Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Jack Ravenno o Wolne tematy (67 – …
    Boydar o Wolne tematy (67 – …
    Boydar o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Mg-42 o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Marek Rogalski o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Kura domowa o Wolne tematy (67 – …
    Piotr B. o Operacja na Ukrainie a globaln…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

John Mearsheimer: Ukraina nie może być proamerykańska

Posted by Marucha w dniu 2022-03-04 (Piątek)

Wśród amerykańskich politologów toczą się ożywione dyskusje na temat źródeł obecnego konfliktu na Ukrainie. Jednym z krytyków polityki tzw. Zachodu na obszarze postradzieckim pozostaje konsekwentnie prof. John Mearsheimer, politolog z Uniwersytetu w Chicago, twórca nurtu realizmu ofensywnego w ramach amerykańskiej szkoły realistycznej w nauce o stosunkach międzynarodowych.

W ostatnim wywiadzie dla amerykańskiego tygodnika „The New Yorker” uczony przedstawia swoją analizę przyczyn wojny o Ukrainę.

Zaczęło się w 2008 roku

„Myślę, że problemy zaczęły się w kwietniu 2008 roku, na szczycie NATO w Bukareszcie, po którym Sojusz wydał oświadczenie mówiące o przyszłym członkostwie Ukrainy i Gruzji. Już wtedy Rosjanie jednoznacznie stwierdzili, że uznają to za egzystencjalne zagrożenie i nakreślili linię na piasku.

Mimo to, z biegiem czasu posuwaliśmy w kierunku włączenia Ukrainy do Zachodu i uczynienia z niej zachodniego przyczółka u rosyjskich granic. Oczywiście, chodzi tu o coś więcej niż tylko ekspansja NATO. Jest ona wprawdzie rdzeniem tej strategii, lecz zakłada się również ekspansję Unii Europejskiej oraz przekształcenie Ukrainy w proamerykańską demokrację liberalną, co z punktu widzenia Rosji stanowi egzystencjalne zagrożenie” – mówi prof. Mearsheimer.

Dodaje przy tym, że tylko jeden z elementów wspomnianej strategii byłby do zaakceptowania przez Moskwę: „mogłaby ona prawdopodobnie zgodzić się na to, by Ukraina stała się liberalną demokracją przyjazną wobec Stanów Zjednoczonych i ogólnie Zachodu, ale bez rozszerzenia NATO i UE”.

Polityka mocarstw to nie imperializm

John Mearsheimer prezentuje typowe dla szkoły realizmu podejście do stosunków międzynarodowych. „To nie imperializm, to polityka wielkich mocarstw. Jeśli jest się takim krajem jak Ukraina i żyje się po sąsiedzku z wielkim mocarstwem jak Rosja, powinno się zwracać baczną uwagę na to, co myślą Rosjanie, bo jeśli bierze się patyk i wtyka go im w oko, trzeba spodziewać się reakcji. Kraje półkuli zachodnie doskonale rozumieją tą zasadę w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych” – stwierdza.

„Moim zdaniem, Zachód, a szczególnie Stany Zjednoczone, są w dużej mierze odpowiedzialne za obecną katastrofę. Jednak żaden polityk amerykański i prawie nikt z przedstawicieli establishmentu amerykańskiej polityki zagranicznej nie będzie chciał przyznać, że tak jest; wszyscy będą mówić o odpowiedzialności Rosjan” – mówi amerykański politolog.

Jak daleko posunie się Rosja?

„Jest dla mnie dość oczywiste, że weźmie Donbas pod postacią albo dwóch niezależnych państw, albo jednego, większego, ale poza tym trudno powiedzieć co zrobi. Sądzę, że jest dość oczywiste, że nie zamierza dotykać Ukrainy zachodniej” – charakteryzuje cele operacji rosyjskiej i Władimira Putina Mearsheimer.

Analizując cele rosyjskiego przywódcy, amerykański politolog stwierdza też, że „rozumie on, iż nie może włączyć Ukrainy do Wielkiej Rosji, ani jakiegoś odrodzonego dawnego Związku Radzieckiego. Nie może tego zrobić. To, co robi na Ukrainie, to coś całkiem innego. Wyraźnie wykraja z niej część terytorium. Zamierza zabrać Ukrainie część terytorium, podobnie jak stało się z Krymem w 2014 roku. Poza tym, jest oczywiście zainteresowany dokonaniem wymiany jej władz. Zresztą, trudno jednoznacznie stwierdzić, do czego to wszystko doprowadzi, z wyjątkiem tego, że on nie zamierza podbijać całej Ukrainy” – stwierdza.

Mearsheimer wskazuje też na rozwiązania, które satysfakcjonowałyby stronę rosyjską: „To polityka wielkich mocarstw i Rosjanie chcą w Kijowie rządów uznających ich interesy. Ostatecznie może skończyć się na tym, że Rosjanie będą chcieli po prostu sąsiadować z neutralną Ukrainą i nie będzie im zależało na jakiejś większej kontroli władz w Kijowie. Być może chodzi im po prostu o rząd neutralny i nie proamerykański”.

Nie będzie ekspansji

„Bardzo ważne, byśmy zrozumieli, że to my wymyśliliśmy historię o agresywnym Putinie i o tym, że to głównie on odpowiedzialny jest za obecny kryzys na Ukrainie. Argumentacja używana przez establishment polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych i generalnie Zachodu obraca się wokół twierdzenia, że jest on zainteresowany stworzeniem Wielkiej Rosji lub odrodzeniem dawnego Związku Radzieckiego. Są ludzie, którzy wierzą, że gdy opanuje Ukrainę, przejdzie do krajów bałtyckich. Nie ma zamiaru zajmować się krajami bałtyckimi” – określa granice rosyjskiej sfery interesów John Mearsheimer.

Podkreśla, że – pomimo mocarstwowego statusu – Rosja nie posiada wystarczającego potencjału ekonomicznego do prowadzenia działań ekspansywnych. „Nie ma powodu, by sądzić, że Rosja będzie regionalnym hegemonem w Europie. Rosja nie stanowi poważnego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Stoimy przed obliczem poważnego zagrożenia w systemie międzynarodowym. Mamy równorzędnego przeciwnika. Są nim Chiny. Nasza polityka w Europie Wschodniej pozbawia nas zdolności stawienia czoła największemu zagrożeniu, przed którym dziś stoimy” – krytykuje politykę Waszyngtonu politolog.

Sojusz przeciwko Chinom

Mearsheimer otwarcie uznaje Moskwę za potencjalnego sojusznika Waszyngtonu w rozgrywce z Pekinem. „Rosjanie są częścią naszej koalicji równoważącej przeciwko Chinom. Skoro żyjemy w świecie, w którym istnieją trzy supermocarstwa – Chiny, Rosja i Stany Zjednoczone – i jedno z tych supermocarstw posiada potencjał czyniący je równym przeciwnikiem, będąc Stanami Zjednoczonymi należy zabiegać o przeciągnięcie Rosji na swoją stronę, by stworzyć przeciwwagę. Zamiast tego nasza głupia polityka w Europie Wschodniej doprowadziła do tego, że Rosjanie pchani są w objęcia Chińczyków” – twierdzi.

Rady dla Kijowa

„W moim przekonaniu strategicznie rozsądną dla Ukrainy polityką byłoby zerwanie jej bliskich związków z Zachodem, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, i podjęcie próby spełnienia oczekiwań Rosjan. Gdyby nie decyzja o rozszerzeniu NATO na wschód i przyjęciu do niego Ukrainy, Krym i Donbas wciąż byłyby ukraińskie, a na Ukrainie nie byłoby żadnej wojny” – mówi Mearsheimer.

Amerykański politolog powtarza przy tym, że Moskwa nie zamierza przejmować pełnej kontroli nad przyszłym państwem ukraińskim. „Myślę, że Rosjanie są zbyt rozsądni, by dać się wciągnąć do okupacji Ukrainy” – podsumowuje.

MP
https://myslpolska.info

Komentarzy 7 do “John Mearsheimer: Ukraina nie może być proamerykańska”

  1. Marek said

    https://ria.ru/20220304/rossiya-1776352950.html

    tłumaczenie maszynowe:

    Nadszedł czas rozrachunku dla Odessy i Donieckiej Alei Aniołów

    Wydaje mi się, że obywatele Rosji w tych dniach ze szczególną uwagą słuchali słów prezydenta Rosji : „Nie można bez wzdrygnięcia przypomnieć sobie straszliwą tragedię w Odessie, gdzie uczestnicy pokojowego protestu zostali brutalnie zabici, spaleni żyją w Izbie Związków Zawodowych. Przestępcy, którzy popełnili to przestępstwo, nie są karani, nikt ich nie szuka, ale znamy ich z imienia i zrobimy wszystko, aby ich ukarać – znaleźć ich i postawić przed sądem.”
    Odeski Chatyń przez osiem lat był niezagojoną raną w sercu. Nie, to nie były tylko szalone trzy godziny w majowy wieczór w Odessie . To była wieloletnia, wieloaktowa tragedia, która rozwijała się powoli i śmiertelnie, uderzając niczym promieniowanie w dusze tysięcy i milionów ludzi.

    Pamięć ludzka stała się niezwykle selektywna. Rosjanie mają na przykład pamiętać represje stalinowskie sprzed prawie wieku. I nie tylko pamiętaj, ale stale przeczesuj tę ranę. Ale przypominanie sobie bardzo niedawnych tragedii jest politycznie niepoprawne i niepostępowe. Tymczasem Stalin i jego bynajmniej nie sentymentalni współpracownicy byliby przerażeni tym, co ukraińscy neonaziści robili w Odessie, Donbasie i tak dalej.
    Przypomnijmy tym, którzy mają krótką pamięć: 2 maja 2014 r. ukraińskie faszystowskie szumowiny wpędziły uczestników pokojowej demonstracji do odeskiego Domu Związków Zawodowych i podpalili. Internet pamięta wszystko, pamięta też twarze dziewcząt i chłopców, którzy przygotowywali koktajle Mołotowa na ulicy.
    Dziesiątki osób spalono żywcem w Domu Związków Zawodowych. Próbując uciec, wielu z nich wyskakiwało przez okna. A potem „Svidomye” rzucił się do nich i pobił ich na śmierć. Trudno sobie wyobrazić stopień brutalności zabójców. Charakter pisma jest łatwo rozpoznawalny: to ich ideowi poprzednicy – ​​Bandera – wpędzali do domów ludność cywilną białoruskich wsi i palili żywcem. Ręce pamiętają.

    Tragedia bez przedawnienia. Pożar w Odeskim Domu Związków Zawodowych
    Od tragedii w Odessie minęło sześć lat, ale jak dotąd nie ukarano ani jednej osoby winnej masakry niewinnych ludzi w Izbie Związków Zawodowych. Nazwiska organizatorów i sprawców tej straszliwej zbrodni nie zostały podane.
    Ale to, czego nie mieli ludzie Bandera z lat 40., to przytulna zhezheshka i urocza dziewczyna z Facebooka. Współcześni mordercy nie tylko torturowali i zabijali, ale też rozmyślnie zamieszczali swoje obrzydliwości na portalach społecznościowych. I zamiast uczciwej hejtu otrzymali lajki, aprobaty i memy na ten temat.
    Wszyscy pamiętamy te żarty na temat „smażonych Colorados”, „kebabów” i tak dalej. Miliony ludzi lub botów, bawiąc się i będąc kreatywnymi, stały się wspólnikami masakry. Ale to był dopiero drugi akt tragedii.
    Trzeci miał miejsce, gdy rodzima inteligencja o jasnych twarzach jakby w ogóle nie zauważyła, co dzieje się w Odessie. A wcześniej nie milczeli. Entuzjastycznie wspierali kijowskich puczystów i nie wahali się robić zdjęć z najbardziej odmrożonymi nazistami. Krzycząc jednocześnie na całe gardło, że „na Ukrainie nie ma faszyzmu ”.
    A teraz naziści naprawdę, oprócz żartów, przybyli do Odessy. I zaczęli niszczyć ludność cywilną. I nagle cały prokijowski tłum odwrócił się gdzieś w bok, ostrożnie zamknął oczy i umilkł. Niektórzy próbowali nawet usprawiedliwić masakrę. Pamiętam niezniszczalny argument: „To (w sensie zabitych) byli ludzie z rosyjskimi paszportami”. Cóż, naprawdę, po co stać na ceremonii z takimi ludźmi?

    W Odessie w rocznicę pożaru Domu Związków Zawodowych odbywa się marsz nacjonalistów”.
    Członkowie niekończących się zjazdów inteligencji, pomników i Pen Center uciszyli straszliwą zbrodnię nazistów, popełnioną w biały dzień w pięknej Odessie, która od czasów okupacji hitlerowskiej nie znała takich okropności. Było to moralne samobójstwo całej „jasnej” partii.
    Co więcej, krewni ofiar próbowali domagać się sprawiedliwości od reżimu kijowskiego. Odessa to małe miasto i wszyscy doskonale wyobrażali sobie, kto był organizatorem tej masakry i kto, że tak powiem, przyniósł muszle. Nie byłoby trudno znaleźć, aresztować tych bandytów i postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości – cóż, gdyby reżim kijowski przynajmniej starał się wyglądać na cywilizowane.
    Nic z tego nie wyszło. Pamiętam, że kamery telewizyjne filmowały Poroszenkę słuchającą matek i żon zmarłych. Nawet coś obiecuje. Marszczy brwi, potrząsa policzkami. I to wszystko. Mordercy pozostali na wolności, a ich wspólnicy w Donbasie otrzymali sygnał: „Możesz”.

    Reżim kijowski potrzebował ośmiu lat terroru, aby zastraszyć ludność pod jego jurysdykcją do granic możliwości, aż do drżenia zwierząt. Tajemnica poliszynela polega na tym, że ukraińscy naziści – podobnie jak ich odpowiednicy z nazistowskich Niemiec – nigdy nie cieszyli się poparciem większości ludzi. Większość regularnie głosowała przeciwko NATO i za dobrymi stosunkami z Rosją . Otóż, żeby uciszyć ludzi, zaczęła się ta długotrwała kpina, której kres kładzie dziś armia rosyjska.
    Na Ukrainie mordowali – otwarcie, w biały dzień – nie tylko sympatyków Rosji, ale po prostu tych, którzy odważyli się myśleć trochę inaczej. Masowo zniszczono ludność cywilną Donbasu. Torturowali więźniów, strzelali do przypadkowych osób, wysadzali domy, szkoły, przystanki trolejbusowe. Aleja Aniołów w Doniecku stała się straszliwym pomnikiem terroru . Tam, na pamiątkowej tablicy, wyryte są imiona drobnych mieszkańców miasta, którzy zginęli z rąk nazistów. Sto czterdzieści dziewięć martwych dzieci – to właśnie kijowski reżim przywiózł do Donbasu.
    Ostatni akt tragedii, która rozpoczęła się osiem lat temu, rozgrywa się teraz na naszych oczach. Rosyjscy żołnierze walczą o wyzwolenie Ukrainy z faszystowskiej mgły. Są bardzo twarde. Ukraińscy naziści najlepiej słyszeli i rozumieli prezydenta Putina. W obawie przed nieuniknioną zemstą biorą na zakładników ludność cywilną miast, niszczą kraj – na ogół zachowują się jak klasyczni terroryści. Ale to ich nie uratuje.

    Niestety, wielu rosyjskich sympatyków reżimu kijowskiego wciąż ma tak chorowite zasoby administracyjne. Nadal usprawiedliwiają nazistów i oszukują rosyjską młodzież swoimi opowieściami z krypty. Niektórzy z ich podopiecznych – uczniowie, uczniowie, kibice – już wychodzą na wiece „przeciwko wojnie”. Słuchaj, jakaś dziewczyna w Moskwie ostatnio rzuciła w policję koktajlem Mołotowa.
    Chciałbym prosić tych młodych ludzi o przeczytanie napisów na pomniku w Donieckiej Alei Aniołów. Po prostu czytaj. Orekhov Zhenya, dziewięć lat. „Nesteruk Wania, pięć lat”. „Martynyuk Sofia, cztery lata”.
    Ludzie, udekorowani różnego rodzaju insygniami i nagrodami, stopniami i tytułami, przez wiele lat bawili się nad losem tych dzieci. „Ukrzyżowany chłopiec”, och, jakie to zabawne. To wszystko, co od nich słyszeliśmy, od naszych, że tak powiem, władców myśli. Jakaś straszna ironia polega na tym, że na takim tle z jakiegoś powodu nazywają siebie rosyjską inteligencją. To po prostu absurd.

    Ich „przeciwko wojnie” to nowa wersja już dość już „wypiją bawarskiego”. Wciągając swoją publiczność na wiece, robią wszystko, aby ukraińscy naziści nadal zabijali dzieci. Czasami wydaje się, że nie mają nic przeciwko temu, by ich aleje Aniołów pojawiały się w Biełgorodzie i Rostowie , Moskwie i Petersburgu . Wtedy mieliby doskonały powód, by obłudnie wzdychać nad tym, jak niewłaściwi Rosjanie w końcu dostali się za swoją „nieprawdę”. I w głębi duszy byliby niezwykle szczęśliwi z powodu tego, co się dzieje. Czuje się, że okrucieństwa ukraińskich nazistów po części ich bawią. Nie, to oczywiście przerażające, ale co za zastrzyk adrenaliny! Tak bardzo kochają temat lustracji, naszych jasnych twarzy. Cóż, nietrudno zobaczyć, o czym fantazjują.
    Ale to wszystko oczywiście się nie wydarzy. Rosyjscy żołnierze robią dziś wszystko, aby Aleje Aniołów nigdy więcej nie pojawiły się w rosyjskich miastach. Aby nigdy nie powtórzyć masakry w Odessie. Aby wszyscy organizatorzy ukraińskiego terroru wylądowali na doku, a potem na pryczy. I tak, Dmitrij Miedwiediew bardzo słusznie przypomniał, że nadszedł czas, aby przywrócić karę śmierci za szczególnie poważne przestępstwa. Ludzie to poprą.

  2. Diana said

    https://forumdlazycia.wordpress.com/2015/01/03/polska-buduje-cywilizacje-wojny-prof-anna-razny/?preview_id=27723&preview_nonce=00fc25c6ac&preview=true

    3 STYCZNIA, 2015 AUTOR: EMJOT
    Polska buduje cywilizację wojny – prof. Anna Raźny
    afganistan_konwentnarodowypolski.wordpress.com

    „Polska buduje cywilizację wojny… Cywilizacja wojny jest hańbą XXI wieku i okryte nią polskie „elity” nie mają prawa odwoływać się do cywilizacji łacińskiej”.

    ROBI TO LICHWIARSKI OKUPANT, który CAŁKOWICIE PRZEJĄŁ i UZBROIŁ PAŃSTWO POLSKIE, SKIEROWUJĄC WSZYSTKIE JEGO SIŁY NAJPIERW PRZECIWKO NARODOWI POLSKIEMU ?!!

    *****

    W świadomości Polaków sama nazwa NATO, podobnie jak transatlantyckiej opcji politycznej — nabrała znaczenia słów-kluczy o charakterze wręcz magicznym, zaś amerykańskie koneksje stały się powodem do chluby w biografiach elity nie tylko politycznej, ale również intelektualnej i artystycznej.

    W momencie upadku PRL społeczeństwo polskie było przekonane, że takie inwazje Polski, jak najazd na Czechosłowację w 1968 roku z wojskami Układu Warszawskiego w ramach tzw. bratniej pomocy — został wprawdzie na nas wymuszony, — jednak był i pozostanie powodem do wstydu.

    Polacy byli przekonani, że był to precedens, który w nowej rzeczywistości nigdy się już nie powtórzy. — I choć była to jedyna tego typu operacja wojskowa Układu Warszawskiego, która przyniosła śmierć około dwustu osób, zadecydowała o negatywnej jego konotacji i negatywnej roli w historii stanowiących go państw członkowskich.

    Nasze społeczeństwo, oczekujące od lat upadku komunizmu, przyjęło Rozpad Układu Warszawskiego – noszącego oficjalną nazwę Układu o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej – z ulgą, radością i nadzieją, że Polska nie będzie więcej musiała uczestniczyć w żadnej inwazji na jakikolwiek kraj.

    Polacy dumnie zwrócili się ku Zachodowi, bo przecież bez rozlewu krwi wydostali się spod sowieckiej okupacji – jak nazwali postsolidarnościowi politycy i historycy IPN zależność PRL od ZSRR.

    Wychodzili z imperium zła, jakim był Związek Radziecki, a wkraczali do świata Zachodu, któremu wielu – nie tylko polityków, ale również uczonych i różnych autorytetów – przypisało atrybuty dobra jako stałych danych.

    A zatem, jeśli w tym świecie zdarzać by się miały wojny, to tylko sprawiedliwe – w obronie najwyższych, absolutnych wartości i w interesie ludzkości.

    Stany Zjednoczone – hegemon tego „ imperium dobra” – traktowane były wówczas przez Polaków z nabożną czcią, jako gwarant ładu światowego, sprawiedliwości i demokracji.

    Tę ostatnią, — zgodnie z życzeniem hegemona, — Polacy przyjęli za cel i sens istnienia nie tylko państwowego, ale również narodowego.

    Nikt nie śmiałby nawet pomyśleć, że stacjonowanie wojsk USA w Europie – pół wieku od zakończenia II wojny światowej, w dodatku po rozpadzie nie tylko ZSRR, ale również Układu Warszawskiego – jest okupacją starego kontynentu.

    Świadomość Polaków – podobnie zresztą jak wszystkich Europejczyków – została tak ukształtowana przez amerykańską propagandę, — że wojska USA i stworzonego dla interesów tego mocarstwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zapewniają pokój nie tylko Europie, ale również całemu światu, w przeciwieństwie do wojsk sowieckich, których pobyt w krajach bloku komunistycznego miał zawsze charakter okupacyjny.

    Ta świadomość polskiego społeczeństwa z czasów zimnej wojny ani na jotę nie uległa zmianie.

    Co więcej, została po 1989 roku podbudowana drogą perswazji, argumentacji i propagandy amerykańskiej tak mocno, iż Polacy uwierzyli w paradoks:

    — skoro nie ma już Układu Warszawskiego, to koniecznością jest przystąpienie do NATO.

    Znalazłszy się w obszarze wpływów upragnionego „imperium dobra”, — mimo swej wiary w jego wielki mit, rezygnacji z obrony własnych interesów i przyjęcia amerykańskiego modelu reform ustrojowych, a nade wszystko gospodarczych w postaci terapii szokowej Jeffreya Sachsa – firmowanej przez Leszka Balcerowicza – Polska nie otrzymała żadnych gwarancji swego bezpieczeństwa.

    Otrzymała natomiast propozycję wstąpienia do NATO jako sojuszu wojskowego, stworzonego (4.04.1949) — pierwotnie dla obrony militarnej Zachodu przez Związkiem Radzieckim, — a po jego rozpadzie utrzymującego „równowagę strategiczną” między Wschodem i Zachodem.

    Gdy w 1996 roku prezydent USA Bill Clinton zapowiedział rozszerzenie sojuszu i zaproszenie do niego trzech państw należących w przeszłości do Układu Warszawskiego – Polski, Węgier i Czech – Polaków ogarnęła euforia.

    Odebrali to jako nagrodę za ich wytrwałe dążenie do niepodległości, a nade wszystko za Solidarność. — To miała być dla nas nie tylko nagroda, ale również automatyczna nobilitacja – uzyskanie statusu równych w tym elitarnym gronie „wolnego świata”.

    Od połowy lat 90. zakładano w Polsce różne stowarzyszenia oraz kluby na rzecz NATO i opcji transatlantyckiej, podejmowano szereg misji do USA, jako decydenta w sprawach sojuszu i hegemona demokracji.

    Nawiązano wszystkie możliwe kontakty ze Stanami Zjednoczonymi i jego instytucjami jawnymi i niejawnymi.

    Pobyt w USA na szkoleniu, stażu, stypendium, a tym bardziej amerykański grant — stały się przepustką nie tylko do świata polskiej polityki, ale również nauki i kultury.

    Profitenci tych relacji z „imperium dobra” — utworzyli najsilniejsze w Polsce lobby pronatowskie, sterowane przez wytrawnych agentów amerykańskiego wpływu, mających do dyspozycji wszystkie bez wyjątku media.

    W świadomości Polaków sama nazwa NATO, — podobnie jak transatlantyckiej opcji politycznej — nabrała znaczenia słów-kluczy o charakterze wręcz magicznym, zaś amerykańskie koneksje stały się powodem do chluby w biografiach elity nie tylko politycznej, ale również intelektualnej i artystycznej.

    W tym naiwnym, — graniczącym ze zdradą polskich interesów otwarciu na amerykańskie wpływy — nikt nie upatrywał niczego zdrożnego.

    Oczywiste przecież było, że trzeba się strzec jedynie agentury moskiewskiej i tropić ją do upadłego. — Dlatego walkę z nią zaplanowano na długo i na kilka etapów.

    Teraz już wiadomo, że między innymi po to, aby utrzymywać polskie społeczeństwo w przekonaniu, że nawet po wstąpieniu do NATO i UE najgroźniejsi są dla nas nadal agenci KGB i Rosja.

    Nikt nie ośmielił się formułować pytania,

    — jakie służby tzw. Zachodu (że amerykańskie, to oczywiste – zgodnie z umową między Reaganem i Gorbaczowem – ale jakie inne jeszcze?) — stały za gremium umawiającym się przy okrągłym stole w sprawie przyszłych losów Polski.

    Nikt również nie przejmował się wówczas tym, — że przed wstąpieniem Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego (8.08.1997.) — jego władze podpisały w Paryżu z Moskwą „Akt Stanowiący o Wzajemnych Stosunkach, Współpracy i Bezpieczeństwie” między NATO a Federacją Rosyjską (27.05.1997).

    — Akt ten regulował wzajemne relacje jako partnerskie i określał taki poziom ich potencjału militarnego, który hamował wyścig zbrojeń.

    Warto przypomnieć istotny jego fragment z rozdziału „Zasady”:

    „Państwa członkowskie NATO i Rosja ponownie podkreślają, że państwa-strony powinny, indywidualnie lub wspólnie z innymi, zachować tylko taki potencjał militarny, jaki jest współmierny do ich indywidualnych lub wspólnych uzasadnionych potrzeb w dziedzinie bezpieczeństwa, z uwzględnieniem ich międzynarodowych zobowiązań, w tym także Traktatu CFE.

    Każde państwo-strona oprze swą zgodę na postanowienia przekształconego Traktatu, dotyczące wszystkich narodowych pułapów sprzętu państw-stron, na swoich ocenach obecnej i przyszłej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa w Europie.

    Ponadto, w rokowaniach na temat przekształcenia Traktatu CFE państwa członkowskie NATO i Rosja, wraz z innymi państwami-stronami, będą dążyć do wzmocnienia stabilności poprzez dalszy rozwój przedsięwzięć na rzecz zapobieżenia jakiemukolwiek potencjalnie zagrażającemu zwiększeniu sił konwencjonalnych w uzgodnionych regionach Europy, w tym w Europie Środkowej i Wschodniej.

    NATO i Rosja sprecyzowały swoje zamiary co do stanu swych sił konwencjonalnych w nowych warunkach bezpieczeństwa europejskiego i są przygotowane do konsultacji dotyczących rozwoju tego stanu w ramach Stałej Wspólnej Rady.

    NATO potwierdza, że w obecnych i dających się przewidzieć warunkach bezpieczeństwa Sojusz będzie realizował swe zadania w dziedzinie zbiorowej obrony oraz inne zadania poprzez zapewnianie niezbędnej interoperacyjności, integracji i zdolności do wsparcia, a nie poprzez dodatkowe stałe stacjonowanie znaczących sił bojowych” [1].

    I wówczas — i potem — nikt z decydentów ani też ze środowisk opiniotwórczych w Polsce — nie wiązał tych zapisów z państwami NATO, które było przecież wizytówką „wolnego świata” i ”imperium dobra”.

    Należało pilnować Rosji i jej patrzeć na ręce.

    Wprawdzie przed przystąpieniem Polski do Sojuszu, jego wojska dokonały kilkakrotnie interwencji zbrojnej w byłej Jugosławii, — ale propaganda transatlantycka zrobiła wszystko, aby przedstawić je jako „operacje pokojowe oraz stabilizacyjne” — i w ten sposób uśpić sumienie tzw. światowej opinii publicznej, również polskiej.

    Zaczęto także rugować z oficjalnego języka pojęcie wojny, zastępując je w perfidny sposób terminami: „stabilizacji” i „misji” i „operacji”.

    W sprowokowanych przez USA i Niemcy — konfliktach zbrojnych w Jugosławii słynne działania pokojowe sojuszu miały charakter „operacji powietrznych lotnictwa NATO”.

    Ich pierwsza faza miała miejsce w latach 1993-1995 i powinna być przesłanką do konkluzji, iż sojusz zmienił swój charakter i z obronnego przeszedł na pozycję agresora.

    — Polska stojąca wówczas w poczekalni do NATO otrzymała czerwony sygnał, który zlekceważyła.

    Zlekceważyła również kolejny, którym była druga faza „operacji powietrznych wojsk NATO” w byłej Jugosławii – trwające od marca do czerwca bombardowanie Serbii.

    Stanowi ono szczególny rozdział haniebnej historii NATO w powojennej Europie – a jednak nie ostudziło pronatowskiej euforii w Polsce ani też nie zrodziło głębszej refleksji geopolitycznej.

    — Co więcej, nie zrodziło też refleksji moralnej.

    Przyjęto zasadę, że NATO – podobnie jak USA – ma zawsze rację, nigdy się nie myli.

    Ta bezkrytyczna postawa Polski wobec ewidentnego zła moralnego, społecznego, cywilizacyjnego — była jednym z ważniejszych świadectw transformacji naszej mentalności i naszego charakteru narodowego.

    Cywilizacja łacińska stawała się w szybkim tempie pustym hasłem.

    Jej trwałym elementem jest przecież wypracowana przez św. Augustyna i rozwinięta przez św. Tomasza filozofia pokoju, dopuszczająca wojnę jedynie jako środek wyjątkowy i ostateczny.

    — W De civitate Dei — św. Augustyn podkreśla, że wojna, jako środek ostateczny prowadzić musi do pokoju, który jest dobrem najwyższym, ściśle związanym z naturą człowieka.

    Nikt bowiem – jak pisze – nie dąży do wojny poprzez pokój, lecz prowadzi wojnę dla osiągnięcia pokoju.

    Św. Tomasz uszczegółowił problem wojny w ramach filozofii pokoju, dopuszczając tzw. wojnę sprawiedliwą,

    — nazywaną słuszną, jako taką, — której jedynym uzasadnieniem jest nadzieja sprawiedliwego pokoju.

    To jest zbudowana na gruncie chrześcijańskich wartości moralnych uniwersalna koncepcja, która stała się jednym z ważniejszych filarów cywilizacji łacińskiej.

    Warto w tym miejscu przypomnieć, że ten najwybitniejszy chrześcijański filozof określił jednocześnie trzy warunki sprawiedliwej wojny:

    1. decyzję o jej rozpoczęciu może podjąć jedynie prawowita władza publiczna

    2. Sprawiedliwa wojna może toczyć się jedynie w imię słusznej sprawy, którą św. Tomasz określa za św. Augustynem jako: — ukaranie agresora, naprawienie wyrządzonych krzywd, przywrócenie równowagi i zaprowadzenie porządku społecznego.

    Ani jedna z wojen prowadzonych po II wojnie światowej przez USA – na Bliskim Wschodzie z udziałem Izraela jako strategicznego sojusznika – i NATO — nie spełniała żadnego z tych warunków.

    Polskim piewcom cywilizacji łacińskiej nie przeszkadzał jednak i nie przeszkadza nadal ten antynomiczny wobec jej pokojowego charakteru wymiar Sojuszu Północnoatlantyckiego, który przekształcił się w światowego agresora.

    Polska, jako jego członek — wzięła udział w sprzecznych z chrześcijańską moralnością i koncepcją pokoju — wojnach USA w Iraku i Afganistanie, zgodziła się na bombardowanie Libii, a ostatnio Syrii.

    Nie zaprotestowała i nie protestuje, gdy w wyniku inicjowanych przez USA, Izrael i wspomaganych przez NATO krwawych rewolucji arabskich dokonywane jest ludobójstwo chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

    Milczą polscy katolicy, a nade wszystko katolickie media, które nie cofają się nawet przed propagowaniem amerykańsko-natowskich „racji”.

    — Co najwyżej puszczą informację o tym, że w świecie islamu prześladowani są chrześcijanie i ginie cywilna ludność.

    Nie przepuszczą jednak żadnej analizy, której autor odważyłby się przedstawić rolę USA, Izraela i NATO w prowokowaniu wojen na Bliskim Wschodzie i w będącym ich skutkiem ludobójstwie chrześcijan.

    Nie ma w mediach ludzi, nie mówiąc już o środowisku polityków i elit opiniotwórczych, którzy powiedzieliby jasno polskiemu społeczeństwu,

    — że są to działania godzące w chrześcijańskie wartości moralne i cywilizację łacińską.

    Nie ma nikogo, kto powiedziałby stanowczo, że wojny USA i NATO przekształciły się w permanentną wojnę globalną, za którą ponosi odpowiedzialność również Polska.

    Że z wojną globalną koordynowana jest wojna ekonomiczna prowadzona poprzez różnego rodzaju embarga i sankcje oraz narzucanie suwerennym państwom demokracji w amerykańskim stylu, — genderyzmu i reform ekonomicznym w interesie MFW, Banku Światowego i ponadnarodowych korporacji.

    Że również wojna ekonomiczna, wypowiedziana m.in. Iranowi, a ostatnio Rosji, — nie ma nic wspólnego z cywilizacją łacińską, na którą powołują się nade wszystko tzw. prawicowe środowiska w Polsce.

    Ich luminarze wiedzą o tym dobrze, ale wolą siedzieć cicho albo koncentrować się na kłótniach między PO i PiS, — bo to niczym nie grozi, a nade wszystko usypia sumienie Polaków.

    Bezpiecznie też jest nadal pisać i mówić o groźnym komunizmie,

    — a w obliczu trzeciej wojny światowej uprawiać wyłącznie politykę historyczną, z której ma wynikać jedno: — największym zagrożeniem dla Polski i światowego pokoju jest Rosja.

    To ona i tylko ona chce nas unicestwić, bo skoro zaanektowała Krym (nikt w wiodących mediach nie mówi o jego powrocie do Rosji), — to już nikt i nic jej nie powstrzyma i dojdzie do Odry.

    Uzasadnieniem dla tej manipulacji jest wsparcie Rosji dla Donbasu, który nie uznał zamachu stanu w Kijowie i zbuntował się przeciwko nielegalnej władzy, odmawiającej milionom żyjących tu Rosjan prawa do ich rodzimego języka.

    W ramach tej manipulacji udział Polski w przygotowaniu przewrotu w Kijowie, wsparcie dla działań prezydenta Poroszenki przeciwko Donbasowi, pomoc wojskowa i zaopatrzenie w broń wojsk rządowych Ukrainy, — które wszczęły wojnę domową — jest działaniem szczytnym, bo prowadzonym do poszerzenia UE i NATO.

    — Celem tej zmasowanej propagandy wojenno-natowskiej jest całkowita dezorientacja polskiego społeczeństwa i ubezwłasnowolnienie wobec perspektywy globalnego kataklizmu wojennego.

    W jej ramach rugowana jest ze świadomości Polaków koncepcja rozbudowy polskiego potencjału militarnego nade wszystko w interesie Polski i zgodnie z nauką św. Tomasza – dla pokoju.

    W myśl wytycznych „kwatery głównej” — Polska ma się zbroić w ramach NATO, dla NATO i dla jego przyszłych nowych członków, m.in. Ukrainy – w imię nowych wyzwań, stających przed tym największym w świecie sojuszem wojskowym.

    — Najnowszym dla niego wyzwaniem jest oczywiście Rosja.

    Kto pamięta czasy komunizmu, ten uczciwie przyzna, że jest to propaganda w jego stylu, podejmowana w przekonaniu, że Polacy nie zorientują się, kto ich pcha do nowej wojny światowej.

    Propaganda amerykańsko-natowska uśpiła też pamięć polskiego społeczeństwa o nadchodzącej 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej, aby nie zmobilizować „pacyfistów”, mogących pomieszać szyki strategom wojny permanentnej, — której celem nie jest pokój, równowaga i sprawiedliwość, — ale chaos, destrukcja, krzywda, poniżenie.

    Wystarczy spojrzeć na skutki uderzenia na Afganistan i jego okupacji, na Irak, Libię, Syrię, — którą zaatakowali najpierw uzbrojeni przez USA i członków NATO „bojownicy” — budujący obecnie na Bliskim Wschodzie Państwo Islamskie – a ostatnio bombardują samoloty amerykańskie.

    Znamienne, że w wyniku tych działań uległy zagładzie irackie i syryjskie enklawy chrześcijaństwa.

    — To, co jest skutkiem wojen USA i NATO — trzeba nazwać cywilizacją wojny.

    Przerażające są jej świadectwa: — śmierć setek tysięcy niewinnych ludzi, miliony uchodźców żyjące w obozach na cudzej ziemi, totalne zniszczenie, zapaść cywilizacyjna, a nade wszystko poczucie okrutnej krzywdy i poniżenia trawiące miliony ludzi – całe narody i społeczeństwa.

    Cywilizacja wojny jest hańbą XXI wieku — i okryte nią polskie „elity” nie mają prawa odwoływać się do cywilizacji łacińskiej.

    prof. Anna Raźny

  3. Diana said

    https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-a-macierewicz-jezeli-ukraina-upadnie-to-nastepnym-celem-ataku-bedzie-wschodnia-flanka-nato-w-tym-polska/

  4. Diana said

    „Polska buduje cywilizację wojny” – prof. Anna Raźny.
    https://forumdlazycia.wordpress.com/2015/01/03/polska-buduje-cywilizacje-wojny-prof-anna-razny/?preview_id=27723&preview_nonce=00fc25c6ac&preview=true

  5. walerianda said

    Dalej Rodacy czekajcie na zbawienie a zapewniam, że go doczekacie jako ofiary pogardzające własną ojczyzną.

  6. ! said

    „Na Ukrainie mordowali – otwarcie, w biały dzień – nie tylko sympatyków Rosji, ale po prostu tych, którzy odważyli się myśleć trochę inaczej. ”

    Spokojnie. Jeszcze trochę a tutaj będzie to samo.

    „Niestety, wielu rosyjskich sympatyków reżimu kijowskiego wciąż ma tak chorowite zasoby administracyjne. Nadal usprawiedliwiają nazistów i oszukują rosyjską młodzież swoimi opowieściami z krypty. Niektórzy z ich podopiecznych – uczniowie, uczniowie, kibice – już wychodzą na wiece „przeciwko wojnie”. Słuchaj, jakaś dziewczyna w Moskwie ostatnio rzuciła w policję koktajlem Mołotowa.”

    Tak! Są tacy. Spotykam ich na czatach.
    Większość rosyjskiej młodzieży to banda bezmózgich kretynów. Putin skoncentrował się na geopolityce ale polityka wewnętrzna leży. Rosja powinna być dawno już państwem zamkniętym jak Korea. Zero internetu i wyjazdów za granicę. A „opozycja” po cichu do piachu. W przeciwnym razie za czas jakiś będzie koniec.

  7. Krzysiek1956 said

    @1, @2
    Piękne dwa teksty ale niestety dla ludzi myślących. Kto z tej hołoty wrzeszczącej dzisiaj w TV, a niedługo zapewne na ulicach, potrafiłby przeczytać je ze zrozumieniem?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: