Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Polska jako część Ruskiego Miru?

Posted by Marucha w dniu 2022-02-07 (Poniedziałek)

Czyj jest Kijów – a czyj Lwów? Kto ma prawo odwoływać się do tradycji Rusi Kijowskiej, a kto jest jej dziedzictwa uzurpatorem. Te, wydawałoby się, czysto historyczne rozważania – co jakiś czas nabierają nadspodziewanej politycznej aktualności.

W jakim zakresie złożone relacje Warszawy-Kijowa-Mińska-Wilna-Moskwy – wynikają z naszych wspólnych historycznych doświadczeń?

Tradycje Rusi

Przede wszystkim w takich rozważaniach odejść należy od anachronicznego, homogenicznego postrzegania Ruskiego Świata, tych wygodnych szufladek z naklejkami „bizantynizm”, „turanizm” – może i przydatnymi do propagandowego etykietowania, ale w istocie słabo tłumaczącymi złożoność naszej część Europy (i Eurazji). Faktycznie bowiem sytuacja polityczna, a w efekcie także kulturowa i cywilizacyjna Rusi była na tyle zróżnicowana, że można wyróżnić przynajmniej kilka jej głównych nurtów rozwojowych:

– wprost zachodni, latynizujący, reprezentowany przez władców halicko-włodzimierskich i wraz z ich dziedzictwem przekazany wprost Koronie Królestwa Polskiego, które w ten sposób stało się pełnoprawnym współnastępcą Rusi,

– inkorporacyjny, na obszarach poza dominacją mongolską lub tam, gdzie ona była słabsza. Ten włączył się w budowę kulturowo ruskiego państwa litewskiego, długo wahającego się nad dalszymi wyborami cywilizacyjno-geopolitycznymi,

– transformacyjny, poniekąd równorzędny i niezależny wobec pozycji Kijowa, bo pochodzący z Pana Nowogrodu Wielkiego, przekształcającego słowiańskie formy ustrojowo-spoleczne w postać nowożytną, przy jednoczesnym wyborze łącznikowej, tranzytowej formuły geopolitycznej i geoekonomicznej,

– tradycyjny, moskiewski, osłonięty przed westernizacją jarzmem mongolskim i wzbogacający tradycje słowiańskie i prawosławne elementami mongolskiej, eurazjatyckiej organizacji państwowej (w okresie świetności tego imperium najefektywniejszej w świecie).

Wszystkie te cztery nurty mają swoje prawa do dzieła Ruryka, Igora, Światosława, Olgi, Włodzimierza i Jarosława. A zatem Warszawa (ze Lwowem), Mińsk (z Wilnem), Kijów i Moskwa – to właściwe stolice ruskiego miru w jego pełnym, historycznym wymiarze. I sam fakt przyznawania się przez kierowników polityki polskiej niemal wyłącznie do tradycji zachodniej – niewiele zmienia w tym zakresie. Samookreślenia bowiem nie jest bynajmniej tym samym, co świadomość. A zwłaszcza… podświadomość, istniejąca także w zakresie odczuć i emocji społecznych.

Polski Ruski Mir

Oczywiście więc nie należy mylić kwestii kulturowych z bieżącą polityką. Ruskość jest wpisana w polskość i nie wyprzemy się jej, niezależnie od dokonywanych wyborów ideologicznych i geopolitycznych.

Z kolei od strony geopolityki właśnie – taki na przykład współczesny wybór rządzących w Kijowie nie ma przecież nic wspólnego ani z najstarszą tradycją kijowską (nie tylko tą światosławowską), ale jest formą westernizacji daleko dalej posuniętej i niż w przypadku Halicza, i Wielkiego Księstwa. W tym sensie o dziedzictwo Jagiellonów słusznie upomina się Białoruś.

Jeśliby zaś szukać pierwiastków nowogrodzkich, oczywiście też wykoślawionych w formie – to raczej również w dzisiejszej Rosji, w jej nurtach zapadnickich, niekiedy geograficznie utożsamianych z Petersburgiem/Piotrogrodem. I tak dalej – faktycznie każdy już dziś umie sobie uszczknąć coś użytecznego z tego wielkiego ciągu kulturowego i cywilizacyjnego zwanego wschodnią Słowiańszczyzną. I tylko rządzący III RP wydumali sobie, że jedynym urobkiem dla Polski z przeszło tysiąca czterdziestu lat historii (bo tyle minęło od polskiego wkroczenia w orbitę spraw ruskich wraz z lechickim panowaniem nad Grodami Czerwieńskimi, pierwotnym nawet wobec roszczeń Kijowa) – powinien być „strategiczny sojusz” z obecnymi parodiami państw litewskiego i ukraińskiego.

Otóż w każdym, ale to absolutnie każdym aspekcie: historycznym, politycznym, geopolitycznym, geoekonomicznym i kulturowym polski powrót na szlak polityki ruskiej, z Polskim Ruskim Mirem od Wilna po Lwów – byłby naturalniejszy i lepiej uzasadniony niż takie same aspiracje Kijowa czy nawet Moskwy.

Dość zresztą wspomnieć, że w istocie sama wizja „zbierania ziem ruskich” przez Moskwę nie była bynajmniej od początku imperatywem tamtejszego wariantu ruskości. Przeciwnie, jeszcze w XV, a nawet XVI stuleciu to Litwa była uznawana za czynnik bardziej dynamiczny i przyciągający, nawet nie równoprawny, ale wyraźnie przeważający nad Moskwicinami.

Każde ich postąpienie naprzód wynikało więc niemal wyłącznie z kolejnych polsko-litewskich zaniedbań i zaniechań, nie tylko lekceważących władztwo terytorialne i ponoszone w nich ubytki, ale też dwa aspekty kluczowe. Po pierwsze – ekonomiczny, to znaczy samobójczą, autoperyferyzacyjną politykę gospodarczą państwa polsko-litewskiego (o czym więcej tutaj: „Dzieje gospodarczej głupoty w Polsce”). Po drugie zaś – kapitulację światopoglądową, w tym zwłaszcza poświęcenie idei polskiego prawosławia w sytuacji, gdy nawet po kontrreformacji polski katolicyzm nie wykazał mocy dostatecznie ekspansywnej, a przy tym atrakcyjnej kulturowo, by wspomóc polskie wysiłki na rzecz uzyskania dominacji na Wschodzie (więcej: „Groźba ukrainizacji polskiego prawosławia”).

Specyfika położenia geopolitycznego Polski historycznie wymuszała na nas zawsze przeciwdziałanie największemu zagrożeniu – okrążeniu i groźbie walki na dwa fronty. Oczywiście, zmieniały się same zagrażające nam organizacje państwowe – zasada pozostawała jednak niezmienna, co już w czasach nowożytnych stało się zasadą sojuszu Rzeczypospolitej z Imperium Habsburgów.

Otóż zasadniczym problem tamtego nieuchronnego wyboru było, iż rozumiejąc niemożność wyeliminowania zagrożenia zachodniego inaczej niż przez sojusz – nie wykorzystaliśmy czasu i możliwości dla pozbycia się konkurencji moskiewskiej, kiedy jeszcze było to w naszym zasięgu i powinno stać się najważniejszym celem polityki polskiej. Polskiej – bo ruskiej.

Polski Ruski Mir za jednym zamachem powinien zlikwidować rywala i unicestwić groźbę okrążenia. Tymczasem pozostaliśmy bierni, a nasza oferta cywilizacyjna i polityczna stawała się coraz mniej atrakcyjna, nie tylko zresztą dla obszaru ruskiego. Ba, nawet naszą złotą kartę, nasz Kijów straciliśmy w wyniku buntu własnego chłopstwa i lądowych piratów, z którymi sami nie umieliśmy zrobić porządku. Moskwa przyszła właściwie na gotowe. I to także dlatego, że sami nie umieliśmy lub co gorsza nie chcieliśmy jej unicestwić i wchłonąć, gdy była jeszcze słaba.

Województwo ruskie

A przecież Rzeczpospolita miała wiele zrozumienia dla ruskiego komponentu polskiego dziedzictwa. Mimo niepotrzebnych nieporozumień, a faktycznie także dyskryminacji religijnej – identyfikacja ruska polskiej/litewskiej szlachty była oczywistością. Nie tak dawno wszak obchodziliśmy kolejną rocznicę świetnych zwycięstw odnoszonych dla naszego państwa przez ruską kość z kości, hetmana Konstantego Ostrogskiego.

Wspomniane wyżej powstanie kozackie to w polskiej świadomości wojna dwóch wybitnych jednostek – Rusina Jeremiego Wiśniowieckiego i… Polaka Bohdana Chmielnickiego. Historyczni (zwłaszcza słowianofilscy) historycy i kulturoznawcy, jak i wielu współczesnych analityków bliskich nurtowi eurazjatyckiemu nie miało i nie ma wątpliwości, że projekt polsko-litewski był formułą alternatywnej wobec Moskwy organizacji Rusi. Oczywiści – zapadnickiej, rzecz jasna – zlatynizowanej. Ale nadal Rusi pozostającej Rusią, bo też przecież polski sarmatyzm więcej miał wspólnego z ruskością niż współczesną sobie kulturą zachodnioeuropejską.

Nie dziwi też, że z rosyjskiego punktu widzenia alternatywa taka równała się śmiertelne mu zagrożeniu, nie tyle jednak z powodów politycznych, ale jako cywilizacyjna trucizna, w dodatku prowadząca do osłabienia, wykorzenienia i autodestrukcji.

Niezależnie od partykularnego interesu Moskwy widocznego w takich poglądach należy zauważyć, że trudno dyskutować z faktem, iż udziałem projektu polskiego czy w ogóle zachodnio- i południowo-słowiańskiego rzeczywiście stała się marginalizacja i peryferyzacja w ramach struktur Zachodu, utrzymywana niezależnie od jego przemian cywilizacyjnych.

Wschód zaś, niezależnie od własnych kryzysów i tragedii – jakoś jednak trzyma się zarówno tożsamościowo, jak i podmiotowo. Czy stałoby się tak również gdyby Polska w porę zajęła miejsce Moskwy jako centrum Ruskiego Miru? Tego się już dziś nie dowiemy. Z pewnością jednak warto było spróbować.

I pamiętać, że polska część ruskości wciąż istnieje. I da się ją nawet wyrysować na mapie. Najlepiej własnościowej i kulturowej. A jeśli Bóg da – to oby kiedyś i wojskowej, politycznej i… administracyjnej.

Konrad Rękas
https://myslkonserwatywna.pl

Komentarzy 12 do “Polska jako część Ruskiego Miru?”

  1. Mietek said

    Ja powiem tak, jak popatrzeć jakie wartości przyświecają Polakom ( tym z dziada pradziada) to faktycznie ze wszystkich sąsiadów, najbliżej nam do Rosjan, czy Białorusi (tych z dziada pradziada) Rosjanie podobnie jak my oceniają współczesny świat, dla mnie to dziwne że nie potrafimy się dogadać, cała reszta litwiny, Ukraińcy, Estonia, Łotwa, to nie nasza bajka, a już na pewno nie Niemcy czy Angole.

  2. Rozważania o ruskim mirze być może warto zacząć od przetłumaczenia wyrażenia na polski, gdyż jest to określenie dwuznaczne, oznaczać mogące ruski świat lub ruski pokój, a nawet jedno i drugie.

    Jeżeli chodzi o ruski świat, to jest on z pewnością częścią największą świata słowiańskiego, a wszystko co jest częścią Sławii, dotyczy i Polski, tym bardziej największa i najludniejsza część Naszej słowiańskiej przestrzeni. Co do Polski łączności z ruskim światem, to wpływy polskości i ruskości tak się wymieszały przez dzieje, że można nawet stwierdzić, iż Ruś i Polska są wzajemnie w swoich światach. I może przyszedł już czas, by zacząć wyciągać z tego wzajemne korzyści.

    Spośród państw słowiańskich tylko Rosja ma potencjał do zapewnienia pokoju całej Sławii oraz jej okolicom. Szukanie przez mniej ludne narody słowiańskie gwarancji pokoju u niesłowiańskich mocarstw, zwłaszcza tych znanych z drapieżności i zdrad, jest szaleństwem albo i zdradą dziedzictwa słowiańskiego. Do tego trzeba dojrzeć, żeby poprzez kurze bitewne w dziejach podniesione, ujrzeć iż gwarancje od niesłowian niesłowne a drogo opłacone, i złotem, i krwią, nie są splunięcia warte. Straszą nas Rosją? A wystarczy po bratersku dogadać się i już nikt Nas niczym nie postraszy, bo w jedności słowian może być siła. Wystarczy zacząć myśleć.

  3. Antares said

    Najbliższy realizacji tego celu był Stefan Batory, który był bardzo blisko rozgromienia Moskwy. Niestety „dzięki” matactwu watykanu, w Jamie Zapolskim podpisano rozejm i wszystko się rypło.
    Wtedy historia Europy, a i świata naprawdę mogła by się inaczej potoczyć. Przede wszystkim, Batory razem z Moskwą ostatecznie chciał się rozprawić się Turcją. Szwecja wtedy nigdy by się nie odważyła nas zaatakować, a Prusy byłyby tym czym były czyli niegroźnym ratlerkiem. A habsburgowie by cicho siedzieli bo jednej stronie mieliby Francję a po drugiej nas.

  4. Nasila się zaganianie Słowian do rzezi wzajemnej, o czym tu piszę: https://silnapolska.wordpress.com/2022/02/06/braterstwo-slowianskie-moze-nas-uratowac/

    Ale teraz jest tym bardziej ten czas, gdy w Polsce świadomi Słowianie powinni przeciwstawić się międzysłowiańskiemu szczuciu, a zwłaszcza rusofobii. A może nawet więcej? Może stać nas na zawiązanie słowiańskiego stronnictwa, które mogłoby zaproponować Polsce i innym krajom słowiańskim słowiański pokój oparty na braterstwie Słowian i sile Rosji? Po trzech dekadach czołgania Polski przez Zachód, mity o dobrym Zachodzie i złej Rosji coraz bladsze. Może trzeba śmielej spróbować przedstawić polskiemu społeczeństwu inną drogę rozwoju niż półniewolnictwo taniej siły roboczej harujące dla zachodnich korporacji za pół miski ryżu?

  5. Peryskop said

    Racjonalny i perspektywiczny program.

    Re 2 : … Straszą nas Rosją? A wystarczy po bratersku dogadać się i już nikt Nas niczym nie postraszy, bo w jedności słowian może być siła. Wystarczy zacząć myśleć.

    Ale żeby się dogadać, trzeba obustronnie pracować nad zredukowaniem obustronnych uprzedzeń i pretensji poprzez szczere do bólu przepranie trudnych zaszłości historycznych.

    Czy jest na to szansa ?

    Perspektywicznie jest.

    Bo Wielki Reset oznacza Głęboki Kryzys, który będzie łatwiej nam wszystkim przetrwać w bratersko-słowiańskim zjednoczeniu sił.

  6. Maverick said

    Do you remember Lucifer News network that Russia Invaded Georgia, when opposite was the true. Now Lucifer News media selling same B.S. about war in Ukraine. Objective documentary what really happen there.

  7. Dobry władca – zły władca.

    Swiadomi wyborcy – nieświadomi wyborcy.

    Demokracja z hamulcami – demokracja bez hamulców.

    Prawo na bazie etyki – prawo bezetyczne.

  8. Sebastian said

    Polacy czy może obywatele zamieszkujący terytorium dzisiejszej Polski, coraz bardziej upodabniają się mentalnie do żydów. Dobitnie wskazuje na to niewdzięczność w stosunku do swoich wybawców.

    Wyzwolenie spod okupacji niemieckiej, uratowanie żywiołu polskiego przed niechybną eksterminacją, danina krwi przelanej i ofiara życia ponad 600 tysięcy żołnierzy armii radzieckiej, ponadto ponad 700 tysięcy zginęło w obozach na terenie okupowanej Polski, dziś nic nie znaczy dla polskojęzycznych szumowin i łajdaków, niszczących miejsca pochówku, pamięci i pomników oraz perfidnie fałszujących historię.

    „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

  9. Maverick said

    Rodszyld i Brytole przeznaczyli Poliniaków do kasacji. A co durniejsi się prześcigują w swoim waslastwie. Przecież ten baderowski prezio Dudzian to do pięt nie dorasta Orbanowi. A Morawa to agent Rothschild na folwark Polin, gdzie prawami noahickimi będą ich gnębić rzydziańskie onuce NWO.

  10. Lily said

    Pamietacie Kto pojechal do Gruzji,w 2008 r.?.

  11. 2stein said

    W Rosji w XVIII w. rządziła caryca Katarzyna, Niemka – czy to było słowiańskie państwo? Za Stalina połowa aparatu partyjnego to była nacja dzisiejszego prezydenta UA. Patrząc na ubeckie rodziny w Polsce, tam też to się przeobraziło i działa pod płaszczykiem demokracji (może w nieco innym rozumieniu niz w Polsce).
    Na UA rządzi obecnie prezydent wiadomej maści. czy to jest państwo słowiańskie?
    W Polsce jesteśmy po rozbiorze ekonomicznym, kapitał nie jest polski (tu chwała PISowi – hejt murowany :), że zablokował sprzedaż ziemi, bo bylibyśmy dzisiaj de facto w Polsce na niepolskiej ziemi) – czy jesteśmy słowiańskim państwem?
    To jest rzeczywistość, która determinuje teraźniejszą politykę państw z ludnością słowiańską. Antagonizmy sprzyjają zewnętrznym siłom, które dzięki temu się bogacą, a bogacąc przekupują kolejne rzesze internacjonalistów – kiedyś towarzyszy, dzisiaj „europejczyków”.

  12. Mano Negra said

    A co to takiego Ruski mir? Aleksander Dugin pisze o poszukiwaniu/odkrywaniu rosyjskiego logosu, Logosu. Czyli go nie ma. Tak jak nie ma nic takiego jak ruski mir (w obecnym stanie naszej zbiorowej świadomości). Jest natomiast mir słowiański i został ocalony właśnie dzięki Rosji. Dzięki prawosławiu. Słowiański mir, słowiański Mit i słowiański Logos. Od Moskwy, po Arkonę i Konstantynopol.

    Ruś jest święta.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: