowej” (Lionel Bellenger).

Negocjacje to nie tylko sztuka wygrywania własnych interesów, to także umiejętność interpretowania i odkrywania informacji. To sztuka postawienia się na miejscu innych, aby móc przewidzieć ich działania i mieć wpływ na to, co robią.

Idea kompromisu

W kręgu cywilizacji zachodniej po II wojnie światowej wykształciło się przekonanie, że dla zachowania pokojowego ładu międzynarodowego, trzeba opanować sztukę budowania porozumień, opartych na gotowości brania pod uwagę odmiennych punktów widzenia. Istotą tej sztuki jest osiąganie kompromisu, który jest warunkiem każdego porozumienia. Kompromis polega na wzajemnych (obopólnych) ustępstwach, na zrzeczeniu się całości lub części własnych roszczeń oraz uznaniu roszczenia w całości lub części drugiej strony.

Zgodnie z teorią Georga Simmela u podstaw kompromisu leży jeden z największych wynalazków ludzkości – fakt, że nagrodę, będącą przedmiotem konfliktu (na przykład władzę, terytorium, zasoby) można zrekompensować albo poprzez podział, albo na zasadzie odszkodowania. Zawieranie kompromisów wymaga zatem specjalnych umiejętności: polega, po pierwsze, na zdolności dostrzegania, że kompromisowe rozwiązanie jest w ogóle możliwe, a po drugie, na trudnej sztuce odpowiedniego dzielenia nagród lub ustalania stosownych odszkodowań w taki sposób, żeby nie stało się to zarzewiem nowych konfliktów.

Kompromis uznaje się za zasadę wspólnego dochodzenia do prawdy, co oznacza, że żaden z partnerów negocjacji nie zmusza drugiego do bezwzględnego podporządkowania go swoim poglądom i przekonaniom, a wręcz przeciwnie, pozostawia mu niezależność jego decyzji. Istotą relacji jest „wczuwanie się” w punkt widzenia drugiej strony, aby przy dobrej woli przyznać jej choć trochę racji. W ten sposób strony wznoszą się jakby ponad siebie, dążąc ku wspólnocie jednego i tego samego punktu widzenia na sprawy i rzeczy, których negocjacje dotyczą.

Partnerzy, podejmując dialog są tym samym gotowi prawdę drugiego partnera uczynić częścią swojej prawdy. To wszystko oznacza, że strony dzielą między sobą zarówno satysfakcję, jak i niezadowolenie z osiągniętego wyniku rozmów. Żadna z nich nie musi być całkowicie zadowolona, ale też nikt nie jest pozbawiony pewnych korzyści, jakie daje porozumienie.

Możliwość wzajemnych ustępstw jest często warunkowana przez stosunek sił między stronami. W historii można znaleźć przykłady zachowań nieustępliwych. Z jednej strony ich źródłem może być bogactwo i siła, które rodzą pokusę do lekceważenia oponenta i niedoceniania jego determinacji. Z drugiej strony słabsze państwa mają ograniczone pole manewru między maksimum możliwych ustępstw a minimum swoich oczekiwań.

Brak większego pola manewru powoduje wzrost determinacji na rzecz obrony swoich racji. Przykładem często przywoływanym jest przypadek Stanów Zjednoczonych i Charlesa de Gaulle’a z okresu II wojny światowej, kiedy czuł się on osamotniony pośród sojuszników i był zdeterminowany do obrony swoich racji za wszelką cenę. Dzisiaj można byłoby przywołać strategię nieustępliwości w sprawach obrony przestrzeni poradzieckiej ze strony Władimira Putina.

Etos rycerski i etos kupiecki

W kulturze negocjacyjnej wykształciły się dwa etosy, determinujące zachowania państw. Etos rycerski odrzuca przydatność kompromisu, podczas gdy etos kupiecki go akceptuje. Tradycja liberalna Zachodu nawiązuje do sztuki kompromisu w kontekście transakcji handlowych. Kompromis jest bowiem wzorem wypracowanym w trakcie dobijania targu. Najważniejszym motywem zachowań kompromisowych stała się optymalizacja zysku, a nie walka za wszelką cenę, odwoływanie się do praktycznych celów, a nie do dumy i godności. Stąd nastawienia kompromisowe uchodzą w niektórych kręgach kulturowych za „nierycerskie” czy „niehonorowe”.

Na przykład w Rosji panuje przekonanie, że postawy kompromisowe i koncyliacyjne są mnie skuteczne i opłacalne niż postawy bezkompromisowe. Wyrazy dobrej woli i wspaniałomyślności mogą być potraktowane przez drugą stronę jako oznaka słabości, uległości czy podstępu. Warto byłoby się zastanowić, czy postawy polskich polityków wobec wyzwań negocjacyjnych z sąsiadami bardziej przypominają dziś podejście rosyjskie, czy zachodnie, do którego chcieliby się zaliczać.

Każde negocjacje wymagają sporo inteligencji i sprytu, a także kalkulacji ryzyka. Nawet gdy kompromis może być uznawany za efekt nadmiernej ustępliwości, jest zawsze z pragmatycznego punktu widzenia lepszym rozwiązaniem niż klęska, choćby nawet najbardziej „rycerska” i „honorowa”. Każdy kompromis wymaga jednak żmudnego uzasadnienia, a po fakcie – dodatkowych usprawiedliwień, jako że budzi wrażenie porażki, niedosytu czy upokorzenia. Być może na tym tle rodzą się postawy bezkompromisowe. W polskim rozumieniu oznaczają one zjawisko pozytywne, jako walkę o wartości, czyli zaniechanie możliwości osiągnięcia kompromisu. W ujęciu negatywnym oznaczają upór, aż do końca. Bezkompromisowość może oznaczać postawę obrony swoich wartości, gdy nie ma się żadnej innej siły. Może wszak być także instrumentem niszczenia podstaw porozumienia z innymi i wtedy służy temu, żeby nie dostrzegać cudzych racji.

W systemie międzynarodowym występuje zjawisko rosnącej racjonalizacji, jeśli chodzi o rozstrzyganie spornych kwestii przy użyciu siły. Rośnie uniwersalistyczna świadomość o wspólnocie wartości ogólnoludzkich i ich prymacie wobec wartości partykularnych. Poczucie wspólnej odpowiedzialności za losy świata zmusza coraz więcej uczestników życia międzynarodowego do poszukiwań rozwiązań kompromisowych, opartych na zmyśle pojednania, a nie nieprzejednania.

Niezależnie od motywów, popychających ludzi do walki lub kompromisu, ten ostatni jest niewątpliwie rezultatem coraz powszechniejszej rozumnej kalkulacji kosztów i korzyści. Podejście takie jest wzmacniane przez tzw. rozwiązania integratywne, które zakładają działania synergiczne (zespolone) na rzecz „wspólnej wygranej”, a więc takiego pomnażania dóbr, aby wystarczyło dla wszystkich, bądź spojrzenia na problem z szerszej perspektywy, uwzględniającej pluralizm punktów widzenia i myślenie w kategoriach celu nadrzędnego.

Integrująca się Europa [chyba IV Rzesza? – admin] może poszczycić się dorobkiem w dziedzinie wdrażania nowego rozumienia owej synergii, wyrażającej się w budowaniu jedności woli politycznej. Jedność, jak wolność, występuje w dwóch gatunkach. Istnieje bowiem jedność narzucona lub wymuszona oraz jedność wynegocjowana lub wypracowana w procesie argumentacji, mającej na celu wzajemne porozumienie: jedność narzuconego dogmatu i jedność wynegocjowanego kompromisu. Oba te pojęcia jedności różnią się pod względem sposobów ich osiągania, celów, którym mają służyć, oraz stabilności, jaką gwarantują. Jedność narzucona wydaje się trwała, ponieważ opiera się na sile. Występuje jednak wyjątkowo rzadko. Jedność negocjowana może wydawać się niestabilna, z reguły jednak, jeżeli uda się ją osiągnąć, okazuje się o wiele trwalsza i stabilniejsza. Jest tak dlatego, że jedność narzuconego dogmatu jest nie do zniesienia przez tych, którzy zostali do niej przymuszeni i prędzej czy później przeciwko niej się zbuntują.

Jedność wynegocjowanego kompromisu jest szanowana i ceniona przez wszystkich, którzy angażują się w jej uzyskanie, jeżeli faktycznie im na niej zależy. Jedność narzuconego dogmatu ma na celu podporządkowanie słabszych silniejszemu, jedność negocjowanego kompromisu – wielostronną współpracę opartą na warunkach zbliżonych do równości. Kto jedność narzuca, działa w przekonaniu, że świat jest możliwy bez antagonizmów. Dlatego dąży do ich likwidacji. Dążenie do jedności drogą negocjacji wynika ze świadomości, że antagonizmów zlikwidować się nie da, a jeżeli tak, to tylko na chwilę. Częścią tej świadomości jest też to, że antagonizmy są nie tylko destruktywne, ale mogą być konstruktywne. „Jedność narzucona jest tyranią, jedność negocjowana – demokracją” (Adam Chmielewski, „Dwie koncepcje jedności: interpretacje filozoficzno-polityczne”, Bydgoszcz-Wrocław 2006).

Unia Europejska dostarcza licznych przykładów rozwiązań innowacyjnych, które pokazują, co trzeba uczynić, aby negocjacje osiągnęły zamierzony cel. Przede wszystkim w wyniku długoletniego doświadczenia wypracowano wiele instrumentów dochodzenia do kompromisów, do których należą m. in.: modyfikacja stylu prowadzenia rozmów, w tym negocjacje nieformalne (non-meetings), zmiana składu zespołów uczestników rozmów, zmiana scenariusza rozmów (zmiana kolejności czy pominięcie określonych kwestii), metody „maratonu” i „konfesjonału”. Zwłaszcza ta ostatnia metoda przydaje się w wielu negocjacjach wielostronnych i wielo-dwustronnych, w których po wystąpieniu impasu na posiedzeniach o charakterze formalnym przewodniczący danego gremium (czasami z udziałem poprzedniego i następnego przewodniczącego w postaci tzw. trojki) podejmuje z każdą z delegacji indywidualne rozmowy. Po takiej „spowiedzi” udaje się z reguły wypracować nowe stanowisko, oparte na ustępstwach, pomagające wyjściu z zastoju.

[Dodajmy jeszcze innowacyjne rozwiązanie polegające na nieuznawaniu głosowań dających wynik niezgodny z założonym i powtarzania ich aż do skutku – admin]

Z kompromisem w stosunkach międzynarodowych kojarzy się często konsensus, odnoszony do trybu podejmowania decyzji czy uchwał poprzez uzgadnianie ich brzmienia w drodze żmudnych dyskusji czy konsultacji na konferencjach międzynarodowych, bez uciekania się do głosowania. W języku konferencyjnym nazywa się to przyjmowaniem decyzji by consensus, by agreement lub without dissent. Zazwyczaj przyjmuje się, iż tak rozumiany konsensus oznacza po prostu procedurę opartą nie tyle na jednomyślności, ile na braku sprzeciwu. Jest formą uzgadniania oraz respektowania przez określone podmioty podstawowych wartości i celów, odnoszących się do pewnego fragmentu rzeczywistości; jest też metodą efektywnego rozwiązywania sprzecznych interesów. Brak formalnego głosowania ułatwia przezwyciężenie mniej istotnych zastrzeżeń i wątpliwości indywidualnych. Paradoks polega na tym, że konsensus może także utrudniać i wydłużać rokowania, ponieważ zakłada osiągnięcie porozumienia nieraz między wieloma różniącymi się państwami. Przykładem przedłużania negocjacji było spotkanie madryckie KBWE w latach 1980-1983, z powodu odrębnego stanowiska Malty.

Nieformalna zgoda zachowuje elastyczność niezbędną do sfinalizowania decyzji. Ponadto, gdy podejmowane decyzje mają niewielką moc prawną, systematyczne odwoływanie się do głosowania nie ma większego sensu w sytuacji, gdy istnieje przeciwna mniejszość zdolna uniemożliwić zastosowanie rezolucji. Państwa mające zastrzeżenia do podejmowanej decyzji (uchwały) i nieudzielające jej swojego poparcia (konsensus minus n) mogą przedstawić odrębną opinię w oświadczeniu, które jest publikowane wraz z pozostałymi oficjalnymi dokumentami konferencji.

Metoda konsensusu odpowiada samej naturze rokowań międzynarodowych. Poszukiwanie rozwiązań możliwych do przyjęcia przez wszystkich oznacza, iż w rozwiązaniach tych należy uwzględnić uzasadnione interesy i stanowiska wszystkich uczestników rokowań. Konieczne jest przy tym zdwojone poczucie odpowiedzialności i gotowość cierpliwego prowadzenia rokowań aż do osiągnięcia zadowalających wyników. Można więc z łatwością zauważyć, że konsensus nie jest metodą stosowaną z myślą o osiągnięciu szybkich wyników. Cel i sens tej metody jest inny. Odpowiada ona przekonaniu, że rozwiązania osiągnięte przy ogólnej zgodzie mają większą wartość i większe szanse realizacji.

Niekiedy można spotkać się z pojęciem „fałszywego konsensusu”, czyli porozumienia o charakterze dwuznacznym, które zawiera równocześnie wyrażoną klauzulę zadania do wykonania i utajnioną klauzulę relatywności, niemającej prawdziwego związku z zadaniem. Chodzi o to, że w imię zachowania dobrych stosunków „przymyka się oko” (zataja, odwraca uwagę, manipuluje) na pewne postanowienia czy zachowania. Na przykład w Unii Europejskiej przymykano oczy na nieprzestrzeganie reżimów finansowych takich państw jak Grecja, co w efekcie doprowadziło do kryzysu i załamania finansów tego państwa.

W negocjacjach międzynarodowych ciągle splatają się nastawienia kooperacyjne i rywalizacyjne. Perspektywa współpracy między stronami rodzi wyraźne podobieństwo poglądów i postaw, gotowość bycia pomocnym, otwartość w komunikacji, ufność i przyjazną empatię, wrażliwość na wspólne interesy, orientację na wzbogacanie wspólnej siły, a nie różnicę sił. Rywalizacja skłania natomiast do wymuszeń, gróźb i oszukiwania, powiększania dystansów między stronami, słabej komunikacji, podejrzliwości i wrogości, usztywniania stanowisk i nieustępliwości. Obie perspektywy ciągle występują w stosunkach międzynarodowych, choć w świecie pozimnowojennym przez jakiś czas wydawało się, że perspektywa „wspólnej wygranej” weźmie górę nad perspektywą wzajemnych oskarżeń i nieufności.

Nadzieje i optymizm były związane nie tylko z coraz większą rzeczowością negocjacji, ale także uświadamianiem sobie przez uczestników stosunków międzynarodowych rosnących współzależności, które skłaniają ich do poszukiwania sposobów zaspokojenia wspólnych potrzeb i interesów w warunkach kurczących się zasobów i narastania uniwersalnych zagrożeń (zdrowia, klimatu, terroryzmu, zagłady).

Na tle tego, co się dzieje w polskiej polityce zagranicznej można stwierdzić, że dyplomacja III RP niestety nie wypracowała takiego pragmatyzmu w sferach koncepcyjnej i realizacyjnej, aby dążenia do zawierania mądrych i trwałych porozumień wzięły górę nad wojowniczością, megalomanią i egoizmem narodowym.

[Od kiedy to „polska” dyplomacja reprezentuje jakiś interes narodowy? Chyba, że narodu wybranego… – admin]

Prof. Stanisław Bieleń
Nr 49-50 (5-12.12.2021)
https://myslpolska.info

Jedna odpowiedź do “Wołanie o kompromis”

  1. JerzyS said

    W odpowiedzi na pytanie:
    Od kiedy to „polska” dyplomacja reprezentuje jakiś interes narodowy? Chyba, że narodu wybranego…

    Paweł Włodkowic – wybitny polski prawnik oraz prekursor tolerancji religijnej

    Polska w dobie średniowiecza i wczesnej nowożytności cieszyła się mianem „państwa bez stosów”, kraju wolnego i tolerancyjnego dla innowierców. Warto zatem przypomnieć, kim był Paweł Włodkowic – jeden z twórców europejskiej tolerancji religijnej oraz słynny obrońca interesów Polski w sporach z zakonem krzyżackim.
    Życie i studia

    Herb szlachecki Dołęga

    Paweł Włodkowic urodził się w Brudzeniu (dziś wieś położona w województwie mazowieckim) pomiędzy 1370 a 1373 r. Pochodził z rodziny szlacheckiej herbu Dołęga, który słynny polski historiograf Jan Długosz umieścił wśród 71 najstarszych polskich herbów szlacheckich. Rodzina Pawła Włodkowica należała do szlachty ubożejącej, co było prawdopodobną przyczyną wyboru drogi kapłańskiej przez przyszłego prawnika.

    Włodkowic ukończył szkołę przy kolegiacie św. Michała w Płocku, która to według niektórych źródeł historycznych była jedną z najstarszych szkół na ziemiach polskich, funkcjonującą już od połowy XII w. Spośród przedmiotów, które opanować musiał przyszły absolwent, wymienić należy m.in. retorykę, łacinę, gramatykę oraz dialektykę, czyli najpopularniejszy wówczas zestaw podstawowej wiedzy, niezbędny w dalszych etapach rozwoju edukacyjnego.Studia natomiast ukończył na prestiżowym wówczas uniwersytecie w Pradze, zdobywając kolejno tytuły: bakałarza, mistrza sztuk wyzwolonych oraz bakałarza prawa kanonicznego. To właśnie podczas pobytu w Pradze Włodkowic zdecydować miał o swej przyszłej karierze prawniczej.

    W celu pogłębienia wiedzy i kompetencji naukę prawa kanonicznego kontynuował we Włoszech na jednym z najstarszych uniwersytetów na świecie – Uniwersytecie Padewskim. Po ukończeniu studiów w 1408 r. Włodkowic wrócił do Polski, by trzy lata później otrzymać funkcję kanonika krakowskiego oraz stopień doktora w Krakowie.
    Tolerancja i spory z zakonem krzyżackim

    Collegium Maius (dziedziniec) – najstarszy budynek Akademii Krakowskiej, znajdujący się na rogu ulicy św. Anny i Jagiellońskiej w Krakowie

    Paweł Włodkowic zdecydował się zaangażować w spór prawny państwa polskiego z zakonem krzyżackim. Przy współpracy z pełnomocnikami króla Polski reprezentował stronę polską podczas procesu w Budzie, któremu przewodził cesarz Zygmunt Luksemburski. Jego zaangażowanie oraz skuteczność w działaniach prawnych sprawiły, iż na przełomie 1414/1415 r. wybrany został na rektora słynnej Akademii Krakowskiej.

    Międzynarodową sławę Pawłowi Włodkowicowi przyniósł sobór w Konstancji, podczas którego m.in. spalono na stosie Jana Husa. Polski prawnik – jako członek poselstwa polskiego – uczestniczył w obradach przez cały okres trwania soboru. Podczas posiedzeń soborowych Włodkowic zawzięcie bronił sprawy polskiej przeciw Krzyżakom. Dzięki swej wiedzy i talentom retorycznym sprawa została rozstrzygnięta przez komisję kardynalską na korzyść Polski. Niemniej jednak to, co unieśmiertelniło nazwisko polskiego prawnika na kartach historii prawa, to jego bezprecedensowe krzewienie idei tolerancji w trakcie soboru.Włodkowic głosił, iż nikomu – a w szczególności pod osłoną „szerzenia wiary” – nie wolno siłą nawracać pogan na chrześcijaństwo. Warto zaznaczyć, że powyższe poglądy stanowiły niepopularny i kontrowersyjny wówczas punkt widzenia dotyczący nawracania innowierców.
    Dalsze losy i śmierć

    Średniowieczne przedstawienie soboru w Konstancji

    Pomimo wcześniejszego wyroku komisji kardynalskiej w 1420 r. papież Marcin V wydał orzeczenie prawne, które skłonić miało Polskę do ustępstw względem zakonu krzyżackiego. Król polski odwołał się od wskazanego orzeczenia i ponownie wyznaczył krakowskiego prawnika na reprezentanta i obrońcę interesów Polski. Paweł Włodkowic wielokrotnie w następnych latach podróżował do Rzymu i włoskich uniwersytetów, przedstawiając i broniąc sprawy własnego kraju. Niestety polsko-krzyżacki spór prawny o ziemie ostatecznie zakończył się wojną, która z przerwami trwała przez następne kilkadziesiąt lat, przynosząc zwycięstwo ukochanemu przez Włodkowica państwu polskiemu.

    Po zakończeniu swej służby Paweł Włodkowic spędził resztę życia w umiłowanym przez siebie Krakowie. Prawdopodobnie w 1435 r. polski prawnik oraz prekursor tolerancji religijnej zmarł w wybudowanym przez siebie domu w dawnej stolicy Polski. Warto zaznaczyć, iż w geście upamiętnienia wybitnego myśliciela Rzecznik Praw Obywatelskich w Polsce przyznaje nagrody im. Pawła Włodkowica osobom i instytucjom otwarcie sprzeciwiającym się łamaniu praw i wolności innych.

    Bibliografia:

    Brzostowski T., Paweł Włodkowic, Warszawa 1954.
    Wesołowska E.A., Paweł Włodkowic – współczesne znaczenie poglądów i dokonań, Toruń 1997.

    Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak
    Korekta: Edyta Chrzanowska

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: